Rok temu Egipcjanie w różnym wieku i różnego wyznania wyszli na ulice i w ciągu zaledwie 18 dni stosunkowo pokojowych protestów usunęli reżim, który żelazną ręką rządził nimi przez 30 lat. Obywatele tego kraju zainspirowani imponującym, choć pozbawionym przywódców ruchem, przezwyciężyli dziesięciolecia strachu, odzyskując prawo do głosu co do swojej przyszłości.
Choć od tego euforycznego okresu wiele osiągnięto, dziś rewolucja egipska okazuje się niestety niekompletna i niedoskonała. I to w takim stopniu, że niektórzy wątpią, czy w pełni się ona powiedzie. Jestem przekonany, iż okaże się, że ci wątpiący są w błędzie.
W ciągu minionego roku Egipcjanie oddali głosy w pierwszych wolnych i uczciwych wyborach parlamentarnych. Odkrywają swobodę wyrażania własnych opinii i posługują się nią w sposób, który jeszcze nie tak dawno wydawał się wręcz nie do pomyślenia. Rośnie uczestnictwo w działaniach o charakterze obywatelskim. A Egipcjanie dowiadują się mnóstwo o tym, jacy są jako społeczeństwo i co są w stanie zbiorowo osiągnąć.
Po raz pierwszy od dziesięcioleci miliony Egipcjan czują obecnie, że kraj „należy” do nich i że są bezpośrednio odpowiedzialni za jego sytuację i za sytuację przyszłych pokoleń. To bezcenne wprost osiągnięcie dla kraju, który przez tak wiele lat doznawał niepowodzeń na licznych frontach. A w efekcie tracił wiarę w siebie, nie potrafił wykorzystać swojego znacznego potencjału gospodarczego oraz społecznego i spadał coraz niżej w międzynarodowych rankingach rozwoju.
>Wskaźnik stopnia demokratyzacji państw 2011
To większe poczucie „własności” wobec kraju nie przekłada się jednak na całkowitą satysfakcję ze zmian. Poczucie niezadowolenia jest dziś duże i narasta, co zresztą zrozumiałe. Instytucje nie są w stanie odpowiednio szybko dostosować się do nowych warunków. Systemowi prawnemu brakuje legitymacji i sprawności. Poziom codziennego bezpieczeństwa wprawdzie się poprawia, ale wciąż jest daleko mu do wystarczającego.
Gospodarka – czemu nie ma się co dziwić – zmaga się z kłopotami, a w nadchodzących miesiącach jej stan zapewne jeszcze się pogorszy. Tempo wzrostu jest mizerne, co powoduje nasilenie i tak już alarmująco wysokiego bezrobocia wśród młodzieży. Zaczynają występować braki niektórych towarów, a kraj zwraca się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych wierzycieli o dodatkowe, awaryjne finansowanie.
Tak więc tym bardziej nie ma się co dziwić, iż Egipcjanie mają teraz poczucie, że ich rewolucja po radosnym starcie ugrzęzła w jakimś zagmatwanym koszmarze. Co więcej, wielu z nich jest obecnie przekonanych, że przyszłość jest bardziej niż kiedykolwiek niepewna. Wzmaga to naturalnie rozczarowanie każdą osobą publiczną, którą uważa się za obarczoną odpowiedzialnością za brak kroków naprzód. Nasilające się w kraju napięcia odbierają energię inicjatywom nastawionym na przyszłość. To zaś sprawia, że niektórzy Egipcjanie zaczynają się nawet zastawiać, czy nie lepiej było trzymać się poprzedniego systemu.
Trudności, jakich obecnie doświadczają Egipcjanie, to żadna nowość: znane są wielu krajom, które przechodziły zasadniczą zmianę systemową. Rewolucje są przecież zjawiskami znacznie wykraczającymi poza ludowe powstania i obalanie starych reżimów. To dynamiczne procesy, które muszą pokonywać wiele punktów krytycznych, w tym także – co najważniejsze – przejście od demontażu przeszłości do tworzenia podstaw lepszej przyszłości.
Niektórzy twierdzą, że Egipt nie będzie w stanie podjąć takiego zwrotu. Choć jednak uznaję wagę ich argumentów, to sądzę, że błędnie interpretują oni tę fundamentalną zmianę, jaka dziś zachodzi w kraju. Ci wątpiący zauważają bowiem, że pozostałości wewnętrznych i zewnętrznych „kotwic” instytucjonalnych służą raczej opóźnianiu procesu rewolucyjnego niż jego doskonaleniu i przyspieszeniu. Są również przekonani, że narastające niedomagania gospodarcze spowodują nasilenie przesłanek, przemawiających raczej za pozostaniem przy tym, co Egipcjanie już znają, niż za wyborem przez nich znacznie bardziej niepewnej przyszłości. Podkreślają oni wreszcie wyczekujące stanowisko przyjaciół i sprzymierzeńców Egiptu.
Są to zastrzeżenia uzasadnione i istotne, ale przecież nie przeważające. To raczej wyliczenie sił przeciwnych, które trzeba – i można – przezwyciężyć, ale które nie obejmują rzeczywistości, wyraźnie widocznej w nastrojach rożnych warstw społeczeństwa. Egipcjanie nie zadowolą się niedokończoną rewolucją – zwłaszcza nie teraz, kiedy w jej imię ponieśli już tyle ofiar.
Dokończenie rewolucji nie będzie procesem łatwym, szybkim ani łagodnym, ale nastąpi. Dzięki zbiorowej determinacji Egipcjan w drugim roku rewolucji kraj otrzyma nową konstytucję, właściwie przeprowadzi wybory prezydenckie i odczuje korzyści, jakie daje działający i reprezentatywny parlament. Po zakończeniu transformacji armia wróci do koszar i do strzeżenia kraju przed zagrożeniami z zagranicy.
Każda próba odwrócenia tego prawomocnego procesu wywoła protest milionów Egipcjan, którzy wyjdą na ulice. Nie ma się co łudzić: Egipcjanie są zdecydowani dokończyć swoją imponującą rewolucję i to zrobią.
>czytaj też: Syryjskie finanse nieprzewidywalne jak ruletka
Autor jest dyrektorem generalnym i jednym z dyrektorów działu informatyki w zarządzającej funduszami inwestycyjnymi firmie PIMCO.
Copyright: Project Syndicate, 2011
www.project-syndicate.org




