Ekonomiczna globalizacja źle służy amerykańskim obywatelom, którzy przestali być obywatelami, a stali się „pracownikami do wyrzucenia“, są bowiem zbyt drodzy. Globalizacja tego typu dobrze sprawdza się w przypadku globalnych korporacji, które mogą osiągać wzrost biznesu dzięki sprzedaży swoich produktów klientom z „dołu konsumenckiej piramidy“, gdzie znajduje się 4 miliardy potencjalnych nabywców. Ci potencjalni klienci nie mają wprawdzie pieniędzy, ich roczny dochód wynosi bowiem średnio 1500 dolarów na rok. Można znaleźć na to rozwiązanie. Aby mogli kupować wystarczy dać im pieniądze, czyli pracę. Zrobiła to na przykład firma Apple, która zatrudnia tylko 18 tysiące pracowników w USA, a 1 milion zagranicą.
Aby ponownie uprzemysłowić USA należy nałożyć podatki na tych, którzy eksportują pracę. Dochód z tego podatku stanowiłby podstawę zabezpieczenia socjalnego dla tych, którzy stracili pracę w wyniku globalizacji. Dlaczego bogaci Amerykanie mieliby inwestować w zatrudnianie Amerykanów, skoro ci nie mają stałych dochodów, które generowałyby zapotrzebowanie na nowe towary i usługi? Tak zwane pakiety stymulujące być może mogą wygenerować pewne zapotrzebowanie na towary, ale ich dostawy przyjadą z Chin i z innych krajów, do których przerzucono produkcję z USA.
Według powtarzającej się mantry, Amerykanie nie są konkurencyjni w stosunku do innych krajów. Oczywiście Amerykanie nie mogą konkurować, jeśli chodzi o wysokość płacy z Chińczykami czy Hindusami (których stać na 4,5 kg mięsa na rok). Gdyby Amerykanie chcieli w ten sposób z nimi konkurować, musieliby cofnąć się do XIX wieku.
Wedle innej obiegowej opinii Amerykanie nie są wystarczająco innowacyjni, by konkurować z resztą świata.To nie jest prawda. Według Indeksu Innowacyjności, USA są pod tym względem na pierwszym miejscu w świecie (The Economist Pocket World in Figures 2011). Amerykanie są bardzo innowacyjni, problem tylko w tym, że komercjalizują swoje pomysły za granicą, tam gdzie jest produkcja. Natomiast innowacyjność w usługach prowadzi do ich automatyzacji, czyli likwidowania zatrudnienia. Jak wiemy z własnego doświadczenia usługi klienta (customer service) stały się martwe w USA. Nie potrzebujemy takiej „innowacyjności” w USA.
Teoria Keynesa (stymulacja rozwoju przez rząd) nie wychodzi w obecnych warunkach. Teoria Hayeka/Friedmana (że rynek ma rację) też nie sprawdza się. W XXI wieku potrzebujemy całkiem nowej teorii. Niestety amerykańscy ekonomiści i politycy są nieinnowacyjni. Być może zamknęli im usta lobbyści.
Dlatego nie należy spodziewać się, że ci co wywołali obecny kryzys, zechcą teraz naprawić gospodarkę. Sytuację być może poprawi własna, amerykańska wiosna na wzór arabskiej, po której nastąpi dyktatura prawa i porządku. To może się zdarzyć szybciej niż ktokolwiek się dzisiaj spodziewa.
Prof. Andrzej Targowski, absolwent Politechniki Warszawskiej, współtwórca polskiej informatyki w latach 60. i 70. Obecnie dyrektor Center for Sustainable Business Practices WMU Haworth College of Business, Western Michigan University.
60. i 70. Obecnie dyrektor Center for Sustainable Business Practices WMU Haworth College of Business,





Komentarze do wiadomości "Same usługi Ameryce nie wystarczą"
Re: Same usługi Ameryce nie wystarczą
"Aby ponownie uprzemysłowić USA należy nałożyć podatki na tych, którzy eksportują pracę. Dochód z tego podatku stanowiłby podstawę zabezpieczenia socjalnego dla tych, którzy stracili pracę w wyniku globalizacji." :DDDDRe: Same usługi Ameryce nie wystarczą
W gospodarce baza materialna (rolnictwo i przemysł) były, są i będą najważniejsze. Dzięki niezwykłemu postępowi naukowo-technicznemu jest możliwa zmiana (zmniejszenie) ilości zatrudnionych w sektorach materialnych, ale to nie oznacza, że ich znaczenie zmniejsza się. Dziwi brak myśli strategicznej przy wyprowadzaniu produkcji zagranicę. Ta moda już kończy się, ale konsekwencje tej głupoty będą odczuwalne przez wiele lat, dopóki nie odbuduje się przemysłu. Jeśli chodzi o sektor usług, to jego wielkość jest zależna od właściwie działających: rolnictwa i przemysłu. Standard materialny społeczeństwa zależy od wysoko wydajnego rolnictwa i przemysłu. Konsekwencją takiego myślenia powinno być zmniejszanie wydatków w sferze usług, bo to właśnie sektor usług generuje długi. W makroekonomii suma wyprodukowanych dóbr materialnych i usług nie może być większa od skonsumowanych. Przenosząc to na sferę finansową – pieniądze muszą mieć pokrycie w towarach. To w fabrykach pieniądze nabierają swoją wartość. W obecnej filozofii ekonomii pieniądz jest towarem, ale pieniądze bez pokrycia w towarach nie można uważać za bogactwo. To jest postawienie sprawy na głowie. Pojawiające się w mediach terminy o gospodarce postindustrialnej są nieporozumieniem.Re: Same usługi Ameryce nie wystarczą
ejd, nie zgadzam się z Tobą. "Jeśli chodzi o sektor usług, to jego wielkość jest zależna od właściwie działających: rolnictwa i przemysłu." Tak, ale nikt nie powiedział, że to rolnictwo i przemysł musi być w tym samym kraju. Jakie rolnictwo i przemysł ma Luksemburg? Prawie żadne. Żyją z usług, i to bardzo dobrze, a potrzebne dobra przemysłowe i żywność sprowadzają z zagranicy. Tu nie ma żadnego problemu. Problem zaczyna się gdy outsourcing produkcji za granicę prowadzi do osłabienia innowacyjności kraju. Jak to się dzieje. Kiedy koncern zleca produkcję za zewnątrz, dział badań i rozwoju w kraju macierzystym nie ma takiego kontaktu z materią jak wcześniej. Powoli tracą komepencje techniczne na rzecz swoich podwykonawców. Jest bardzo ciekawy artykuł na ten temat w amerykańskim Forbesie: http://www.forbes.com/sites/stevedenning/2011/08/17/why-amazon-cant-make-a-kindle-in-the-usa/