W 2005 roku, przed wyborami parlamentarnymi, Platforma Obywatelska zgłosiła projekt podatkowy nazwany 3 x 15. Zgodnie z jego założeniami stopy podatku PIT, CIT i VAT miały wynosić po 15 proc. PO rządzi już od 3 lat, a obecnie ma także wywodzącego się z jej grona prezydenta. Jakie mamy stopy podatkowe? PIT – 18 proc. i 32 proc., CIT – 19 proc., VAT – 22 proc. (stopa podstawowa). Mało tego, pierwsze decyzje podatkowe po wyborach prezydenckich zmierzają do podniesienia podstawowej stopy podatku VAT do 23 proc.!

Niestety, po raz kolejny potwierdza się zasada, że co innego się mówi podczas kampanii wyborczej, a co innego się realizuje, jak ma się już realną władzę. Rządzący boją się zdecydowanych, trudnych, ale potrzebnych reform. Nie zwiększają zakresu rynku i konkurencji, która ogranicza ceny i zwiększa jakość produktów. Chodzi przede wszystkim o takie działania, jak prywatyzacja służby zdrowia i konkurencja w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych, zwiększenie roli szkolnictwa prywatnego, zmniejszenie roli decyzji administracyjnych w działalności gospodarczej. Brak też odwagi, aby zdecydowanie zreformować system emerytalny – wydłużyć czas pracy i zlikwidować wszystkie istniejące przywileje (służby mundurowe, rolnicy). Państwo polskie musi stać się oszczędne, a ludzie muszą mieć świadomość, że do dobrobytu prowadzi tylko ciężka i rzetelna praca. W świadomości rządzących, ale także wielu obywateli przeważa pogląd, że państwo to „dojna krowa”. Że trzeba tylko dobrze wykorzystać jego struktury, aby dobrze żyć. Jeśli zatem mamy problem z rosnącymi wydatkami, to należy złupić pracujących obywateli i zwiększyć podatki, bo to nie wymaga takiego wysiłku jak reformowanie struktur państwa.

Chciałbym wyraźnie podkreślić, że moja krytyka nie odnosi się jedynie do obecnej władzy w Polsce. Podobne procesy działania dotyczyły właściwie wszystkich rządzących w naszym kraju w ostatnich dwóch dekadach. Prawdziwe zmiany naszej rzeczywistości przeprowadził jedynie rząd Tadeusza Mazowieckiego, a później na znaczące reformy zdecydował się jedynie rząd Jerzego Buzka.

Niedawno pisałem o tym, że paradoksalnie naszym problemem staje się to, że światowy kryzys gospodarczy dotknął nas tak słabo. I nadal to podtrzymuję. Dobra sytuacja gospodarcza nie zmusza rządzących do podjęcia niezbędnych reform. I może się za kilka lat okazać, że Grecja, Węgry, Niemcy będą na szybkiej ścieżce rozwoju, a my będziemy mieć problemy związane ze skostniałymi, niezreformowanymi strukturami państwa.

Jedyne co może zmienić tę sytuację to jak najszersza świadomość społeczna niezbędnych zmian i nacisk na rządzących, aby je podejmowali. Może to naiwne, ale mam ciągle nadzieję, że politycy dążący do władzy będą śmiało mówić, że trzeba w Polsce sprywatyzować służbę zdrowia, że trzeba wydłużyć czas pracy, że trzeba zredukować znacząco zatrudnienie w administracji i przekazać znacznie więcej kompetencji samym obywatelom i że za takie hasła dostaną poparcie społeczne i przynajmniej częściowo je zrealizują…