<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Obserwator Finansowy: ekonomia, debata, Polska, świat &#187; Cezary Mech</title>
	<atom:link href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/category/blogi/cezary-mech/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 12:41:44 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Podatek to haracz czy inwestycja?</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/19/17273/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/19/17273/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Aug 2010 16:32:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[podwyżka]]></category>
		<category><![CDATA[vat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=17273</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>W aktualnej debacie koncentrujemy się na kwestii dotyczącej podatków: czy powinny one wzrosnąć, czy też nie, czy kluczowe jest obcięcie wydatków w sytuacji Polski. Wydaje się jednak, że powinniśmy skupić się raczej na tym, jak efektywnie wydatkować nasze środki, czyli tak, żeby mieć w przyszłości poszerzoną bazę podatkową. Trzeba się też zastanowić, w jakim kierunku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>W aktualnej debacie koncentrujemy się na kwestii dotyczącej podatków: czy powinny one wzrosnąć, czy też nie, czy kluczowe jest obcięcie wydatków w sytuacji Polski. Wydaje się jednak, że powinniśmy skupić się raczej na tym, jak efektywnie wydatkować nasze środki, czyli tak, żeby mieć w przyszłości poszerzoną bazę podatkową. Trzeba się też zastanowić, w jakim kierunku powinny one być wydatkowane. W tym przypadku kluczowe jest określenie tego, co właściwie chcielibyśmy osiągnąć. Odpowiedź jest taka, że powinniśmy nakierowywać nasze działania na kreowanie wzrostu gospodarczego i poprawienie dobrobytu w kraju.</p>
<p>Rząd przyjął Wieloletni Plan Finansowy z podwyższonymi stawkami podatku VAT, który jednak nie został opublikowany, mimo istnienia ustawowego terminu upływającego 31 lipca. Odbyła się również debata w Sejmie, w której premier w swoim wystąpieniu przyznał, że choć Polska uniknęła kryzysu między innymi dlatego, że nie uległa namowom „żeby dać pieniądze bankom i firmom w związku z tarapatami, w jakie wpadły”, to jednak 100-miliardowy deficyt finansów publicznych jest faktem, z którym władze muszą się zmierzyć. W debacie sejmowej poseł Jerzy Polaczek celnie zasygnalizował, że rok 2010 jest ostatnim rokiem, w którym w Polsce wzrosła liczba osób w wieku produkcyjnym, podczas gdy już w przyszłym roku zgodnie z założeniami budżetowymi będzie ich o 100 tys. mniej, co strukturalnie będzie pogarszało stan finansów publicznych.</p>
<p>W Polsce do niedawna funkcjonowało powszechne przekonanie, że opodatkowanie jest zbyt wysokie i powinno być niższe, aby generować wzrost gospodarczy.<strong> </strong>Najcelniej opisał te przekonania marszałek Borowski: „Podatek to haracz, który obciąża obywatela. Skoro to jest haracz, to trzeba go bez przerwy zmniejszać, to jest jasne”. Po tym trafnie dodał: „Nie, proszę państwa, podatek to jest inwestycja. Ta inwestycja może być dobrze ulokowana albo źle ulokowana. Pieniądze z tego podatku mogą być dobrze wydane, z korzyścią dla całego społeczeństwa, a mogą być zmarnowane”. Należy właśnie skoncentrować się na inwestowaniu dochodów podatkowych w te dziedziny, które mogą generować miejsca pracy i wzrost gospodarczy, tak jak to było planowanie w programie gospodarczym PiS z 2005 r., a później niestety zmienione na obniżki podatkowe dla grup najbogatszych. Przy czym co charakterystyczne, o ile w wystąpieniu sejmowym minister Rostowski obciążył poprzedni rząd PiS za wynikające z tych działań kłopoty finansów publicznych, w tym ZUS-u na skalę 34 mld zł, o tyle jednocześnie odpowiadając marszałkowi Borowskiemu, sarkastycznie zauważył, że: „Jeśli chodzi o liberalizm i o faworyzowanie bogatych, to oczywiście pan marszałek ma rację, ale przypominam też, że ludzi, którzy płacą 32-procentową stawkę PIT albo płacili 40-procentową, wtedy kiedy wynosiła 40 proc., wśród bogatych jest naprawdę relatywnie albo nawet absolutnie mało. [...] Nie chciałbym tutaj wymieniać nazwisk, ale najbogatsi ludzie w Polsce płacą 19-procentową stawkę, a została ona wprowadzona przez sojusz liberałów demokratycznych”.</p>
<p>W Polsce istnieje ogólne przekonanie, mówiące o tym, że kluczowa jest swoboda i wolność gospodarowania, polegająca na braku regulacji, niskich podatkach, tanim państwie, braku ceł i ograniczeń w przyjmowaniu organizacji gospodarczych. Przykład 130-letniej stagnacji gospodarczej Indii z jej 0,1-proc. wzrostem gospodarczym musi stać się przestrogą przed tak pojętą taniością państwa, pozbawionego krajowych organizacji gospodarczych i stającego się rynkiem zbytu dla innych, która w praktyce eliminuje motywacje do rozwoju, zachęcając jedynie do emigracji.<strong> </strong>Po to, aby przeskoczyć etapy rozwoju, kluczowe jest posiadanie instytucji nakierowanych na wzrost oraz szeroko pojętej infrastruktury rozwoju. Powinniśmy więc wzorem innych państw zbudować wizję Polski przyszłości, opisać, jakie instytucje musi ona posiadać, i określić kolejne kroki budowania infrastruktury wzrostu. Poczynając od nakładów o najszybszym zwrocie, a kończąc na tych, które tworzą gospodarkę opartą na wiedzy. We wszystkich podejmowanych działaniach pamiętajmy o tym, że kluczowe staje się efektywne wydatkowanie nakładów, tak aby zwróciły się one w przyszłości, a nie proste pielęgnowanie równowagi budżetowej, które może okazać się przyczyną wieloletniej stagnacji. Aby osiągnąć sukces, nie wystarczy czekać, ale konieczne jest posiadanie organizacji gospodarczych nastawionych na zysk i wzrost, będących motorem postępu i wzrostu gospodarczego.</p>
<p><em>Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/19/17273/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konieczność optymalizacji podatkowej</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/03/koniecznosc-optymalizacji-podatkowej/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/03/koniecznosc-optymalizacji-podatkowej/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Aug 2010 16:02:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[nierówności dochodowe]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[polityka-prorodzinna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=16452</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>Rząd przyjął we wtorek Wieloletni Plan Finansowy z trzema stawkami podatku VAT. VAT na nieprzetworzoną żywność wzrośnie z 3 proc. do 5, a najwyższa stawka wzrośnie z 22 do 23 procent. Dzieje się tak, mimo iż w Polsce do niedawna funkcjonowało powszechne przekonanie, że opodatkowanie jest zbyt wysokie i powinno być niższe, aby generować wzrost [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>Rząd przyjął we wtorek Wieloletni Plan Finansowy z trzema stawkami podatku VAT. VAT na nieprzetworzoną żywność wzrośnie z 3 proc. do 5, a najwyższa stawka wzrośnie z 22 do 23 procent. Dzieje się tak, mimo iż w Polsce do niedawna funkcjonowało powszechne przekonanie, że opodatkowanie jest zbyt wysokie i powinno być niższe, aby generować wzrost gospodarczy.<strong> </strong>Dlatego myśląc o kwestii perspektyw rozwojowych, należy przyjrzeć się w toczącej debacie kwestiom podatkowym i dążeniu do wzrostu dochodów podatkowych, a także konieczności przetransferowania środków na dziedziny, które mogą generować miejsca pracy i wzrost gospodarczy.<strong> </strong>Gdyż tocząca się obecnie debata dotycząca zlewarowania światowej gospodarki idzie w kierunku konieczności zmniejszenia zadłużenia, a my w Polsce również przed nią nie uciekniemy.</p>
<p>Zadłużenie państw strefy euro wzrosło o 20 pkt. proc. w okresie czterech lat od 2007 r. do 2010 r. W tym czasie zadłużenie w Stanach Zjednoczonych i Japonii wzrosło o 35-45 pkt. proc. Przy czym zachodzące trendy wystąpiły na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony, wystąpiło znaczące zadłużenie gospodarstw domowych, a z drugiej, zwłaszcza w ostatnim okresie, wzrost zadłużenia instytucji publicznych i państw. Gdy patrzymy na lipcowe dane za maj, dotyczące kredytu konsumpcyjnego w Stanach, to zauważamy trend odwrotu, jego wielkość przez cały 2009 r., podobnie jak obecny, spada i wynosi teraz 2 bln 415,3 mld USD, przy czym spadek za ostatni miesiąc wynosił w ujęciu rocznym 4,5 proc.</p>
<p>Istniejące propozycje zaradcze to obniżka wydatków publicznych, w kierunku której skłania się w swoich badaniach m.in. prof. Alesina, oraz podwyżka podatków i składek. O ile pierwsza wersja jest najczęściej prezentowana jako optymalna, o tyle należałoby się zatrzymać na chwilę nad kwestią dotyczącą podwyżki stóp podatkowych. W swojej najnowszej książce „Foult Lines” Raghuram G. Rajan zauważa bardzo charakterystyczne procesy, które nastąpiły w Stanach Zjednoczonych, a które wynikały z faktu, że w ostatnim trzydziestoleciu nastąpiły równoległe procesy zadłużania gospodarki amerykańskiej i wzrostu społecznych nierówności.</p>
<p>Charakterystyczny jest bardzo duży wzrost dysproporcji między najbogatszymi a najbiedniejszymi w tym czasie, opisany również w opracowaniu Atkinson, Piketty i Saez „Top Incomes in the Long Run of History”. Okazuje się, że między 1976 r. a 2007 r. aż 58 proc. przyrostu dochodów realnych, które były w tym okresie, przypadło na 1 proc. najbogatszych obywateli, przy czym w okresie prezydentury Busha było to nawet 65 proc. Ich udział w dochodach całości wzrósł z 8,9 proc. do aż 23,5 proc.</p>
<p>Jeśli wziąć pod uwagę relacje między osobami biedniejszymi a tymi należącymi do 10 proc. najzamożniejszych to dysproporcje wzrosły w tym czasie znacząco. Dochody najbogatszych 10 proc. społeczeństwa wzrosły o 65 proc. bardziej niż osób z grupy reprezentującej 10 proc. najuboższych obywateli. W efekcie podczas gdy w 1975 r. najbogatsze 10 proc. społeczeństwa amerykańskiego miało dochody trzykrotnie wyższe od 10 proc. najuboższej grupy, to w 2005 r. te dochody były już pięciokrotnie wyższe. Przy czym jeśli porównać osoby będące w górnej i dolnej połowie, okaże się, że cały przyrost zanotowały grupy zamożniejsze, gdyż dochody grupy mniej zamożnej były w fazie stagnacji, a relacje między przeciętnymi dochodami a tymi z najuboższego 10 proc. poziomu nie zmieniły się znacząco. Raghuram Rajan uważa, że właśnie ten przyrost nierówności spowodował wystąpienie politycznej odpowiedzi w postaci eksplozji kredytu prywatnego, w efekcie którego biedniejsza część społeczeństwa uzyskała możliwość powiększenia aktualnej konsumpcji, ale poprzez zadłużenie się na przyszłość.</p>
<p>Charakterystyczne, że ten wzrost nierówności i słabość wzrostu są w znacznym stopniu skorelowane z brakiem odpowiedniego wzrostu kwalifikacji osób, malejącym udziałem dochodów i ich dystrybucji na szkolnictwo, a jeśli chodzi o USA to w znacznym stopniu wzrostem kosztów wykształcenia. Według Rajana to one doprowadziły do spowolnienia wzrostu gospodarczego w tym kraju. W swojej książce pisze on o tym, że w latach 1930-1980 długość nauki wzrosła w Stanach Zjednoczonych o 4,7 lat, a więc przeciętnie o jeden rok co dziesięć lat. Podczas gdy między rokiem 1980 a 2005 wzrosła w sumie zaledwie o 0,8 roku, przy czym udział absolwentów szkół wyższych nie uległ zmianie w przypadku studentów urodzonych w latach 70. w porównaniu z urodzonymi w latach 40. ubiegłego wieku.</p>
<p>Spadek nakładów na kwalifikacje doprowadził do spowolnienie wzrostu gospodarczego opartego o wiedzę. A trendy związane z jednej strony z zadłużaniem się, a z drugiej z osłabieniem wiedzy powodowały kryzys i narastanie dysproporcji i problemów społecznych. Są one w Stanach Zjednoczonych kluczowe, ponieważ konsensus polega w tym kraju na tym, że wprawdzie gospodarka jest bardzo liberalna, a pracowników można łatwo zatrudniać i zwalniać, to jednak istniała łatwość w zdobyciu pracy. Natomiast w obecnych warunkach, przy utrzymywaniu się bardzo wysokiego bezrobocia, będą narastały problemy wynikające z faktu, że zabezpieczenia społeczne związane ze świadczeniami emerytalnymi i zdrowotnymi, które są nieefektywne w Stanach Zjednoczonych, były zabezpieczane przez pracodawcę. A już obecnie czas odtworzenia przedkryzysowego poziomu zatrudnienia staje się wieloletni, podczas gdy jak podaje Loyd Eskildson w „Pragmatist” w okresie 1960-1991 wynosił on przeciętnie zaledwie 8 miesięcy i jedynie po recesji 1991 r. wzrósł do 23 miesięcy, a po recesji 2001 r. do 38 miesięcy.</p>
<p>Myśląc o kwestii perspektyw rozwojowych, należy przyjrzeć się w debacie kwestiom podatkowym i dążeniu do wzrostu dochodów podatkowych, a także, co istotniejsze, konieczności przeznaczenia ich na te dziedziny, które mogą generować miejsca pracy o jak najwyższej wartości dodanej i decydować o przyspieszeniu wzrostu gospodarczego. W Polsce do niedawna funkcjonowało przekonanie, że opodatkowanie jest zbyt wysokie i powinno być niższe, aby generować wzrost zgodnie z teorią Arthura Laffera i szkołą ekonomii podaży. Twierdzenie to nie jest to do końca prawdziwe, gdyż niesprawiedliwe rozłożenie obciążeń podatkowych generuje powstawanie konfliktów.</p>
<p>Przy czym, gdy chodzi o Polskę, to zgodnie z danymi z wkładki Ernest&amp;Young w „Financial Times” mamy dochody podatkowe na poziomie 34,9 proc. PKB, czyli poniżej przeciętnego poziomu OECD, który wynosi 35,8 proc. W krajach ukazywanych jako te z niskim poziomem, np. w Meksyku (18 proc.), widzimy konflikty i niepokoje społeczne na znaczącą skalę, a także brak stabilności gospodarczej. A prawie o 10 pkt. proc. wyższy jest poziom opodatkowania we Francji, gdzie wynosi on 43,5 proc. W krajach, które wydawałyby się wzorcowe, czyli w Szwecji i Danii, ten poziom jest jeszcze wyższy i wynosi 48,3 proc. w przypadku Szwecji i 48,7 proc. w przypadku Danii.</p>
<p>Istotna jest również kwestia powstawania nierówności i narastania niepokojów społecznych hamujących rozwój gospodarczy. Statystyki zawarte w opracowaniu Banerjee, Duflo „Inequality and Growth: What Can the Data Say?” podają, że zmiany w nierównościach społecznych związane są z okresami, kiedy następuje spowolnienie tempa rozwoju. Przy czym to już nawet Arystoteles zauważył, że wzrost nierówności jest jedną z przyczyn powstawania zaburzeń. Niewątpliwie często jest też poruszany fakt istnienia grup interesów walczących o pozyskanie, wyszarpnięcie większej części dochodów dla siebie. Obecne dążenie do zmian w funkcjonowaniu instytucji finansowych jest tego przykładem. Duże grupy interesów są w stanie nawet w przypadku większych zmian regulacyjnych ustawić je tak, aby nie miały one właściwego oddziaływania.</p>
<p>Już w 1922 r. nawet Louis Brandeis uważał: „Nie wierz, że możesz znaleźć uniwersalne antidotum na diabelskie warunki i niemoralne praktyki[…] I nie pokładaj zbyt dużo wiary w legislację. Instytucje zaradcze są skłonne do wpadania pod kontrolę wroga i stają się instrumentem ucisku”. Podnoszono, że bardzo ważna jest w tym wypadku zarówno transparentność, jak i wolna prasa. Brandeis w „Other People’s Money: And How the Bankers Use It” wprost pisał o nich jako lekarstwie na wszelkie zło, porównując do leczniczego wpływu światła słonecznego. Na tym tle wydaje się że w ciągu ostatnich stu lat nastąpiła negatywna zmiana, gdyż grupy interesów poprzez ukierunkowane działania PR-owskie i informacyjne są w stanie wpływać także na kształtowanie opinii społecznej.</p>
<p>Dlatego należałoby zgodzić się ze stwierdzeniem Arystotelesa, że tak naprawdę „To czy dane państwo jest dobrze czy źle rządzone, zależy często nie od formy rządów, lecz od jakości przymiotów ludzi u władzy”. W sytuacji, kiedy Polska stoi na krawędzi załamania finansów publicznych, spowodowanych faktem, że na 228 krajów świata zajmujemy 208 miejsce pod względem liczby rodzących się dzieci, wskazane jest, aby w obecnej debacie podatkowej nie zapomnieć o konieczności optymalizacji wydatków i powiększenia nakładów na politykę prorodzinną i wzmocnienie infrastruktury rynku w celu poszerzenia przyszłej bazy podatkowej. Skuteczni w tych działaniach będziemy nie tylko wtedy, gdy zbudujemy optymalne instytucje, ale gdy posłuchamy Arystotelesa i skierujemy do tych działań fachowców, którzy wykonując te trudne zadania, będą dbać o interes publiczny, a nie tylko własny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/03/koniecznosc-optymalizacji-podatkowej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konieczność optymalizacji finansów publicznych w perspektywie wieloletniej</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/26/koniecznosc-optymalizacji-finansow-publicznych-w-perspektywie-wieloletniej/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/26/koniecznosc-optymalizacji-finansow-publicznych-w-perspektywie-wieloletniej/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Jul 2010 16:37:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[polityka-fiskalna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=16021</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>Wbrew pozorom bezsilności władzy wykonawczej najważniejszym gospodarczym wyzwaniem dla prezydenta obecnej kadencji musi być zapobieżenie katastrofie finansów publicznych związanych z zapaścią demograficzną. Posiadanie licznej rodziny powinno ułatwić zadanie znalezienia skutecznych środków do odwrócenia nadchodzącej katastrofy, a fakt osobistego wsparcia dla wysiłków wprowadzających ulgę na dzieci w 2007 r., i to przeciw ówczesnemu rządowi, jest nadzieją, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>Wbrew pozorom bezsilności władzy wykonawczej najważniejszym gospodarczym wyzwaniem dla prezydenta obecnej kadencji musi być zapobieżenie katastrofie finansów publicznych związanych z zapaścią demograficzną. Posiadanie licznej rodziny powinno ułatwić zadanie znalezienia skutecznych środków do odwrócenia nadchodzącej katastrofy, a fakt osobistego wsparcia dla wysiłków wprowadzających ulgę na dzieci w 2007 r., i to przeciw ówczesnemu rządowi, jest nadzieją, że prezydent zdaje sobie sprawę, że bez środków materialnych tych działań się nie przeprowadzi.</p>
<p>A właśnie ta pięciolatka jest ostatnim momentem na wprowadzenie polityki prorodzinnej, gdyż już za pięć lat pokolenie mini wyżu „solidarnościowego” się zestarzeje i nie będzie mogło mieć dzieci, podczas gdy następujące po nim roczniki są dwukrotnie mniej liczne i nie będą mogły odwrócić nadciągającej katastrofy finansów publicznych.</p>
<p>Przestrogą powinna być sytuacja w Niemczech, gdzie jak podał Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden w 2009 roku urodziło się 651 tysięcy dzieci, o 24 tysiące mniej niż rok wcześniej. Oznacza to spadek liczby urodzin o 3,6 proc. Z najnowszych danych statystycznych wynika, że liczba ludności Niemiec systematycznie się kurczy od 2003 roku. W zeszłym roku odnotowano o 190 tysięcy więcej zgonów niż urodzin. W 2008 roku różnica ta wynosiła 168 tysięcy.</p>
<p>Dzieje się tak mimo prowadzenia kosztownej polityki prorodzinnej, wprowadzonej przez poprzednią chadecką minister ds. rodziny Ursulę von der Leyen. Celem pani minister, która sama jest matką siedmiorga dzieci, było odwrócenie zapaści demograficznej i dlatego od 1 stycznia 2007 roku wprowadzono w Niemczech dodatkowe zasiłki rodzicielskie, stanowiące 67 procent dotychczasowej pensji netto matki lub ojca &#8211; do 1800 euro miesięcznie &#8211; i wypłacane przez 14 miesięcy po urodzeniu się dziecka.</p>
<p>Aktualna minister ds. rodziny Kristiny Schroeder zapowiedziała, że rząd Niemiec nadal zamierza prowadzić politykę wsparcia dla rodzin, w tym rozbudowywać system opieki nad dziećmi oraz zasiłków rodzicielskich i że zwłaszcza w trudnych czasach należy pomóc ludziom pogodzić życie zawodowe z rodzinnym. Według Schroeder konsekwencje występowania tendencji spadkowej mimo wysiłków państwa należy wytłumaczyć właśnie mniejszą liczbą kobiet w wieku rozrodczym od 15 do 49 lat, która spadła w ciągu czterech minionych lat o blisko pół miliona.</p>
<p>Procesy demograficzne mają olbrzymi wpływ na finanse publiczne. „Financial Times” opisał szczegółowo kryzys systemu emerytalnego we Francji. W tym kraju, w którym w przeciwieństwie do Polski występuje zastępowalność pokoleń, ponieważ na rodzinę przypada prawie dwa razy więcej dzieci niż w Polsce, starzenie się populacji powoduje napięcia finansowe. Jest to naturalne w sytuacji wzrostu liczby emerytów, kiedy mężczyźni przeciętnie pobierają emerytury przez 24 lata, a kobiety przez 28 lat w porównaniu z innymi krajami Unii, gdzie mężczyźni pobierają ją przez 18 lat, a kobiety – 23 lata. We Francji przeciętny wiek emerytalny wynosi 58,7 roku dla mężczyzn i 59,5 roku dla kobiet, gdy w sąsiednich Niemczech mężczyźni zaczynają przechodzić na emeryturę w wieku 62,1 roku, a kobiety – 61 lat.</p>
<p>Biorąc pod uwagę, że we Francji aż 85,4 proc. emerytury jest finansowane przez państwo, wchodzenie w wiek emerytalny roczników wyżu powojennego będzie powodowało konieczność dofinansowania z budżetu państwa do poziomu niemal 100 mld euro w 2050 r., przy założeniu, że uwzględni się już obniżone przywileje emerytalne o 20 proc. W efekcie już w 2030 r. wypłaty związane ze świadczeniami emerytalnymi tylko w połowie będą zapewnione przez płacone składki, resztę będzie musiało dopłacić państwo. A to dlatego, że o ile 40 lat temu we Francji czterech pracowników pracowało na każdego emeryta, to obecnie pracuje 1,5 pracownika, a w przyszłości będzie ich przypadało jeszcze mniej.</p>
<p>W Polsce również narasta nierównowaga w sferze finansów publicznych. Dlatego bardzo istotne jest poszerzanie naszej wiedzy na temat narastania zobowiązań emerytalnych oraz służby zdrowia w efekcie starzenia się polskiego społeczeństwa. W Niemczech przy uniwersytecie we Freiburgu działa centrum naukowe Forschungszentrum Generationverträge, badające skalę zobowiązań międzygeneracyjnych. Jedno z badań przeprowadzonych wspólnie z Narodowym Bankiem Polskim ukazuje sytuację fiskalną Polski w ujęciu rachunkowości międzygeneracyjnej,  wg metodologii pierwotnie zaproponowanych w opracowaniach z lat dziewięćdziesiątych przez Auerbacha, Gokhale i Katlikoffa. Ten ostatni w „Financial Timesie” z 26 lipca zauważa, że deficyt USA tak naprawdę nie wynosi 9 proc., ale 15 proc. PKB, a dług publiczny nie jest połową 120-procentowego długu Grecji, lecz jest aż 40 razy większy.</p>
<p>Ta metodologia uwzględnienia tempo starzenia się społeczeństwa i wpływ tego procesu na finanse publiczne kraju. Dyskontując deficyty między przychodami a wydatkami, w dziedzinach sfery publicznej wrażliwych na starzenie, wylicza skalę niepokrywanych zobowiązań. Przy użyciu tablic demograficznych Eurostatu do 2060 r. policzony został dług, jaki Polska posiada względem osób, które będą korzystały z systemu emerytalnego, zdrowotnego i innych aspektów społecznej infrastruktury, a który powstaje z powodu starzenia się społeczeństwa, przechodzenia na emeryturę i zwiększonego korzystania ze służy zdrowia osób z wyży demograficznych.</p>
<p>Wyliczony w ten sposób dodatkowy dług publiczny w 2007 r. wyniósł 182,8 proc. polskiego PKB. Założenia zawarte w tych obliczeniach pokazują, że 5,5  proc. polskiego PKB powinno być odkładane corocznie w celu wywiązania się z wyższych zobowiązań w przyszłości, tylko i wyłącznie w celu obsługi tego długu, albo od zaraz wszystkie świadczenia powinny być zmniejszone o 11 proc. i utrzymane na zredukowanym poziomie.</p>
<p>Niewywiązywanie się z tego zadania, wymagającego koniecznych corocznych inwestycji w wysokości 75 mld zł, musi oznaczać narastanie wymagalnego długu publicznego. Badania ukazują też, jak kształtuje się wysokość długu w zależności od różnych działań państwa, chociaż najistotniejsze byłoby policzenie tego długu, przy zmieniającym się w zależności od zadłużenia poziomie jego kosztów obsługi, w momencie kiedy państwo podjęłoby skuteczne, skokowe działania mające na celu zmianę struktury demograficznej w kierunku prowadzenia polityki prorodzinnej. Obecnie wynika, że tylko z tego powodu każda osoba już przed narodzeniem powinna obsłużyć zdyskontowany dług w wysokości 180 tys. zł i go spłacić.</p>
<p>Jeśli podzielić dług międzygeneracyjny na dziedziny, w których powstają, to ZUS w części emerytalnej ma zobowiązania w skali 105,8 proc. PKB, na które nie ma źródeł pokrycia, a część rentowa uszczuplona zredukowaną składką to dodatkowo 97,3 proc. polskiego PKB. Nie mające pokrycia w dochodach zobowiązania KRUS stanowią 47,5 proc. PKB, a przywileje górników 16,2 proc., co oznacza, że wartość spółek górniczych jest zawyżona o 220 mld zł z powodu dopłat podatników. Największe wyzwanie związane ze starzeniem się społeczeństwa stanowią niezbilansowane zobowiązania służby zdrowia na skalę 83,1 proc. PKB przy obecnym poziomie kosztów. Ale już zaledwie wzrost o 1 pkt procentowy powyżej ogólnej produktywności i nie przewidując procesu zachodzącej konwergencji, powoduje wzrost poziomu zobowiązań do 158,1 proc. i konieczność wzrostu składki na NFZ z poziomu 9 proc. do ponad 20 proc. po roku 2050. Charakterystyczne, że w całym tym rachunku jednocześnie wyszło, że Polska, podcinając gałąź, na której siedzi, oszczędza zarazem w znacznym stopniu na dzieciach. Spadek urodzeń powoduje ograniczenie nakładów na edukację, redukując całość nie pokrytych zobowiązań aż o 79 proc. PKB  do poziomu 182,8 proc.</p>
<p>Jeśli chodzi o system emerytalny, to wyliczenia te pokazują, że bez przeprowadzenia reform Polska miałaby zobowiązania w wysokości 338,2 proc., a więc ponad trzykrotnie wyższe niż obecnie. Pod względem finansów publicznych jest to niewątpliwie znacząca redukcja, która nastąpiła przez wprowadzenie tych reform. Niemniej jednak nadal koszty obsługi tego długu są bardzo duże w sytuacji starzenia się społeczeństwa. Dlatego należałoby zastanowić się, czy zamiast odkładać 75 mld zł, nie lepiej byłoby przeznaczyć te środki na politykę prorodzinną ze wszystkimi jej korzystnymi efektami. Brak obsługi długu międzygeneracyjnego powoduje nie tylko kumulowanie zobowiązań międzygeneracyjnych, ale również narastanie bieżącego deficytu budżetowego, skutkującego przyspieszonym zadłużaniem się względem uczestników rynku kapitałowego.</p>
<p>Analizując projekcje wieloletnie, należy wyciągnąć wnioski dotyczące konieczności działań uprzedzających. Nie powinny one polegać na zaniechaniu realizacji zobowiązań społecznych i przerzucaniu problemów na przyszłość, ale na podjęciu racjonalnych działań związanych z prowadzeniem polityki prorodzinnej. Konieczna jest również optymalizacji wydatków i dochodów państwowych, tak aby nie tylko nie powstawały olbrzymie zobowiązania długoterminowe, ale aby nie następowało redukowanie bazy podatkowej w przyszłości i przez to zmniejszenie szans działania Polski w globalizującym się świecie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/26/koniecznosc-optymalizacji-finansow-publicznych-w-perspektywie-wieloletniej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konsekwencje korekty oczekiwań</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/19/konsekwencje-korekty-oczekiwan/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/19/konsekwencje-korekty-oczekiwan/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Jul 2010 10:51:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[globalny wzrost]]></category>
		<category><![CDATA[Stany-Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[zadłużenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=15678</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>Równowagą finansową na świecie targają sprzeczności, w jaki sposób wspierać wzrost gospodarczy w sytuacji, kiedy poprzednio świat korzystał z nadmiaru popytu powstałego ze zlewarowania gospodarek, które złudnie zawyżały oczekiwania co do ich potencjału wzrostu, zwrotnie zawyżając wartość światowych aktywów i pobudzając popyt wynikający z efektu majątkowego. Teraz nadszedł bolesny czas korekty, jak i uświadomienie sobie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>Równowagą finansową na świecie targają sprzeczności, w jaki sposób wspierać wzrost gospodarczy w sytuacji, kiedy poprzednio świat korzystał z nadmiaru popytu powstałego ze zlewarowania gospodarek, które złudnie zawyżały oczekiwania co do ich potencjału wzrostu, zwrotnie zawyżając wartość światowych aktywów i pobudzając popyt wynikający z efektu majątkowego. Teraz nadszedł bolesny czas korekty, jak i uświadomienie sobie, że efekt starzenia się społeczeństw będzie miał negatywny wpływ na potencjał wzrostu rynku i konieczność sfinansowania olbrzymich zobowiązań społecznych.</p>
<p>W Polsce wraz z ogłoszeniem założeń budżetowych na przyszły rok rozpoczyna się debata na temat konieczności redukcji deficytu i dążenie do tego, aby nie przekroczyć progów ostrożnościowych. Debata ta rozpoczęła się na całym świecie –  także G20 zwróciło uwagę na konieczność redukcji deficytu, dlatego warto się zastanowić nad całym procesem, który się obecnie rozpoczął i jest przeciwieństwem tego zachodzącego w ciągu ostatniego półwiecza. O ile poprzednio obserwowaliśmy proces związany z lewarowaniem gospodarki i gospodarstw domowych, o tyle teraz mamy do czynienia z procesem odwrotnym i należy się zastanowić, w jaki sposób go przeprowadzić i jakie to będzie miało konsekwencje. Gdyż wydaje się, że odpowiedź byłego głównego ekonomisty MFW Simona Johnsona, na pytanie, kto w świetle ustaleń z Toronto będzie pobudzał wzrost na świecie, jest nadal aktualna, mimo stwierdzenia, że to będą Chiny.</p>
<p>Zauważmy, że w 1945 r. kredyt konsumpcyjny wynosił w Ameryce 5,7 mld USD,  jednak potem bardzo szybko rósł i po dziesięciu latach wynosił już 43 mld USD, w 1984 r. osiągnął 500 mld USD, w 1994 r. – 1 bln USD, a w lipcu 2008 r. przekroczył rekordowe 2 bln 600 mld USD. Tak więc zadłużenie po stronie prywatnej osiągnęło prawie 100 proc. PKB w tym roku. Podobnie w Wielkiej Brytanii, dług prywatny rósł bardzo szybko i osiągnął 105 proc. PKB w 2000 r., a w 2008 r. – 165 proc. PKB. W Hiszpanii w tym samym okresie dług wzrósł ponad dwukrotnie z 69 proc. do 130 proc. PKB.</p>
<p>Proces wzrostu zlewarowania, bez wystąpienia gwałtownych procesów inflacyjnych był o tyle możliwy, że ekspansja chińska ostatniego dwudziestolecia przybrała charakter kredytowania sprzedaży tanich produktów. Sprzyjało to zanikowi oszczędności w krajach wysokorozwiniętych, które przeobraziły się z producentów towarów  i usług w kraje konsumenckie. Doprowadziło to do sytuacji, w której oszczędności w I kw. 2008 r. spadły do poziomu 1 proc. dochodów dyspozycyjnych, i wprawdzie obecnie wynosi on 3,9 proc. w Stanach Zjednoczonych, 2,8 proc. w Japonii,  2,5 proc. w Australii, a w Wlk. Brytanii 7 proc., to w Chinach  38 proc., a w Indiach 34,7 proc. Zadłużenie prywatne ma to do siebie, że kiedy młodzi ludzie wydają zaledwie o 1 proc. więcej od ich rocznych dochodów, to po 20 latach są już w sytuacji, kiedy opłaty kapitału, wydatki na oprocentowanie zjadają większą część ich zarobków.</p>
<p>W ujęciu realnym mediana wynagrodzeń amerykańskich pracowników „ledwie się zmieniła” od lat 70., a jak pisze Raghuram Rajan, były szef ekonomistów MFW, w rozdziale „Let Them Eat Credit”, konsumowali więcej, gdyż zarówno mąż, jak i żona pracowali i się poważnie zadłużyli. W cytowanej książce „Fault Lines” Rajan posuwa się daleko, twierdząc wprost, że „[p]olityczną odpowiedzią na wzrost nierówności [aż 58  proc. wzrostu realnych dochodów za okres trzydziestu lat od 1976 r. do 2007 r. było udziałem 1 proc. najbogatszych Amerykanów]… była ekspansja kredytu do gospodarstw domowych, zwłaszcza tych o najniższych dochodach”.</p>
<p>Stało się to o tyle ułatwione, że w efekcie zachodzących procesów, w tym inflacji cen aktywów, najprostszym sposobem na wzrost konsumpcji było zainwestować w nieruchomość i korzystać z tego, że wartość inwestycji stale wzrasta. W ten sposób udawało się „bezproblemowo” zwiększyć zadłużenie hipoteczne, korzystając z tego, że wzrost wartości nieruchomości pozwalał na wycofywanie gotówki do dodatkowej konsumpcji. Ten proces trwał przez lata i w USA się nasilił z kwartalnego poziomu 20 mld USD w 1997 r. do poziomu ponad 140 mld USD w niektórych kwartałach 2005 i 2006 r. W aspekcie instrumentalnym istotna stawała się powszechność posiadania kart kredytowych, które stawały się istotniejszym wyznacznikiem dorosłości niż możliwość głosowania w wyborach.</p>
<p>Według McKinsey Global Institute na początku kryzysu instytucje niefinansowe w większości krajów miały niższy poziom zlewarowania liczony proporcją długu do kapitału niż na początku dekady. Przy czym w Ameryce o ile zadłużenie instytucji niefinansowych w relacji do PKB wzrosło z 58 proc. do 76 proc. między 1985 a 2009 r., o tyle zadłużenie instytucji finansowych wzrosło z 26 do 108 proc. W efekcie zachodzących przemian w Stanach Zjednoczonych instytucje bankowe generowały aż 35 proc. całości zysków w kraju. A jak podaje Richard Koo w „The Holy Grail of Macroeconomics”, w Japonii dochody podatkowe z tych instytucji wynosiły w 1990 r. 60 bln jenów (416 mld USD), a w 2005 r. spadły do 49 bln jenów, mimo że w międzyczasie PKB wzrosło o 13 proc.</p>
<p>O ile teoria finansów nadal mówi, że zlewarowanie kreuje wzrost wartości, gdyż płatności odsetkowe są zwolnione z opodatkowania, o tyle teorie dotyczące efektywności rynku kapitałowego są obecnie silnie kontestowane. Niemniej podsumowując, można skonkludować, że wzrost oparty na długu nie ma szans na kontynuacje, co oczywiście też będzie miało swój wpływ zarówno na tempo wzrostu gospodarczego, jak i poziom dochodów państwa.</p>
<p>Obecne działania antykryzysowe charakteryzowały się masowym wystąpieniem automatycznych stabilizatorów koniunktury i wprowadzeniem pakietów stymulujących ze strony rządów w celu utrzymania poziomu popytu globalnego, skutkując skokowymi wzrostami zadłużenia publicznego. W sytuacji, kiedy zlewarowanie krajów grupy G7 jest na poziomie najwyższym od 60 lat, nie dziwi fakt, że amerykański dług rządowy wzrósł z 16 tys. USD na jedną osobę w 2001 r. do 34 tys. obecnie, a prywatny – z 27 tys. do 44 tys. USD, gdy analogicznie rządowy dług brytyjski – z 5 tys. do 18 tys. funtów, a prywatny z 14 tys. do 24 tys. funtów. Charakterystyczne, że zadłużenie zarówno w ujęciu prywatnym, jak i państwowym według McKinsey Global Institute w dziesięciu najbardziej zaawansowanych gospodarkach wzrosło z poziomu 200 proc. PKB w 1995 r. do 300 proc. w 2008 r. Przy czym o ile w Japonii przekroczył poziom 450 proc. PKB, a w Wlk. Brytanii nie przekroczył czterokrotności dochodu narodowego, o tyle w Irlandii osiągnął 700 proc., a w Islandii aż 1200 proc. PKB.</p>
<p>O ile w poprzednim okresie obowiązywała zasada, że  kraje takie jak Chiny czy państwa związane z Zatoką Perską zamieniały swój eksport na inwestycje kapitałowe, o tyle obecny problem polega na tym, że jak określa to Dhaval Joshi z RAB Capital, aż 53 proc. długu rządowego będzie musiało być zrolowane do 2012 r., a może to stanowić poważny kłopot w sytuacji, kiedy w pierwszej połowie tego roku wyemitowano dług na świecie na poziomie 1 bln 170 mld USD, a więc o 39 proc. mniej niż w tym samym czasie 2009 r. Carmen Reinhard i Kenneth Rogoff w swoich analizach zauważyli, że graniczny poziom zadłużania się krajów w relacji do PKB, zanim nastąpi negatywna kontrakcja w postaci spowolnienia wzrostu o 1 pkt proc., dla krajów rozwijających się wynosi 60 proc., a dla krajów wysokorozwiniętych 90 proc. Również ich zdaniem będziemy świadkami bankructw szeregu krajów, które zawsze następowały w konsekwencji tak poważnego kryzysu finansowego. Konkluzja powyższa jest cały czas aktualna i to mimo ostatnich udanych, choć kosztownych emisji obligacji Grecji, Portugalii i Hiszpanii.</p>
<p>Obecnie następujący proces delewarowania gospodarek będzie w znacznym stopniu utrudniony, ponieważ w krajach wysokorozwiniętych, bardzo zadłużonych, nastąpił proces starzenia się społeczeństwa. W sytuacji, kiedy zmniejsza się liczba osób zdolnych do pracy, gospodarka rośnie wolniej i przez to jej zdolności spłaty są niższe, a wzrost skali zobowiązań emerytalno-zdrowotnych staje się piramidą finansową, z której bardzo trudno się wydobyć. Ponadto proces starzenia się będzie wymagał wzrostu nakładów i świadczeń, a z drugiej strony będzie nimi obciążona mniejsza liczba pracowników.</p>
<p>W raporcie 2009 r. Jagadeesha Gokhale z Instytutu Cato oszacowano, że w Unii Europejskiej zadłużenie z tytułu starzenia się społeczeństwa wynosi 439 proc. PKB i aby obsłużyć takie zadłużenie, które nie jest ujmowane w oficjalnych statystykach, państwa powinny oszczędzać 8,3 proc. PKB co roku. Podobnie Chris Watling z Longview Economics zauważył, że jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to zobowiązania zabezpieczenia społecznego wynoszą 276 proc. PKB. W finansach zakłada się, że osoby w młodym wieku się zapożyczają, licząc, że pokryją zobowiązania później z wyższych dochodów, analogicznie to kraje wysokorozwinięte powinny spłacać zobowiązania, podczas gdy takie kraje jak Chiny, a zwłaszcza Indie, w których średnia wieku wynosi poniżej 25 lat, powinny się zadłużać. A jest na odwrót, co jest zwiastunem znaczących nierównowag w skali światowej.</p>
<p>Rozpoczęty proces delewarowania zmusza do rozwagi, co do przyjęcia właściwej strategii. Jak szybko i głęboko zarekomendować oszczędności tak, żeby nie zaryzykować znaczącego spowolnienia wzrostu gospodarczego, i w jaki sposób przenieść ciężar tych cięć na całe społeczeństwo. Oczywiście, należałoby wspierać wzrost, tak aby wzrost bazy podatkowej pozwolił ograniczyć konieczności redukowania wielu wydatków państwowych. Jest to działanie bardzo trudne, a studia McKinseya ukazały, że z 32 przypadków delewarowania gospodarki, które poprzedzał kryzys finansowy, tylko jeden prowadził do wzrostu. Alberto Alesina jest obecnie tą osobą, która podczas swoich częstych wystąpień propaguje w procesie redukowania deficytów obcinanie wydatków bardziej niż podwyższanie podatków. Niemniej w swoich badaniach obejmujących okres od 1980 r. pokazuje, że w 26 przypadkach, kiedy następował znaczący spadek długu, aż w 21 powodowało to równoczesny spadek PKB. Tylko w dziewięciu przypadkach udało się rządom doprowadzić do wzrostu gospodarczego i zredukowania długu – w tym w Irlandii w 2000 r. oraz w Holandii i Norwegii w 2006 r. W innych badaniach w trzech na cztery przypadki ścięcie wydatków publicznych połączone ze wzrostem gospodarczym odbyło się przez spadek kursu walutowego tych krajów, których wzmożony eksport kompensował spadek popytu po stronie instytucji publicznych.</p>
<p>Dlatego też analizując założenia budżetowe i podejście do redukcji deficytu, powinniśmy tak go optymalizować, aby wydatkować środki na nakłady, które w przyszłości doprowadzą do wzrostu bazy podatkowej, a redukować te wydatki, które nie będą się do tego przyczyniały. Aby to osiągnąć, musimy wyzwolić się z obecnie panujących paradygmatów w sferze liczenia deficytu, ponieważ jak to nawet przyznał Pierre Cailleteau z Moody’ego „rachunkowość finansów publicznych jest wyjątkowo prosta w porównaniu z rachunkowością sektora prywatnego”. W praktyce to oznacza konieczność implementacji „kotwicy efektywnościowej” w budżecie zadaniowym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/19/konsekwencje-korekty-oczekiwan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Założenia budżetowe – pierwsze ostrzeżenie</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/12/zalozenia-budzetowe-%e2%80%93-pierwsze-ostrzezenie/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/12/zalozenia-budzetowe-%e2%80%93-pierwsze-ostrzezenie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Jul 2010 16:38:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[Francja]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[ograniczanie deficytu]]></category>
		<category><![CDATA[szczyt G20]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=15383</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>Z jednej strony starzejące się społeczeństwo, a z drugiej konieczność przeprowadzenia działań związanych z sanacją finansów publicznych są tym wyzwaniem, które wyraźnie występuje w Polsce. Jeśli przeanalizować kwestię bilansu deficytu finansów publicznych, zredukowanego o wahania cykliczne w procencie potencjalnego PKB, jak to przeprowadził „Financial Times”, to okazuje się, że deficyt w Polsce jest niewiele niższy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>Z jednej strony starzejące się społeczeństwo, a z drugiej konieczność przeprowadzenia działań związanych z sanacją finansów publicznych są tym wyzwaniem, które wyraźnie występuje w Polsce. Jeśli przeanalizować kwestię bilansu deficytu finansów publicznych, zredukowanego o wahania cykliczne w procencie potencjalnego PKB, jak to przeprowadził „Financial Times”, to okazuje się, że deficyt w Polsce jest niewiele niższy od tych największych na świecie i zaledwie o 2 pkt proc. niższy od tego Wlk. Brytanii, a wyższy niż w Japonii, Francji, Grecji, Islandii, Portugalii i jest o prawie 2,5 pkt proc. wyższy niż w aktualnie przeżywającej kłopoty Hiszpanii. Dlatego konieczne jest przeprowadzenie w Polsce działań optymalizujących wydatki budżetowe w taki sposób, aby poszerzyły one przyszłą bazę podatkową, i zredukowanie tych, które tego nie powodują.</p>
<p>Jest to wyzwanie o tyle pilne, że zgodnie z szacunkami proponowana przez ministra finansów „kotwica budżetowa” pozwoli jedynie na zredukowanie tegorocznego deficytu finansów publicznych o zaledwie 2-3 proc. jego absolutnego wymiaru. Z drugiej strony trzeba skupić się na przeciwdziałaniu wygenerowania zapaści finansów publicznych w stylu japońskim, gdy trudno będzie przeprowadzić jakiekolwiek działania ze względu na starzejące się społeczeństwo. A przecież zgodnie z przekazanymi „Założeniami projektu budżetu państwa na rok 2011” już w przyszłym roku „spodziewany spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym (18-59/64) wyniesie ponad 100 tys. osób. „[!] s. 14.</p>
<p>Obecna batalia gospodarcza, którą ostatnie spotkanie Grupy G20 jedynie zogniskowało, ukazuje różnice zdań między państwami, blokami, ale także krajami w ramach grupy. Z  jednej strony występuje bardzo silna presja na podkreślenie kwestii nierównowagi finansowej na światowym rynku kapitałowym i potrzeby przeprowadzenia porozumień typu <em>La Plaza,</em> z jednoczesnym naciskiem na Chiny w celu wzmocnienia własnej waluty. W tym świetle nagła decyzja Chin o odejściu od powiązania juana z dolarem i pierwotna decyzja rynku wzmacniająca juana wydaje się uprzedzającym manewrem wycofującym z linii konfliktu. Manewr ten udał się o tyle, że po pierwotnym wzmocnieniu o 0,5 proc. nastąpiło osłabienie o 0,2 pkt. proc., z deklaracją mówiącą o konieczności stabilizacji kursu walutowego.</p>
<p>Dlatego ostatnia debata była zogniskowana na „strategii wyjścia” z olbrzymich pakietów pomocowych, które doprowadziły do poważnego zadłużenia krajów oraz powstania dużych deficytów w finansach publicznych. Jednoczesne wycofanie z tych pakietów, znaczące redukcje wydatków mogą wpłynąć na pogorszenie kondycji światowej gospodarki i jej powtórne wpadnięcie w recesję. Dlatego istnieje dążenie, aby obniżki wydatków prowadzące do zmniejszenia popytu mogły być kompensowane pobudzeniem koniunktury u innych. Stąd powtarzające się ostrzeżenia przed oszczędnościowymi działaniami kryzysogennymi oraz fale nacisków na Niemcy, zwłaszcza ze strony Stany Zjednoczonych, aby starały się zbilansować gospodarkę europejską i światową, nie obniżając popytu.</p>
<p>W obronie własnej polityki w „Financial Timesie” opublikował nawet artykuł minister finansów Wolfgang Schäuble, ukazując konieczność działań zmniejszających deficyt finansów publicznych Niemiec, właśnie po to, aby sprzyjać przyszłości i rozwojowi. Na tym tle zarysowała się również różnica zdań między Niemcami a Francją – nasz zachodni sąsiad dąży do planowego zbilansowania działań, natomiast Francja dąży do tego, żeby te procesy były opóźnione i nie było negatywnych społecznych konsekwencji zaostrzenia polityki fiskalnej. Tego typu analizy wiążą się z przypomnieniem, że relacje francusko-niemieckie nie są tak zgrane jak dawniej, a w związku z działaniami Francji polegającymi na kreowaniu nowych propozycji coraz spokojniej nasi zachodni sąsiedzi zadają pytanie, kto za realizację tych pomysłów zapłaci.</p>
<p>Angela Merkel niedawno stwierdziła, że „jeśli euro upadnie, wtedy Europa upadnie”. Z kolei Anna-Maria Le Gloannec w „Financial Timesie”, analizując działania niemieckie, napisała, że Niemcy stanowią prawie hegemonię w Europie, ale nie chcą wziąć na siebie za to odpowiedzialności. Jeśli chodzi o euro, „Niemcy chcą mieć ciastko i je zjeść…”. Patrząc na dylematy, z którymi mierzą się obecnie decydenci, wydaje się, że najlepiej „wstrzelili” się Alberto Alesina i Sylvia Ardagna z Harvardu, publikując analizę, w jaki sposób najefektywniej ograniczyć deficyt budżetowy: czy poprzez wzrost podatków, czy poprzez obniżki wydatków. Autorzy udowadniają w nim, że obniżki wydatków zwiększające zaufanie między konsumentami i inwestorami w konsekwencji efektywniej redukują relacje deficytu i długu do poziomu PKB.<strong><span style="font-size: x-small; color: #2f2f2f; font-family: Trebuchet MS;"></span></strong>Na tym tle silnie uwidacznia się także różnica w planach finansowych Niemiec i Francji. Podczas gdy ci pierwsi planują wzrost podatków i obniżki wydatków o 80 mld euro, to projekt francuski jest skromniejszy, gdyż pakiet oszczędności i dochodów obejmuje kwotę 45 mld euro do 2013 r. W efekcie w Niemczech zakładany jest spadek deficytu finansów publicznych do 4,7 proc. w 2011 r., przy 81,6 proc. długu, a we Francji ten deficyt będzie prawie dwukrotnie wyższy i będzie wynosił 7,4 proc., przy długu 88,6 proc. A rząd w Niemczech już zatwierdził redukcję wydatków do 307,4 mld euro w 2011 r. i zakłada redukcję o 6 mld euro rocznie przez cztery lata, a w ramach łatania dziury w kasach chorych podwyższył składkę na ubezpieczenie zdrowotne z 14,9 proc. do 15,5 proc.</p>
<p>Działania mające na celu wycofanie się z poprzednich pakietów są najbardziej widoczne na przykładzie przyjętego budżetu Wlk. Brytanii, który został przedstawiony przez nowy rząd jako dążenie do obniżki deficytu o 113 mld funtów. Będzie on polegał na podwyżce podatków, w tym VAT z 17,5 proc. do 20 proc. i 28 proc. podatków od zysków kapitałowych płaconych przez zamożnych podatników. Wzrost dochodów ma być powiązany z 25-procentowymi obniżkami budżetów poszczególnych ministerstw, w tym spadkiem wydatków na cele społeczne, powiązanym z dwuletnim zamrożeniem płac pracowników publicznych. Zgodnie z wyliczeniami zaprezentowanymi w „Guardianie”, cięcia 25-proc. będą bardzo bolesne społecznie, gdyż doprowadzą do utraty 1,3 mln miejsc pracy.</p>
<p>Przed spotkaniem G20 Wlk. Brytania była pod presją jako państwo, które miało najwyższy deficyt, który w 2010 r. ma wynosić 11,4 proc. PKB. Niemniej działania konsolidujące finanse publiczne są prezentowane na całym świecie w wielu krajach. Między innymi w Hiszpanii, która boryka się z kryzysem finansowym, i gdzie 12 maja poinformowano o cięciach o 5 proc. względem 2 mln 800 tys. pracowników publicznych, a ministrowie podjęli decyzję o obniżce swoich wynagrodzeń o 15 proc. Obcięciu pomocy zagranicznej o 600 mln euro oraz, co jest może najbardziej kontrowersyjne, obcięciu ulg na dzieci w sytuacji zapaści demograficznej, co ma przynieść 2,5-mld obniżkę deficytu. Również Stany Zjednoczone są w trudnym położenie rekordowego 33-proc. spadku zakupu nowych domów w maju względem kwietnia w efekcie wycofania pakietów wspierających budownictwo, jak i mizernego, o 41 tysięcy, wzrostu liczby miejsc pracy przy 15-milionowym bezrobociu.</p>
<p>Również Grecja i Irlandia przedstawiły swoje redukcje wydatków, a aspirująca do strefy euro Islandia planuje obniżkę deficytu z poziomu 9,4 proc. w tym roku do 2,7 proc. w 2015 r.</p>
<p>Charakterystyczna jest drastyczność działań w Rumunii, która przeprowadziła 25-proc. redukcję zarobków wśród 1 mln 400 tys. pracowników publicznych i zmniejszyła ich zatrudnienie o 200 tys. oraz doprowadziła do 15-proc. spadku emerytur i wszelkiego typu świadczeń społecznych, przy jednoczesnym podniesieniu stawki VAT z 19 do 24 proc. Tego typu działania są również kontynuowane w innych krajach, np. w Japonii, której grozi przekroczenie 200-proc. poziomu długu względem PKB. Prezentowane są tam plany dotyczące ustanowienia 5-proc. podatku konsumpcyjnego, przy czym partia opozycyjna, nawet mimo wyborów, planuje jego wprowadzenie w wysokości dwukrotnie wyższej &#8211; 10 proc. Pojawiła się też chęć wprowadzenia systemu <em>pay as you go</em> w finansach publicznych tego kraju. Oznacza to ograniczenie wydatków w Japonii przez najbliższe lata na poziomie 71 bln jenów, i ich wzrost w skali równej wzrostowi dochodów. Przy czym Hideki Takada z Urzędu Polityki Narodowej uważa, że wprowadzenie tego limitu będzie utrudnione ze względu na szybko powiększające się koszty świadczeń społecznych, będące efektem starzenia się społeczeństwa.</p>
<p>Przed debatą oszczędnościową nie uciekniemy, aczkolwiek jej racjonalności najprawdopodobniej nie pomogą popisy wyborcze w ciągu najbliższego półtora roku. Niemniej z powodu konieczności zapobieżenia szybkiemu narastaniu długu konieczne jest przeprowadzenie w Polsce działań optymalizujących wydatki publiczne. Z jednej strony należy się skoncentrować na tych wydatkach, które poszerzają bazę podatkową i redukować te, które się do tego nie przyczyniają, a z drugiej strony uniknąć zapaści w stylu japońskim, gdy trudno będzie przeprowadzić jakiekolwiek działania z powodu starzejącego się społeczeństwa. A pierwszy sygnał nadciągających problemów w założeniach budżetowych &#8211; w postaci ubytku 100 tys. obywateli w wieku produkcyjnym &#8211; już się objawił i zagości w nich na dłużej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/12/zalozenia-budzetowe-%e2%80%93-pierwsze-ostrzezenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konieczność przywrócenia równowagi finansom międzygeneracyjnym</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/05/koniecznosc-przywrocenia-rownowagi-finansom-miedzygeneracyjnym/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/05/koniecznosc-przywrocenia-rownowagi-finansom-miedzygeneracyjnym/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 09:56:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[polityka-prorodzinna]]></category>
		<category><![CDATA[starzenie się społeczeństwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=15003</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>W zeszłym tygodniu na portalu Obserwatora Finansowego ukazał się artykuł dr Agnieszki Chłoń-Domińczak „System emerytalny: po pierwsze nie szkodzić”. Niestety, ale w znacznym zakresie zawiera on propozycje działań od wielu lat postulowane przez towarzystwa emerytalne i ich przedstawicieli, z którymi dbając o efektywne działanie rynku kapitałowego, nie należy się zgodzić. Debaty z prezentowanymi propozycjami są regularnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>W zeszłym tygodniu na portalu Obserwatora Finansowego ukazał się artykuł dr Agnieszki Chłoń-Domińczak „<a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/06/30/reforma-systemu-emerytalnego-po-pierwsze-nie-szkodzic/">System emerytalny: po pierwsze nie szkodzić</a>”. Niestety, ale w znacznym zakresie zawiera on propozycje działań od wielu lat postulowane przez towarzystwa emerytalne i ich przedstawicieli, z którymi dbając o efektywne działanie rynku kapitałowego, nie należy się zgodzić. Debaty z prezentowanymi propozycjami są regularnie organizowane w ramach „Forum Finansowego” przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową we współpracy z AXA Powszechne Towarzystwo Emerytalne S.A. Również ostatnio w ramach tego cyklu odbyła się konferencja pt. „Gospodarka i czynniki demograficzne a system emerytalny”, w którym pani Chłoń-Domińczak wystąpiła z jednym z referatów. Mimo bardzo celnego tytułu, w centrum zainteresowania konferencji okazały się być propozycje modyfikacji systemu OFE zaprezentowane również w Obserwatorze Finansowym, jak też kwestie dotyczące biernego dostosowania się do zapaści demograficznej.</p>
<p>Jeśli chodzi o kwestie mikroekonomiczne, to ich błędność i szkodliwość w dążeniu poprawienia efektywności rynku kapitałowego, na równi z dążeniem do ograniczenia konfliktu interesów między inwestorem a członkami OFE, została dogłębnie zdiagnozowana w raportach UNFE „Bezpieczeństwo dzięki konkurencji”, „Bezpieczeństwo dzięki zapobiegliwości” i „Bezpieczeństwo dzięki emeryturze”. Niemniej ze względu na fakt, że konferencja była na tyle nietypowa, że z sali nie mogły być zadawane pytania ani zostać zaprezentowane inne punkty widzenia, warto aby ten ważny temat został omówiony zgodnie z wagą, którą prezentuje.</p>
<p>W tym miejscu należy raczej się zgodzić z występującym na konferencji ministrem Michałem Bonim, który wprost stwierdził, że należy się zastanowić się nad tym, co zmiany mogą przynieść ludziom. Idąc tym tropem, to gdy chodzi o postulowaną filozofię myślenia, to zgodnie z rachunkowością międzygeneracyjną, Polska ze względu na starzenie się społeczeństwa i brak przeciwdziałania temu faktowi ma 2,5 bln zł długu do obsługi tylko z tego tytułu. W praktyce oznacza to, że 5,5 proc. polskiego PKB powinno być odkładane, żeby nie stwarzać z tego tytułu problemów w przyszłości. Dlatego też jeśli nie będzie podejmować się aktywnych działań na tym polu, to gdy chodzi o przyszłość można oczekiwać, że przyniesie ona niskie świadczenia, niską jakość życia, brak dostępu do służby zdrowia, spowodowany faktem, że starzejące się społeczeństwo częściej choruje, będą zwiększały się także koszty pracy wraz ze wzrostem koniecznych składek, nastąpi wzrost podatków. Wszystko to będzie wypychało młode pokolenie do pracy za granicą, potęgując problemy w Polsce. Zresztą, jaka może być jakość życia i efektywność gospodarowania w sytuacji, kiedy ponad dwukrotnie wzrośnie obciążenie demograficzne.</p>
<p>O gospodarczych konsekwencjach starzenia się społeczeństwo pisze również Zielona Księga KE, która ma być opublikowana w lecie, a której kluczowe partie omówił „Financial Times Deutschland”. Okazuje się, że zgodnie z raportem UE grozi nam „bolesna kombinacja niższych świadczeń i wyższych składek” i zaleca zwiększenie aktywności zawodowej do 75 proc. w połączeniu z podniesieniem wieku emerytalnego do około 70 lat. Dzieje się tak dlatego, że już obecnie w UE na jednego emeryta przypadają trzy osoby aktywne zawodowo, w 2030 roku stosunek ten wyniesie jeden do dwóch, a na końcu omawianej perspektywy w 2060 roku to emeryci będą większością, gdyż na czterech emerytów będą pracowały trzy osoby zawodowo czynne! Takiej sytuacji nie wytrzyma żaden system finansowy, stąd nie dziwmy się, że coraz częściej jako antidotum pojawiać się będą propozycje pracy bez przerwy, aż do śmierci, w połączeniu z ograniczeniem dostępności służby zdrowia jedynie do tych o grubym portfelu.</p>
<p>Perspektywy zmian demograficznych są przedmiotem zainteresowania ECOFIN-u, dlatego Eurostat przygotował projekcję dla 27 krajów UE oraz dla Szwajcarii i Norwegii na lata 2008-2060 jako punkt wyjścia dla prognoz wydatków budżetowych zawartych raporcie związanym ze starzeniem się społeczeństwa „The 2009 Ageing Report”. Charakterystyczny jest fakt, że o ile Unia Europejska liczyła w 2008 r. 495,400 mln mieszkańców, o tyle według tej projekcji w 2060 r. będzie zamieszkiwać ją 505,7 mln mieszkańców, a więc zaledwie o 2,6 proc. więcej. Taki wynik będzie efektem spadku przyrostu naturalnego w UE z zaledwie 366 tys. w 2008 r. do ubytku już w 2015 r., którego skala się nasili i będzie przekraczała 0,5 mln w 2023 r., a pod koniec projekcji dojdzie do corocznego spadku o 2 mln mieszkańców rocznie. Spadek bezwzględny nie wystąpi tylko dlatego, że Unia Europejska planuje przyjęcie do 2060 r. 59 mln nowych mieszkańców, przy czym przybędzie także urodzin dzieci emigrantów, w sumie o 36 mln osób.</p>
<p>W przypadku Polski projekcja jest katastrofalna i zakłada, że w tym czasie ubędzie aż 18 proc. ludności naszego kraju i to mimo założeń, że przybędzie również w tym samym czasie milionowa rzesza imigrantów, a dzietność w polskich rodzinach znacząco się powiększy. Niezależnie od spadku liczby ludności o 7 mln, nastąpi jednoczesne bardzo szybkie starzenie się naszego społeczeństwa. O ile obecnie grupa osób w wieku powyżej 80 lat, czyli osób najstarszych, wymagających najwyższych nakładów na ochronę zdrowia, wynosi 3 proc. społeczeństwa, o tyle w badanym czasie ich udział wzrośnie aż o 10 pkt. proc., do 13,1 proc. ogółu ludności, i będzie wynosił 4,1 mln osób.</p>
<p>Kluczowy jest też fakt spadku liczby osób w wieku produkcyjnym. Według przewidywań największe negatywne zmiany na obszarze Unii Europejskiej wystąpią w Polsce i na Słowacji. W tym czasie udział grupy 15-64 lat w strukturze ludności ogółem w Polsce będzie mniejszy aż o 18,6 pkt. proc. w porównaniu z 2008 r. O ile obecnie liczba osób w tym wieku wynosi 27 mln, o tyle według projekcji spadnie ona o ponad 10 mln, do poziomu 16,3 mln w 2060 r.</p>
<p>Przy czym tego typu projekcje, w tym opublikowana przez ONZ prognoza ludności świata na lata 2010-2050, zakładają zbieżność współczynnika dzietności w całej Europie, jak i Polsce, do wysokości 1,85. Niestety teraz jest to poziom tragicznie niski, ponieważ wynosi 1,3 dziecka na kobietę. Musimy zauważyć, że w Polsce dzietność rodzin uległa tragicznemu zmniejszeniu, charakterystyczne jest też, że liczba urodzin spadła we wszystkich typach rodzin. W porównaniu z 1980 r. spadek urodzin pierwszego dziecka wynosił prawie 30 proc., liczba urodzeń drugiego dziecka spadła prawie o połowę w porównaniu z 1983 r., a o 2/3 spadła liczba urodzeń trzeciego dziecka. Jeśli chodzi o rodziny, w których było czworo i więcej dzieci, czyli te, które przedstawiają perspektywę demograficzną, to liczba urodzeń w tej grupie jest na poziomie zaledwie ¼ tego, który był w 1982 r. Na to nakładają się też poważne problemy związane z tym, że maleje potencjał dzietności z powodu wzrastającego poziomu rozwodów rodziców. Procesy te następują bardzo szybko nawet w ostatnim okresie – w 2008 r. w porównaniu z 2000 r. proporcja małoletnich dzieci dotkniętych rozwodem rodziców powiększyła się niemal dwukrotnie.</p>
<p>Gdy chodzi o Polskę, to następuje nie tylko proces starzenia się ludności, ale także przesunięcie struktury ludności w ramach wieku produkcyjnego z okresu mobilnego &#8211; do 44 roku życia, w kierunku niemobilnym, a więc starszym. Jeśli w 1988 r. ludności w wieku niemobilnym było zaledwie 30,4 proc., to w 2009 r. już 37,8 proc. A biorąc pod uwagę obciążenie demograficzne, a więc liczbę dzieci i osób starszych przypadających na 100 osób w wieku produkcyjnym, widać, że nastąpiły bardzo niekorzystne zmiany. W raporcie Rządowej Rady Ludnościowej przewidywania dla Polski są wręcz katastrofalne. Łączne obciążenie, które w 2008 r. było równe 41 i do roku 2015 utrzyma się na zbliżonym poziomie,  później ze względu na zaawansowany proces starzenia się ludności znacznie się zwiększy, do poziomu ponad dwukrotnie wyższego &#8211; 91 osób w 2060 r. Dlatego analizując kolejno ukazywane projekcje, finansiści już obecnie, zamiast zabawiać się w „demografosceptyków”, powinni bić na alarm i oczekiwać, że jedynie konsekwentna i spójna polityka prorodzinna rozpoczęta już teraz, może zahamować niekorzystne relacje międzypokoleniowe w przyszłości.</p>
<p>W tym momencie jest konieczne głośne zadanie pytania decydentom, jak widzą odpowiedzialność osób publicznych, które teraz mają wpływ na rozwiązania systemowe i będą go miały w najbliższej kadencji parlamentu, w sytuacji kiedy znają konsekwencje społeczno-gospodarcze starzenia się społeczeństwa, które zgodnie prezentuje KE, ONZ oraz Rządowa Rada Ludnościowa. A jest to już ostatni moment radykalnego wprowadzenia polityki prorodzinnej, gdyż za pięć lat obecna kohorta „solidarnościowa” się zestarzeje i nie będzie mogła mieć dzieci, a następne generacje są już dwukrotnie słabsze. Dlatego konieczne jest działanie mające na celu optymalizację wydatków budżetowych, aby nie potęgować narastania deficytu finansów publicznych,  należy się też zgodzić, że Polska musi odpowiedzieć na wyzwania demograficzne i podjąć konieczne działania wyprzedzające. Z tym, że w pierwszym rzędzie koniecznym działaniem jest wprowadzenie polityki prorodzinnej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/07/05/koniecznosc-przywrocenia-rownowagi-finansom-miedzygeneracyjnym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konieczność przywrócenia zachwianej równowagi</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/06/25/koniecznosc-przywrocenia-zachwianej-rownowagi/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/06/25/koniecznosc-przywrocenia-zachwianej-rownowagi/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jun 2010 13:43:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[polityka-prorodzinna]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Mundell]]></category>
		<category><![CDATA[Wielka-Brytania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=14622</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>Podczas ostatniej konferencji organizowanej przez NBP, pt. „Shaping the future of the international monetary system”, występował twórca teorii optymalnego obszaru walutowego prof. Robert A. Mundell. Tezy, które wygłosił podczas swojego referatu, odbiegały od pierwotnie głoszonej teorii i koncentrowały się na zbyt dużej liczbie walut,  prowadzącej do chaosu.
Według niego należałoby istniejące obszary walutowe skonsolidować i oprzeć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>Podczas ostatniej konferencji organizowanej przez NBP, pt. „Shaping the future of the international monetary system”, występował twórca teorii optymalnego obszaru walutowego prof. Robert A. Mundell. Tezy, które wygłosił podczas swojego referatu, odbiegały od pierwotnie głoszonej teorii i koncentrowały się na zbyt dużej liczbie walut,  prowadzącej do chaosu.</p>
<p>Według niego należałoby istniejące obszary walutowe skonsolidować i oprzeć na dwóch głównych: euro i dolarze, podczas gdy funt szterling, jen i chiński juan uzupełniałyby koszyk MFW. Jeśli uznać, że chińska waluta i tak jest już powiązana z amerykańskim dolarem i powoduje znaczącą destabilizację na światowym rynku kapitałowym, to widzimy wyraźnie, że w praktyce oznaczałoby to dominację dwóch walut: euro i dolara, których na dodatek zmienności noblista chciałby uniknąć.</p>
<p>Niestety, na zadane przeze mnie pytanie, czy w związku z postulowaną przez niego fiskalną integracją w krajach strefy euro, jako odpowiedzią na obecny kryzys w ramach tej strefy, postuluje aby w przypadku podobnych zaburzeń na linii dolar-euro nastąpiła koordynacja polityki fiskalnej między Stanami Zjednoczonymi a UE, wynikająca z koordynacji polityki monetarnej, nie uzyskałem  odpowiedzi.</p>
<p>Hiszpania przeżywa trudności z pozyskaniem kapitału i z tanim refinansowaniem swoich zobowiązań. Ostatnia eksplozja środków, które hiszpańskie instytucje finansowe pozyskały z Europejskiego Banku Centralnego, jest związana z faktem, że zgodnie z opinią prezesa BBVA Francisco Gonzaleza zarówno dla przedsiębiorstw, jak i banków „międzynarodowy rynek kapitałowy jest zamknięty”. W tym momencie można skonkludować, że analizowane przewagi przebywania w strefie euro, polegające na dostępie do rynku kapitałowego, w sytuacji kryzysu znikają.</p>
<p>Niemniej jednak, jeśli patrzymy na kwestie dotyczące braku zbilansowania, to zauważamy, że dane, które zostały udostępnione przez Bank Rozrachunków Międzynarodowych, pokazują, że tak naprawdę to nie dług publiczny Grecji, Irlandii, Portugalii i Hiszpanii – najbardziej peryferyjnych krajów strefy euro – jest problemem. Stanowi on tylko 16 proc. całej ekspozycji banków strefy euro. Całość ekspozycji wynosiła pod koniec 2009 r. 1,579 bln USD. Przy czym zobowiązania względem banków francuskich i niemieckich wynoszą aż 61 proc. całości. Łącznie z gwarancjami oznacza to ekspozycję francuskich instytucji w wysokości 493 mld USD, a w przypadku niemieckich – 465 mld USD. Sama Hiszpania, która przeżywa teraz problemy z powodu wycofywania prywatnych kapitałów, ma ekspozycję w wysokości 248 mld USD względem instytucji francuskich i 220 mld USD względem niemieckich. Instytucje prywatne wyżej wymienionych państw są obecnie w nienajlepszej kondycji, ponieważ były one głównymi beneficjentami nadpłynności rynku kapitałowego.</p>
<p>Aktualna skala wyzwań kryzysowych poszczególnych krajów zależy też od tego, jak bardzo przygotowały się do zarządzania długiem w okresie kryzysu. Wlk. Brytania, której najbardziej rozwojowe segmenty zostały silnie dotknięte przez obecny kryzys, w 2010 r. ma zapotrzebowanie finansowe w wysokości zaledwie 20 proc. PKB, przy rekordowym 11,4-procentowym deficycie budżetowym i zaledwie 8,6-proc. udziale wynikającym z rolowania długu. Jest to znacznie mniej niż w przypadku Francji, która ma zapotrzebowanie kredytowe w wysokości 25,1 proc., nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych – 33,2 proc., czy bardzo krótkim długu Japonii w wysokości 64 proc. PKB.</p>
<p>Jest to spowodowane tym, że podczas gdy zapadalność brytyjskiego długu wynosi 12,8 roku, to Stanów Zjednoczonych – 4,4 roku. Nic dziwnego więc, że Wlk. Brytania jest lepiej przygotowana do kryzysu – mimo że jej rozwój opiera się na dotkniętym kryzysem londyńskim city. W 2009 r. spadek PKB wynosił 8,9 proc. poniżej długoterminowego trendu wzrostu dla Wlk. Brytanii, przy czym 3,1 proc. było efektem spadku eksportu, 3,1 proc. – zmniejszenia konsumpcji inwestycji prywatnych, spowodowanych spadkiem majątkowym, 3,7 proc. było wywołane zakłóceniami na rynku kredytowym, a jedynie stymulacja w postaci pakietu stymulacyjnego spowodowała wzrost o 1,1 proc.</p>
<p>Nawet teraz odbudowanie pozycji Wlk. Brytanii spowodowane spadkiem wartości funta sprawi, że deficyt bilansu płatniczego będzie wynosił 3,5-6,5 proc. Należy oczekiwać, że to zbilansowanie będzie musiało być związane z dalszym 25-proc. spadkiem wartości funta. Natomiast kraje peryferyjne strefy euro nie mają takiej możliwości. Będą jak Japonia z procesami deflacyjnymi, natomiast w Wlk. Brytanii, jak uważa Samuel Brittan, należy się liczyć z odbudową procesów inflacyjnych o 3 pkt. proc. wyższych od zeszłorocznych oczekiwań. Będzie to spowodowane napływem inflacji kosztowej oraz faktem, że poprzednio inflacja była zbijana przez zmniejszenie zyskowności importerów, jednak w długim okresie  powyższe możliwości się wyczerpują.</p>
<p>Brak równowagi w UE jest o tyle charakterystyczny, że podczas gdy Europa i Stany Zjednoczone są w okresie kryzysu, to jednocześnie bardzo szybko rozwijają się olbrzymie gospodarki Chin, Indii i Brazylii. Ponadto w krajach takich jak Stany Zjednoczone oszczędności gospodarstw domowych wynoszą jedynie 3,9 proc. dochodów – co i tak jest skokiem z poziomu 1,7 proc., natomiast gospodarstwa chińskie oszczędzają 38 proc. Często wyjaśnia się to jako skutek polityki jednego dziecka i braku zabezpieczenia socjalnego w tym kraju. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę gospodarkę indyjską, to też nastąpiło tam znaczące zwiększenie poziomu oszczędności do 34,7 proc., a więc bardzo wysokiego, i to mimo olbrzymiego potencjału demograficznego, jaki posiada ten kraj, i 8,5-proc. wzrostu gospodarczego.</p>
<p>Spośród szybko rozwijających się gospodarek BRIC Brazylia jest państwem, które ma oszczędności na poziomie jedynie 6,8 proc., czyli niskim, ale jednocześnie, jeśli wziąć pod uwagę ostatnie wskaźniki gospodarcze, jest ona krajem, który przeżywa boom gospodarczy, co jest w znacznym stopniu powiązane z ekspansją gospodarki chińskiej w tamtym regionie. Jak podał urząd statystyczny Brazylii, 8 czerwca ekspansja PKB doszła do 9 proc. w I kwartale tego roku. Charakterystyczne jest, że popyt w tym kraju szybko rośnie i według Elson Telesa z MAM dorównuje poziomowi chińskiemu.</p>
<p>Drugie ekstremum dotyczy sytuacji w Japonii i jest w znacznym stopniu spowodowane zapaścią demograficzną. Jej stare społeczeństwo nie jest w stanie szybko się rozwijać. Jednocześnie spadek oszczędności w Japonii jest bardzo szybki, z poziomu 15 proc. w 1992 r. do zaledwie 2,8 proc. obecnie. Wyjaśnia się to faktem, że starzejące się społeczeństwo wykorzystuje coraz więcej swoich odłożonych kapitałów. W Polsce jak najwcześniej należy doprowadzić do zrównoważenia finansów publicznych. Z jednej strony powinno nastąpić zwiększenie efektywności wydatków w tych dziedzinach, które w przyszłości przyniosą wzrost dochodów podatkowych, a z drugiej  redukowanie narastania zobowiązań długoterminowych, emerytalnych, poprzez wspieranie polityki prorodzinnej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/06/25/koniecznosc-przywrocenia-zachwianej-rownowagi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powszechny eurosceptycyzm</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/06/16/powszechny-eurosceptycyzm/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/06/16/powszechny-eurosceptycyzm/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Jun 2010 15:38:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=13986</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>Niedawno, podczas odbywającego się w Polsce Europejskiego Kongresu Gospodarczego, brałem udział w panelu „Euro w Europie, euro w Polsce”. Część wypowiedzi z tego panelu została szeroko opisana w prasie. Pod jego koniec, na zapytanie moderatora Romana Młodkowskiego, ile osób uważa, że w Polsce będzie euro za pięć lat, ani jedna osoba z sali nie podniosła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>Niedawno, podczas odbywającego się w Polsce Europejskiego Kongresu Gospodarczego, brałem udział w panelu „Euro w Europie, euro w Polsce”. Część wypowiedzi z tego panelu została szeroko opisana w prasie. Pod jego koniec, na zapytanie moderatora Romana Młodkowskiego, ile osób uważa, że w Polsce będzie euro za pięć lat, ani jedna osoba z sali nie podniosła ręki.</p>
<p>Ja ze swej strony w podsumowaniu panelu ostrzegłem uczestników przed powtórzeniem się sytuacji z kryzysu strefy euro w innej dziedzinie. Nawiązując do ostatnio nagłośnionych wypowiedzi Romano Prodiego, który stwierdził, że spodziewał się kryzysu strefy euro wcześniej i że o grożącym kryzysie wiedzieli „wszyscy”, zaapelowałem o wprowadzenie polityki prorodzinnej obecnie, kiedy pokolenie wyżu „solidarnościowego” z racji wieku może mieć jeszcze dzieci.</p>
<p>Stwierdziłem, że obecnie nie jestem już „eurosceptykiem”, gdyż zagrożenia, przed którymi ostrzegałem, się już zmaterializowały, ale „demografosceptykiem”, ostrzegającym przed finansowymi konsekwencjami załamania demograficznego. I dlatego obecnie głośno apeluję o wprowadzenie polityki prorodzinnej, na której implementację jest to ostatni moment. Po to, aby już za parę lat, kiedy wyż „solidarnościowy” już się zestarzeje i nie będzie mógł mieć dzieci, nie okazało się, że o tym problemie wiedzieli wszyscy komentatorzy i że wyrażą oni zdziwienie, że konsekwencje finansowe braku wystarczającej bazy podatkowej nadeszły z tak dużym opóźnieniem, bo spodziewali się ich znacznie wcześniej.</p>
<p>Gdy patrzymy na sytuację strefy euro, jej coraz głębsze problemy, w tych dniach tak silnie dotykające Hiszpanię, ciekawa wydaje się przywołana opinia Romano Prodiego, byłego premiera Włoch, komisarza KE w latach 1999-2004, zawarta w niedawno udzielonym wywiadzie i artykule zamieszczonym w „Financial Timesie”. Mianowicie twierdzi on, że kryzys euro nie był dla niego zaskoczeniem i myślał, że wystąpi znacznie wcześniej, oraz twierdzi, że wszyscy to wiedzieli. Jest to o tyle o tyle zastanawiające, że takie informacje nie docierały do opinii publicznej.</p>
<p>Rodzi się więc pytanie, co do obiektywizmu informacji przekazywanych wyborcom, sposobu ich przepływu oraz czy ich brak nie powoduje znaczących zakłóceń na rynku kapitałowym, spowodowanych niedocieraniem informacji do tych, którzy zarządzają pieniędzmi. Ponadto w wywiadzie zawarte były wyjaśnienia na temat tego, jak Prodi przekonał kanclerza Kohla do włączenia Włoch do strefy euro. Mianowicie: jeśli Włochy będą w strefie euro, to będą kupować niemieckie mleko. Niemcy zaakceptowali tego typu przekaz i za korzyści związane z rozszerzeniem rynków zbytu na produkowane towary włączyli do strefy cały region południa Europy.</p>
<p>W tych informacjach tak naprawdę zawarta jest diagnoza problemów, które przeżywa strefa euro, ponieważ niemiecki eksport mógł być jedynie sfinansowany za pieniądze inwestorów, często z kraju nadwyżkowego, tworząc opisywaną nierównowagę bilansową. Podczas gdy krajom peryferyjnym mogło się wydawać, że oto następuje oczekiwany proces konwergencji dochodowej i cenowej. Na tym tle widać też wyraźnie rozbieżność interesów, które się ostatnio ujawniły między Francją a Niemcami, a mającymi źródła w tym że „za wypite niemieckie mleko zapłacili Francuzi” &#8211; z 1,4 bln euro zadłużenia Włoch, inwestorzy francuscy sfinansowali aż 511 mld euro.</p>
<p>Należy zauważyć, że analogie związane z powstawaniem nierównowagi bilansowej mogą dotyczyć również Polski, która sprzedaje za granicę prywatyzowany majątek państwowy. Po zakupie przez zagranicznych inwestorów, my, mając olbrzymie, nie pokryte aktywami zobowiązania emerytalne, bilansujemy deficyt handlowy inwestycjami zagranicznymi, tworząc miejsca pracy za granicą, a nie w kraju. Dzięki tym środkom jesteśmy w stanie chwilowo więcej konsumować, jednak kiedy ten proces wygaśnie z powodu braku aktywów, a możliwości kredytowania zagranicznego też ulegną wyczerpaniu, znajdziemy się w podobnej sytuacji jak kraje peryferyjne strefy euro, które zderzyły się z problemem w momencie, kiedy pożyczone pieniądze należy zacząć zwracać. Występuje u nich  problem z eksportem, gdy przy jednorodnej walucie należy znacząco ograniczyć koszty sprzedaży, nie można jednak zdewaluować waluty w celu zbilansowania sytuacji.</p>
<p>Na tym tle widać różnicę, jeśli chodzi o niemieckie podejście do problemu po I wojnie światowej i obecnie. Niemcy są przeciwnikami zwiększenia popytu na rynku wewnętrznym, po to, żeby ułatwić spłatę i wyjście z problemów krajom peryferyjnym, natomiast w tamtym okresie to właśnie Niemcy nie były w stanie spłacić zobowiązań Wersalu, bo miały ograniczony dostęp do rynków eksportowych i były w bardzo podobnym położeniu do dzisiejszej Grecji. Można więc powiedzieć, że nasz zachodni sąsiad już zapomniał o sytuacji, w jakiej sam się kiedyś znajdował, i mimo tego liczy, że uda się odzyskać środki zainwestowane w krajach peryferyjnych.</p>
<p>Strefa euro znajduje się obecnie w rozbieżnej sytuacji, ponieważ z jednej strony zachodzące procesy grożą jej dezintegracją i cały czas trwa debata nad tym, że kraje peryferyjne mogą opuścić Unię,  z drugiej jednak strony może się okazać, że przy tak znaczącej krytyce wszystkich projektów wspólnotowych to właśnie Niemcy staną się krajem, który sam wystąpi ze strefy.</p>
<p>Zalecana forma, jeśli chodzi o optymalizację obszarów walutowych, polega na politycznej integracji strefy, zwłaszcza w aspekcie polityki fiskalnej. Jednak proces ten cały czas nadzoruje niemiecki Trybunał Konstytucyjny i zależy on od decyzji Bundestagu. Oczywiście wcale nie jest powiedziane, że dalszy proces centralizacji UE i jej instytucji się uda. Pamiętajmy o tym, że jeśli wziąć pod uwagę skalę redystrybucji w UE, to jest ona na poziomie 1 proc., podczas gdy państwa narodowe strefy mają przeciętnie 47-proc. udział w PKB. Nawet jeśli patrzymy na obecne procesy związane z kryzysem finansów publicznych stanu Kalifornia, to można zauważyć, że z jednej strony jest to kraj zadłużony na parę proc. PKB, wytwarzanego na jego terenie, z drugiej, że jest to deficyt rzędu 1 proc. Dla porównania Grecja jest zadłużona na 120 proc. i ma deficyt na poziomie 10 proc. PKB.</p>
<p>Wszelkiego typu dążenia do zacieśnienia integracji fiskalnej musiałyby oznaczać zwiększenie czynnika redystrybucyjnego, co jest bardzo trudne, zwłaszcza przy założeniu, że nastąpi redukcja długu do takiego poziomu, jaki mają stany, landy czy polskie województwa. Ponadto tego typu działanie musi mieć bardzo silny wpływ na procesy deflacyjne – będzie rodziło kilkunastoletni proces stagnacji. Jeśli dojdą do tego stopy procentowe bliskie zeru, to będzie to oznaczało niebezpieczeństwo powstawania spekulacji na rynku aktywów.</p>
<p>Po 1985 r., po wprowadzeniu porozumienia w hotelu <em>La Plaza,</em> powstał olbrzymi bąbel spekulacyjny na rynku japońskim, a proces aprecjacji jena doprowadził do spadku z 250 jenów za dolara do 90 obecnie, co spowodowało utrzymującą się stagnację w Japonii. Tego typu spekulacja na aktywach, spowodowana stopami procentowymi, wystąpiła również w Stanach Zjednoczonych na początku tego wieku i miała finał w obecnym kryzysie, który jest o tyle przedłużeniem poprzednich problemów, że także generuje ryzyko kolejnych „bąbli” opartych na aktualnie zerowych stopach procentowych.</p>
<p>Można powiedzieć, że obecny kryzys strefy euro jest spowodowany tym, że przy integracji monetarnej, kraje peryferyjne pożyczały i wydawały znacząco więcej, wpadając w problem związany z utratą konkurencyjności swoich produktów, której obecnie nie mogą odzyskać poprzez osłabienie swojej własnej waluty. Propozycja, żeby utworzyć w Europie Stany Zjednoczone Europy z polityczną reprezentacją wydaje się niemożliwa przy obecnym układzie politycznym, w którym kraje nie są gotowe oddać swojej niezależności. Jednocześnie widać, że niezależność polityki fiskalnej powoduje niestabilność unii monetarnej.</p>
<p>W przypadku rozpadu strefy euro – a trzeba pamiętać o znaczącej niechęci Niemiec  do pomocy solidarnościowej dla innych – i tak może się okazać, że mimo procesu restrukturyzacji i oparcia swojego eksportu na rynkach wschodzących Chin i Indii, konkurencyjność niemiecka byłaby zachwiana spadkiem wartości walut krajów peryferyjnych, które wyszłyby ze strefy. Rozwój Niemiec byłby wyhamowany, bo nadwyżka handlowa mogłaby zostać znacząco zredukowana. Charakterystyczne są stwierdzenia obecnego ministra finansów Wolfganga Schäublego, który twierdzi, że podczas wprowadzania euro w latach 90. Niemcy chcieli unii politycznej, natomiast Francja nie. To jest właśnie powodem istnienia jedynie unii ekonomicznej, bez politycznej, co prowadzi do powstania znaczących nierównowag.</p>
<p>Należy też pamiętać, że we wszystkich krajach kryzysowych następuje znacząca erozja wiedzy po stronie pracowników, co jest związane z długoterminowym bezrobociem. Wolfgang Schäuble twierdzi, że Niemcy muszą zwiększyć poziom zatrudnienia i powinny zintegrować imigrantów z niemiecką gospodarką, oraz że z tego powodu nie powinny redukować wydatków na edukację; konieczne jest też zwiększenie zatrudnienia wśród ich starzejącej i zmniejszającej się populacji.</p>
<p>Często to, co jest prezentowane jako rekomendacja dla Ameryki przez Martina Feldsteina z Harvardu, to konieczność cięć długoterminowych wydatków publicznych przez podniesienie wieku emerytalnego. Polska powinna również, jak Niemcy, dążyć do realizacji własnych słusznych interesów, wśród których na czoło wysuwa się dążenie do przenoszenia produkcji do Polski, a nie wspieranie eksportu emigrantów. Jeśli chodzi o zrównoważenie finansów publicznych, z jednej strony powinno nastąpić zwiększenie efektywności wydatków w tych dziedzinach, które w przyszłości przyniosą wzrost dochodów podatkowych, a z drugiej strony redukowanie narastania zobowiązań długoterminowych, emerytalnych poprzez wspieranie polityki prorodzinnej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/06/16/powszechny-eurosceptycyzm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Eurospadek</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/05/24/eurospadek/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/05/24/eurospadek/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 May 2010 14:47:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[dolar]]></category>
		<category><![CDATA[euro]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Stany-Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Euro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=12914</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>Z biegiem czasu coraz więcej osób twierdzi, że tak to wszystko musiało się zakończyć. Romano Prodi, który szefował Komisji Europejskiej w latach 1999-2004, w chwili szczerości 20 kwietnia stwierdził wprost, że „kryzys nie był niespodziewany. Przyszedł zdecydowanie później niż myślałem”[!]. Co ciekawe, opisując decyzje o włączeniu krajów peryferyjnych do strefy euro, tak naprawdę opisał przyczynę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>Z biegiem czasu coraz więcej osób twierdzi, że tak to wszystko musiało się zakończyć. Romano Prodi, który szefował Komisji Europejskiej w latach 1999-2004, w chwili szczerości 20 kwietnia stwierdził wprost, że „kryzys nie był niespodziewany. Przyszedł zdecydowanie później niż myślałem”[!]. Co ciekawe, opisując decyzje o włączeniu krajów peryferyjnych do strefy euro, tak naprawdę opisał przyczynę jej kryzysu. Bo czym innym jest stwierdzenie, że przekonał Niemcy do wsparcia Włoch w zabiegach, gdyż wtedy Włosi będą mogli kupować niemieckie mleko: „Pozostawienie Włoch poza euro oznaczało, że duża ilość eksportu niemieckiego byłaby zagrożona”. Zdaniem Bloomberga „Niemcy kupili ten argument, pozwolili na złagodzenie kryteriów wstąpienia w celu utworzenia szesnastokrajowego rynku dla ich eksportu”.</p>
<p>Ostatnio przyjęty pakiet ratunkowy w wysokości 750 mld euro, w połączeniu z możliwością wykupu długu przez Europejski Bank Centralny, to odpowiedź na problemy euro związane z tym, że strefa nie tworzy optymalnego obszaru walutowego. O ile pierwsze reakcje były pozytywne, związane z faktem, że element jednego z kryteriów solidarności przynajmniej w części stał się wymagalny i nastąpi przejęcie zobowiązań tych krajów, które maja największe trudności, o tyle dalsze funkcjonowanie eurostrefy jest pod bardzo silną presją i niewątpliwie wymaga bardzo realnych działań.</p>
<p>Oczywiście, gdy analizujemy jej perspektywy, to okazuje się, że tak naprawdę na obecnym etapie uzyskano tylko i wyłącznie czas na jej potencjalną restrukturyzację. Każde z rozwiązań, które nastąpią, będzie społecznie bolesne. Gdyby nawet przyjąć, że strefa mimo wszystko nie implementuje koniecznych rozwiązań, które gwarantowałyby jej funkcjonowanie, to należy pamiętać, że powrót do narodowych walut też nie będzie łatwy. Jest to spowodowane tym, że system finansowy osiągnie kolejne stadium kryzysu, ponieważ bankom o międzynarodowej ekspozycji będzie bardzo trudno powiązać swoje aktywa i pasywa w różnych walutach, co musi wiązać się z ich stratami i z olbrzymimi problemami w sferze realnej oraz finansów publicznych.</p>
<p>Niemniej nawet obecne kosztowne rozwiązanie nie przywróci poprzedniego zaufania i nie spowoduje zahamowania odpływu kapitału w kierunku krajów, które wydają się bezpieczniejsze w okresie turbulencji, a więc głównie do Niemiec. To powoduje, że cały czas będzie występowała olbrzymia presja ze strony bilansu płatniczego na kraje peryferyjne strefy euro. Podczas gdy jednocześnie do wyzwań stojących przed tą strefą należy konieczność dostosowania się do warunków poprawiających konkurencyjność krajów peryferyjnych. Będzie to bardzo trudne, ponieważ musiałoby wiązać się z uelastycznieniem rynku pracy i większym przepływem pracowników w ramach Unii Europejskiej.</p>
<p>Co to oznacza w praktyce &#8211; widzimy po pierwszych decyzjach Hiszpanii, która z jednej strony zamroziła świadczenia emerytalne, a z drugiej strony postanowiła zmniejszyć od czerwca o 5 proc. płace urzędników państwowych. Oszczędności dotyczą nie tylko urzędników państwowych, ale też całego pakietu obniżek wydatków, do których wchodzi obniżka o 6 mld inwestycji publicznych, oszczędności 1 mld 200 mln na wydatkach samorządów, ale również takie działania, które muszą wpływać na długoterminowe zwiększenie zobowiązań emerytalnych, polegające na odebraniu ulg podatkowych na dzieci w wysokości aż 2,5 mld euro.</p>
<p>Patrząc na rozwiązania istniejące w innych częściach Unii Europejskiej, pamiętajmy, że choć w Rumunii w pełni uszanowano zobowiązania względem instytucji finansowych, to wprowadzono obniżkę emerytur w wysokości aż 15 proc., nie respektując praw osób do nabytych uprawnień emerytalnych. Mimo zadeklarowanej pomocy w ramach europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego wymagane byłoby również wprowadzenie kryterium solidarnościowego –   jest to jednak trudno wyobrażalne i nawet premier Balcerowicz w jednym z wywiadów stwierdza, że trudno liczyć na to, iż państwa narodowe zrezygnują ze znacznej części swoich dochodów i wydatków po to, żeby realokować je do Komisji Europejskiej &#8211; a więc chociaż konieczny, postulat ten spotka się z olbrzymimi problemami w realizacji.</p>
<p>Najwięcej mówi się o konieczności zrestrukturyzowania długu, zmniejszenia zadłużenia – nowe działania Komisji Europejskiej idą w tym kierunku – niemniej jednak tego typu działania, z jednej strony prawdopodobnie mało skuteczne, doprowadzą do osłabienia i tak już słabej koniunktury w krajach Unii Europejskiej. Wprowadzenie tego typu kryterium, wg Martina Wolffa, tak naprawdę musiałoby się wiązać z większymi transferami ze strony Niemiec, gdyż ten kraj ma największe długoterminowe korzyści z funkcjonowania strefy euro i tylko dzięki jej funkcjonowaniu mógł zapewnić konkurencyjność swojego przemysłu i wzrost gospodarczy, mimo że nastąpiła stagnacja popytu krajowego. Zdobycie tej konkurencyjności przez inne kraje strefy euro wiąże się z tym, że muszą one zwiększyć swoją konkurencyjność i produktywność względem gospodarki niemieckiej i to w otoczeniu deflacyjnym.</p>
<p>Tego typu działania niewątpliwie muszą doprowadzić do tego, że podejście do emisji długu ze strony rynków kapitałowych będzie nadal bardzo nieufne, jeśli chodzi o strefę euro. Ponadto nawet Kenneth Wattret, główny ekonomista BNP Paribas w Londynie, stwierdza, że przyczyną obaw dotyczących Portugalii nie jest wysoki poziom długu, a bardziej to, że gospodarka tego kraju nie rośnie. Wprawdzie dług Portugalii jest na poziomie prawie 77 proc., a więc takim samym co Francji, jest to jednak kraj, który najwięcej pożyczał z zagranicy. Ponadto wskaźnik poziomu portugalskich oszczędności wynosił tylko 10 proc. i był czwartym najniższym w całej OECD, a właśnie niskie oszczędności wymuszały uzależnienie od kapitału zagranicznego w finansowaniu potrzeb pożyczkowych. Obecnie należy się liczyć z ucieczką kapitału, a z drugiej strony brak opcji w postaci dostosowania zmiany kursu walutowego.</p>
<p>Na to wszystko nakłada się debata dotycząca roli EBC. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” uznał, że tak naprawdę następuje „amerykanizacja polityki monetarnej” tego banku, gdzie możliwość zakupywania obligacji państw zagrożonych będzie dzieliła kraje Unii Europejskiej. Wystąpi również trudność z określeniem kryteriów zakupów tych obligacji, których zgodnie z poniedziałkowym komunikatem już zakupiono za 16,5 mld euro. Jeśli w takich krajach jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone są one zakupywane, to zakup dotyczy długów państwowych, a nie niezależnych krajów, za który to rachunek zapłaci cała strefa. I to jest jedna z pułapek dotyczących polityki pieniężnej w strefie euro.</p>
<p>Kwestia już i tak doprowadziła do pewnego konfliktu. Axel Weber, główny kandydat na następcę Jean-Claude Tricheta w EBC, sprzeciwia się tej polityce. Mario Draghi, szef włoskiego banku centralnego, prezentujący bardziej prointerwencyjne poglądy, jest wymieniany jako ten, który może stanowić dla niego konkurencję w wyborach na szefa EBC. I to dlatego „El Pais”, powołując się na komentarze premiera Hiszpanii Jose Luisa Rodrigueza Zapatero, napisał, że prezydent Francji Nicolas Sarkozy zagroził podczas szczytu UE w ostatni weekend w Brukseli wyjściem Francji ze strefy euro, jeśli kanclerz Niemiec Angela Merkel nie zgodzi się poprzeć mechanizmu pomocowego dla zagrożonych krajów eurolandu.</p>
<p>Podobnie aktualne załamanie negocjacji komentuje belgijski dziennik „Le Soir”: „Jest jeden problem, którego Angela Merkel i część jej elektoratu zdaje się nie dostrzegać. Nie ma nikogo poza Niemcami, kto życzyłby sobie, by ta nowa władza należała do Berlina”. Niemniej jednak należy pamiętać, że jeśli fundusze wydane na zakup obligacji będą sterylizowane poprzez depozyty terminowe i nie zmniejszą podaży pieniądza, to i tak będą one oznaczały konieczność pokrycia strat w wypadku niewypłacalności któregoś z krajów.</p>
<p>Wszystko to powoduje, że zagrożenie dotyczące monetyzacji długu państw, jak zauważa Wolfgang Munchau w „Financial Timesie”, może mieć ten efekt, że w przypadku wystąpienia procesów inflacyjnych tym krajem, który może chcieć wystąpić ze strefy euro, mogą się okazać Niemcy. W efekcie prowadzi to do dalszego osłabiania wartości euro względem dolara, którego wartość od początku roku już spadła o 14 proc., i natężenia ucieczki kapitałów z tej strefy do Stanów Zjednoczonych, czego charakterystycznym znakiem jest zwiększenie portfela obligacji amerykańskich przez Chiny, co nastąpiło po raz pierwszy od 6 miesięcy.</p>
<p>Wzmocnienie dolara może być jednak problemem dla gospodarki amerykańskiej. 30 kwietnia Departament Handlu oszacował, że gospodarka USA wzrosła o 3,5 proc. w ujęciu rocznym w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku,  jednak o ile eksport wzrastał o 5,8 proc., o tyle import aż o 8,9 proc. Efekt wzmacniania dolara nasili proces wypychania produkcji ze Stanów Zjednoczonych. W poprzednim okresie, w 2006 r., deficyt bilansu płatniczego wynosił 800 mld USD, 6 proc. PKB,  w okresie zaś kryzysu zmalał o połowę, do 400 mld, a więc poniżej 3 proc. Obecne ożywienie w gospodarce, jak  też wzmocnienie dolara, prowadzą do tego, że -j ak stwierdził Ethan Harris, główny ekonomista Bank of America Merrill Lynch &#8211; należy oczekiwać, że deficyt handlowy będzie rósł szybciej niż cała gospodarka. W efekcie tych działań beneficjentem mogą się okazać prężne gospodarki azjatyckie.</p>
<p>Jeffrey Immelt z General Electrics stwierdził, że Chiny są tym państwem, które najprawdopodobniej przegoni Amerykę w produkcji przemysłowej w ciągu następnych paru lat, oraz że podczas gdy w okresie Reagana Ameryka była największym eksporterem, to obecnie jest na czwartej pozycji. Peter Morici z University of Maryland stwierdza, że w efekcie: „Amerykanie nie będą mieli miejsc pracy”. Obecne statystyki ukazują, że zmiany na rynku pracy są gorsze od oczekiwanych, gdyż jeśli wziąć pod uwagę dane biura statystyki pracy, zatrudnienie w przemyśle w ciągu ostatnich 6 miesięcy było na poziomie najniższym od marca 1941 r., a więc przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej.</p>
<p>W marcu ok. 11 mln 600 tys. pracowało w przemyśle, a więc było to 19 proc. mniej osób niż 5 lat temu. Według Departamentu Handlu udział przemysłu w PKB spadł z 25 proc. w 1960 r. do 15 proc. w 2000 r. i tylko 11 proc. w 2008 r. Charakterystyczne jest przenoszenie produkcji za granicę, i to do krajów azjatyckich. Chociaż General Motors ogłosił, że zwiększył sprzedaż do poziomu 2 mln samochodów w Chinach &#8211; 4 lata przed planem – to jednak gros tej produkcji odbywa się w Chinach. W praktyce dochodzi do tego, że amerykański eksport do Chin wzrósł nawet gdzieniegdzie dwukrotnie w okresie od 2005 r. do 2009 r., ale w części półproduktów takich jak złom.</p>
<p>Jeśli wzrasta wymiana handlowa na świecie, to znaczącą jej część występuje między Chinami, Indiami i innymi krajami w Azji. Obecnie import amerykański przez 12 miesięcy do lutego rósł zdecydowanie szybciej niż eksport, wzrastając o 21 proc. Charakterystyczne, że w pierwszych dwóch miesiącach tego roku Stany Zjednoczone kupiły za blisko 15 mld USD produktów zaawansowanych technologicznie z Chin, a sprzedały pięciokrotnie mniej &#8211; zaledwie 3 mln USD. Przemiany na linii euro–dolar rykoszetem uderzają w Stany Zjednoczone, a głównym beneficjentem stają się kraje Azji, które bardzo szybko się rozwijają i szybko zwiększają poziom konsumpcji krajowej.</p>
<p>Prywatna konsumpcja w Chinach, które mają olbrzymi poziom oszczędności, wynosiła 37 proc. w porównaniu z 71 proc. w Stanach Zjednoczonych. W efekcie wzrostu konsumpcji krajowej w Chinach doszło do sytuacji, że 66-proc. wzrost importu doprowadził w marcu do pierwszego od 6 lat deficytu handlowego. Niemniej niezależnie od olbrzymiej ekspansji międzynarodowej Chin zarówno w Afryce, jak i w Ameryce Łacińskiej, występuje też olbrzymi wzrost konsumpcji krajowej. Charakterystyczne, że o ile w 2009 r. popyt wewnętrzny w Chinach wzrósł o 180 mld USD, to w Stanach Zjednoczonych zgodnie z szacunkami banku DPS dwukrotnie mniej &#8211; o 90 mld. To właśnie konsumpcja prywatna w największych 10 gospodarkach azjatyckich, z wyłączeniem Japonii, wzrosła o 7 proc. w porównaniu z wrześniem 2008 r.</p>
<p>Patrząc na przemiany, w których widać olbrzymią ekspansję krajów azjatyckich, a zarazem implozję w strefie euro, należałoby dążyć do tego, aby Polska była krajem, który w ramach procesu konwergencji, poprzez realokowanie miejsc pracy, poprawi swoją pozycję na tym rynku, zwiększy eksport i przestanie być krajem eksportującym emigrantów. Zmniejszenie zaludnienia już nie tylko na wsi, ale i w mieście, i to na skalę 700 tys. w ciągu zaledwie siedmiu lat jest ostatnim dzwonkiem, który musi zostać usłyszany. Niezbędne jest zarówno polepszenie perspektyw długoterminowych, zmniejszających zobowiązania emerytalnych poprzez wprowadzenie skutecznej polityki prorodzinnej, jak i jednoczesne zwiększenie efektywności ponoszonych wydatków publicznych. Istnieje konieczność zwiększenia tych wydatków, które powiększają naszą bazę podatkową, a redukowanie tych, które nie dają perspektyw zwrotu poniesionych nakładów, gdyż inaczej finansowe problemy Unii Europejskiej staną się naszym udziałem i hamulcem w rozwoju naszego kraju.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/05/24/eurospadek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Euroschizofrenia</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/05/17/euroschizofrenia/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/05/17/euroschizofrenia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 May 2010 10:47:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr Cezary Mech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Cezary Mech]]></category>
		<category><![CDATA[Grecja]]></category>
		<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[pakiet ratunkowy UE]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Portugalia]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Euro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=12490</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/>„Boże, broń euro” &#8211; pierwszostronicowy tytuł w „Gazecie Wyborczej” z ubiegłego weekendu, a przecież jeszcze niedawno, też w sobotę, dwa lata temu i też na pierwszej stronie, ale mniejszymi literami wystąpiło trwożne zapytanie: „Czy z Cezarym Mechem wejdziemy do strefy euro?”. Również w dzisiejszym wywiadzie minister Jacek Rostowski z jednej strony twardo stwierdza „że z naszego punktu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/c-mech.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Cezary Mech" /><br/><p>„Boże, broń euro” &#8211; pierwszostronicowy tytuł w „Gazecie Wyborczej” z ubiegłego weekendu, a przecież jeszcze niedawno, też w sobotę, dwa lata temu i też na pierwszej stronie, ale mniejszymi literami wystąpiło trwożne zapytanie: „Czy z Cezarym Mechem wejdziemy do strefy euro?”. Również w dzisiejszym wywiadzie minister Jacek Rostowski z jednej strony twardo stwierdza „że z naszego punktu widzenia nie jest źle być poza strefą teraz”, a z drugiej dodaje: „nie wyobrażam sobie większej katastrofy dla Polski niż rozpad strefy euro”. I to dlatego „El Pais”, powołując się na komentarze premiera Hiszpanii Jose Luisa Rodrigueza Zapatero, napisał, że prezydent Francji Nicolas Sarkozy zagroził podczas szczytu UE w ostatni weekend w Brukseli wyjściem Francji ze strefy euro, jeśli kanclerz Niemiec Angela Merkel nie zgodzi się poprzeć mechanizmu pomocowego dla zagrożonych krajów eurolandu.</p>
<p>Przecież Grecja na równi z innymi krajami peryferyjnymi strefy euro ma problemy, ponieważ strefa euro nie spełnia wymogów optymalnego obszaru walutowego. Gdyby problemy strefy miały jedynie budżetowy charakter, to  nie miałaby ich Hiszpania, która pod względem wyników budżetowych należała do prymusów UE w latach 2005, 2006 i 2007. Dlatego trudno nie przyznać racji Martinowi Wolfowi, który w „Financial Times”  wprost stwierdza, że Niemcy nie mają racji, gdy uważają że sytuację można naprawić, dyscyplinując finanse publiczne krajów UE i że w długoterminowym interesie właśnie Niemiec jest pomoc dla państw peryferyjnych strefy, gdyż utworzenie tej strefy pozwoliło niemieckiemu przemysłowi na utrzymanie konkurencyjności i wzrost gospodarczy mimo stagnacji popytu na rynku krajowym. W tym kontekście o wiele bardziej praktyczne stają się wypowiedzi premiera Tuska, który stwierdza, że „na razie musimy obserwować, co się dzieje na południu Europy” i apeluje: „Niezwykle ważne jest, aby wszystkie instytucje państwowe były bardzo solidarne, jeśli chodzi o działania dotyczące złotego i polskiej gospodarki”.</p>
<p>Nie pozostaje nic innego, jak do tego apelu o obserwację sytuacji się przychylić i stale prezentować, jak ona wygląda na południu Europy w krajach peryferyjnych strefy euro, a także analizować, jak wywołany kryzys wpływa na  zmiany zachowania inwestorów na całym świecie. Gdy prezentujemy sytuację w USA, to widzimy, że kryzys strefy euro wpływa na ucieczkę kapitałów w tym kierunku, przy czym charakterystyczne jest dążenie do redukcji ryzyka, jak  też utrzymywanie w USA znacznych środków płynnych na rachunkach i w funduszach pieniężnych. Preferencja ta jest niewątpliwie spowodowana faktem znaczących strat inwestorów na rynku akcji, którzy zdaniem Tobiasa Levkovicha „nagle nie wpadają w euforię po dwukrotnej utracie połowy pieniędzy w czasie jednej dekady”. W efekcie gospodarstwa domowe wg sondażu Fedu posiadają aż 7,8 bln USD w formie depozytów w banku i w funduszach pieniężnych.</p>
<p>Na to działanie nałożyło się wycofanie z funduszy nakierowanych na akcje środków na sumę 24,6 mld USD, jak  też zmiana ukierunkowania w stronę funduszy obligacji na kwotę 455,7 mld USD. A dzieje się to w sytuacji, kiedy 10-letnie obligacje mają rentowność na poziomie zaledwie 3,77 proc.,  3-miesięczne bony oferują zaledwie 16 pkt bazowych, a konta bankowe są na poziomie niemalże zerowym. Ukazuje to, jak znaczące jest poczucie ryzyka inwestycji w realną gospodarkę, z drugiej strony – jak znaczące są środki do ewentualnego produkcyjnego wykorzystania.</p>
<p>Mimo tych wskaźników kryzys w Europie powoduje ucieczkę kapitału nie tylko z Grecji, ale też z innych krajów peryferyjnych strefy euro. Rząd Hiszpanii musi do końca roku znaleźć inwestorów na swoje 64 mld euro obligacji w tym roku, a cała eurosfera potrzebuje aż 593 mld euro.  Emisja wartości 3 mld została z trudnością uplasowana w Madrycie. Na 10-letnich obligacjach zaobserwowano rekordową premię w wysokości 1 proc. 39 pkt bazowych względem bundów. Bez weekendowego porozumienia emisje miałyby  coraz wyższą rentowność, która jeszcze na początku roku wynosiła zaledwie 0,551 pkt proc. poniżej rentowności niemieckich obligacji.</p>
<p>Nie powinno to dziwić,  jeśli uwzględnić fakt, że deficyt budżetowy Hiszpanii z powodu peryferyjności tamtejszej gospodarki przekroczy w tym roku 10 proc. PKB i będzie wynosił 10,4 proc., podczas gdy deficyt Grecji i Portugalii będzie wynosił 8,7 proc. A kryzys w Grecji niezależnie od interwencji krajów strefy będzie wpływał na pogorszenie sytuacji we wszystkich krajach peryferyjnych strefy euro, która już cała trzeszczy w szwach.</p>
<p>O ile długo nie przyznawano się do problemów, jakie istnieją w strefie euro, to obecnie nawet zarządzający aktywami, jak np. Edward Chancellor, przyznają, że „jeden poziom stóp procentowych dla całej eurostrefy przyczynił się do spekulacji kredytowych na peryferiach. To również prowadziło do wyższego poziomu inflacji, powodując, że państwa takie jak Grecja, Portugalia i Hiszpania stały się niekonkurencyjne […] i obecnie tracą zaufanie rynków kapitałowych”.</p>
<p>Niestety obecnie przedstawione sanacyjne plany greckie będą bardzo trudne do przeprowadzenia, i to mimo że zakładane są oszczędności w wysokości 5,25 proc. PKB – 16,4 mld euro, i jednoczesny wzrost opodatkowania w wysokości 4 proc. PKB, przynoszący wzrost dochodów budżetowych o 9 mld euro, w tym 1,8 mld w postaci wzrostu VAT-u, jak  też 1,5 mld w postaci powiększenia bazy podatkowej VAT. Mimo tego zakładamy wzrost długu – dojdzie do 150 proc. PKB i nawet jeśli  koszt jego obsługi spadnie do poziomu tylko 5 proc., to i tak sama obsługa oprocentowania będzie wynosiła 7,5 proc. PKB, a budżet będzie musiał w praktyce osiągnąć nadwyżkę w wysokość 4,5 proc., jeśli odliczyć koszty finansowe.</p>
<p>Tego typu dostosowania musiałyby oznaczać duży wzrost eksportu, co jest trudne do wyobrażenia w kraju, który nie jest w stanie zdewaluować swojej waluty, a i potencjał eksportowy posiada niewielki. Już teraz widać, że osiągnięcie tych wskaźników będzie trudne i kosztowne, doprowadzi do długotrwałego kryzysu; już teraz się szacuje, że w tym roku spadek PKB wyniesie 4 proc., a zgodnie z analizami S&amp;P Grecja do nominalnego poziomu PKB z 2009 r. będzie w stanie wrócić dopiero w 2017 r. Restrukturyzacja będzie bardzo bolesna, i to mimo że wielokrotnie przytaczane argumenty dotyczące wysokości poziomu emerytur w Grecji pokazywały, że mogą one osiągnąć nawet 90 proc. ostatnich wynagrodzeń, występuje też niska ściągalność podatkowa, wynosząca 32 proc. PKB w porównaniu z 40-proc. średnią strefy euro.</p>
<p>Niemniej bardzo silne ograniczenie popytu zewnętrznego bez możliwości eksportu musi oznaczać olbrzymie trudności dla ludności, zwłaszcza że Grecja jako kraj strefy euro ma bardzo małą możliwość konkurowania kosztami usług turystycznych z sąsiadującą Turcją. Również antagonizmy między Grecją i Turcją powodują, że wydatki na obronę, mimo że są poniżej 3 proc. i Grecja planuje ich ograniczenie do wysokości 2 proc. PKB,  będą w niewielkim stopniu redukowały deficyt, a redukcja powinna wiązać się ze wsparciem politycznym UE dla zapewnienia bezpieczeństwa dla tego kraju. Istotna byłaby też pomoc dla Grecji w postaci umożliwienia rezygnacji z kontraktów na zamówienie dwóch niemieckich łodzi podwodnych, które mają kosztować 1 mld euro, jak też dwóch francuskich fregat, kosztujących podobną kwotę oraz zakupu myśliwców w tym kraju.</p>
<p>W analizie istotne jest uwzględnienie faktu, że zapaść na terenie Grecji oznacza wystąpienie kosztów kryzysu w innych krajach strefy euro, gdyż zadłużenie Grecji jest w znacznym stopniu zadłużeniem zagranicznym. Jeśli wziąć pod uwagę całość zadłużenia prywatnego i publicznego – jest ono na poziomie 170 proc. PKB. Należy pamiętać, że to właśnie banki europejskie posiadają aż 193 mld USD greckiego długu, a sam Commerzbank i ING mają po 3,9 mld w greckich zobowiązaniach. O ile sama ich 50-procentowa redukcja mogłaby spowodować znaczne perturbacje na rynku kapitałowym, to przeniesienie tych zagrożeń na Portugalię i Hiszpanię doprowadziłoby do nowej fali kryzysu światowego.</p>
<p>Powiązania między instytucjami finansowymi powodują, że  mimo że Lloyds stwierdził, iż nie ma „istotnej ekspozycji” względem Grecji, to  jego akcje i tak  spadły o 8 proc. w ciągu jednego dnia. I  nie tylko największe kraje posiadają ekspozycje w Grecji, ale nawet belgijsko-holenderski Fortis ma 5,4 mld USD inwestycji w długu Grecji i 4 mld USD w portugalskim, którego rentowność obecnie bardzo szybko rośnie, m.in. dlatego, że ekspozycja zagraniczna Portugalii jest wyższa od greckiej. O ile grecka ekspozycja to 193 mld USD, to w przypadku Portugalii wynosi ona 240 mld USD, a Hiszpanii – aż 832 mld USD.</p>
<p>Dlatego nie powinien dziwić dramatyzm działań wspierających, w sytuacji kiedy ratowanie Hiszpanii, Portugalii i Grecji, jak również Irlandii kosztowałoby strefę euro 8 proc. jej PKB, a więc ok. 792 mld USD wydatków bezpośrednich. Alternatywą dla ich wsparcia byłoby przeniesienie tych kosztów do strefy realnej, aczkolwiek ich przeniesienie w przypadku wsparcia również nastąpi, jedynie z czasowym opóźnieniem, ale też niezwłoczne problemy systemu bankowego.</p>
<p>Należałoby podkreślić, że choć można liczyć, iż po wyborach 9 maja w Niemczech nastąpi bardziej praktyczne podejście do rozwiązywania problemów strefy euro, to jednak należy pamiętać, że sama Nadrenia-Północna Westfalia posiada 18 mln mieszkańców, a więc o 50 proc. więcej niż  Grecja, a w tym landzie jest 15 miast z deficytem i problemami z ich finansowaniem. W przypadku Saksonii-Anhalt, Berlina i Bremy również występują problemy z finansowaniem zadłużenia, niemniej ze względu na solidaryzm państwowy istnieje pewność, że uzyskają wsparcia ze strony rządu Niemiec. Nawet tak szeroko opisywane problemy fiskalne Kalifornii są nieznaczne, m.in. z tego powodu, że są one częścią większego organizmu państwowego i mają nieznaczne zadłużenie w relacji do wytwarzanego lokalnie PKB. A  cytowana Kalifornia w porównaniu z wymienianymi landami niemieckimi ma zadłużenie od 4 do 6 razy mniejsze, nie mówiąc o krajach strefy euro.</p>
<p>Dlatego też przychylając się do apelu premiera i analizując sytuację gospodarczą w krajach południa Europy, ważne jest analizowanie strefy euro i jednoczesne koncentrowanie się na rozwoju polskiej gospodarki, dla której posiadanie niezależnej polityki pieniężnej staje się istotnym atutem. Z drugiej strony staje się koniecznością liczenie zobowiązań emerytalnych, jak i też działanie w strefie polityki prorodzinnej oraz zwiększenia efektywności wydatkowania publicznych pieniędzy, po to, by kryzys finansowy budżetu państwa nie doprowadził do istotnych zakłóceń dotykających nasz kraj.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/05/17/euroschizofrenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

