<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Obserwator Finansowy: ekonomia, debata, Polska, świat &#187; Forma</title>
	<atom:link href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/category/forma/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 12:41:44 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Kanada chce silniejszych relacji gospodarczych z Chinami</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/kanada-chce-silniejszych-relacji-gospodarczych-z-chinami/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/kanada-chce-silniejszych-relacji-gospodarczych-z-chinami/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 11:31:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.Ned</dc:creator>
				<category><![CDATA[Video]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39564</guid>
		<description><![CDATA[<br/>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><h2 style="color: red;">Please visit website to view premium content</h2>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/kanada-chce-silniejszych-relacji-gospodarczych-z-chinami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wiedeń 2.0</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/wieden-2-0/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/wieden-2-0/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 05:30:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Bankowość]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[EBA]]></category>
		<category><![CDATA[Economist]]></category>
		<category><![CDATA[Europejski Urząd Nadzoru Bankowego]]></category>
		<category><![CDATA[regulacje rynków finansowych]]></category>
		<category><![CDATA[rekapitalizacja banków]]></category>
		<category><![CDATA[rynek-bankowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39529</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Rozpoczęto wdrażanie programu, który ma nie dopuścić do masowego wycofania kapitału bankowego z Europy Środkowej i Wschodniej. Zagrożenie jest realne - w wielu krajach działają niemal wyłącznie banki należące do firm zagranicznych. Projekt, to próba powtórki tzw. inicjatywy wiedeńskiej z 2009 r.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Bankowcy, agencje nadzoru bankowego i rządy starają się nie dopuścić do masowego wycofania kapitału bankowego z Europy Środkowej i Wschodniej. To bardzo realne zagrożenie &#8211; w tym regionie działają niemal wyłącznie banki należące do firm zagranicznych. Rozpoczęto wdrażanie programu, który ma temu zapobiec. To próba powtórki tzw. <strong><em>inicjatywy wiedeńskiej</em></strong>, dzięki której banki zachodnie nie uciekły z państw byłego bloku komunistycznego w kryzysowym 2009 roku.</p>
<p>Tym razem jednak sytuacja jest zdecydowanie inna. Wszyscy sobie ponadto zdają sprawę z konieczności częściowego delewarowania banków zachodnich. Nie dziwi więc, że niektóre wypowiedzi trącą prawie fatalizmem. Kiedy będą się starały podreperować bilanse u siebie, banki zachodnie ograniczą przyznawanie nowych pożyczek i zapewne wycofają część kapitału ze swoich oddziałów w Europie Środkowej i Wschodniej, a oprócz tego niektóre sprzedadzą.</p>
<p>Program, który nazwano <strong>drugą inicjatywą wiedeńską</strong> (<strong><em>Vienna 2.0</em></strong>), nie wydaje się przekonującą reakcją na ten poważny problem. Uwaga skupia się bowiem na tym, jak można skoordynować działania banków i zachodnich agencji nadzoru bankowego, aby nie dopuścić do tłumnego i bezładnego wycofania się banków z tego regionu.</p>
<p>Rozwój rynku kredytowego w państwach Europy Środkowej i Wschodniej przed kryzysem z lat 2008–2009 w wielkim stopniu zależał od pożyczek udzielanych bankom tego regionu przez zachodnioeuropejskie banki-matki. Z tego powodu każde poważniejsze wycofanie kapitału zachodnich banków spowoduje zapewne, że o wiele dotkliwsze okaże się spodziewane w 2012 roku w tym regionie spowolnienie bądź recesja. W 2009 roku MFW i UE zapewniły, że przeznaczą 24,5 mld euro (32,2 mld dol.) na wsparcie dla państw środkowo- i wschodnioeuropejskich, a oprócz tego wywierano mocne naciski na banki komercyjne, aby nie zmniejszały ekspozycji.</p>
<p>Trudne pertraktacje doprowadziły do opracowania programu nazwanego inicjatywą wiedeńską, który miał sprawić, że zachodnie banki nie wycofają się z Europy Środkowej i Wschodniej. UE i ponadpaństwowe instytucje przeznaczyły na ten cel 33 mld euro, więc banki komercyjne pozostały w regionie, mimo że ze wszystkich regionów świata tam recesja była najpoważniejsza. Tym razem jednak prawie wcale nie ma nowych pieniędzy, toteż władze unijne i instytucje międzynarodowe akceptują to, że nie zdołają zapobiec ucieczce części prywatnego kapitału bankowego.</p>
<p>Zanosi się na to, że negocjowany z bankami nowy program <strong><em>druga inicjatywa wiedeńska</em></strong>, okaże się mało konkretny i nieprzekonujący. Podczas konferencji zorganizowanej w styczniu mówiono o konieczności „koordynacji” działań agencji nadzoru bankowego, rządów i banków, aby nie dopuścić do bezładnej ucieczki banków z tego regionu. Najwyraźniej chodzi o to, aby jakoś ułatwić przejście do samofinansowania lokalnych systemów bankowych. Taki plan nie przyczyni się do rozwoju rynków kredytowych w tym regionie, które pozostają bardzo płytkie. Na przykład węgierskie banki dają pożyczkobiorcom 30 proc. więcej gotówki, niż trzymają w nich depozytariusze, z czego wynika, że istniejący tam rynek, który i tak jest niewielki, musi się skurczyć, jeśli węgierski system bankowy ma samodzielnie zdobywać fundusze.</p>
<p>Występujące w Europie Środkowej i Wschodniej problemy wywoływane przez pożyczki denominowane w obcych walutach – szczególnie dotyczy to kredytów hipotecznych – świadczą o tym, że dotychczasowego modelu bankowości nie da się utrzymać. Samodzielnych rynków finansowych nie można jednak stworzyć szybko, a przez to nadal bardzo ciężko będzie o kredyty, co negatywnie wpłynie na rozwój systemów gospodarczych.</p>
<h4>Skupione na sobie</h4>
<p>Druga inicjatywa wiedeńska miałaby również doprowadzić do tego, że zachodnioeuropejskie banki centralne i agencje nadzoru bankowego nie będą się kierować wyłącznie wąsko pojmowanym własnym interesem, gdyż może to bardzo poważnie zaszkodzić Europie Środkowej i Wschodniej. Najbardziej znana sytuacja tego rodzaju miała miejsce w ubiegłym roku. <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/23/bank-centralny-austria-wsztrzymanie-finansowania-ewald-nowotny/">Władze austriackie zabroniły bankom komercyjnym przyznawania pożyczek</a> </span></strong>kredytobiorcom z Europy Wschodniej, jeżeli suma tych pożyczek znacznie przekraczała sumę przyjętych przez banki depozytów. Wywołało to protesty państw, które się obawiały kryzysu kredytowego, między innymi Węgier i Rumunii, gdzie kilka olbrzymich banków należy do firm austriackich.</p>
<p>W styczniu austriacki bank centralny chyba porzucił wcześniejsze plany, gdyż poinformowano, że podana granica nie była obowiązkowa, lecz zalecana. Również w styczniu agencja ratingowa Standard &amp; Poor’s <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/dlaczego-austria-takze-stracila-najwyzszy-rating/"><strong><span style="text-decoration: underline;">obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Austrii</span></strong></a>, uznała bowiem, że Austria nie będzie w stanie uratować swoich banków, jeżeli wpadną w tarapaty ich wielkie oddziały lub należące do nich banki w Europie Środkowej i Wschodniej.</p>
<p>Może jednak dojść do tego, że więcej działających na poziomie państwowym agencji nadzoru bankowego postanowi zaostrzyć przepisy, gdy zobaczy, że banki starają się spełnić bardziej rygorystyczne wymogi wprowadzane na zachodzie Europy, a wtedy banki zachodnie będą musiały sprzedawać posiadane oddziały i instytucje w Europie Wschodniej.</p>
<p>Nie sposób przewidzieć, w jakiej mierze nowa inicjatywa wiedeńska mogłaby to udaremnić. Już się omawia i zawiera wielkie transakcje sprzedaży indywidualnych banków w celu zebrania kapitału. Na przykład belgijska grupa KBC chce sprzedać polski Kredyt Bank, a Volksbank pozbywa się całej sieci oddziałów w Europie Środkowej i Wschodniej. Inne banki mające znaczne udziały w rynkach tego regionu redukują działalność w niektórych państwach. Austriacki Erste Bank zamyka około jednej czwartej oddziałów prowadzonych na Węgrzech. Przez brak gotówki zachodnie banki-matki coraz rzadziej udzielają pożyczek swoim zagranicznym oddziałom. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju podaje, że w trzecim kwartale ubiegłego roku więcej kapitału uciekło z tego regionu, niż napłynęło.</p>
<p>Władze unijne i instytucje międzynarodowe chyba godzą się z tym, że tym razem niewiele mogą zrobić, aby nie dopuścić do ucieczki zachodnich pieniędzy z tego regionu. W 2009 roku obawiano się, że banki wycofają się z powodu lokalnych problemów. Można więc było wtedy liczyć na to, że inwestorzy się nie wystraszą, jeżeli UE i instytucje międzynarodowe zagwarantują pakiet pomocowy. Tym razem jednak banki sprzedają aktywa z powodu własnych problemów.</p>
<p><strong>Europejski Urząd Nadzoru Bankowego</strong> (<strong><em>European Banking Authority</em></strong>) podaje, że wskutek zaostrzenia wymogów dotyczących stosunku kapitału banku do sumy udzielonych przez niego kredytów zachodnioeuropejskie <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/20/tylko-pol-roku-na-zebranie-114-mld-euro-kapitalow/?k=analizy">banki <strong><span style="text-decoration: underline;">będą musiały zgromadzić aż do 115 mld euro</span></strong></a>. Nie mając innej możliwości uzyskania gotówki, będą musiały się wyprzedawać, a część aktywów, które zostaną wystawione na sprzedaż, znajduje się w Europie Środkowej i Wschodniej.</p>
<p><strong>Druga inicjatywa wiedeńska</strong> w najlepszym razie pomoże zaprowadzić pewien ład w tym procesie, ale nikt nawet nie próbuje udawać, że mogłaby mu zapobiec.</p>
<p><img class="size-full wp-image-26416 alignnone" title="111" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/07/1111.jpg" alt="111" width="475" height="68" /></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">© [2011] The Economist Intelligence Unit Limited.</p>
<p>Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie <a href="http://www.viewswire.com/">www.viewswire.com</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/wieden-2-0/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Putin reformator &#8211; kolejne podejście</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/putin-reformator-charakterystyka-postaci/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/putin-reformator-charakterystyka-postaci/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 05:30:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[PKB - Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Putin]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[stosunki-polsko-rosyjskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39505</guid>
		<description><![CDATA[<br/>W ramach trwającej już na dobre kampanii prezydenckiej, w kolejnym artykule programowym opublikowanym na łamach moskiewskich "Wiedomosti" Władimir Putin przedstawił swoje pomysły na uzdrowienie rosyjskiej gospodarki i przyspieszenie jej rozwoju. To nowa wersja tego, co można określić popularnym na Zachodzie terminem "putinomika".]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Punktem wyjścia programu gospodarczego Putina jest diagnoza sytuacji.</p>
<p>&#8220;Żyjemy w okresie fundamentalnych zmian w życiu ekonomicznym całego świata&#8221;, pisze premier Rosji zamierzający po jednokadencyjnej przerwie powrócić na tron kremlowski. &#8220;Nigdy też nie toczyła się tak ostra walka o przywództwo w globalnej konkurencji. I my widzimy, jak kraje, pozycje których wydawały się dotąd nie do podważenia, zaczynają ustępować miejsca tym, wobec których odnosiły się one jeszcze tak niedawno z lekceważeniem (&#8230;).&#8221;</p>
<p>Rosja &#8211; daje do zrozumienia Putin &#8211; nie może przegapić tego momentu. &#8220;W podobnych warunkach jest rzeczą ważną, aby zapewnić stabilny i konsekwentny rozwój gospodarki, maksymalną ochronę rosyjskich obywateli przed uderzeniami kryzysów, a jednocześnie szybką przebudowę wszystkich aspektów życia gospodarczego &#8211; od bazy materialno-technicznej, po samo podejście do spraw polityki ekonomicznej państwa&#8221;.</p>
<h4>Pieriestrojka a’la Putin</h4>
<p>Tyle deklaracji ogólnych. Pytanie, jak to zrobić? Zdaniem Putina po rozpadzie ZSRR Rosja powinna była włączyć się, wpisać w globalny podział pracy &#8211; w układ, w którym podstawowe ośrodki siły zostały ukształtowane bez jej udziału, a co więcej: w opozycji i w konfrontacji z ZSRR.</p>
<p>I mimo to &#8211; twierdzi kandydat na prezydenta &#8211; Rosji udało się stworzyć gospodarkę, która stała się częścią gospodarki światowej i jest z nią zintegrowana (a więc również uzależniona od niej), silniej od innych państw. Rzecz w tym &#8211; i to jest minus &#8211; że udało się to zrobić za cenę rosyjskich zasobów surowcowych. W rezultacie &#8211; pisze Putin &#8211; 1/4 PKB Rosji pochodzi z eksportu gazu ziemnego, ropy, metali, drewna i innych surowców.</p>
<p>Zdaniem  Putina taki model rozwoju &#8211; ze względu na surowcowy charakter gospodarki &#8211; był konsekwencją tego, co działo się wcześniej, w czasach radzieckich.</p>
<p>Gospodarka ZSRR &#8211; pisze &#8211; miała charakter autarkiczny, zamknięty; była po prostu nie przystosowana do działania w zmienionej sytuacji.</p>
<p>&#8220;W procesie żywiołowej, rynkowej transformacji przetrwały jedynie najbardziej dochodowe branże, związane z eksportem nie przetworzonych surowców i półfabrykatów”. W rzeczywistości &#8211; dodaje &#8211; przeżyliśmy na wielką skalę fazę, którą można określić, jako czas deindustrializacji. Stąd bierze się olbrzymia zależność od importu towarów konsumpcyjnych, technologii i wyrobów wysokoprzetworzonych, a jednocześnie &#8211; od wahania cen na surowce i materiały. To jest od czynników, których Rosja nie jest w stanie kontrolować.</p>
<p>Ale dlatego też &#8211; podkreśla Putin &#8211; Rosja nie może dłużej godzić się z modelem gospodarczym, który nie gwarantuje ani stabilności, ani dobrobytu, ani suwerenności. Mówiąc inaczej &#8211; pisze przyszły gospodarz Kremla (w co nikt nie wątpi) &#8211; Rosja potrzebuje &#8220;nowej ekonomiki&#8221; z konkurencyjnym przemysłem i infrastrukturą, z rozwiniętym sektorem usług i efektywnym rolnictwem; potrzebuje gospodarki opartej na rzeczywiście nowoczesnej bazie technologicznej. Wszystko to zaś wymaga &#8220;stworzenia efektywnego mechanizmu przebudowy gospodarki, znalezienia i zaangażowania do realizacji tego celu ogromnych zasobów materialnych i kadrowych&#8221;.</p>
<h4>Warunek: przełamać zapóźnienie technologiczne</h4>
<p>Co w tej sytuacji powinna zrobić Rosja? Zdaniem Putina, powinna zająć &#8220;maksymalnie znaczące miejsce w międzynarodowym podziale pracy, nie tylko jako dostawca surowców, paliw i energii, ale także jako twórca czołowych technologii, przynajmniej w kilku wybranych dziedzinach&#8221;. Takimi priorytetowymi branżami mogłyby być: przemysł farmaceutyczny, wysoko zaawansowana technologicznie chemia, materiały kompozytowe i niemetaliczne, przemysł lotniczy, a także sektor informatyczno &#8211; komunikacyjny i nanotechnologie. Oraz tradycyjne dziedziny, w których Rosja zachowała swoją pozycję lidera: przemysł atomowy i branża kosmiczna.</p>
<p>W tym kontekście Putin broni państwowej polityki przemysłowej (bo wielki kapitał prywatny, dobrowolnie nie chce ryzykować inwestycji w nowych dziedzinach), a także działań podejmowanych w tej sferze w minionych latach. To jest tworzonych w dekadzie rządów Putina wielkich korporacji państwowych i hierarchicznie zintegrowanych holdingów &#8211; od &#8220;Rostechnologii&#8221; i &#8220;Rosatomu&#8221; po Zjednoczone Korporacje Przemysłu Lotniczego i Stoczniowego. Uczciwie przyznaje jednak, że efekty takich działań były raczej mizerne; większość z tych struktur nie stała się konkurencyjna w skali globalnej, ani nawet stabilnie rentowna.</p>
<p>Sama idea &#8211; twierdzi Putin &#8211; nie była zła i nie ma sensu porzucać ją w połowie drogi. Dlatego proponuje inne rozwiązanie: reorganizację wspomnianych struktur, przekształcenie ich w instytucje publiczne i wyjście na rynek kapitałowy poprzez sprzedaż pakietów akcji. Ma to dotyczyć większości państwowych korporacji i holdingów, z wyjątkiem naturalnych monopolistów i kompleksu wojenno-przemysłowego. Pod tym względem wzorem dla Rosji mają być Chiny i Korea Płd.</p>
<h4>Nauka: program X-letni</h4>
<p>Sposobem na uruchomienie procesów innowacyjnych w rosyjskiej gospodarce &#8211; pisze Putin &#8211; ma być konkurencja, ale zaczynać trzeba od uniwersytetów, jako centrów badań podstawowych. Mają one konkurować z najlepszymi uczelniami świata. Cel formułowany jest jasno: do roku 2020 Rosja powinna mieć co najmniej kilka uniwersytetów światowej klasy, co wymagać będzie odpowiedniego zabezpieczenia finansowego, przy czym &#8211; jak zapowiada Putin &#8211; połowa wszystkich środków, zapisywanych w budżecie w dziale &#8220;wykształcenie&#8221;, musi być przeznaczana na prace badawcze. Podobnie, jak to robią &#8220;światowi konkurenci&#8221;.</p>
<p>Putin chce, aby we wszystkich ważniejszych instytutach Rosyjskiej Akademii Nauk, a także w wiodących uniwersytetach opracowane zostały 10-letnie programy badawcze. Z ich wykonania władze tych placówek mają się systematycznie rozliczać, ale nie przed ministerialnymi urzędnikami, lecz przed &#8220;podatnikami i społecznością uczonych, z wykorzystaniem opinii międzynarodowych autorytetów&#8221;. W sumie, do 2018 roku państwowe finansowanie badań naukowych ma być zwiększone do 25 mld rubli.</p>
<h4>Skąd wziąć pieniądze</h4>
<p>Na tym nie koniec. Druga strona programu modernizacji &#8211; pisze Putin &#8211; to maksymalnie szybkie opanowanie importowanych technologii. Chodzi o to &#8211; stwierdza &#8211; aby liderzy światowego rynku technologicznego nie traktowali Rosji, jako rynku zbytu, a także miejsca, gdzie można zlokalizować tanią produkcję, montażownie wyrobów finalnych, lecz przeszli do stadium wyższego &#8211; to jest, aby w samej Rosji tworzyli nowe technologie i nowe produkty. To zaś &#8211; dowodzi Putin &#8211; wymaga nie tylko znakomitego zaplecza naukowego, uniwersyteckiego, ale też uczynienia z Rosji miejsca atrakcyjnego do inwestowania, a więc również rozwiązania olbrzymich problemów, związanych z rozbudową infrastruktury komunikacyjnej, miejskiej itp.</p>
<p>Państwo &#8211; deklaruje główny kandydat na prezydenta Rosji &#8211; będzie wspierać realizację takich wielkich projektów infrastrukturalnych (budowa sieci dróg i infrastruktury komunalnej wokół wielkich centrów ekonomicznych), w czym &#8211; jak pisze &#8211; powinien uczestniczyć mały i średni biznes krajowy, ale także firmy zagraniczne.</p>
<p>Pytanie tylko: skąd wziąć na to wszystko niezbędne kapitały? Odpowiadając, Putin deklaruje się jako zwolennik liberalizmu. Skąd pieniądze? Z prywatnych inwestycji, co wymagać będzie poprawy inwestycyjnej atrakcyjności Rosji. Także po to, aby powstrzymać ucieczkę kapitału.</p>
<p>Zgoda &#8211; pisze Putin &#8211; na początku nowego wieku (tj. gdy po raz pierwszy został prezydentem) zwiększono rolę państwa w gospodarce, zwłaszcza w sektorze surowcowym, ale było to konieczne. Utrzymanie w rękach kilku osób strategicznych zasobów surowcowych kraju, w sytuacji gdy podejmowano próby sprzedaży aktywów inwestorom zagranicznym, groziło wówczas, że w perspektywie 5 &#8211; 10 lat kontrola nad rosyjską gospodarką zostanie przejęta przez podmioty zewnętrzne.</p>
<h4>Inaczej, to znaczy jak</h4>
<p>Teraz ma być inaczej. Dopływ kapitału ma zapewnić m.in. powiększenie rozmiarów rynku wewnętrznego, czemu &#8211; jak zapewnia Putin &#8211; ma służyć stworzenie wspólnego rynku z krajami WNP sąsiadującymi z Rosją.</p>
<p>Po drugie &#8211; dowodzi &#8211; konieczna jest poprawa klimatu inwestycyjnego w samej Rosji, tak aby opłacało się tu inwestować w perspektywie długofalowej. I &#8211; wbrew pozorom &#8211; problemem nie jest tu system podatkowy, ale niedostatki prawa, wymiaru sprawiedliwości. A mówiąc wprost: powszechna korupcja, która w Rosji, nazywając rzeczy po imieniu &#8211; pisze Putin &#8211; ma charakter systemowy. Dlatego też jednak &#8211; dodaje &#8211; &#8220;wyczyszczenie pola dla biznesu, który gotów jest zwyciężać w uczciwej konkurencji, staje się dziś fundamentalnym, systemowym zadaniem&#8221;. Nie wystarczy zmienić politykę gospodarczą &#8211; &#8220;trzeba zmienić samo państwo, władzę wykonawczą i sądowniczą&#8221;.</p>
<p>Chociażby przenosząc wszystkie sprawy ekonomiczne z jurysdykcji sądów powszechnych do sądów arbitrażowych. Nie mówiąc już o tym, że zmiany wymaga sama ideologia kontroli państwa nad działalnością biznesu. Nowa strategia &#8211; pisze Putin &#8211; powinna opierać się na presumpcji niewinności bizensu i wychodzić z założenia, że stworzenie warunków dla działalności przedsiębiorców jest ważniejsze od możliwego ryzyka, że będą oni działać nieuczciwie.</p>
<p>Wreszcie, po trzecie, chodzi o lepsze zagospodarowanie oszczędności i środków ludności na rynku kapitałowym. Teraz praktycznie pozostają one nie zagospodarowywane. A przecież można by było i należy wykorzystać w procesie inwestycyjnym chociażby środki gromadzone na funduszach emerytalnych, a także za pośrednictwem różnego rodzaju funduszy powierniczych, czy też funduszy kolektywnego inwestowania. Tego oczywiście nie da się zrobić bez trwałego obniżenia inflacji, ale &#8211; niezależnie od działań podejmowanych w tej sferze &#8211; trzeba również tworzyć państwowe mechanizmy gwarantujące bezpieczeństwo inwestowanych oszczędności, a nawet rentowność np. funduszy emerytalnych.</p>
<h4>Więcej wolności (gospodarczej)</h4>
<p>Sztuka zarządzania gospodarką we współczesnych warunkach &#8211; pisze Putin w końcowej części swego programowego artykułu &#8211; polega na znalezieniu optymalnych proporcji między rolą państwa i prywatną inicjatywą. Kryzys światowy &#8211; twierdzi kandydat na fotel prezydencki &#8211; wzmocnił argumenty tych, którzy opowiadają się za wzmocnieniem roli państwa. Ale w przypadku Rosji ta rola i tak jest już duża, dlatego polityka ekonomiczna powinna być korygowana w przeciwnym kierunku, w stronę ograniczenia regulacyjnych funkcji państwa, zamiany reglamentacji &#8211; mechanizmami rynkowymi.</p>
<p>Społeczeństwo &#8211; stwierdza Putin &#8211; słusznie krytykuje prywatyzację lat 90., uważając że była ona nieuczciwa, nowy podział własności nie wchodzi w grę, bo doprowadziło by to do załamania ekonomicznego, paraliżu przedsiębiorstw i masowemu bezrobociu.</p>
<p>Konieczne jest co innego: należy ograniczać udział wielkich przedsiębiorstw i banków z dominującym udziałem państwa, a także naturalnych monopolistów, łącznie z &#8220;Gazpromem&#8221; w kapitale innych podmiotow gospodarczych. Wreszcie, trzeba wyłączyć z nich nie mieszczące się w ich profilu firmy, w tym medialne holdingi.</p>
<p>Co poza tym? &#8211; Przede wszystkim trzeba utrzymać stabilność makroekonomiczną, bo bez tego nie będzie &#8220;normalnego kapitalizmu dla każdego&#8221;. Państwo wzięło na siebie olbrzymie, długookresowe zobowiązania budżetowe i musi przeznaczyć znaczne kwoty na modernizację rosyjskich sił zbrojnych. Dlatego musi poddać surowej kontroli wszystkie wydatki, ich efektywność i ceny stosowane przy zakupach państwowych. W tym ostatnim przypadku powinna obowiązywać specjalna procedura: wszystkie wydatki związane z zakupami państwowymi powyżej 1 mld rubli, muszą być już na etapie wstępnym, przed rozpoczęciem przetargu, podane do publicznej wiadomości, łącznie z wysokością &#8220;startowej&#8221; ceny.</p>
<p>Co do podatków, wielkich zmian &#8211; pisze Putin &#8211; być nie powinno. A już na pewno nie będą zwiększane fiskalne obciążenia dla sektora &#8220;nie-surowcowego&#8221;, bo to by przeczyło  polityce dywersyfikacji rosyjskiej gospodarki. Możliwy jest natomiast inny manewr, to jest wprowadzenie swoistego podatku od bogactwa i luksusu, który &#8211; już od przyszłego roku &#8211; płacili by nabywcy drogich domów i nieruchomości, czy też samochodów. Z jednym zastrzeżeniem: działania te nie mogą godzić w klasę średnią, bo to ona &#8211; jak zakłada nowa strategia ekonomiczna Putina &#8211; ma być teraz główną oporą rosyjskiego kapitalizmu.</p>
<p>Przedwyborczy program ekonomiczny Putina przyjęty został w Rosji bez większego entuzjazmu. I trudno się temu dziwić. Jak napisał Maksim Błant, komentator ekonomiczny portalu Newsru.com, krytyczny ton artykułu wygląda dość zabawnie, żeby nie powiedzieć mało wiarygodnie, bo co przeszkadzało jego autorowi zrealizować swoje wielkie zamysły, gdy przez 12 lat praktycznie rządził Rosją? Poza tym sam tekst sprawia wrażenie, jak by go pisały różne osoby, wyznające diametralnie przeciwne poglądy ekonomiczne, podczas gdy tak na prawdę chodziło o to, aby dogodzić wszystkim. &#8220;Gosudarstwiennikom&#8221;, domagającym się wzmocnienia roli państwa i liberałom żądającym czegoś wręcz przeciwnego i wierzącym przede wszystkim w rynek.</p>
<p>Jest jeszcze jeden powód: startując po raz pierwszy w wyborach prezydenckich w roku 2000, Putin również opublikował programowy artykuł, po którym wielu uwierzyło, że oto pojawił się rosyjski Pinochet (tak wówczas pisano), który zapewni, i silną władzę, i liberalne reformy. A wyszło coś zupełnie innego, więc teraz mało kto wierzy w szczerość &#8220;nowej ekonomiki&#8221;, ogłoszonej właśnie przez Putina.</p>
<p><em>Autor jest publicystą ekonomicznym internetowego Studia Opinii. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/putin-reformator-charakterystyka-postaci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Firmy więcej wydają, ale raczej odtwarzają niż inwestują</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/firmy-wiecej-wydaja-ale-raczej-odtwarzaja-niz-inwestuja/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/firmy-wiecej-wydaja-ale-raczej-odtwarzaja-niz-inwestuja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 05:28:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[PKB w Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[produkcja-przemysłowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39532</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Duży wzrost inwestycji pod koniec ubiegłego roku – co wynika ze wstępnych danych o wzroście PKB w Polsce w 2011 roku - to najprawdopodobniej skutek odtwarzania mocy produkcyjnych w prywatnych przedsiębiorstwach. Nie zwolniły tempa również inwestycje finansowane z pieniędzy publicznych. Pomógł wyjątkowo łagodny koniec jesieni i początek zimy.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong> </strong></p>
<p>Po publikacji danych o szacunkowym wzroście PKB w Polsce w ubiegłym roku ekonomiści nie kryli zaskoczenia: wynikało z nich, że inwestycje firm – tzw. nakłady brutto na środki trwałe – wyraźnie przyspieszyły pod koniec roku. Z ich wyliczeń wynika, że w czwartym kwartale mogły one wzrosnąć nawet o 11 proc. Dla przypomnienia: w trzecim kwartale było to 8,5 proc. Dwucyfrowy wzrost inwestycji notowany był poprzednio w drugim kwartale 2008 roku, czyli jeszcze przed kryzysem finansowym.</p>
<h4><strong>Można się było tego spodziewać</strong></h4>
<p>Ekonomiści twierdzą, że spodziewali się inwestycyjnego przyspieszenia pod koniec roku, bo wskazywał na nie duży ruch w kredytach inwestycyjnych dla firm. Jeszcze w styczniu 2011 roku wartość takich pożyczek wynosiła 62,2 mld zł. W grudniu było to już 79,3 mld zł. A szczególnie duże przyspieszenie było widoczne w końcu roku, zwłaszcza w listopadzie. O ile w innych miesiącach wartość kredytów inwestycyjnych firm rosła w tempie 1-2 mld zł, o tyle właśnie w listopadzie wzrost ten wyniósł 5,6 mld zł.</p>
<p>Teorii na przyczyny inwestycyjnego przyspieszenia jest kilka. Najważniejsza to pozytywne skutki łagodnej końcówki jesieni i początku zimy pod koniec 2011 roku. To spowodowało, że pełną parą szła realizacja projektów infrastrukturalnych, finansowanych głównie z publicznych środków.</p>
<p>Sęk w tym, że samymi inwestycjami publicznymi nie sposób wytłumaczyć dwucyfrowej dynamiki wzrostu nakładów brutto na środki trwałe. Jeśli przyjrzeć się np. produkcji budowlano-montażowej w ostatnich trzech miesiącach roku – to nie wypada ona oszałamiająco. W październiku wzrosła o 8,9 proc. (rok wcześniej było to 9,4 proc.), a w listopadzie o 13 proc. (wobec 14,2 proc. przed rokiem). Jedynie w grudniu tegoroczny wzrost był wyższy od ubiegłorocznego bo wyniósł 14,6 proc. wobec 12,3 proc. rok wcześniej.</p>
<p>- Inwestycje infrastrukturalne finansowane ze środków publicznych wspierają dynamikę ogółem, ale to nie one przesądziły o wyniku w czwartym kwartale. Nie tylko dynamika produkcji budowlano-montażowej była mniejsza, ale również wkład budownictwa do wartości dodanej w PKB zmalał – mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.</p>
<p>Skąd więc prawie 11-proc. wzrost. Ekonomiści sądzą – i to kolejna teoria – że ruszyły wreszcie inwestycje prywatne w firmach. Niestety, nie są to wydatki na zwiększanie mocy produkcyjnych, tylko raczej tzw. inwestycje odtworzeniowe. Firmy przez długi czas zwlekały z podjęciem takich projektów, jednak zużycie środków produkcji stopniowo ich do tego zmusza.</p>
<p>- Taką tendencję widać było już w trzecim kwartale. Dobra płynność finansowa firm pozwala im na rozpoczynanie realizacji tego typu projektów, które są potrzebne choćby do utrzymania konkurencyjności. Firmy zwlekały z tym przez ostatnie 2-3 lata i najprawdopodobniej zaczęły to robić teraz – mówi Grzegorz Maliszewski.</p>
<p>Podobnie uważa Grzegorz Ogonek, ekonomista ING BSK.</p>
<p>- To nie jest raczej zwiększanie mocy produkcyjnych, tylko utrzymanie tego, co jest. Prym w tym wiodą eksporterzy – mówi.</p>
<p>Dlaczego firmy nie zwiększają mocy produkcyjnych? Teoretycznie powinny to robić. Stopień ich wykorzystania oscyluje wokół średnioterminowej średniej, wynosi około 80 proc. Jednak w tej materii przedsiębiorcy zaciągnęli inwestycyjny hamulec, bo nadal w otoczeniu polskiej gospodarki jest zbyt wiele znaków zapytania. Chodzi przede wszystkim o kryzys zadłużenia w strefie euro i jego ewentualne konsekwencje.</p>
<p><strong> </strong></p>
<h4><strong>Inwestycje nie ruszą z kopyta</strong></h4>
<p>To właśnie utrzymująca się niepewność powoduje, że przedsiębiorcy raczej nie planują rozpoczynania dużych inwestycji w przyszłości. Wskazują na to choćby badania koniunktury w firmach prowadzone przez NBP. Według ostatniej edycji raportu za czwarty kwartał 2011 roku w 2012 roku mają dominować nadal inwestycje odtworzeniowe. Taki cel deklaruje 35,7 proc. potencjalnych inwestorów.</p>
<p>Czy to dobrze? Z punktu widzenia osoby szukającej pracy – raczej nie. Inwestycje odtworzeniowe raczej nie zwiększają popytu na pracę. Nawet mogą go zmniejszyć, jeśli nowo kupione maszyny będą wymagały mniejszej liczby pracowników do ich obsługi, niż te stare.</p>
<p>- Z drugiej strony taka struktura wzrostu PKB, gdzie w inwestycjach dominują projekty odtworzeniowe, a konsumpcja nie rośnie, oznacza brak presji inflacyjnej. A to dobra informacja dla banku centralnego – mówi Grzegorz Maliszewski.</p>
<p>Według raportu NBP na rozbudowę potencjału produkcyjnego w 2012 roku zdecydowało się natomiast 26,5 proc. badanych inwestorów. Jeśli już ktoś będzie zwiększał moce wytwórcze to będą to przede wszystkim eksporterzy. Tego typu projekty chce rozpocząć 31 proc. eksporterów w porównaniu do 19 proc. firm nieeksportujących.</p>
<p>- Co więcej, eksporterzy, w tym zwłaszcza wyspecjalizowani, uzyskujący większość swoich przychodów z eksportu, będą realizować więcej inwestycji powiększających moce produkcyjne niż w poprzednim roku, co może oznaczać, że mimo nasilenia, obawy co do utrzymania się dobrej koniunktury na rynku europejskim nie są zbyt silne – piszą autorzy raportu.</p>
<p>Jednak w sumie dynamika inwestycji będzie mniejsza niż w 2011 roku. Według prognoz Banku Millennium wyniesie około 4 proc. ING BSK ocenia zaś, że będzie to 2,9 proc. Dla przypomnienia – w 2011 roku rosły one o 8,7 proc.</p>
<p>- Główny powód to wygaszanie inwestycji publicznych. Zakładamy, że od połowy roku ich kontrybucja do dynamiki inwestycji będzie już ujemna – mówi Grzegorz Ogonek.</p>
<p>O wygaszaniu inwestycji publicznych mówi też Grzegorz Maliszewski. Jego zdaniem po dokończeniu projektów związanych m.in. z Euro2012 nowe przez jakiś czas nie będą podejmowane. Tym bardziej, że jedne z głównych inwestorów w tej kategorii – czyli samorządy – zmniejszają swoje wydatki, bo boją się skutków wprowadzenia reguły ograniczającej ich deficyty.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/firmy-wiecej-wydaja-ale-raczej-odtwarzaja-niz-inwestuja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyniki Handlowego lepsze od spodziewanych</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/handlowy-po-wynikach/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/handlowy-po-wynikach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 14:15:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.Ned</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bankowość]]></category>
		<category><![CDATA[Video]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39488</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Swoje wyniki osiągnięte w czwartym kwartale 2011 roku przedstawił Bank Handlowy w Warszawie. Zyski netto w tym okresie okazał się wyższy o 13 procent w porównaniu do 4 kwartału 2010 roku i zamknął się kwotą 221 mln złotych. 
Wynik jest lepszy od prognoz rynkowych. Ta niespodzianka to efekt wysokich przychodów odsetkowych z papierów dłużnych oraz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>Swoje wyniki osiągnięte w czwartym kwartale 2011 roku przedstawił Bank Handlowy w Warszawie. Zyski netto w tym okresie okazał się wyższy o 13 procent w porównaniu do 4 kwartału 2010 roku i zamknął się kwotą 221 mln złotych. </strong></p>
<p>Wynik jest lepszy od prognoz rynkowych. Ta niespodzianka to efekt wysokich przychodów odsetkowych z papierów dłużnych oraz kredytów dla korporacji. Jak powiedział w rozmowie z „Obserwatorem Finansowym” Sławomir S. Sikora prezes banku przychody odsetkowe mogą i w tym roku okazać się decydującym czynnikiem dla wyników sektora, a w przypadku Handlowego także wyniki linii korporacyjnej.</p>
<p>Prezes Sikora nie spodziewa się natomiast znaczącego spadku sprzedaży kredytów hipotecznych. W jego ocenie niższy wolumen będzie spowodowany głównie zmianami kursowymi do czego przyczyniło się obserwowane w styczniu umocnienie złotego. Ciekawe tendencje panowały także na rynku kart kredytowych. W 2011 roku spadła ich liczba, choć sam bank odnotował jednostkowy wzrost obrotów.</p>
<p>W przypadku dywidendy z zysku za ubiegły rok bank czeka na zajęcie stanowiska przez KNF co powinno nastąpić do końca lutego.</p>
<p>Grzegorz Brudziński</p>
<h2 style="color: red;">Please visit website to view premium content</h2>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/handlowy-po-wynikach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W Europie trzyma mróz, także gospodarczy</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/w-europie-trzyma-mroz-takze-gospodarczy/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/w-europie-trzyma-mroz-takze-gospodarczy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 10:48:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>amaslankowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Video]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39478</guid>
		<description><![CDATA[<br/>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><h2 style="color: red;">Please visit website to view premium content</h2>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/w-europie-trzyma-mroz-takze-gospodarczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chiny pomogą Europie, gdy ona sama znajdzie dla siebie rozwiązania</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/chiny-pomoga-europie-gdy-ona-sama-znajdzie-dla-siebie-rozwiazania/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/chiny-pomoga-europie-gdy-ona-sama-znajdzie-dla-siebie-rozwiazania/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 05:32:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny]]></category>
		<category><![CDATA[globalizacja]]></category>
		<category><![CDATA[rezerwy-bankowe-Chiny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39454</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Tuż przed piątą już podróżą kanclerz Angeli Merkel w Chinach największy tutejszy producent ciężkiego sprzętu budowlanego, firma Sany, kupił za 324 mln euro 90 proc. udziałów w niemieckiej spółce z tej samej branży Putzmeister. Nie był to przypadek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Putzmeister zatrudnia 3 tysiące pracowników i sprzedaje rocznie sprzęt wartości 570 mln euro. Zakup tej firmy przez Sany (jest ona obecna także w Polsce) to jedna z większych chińsko-niemieckich transakcji tego typu. Po tej fuzji powstanie w tej dziedzinie gigant na skalę światową.</p>
<p>Warto dodać, że właścicielem i twórcą potęgi Sany, która „urosła” dzięki chińskiemu boomowi budowlanemu, jest 58 letni Liang Wengen, najbogatszy Chińczyk, którego majątek wynosi, według magazynu Forbes, 9,3 mld dolarów. Liang Wengen jeszcze w tym roku zostać członkiem Komitetu Centralnego KPCh. Będzie pierwszym całkowicie prywatnym biznesmenem zasiadają we władzach rządzącej Chinami partii komunistycznej, co jest znakiem czasu i symbolem tutejszych przemian. Nie znaczy to, że wśród chińskich komunistów nie ma ludzi majętnych. Dotychczas jednak byli oni przeważnie szefami firm, w których państwo miało decydujący lub znaczący udział.</p>
<p>Także chińska firma komputerowa Lenovo, która stała się graczem na skalę światową, zapowiedziała właśnie duże zakupy na rynku niemieckim pozwalające jej na 14-procentowy wzrost udziałów na tamtejszym rynku PC. Słowem, grunt pod kolejną wizytę niemieckiej kanclerz w Chinach był dobrze przygotowany.</p>
<p>Niemcy to największy partner handlowy Chin w UE i czwarty na świecie &#8211; po Stanach Zjednoczonych, Japonii i Korei Południowej. W zeszłym roku handel niemiecko-chiński przekroczył 169 mld dolarów. Niemiecka obecność w Państwie Środka widoczna jest dosłownie na każdym kroku. Już na pokładzie samolotów Lufthansy do Pekinu większość pasażerów stanowią, oprócz turystów, niemieccy inżynierowie i biznesmeni, którzy już w trakcie lotu przy włączonych laptopach potrafią przez niemal całą drogę dyskutować o swych niemiecko-chińskich projektach. Na ulicach chińskich miast wprost uderza liczba niemieckich samochodów takich koncernów jak: VW-Audi, BMW czy Daimler AG (Mercedes). Zdecydowana większość chińskich urzędników od średniego szczebla w górę korzysta przeważnie ze służbowych limuzyn Audi A6 L, wytwarzanych w Szanghaju.</p>
<p>Przykłady obecności gospodarczej Niemiec w Państwie Środka zauważyć można więc tu wszędzie, jednak niemiecka kanclerz, jak by to nie zabrzmiało, przyleciała do Pekinu także jako reprezentant interesów całej Europy, zwłaszcza państw strefy euro, choć oficjalnego mandatu do tego nie miała. Wiadomo jednak jakie finansowe kłopoty trapią Europę i jak bardzo potrzebne są jej pieniądze, które, kto jak kto, ale Chińczycy mają.</p>
<p>Wielu europejskich polityków nadal nie ma przekonania do chińskich inwestycji w Europie, ale Merkel oświadczyła w wywiadzie, który ukazał się jeszcze przed jej wizytą w chińskim liberalnym tygodniku Southern Weekend, że oba kraje „powinny rozwijać możliwości inwestycyjne, zwłaszcza w dziedzinie high-tech”. Bardzo mile „połechtało” to chińskie władze, które właśnie do najnowszych światowych technologii chcą uzyskać zdecydowanie szerszy aniżeli dotąd dostęp. Mają wprawdzie na to środki, lecz nie mają, mówiąc ogólnie, politycznego przyzwolenia, zwłaszcza ze strony Stanów Zjednoczonych. Jednak jeśli przyleciało się do Pekinu, apelując o wsparcie dla euro, trzeba także było coś zaoferować w zamian.</p>
<p>Chiński premier Wen Jiabao „zrewanżował się” mówiąc, iż jego kraj nie wykupi Europy, bo nie ma ani takiego zamiaru ani takich możliwości. Te słowa światowe agencje podchwyciły najbardziej, bowiem resztę stanowiły raczej ogólniki. Szef chińskiego rządu dodał jednak, że chińskie inwestycje w państwach europejskich dopiero raczkują, czym dał wyraźnie do zrozumienia, że Chiny oczekują ich zwiększenia.</p>
<p>Dodajmy, że na każdym kroku podczas swego pobytu w Państwie Środka, Angela Merkel broniła idei wspólnej waluty europejskiej. Tłumaczyła podczas wystąpienia w Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, że potrzeba więcej czasu aby rozwiązać kryzys zadłużenia w Europie, bowiem poszczególne rządy muszą przeforsować u siebie przepisy dotyczące równoważenia budżetów i nakładania sankcji na państwa, które naruszą zasady deficytu.</p>
<p>W Chinach, gdzie decyzje ekonomiczne – dodajmy, że poprzedzone licznymi ekspertyzami i analizami – kiedy już zapadną, są po prostu odgórnie wdrażane w życie, wyjaśnienia takie jak te czynione przez Merkel, były niezbędne. Chińczycy chcą bowiem mieć jakieś gwarancje, zanim wyłożą pieniądze, że w Europie faktycznie istnieje wola polityczna, aby zażegnać kryzys długu.</p>
<p>Pomimo, z trudem ukrywanej przez tutejsze oficjalne media „schadenfreude” z problemów trapiących strefę euro, Chiny wolą ze względu na własne gospodarcze interesy, mieć w Europie partnera stabilnego i przewidywalnego, który będzie gospodarczą alternatywą zwłaszcza dla Stanów Zjednoczonych i innych państw Azji. Dodajmy, że pomimo problemów, Europa to nadal największym gospodarczy partner Pekinu.</p>
<p>Niemiecka kanclerz usłyszała zapewnienia od premiera Wen Jiabao, że Chiny są gotowe „angażować się bardziej” w działania na rzecz rozwiązania problemu zadłużenia w Europie, jednak wprost nie padły żadne konkrety finansowe odnośnie zasilenia Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego, który zastąpi Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej.</p>
<p>Agencja Reutera zacytowała Wena Jiabao, premiera Chin, który powiedział:</p>
<p>- Rozważamy czy zaangażować się w rozwiązywanie europejskich problemów poprzez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej i Europejski Mechanizm Stabilizacyjny &#8211; powiedział premier Chin Wen Jiabao.</p>
<p>- Z jednej strony, Europa jest naszym największym rynkiem eksportowym. Z drugiej &#8211; z Europy importujemy najwięcej technologii. Z tej perspektywy, pomoc w stabilizacji europejskich rynków leży w naszym interesie. Musi to zrozumieć całe nasze społeczeństwo – podkreślił.</p>
<p>Wen Jiabao powiedział, że Chiny szukają sposobów na udzielenie Europie kolejnych pożyczek.</p>
<p>Tłumacząc z języka chińskiej dyplomacji znaczy to tyle, że jeszcze poczekamy z ostateczną decyzją, bo najpierw chcemy zobaczyć co sami zrobicie ze swymi  problemami. Jak to ujął szef chińskiego rządu, „wysiłki podejmowane przez państwa europejskie są kluczem do rozwiązania problemu zadłużenia”. Słowem nic nowego w porównaniu z tym co europejscy przywódcy słyszeli już w ubiegłym roku.</p>
<p>Wyjaśnijmy jednak, iż Chiny, ale nie tylko one, są zdezorientowane tym w jakim kierunku naprawdę zmierza Europa. Sprzeczne sygnały, które tu napływają odbierane są jako niemoc w wypracowaniu jednolitego stanowiska. W chińskiej prasie, jak i wśród tutejszych analityków, słychać opinie, których autorzy nie kryją irytacji i zdziwienia faktem, że o problemie długu politycy europejscy debatują już od roku, grożąc nawet czarnym scenariuszem, czyli upadkiem euro. Dlaczego zatem, skoro sytuacja jest tak zła, nie potrafią wypracować jednolitego stanowiska? – pytają Chińczycy. A nawet, gdy zostaje ono wynegocjowane, jak podczas ostatniego szczytu w Brukseli &#8211; to od razu jest kontestowane.</p>
<p>Winę za ten stan rzeczy zrzucają częściowo na polityczne ambicje europejskich przywódców. Z drugiej jednak strony nie do końca pojmują, że decyzje w Unii zapadają drogą konsensusu, długiego ustalania detali, dogadywania się i godzenia, jakże często sprzecznych interesów. Chińscy eksperci gospodarczy nie kryją jednak, że logika demokracji, na którą powołują się europejscy liderzy, jest dla nich w tym wypadku nie do końca logiczna.</p>
<p>Wizyta kanclerz Merkel zapewne zacieśniła jeszcze bardziej i tak świetne relacje gospodarcze między Berlinem a Pekinem, choć politycznych zgrzytów w jej trakcie nie zabrakło. Czy przekonała ona tutejsze władze do faktycznie większego zaangażowania się w pomoc Europie? Trudno jest to ocenić także z tego względu, że w tym roku na ich szczycie dojdzie do planowanej wymiany kadr. Odejdą dotychczasowy prezydent i premier kraju, czyli tzw. czwarta generacja przywódców KPCh. Dodajmy również, że wśród chińskich elit zdania na temat pomocy Europie są mocno podzielone, o czym już kiedyś pisałem. Część uważa, że Chiny czekają gospodarcze problemy i wolniejszy wzrost, więc nie ma co wyrywać się z pomocą innym.</p>
<p>Po niemieckiej kanclerz do Pekinu wybierają się wkrótce kolejni europejscy przywódcy, którzy też będą starali się przekonać Chiny, iż Europa prędzej czy później, ale jednak poradzi sobie z kryzysem i warto w nią wierzyć. Problem tylko, czy sami do końca wierzą w to co mówią.</p>
<p>Autor mieszka w Pekinie</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/chiny-pomoga-europie-gdy-ona-sama-znajdzie-dla-siebie-rozwiazania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mury między nauką a gospodarką przeszkadzają w rozwoju Polski</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/mury-nauki-i-gospodarki-przeszkodza-w-rozwoju-polski/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/mury-nauki-i-gospodarki-przeszkodza-w-rozwoju-polski/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 05:30:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka innowacyjna]]></category>
		<category><![CDATA[innowacje-USA]]></category>
		<category><![CDATA[innowacyjność]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Moncarz]]></category>
		<category><![CDATA[współpraca-uczelni-z-biznesem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39418</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Znajomość potrzeb gospodarki kraju i umiejętność pracy w zespołach grupujących ekspertów różnych specjalności, to cechy dzięki którym amerykańska nauka jest wiodąca w świecie, a jej gospodarka – innowacyjna. Polska nauka i gospodarka też mogą takie być – mówi w wywiadzie <strong>Piotr Moncarz, profesor Uniwersytetu Stanforda</strong>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>Obserwator Finansowy: Polska mieści się w czołówce najszybciej rozwijających się gospodarek europejskich. Czy polska gospodarka jest innowacyjna?</strong></p>
<p><strong>Prof. Piotr Moncarz</strong>: Niestety nie. W różnych rankingach innowacyjności Polska jest klasyfikowana na granicy piątej i szóstej dziesiątki, co na kraj z tak wysoce wyedukowanym społeczeństwem jest szokujące. W ostatnich dwóch dekadach liczba studentów na wyższych uczelniach w Polsce powiększyła się ponad czterokrotnie. To gigantyczny wzrost, który powinien skutkować wzrostem wkładu nauki do gospodarki, a w Polsce tak się nie stało – przepływ wynalazczości, nowych pomysłów do gospodarki jest bardzo mały.</p>
<p><strong>Z czego według pana to wynika? </strong></p>
<p>Moim zdaniem to skutek istnienia muru obronnego, który powstał pomiędzy uniwersytetami i gospodarką. Uczelnie stworzyły sobie system samoobrony przed światem zewnętrznym, który nie zawsze był przyjazny. Szczególnie tak było przed 1989 rokiem. To o dziwo przetrwało. Wszystko inne się zmieniło, a ten mur pozostał. Drugie wytłumaczenie jest takie, że nasze uniwersytety tkwią w tradycji struktur, które sięgają XIX wieku. Trzecia rzecz to przeobrażenia gospodarcze, zapoczątkowane w 1989 roku, które doprowadziły do zlikwidowania starych powiązań między przemysłem i nauką.</p>
<p><strong>Zakończył się właśnie współprowadzony przez pana pierwszy etap programu szkoleniowego Top 500 Innovators Ministerstwa Nauki, zrealizowany na Uniwersytecie Stanforda, w którym uczestniczyło 40 polskich naukowców. Program ma podnieść kwalifikacje najlepszych polskich naukowców w zakresie ich współpracy ze środowiskiem gospodarczym. Czy spotkanie z tą grupą nasunęło panu jakieś nowe wnioski na temat przyczyn słabej innowacyjności Polski?</strong></p>
<p>Widać, że istotną barierą jest indywidualizm, z którego tak często jesteśmy dumni. Sprzyja on na przykład rozwojowi artystów, ale utrudnia pracę zespołową. W dzisiejszym nowoczesnym świecie, w którym technologie są coraz bardziej skomplikowane, praca w zespole multidyscyplinarnym staje się koniecznością. Jeżeli gotowość do pracy w grupie nie leży w naszej naturze, musimy przyswoić sobie i stosować techniki, które taką pracę nam umożliwią.</p>
<p><strong>500 uczestników programu to wziąwszy pod uwagę skalę polskiej gospodarki liczba, która wydaje się być mała. Czy to wystarczająco duża grupa, żeby stanowiła ona masę krytyczną przełamującą innowacyjną bezwładność naszej gospodarki? </strong></p>
<p>W odniesieniu do 38 milionów Polaków to oczywiście bardzo mało, ale już w zestawieniu ze środowiskiem akademickim liczącym około 1,2 mln osób, czy dalej naukowców zajmujących się w Polsce transferem technologii, odsetek jest znacznie większy. Weźmy jeszcze pod uwagę, że są to jednostki wyjątkowe, wybrane w konkursie, wyłonione z grona naukowców o znaczących osiągnięciach i w tym zbiorze te 500 osób będzie stanowić znaczącą grupę.</p>
<p><strong>Co oni są w stanie zdziałać?</strong></p>
<p>Ci ludzie po powrocie ze szkolenia – taką przynajmniej mam nadzieję i takie odnoszę wrażenie – są naładowani energią zmiany. Oni będą promieniować na swoje środowisko. Bardzo ważne jest też to, że uczestnicy pierwszego etapu programu są rozproszeni po 20 ośrodkach, a jednocześnie są bardzo mocno ze sobą związani. Stworzyli formalne stowarzyszenie, które ma ambitne plany. Mamy więc taką sytuację, że przy braku kontaktów między uczelniami istniejącymi w jednym mieście powstała grupa rozrzucona po całej Polsce, której celem jest wspólne wprowadzanie zmian i wykorzystanie doświadczeń z programu szkoleniowego. Choć to stosunkowo niewielka grupa, to mogą oni przyczynić się do poprawy innowacyjności Polski.</p>
<p><strong>Co według pana można i należałoby zrobić, żeby ta energia i zapał do zmian nie wygasły?</strong></p>
<p>Odpowiedzią na to pytanie niech będzie mój osobisty apel do środowiska akademickiego w wieku 50+. Nie przeszkadzajmy tym młodym naukowcom i pracownikom ośrodków transferu technologii. Przypatrujmy się im i nawet jeśli czasem nie zgadza się to z naszym szablonowym wyobrażeniem, jak powinna działać akademia, pozwólmy im na przeprowadzenie tego eksperymentu.</p>
<p><strong>Przez wiele lat w Polsce podsycane było przekonanie, że nasza nauka nie ustępuje światowej, ale jej osiągnięć nie umiemy przekuć w sukces gospodarczy. Chyba najlepszym przykładem takich niewykorzystanych szans jest niebieski laser. Czy rzeczywiście nasi naukowcy nie pozostają w tyle za czołówką światową?</strong></p>
<p>Polskie wykształcenie nie ustępuje wysokim standardom światowym. Na to są dowody – osoby wykształcone w Polsce, gdy wyjadą do zagranicznych firm i ośrodków naukowych robią kariery, są doceniani przez środowisko, co oznacza że do tej roli zostali dobrze przygotowani.</p>
<p><strong>Dlaczego im się to nie udaje w Polsce? </strong></p>
<p>Tu wracamy do początku naszej rozmowy, a mianowicie problemów wewnątrzśrodowiskowych, kultury świata akademickiego. Spędzając czas w Polsce bywam na różnych uczelniach w Polsce i widzę, że zaczynają się tam dziać rzeczy obiecujące. Na Politechnice Gdańskiej jeden z młodych naukowców pochwalił się urządzeniem do badań plazmowych, takim samym jakie stosowane jest na Uniwersytecie Stanforda. To oznacza, że Polska potrafi stworzyć młodym naukowcom odpowiednie warunki do pracy. Mając taki warsztat można prowadzić poważną działalność naukową. Spodziewam się, że właśnie teraz polska nauka zacznie pokazywać naprawdę duże osiągnięcia. Jestem o to spokojny.</p>
<p><strong>Co powinno zmienić się w polskiej nauce i jej relacjach ze światem biznesu, żeby w przyszłości polskie wynalazki były lepiej wykorzystywane?</strong></p>
<p>Pierwsze kroki zostały już zrobione. Zostały wprowadzone reformy systemu szkolnictwa i choć nie wszystkie były dobre, to naruszyły one bizantyjskie stosunki wewnątrz uczelni. To niewątpliwie krok we właściwym kierunku. Wysłanie 500 prężnych, młodych naukowców do wiodących ośrodków innowacyjności na świecie, w tym na Uniwersytet Stanforda świadczy o tym, że państwo polskie podchodzi do tego strategicznie. Kolejny istotny krok to stworzenie przy uczelniach ośrodków transferu technologii, które specjalizują się w tym jak z nowym pomysłem przejść ścieżkę do jego skomercjalizowania.<strong></strong></p>
<p><strong>Jakie czynniki przesądzają o pozycji Uniwersytetu Stanforda i innych najlepszych uczelni amerykańskich wśród najbardziej innowacyjnych uniwersytetów na świecie?</strong></p>
<p>Podstawowym czynnikiem, który charakteryzuje najlepsze uniwersytety amerykańskie jest bliski kontakt z potrzebami gospodarki kraju. Środowisko akademickie uczestniczy w rozwiązywaniu konkretnych problemów i wdrażaniu nowych rozwiązań wykorzystywanych w gospodarce. Drugi bardzo ważny element to praca w zespołach, która jest głęboko zakorzeniona w kulturze korporacyjnej i akademickiej w Ameryce. Źródła tego tkwią pewnie w społeczeństwie pionierskim, które, żeby przetrwać musiało polegać na współpracy. Kolejnym charakterystycznym zjawiskiem, które upowszechniło się w ostatnich dwóch, trzech dekadach jest multidyscyplinarność zespołów. Zespoły monospecjalistyczne tracą rację bytu we współczesnej nauce amerykańskiej.</p>
<p><strong>Czy amerykański system szkolnictwa może być dla Polski wzorcem, a jeśli tak to jakie jego elementy powinniśmy skopiować?</strong></p>
<p>Amerykański system nie jest pozbawiony problemów. Pod względem szkolnictwa na poziomie podstawowym i średnim Stany Zjednoczone są w ogonie państw rozwiniętych, ale mimo tych problemów system amerykański kształci doskonałych naukowców. Poza wspomnianą już wcześniej pracą zespołową, która zaczyna się już na poziomie szkoły podstawowej, jest jeszcze jeden niezwykle istotny czynnik, na który chciałbym zwrócić. To etyka postępowania w społeczności. Za nieetyczne i niemoralne uchodzi ściąganie. To wynika z tego, że nie ma podziału na my studenci i oni nauczyciele. Nauczyciel należy do zespołu i jest partnerem dla studentów. Jego zadaniem jest przekazywanie wiedzy, a egzamin odbywa się nie po to, żeby uprzykrzyć życie tym, którzy mają go zdać, lecz po to, żeby sprawdzić, czy student przyswoił sobie wiedzę i czy ją zrozumiał. W takiej sytuacji ściąganie jest czymś absurdalnym i chyba należałoby porównać to zjawisko z kradzieżą, w tym przypadku kradzieżą wiedzy, którą ktoś inny przyswoił.</p>
<p><strong>W jakich dziedzinach polska nauka, a dzięki niej polskie firmy mogą uzyskać globalną przewagę konkurencyjną? Czy w naszym kraju są zasoby surowców lub wiedzy, które w gospodarce globalnej mają unikalny charakter?</strong></p>
<p>W Polsce jest niesamowicie szeroki wachlarz naukowców zajmujących się, nawet w sposób bardzo dogłębny, najprzeróżniejszymi rzeczami, które nigdy nie doprowadzą do produktu, bo są to dziedziny już zmonopolizowane przez inne kraje, w sensie pozytywnym. Poziom wiedzy i ścieżkę od pomysłu do przemysłu doprowadziły one do takiej perfekcji, że wejście na ten rynek będzie niezwykle trudne, czy wręcz niemożliwe. Musimy się skoncentrować na wyjątkowych dla nas kręgach kompetencji.</p>
<p><strong>Czy mamy takie? </strong></p>
<p>Pojawiają się, w biotechnologii, w nowoczesnych materiałach, w nanotechnologii. Należy zrobić szczegółową analizę i na jej podstawie wybierać te dziedziny, w które Polska powinna strategicznie inwestować. Posłużę się tu przykładem. Załóżmy, że gaz łupkowy jest rzeczywistością, a ja uważam, że tak jest. To może być istotna część polskiej energetyki i sektora chemicznego. Popatrzmy na to co mamy do zaoferowania tym gałęziom przemysłu. Bardzo szybko zauważymy, że nie jesteśmy dobrze przygotowani do wykorzystania gazu łupkowego. Tę dziedzinę powinniśmy szybko rozwinąć i udoskonalać. Jeżeli uda nam się wyprzedzić inne kraje, które popełniły mnóstwo błędów związanych z ekologią, jak również wdrażaniem niewłaściwych technologii, to polska nauka mogłaby się stać nie tylko partnerem polskiej gospodarki, ale możemy stworzyć produkt intelektualny, który będzie konkurencyjny na świecie.</p>
<p><strong>Dotknął pan bardzo gorącego tematu w Polsce. Technologiami wydobycia gazu łupkowego dysponuje chyba bardzo ograniczona liczba firm. Czy jesteśmy zdolni do tego, żeby stworzyć lepszą metodę wydobycia od tych, które są oferowane na rynku?</strong></p>
<p>Nie chciałem tego sugerować i nie chciałbym, żeby ktokolwiek tak odczytał moją wypowiedź. Chodzi o to, żebyśmy byli partnerem – nie jako siła robocza, lecz intelektualna – tych firm, które ze swoimi technologiami wejdą na rynek polski, a kiedyś ten partner może przegoni mistrza. Zaczynać od zera, bez mistrza, który już posiada znaczącą wiedzę, byłoby nonsensem.</p>
<p><strong>Czy globalną przewagę można uzyskać dzięki pierwotnym zasobom umiejętnie wykorzystywanym, czy też zdobywa się ją w wyniku konsekwentnie realizowanych strategii, niekoniecznie bazujących na dostępnych zasobach materialnych, czy intelektualnych?</strong></p>
<p>Nauka posuwa się niezwykle szybko do przodu i tym kontekście bazowanie na wiedzy, którą już zgromadziliśmy byłoby błędem. Rynek wymagają bardzo szybkich zmian i oczekuje ciągle nowych produktów. Nauka musi podejmować ogromny wysiłek, żeby dostarczać gospodarce nowe pomysły na produkty. Ze względu na te oczekiwania rynku nauka musi się stale przeobrażać. Model naukowca, który podejmował pewien problem w czasie pracy nad doktoratem, a potem kontynuował go przez habilitację i dalej nie ma dziś racji bytu.</p>
<p><strong>Czyli kluczowym czynnikiem przesądzającym o osiągnięciu przewagi konkurencyjnej jest decyzja strategiczna.</strong></p>
<p>Absolutnie tak. Przy tak wielkim wysiłku jakiego wymaga utrzymanie nauki na poziomie światowym, musi on być sterowany regułami celów strategicznych.</p>
<p><strong>Uniwersytet Stanforda może poszczycić się tym, że jego absolwenci założyli takie firmy jak Google, Cisco, Sun Microsystems, eBay. Czy możemy liczyć na to, że jeden z uczestników polskiego programu kiedyś założy firmę, która będzie tak wielkim sukcesem?</strong></p>
<p>W czasie zajęć uczestników programu 500 najlepszych innowatorów mieliśmy wiele spotkań z inwestorami, przedstawicielami funduszy <em>venture capital</em>, ludźmi którzy zakładali wiele firm. W pewnym momencie zacząłem się obawiać, że może wprowadziłem niewłaściwy element do programu szkolenia młodych naukowców z Polski, bo przecież mogliby oni uznać, że jak najszybciej powinni uruchomić własne firmy i to jeszcze w Kalifornii. A ja wówczas musiałbym tłumaczyć się w Polsce z tego, że wykradłem wyśmienitych naukowców.</p>
<p>To była na szczęście tylko przelotna myśl. Dawało się wyraźnie zauważyć, że ci ludzie w znacznej części są nastawieni na uruchomienie nowej firmy ale w Polsce. Jestem pewien, że program 500 najlepszych innowatorów zrodzi wiele nowych firm, ale trudno przewidzieć czy któraś z nich stanie się przedsiębiorstwem globalnym. Na Uniwersytecie Stanforda każdego roku wydaje się kilkaset licencji do wykorzystania osiągnięć naukowych w biznesie, a mimo tego nawet w Dolinie Krzemowej nie powstaje kilkaset firm takich jak Cisco nawet w ciągu dziesięcioleci.</p>
<p><strong>Innowacyjne firmy dziś kojarzą się przede wszystkim ze sferą wirtualną. Ich wspólnym elementem jest Internet. Czy rzeczywiście tylko w Internecie powinniśmy upatrywać źródeł innowacji? Trywializując to pytanie Internet nas nie ubierze, nie nakarmi i nie zapewni nam dachu nad głową.</strong></p>
<p>Prawdziwą innowacyjnością jest wynalazek, który przeobraża się w wartość gospodarczą. Nie każde osiągnięcie związane z Internetem jest innowacyjne. Różne atrakcyjne aplikacje, które dostępne są na przykład w najnowocześniejszych telefonach komórkowych nie są innowacjami, a jedynie poprawkami czegoś co już od jakiegoś czasu istnieje. Prawdziwa innowacja musi mieć wpływ na jakość życia, czy funkcjonowanie gospodarki.</p>
<p><strong>Firmy IT, technologiczne wciąż informują o nowościach. Trudno za tym nadążyć.</strong></p>
<p>Nie powinniśmy się dać zwieść szumowi, który powstaje w branży informatycznej. Pamiętajmy, że ogromna liczba innowacji powstaje w innych dziedzinach, jak na przykład w gromadzeniu i przetwarzaniu energii słonecznej, w chemii, elektronice. W tym wszystkim oczywiście też bierze udział informatyka, ponieważ komputery wieloma procesami sterują i pomagają nam w tworzeniu modeli, projektowaniu, ale to jest tylko narzędzie.</p>
<p>Innymi słowy – nie powinniśmy się obawiać, jeśli nowy pomysł nie jest silnie związany z Internetem. Musimy jednocześnie mieć na uwadze to, że bez Internetu umożliwiającego szybkie przesyłanie ogromnych ilości danych, nie możemy być partnerem gospodarki globalnej. Tu należy dodać, że mimo szybkiego rozwoju Internetu w Polsce, jego wykorzystanie w gospodarce jest stosunkowo słabe. Jest mało firm, które są przygotowane do produkowania czegoś, co zaprojektowano na drugim końcu świata.</p>
<p><strong>Historia gospodarcza pełna jest przykładów państw, które osiągnęły sukces „z niczego”, jak też takich, które mając wszelkie predyspozycje do bycia potęgami, te szanse marnotrawiły. Na jakiej ścieżce jest Polska patrząc z perspektywy profesora Uniwersytetu Stanforda? </strong></p>
<p>Jestem przekonany, że model, zgodnie z którym rozwija się Polska przybliża ją do grona innowacyjnych liderów. Ten kraj nie stanie się Kuwejtem, bo nawet jeśli spełni się sen o gazie łupkowym, to będzie to jedynie dodatkowe źródło napędzające gospodarkę opartą na wiedzy. Polska jest krajem bogatym w zasoby intelektualne i powinna je wykorzystywać do maksimum, tym bardziej, że są one odnawialne. Po mojej przygodzie z pierwszą czterdziestką uczestników programu 500 najlepszych innowatorów nie mam wątpliwości, co do tego, że Polska ma zasoby intelektualne na najwyższym poziomie światowym. Ta grupa pokazała, że jest tak samo dobra, a czasem lepsza niż ich koledzy z Uniwersytetu Stanforda, uznawanego zazwyczaj za jeden z pięciu najbardziej innowacyjnych uniwersytetów na świecie.</p>
<p><strong>Ostatnie pytanie dotyczy Stanów Zjednoczonych. Jak pan ocenia perspektywy rozwoju gospodarki amerykańskiej? Z jednej strony nie brakuje ekspertów wieszczących, że Ameryka jest pogrążona w marazmie i zrezygnowała z roli światowego przywódcy. Z drugiej strony nadal chyba trudno jest znaleźć drugi taki kraj, w którym na każdym kroku wpaja się jego mieszkańcom, również tym najmłodszym, że przyszłość jest przede wszystkim w ich rękach i głowach.</strong></p>
<p>Uważam, że Ameryka nadal pozostaje krajem twórczym, pełnym ludzi z otwartymi głowami. Jest też państwem zdrowej dyskusji społecznej, która czasem może wyglądać jak brutalne pranie się po twarzach przed kamerami, ale tu więcej do zarzucenia mam tym, którzy sterują kamerami. Ameryka na pewno nie spełni złośliwych marzeń tych, którzy jeszcze za mojej młodości mówili, że ten kraj to co najwyżej subkultura, bo chodzi w kolorowych skarpetkach.</p>
<p><strong>Rozmawiał Artur Burak</strong></p>
<p><em>Prof. Piotr Moncarz, jest wykładowcą amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda. Jest dyrektorem akademickim programu <strong>Top 500 </strong><strong>Innovators</strong>, a także współzałożycielem i przewodniczącym <strong>US-Polish Trade Council</strong> &#8211; organizacji wspierającej współpracę pomiędzy USA i Polską. Był członkiem rady Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, należy również do Polskiej Akademii Nauk i Rosyjskiej Akademii Nauk Technicznych.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/mury-nauki-i-gospodarki-przeszkodza-w-rozwoju-polski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Profesjonaliści osiedlający się za granicą powinni finansowo wspierać kraje, z których pochodzą</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/profesjonalisci-osiedlajacy-sie-za-granica-powinni-finansowo-wspierac-kraje-z-ktorych-pochodza/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/profesjonalisci-osiedlajacy-sie-za-granica-powinni-finansowo-wspierac-kraje-z-ktorych-pochodza/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 05:29:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja-zarobkowa]]></category>
		<category><![CDATA[podatek Bhagwatiego]]></category>
		<category><![CDATA[rynek-pracy]]></category>
		<category><![CDATA[wpływ imigrantów na rynek pracy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39426</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Kraje rozwinięte pogrążone są w strachu przed nielegalną emigracją niewykwalifikowanych pracowników z państw rozwijających się. W Afryce pojawiły się zgoła odmienne obawy przed legalnym odpływem wysoko wykwalifikowanej siły roboczej do gospodarek rozwiniętych.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Strach w krajach rozwijających się przed „drenażem mózgów” jest jednak nieuzasadniony. Po pierwsze należy uczynić rozróżnienie pomiędzy „potrzebą” a „popytem”. Prawdą jest, że w wielu krajach afrykańskich potrzebne są wykwalifikowane kadry. Kraje te nie są jednak w stanie równocześnie ich właściwie zagospodarować. Dzieje się tak z kilku powodów, które wynikają z ich zacofania w sferze gospodarczej.</p>
<p>W Indiach w latach 50-tych i 60-tych – czyli w okresie, kiedy wielu wykwalifikowanych pracowników emigrowało – warunki pracy były opłakane. To urzędnicy decydowali o tym, czy możemy wyjechać za granicę na konferencje. Szefowie departamentów posiadali nadmierną władzę nad pracownikami. Nic więc dziwnego, że wielu z nas opuściło wówczas Indie. Jako Hindusi, możemy wierzyć w reinkarnację, co nie znaczy, że nie dążymy również do pomnażania swoich dóbr w aktualnym życiu, tak jak to czynią wszyscy inni.</p>
<p>Poza tym, zatrzymywanie ludzi, nawet jeśli założymy, że jest możliwe, nie zdziała dla krajów, które próbują to robić niczego dobrego. „Umysł ludzki” nie jest tworem statycznym. Zatrzymany siłą w Kinszasie, gdzie panują okropne warunki pracy, zdewaluuje się w krótszym czasie, niż potrzeba na dotarcie do Nowego Jorku.</p>
<p>Ponadto, łatwiej powiedzieć, że należy zatrzymać ludzi w kraju, niż to zrobić. W wielu biednych krajach &#8211; z wyjątkiem takich jak Indie, czy Korea Południowa &#8211; w których działa aktualnie wiele wyśmienitych instytucji edukacyjnych, najzdolniejsi obywatele kształcą się za granicą. Wyzwanie zatem polega na tym, aby odwieść ich od zostawania i osiedlania się w krajach, w których się kształcą.</p>
<p>W każdym razie należy pamiętać o tym, że narzucanie obecnie ograniczeń dotyczących emigracji, stanowi pogwałcenie praw człowieka, zagwarantowanych traktami międzynarodowymi. Czy zatem ograniczenia dotyczące emigracji mogą spełniać swoje zadanie, tak jak chciałyby to widzieć niektóre organizacje w krajach rozwijających się, które obawiają się „drenażu mózgów”?</p>
<p>W tej kwestii, obawy związane z naruszaniem praw człowieka, stanowią poważny problem. Czy rzeczywiście możemy powiedzieć lekarce z Ghany, że musi wrócić do swojej ojczyzny, podczas gdy lekarz, który wyemigrował z Rosji dostaje pozwolenie, aby osiedlić się i zacząć nowe życie w innym kraju? Coś takiego prawdopodobnie naruszałoby zasady dotyczące niedyskryminowania i zapisy konstytucyjne w takich państwach jak np. USA.</p>
<p>Dlatego też właściwej odpowiedzi na problem odpływu wykwalifikowanych pracowników z krajów biedniejszych, zwłaszcza afrykańskich, należy szukać gdzie indziej. Przyjmując, że nie da się ograniczyć odpływu wykwalifikowanych kadr. I tak, naprawdę, nie powinno się tego robić. Musimy wobec tego wypracować stosowne mechanizmy instytucjonalne, które pozwolą nam uporać się z tym problemem. Oznacza to, że należy przystać na &#8220;model diaspory&#8221;, który wymaga wprowadzenia w polityce czterech rozwiązań.</p>
<p><strong>Po pierwsze</strong>, musimy przestać rozpaczać nad faktem, iż ludzie z diaspory nie wracają do domu. Zamiast tego, należy zadbać o to, aby profesjonaliści osiedlający się za granicą pozostawali lojalni wobec krajów, z których pochodzą i w różny sposób je wspierali. Tym sposobem mogliby oni uzyskać w swoich krajach prawa wyborcze. Należałoby również znieść ograniczenia dotyczące inwestowania i zakupu ziemi. Eksperci ds. emigracji, w tym również ja, od lat 70-tych twierdzą, iż należy wypracować systemy, które umożliwiałyby akademickiej diasporze prowadzenie warsztatów mających na celu szkolenie nauczycieli, w taki sposób, aby ich kwalifikacje odpowiadały najlepszym standardom światowym.</p>
<p><strong>Po drugie</strong>, powinno się dążyć do większej integracji diaspory z jej rodzimym krajem, poprzez przyznanie jej członkom szerszych praw. W zamian za to, emigranci musieliby jednak zaakceptować nałożenie na nich obowiązków, które zrównywałyby ich status z tym, który posiadają ich rodacy w kraju. W latach 70-tych zaproponowałem nałożenie podatku na emigrantów. Podatek ten, nazywany <strong><em>podatkiem Bhagwatiego</em></strong> jest zgodny z „podejściem amerykańskim”: Obywatele amerykańscy oraz obywatele innych państw mający zezwolenie na pobyt stały, podobnie jak ci, którzy zostali w swojej ojczyźnie, muszą płacić  podatki federalne.</p>
<p><strong>Po trzecie</strong>, prawie wszystkie rodzaje aktywności w większości państw afrykańskich, wymagają odpowiednich kwalifikacji. Nie możemy wobec tego zwlekać z wypracowaniem mechanizmów dostarczania wykwalifikowanych kadr do tych krajów. Od dłuższego czasu twierdzę, iż z powodu odchodzenia na emeryturę w krajach rozwiniętych oraz z powodu altruizmu, który rośnie wraz z wiekiem, moglibyśmy zorganizować tzw. Grey Peace Corps. W skład takich sił wchodziliby ludzie starsi, którzy zajmowaliby się kształceniem kadr w krajach, z których profesjonaliści wyemigrowali i osiedlili się za granicą.</p>
<p><strong>Po czwarte</strong>, należałoby też zorganizować pomoc z zagranicy w celu rozwinięcia na szeroką skalę dla mieszkańców Afryki szkoleń ze wszystkich dziedzin mających kluczowe znaczenie w bogatych gospodarkach, takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja czy Holandia. W krótszym okresie przyczyniłoby się to co prawda do wzrostu emigracji, podczas gdy praca Grey Peace Corps pomagałaby zaspokajać doraźne potrzeby. Wraz rozwojem państw uboższych i znaczącą poprawą warunków życia, nastąpiłby jednak powrót wykwalifikowanych pracowników do ich rodzimych krajów. A w ślad za tym następowałby też spadek liczby emigrantów, tak jak miało to miejsce w Indiach, Korei Południowej i Chinach.</p>
<p>Wprowadzenie w życie wszystkich tych rozwiązań przyniosłoby korzyści Afryce zarówno w krótkim, jak i dłuższym okresie. Sentymentalne rozwodzenie się nad problemem „drenażu mózgów” i niemądre próby ograniczania swobody poruszania się z pewnością tego nie uczynią.</p>
<p><em>Autor jest profesorem Prawa i Ekonomii na Uniwersytecie Columbia i członek Rady Stosunków Międzynarodowych. Ostatnio wydał wraz Gordonem Hansonem książkę pt. „Imigracja wykwalifikowanych dzisiaj”.</em></p>
<p><strong>Copyright: Project Syndicate, 2011</strong></p>
<p><strong><a href="http://www.project-syndicate.org/">www.project-syndicate.org</a></strong></p>
<p><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/profesjonalisci-osiedlajacy-sie-za-granica-powinni-finansowo-wspierac-kraje-z-ktorych-pochodza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inwestorzy na giełdach znowu chętniej ryzykują</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/economist-inwestorzy-na-gieldach-znowu-chetniej-ryzykuja/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/economist-inwestorzy-na-gieldach-znowu-chetniej-ryzykuja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 05:28:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[apetyt-na-ryzyko]]></category>
		<category><![CDATA[EBC]]></category>
		<category><![CDATA[euroobligacje]]></category>
		<category><![CDATA[rentowność obligacji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39430</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Od początku roku następują znaczne zwyżki na rynkach finansowych, w tym także aktywów ryzykownych, dzięki czemu inwestorzy częściowo nadrobili straty poniesione w drugiej połowie 2011 roku. Poprawa notowań ma szanse utrwalić się.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Najpierw poprawiło się na rynkach akcji, ale tendencja stała się ogólniejsza i ogarnęła rynki kredytowe, giełdy towarowe, rynki walutowe oraz rynki aktywów państw wschodzących rynków. Nie zniknęły wprawdzie czynniki, które mogą poważnie zagrozić temu ożywieniu. Zasadnicze znaczenie mają tu przede wszystkim obawy, czy skuteczne się okażą działania podejmowane w celu zapewnienia stabilności w strefie euro. Na razie jednak z kilku powodów można oczekiwać, że inwestorzy nadal będą skłonni podejmować ryzyko.</p>
<p>Ożywienie na rynkach ryzykownych aktywów zostało wywołane przede wszystkim decyzją Europejskiego Banku Centralnego (EBC), który pod koniec 2011 roku zaproponował bankom z państw obszaru euro tanie trzyletnie kredyty. Instytucje te niemal w całości wykorzystały zaoferowane fundusze (z 500 mld euro wzięły 489 mld). Gdy uwzględni się spłatę krótkoterminowych pożyczek udzielonych przez EBC, oznacza to, że w grudniu 2011 roku do systemu finansowego eurolandu wstrzyknięto 200 mld euro netto (260 mld dolarów). EBC zapowiedział, że pod koniec lutego zaproponuje kolejne trzyletnie operacje repo.</p>
<h4>Pomógł Europejski Bank Centralny</h4>
<p>Przeprowadzone przez EBC operacje repo ułatwiły finansowanie na rynkach, na których zdobywają kapitał banki państw obrzeży strefy euro oraz oferuje się obligacje. Banki z państw tworzących centrum obszaru euro po raz pierwszy od kilku miesięcy przeprowadziły emisje niezabezpieczonych papierów dłużnych, a banki hiszpańskie – emisje obligacji zabezpieczonych. Ustąpiły obawy, że banki strefy euro nie zdołają w 2012 roku zrolować rat spłat kredytów długoterminowych o szacunkowej wielkości wynoszącej 600 mld euro.</p>
<div id="attachment_39433" class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/oprocentowanie-dwuletnich-obligacji.jpg"><img class="size-full wp-image-39433" title="oprocentowanie-dwuletnich-obligacji" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/oprocentowanie-dwuletnich-obligacji.jpg" alt="(Opr. DG)" width="550" height="361" /></a><p class="wp-caption-text">(Opr. DG)</p></div>
<p>Najistotniejsze jest to, że poprawa sytuacji na rynkach, na których zdobywają finanse banki, wywołuje także pozytywne skutki na rynkach obligacji. Jest to szczególnie ważne ze względu na niepokojące położenie Włoch. Tamtejszy rząd musi bowiem w tym roku pozyskać około 320 mld euro, w tym 97 mld euro na pokrycie obligacji zapadalnych od lutego do kwietnia. Na szczęście zarówno w wypadku Włoch, jak i Hiszpanii koszty finansowania pozyskiwanego poprzez emisje obligacji krótkoterminowych są dwukrotnie niższe niż w grudniu, a popyt na siedmio- i dziesięcioletnie hiszpańskie obligacje rządowe był większy, niż oczekiwano.</p>
<p>Co do obligacji długoterminowych, w wypadku Włoch stopa oprocentowania pozostaje niepokojąco wysoka, ale i ona nieco zmalała. Gdy była najwyższa, przekraczała 7 proc. Pod koniec stycznia wynosiła niecałe 6 proc. Należy przy tym dodać, że ten spadek oprocentowania dokonał się bez szczególnej pomocy EBC, gdyż panuje przekonanie, że ta instytucja w styczniu nie zwiększyła znacząco skali programu wykupu obligacji rządowych państw strefy euro.</p>
<p>Na ożywienie na tych rynkach finansowych nie wpłynęły negatywnie obniżki ratingów obligacji rządowych państw strefy euro dokonane w styczniu przez agencję Standard &amp; Poor&#8217;s. A trzeba pamiętać, że obniżono wtedy między innymi ocenę Francji z najwyższej (AAA), przez co zmalały możliwości udzielania kredytów przez <strong><em>Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej</em></strong> (EFSF), fundusz pomocowy obszaru euro.</p>
<h4>W gospodarce lepiej, inwestorzy bardziej skorzy do ryzyka</h4>
<p>Wydarzenia rozgrywające się w innych regionach i sektorach na ogół przyczyniły się do poprawy sytuacji na rynkach aktywów ryzykownych. W USA odnotowuje się świetne wyniki produkcyjne, a ponadto tworzy się około 170 tys. nowych miejsc pracy w każdym miesiącu, dzięki czemu maleje bezrobocie. W pierwszych tygodniach tego roku dochody przedsiębiorstw okazały się niższe od przewidywanych, ale sytuacja na rynkach finansowych mimo wszystko poprawia się, co pozwala spodziewać się zmian ratingów spółek giełdowych i wzrostu notowań.</p>
<p>Rekordowo niskie stopy oprocentowania depozytów gotówkowych oraz obligacji rządowych skłaniają inwestorów do nabywania bardziej ryzykownych aktywów. Pod koniec stycznia amerykańska Rada <strong>Rezerwy Federalnej</strong> zasygnalizowała, że aż do ostatnich miesięcy 2014 roku utrzyma wyjątkowo niskie stopy procentowe (wcześniej zapowiadała, że pozostaną niskie do połowy 2013 roku). Przybywa obecnie inwestorów uważających, że Fed zdecyduje się również na kolejny program poluzowania ilościowego. Oczekuje się także, że Bank Anglii rozpocznie kolejną rundę poluzowania w Wielkiej Brytanii i w jego ramach skupi obligacje o wartości 75 mld funtów (117 mld dolarów).</p>
<p>Co do Chin, wskaźniki poprawiły się w stosunku do gorszych od oczekiwanych wyników opublikowanych pod koniec 2011 roku. Trzeba jednak liczyć się z tym, że kondycja chińskiej gospodarki wcale nie jest tak dobra, jak wynikałoby z tempa wzrostu PKB. Władze chińskie zaczęły liberalizować politykę monetarną, w tym roku także należy spodziewać się dalszego łagodnego poluzowania, gdyż spada tempo inflacji.</p>
<p>Ogólnie rzecz ujmując, widać tendencję, że banki centralne państw rynków wschodzących przestają się zajmować przede wszystkim inflacją i zaczynają się koncentrować na pobudzaniu wzrostu gospodarczego. W kilku państwach, na przykład w Brazylii, poluzowuje się politykę monetarną, w innych zaś przestano ją zaostrzać i nie zmienia się stóp procentowych.</p>
<div id="attachment_39434" class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/wzrost-zainteresowania-akcjami.jpg"><img class="size-full wp-image-39434" title="wzrost-zainteresowania-akcjami" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/wzrost-zainteresowania-akcjami.jpg" alt="(Opr. DG)" width="550" height="351" /></a><p class="wp-caption-text">(Opr. DG)</p></div>
<p>Czy utrzyma się zainteresowanie inwestorów ryzykownymi aktywami? W jakim stopniu można na to liczyć? Polityka monetarna sprzyja co prawda tej tendencji, ale to nie wystarczy, jeśli ziści się którakolwiek z przerażających prognoz dotyczących gospodarki światowej.</p>
<p>Działania EBC w eurolandzie podejmuje się co prawda na ogromną skalę, ale w gruncie rzeczy sprowadzają się one do próby zyskania na czasie. Zacząć działać muszą rządy państw obszaru euro, które &#8211; jeżeli chcą, aby przetrwała wspólna waluta &#8211; będą musiały ustanowić ściślejszą unię fiskalną, nawet kosztem części niezależności. Nawet to nie rozwiąże jednakże istotnej kwestii strukturalnej, jaka jest odzyskanie konkurencyjności. Inaczej osiąganie wzrostu gospodarczego państwa obrzeży obszaru euro ograniczane będzie przez zasady obowiązujące w unii monetarnej.</p>
<p>Nadal ponadto trzeba się będzie liczyć z tym, że problemy greckie spowodują rozlanie się kryzysu, gdyż program opracowany przez UE i MFW nie doprowadził do tego, że inwestorzy uwierzyli, iż Grecja będzie wypłacalna. Istnieje niebezpieczeństwo, że dojdzie do bezładnego bankructwa, chyba że osiągnie się porozumienie z prywatnymi wierzycielami w sprawie restrukturyzacji zadłużenia, a UE i MFW przyznają Grecji kolejny pakiet kredytowy. Już w połowie marca Grecja musi wypłacić posiadaczom obligacji 14 mld euro.</p>
<p>Z pewnością utrzymają się także obawy, czy władze chińskie zdołają przygotować miękkie lądowanie, ponieważ ceny najatrakcyjniejszych nieruchomości w miastach nadbrzeżnych zapewne nadal są znacznie wygórowane.</p>
<p>Z powodu wszystkich tych obaw inwestorzy niechętnie nastawieni do ryzyka mogą się skłaniać ku temu, aby zabrać pieniądze i wycofać się z gry. Jednakże po ujemnych zwrotach z inwestycji odnotowanych przez większość graczy w 2011 roku może przeważyć przekonanie, że trzeba się pospieszyć, aby wykorzystać obecne zwyżki. Zwłaszcza, że depozyty gotówkowe i bezpieczne obligacje rządowe (chodzi o tzw. bezpieczne przystanie) przynoszą znikome zyski. W państwach uprzemysłowionych zyski z inwestycji w akcje są znacznie wyższe od zwrotu z inwestycji w obligacje rządowe, co zapewnia inwestorom pokaźne premie za podejmowanie ryzyka.</p>
<p>Patrząc na nastroje inwestorów trzeba stwierdzić, że dominuje ostrożność. Nie można jednak zapominać, iż nastroje nie zawsze zapowiadają późniejsze wydarzenia. Na samym początku tego roku specjaliści od strategii inwestycyjnych zapowiadali, że obecny rok będzie czasem spadków notowań, i grali na zniżki. Na licznych rynkach można było zaobserwować, że gracze zajmują niedźwiedzie pozycje. Widać to było między innymi na rynkach walutowych, gdzie liczba zakładów obstawiających spadek notowań euro względem dolara osiągała rekordowe wielkości. Teraz gracze rynkowi zajmują mniej skrajne pozycje, ale nadal są nastawieni sceptycznie wobec wzrostu notowań spółek. Być może dojdzie do dalszych zwyżek, jeżeli niedźwiedzie będą musiały zamykać krótkie pozycje albo decydować się na maksymalną dywersyfikację walorów.</p>
<p>Skalkowane z języka angielskiego żargonowe powiedzenie głosi, że wzmocnienie odbywa się po ścianie strachu, co oznacza tyle, że notowania giełdowe wzrastają pomimo niepewności. Powodów do obaw w dzisiejszym świecie nie brakuje, ale część z nich już została przez rynki uwzględniona. Ponieważ pod koniec lutego EBC znów zasili europejski system finansowy, a poza tym maleje prawdopodobieństwo, że w najbliższej przyszłości dojdzie do upadku euro, wygląda na to, że zwyżki utrzymają się jeszcze przez jakiś czas. Gorzej pewnie będzie w drugim kwartale, kiedy inwestorzy zaczną się obawiać kiepskiego tempa wzrostu gospodarczego w obszarze euro i w całym świecie uprzemysłowionym.</p>
<p><img class="size-full wp-image-26416 alignnone" title="111" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/07/1111.jpg" alt="111" width="475" height="68" /></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">© [2011] The Economist Intelligence Unit Limited.</p>
<p>Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie <a href="http://www.viewswire.com/">www.viewswire.com</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/economist-inwestorzy-na-gieldach-znowu-chetniej-ryzykuja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

