<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Obserwator Finansowy: ekonomia, debata, Polska, świat &#187; Rynki finansowe</title>
	<atom:link href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/category/tematyka/rynki-finansowe/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 14:39:07 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Wiedeń 2.0</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/wieden-2-0/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/wieden-2-0/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 05:30:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Bankowość]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[EBA]]></category>
		<category><![CDATA[Economist]]></category>
		<category><![CDATA[Europejski Urząd Nadzoru Bankowego]]></category>
		<category><![CDATA[regulacje rynków finansowych]]></category>
		<category><![CDATA[rekapitalizacja banków]]></category>
		<category><![CDATA[rynek-bankowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39529</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Rozpoczęto wdrażanie programu, który ma nie dopuścić do masowego wycofania kapitału bankowego z Europy Środkowej i Wschodniej. Zagrożenie jest realne - w wielu krajach działają niemal wyłącznie banki należące do firm zagranicznych. Projekt, to próba powtórki tzw. inicjatywy wiedeńskiej z 2009 r.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Bankowcy, agencje nadzoru bankowego i rządy starają się nie dopuścić do masowego wycofania kapitału bankowego z Europy Środkowej i Wschodniej. To bardzo realne zagrożenie &#8211; w tym regionie działają niemal wyłącznie banki należące do firm zagranicznych. Rozpoczęto wdrażanie programu, który ma temu zapobiec. To próba powtórki tzw. <strong><em>inicjatywy wiedeńskiej</em></strong>, dzięki której banki zachodnie nie uciekły z państw byłego bloku komunistycznego w kryzysowym 2009 roku.</p>
<p>Tym razem jednak sytuacja jest zdecydowanie inna. Wszyscy sobie ponadto zdają sprawę z konieczności częściowego delewarowania banków zachodnich. Nie dziwi więc, że niektóre wypowiedzi trącą prawie fatalizmem. Kiedy będą się starały podreperować bilanse u siebie, banki zachodnie ograniczą przyznawanie nowych pożyczek i zapewne wycofają część kapitału ze swoich oddziałów w Europie Środkowej i Wschodniej, a oprócz tego niektóre sprzedadzą.</p>
<p>Program, który nazwano <strong>drugą inicjatywą wiedeńską</strong> (<strong><em>Vienna 2.0</em></strong>), nie wydaje się przekonującą reakcją na ten poważny problem. Uwaga skupia się bowiem na tym, jak można skoordynować działania banków i zachodnich agencji nadzoru bankowego, aby nie dopuścić do tłumnego i bezładnego wycofania się banków z tego regionu.</p>
<p>Rozwój rynku kredytowego w państwach Europy Środkowej i Wschodniej przed kryzysem z lat 2008–2009 w wielkim stopniu zależał od pożyczek udzielanych bankom tego regionu przez zachodnioeuropejskie banki-matki. Z tego powodu każde poważniejsze wycofanie kapitału zachodnich banków spowoduje zapewne, że o wiele dotkliwsze okaże się spodziewane w 2012 roku w tym regionie spowolnienie bądź recesja. W 2009 roku MFW i UE zapewniły, że przeznaczą 24,5 mld euro (32,2 mld dol.) na wsparcie dla państw środkowo- i wschodnioeuropejskich, a oprócz tego wywierano mocne naciski na banki komercyjne, aby nie zmniejszały ekspozycji.</p>
<p>Trudne pertraktacje doprowadziły do opracowania programu nazwanego inicjatywą wiedeńską, który miał sprawić, że zachodnie banki nie wycofają się z Europy Środkowej i Wschodniej. UE i ponadpaństwowe instytucje przeznaczyły na ten cel 33 mld euro, więc banki komercyjne pozostały w regionie, mimo że ze wszystkich regionów świata tam recesja była najpoważniejsza. Tym razem jednak prawie wcale nie ma nowych pieniędzy, toteż władze unijne i instytucje międzynarodowe akceptują to, że nie zdołają zapobiec ucieczce części prywatnego kapitału bankowego.</p>
<p>Zanosi się na to, że negocjowany z bankami nowy program <strong><em>druga inicjatywa wiedeńska</em></strong>, okaże się mało konkretny i nieprzekonujący. Podczas konferencji zorganizowanej w styczniu mówiono o konieczności „koordynacji” działań agencji nadzoru bankowego, rządów i banków, aby nie dopuścić do bezładnej ucieczki banków z tego regionu. Najwyraźniej chodzi o to, aby jakoś ułatwić przejście do samofinansowania lokalnych systemów bankowych. Taki plan nie przyczyni się do rozwoju rynków kredytowych w tym regionie, które pozostają bardzo płytkie. Na przykład węgierskie banki dają pożyczkobiorcom 30 proc. więcej gotówki, niż trzymają w nich depozytariusze, z czego wynika, że istniejący tam rynek, który i tak jest niewielki, musi się skurczyć, jeśli węgierski system bankowy ma samodzielnie zdobywać fundusze.</p>
<p>Występujące w Europie Środkowej i Wschodniej problemy wywoływane przez pożyczki denominowane w obcych walutach – szczególnie dotyczy to kredytów hipotecznych – świadczą o tym, że dotychczasowego modelu bankowości nie da się utrzymać. Samodzielnych rynków finansowych nie można jednak stworzyć szybko, a przez to nadal bardzo ciężko będzie o kredyty, co negatywnie wpłynie na rozwój systemów gospodarczych.</p>
<h4>Skupione na sobie</h4>
<p>Druga inicjatywa wiedeńska miałaby również doprowadzić do tego, że zachodnioeuropejskie banki centralne i agencje nadzoru bankowego nie będą się kierować wyłącznie wąsko pojmowanym własnym interesem, gdyż może to bardzo poważnie zaszkodzić Europie Środkowej i Wschodniej. Najbardziej znana sytuacja tego rodzaju miała miejsce w ubiegłym roku. <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/23/bank-centralny-austria-wsztrzymanie-finansowania-ewald-nowotny/">Władze austriackie zabroniły bankom komercyjnym przyznawania pożyczek</a> </span></strong>kredytobiorcom z Europy Wschodniej, jeżeli suma tych pożyczek znacznie przekraczała sumę przyjętych przez banki depozytów. Wywołało to protesty państw, które się obawiały kryzysu kredytowego, między innymi Węgier i Rumunii, gdzie kilka olbrzymich banków należy do firm austriackich.</p>
<p>W styczniu austriacki bank centralny chyba porzucił wcześniejsze plany, gdyż poinformowano, że podana granica nie była obowiązkowa, lecz zalecana. Również w styczniu agencja ratingowa Standard &amp; Poor’s <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/dlaczego-austria-takze-stracila-najwyzszy-rating/"><strong><span style="text-decoration: underline;">obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Austrii</span></strong></a>, uznała bowiem, że Austria nie będzie w stanie uratować swoich banków, jeżeli wpadną w tarapaty ich wielkie oddziały lub należące do nich banki w Europie Środkowej i Wschodniej.</p>
<p>Może jednak dojść do tego, że więcej działających na poziomie państwowym agencji nadzoru bankowego postanowi zaostrzyć przepisy, gdy zobaczy, że banki starają się spełnić bardziej rygorystyczne wymogi wprowadzane na zachodzie Europy, a wtedy banki zachodnie będą musiały sprzedawać posiadane oddziały i instytucje w Europie Wschodniej.</p>
<p>Nie sposób przewidzieć, w jakiej mierze nowa inicjatywa wiedeńska mogłaby to udaremnić. Już się omawia i zawiera wielkie transakcje sprzedaży indywidualnych banków w celu zebrania kapitału. Na przykład belgijska grupa KBC chce sprzedać polski Kredyt Bank, a Volksbank pozbywa się całej sieci oddziałów w Europie Środkowej i Wschodniej. Inne banki mające znaczne udziały w rynkach tego regionu redukują działalność w niektórych państwach. Austriacki Erste Bank zamyka około jednej czwartej oddziałów prowadzonych na Węgrzech. Przez brak gotówki zachodnie banki-matki coraz rzadziej udzielają pożyczek swoim zagranicznym oddziałom. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju podaje, że w trzecim kwartale ubiegłego roku więcej kapitału uciekło z tego regionu, niż napłynęło.</p>
<p>Władze unijne i instytucje międzynarodowe chyba godzą się z tym, że tym razem niewiele mogą zrobić, aby nie dopuścić do ucieczki zachodnich pieniędzy z tego regionu. W 2009 roku obawiano się, że banki wycofają się z powodu lokalnych problemów. Można więc było wtedy liczyć na to, że inwestorzy się nie wystraszą, jeżeli UE i instytucje międzynarodowe zagwarantują pakiet pomocowy. Tym razem jednak banki sprzedają aktywa z powodu własnych problemów.</p>
<p><strong>Europejski Urząd Nadzoru Bankowego</strong> (<strong><em>European Banking Authority</em></strong>) podaje, że wskutek zaostrzenia wymogów dotyczących stosunku kapitału banku do sumy udzielonych przez niego kredytów zachodnioeuropejskie <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/20/tylko-pol-roku-na-zebranie-114-mld-euro-kapitalow/?k=analizy">banki <strong><span style="text-decoration: underline;">będą musiały zgromadzić aż do 115 mld euro</span></strong></a>. Nie mając innej możliwości uzyskania gotówki, będą musiały się wyprzedawać, a część aktywów, które zostaną wystawione na sprzedaż, znajduje się w Europie Środkowej i Wschodniej.</p>
<p><strong>Druga inicjatywa wiedeńska</strong> w najlepszym razie pomoże zaprowadzić pewien ład w tym procesie, ale nikt nawet nie próbuje udawać, że mogłaby mu zapobiec.</p>
<p><img class="size-full wp-image-26416 alignnone" title="111" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/07/1111.jpg" alt="111" width="475" height="68" /></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">© [2011] The Economist Intelligence Unit Limited.</p>
<p>Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie <a href="http://www.viewswire.com/">www.viewswire.com</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/07/wieden-2-0/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inwestorzy na giełdach znowu chętniej ryzykują</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/economist-inwestorzy-na-gieldach-znowu-chetniej-ryzykuja/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/economist-inwestorzy-na-gieldach-znowu-chetniej-ryzykuja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 05:28:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[apetyt-na-ryzyko]]></category>
		<category><![CDATA[EBC]]></category>
		<category><![CDATA[euroobligacje]]></category>
		<category><![CDATA[rentowność obligacji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39430</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Od początku roku następują znaczne zwyżki na rynkach finansowych, w tym także aktywów ryzykownych, dzięki czemu inwestorzy częściowo nadrobili straty poniesione w drugiej połowie 2011 roku. Poprawa notowań ma szanse utrwalić się.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Najpierw poprawiło się na rynkach akcji, ale tendencja stała się ogólniejsza i ogarnęła rynki kredytowe, giełdy towarowe, rynki walutowe oraz rynki aktywów państw wschodzących rynków. Nie zniknęły wprawdzie czynniki, które mogą poważnie zagrozić temu ożywieniu. Zasadnicze znaczenie mają tu przede wszystkim obawy, czy skuteczne się okażą działania podejmowane w celu zapewnienia stabilności w strefie euro. Na razie jednak z kilku powodów można oczekiwać, że inwestorzy nadal będą skłonni podejmować ryzyko.</p>
<p>Ożywienie na rynkach ryzykownych aktywów zostało wywołane przede wszystkim decyzją Europejskiego Banku Centralnego (EBC), który pod koniec 2011 roku zaproponował bankom z państw obszaru euro tanie trzyletnie kredyty. Instytucje te niemal w całości wykorzystały zaoferowane fundusze (z 500 mld euro wzięły 489 mld). Gdy uwzględni się spłatę krótkoterminowych pożyczek udzielonych przez EBC, oznacza to, że w grudniu 2011 roku do systemu finansowego eurolandu wstrzyknięto 200 mld euro netto (260 mld dolarów). EBC zapowiedział, że pod koniec lutego zaproponuje kolejne trzyletnie operacje repo.</p>
<h4>Pomógł Europejski Bank Centralny</h4>
<p>Przeprowadzone przez EBC operacje repo ułatwiły finansowanie na rynkach, na których zdobywają kapitał banki państw obrzeży strefy euro oraz oferuje się obligacje. Banki z państw tworzących centrum obszaru euro po raz pierwszy od kilku miesięcy przeprowadziły emisje niezabezpieczonych papierów dłużnych, a banki hiszpańskie – emisje obligacji zabezpieczonych. Ustąpiły obawy, że banki strefy euro nie zdołają w 2012 roku zrolować rat spłat kredytów długoterminowych o szacunkowej wielkości wynoszącej 600 mld euro.</p>
<div id="attachment_39433" class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/oprocentowanie-dwuletnich-obligacji.jpg"><img class="size-full wp-image-39433" title="oprocentowanie-dwuletnich-obligacji" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/oprocentowanie-dwuletnich-obligacji.jpg" alt="(Opr. DG)" width="550" height="361" /></a><p class="wp-caption-text">(Opr. DG)</p></div>
<p>Najistotniejsze jest to, że poprawa sytuacji na rynkach, na których zdobywają finanse banki, wywołuje także pozytywne skutki na rynkach obligacji. Jest to szczególnie ważne ze względu na niepokojące położenie Włoch. Tamtejszy rząd musi bowiem w tym roku pozyskać około 320 mld euro, w tym 97 mld euro na pokrycie obligacji zapadalnych od lutego do kwietnia. Na szczęście zarówno w wypadku Włoch, jak i Hiszpanii koszty finansowania pozyskiwanego poprzez emisje obligacji krótkoterminowych są dwukrotnie niższe niż w grudniu, a popyt na siedmio- i dziesięcioletnie hiszpańskie obligacje rządowe był większy, niż oczekiwano.</p>
<p>Co do obligacji długoterminowych, w wypadku Włoch stopa oprocentowania pozostaje niepokojąco wysoka, ale i ona nieco zmalała. Gdy była najwyższa, przekraczała 7 proc. Pod koniec stycznia wynosiła niecałe 6 proc. Należy przy tym dodać, że ten spadek oprocentowania dokonał się bez szczególnej pomocy EBC, gdyż panuje przekonanie, że ta instytucja w styczniu nie zwiększyła znacząco skali programu wykupu obligacji rządowych państw strefy euro.</p>
<p>Na ożywienie na tych rynkach finansowych nie wpłynęły negatywnie obniżki ratingów obligacji rządowych państw strefy euro dokonane w styczniu przez agencję Standard &amp; Poor&#8217;s. A trzeba pamiętać, że obniżono wtedy między innymi ocenę Francji z najwyższej (AAA), przez co zmalały możliwości udzielania kredytów przez <strong><em>Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej</em></strong> (EFSF), fundusz pomocowy obszaru euro.</p>
<h4>W gospodarce lepiej, inwestorzy bardziej skorzy do ryzyka</h4>
<p>Wydarzenia rozgrywające się w innych regionach i sektorach na ogół przyczyniły się do poprawy sytuacji na rynkach aktywów ryzykownych. W USA odnotowuje się świetne wyniki produkcyjne, a ponadto tworzy się około 170 tys. nowych miejsc pracy w każdym miesiącu, dzięki czemu maleje bezrobocie. W pierwszych tygodniach tego roku dochody przedsiębiorstw okazały się niższe od przewidywanych, ale sytuacja na rynkach finansowych mimo wszystko poprawia się, co pozwala spodziewać się zmian ratingów spółek giełdowych i wzrostu notowań.</p>
<p>Rekordowo niskie stopy oprocentowania depozytów gotówkowych oraz obligacji rządowych skłaniają inwestorów do nabywania bardziej ryzykownych aktywów. Pod koniec stycznia amerykańska Rada <strong>Rezerwy Federalnej</strong> zasygnalizowała, że aż do ostatnich miesięcy 2014 roku utrzyma wyjątkowo niskie stopy procentowe (wcześniej zapowiadała, że pozostaną niskie do połowy 2013 roku). Przybywa obecnie inwestorów uważających, że Fed zdecyduje się również na kolejny program poluzowania ilościowego. Oczekuje się także, że Bank Anglii rozpocznie kolejną rundę poluzowania w Wielkiej Brytanii i w jego ramach skupi obligacje o wartości 75 mld funtów (117 mld dolarów).</p>
<p>Co do Chin, wskaźniki poprawiły się w stosunku do gorszych od oczekiwanych wyników opublikowanych pod koniec 2011 roku. Trzeba jednak liczyć się z tym, że kondycja chińskiej gospodarki wcale nie jest tak dobra, jak wynikałoby z tempa wzrostu PKB. Władze chińskie zaczęły liberalizować politykę monetarną, w tym roku także należy spodziewać się dalszego łagodnego poluzowania, gdyż spada tempo inflacji.</p>
<p>Ogólnie rzecz ujmując, widać tendencję, że banki centralne państw rynków wschodzących przestają się zajmować przede wszystkim inflacją i zaczynają się koncentrować na pobudzaniu wzrostu gospodarczego. W kilku państwach, na przykład w Brazylii, poluzowuje się politykę monetarną, w innych zaś przestano ją zaostrzać i nie zmienia się stóp procentowych.</p>
<div id="attachment_39434" class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/wzrost-zainteresowania-akcjami.jpg"><img class="size-full wp-image-39434" title="wzrost-zainteresowania-akcjami" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/02/wzrost-zainteresowania-akcjami.jpg" alt="(Opr. DG)" width="550" height="351" /></a><p class="wp-caption-text">(Opr. DG)</p></div>
<p>Czy utrzyma się zainteresowanie inwestorów ryzykownymi aktywami? W jakim stopniu można na to liczyć? Polityka monetarna sprzyja co prawda tej tendencji, ale to nie wystarczy, jeśli ziści się którakolwiek z przerażających prognoz dotyczących gospodarki światowej.</p>
<p>Działania EBC w eurolandzie podejmuje się co prawda na ogromną skalę, ale w gruncie rzeczy sprowadzają się one do próby zyskania na czasie. Zacząć działać muszą rządy państw obszaru euro, które &#8211; jeżeli chcą, aby przetrwała wspólna waluta &#8211; będą musiały ustanowić ściślejszą unię fiskalną, nawet kosztem części niezależności. Nawet to nie rozwiąże jednakże istotnej kwestii strukturalnej, jaka jest odzyskanie konkurencyjności. Inaczej osiąganie wzrostu gospodarczego państwa obrzeży obszaru euro ograniczane będzie przez zasady obowiązujące w unii monetarnej.</p>
<p>Nadal ponadto trzeba się będzie liczyć z tym, że problemy greckie spowodują rozlanie się kryzysu, gdyż program opracowany przez UE i MFW nie doprowadził do tego, że inwestorzy uwierzyli, iż Grecja będzie wypłacalna. Istnieje niebezpieczeństwo, że dojdzie do bezładnego bankructwa, chyba że osiągnie się porozumienie z prywatnymi wierzycielami w sprawie restrukturyzacji zadłużenia, a UE i MFW przyznają Grecji kolejny pakiet kredytowy. Już w połowie marca Grecja musi wypłacić posiadaczom obligacji 14 mld euro.</p>
<p>Z pewnością utrzymają się także obawy, czy władze chińskie zdołają przygotować miękkie lądowanie, ponieważ ceny najatrakcyjniejszych nieruchomości w miastach nadbrzeżnych zapewne nadal są znacznie wygórowane.</p>
<p>Z powodu wszystkich tych obaw inwestorzy niechętnie nastawieni do ryzyka mogą się skłaniać ku temu, aby zabrać pieniądze i wycofać się z gry. Jednakże po ujemnych zwrotach z inwestycji odnotowanych przez większość graczy w 2011 roku może przeważyć przekonanie, że trzeba się pospieszyć, aby wykorzystać obecne zwyżki. Zwłaszcza, że depozyty gotówkowe i bezpieczne obligacje rządowe (chodzi o tzw. bezpieczne przystanie) przynoszą znikome zyski. W państwach uprzemysłowionych zyski z inwestycji w akcje są znacznie wyższe od zwrotu z inwestycji w obligacje rządowe, co zapewnia inwestorom pokaźne premie za podejmowanie ryzyka.</p>
<p>Patrząc na nastroje inwestorów trzeba stwierdzić, że dominuje ostrożność. Nie można jednak zapominać, iż nastroje nie zawsze zapowiadają późniejsze wydarzenia. Na samym początku tego roku specjaliści od strategii inwestycyjnych zapowiadali, że obecny rok będzie czasem spadków notowań, i grali na zniżki. Na licznych rynkach można było zaobserwować, że gracze zajmują niedźwiedzie pozycje. Widać to było między innymi na rynkach walutowych, gdzie liczba zakładów obstawiających spadek notowań euro względem dolara osiągała rekordowe wielkości. Teraz gracze rynkowi zajmują mniej skrajne pozycje, ale nadal są nastawieni sceptycznie wobec wzrostu notowań spółek. Być może dojdzie do dalszych zwyżek, jeżeli niedźwiedzie będą musiały zamykać krótkie pozycje albo decydować się na maksymalną dywersyfikację walorów.</p>
<p>Skalkowane z języka angielskiego żargonowe powiedzenie głosi, że wzmocnienie odbywa się po ścianie strachu, co oznacza tyle, że notowania giełdowe wzrastają pomimo niepewności. Powodów do obaw w dzisiejszym świecie nie brakuje, ale część z nich już została przez rynki uwzględniona. Ponieważ pod koniec lutego EBC znów zasili europejski system finansowy, a poza tym maleje prawdopodobieństwo, że w najbliższej przyszłości dojdzie do upadku euro, wygląda na to, że zwyżki utrzymają się jeszcze przez jakiś czas. Gorzej pewnie będzie w drugim kwartale, kiedy inwestorzy zaczną się obawiać kiepskiego tempa wzrostu gospodarczego w obszarze euro i w całym świecie uprzemysłowionym.</p>
<p><img class="size-full wp-image-26416 alignnone" title="111" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/07/1111.jpg" alt="111" width="475" height="68" /></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">© [2011] The Economist Intelligence Unit Limited.</p>
<p>Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie <a href="http://www.viewswire.com/">www.viewswire.com</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/06/economist-inwestorzy-na-gieldach-znowu-chetniej-ryzykuja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kredyty pod presją rekomendacji</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/03/kredyty-pod-presja-rekomendacji/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/03/kredyty-pod-presja-rekomendacji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 05:31:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.Ned</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Bankowość]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[dostępność-kredytów]]></category>
		<category><![CDATA[kredyty-hipoteczne]]></category>
		<category><![CDATA[kredyty-walutowe]]></category>
		<category><![CDATA[marże-kredytowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=39300</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Wraz z początkiem roku weszły w życie kolejne zapisy Rekomendacji SII wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego. Wpływa ona na zasady wyliczania zdolności kredytowej klientów przez banki, ograniczając wysokość dostępnych kwot kredytów.  Dotyczy to szczególnie kredytów walutowych, które w konsekwencji znikają z ofert polskich banków.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Nadzór finansowy zaniepokoił się liberalnym podejściem banków do walutowych kredytów hipotecznych i za pośrednictwem kolejnych rekomendacji zniechęcał do ich udzielania. Najnowsze zalecenia pochodzą z Rekomendacji SII i obowiązują od początku 2012 roku. W ich myśl posiadacz kredytu walutowego nie może przeznaczać na obsługę swoich zobowiązań kredytowych więcej niż 42 proc. dochodów. A to oczywiście mocno ogranicza zdolność kredytową amatorów pożyczek w euro.</p>
<p>Do tego dochodzi jeszcze zapis o długości okresu kredytowania. Banki mogą pożyczać pieniądze na 40, czy 50 lat, ale do wyliczania zdolności kredytowej mogą przyjmować maksymalnie 25-letni okres kredytowania. Ten zapis dotyczy zarówno kredytów złotowych, jak i walutowych. Zdaniem ekspertów Domu Kredytowego Notus zmiany narzucone przez  Rekomendację SII spowodowały ograniczenie maksymalnej możliwej do uzyskania kwoty kredytu o 6 &#8211; 10 procent.</p>
<p>Nie skończyło się jednak jedynie na pogorszeniu zdolności kredytowej klientów banków. Niektóre banki całkowicie wycofywały się z ofert we wspólnej walucie, lub zdecydowały się na podwyżki marży takich kredytów. Euro zniknęło ostatnio z oferty kredytowej m.in. Credit Agricole, Kredyt Banku i DnB Nord. Banki zaczęły również podnosić minimalne wymagania stawiane osobom, które chcą zaciągnąć kredyt w obcej walucie i w niektórych instytucjach trzeba się obecnie wykazać dochodami przekraczającymi 10 tys. zł miesięcznie.</p>
<p>Na podwyżkę oprocentowania kredytów w euro zdecydowało się kilka instytucji: Alior, Deutsche Bank, mBank i Multibank, Nordea, Polbank i Raiffeisen. Największe podwyżki miały miejsce w dwóch ostatnich bankach. Według analityków firmy Home Broker mediana marży kredytów w euro wzrosła w styczniu 2012 roku do 3,32 punktu procentowego, z 2,08 p.p. w grudniu 2011 roku.</p>
<p>Na rynku kredytów złotowych sytuacja jest dużo stabilniejsza. Parametry dotyczące zdolności kredytowej również się pogorszyły, ale mediana marży dla przeciętnego kredytu w krajowej walucie trzyma się na poziomie 1,25 p.p. Część banków zdecydowała się na podwyżkę marży (Alior, DnB Nord, Idea Bank, ING, Kredyt Bank, Polbank i Raiffeisen), ale inne poczyniły ruch w odwrotnym kierunku (BGŻ, Pekao).</p>
<p>Ciekawa jest sytuacja na rynku kredytów konsumpcyjnych. Jeśli spojrzymy na dane liczbowe, to okazuje się, że w ostatnich miesiącach jest on pogrążony w marazmie. Nawet grudzień, który tradycyjnie bywał czasem kredytowych żniw nie przyniósł żadnej poprawy. Jednocześnie część banków nie ustaje w próbach zdobycia klientów, którzy skuszą się na kredyt konsumpcyjny. Credit Agricole zachęcał klientów do korzystania w styczniu z kart kredytowych proponując im rozłożenie zadłużenia na nieoprocentowane raty. Z kolei Bank Pocztowy do końca marca oferuje kredyt gotówkowy na promocyjnych warunkach. Bank BPH klientów składających wniosek o kredyt gotówkowy kusi prezentami w postaci maskotek i kalendarzy. Z kampanią promującą pożyczkę wystartował również Eurobank.</p>
<p>Zaostrzone przez banki zasady udzielania kredytów konsumpcyjnych to jedno, ale z drugiej strony były one zawsze źródłem poważnych przychodów. Widać więc, że część instytucji stara się nie zapominać o kredytach gotówkowych i próbuje pozyskać klientów. Trudno jednak spodziewać się, by najbliższe miesiące przyniosły jakiś przełom w segmencie kredytów konsumpcyjnych.</p>
<p>Z kolei na rynku lokat trwa odliczanie do końca kwartału kiedy to zmienią się zasady wyliczania podatku od zysków kapitałowych. Rację bytu stracą wtedy lokaty z dzienną kapitalizacją pozwalające unikać podatku Belki. Jednak póki co klienci, którzy chcą zdeponować środki na lokacie mogą liczyć na naprawdę wysokie stawki . Oczywiście jeśli poszukają najlepszej oferty, bo różnice pomiędzy propozycjami banków są ogromne.</p>
<p>Najwyższą stawkę nadal oferuje neoBank, czyli Wielkopolski Bank Spółdzielczy. Na dwumiesięcznej lokacie, pod warunkiem założenia konta, można tam dostać 9 proc. w skali roku. W przypadku lokat kwartalnych wciąż jeszcze dominują oferty oparte o dzienną kapitalizację, pozwalające na rękę zarobić 6-7 proc. (Idea Bank, FM Bank, neoBank). W obecnych warunkach, im dłuższe terminy lokaty, tym niższe są stawki. W przypadku najlepszych lokat rocznych można liczyć na 6,6 proc. brutto (Santander Consumer Bank), ale to już tylko nieco ponad 5 proc. na rękę. I zapewne do takich stawek będą się musieli przyzwyczaić klienci od kwietnia 2012 roku, kiedy zniknie możliwość oferowania wyższych odsetek kosztem fiskusa.</p>
<p>Banki nie zapominają o kontach osobistych i starają się cały czas powiększyć liczbę klientów z ROR-ami. Niektóre stosują tradycyjne metody. Polbank zmienił swoją tabelę opłat i prowizji tak, by skłonić klientów do aktywniejszego korzystania z kont, czy kart płatniczych. Część instytucji szuka jednak nowych sposobów pozyskiwania klientów i obstawia serwisy zakupów grupowych. Na sprzedaż kont osobistych w ten sposób zdecydowały się Alior Bank, mBank, Meritum Bank, a ostatnio również ING. Osoby zakładające konto za pośrednictwem takiego serwisu mogą liczyć na finansowy bonus (100-300 zł). Na podobny ruch zdecydował się również Citibank, tyle że przy sprzedaży karty kredytowej.</p>
<p>Nie ustaje również ofensywa banków na polu bankowości mobilnej. Kolejne instytucje udoskonalają ten kanał kontaktu z bankiem. MultiBank od nowego roku udostępnił aplikacje bankowości mobilnej dla użytkowników iPada i iPhone’a. Kilka dni później rozwiązanie dla iPhone’a pojawiło się w ING Banku. Jeszcze dalej poszedł Bank Pekao, który wystartował z kampanią promującą mobilne konto. To krok ku dalszej popularyzacji nowoczesnego rozwiązania jakim jest bankowość mobilna.</p>
<p>Widać więc, że kolejna bankowa rewolucja nabiera tempa.</p>
<p>Mateusz Ostrowski</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/02/03/kredyty-pod-presja-rekomendacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chiny nie czekają aż kryzys dotrze do ich finansów</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/31/chiny-nie-czekaja-az-kryzys-dotrze-do-ich-finansow/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/31/chiny-nie-czekaja-az-kryzys-dotrze-do-ich-finansow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 05:28:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny PKB]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny-system-bankowy]]></category>
		<category><![CDATA[Ludowy-Bank-Chin]]></category>
		<category><![CDATA[prywatna-przedsiębiorczość-Chiny]]></category>
		<category><![CDATA[rynek-nieruchomości-Chiny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38914</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Strach przed rykoszetem światowego kryzysu skłania Chińczyków do reform, przyspiesza decyzje w sprawie przebudowy sektora finansowego. W Pekinie mówi się o dopuszczeniu inwestorów zagranicznych do rynku bankowego, o rozszerzeniu alternatywnych źródeł kredytowania małych firm. Wraca kwestia powstrzymania gigantycznego zadłużania się samorządów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Chiny dokładnie analizują przyczyny i genezę kryzysu finansowego w strefie euro. Panicznie boją się załamania gospodarczego na świecie i na własnym podwórku oraz powtórki z 2008 roku. Rosnących obaw nie umniejsza fakt, że podobnie jak przed czterema laty mają na tyle potężne rezerwy finansowe by w razie potrzeby skutecznie reagować na ewentualną zapaść.</p>
<p>Presja światowych zagrożeń sprawiła, że Pekin przyspieszył zmiany systemowe, a szef banku centralnego obwieścił, że nadszedł czas reform.</p>
<h4>Alternatywa dla banku</h4>
<p>W swym pierwszym kroku władze zamierzają ograniczyć administracyjne procedury dotyczące emisji obligacji, np. przez firmy komunalne i agencje rządowe, w celu stworzenia im możliwości bezpośredniego finansowania różnych przedsięwzięć. Ma to być częściową alternatywą dla sektora bankowego. Takie kroki zapowiedziała już Chińska Komisja Papierów Wartościowych.</p>
<p>Obecnie suma aktywów sektora papierów wartościowych w Chinach to, licząc w dolarach, około 744 mld. Stanowi to niespełna 4 proc. wszystkich krajowych aktywów branży finansowej.</p>
<p>Nowe rozwiązania mają pomóc małym firmom. Ułatwić  im dostęp do kapitału, z którego pozyskaniem mają poważne problemy, bowiem chińskie banki, m.in. w obawie przed rosnącą inflacją, znacznie ograniczyły udzielanie kredytów. Wiele drobnych firm musiało szukać pieniędzy na rynku pożyczek prywatnych, <strong><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/10/11/male-firmy-w-chinach-brak-kredytow-parabanki-lichwa/">udzielanych na lichwiarski warunkach</a></strong>. Często jednak przedsiębiorcy nie mieli innego wyjścia, zwłaszcza ci produkujący na eksport. W sytuacji załamania się światowego popytu wywołanego kryzysem zadłużeniowym i spowolnieniem gospodarczym, próbowali ratować firmy restrukturyzując ich produkcję, albo przeorientowując na rynek wewnętrzny. Wielu się to nie udało. Pieniędzy na przetrwanie okresu przejściowego im zabrakło, a lichwiarski procent doprowadził tysiące z nich do bankructwa.</p>
<h4>Furtka dla zagranicznych inwestorów</h4>
<p>Władze zapowiedziały także szersze otwarcie swego rynku bankowego dla inwestorów zagranicznych, głównie w oparciu o sprawdzoną już w Chinach zasadę joint-venture.  Chętnych oczywiście nie brakuje.</p>
<p>Szef chińskiego rządu Wen Jiabao zaapelował ostatnio, podczas krajowej konferencji finansowej – to ważne w Chinach forum odbywa się co 5 lat &#8211; o poprawę dostępu do finansowania „realnej” – jak to nazwał – gospodarki. Podkreślił jednak, że towarzyszyć temu musi stworzenie systemu monitorowania ryzyka i kontroli sektora finansowego, tak aby nie dopuścić do tworzenia się na nim spekulacyjnych baniek.</p>
<p>Priorytetem kredytowym, oprócz obiektów infrastrukturalnych i budowy tanich mieszkań (tzw. budownictwo społeczne), objęty ma być właśnie sektor małych i mikro-firm. Już obecnie około 20 proc. (1,6 bln dolarów) wszystkich udzielonych przez tutejsze instytucje finansowe pożyczek trafia właśnie do niego. Jednak, jak zauważono na konferencji finansowej, to i tak za mało. Sektor ten dynamicznie się ostatnio w Chinach rozwija, zaś państwo zamierza powoli równoważyć gospodarczą strukturę kraju kładąc większy aniżeli dotąd nacisk na rozwój małych firm.</p>
<h4>Lokalna bańka zadłużenia</h4>
<p>Władze centralne mają też już świadomość, że reforma systemu finansowego i ucieczka przed ewentualnym załamaniem gospodarczym nie powiedzie się bez uporządkowania systemu finansów samorządów. Obawa przed reperkusjami światowego spowolnienia ekonomicznego wyostrzyła uwagę Pekinu, skierowała spojrzenie decydentów na lokalne przedsięwzięcia i rozliczenia.</p>
<p>Tak naprawdę nie wiadomo nawet do końca, jaka jest skala wewnętrznego, lokalnego zadłużenia. Dane są różne. Tutejszy urząd kontroli państwowej wylicza je na 784 mld dolarów. Pół roku temu agencja Moody’s podała, że zadłużenie władz lokalnych zaniżone jest o 540 mld dolarów. Tyle właśnie wynoszą „ukryte” pożyczki chińskich banków dla samorządów w Chinach, które pieniądze te wydają często bez opamiętania na projekty co najmniej dyskusyjne. Liczą bowiem po cichu, że w razie czego, państwo weźmie ich zobowiązania na siebie.</p>
<p>Zachodni ekonomiści twierdzą, że właśnie długi samorządów, a nie pękająca powoli, głównie w Szanghaju i częściowo w Pekinie <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/07/banka-na-chinskim-rynku-nieruchomosci-prawdopodobnie-wlasnie-pekla/">bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości</a>, stanowi prawdziwe zagrożenie dla chińskich finansów i całej gospodarki.</p>
<p>Obie sprawy są zresztą ściśle powiązane, bowiem lokalne władze część przychodów pozyskują z handlu działkami pod budowę mieszkań. Teraz gdy rynek nieruchomości w Chinach wykazuje wyraźne oznaki przegrzania, samorządy mogą mieć problemy ze sprzedażą gruntów i zdobyciem pieniędzy na spłatę zadłużenia.</p>
<p>Część chińskich banków uspokaja twierdząc, że większość samorządów jest wypłacalna i realizuje swe zobowiązania w terminie. Chiński Bank Budowlany szacuje na przykład, że jedynie około 1 proc. stanowią kredyty niespłacone.</p>
<p>Trudno jednak orzec, czy tak jest rzeczywiście. Nie wszystkie władze samorządowe upubliczniają swe finanse i rzeczywisty stan zadłużenia. A fakt, że problem lokalnych rozliczeń niepokoi coraz bardziej rząd centralny i nie zamierza on opierać się wyłącznie na raportach z terenu może potwierdzać zasadność sygnałów zachodnich analityków.</p>
<p>Ostatnio nawet Ludowy Bank Chin ostrzegł przed zbyt częstym zaciąganiem przez lokalnych „ambitnych” urzędników i tworzone przez nich spółki, pożyczek bankowych na projekty, czasem na pokaz, które nie rokują dobrze finansowo i nie będą zyskowne. Dodajmy jednak, że tych zyskownych tutaj nie brakuje, gdyż inaczej, krach finansowy już dawno byłby w Chinach faktem.</p>
<h4>Pod nadzorem państwa</h4>
<p>Zhou Xiaochuan prezes chińskiego banku centralnego, instytucji wysyłającej do rządu wiele ostrzegawczych sygnałów, bardziej od bańki samorządowej obawia się jednak zagrożeń, płynących dla chińskiej gospodarki ze świata. Dał temu wyraz w wywiadzie udzielonym agencji prasowej Xinhua, mówiąc o konieczności bycia gotowym na „słabe warunki zewnętrzne”. Rozwiał też nadzieje na szybkie urynkowienie kursu juana oświadczając, że nie ma ku temu obecnie dobrego czasu. Jednocześnie obwieścił, że tutejsze finanse wkraczają w decydującą fazę reform.</p>
<p>Chińczycy zdają sobie sprawę z faktu, że ich sektor finansowy jest mało nowoczesny i nie przystaje już do współczesnych realiów. Reforma jest konieczna, nawet jeśli jego słabe powiązanie z systemem finansów międzynarodowych, pozwoliły mu uniknąć problemów, które stały się udziałem tego ostatniego. Podobnie, przypomnijmy, było w naszym polskim przypadku.</p>
<p>Jednak na dłuższą metę taki stan jest nie do utrzymania i chińskie finanse czeka niechybnie urynkowienie. Należy domniemywać, że będzie się ono odbywało pod kuratelą państwa, bowiem Chiny uważają, na przykładzie innych swych branż, że taki model sprawdza się u nich najlepiej.</p>
<p>Mimo zagrożeń i wielu znaków zapytania, aż 80 proc. prezesów wiodących chińskich firm prywatnych w sondażu Ernst &amp; Young optymistycznie (choć ostrożnie) oceniło gospodarcze perspektywy Chin w 2012 r.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/31/chiny-nie-czekaja-az-kryzys-dotrze-do-ich-finansow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Japonia musi zmienić model rozwojowy</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/26/japonia-musi-zmienic-model-rozwojowy/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/26/japonia-musi-zmienic-model-rozwojowy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 05:29:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[Azja-Południowo-Wschodnia]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka-Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia-PKB]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia-tsunami]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38638</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Japonia w czasach dominacji dwóch supermocarstw kreowana była za gospodarcze sukcesy na „trzecią potęgę”, potem, w końcówce lat, 80., gdy wykupywała najsmaczniejsze kąski w centrum miast USA - nawet na lidera światowej gospodarki. A później wszystko się popsuło.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Japonia ma największy na świecie dług publiczny &#8211; ponad 225 proc. PKB. Kraj zanotował <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/japonia-zanotowala-pierwszy-deficyt-handlowy-od-30-lat/"><strong>w 2011 r. pierwszy od 31 lat deficyt handlowy</strong>.</a> Jak poinformował w środę rząd w Tokio, deficyt wyniósł 2,49 bln jenów (ok. 25 mld euro).</p>
<p>Eksport spadł o 2,7 proc., natomiast import wzrósł o 12 proc. PAP podała, że głównymi przyczynami ujemnego bilansu są: mocny jen, wysokie koszty energii oraz skutki trzęsienia ziemi i tsunami z marca 2011 roku.</p>
<p>Kraj nie może powrócić do dynamiki, z jakiej słynął w poprzednich dekadach. W początkach lat 90. giełdowa bańka i nierozerwalnie z nią powiązana bańka na rynku nieruchomości z hukiem pękły, przyszła recesja, z której wyspiarskie państwo nie potrafiło wyjść &#8211; i w istocie nie radzi sobie z nim do dziś. Nie pomogły żadne zabiegi, choć różnych metod próbowano.</p>
<p>Gdyby obywatele wysp (jak wszyscy mieszkańcy Azji Wschodniej) tak dużo nie oszczędzali, gdyby kraj nie miał równocześnie dużych rezerw walutowych, rzędu 1,2 bln dolarów, kłopot byłby jeszcze bardziej poważny.</p>
<p>Kryzys na światowych rynkach w 2008 r. sprawił, że wyspy japońskie popadły w kolejną recesję: PKB kraju zmniejszył się o 1,2 proc. w 2008 r. i aż o 5 proc. w roku następnym. Jego efektem było tym razem nie tyle gospodarcze, co polityczne trzęsienie ziemi. Władzę utraciła Partia Liberalno-Demokratyczna (PLD &#8211; Jiminto), rządząca niemal nieprzerwanie od chwili odejścia Amerykanów po II wojnie światowej. 16 września 2009 r. do władzy doszedł Yukio Hatoyama z opozycyjnej Partii Demokratycznej (Minshuto). Zapowiadał daleko idące zmiany, ale niewiele z nich wyszło.</p>
<p>W efekcie w tej chwili mamy już trzeciego szefa rządu z tej partii. Faktem jest, że do ostatniej zmiany, czyli zastąpienia premiera Naoto Kana przez <strong>Yoshihiko Nodę</strong> w początkach września 2011 r. doszło w dużej mierze w rezultacie ogromnych kosztów, gospodarczych i społecznych, po tsunami i katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie w marcu zeszłego roku.</p>
<p>Szacuje się, że przez tę katastrofę Japonia mogła stracić nawet 3,5 proc PKB. Liczenie kosztów tego kataklizmu i towarzyszących mu nieszczęść jeszcze do dziś nie jest zamknięte, ale Bank Światowy już ocenił katastrofę jako „najkosztowniejszą w dziejach ludzkości” podając kwotę rzędu 235 mld dol.</p>
<p>Jednakże to nie katastrofy naturalne sprawiły, że Japonia straciła pozycję drugiej gospodarki świata na rzecz dynamicznych Chin. Przyczyny tkwiły głębiej. Pierwsze bariery, na jakie natknął się japoński system (czy wręcz model rozwojowy), o jakim pisano wynikały z jego &#8211; zdawało się &#8211; najsilniejszych stron.</p>
<p>Najwnikliwiej bodaj pisał o nich w głośnej swego czasu pracy <strong><em>Enigma japońskiej potęgi</em></strong> holenderski dziennikarz Karel van Wolferen, który spędził na wyspach ponad ćwierć wieku. Chwalił on Japonię za samodzielną klasę średnią, odpowiedzialną za losy państwa, dobrze opłacaną i uczciwą biurokrację, hierarchiczny system podporządkowania, umiejętność strategicznego planowania, kontrolę mechanizmów rynkowych przez światłe elity państwa.</p>
<p>Inni autorzy chwalili natomiast japońską długoterminową strategię rozwoju, politykę przemysłową i dochodzili do wniosku, że jest to „państwo prorozwojowe”. Czemu więc, jeśli było tak dobrze, skończyło się tak źle?</p>
<p>Odpowiedzi należałoby szukać w innej książce, szczęśliwie przyswojonej także czytelnikowi polskiemu, choć nigdy należycie nie nagłośnionej, napisanej przez innego przedstawiciela Zachodu, który spędził na wyspach dziesięciolecia (dziś mieszka w Bangkoku), Amerykanina Alexa Kerra. W swojej pracy <strong><em>Psy i demony. Ciemne strony Japonii</em></strong>, wyciągnął on bodaj wszystkie najważniejsze powody, dlaczego w pewnym momencie Japonia, wzór gospodarczych cnót i zazdrości ze strony świata zewnętrznego, zderzyła się ze ścianą.</p>
<p>Zdaniem autora, który nie jest w swych opiniach odosobniony, Japonia &#8211; mimo nakreślanych odgórnie planów &#8211; zbyt dużo inwestowała, marzyła o pełnej urbanizacji, nie liczyła się ze środowiskiem naturalnym, chciała mieć jak największe zyski, a dbali o to biurokraci, którzy po zakończeniu oficjalnej kariery mieli wręcz zagwarantowane ciepłe posadki w radach nadzorczych największych firm.</p>
<p>Tym samym pomiędzy wielkimi inwestorami i bankami oraz państwową biurokracją &#8211; niektórzy pisali wręcz o „systemie korporacyjnym” &#8211; narodziła się, trudna do przeniknięcia z zewnątrz symbioza, niosąca ze sobą rozkwit rynku, ale też, w ślad za tym, giełdową bańkę. Kraj żył nad stan, a biurokraci &#8211; w służbie czy poza nią &#8211; żyli dostatnio.</p>
<p>Wtóruje mu znany socjolog Manuel Castells, który wiele czasu poświęcił badaniu fenomenów „azjatyckich gospodarczych tygrysów”, począwszy od Japonii. W jeszcze większym stopniu niż Kerr dochodzi do wniosku, że <strong>japoński model rozwojowy</strong> był systemem zamkniętym, dobrze funkcjonującym w epoce państw suwerennych, natomiast całkowicie nieprzydatnym w dobie globalizacji i naczyń połączonych, gdy przepływy finansowe czy kapitałowe wymknęły się spod kontroli państw i rządów. Na co patriarchalne i usiłujące mieć wszystko pod kontrolą władze Japonii całkowicie nie były przygotowane.</p>
<p>Toteż Castells dochodzi do innego wniosku: „System instytucjonalny, który był sercem azjatyckiego cudu, państwa rozwojowego, stał się przestarzały w nowej fazie globalnej integracji i rozwoju kapitalizmu w azjatyckiej gospodarce”.</p>
<p>Przyczyny zewnętrzne, głębokie zmiany w działaniu światowych rynków, nowa fala globalizacji i integralnie z nią związana nowa faza rewolucji naukowo-technicznej, zwanej informatyczną, podważyły &#8211; ukształtowaną pod koniec lat 40. ub. stulecia &#8211; koalicję frakcji, interesów i sieci patronatów wokół rządzącej PLD. Sprawna, choć nieprzejrzysta, oparta na systemie pośrednictwa i wzajemnej protekcji („pieniądze za usługi”) biurokracja i selektywna interwencja państwa już nie wystarczyły. Wydajność i konkurencyjność gospodarki zależały już, czy się to komu na wyspach podobało, czy nie, w coraz większym stopniu także od czynników zewnętrznych.</p>
<p>Nawet wszechmocne Ministerstwo Międzynarodowego Handlu i Przemysłu MITI utraciło znaczną część swych prerogatyw i wpływów z racji rosnących wpływów transnarodowych korporacji.</p>
<p>Jak się wydaje, kluczowe jest zagadnienie szkolnictwa, druga kardynalna kwestia w poszukiwaniu barier japońskiego modelu rozwojowego, obok skostniałej biurokracji. To zdumiewające, bo pojęcie „społeczeństwo informatyczne” (johoka shakai) wywodzi się właśnie z Japonii. Kraj ten od lat znajduje się w czołówce najbardziej innowacyjnych gospodarek świata. A jednak tamtejszy system szkolnictwa, też skostniały i sztywny, nie przygotowuje w należyty sposób społeczeństwa i jego elit do wyzwań epoki informacyjnej.</p>
<p>Tak więc przyczyn japońskiej zapaści, czy utraty wigoru jest wiele:</p>
<p>- bezmyślne szaleństwo budowlane i idące w ślad za nim bezprecedensowe zniszczenie środowiska naturalnego,</p>
<p>- system szkolnictwa nie prowokujący do samodzielnego myślenia, czyli najcenniejszej bodaj wartości w epoce społeczeństwa informatycznego i sieciowego,</p>
<p>- finanse i nieprzejrzysty system bankowy w kryzysie („wirtualny jen”, „kosmetyczna księgowość”),</p>
<p>- błędne założenia i przewidywania rządowych biurokratów, bardziej dbających o prywatną kiesę po zakończeniu kariery, niż interesy państwa,</p>
<p>- niedorozwój indywidualnej przedsiębiorczości w kraju zdominowanym przez wielkie korporacje, znajdujące się w symbiozie z bankami i rządową biurokracją,</p>
<p>- zamknięcie się we własnym kokonie w świecie, który coraz bardziej się otwiera.</p>
<p>Jakby tego było mało, kraj napotkał na jeszcze jedną, niebotyczna barierę &#8211; szybkie starzenie się społeczeństwa (co jednak dotyka także inne gospodarki). 24 proc. społeczeństwa ma więcej niż 65 lat &#8211; jest to najdłużej żyjące społeczeństwo na świecie). W efekcie trzeba było zakwestionować system dożywotniego zatrudnienia w jednej firmie &#8211; kiedyś jeden z emblematów japońskiego modelu.</p>
<p>Japonia, kiedyś obiekt szacunku, a nawet zazdrości, straciła wiele ze swoich uroków. Owszem, jej elektronika użytkowa czy japońskie samochody nadal są powszechnie dostępne na całym globie, a japońska gospodarka jest nadal silna (ratingi rzędu AA-), ale państwo trzeszczy od wewnątrz. Nawet zasadnicza, niewyobrażalna bez gospodarczego załamania, zamiana rządzących nie przyniosła w kraju żadnego przełomu.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"> </span></p>
<p>By nie zyskać stygmatu nieudanej modernizacji potrzebne jest „nowe otwarcie”,  nowe spojrzenie. Czy japońskie elity poradzą sobie z tymi bezprecedensowymi wyzwaniami i zmienią kraj nie do poznania? Ostatnie 20 lat dowodzi, że dotąd dokonanie takiego przełom nikomu się nie udało.</p>
<p><em>Autor jest byłym ambasadorem w krajach Azji, redaktorem naczelny m rocznika naukowego „Azja-Pacyfik”. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/26/japonia-musi-zmienic-model-rozwojowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Syryjskie finanse nieprzewidywalne jak ruletka</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/syryjskie-finanse-nieprzewidywalne-jak-ruletka/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/syryjskie-finanse-nieprzewidywalne-jak-ruletka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2012 05:30:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[Arabska Wiosna]]></category>
		<category><![CDATA[Baszar al-Assad]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka Syrii]]></category>
		<category><![CDATA[przyczyny-protestów-w-Egipcie]]></category>
		<category><![CDATA[rewolucja-w-Afryce-Północnej]]></category>
		<category><![CDATA[Syria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38580</guid>
		<description><![CDATA[<br/>W Syrii obowiązuje od niedawna system trzech kursów lokalnej waluty. Może rząd i bank centralny liczą, że z czasem te kursy się zbiegną, co pozwoli wprowadzić pełną wymienialność funta syryjskiego. Jeśli jednak eksperyment zakończy się klapą, to tylko przyspieszy deprecjację funta.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Zaostrzenie konfliktu pomiędzy reżimem prezydenta Al &#8211; Assada a jego przeciwnikami politycznymi postawiło syryjską gospodarkę w bardzo niekorzystnej sytuacji. Wskutek nałożonego przez UE embarga na syryjską ropę i szybkiego spadku czarnorynkowych notowań funta syryjskiego gwałtownie spadły wpływy z eksportu.</p>
<p>Ogromne kontrowersje budzi rola syryjskiego banku centralnego Syrii i kierującego nim <strong>Adiba Majaleha</strong>. W ostatnim miesiącu bank centralny dopuścił do obniżki oficjalnego kursu funta, a 19 stycznia wydał dyrektywę, zgodnie z którą banki komercyjne mają prawo ustalać własne kursy przy sprzedaży walut koniecznych do finansowania importu artykułów spoza kategorii towarów najważniejszych. Bank centralny najwyraźniej zamierza zmniejszyć w ten sposób różnicę między kursem oficjalnym funta a notowaniami czarnorynkowymi.</p>
<p>Wydana przez syryjski bank centralny dyrektywa, w której zezwala się bankom ustalać własne kursy walutowe, należy do najbardziej radykalnych działań podjętych w celu zliberalizowania syryjskiego systemu walutowego. Reżim chyba uznał, że wcześniejsze próby kontrolowania rynku walutowego zakończyły się porażką.</p>
<p>Pod koniec września rząd wprowadził zakaz importu wszelkich towarów obłożonych cłem 5 &#8211; proc. lub wyższym, później jednak częściowo się z tego wycofał i zabronił tylko sprzedaży walut na finansowanie takiego importu. Importerzy musieli przez to korzystać wyłącznie z własnych rezerw w twardej walucie albo nabywać waluty na czarnym rynku.</p>
<p>Do końca listopada funt syryjski bardzo niewiele stracił na wartości w następstwie kryzysu politycznego i nagłego spadku przychodów z eksportu ropy wskutek embarga nałożonego przez UE. Konsekwencje tej decyzji były odczuwalne już od września, choć oficjalnie embargo obowiązuje od połowy listopada. Pod koniec 2011 roku bank centralny obniżył kurs funta syryjskiego – z 50 funtów za dolara do 56 funtów. Jeśli te działania miały doprowadzić do zmniejszenia różnicy między kursem oficjalnym a czarnorynkowym, to zakończyły się fiaskiem, ponieważ czarnorynkowe notowania funta nadal spadały. W połowie stycznia na czarnym rynku trzeba już było zapłacić średnio 72 funty za dolara.</p>
<p>Na mocy rozporządzenia wydanego przez urząd premiera bank centralny postanowił niedawno, że banki mogą ustalać własne kursy walutowe, kierując się sytuacją rynkową. Banki będą mogły sprzedawać po tych kursach waluty konieczne do importu, ale tylko gdy na te towary nałożone jest cło co najmniej pięcioprocentowe. W przypadkach towarów obłożonych cłem niższym obowiązywać będą bowiem kursy ustalane przez bank centralny.</p>
<p>Oznacza to zapewne, że przynajmniej przez jakiś czas w Syrii będzie obowiązywał system trzech kursów, gdyż banki komercyjne będą ustalały kursy w przedziale wyznaczonym z jednej strony przez notowania czarnorynkowe, z drugiej zaś przez kurs banku centralnego. Być może rząd i bank centralny liczą na to, że te kursy się z czasem zbiegną, co pozwoli kiedyś wprowadzić pełną wymienialność funta syryjskiego. Nie ulega jednak wątpliwości, że eksperyment może się zakończyć wielką klapą, co przyspieszyłoby deprecjację funta.</p>
<p>W ostatnim czasie <strong>Adib Majaleh</strong> jest poważnie krytykowany przez część przedstawicieli syryjskiego biznesu. Zarzuca mu się wiele błędnych posunięć w polityce monetarnej, które zaszkodziły i sektorowi bankowości prywatnej, i przemysłowi syryjskiemu. Przedsiębiorstwa muszą się borykać z poważnymi problemami, gdy importują surowce niezbędne do utrzymania produkcji. Szczególnie kontrowersyjna była grudniowa decyzja <strong>Majaleha</strong> o podwyższeniu stawek oprocentowania depozytów do stałych widełek 9 &#8211; 11 proc. (wcześniej 7 – 9 proc.).</p>
<p>Bankom pozostawiono swobodę oferowania stawek z tego przedziału. Bankowcy ubolewali, że zmaleją przez to marże banków, ponieważ pożyczki, których udzielono wcześniej, zostały przyznane przy przyjęciu oprocentowania naliczonego na podstawie wcześniejszego oprocentowania depozytów, a ponadto już wiele z tych kredytów nie jest spłacanych terminowo.</p>
<p>Przedstawiciele przemysłu skarżyli się natomiast, że przez te decyzje jeszcze wzrosną ponoszone przez nich koszty, ponieważ zwiększy się oprocentowanie pożyczek, i to akurat wtedy, gdy przedsiębiorstwa już ponoszą poważne straty przez spadek wartości funta syryjskiego. Jeżeli nowe posunięcia doprowadzą do poprawy podaży walut zagranicznych i ustabilizowania kursu funta syryjskiego, być może ucichną głosy krytyczne. Szef syryjskiego banku centralnego znajdzie się jednak w trudnej sytuacji, jeżeli kurs funta nadal będzie spadać.</p>
<p><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/niedokonczona-egipska-rewolucja-odniesie-sukces/">&gt;Mohamed A. El-Erian o przemianach w Egipcie</a></p>
<p><img class="size-full wp-image-26416 alignnone" title="111" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/07/1111.jpg" alt="111" width="475" height="68" /></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">© [2011] The Economist Intelligence Unit Limited.</p>
<p>Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie <a href="http://www.viewswire.com/">www.viewswire.com</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/syryjskie-finanse-nieprzewidywalne-jak-ruletka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chaos wokół funduszu ratunkowego strefy euro</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/chaos-wokol-funduszu-ratunkowego-strefy-euro/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/chaos-wokol-funduszu-ratunkowego-strefy-euro/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2012 05:29:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[EBC]]></category>
		<category><![CDATA[EFSF]]></category>
		<category><![CDATA[Europejski-Mechanizm-Stabilizacyjny]]></category>
		<category><![CDATA[Mario-Draghi]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Euro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38572</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Niemcy zgadzają się na powiększenie funduszu ratunkowego strefy euro do ponad 700 mld euro. Ale czy to ma znaczenie? W ostatnich dniach rynek dobitnie pokazał, że nie przejmuje się funduszem, ale tym, co robi EBC. Fundusz jest na razie mało wiarygodny - góra pieniędzy, która nie wiadomo do czego służy. Oto przewodnik po tej górze.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Jeszcze w lipcu 2011 r. temat europejskiego funduszu stabilności finansowej był w centrum politycznych sporów i medialnych informacji. Jego wielkość była jednym z głównych tematów szczytów europejskich, rozważań analityków i uznanych ekonomistów. Przypomnijmy: EFSF (niedługo zastąpi go Europejski Mechanizm Stabilizacyjny) służy wspieraniu rządów, które utracą dostęp do rynków finansowych, czyli nie mogą emitować obligacji. Opiera się na gwarancjach kredytowych państw członkowskich strefy euro. Jego zdolności pożyczkowe wynoszą ok. 440 mld euro, z czego ok. 100-150 mld euro już zostało wykorzystane lub obiecane.</p>
<p>Teraz rynek tematem funduszu przejmuje już znacznie mniej. EFSF utracił najwyższy rating AAA od agencji S&amp;P, a rynki finansowe przeszły nad tym do porządku dziennego. Euro rośnie wobec dolara, indeksy giełdowe pną się do góry, coraz silniejsze są waluty rynków wschodzących. Wszystko prawdopodobnie dlatego, że inwestorzy uwierzyli, że potężne wsparcie dla banków od EBC będzie miało podobny skutek dla strefy euro jak drukowanie pieniądza w USA – tani pieniądz wywoła wzrost apetytu na ryzyko.</p>
<p>Politycy i ekonomiści starają się przypomnieć, że fundusz ma odgrywać bardzo ważną rolę. Szefowa MFW Christine Lagarde zaapelowała o szybkie powiększenie funduszu, gdyż w innym wypadku nie będzie on mógł poradzić sobie z ewentualnymi problemami Włoch i Hiszpanii. Podobne apele wystosowuje Mario Monti, premier Włoch. Również na rynku pojawiają się głosy o konieczności powiększenia funduszu. Eksperci prywatnego think-tanku Peterson Institute of International Economics opublikowali <a href="http://www.iie.com/publications/interstitial.cfm?ResearchID=2027">analizę, w której dość czarno widzą przyszłość strefy euro</a>. Ich zdaniem politycy nie rozwiązują najważniejszych problemów Europy, a bez powiększenia funduszu do ok. dwóch bilionów euro nie uda się uratować strefy euro. Kraje peryferyjne nie poradzą sobie bowiem z wysokim oprocentowaniem.</p>
<p>„Financial Times“ poinformował w poniedziałek, że Niemcy ulegną presji i zgodzą się na powiększenie zasobów funduszy ratunkowych do ok. 750 mld euro. Ale czy to rzeczywiście czyni jakąkolwiek różnicę?</p>
<h4>Bilion euro porozrzucany w różnych miejscach</h4>
<p>Żeby zrozumieć problem, najpierw warto przyjrzeć się, ile jeszcze pieniędzy ma Europa na ratowanie zagrożonych krajów i ile będzie miała po zmianach, jakie mają i mogą nastąpić w całym instrumentarium pomocowym w tym roku. Wbrew pozorom, struktura finansowa jest mało przejrzysta.</p>
<div id="attachment_38604" class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/fundusz-ratunkowy-Bilion-euro-.jpg"><img class="size-full wp-image-38604" title="fundusz ratunkowy Bilion-euro-" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/fundusz-ratunkowy-Bilion-euro-.jpg" alt="(Opr. DG)" width="550" height="870" /></a><p class="wp-caption-text">(Opr. DG)</p></div>
<p>Po pierwsze, kraje strefy euro mogą korzystać z małego Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji Finansowej (EFSM), o którym rzadko wspomina się w mediach. W ramach tego instrumentu Komisja Europejska może pożyczyć na rynku do 60 mld euro w celu wsparcia krajów mających problemy z dostępem do rynków finansowych. Gwarancji udziela Komisja Europejska z budżetu Unii Europejskiej. Do tej pory na pomoc Irlandii i Portugalii wydano już ok. 48 mld euro, czyli EFSM posiada jeszcze 12 mld euro.</p>
<p>Po drugie, istnieje wspomniany Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej (EFSF), który powstał w maju 2010 r. Pożycza on pieniądze na rynku, a maksymalną kwotę, jaką może zebrać, określają gwarancje udzielone przez kraje strefy euro według określonego klucza (szczegółowo opisał to <a href="https://doc.research-and-analytics.csfb.com/docView?language=ENG&amp;format=PDF&amp;document_id=804326740&amp;source_id=em&amp;serialid=OtY9EhZvgwxb53tmOyt21DVQZpT6XNymEqnLTTSYhI0%3D">Credit Suisse w raporcie</a>). Kraje strefy euro gwarantują oddzielnie każdą emisję obligacji przez EFSF. Maksymalne gwarancje sięgają łącznie 780 mld euro, ale ze względu na uzgodnioną z agencjami ratingowymi zasadę, że gwarancje muszą sięgać 165 proc. pożyczek, oraz inne koszty finansowe, efektywna zdolność pożyczkowa EFSF wynosi 440 mld euro (ta kalkulacja ulegnie zmianie po obniżce ratingów, o czym piszę poniżej). Udział inwestorów prywatnych i publicznych spoza Europy miał umożliwić powiększenie funduszu do ok. 600-1000 mld euro, ale na razie nic nie wiadomo, żeby ten plan miał szanse powodzenia.</p>
<p>Do tej pory wykorzystane zostało ok. 100-150 mld euro (ok. 45 mld euro dla Irlandii i Portugalii oraz do 100 mld euro obiecanych Grecji w drugim pakiecie ratunkowym – rola funduszu w tym pakiecie jest na razie niejasna). W lipcu EFSF zostanie zastąpiony przez Europejski Mechanizm Stabilizacyjny, który będzie działał na podobnych zasadach, choć z istotnymi różnicami. ESM będzie miał inny status prawny oraz będzie posiadał wpłacony kapitał (a nie tylko gwarancje). Niemcy zgodziły się, żeby przez pewien czas oba fundusze funkcjonowały jednocześnie, a nie jak planowano do tej pory – wchodzący ESM zastępował powoli wygasający EFSF. Stąd kwota 750 mld euro – 500 mld z ESM i ok. 200-300 mld  z EFSF.</p>
<p>Po trzecie, kraje UE mogą udzielać sobie zwykłych pożyczek. Pomoc finansowa dla Grecji z pierwszego pakietu pomocowego pochodziła właśnie z tego źródła, a nie z EFSM ani EFSF. Pomoc finansowa dla Irlandii pochodziła częściowo z pożyczek od Wielkiej Brytanii, w której interesie jest stabilizacja Zielonej Wyspy. Ile kraje mogą sobie nawzajem pożyczyć? Trudno ustalić limit. Można jednak przypuszczać, że kredyty dla Grecji i Irlandii były wyjątkiem, który nie będzie często powtarzany.</p>
<p>Po czwarte, w europejskie programy pomocowe zaangażowany jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Fundusz pożycza ok. połowy tego, co dają państwa strefy euro. Czyli „regułą kciuka” można oszacować, że obecnie jest w stanie zaangażować w Europie ok. 250 mld euro, z czego ok. 80 mld euro już zostało pożyczone lub obiecane. W ostatnim czasie fundusz zaapelował do swoich członków o dokapitalizowanie go w kwocie 500 mld dolarów (ok. 380 mld euro), z czego ok. połowa ma pochodzić od krajów UE (w tym ok. 6 mld euro z Polski). Analitycy funduszu twierdzą bowiem, że jego kapitały są zbyt małe, żeby stawić czoła zagrożeniom.</p>
<p>Po piąte, Europejski Bank Centralny skupuje obligacje krajów strefy euro. Do tej pory EBC skupił ponad 200 mld euro obligacji, jest zatem najbardziej zaangażowaną finansowo instytucją ratunkową eurolandu. Bank nie podaje jednak, jakie kwoty zamierza przeznaczyć na wsparcie dla rządów. Wiadomo, że w jego zarządzie toczą się o to ostre spory.</p>
<p>Ile łącznie jest zatem pieniędzy na ratowanie eurolandu? Można szacować, że obecnie dostępnych jest ok. 500 mld euro, może nieco więcej, może nieco mniej, plus pieniądze z EBC, których ilość jest teoretycznie nieograniczona. Kiedy pojawi się ESM i dokapitalizowany będzie MFW pieniędzy będzie więcej – możliwe, że łączna kwota dostępna krajom strefy euro przekroczy nawet bilion euro, oczywiście nie licząc EBC.</p>
<p>Jednak podanie konkretnej kwoty nie jest możliwe, z wielu powodów. Nie wiadomo, jak szybko uruchomiony będzie ESM. Wprawdzie media informują, że fundusz ruszy od połowy 2012 r., jednak warto wspomnieć, że wpłaty kapitału mają następować przez pięć lat. A ESM będzie musiał utrzymać stosunek kapitału do pożyczonych pieniędzy na poziomie co najmniej 15 proc. Bez przyspieszenia wpłat kapitału fundusz nie osiągnie zdolności pożyczkowej w wysokości 500 mld euro w tym roku.</p>
<p>Ponadto, dość istotnym problemem jest rating funduszy ratunkowych. W styczniu agencja S&amp;P obniżyła ocenę wiarygodności EFSF z AAA do AA+, a nie wykluczone, że w tym roku podobny krok uczyni jeszcze jedna agencja. Przywódcy będą mieli w takiej sytuacji dwie opcje do wyboru. Jeżeli zechcą utrzymać najwyższy rating funduszu, będą musieli znacząco podnieść gwarancje – co jest mało prawdopodobne – albo obniżyć jego zdolność pożyczkową o ok. 200 mld euro. Jeżeli zaakceptują niższy rating, zdolność pożyczkowa funduszu wzrośnie, gdyż gwarancje w wysokości 780 mld euro wystarczą na pożyczenie większej kwoty niż 440 mld euro, ale fundusz może mieć problem z kosztami finansowania. Będzie musiał pożyczać drożej pieniądze, a zatem również droższe będą kredyty dla ratowanych państw.</p>
<p>Na podstawie dotychczasowych notowań obligacji emitowanych przez fundusz oraz notowań obligacji poszczególnych państw można szacować, że utrata najwyższego ratingu przez EFSF może podnieść koszty jego finansowania o ok. 0,5 pkt proc. To dużo, gdyż odpowiada to de facto dodatkowym oszczędnościom, jakie muszą znaleźć zainteresowane kraje, żeby spłacać otrzymane pożyczki. Przy zbyt wysokich kosztach kredytów, nie będą w stanie obsłużyć długu. Teoretycznie ESM, który od lipca ma zastąpić EFSF, powinien być bardziej wiarygodny w oczach agencji ratingowych ze względu na posiadany kapitał. Czy jednak tak się stanie? Tego na razie nie wiadomo.</p>
<p>Powyższa analiza wyraźnie wskazuje, że UE działa w sposób mało systematyczny, korzysta z różnych instrumentów, proces decyzyjny jest nieprzejrzysty dla przeciętnego obywatela czy inwestora. Są trzy centra decyzyjne, które muszą ze sobą współpracować przy dysponowaniu pieniędzmi: UE, EBC i MFW. Wprawdzie współpraca wydaje się układać się dobrze, jednak każda z tych instytucji wydaje się również posiadać odmienna wizję tego, jak powinien wyglądać ratunek strefy euro. Wiele krajów UE chce większego zaangażowania EBC. EBC chce większego zaangażowania krajów UE. A MFW apeluje o jednolitą strategię dla Europy. Jak inwestorzy mają się w tym odnaleźć?</p>
<h4>W tym chaosie EBC jest ratunkiem</h4>
<p>Optymiści mogą argumentować, że bez względu na niejasności dotyczące działania funduszy, suma pieniędzy jaka będzie dostępna dla krajów strefy euro jest tak duża, że na dłuższy czas powinna uspokoić sytuację na rynkach długu. Jeżeli rzeczywiście potencjał pożyczkowy UE i MFW dojdzie do biliona euro, to Hiszpanię i Włochy można by finansować niemal przez dwa lata. Może to nie jest bazooka na jaką liczyli niektórzy, ale niezła armata.</p>
<p>W takim rozumowaniu pojawia się jednak pewna słabość. Kluczową wątpliwością dotyczącą działania tych funduszy jest nie tylko ich wielkość – z tym jak widać Europa bardzo powoli sobie radzi. Problem w tym, że ich strategia polega na interwencjach jedynie w skrajnych przypadkach. Zarówno MFW, jak i EFSF, wspierają kraje, które zostały odcięte od rynków, a nie którym takie odcięcie dopiero grozi. Ich słabością jest fakt, że nie interweniują na rynkach obligacji skarbowych w celu obniżenia ich rentowności. Apeluje o to premier Mario Monti i wielu uznanych ekonomistów (<a href="http://www.ft.com/intl/cms/s/0/daf0f892-42c9-11e1-b756-00144feab49a.html">np. w tym liście w „Financial Times“</a>), ale sprzeciw wyraża przede wszystkim Berlin.</p>
<p>Niemcy twierdzą, że obniżanie rentowności złagodzi presję rynkową na reformy. Ale Monti słusznie odpowiada, że żadne reformy się nie powiodą, jeżeli kraj znajdujący się w recesji będzie zmagał się ze stopami rynkowymi sięgającymi od 4 do 7 proc. To jest bardzo prosta arytmetyka makroekonomiczna – taki wyczyn nie udał się nigdy nikomu w historii. Niemcy chcą się angażować w dyskusję na poziomie jajka i kury (co jest pierwsze: reformy czy spadek stóp?), a Monti po prostu dodaje dwa plus dwa i wychodzi mu cztery.</p>
<p>Tymczasem inwestorzy zdają sobie sprawę, że jeżeli MFW i EFSF będą interweniować tylko w ostateczności, to wówczas status obligacji skarbowych znajdujących się w rękach prywatnych spadnie – będą one pierwsze do poniesienia ewentualnych strat. Pokazał to przypadek Grecji, gdzie prywatni inwestorzy stracą ok. 50 proc. wartości swoich inwestycji w papiery rządowe. Dlatego wysokie stopy procentowe utrzymują się we wszystkich krajach PIIGS.</p>
<p>Wszystko to sprawia, że jedyną instytucją, która w tym momencie jest w stanie zatrzymać rozpad strefy euro i ratować poszczególne kraje przed bankructwem jest Europejski Bank Centralny. Podejmując interwencje na rynkach obligacji skarbowych oraz wspierając sektor bankowy potężnymi pożyczkami zwiększa zaufanie na rynku, dając inwestorom nadzieję, że w ostateczności nie zawaha się wspomóc kraje, których rentowność obligacji będzie zbyt wysoka. Tylko EBC posiada w tym momencie wystarczające środki, wiarygodność i elastyczność konieczną do ratowania strefy euro.</p>
<p>Czas pokaże, czy politycy będą umieli stworzyć instytucje, które przejmą pałeczkę od banku centralnego.</p>
<p><em>Autor jest ekonomistą PBP Banku, publicystą</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/chaos-wokol-funduszu-ratunkowego-strefy-euro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wzrost dochodów 1 proc. społeczeństwa zwiększył nierówności dochodowe w USA</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/wzrost-dochodow-1-proc-spoleczenstwa-zwiekszyl-nierownosci-dochodowe-w-usa/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/wzrost-dochodow-1-proc-spoleczenstwa-zwiekszyl-nierownosci-dochodowe-w-usa/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2012 05:28:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[nierówności dochodowe]]></category>
		<category><![CDATA[współczynnik Giniego]]></category>
		<category><![CDATA[wynagrodzenia-bankowców]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38564</guid>
		<description><![CDATA[<br/>USA są krajem wysokorozwiniętym o największych rozpiętościach dochodowych. Mniejsze rozwarstwienie niż w USA występuje też w wielu krajach Ameryki Południowej czy Afryki, np. w  Wenezueli, Nikaragui, Nigerii, Senegalu. Wśród państw OECD jedynie Chile i Meksyk „wygrywają” wyścig o miano <a href=" https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2172rank.html?countryName=United%20States&#38;countryCode=us&#38;regionCode=noa&#38;rank=40#us">najmniej egalitarnego kraju</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Tego typu porównania międzynarodowe, jakkolwiek efektowne, nie mówią wiele o szczegółach sytuacji w poszczególnych krajach, ani o historycznych trendach. Miarą używaną do porównywania rozpiętości dochodów jest <strong><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/14/wspolczynnik-giniego-nierownosci-dochodowe-w-europie/">współczynnik Giniego</a></strong> (w USA wynosi on, w zależności do źródła danych, około 0,45). Wskaźnik ten pozwala na syntetyczne ujęcie poziomu nierówności dochodowych w danym kraju.</p>
<p>Mówiąc w skrócie – współczynnik Giniego jest miarą różnicy między faktycznym rozkładem dochodów a hipotetycznym stanem absolutnej równości (wówczas współczynnik ten wynosiłby 0). W najbardziej egalitarnych krajach wynosi on około 0,25, zaś w krajach o największym zróżnicowaniu dochodów – około 0,7.</p>
<p>Jest to wskaźnik bardzo syntetyczny, co ułatwia porównywanie krajów pod względem nierówności, jednak daje tylko ogólne wyobrażenie o rozpiętościach dochodowych. O wiele dokładniejsze dane na temat różnic w dochodach Amerykanów można odnaleźć w dokumencie sporządzonym przez <strong><a href="http://www.cbo.gov/ftpdocs/124xx/doc12485/10-25-HouseholdIncome.pdf">Kongresowe Biuro Budżetowe</a> (CBO).</strong></p>
<p>Przedstawione w tym opracowaniu dane pochodzą zarówno z badań statystycznych, jak również z oświadczeń podatkowych. Jest to o tyle istotne, iż prezentowane zazwyczaj wskaźniki nierówności są sporządzane na podstawie danych statystycznych, które ze swej natury nie uwzględniają wartości skrajnych (w tym przypadku – osób osiągających najwyższe dochody). Ponadto, dane tego typu nie są, co zrozumiałe, powszechnie dostępne, co sprawia, że wiele teorii na temat zakresu i przyczyn wzrostu nierówności dochodowych ma wysoce spekulatywny charakter.</p>
<p><strong>CBO</strong> zbadało dynamikę różnic dochodowych w Stanach Zjednoczonych w okresie od 1979 do 2007 roku. Wybór tych dat wydaje się nieprzypadkowy. 1979 to rok drugiego kryzysu naftowego i towarzyszącej mu stagflacji, które były jedną z głównych przyczyn odejścia od dominującego wcześniej keynesizmu. Rok 2007 zaś to początek obecnego kryzysu. Omawiany okres obejmuje zatem lata wzrostu gospodarczego oraz (względnie) liberalnej polityki gospodarczej.</p>
<p>Rok 1979 to również koniec epoki „wielkiego spłaszczenia” (G<em>reat Contraction</em>), która trwała od połowy lat czterdziestych. W tym okresie nierówności dochodowe w USA osiągnęły historycznie najniższy poziom. Wśród przyczyn tego stanu rzeczy można wymienić dużą progresję podatkową, względnie rozbudowany system transferów socjalnych oraz silną pozycję związków zawodowych.</p>
<p>Od końca lat 70-tych nierówności zdecydowanie rosną. Według CBO między 1979 a 2007 rokiem współczynnik Giniego dla USA wzrósł z 0,37 do 0,49.<span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.slate.com/articles/news_and_politics/the_great_divergence/features/2010/the_united_states_of_inequality/introducing_the_great_divergence.html   "> <strong>Obecnie nierówności dochodowe osiągają poziom wyższy niż w początkach XX wieku</strong> </a></span>– erze Rockefellerów i największej w dziejach USA popularności ruchu socjalistycznego (oczywiście dane z początku wieku mają charakter szacunkowy).</p>
<p>Skalę obecnych nierówności najlepiej zobrazować na wykresie. Przedstawia on, jaki udział w całości dochodów mają poszczególne kategorie dochodowe (każdy kwintyl to 20 proc. populacji) w ogólnym dochodzie, ze szczególnym uwzględnieniem jednego procenta najlepiej zarabiających. Zestawienie to jest uderzające.</p>
<div id="attachment_38565" class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/nierownosci-dochodowe-w-USA.jpg"><img class="size-full wp-image-38565 " title="nierownosci-dochodowe-w-USA" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/nierownosci-dochodowe-w-USA.jpg" alt="(Opr. DG)" width="550" height="604" /></a><p class="wp-caption-text">Pierwszy kwintyl – 20 proc. najgorzej zarabiających – otrzymuje zaledwie 4 proc. całości dochodów, zaś piąty kwintyl – 20 proc. najlepiej uposażonych – dostaje 53 proc. (Opr. DG)</p></div>
<p>Istnieje wiele teorii dotyczących przyczyn wzrostu nierówności dochodowych w Stanach Zjednoczonych. Jedna z nich odwołuje się do malejącej redystrybucji państwowej. Powyższy wykres obrazuje dochody realne, to znaczy po odliczeniu podatków oraz uwzględnieniu (jako dochodów) transferów socjalnych.</p>
<p>Okazuje się, że gdyby wyłączyć z analizy te czynniki, to nierówności okazałyby się o wiele większe – <strong>współczynnik Giniego</strong> dla dochodów rynkowych wynosi aż 0,59. Dolne 20 proc. społeczeństwa otrzymuje jedynie 2 proc. dochodów rynkowych, zaś górne – 59 proc. Państwo odgrywa zatem nadal w dużym stopniu rolę „Janosika”, wyrównującego różnice społeczne. Redystrybucyjna rola państwa ulega co prawda zmniejszeniu – przyczyn tego faktu można upatrywać zarówno w tym, że podatki w USA stają się stopniowo coraz mniej progresywne (choć nadal mają taki charakter), jak i w tym, że wydatki socjalne w coraz mniejszym stopniu skierowane są wyłącznie do najuboższych (CBO zwraca uwagę na program Medicare, który obejmuje wszystkie osoby po 65 roku życia, niezależnie od ich dochodów) – jednak gdyby redystrybucja pozostała na tym samym poziomie co w późnych latach 70-tych, to i tak nierówności wzrosłyby w sposób znaczący.</p>
<p>Kolejna popularna koncepcja głosi, że za wzrost nierówności odpowiada globalizacja. Możliwość przenoszenia miejsc pracy za granicę miała osłabić pozycję przetargową pracowników (zwłaszcza robotników wykwalifikowanych), co doprowadziło do spadku wynagrodzeń. Teoria ta nie jest jednak do końca prawdziwa. Lata 1979 – 2007 bowiem to okres wzrostu dochodów całego społeczeństwa amerykańskiego. Średni dochód wzrasta o 62 proc., zaś mediana dochodów – o 35 proc. Nie można zatem powiedzieć, że przeciętne dochody w USA spadły.</p>
<p>Wzrost ten jest jednak skrajnie nierównomierny. Realne dochody najgorzej uposażonych wzrastają o 18 proc. w ciągu 28 lat (a w latach 80-tych nawet nieznacznie spadają), zaś w przypadku 1 proc. najbogatszych wzrost w tym czasie wynosi 275 proc. Można powiedzieć, że <strong><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/18/stiglitz-gospodarki-w-kryzysie-same-oszczednosci-nie-uratuja/?k=debata">przypływ, owszem, podniósł wszystkie łodzie</a></strong>, z tym, że te większe o wiele bardziej.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"> </span></p>
<p>Każdy proces społeczny ma charakter złożony. Jednak analizy przeprowadzone przez <strong>CBO</strong> pokazują jednoznacznie, iż czynnikiem, który w największym stopniu wpłynął na zwiększenie się nierówności dochodowych w omawianym okresie, był wzrost dochodów najbogatszego 1 proc. społeczeństwa.</p>
<p>Mogłoby się wydawać, iż kluczowe znaczenie dla wyjaśnienia tego wzrostu będą miały dochody z działalności gospodarczej czy też inwestycji kapitałowych. Prawdą jest, że dochody z tego typu źródeł są niezwykle skoncentrowane i ta koncentracja narasta, jednak ze statystycznego punktu widzenia nie odgrywają one tak ważnej roli. Podstawowym źródłem dochodów dla 1 proc. najbogatszych Amerykanów, podobnie jak dla reszty populacji, są dochody z pracy najemnej.</p>
<p>Może się to wydawać zaskakujące, jeśli myślimy o procencie najlepiej zarabiających jako o wąskiej grupie multimilionerów. Tymczasem, do kategorii tej zalicza się około 1,5 miliona osób (CIA World Factbook szacuje amerykańską siłę roboczą na 159 mln osób), zaś minimalne dochody netto pozwalające na zaliczenie do tej kategorii wynoszą, wedle CBO, około 250 tys. dolarów rocznie. Oczywiście z polskiej perspektywy zarobki rzędu 900 tys. zł wydają się niezwykle wysokie, lecz nie są to kwoty kojarzone z rekinami amerykańskiego biznesu.</p>
<p>Dzięki temu, że CBO miało dostęp do danych podatkowych, możliwe było przeprowadzenie analizy wewnątrz grupy najlepiej zarabiających i zbadanie, które kategorie zawodowe mogą zapisać na swoim koncie największe wzrosty zarobków. Największe wzrosty wynagrodzeń zanotowali przedstawiciele wyższej kadry zarządzającej, ze szczególnym uwzględnieniem dyrektorów finansowych (CFO) oraz menadżerów najwyższego szczebla firm sektora finansowego. To właśnie dynamiczny wzrost dochodów tej grupy stanowi, wedle CBO, główną przyczynę wzrostu rozwarstwienia dochodowego w USA. Wniosek ten koresponduje ze stawianą przez niektórych ekonomistów tezą o <strong><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/finansjalizacja-kleska-urodzaju-w-gospodarce/">„finansjalizacji” gospodarki</a><span style="text-decoration: underline;"> </span></strong> amerykańskiej.</p>
<p>Dane zebrane przez <strong>CBO </strong>nie dostarczają odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie dowiadujemy się z nich nic na temat mobilności społecznej, czyli przepływu poszczególnych jednostek i grup pomiędzy poszczególnymi kategoriami dochodowymi. Po drugie, nie wiemy nadal, jakie są skutki trwającego od 2007 roku kryzysu finansowego. Czy spowodował on dalszy wzrost nierówności dochodowych, a jeśli tak, to czy tempo tego wzrostu wzrasta, czy maleje?</p>
<p>Szczególnie ciekawe wydaje się pytanie, jak wyglądała dynamika wynagrodzeń menedżerów sektora finansowego w okresie, w którym branża ta przeżywała spore problemy, a część firm musiała korzystać z pomocy publicznej? Na tego typu informacje przyjdzie nam jeszcze jednak poczekać – zebranie i obróbka odpowiedniej ilości danych wymaga bowiem czasu.</p>
<p><em>Krzysztof Posłajko &#8211; filozof, publicysta, członek redakcji portalu „Nowe Peryferie”.</em></p>
<p><a href="file:///C:/Documents%20and%20Settings/kp23km/Pulpit/nowe%20teksty/nowe%20gotowe/nierownosci_usa.doc#_ednref1"></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/25/wzrost-dochodow-1-proc-spoleczenstwa-zwiekszyl-nierownosci-dochodowe-w-usa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Międzyrządowy traktat fiskalny rodzi się w tle walki o ratowanie Grecji</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/miedzyrzadowy-traktat-fiskalny-rodzi-sie-w-tle-walki-o-ratowanie-grecji/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/miedzyrzadowy-traktat-fiskalny-rodzi-sie-w-tle-walki-o-ratowanie-grecji/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 11:34:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Badania i Raporty]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Euro]]></category>
		<category><![CDATA[ecofin]]></category>
		<category><![CDATA[EFSF]]></category>
		<category><![CDATA[EFSM]]></category>
		<category><![CDATA[European Stability Mechanizm]]></category>
		<category><![CDATA[Mario-Monti]]></category>
		<category><![CDATA[MFW]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38549</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Prawie całe poniedziałkowe spotkanie eurogrupy zdominowały rozmowy o długu Grecji. Dziś od rana w Brukseli obraduje Ecofin, czyli Rada ds. gospodarczych i finansowych Unii Europejskiej. Kraje eurozony i pozostali członkowie Wspólnoty próbują się dogadać w sprawie ujednolicenia polityki fiskalnej przed szczytem przywódców UE.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Pierwsze spotkanie rozpoczęło się w poniedziałek ok. godz. 14.30. Ministrowie krajów, należących do strefy euro, dyskutowali nad poprawkami do umowy o powołaniu europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego (<strong>European Stability Mechanizm, ESM</strong>). Początkowo fundusz miał funkcjonować od 1 stycznia 2013 roku. Według poniedziałkowych ustaleń, prawdopodobnie uruchomiony zostanie w już w lipcu 2012 roku.</p>
<h4><strong>Europejski Mechanizm Stabilizacyjny: moc pożyczkowa</strong></h4>
<p>Fundusz ma zastąpić Europejski Instrument Stabilności Finansowej (European Financial Stability Facility, EFSF) oraz europejski mechanizm stabilizacji finansowej (European Financial Stabilisation Mechanism, EFSM). EFSF był funduszem tymczasowym. Korzystały z niego m.in. Portugalia i Irlandia. Z 250 miliardów euro, które z niego zostały, ma skorzystać jeszcze Grecja (130 mld euro).</p>
<p>Niektórzy politycy, m.in. włoski premier <strong>Mario Monti</strong>, czy szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego <strong>Christine Lagarde</strong> uważają, że moc pożyczkowa ESM powinna składać się z nowej kwoty bailoutowej (500 mld euro), tego co zostało z EFSF (250 miliardów euro) i lekkiej nadwyżki. Ich zdaniem fundusz mógłby być wart nawet 1 bilion euro. Politycy ci twierdzą, że tylko taka kwota gwarantowałaby względny spokój Europie, w przypadku pogłębiających się problemów Włoch i Hiszpanii.</p>
<p>- Strefa euro potrzebuje zwiększenia funduszy ratunkowych, żeby Włochy i Hiszpania nie wpadły w kłopoty z wypłacalnością – mówiła w poniedziałkowym przemówieniu w Berlinie <strong>Lagarde</strong>.</p>
<p>Z tym stanowiskiem zdecydowanie nie zgadzają się Niemcy. Podczas spotkania eurogrupy niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble twierdził, że moc pożyczkowa ESM nie powinna przekroczyć 500 mld euro. Kiedy pojawiły się spekulacje, że Niemcy zgodzą się by suma ta wynosiła 750 mld euro, jeśli kraje Unii Europejskiej zgodzą się na wdrożenie zasad większej dyscypliny fiskalnej, zaprzeczył im rzecznik kanclerz <strong>Angeli Merkel</strong>.</p>
<p>- To nieprawda. Nie ma takiej decyzji &#8211; mówił <strong>Steffen Seibert</strong> agencji Reuters.</p>
<p>Prace nad EMS trwają już od 2010 roku. Choć na wczorajszym spotkaniu nie zapadły wiążące decyzje co do struktury ESM, politycy są zdania, że do 30 stycznia 17 krajom eurozony uda się je ostatecznie ustalić. Na temat kwot (mocy pożyczkowej) politycy negocjować będą w marcu.</p>
<h4><strong>Grecja: walka o rentowność obligacji</strong></h4>
<p>Marzec będzie zresztą także miesiącem prawdy dla Grecji, której poświęcono wczoraj wiele rozmów. 20 marca mija termin spłaty euroobligacji w wysokości 14,4 mld euro, na co – jak dziś już wiadomo – Grecji nie stać. Pakiet ratunkowy dla Aten wynegocjowany w październiku z MFW, Europejskim Bankiem Centralnym i Unią Europejską rozmywa się. Ustalono jedynie, że umorzone może zostać 100 mld z 350 mld greckiego długu. Nie wiadomo wciąż jednak, jak oprocentowane zostaną nowe obligacje (na które zamieniony zostanie zredukowany dług).</p>
<p>Tak zwana „troika” (MFW, EU i EBC) domaga się, by koszty umorzenia greckiego długu ponieśli wierzyciele prywatni (przede wszystkim banki, itd.). Przywódcy państw europejskich nie chcą bowiem zgodzić się, by w ratowaniu Grecji uczestniczyli w dużej skali ich podatnicy. Weekendowe spotkanie przedstawicieli rządu w Atenach z przedstawicielami banków (reprezentuje ich Institute of International Finance, IIF) nie posunęło spraw do przodu. Członkowie IIF mieliby umorzyć 50 procent swoich wierzytelności. W zamian za umorzenie długu, Grecja chciałaby wyemitować nowe 30-letnie obligacje o progresywnym oprocentowaniu.</p>
<p>Sęk w tym, że wierzyciele prywatni chcieliby, by oprocentowanie wynosiło ok. 4 procent, a ani Grecja, ani eurogrupa nie chcą się na to zgodzić.</p>
<p>- Ministrowie poprosili greckich kolegów, by pchnęli negocjację w tę stronę, aby nowa rentowność obligacji była poniżej 4 procent za cały okres, co mogłoby oznaczać, że rentowność spadnie poniżej 3,5 procent przed 2020 r. &#8211; mówił <strong>Jean Claude Juncker</strong>, szef eurogrupy.</p>
<p>IIF uważa, że jeśli banki zgodzą się zamienić dług na obligacje o wartości nominalnej o 50 procent mniejszej i rentowne na poziomie mniejszym niż 4 proc., ich rzeczywiste straty będą wynosić dużo powyżej 50 proc.: nawet 60 i 70!</p>
<p>Strefa euro deklaruje, że jeśli uda się zrealizować taki scenariusz, ze swej kieszeni dołoży dodatkowo 30 mld euro na zabezpieczenia dla nowych greckich papierów.</p>
<p>Negocjacje dot. „private sector involvement” (PSI) trwają już od 7 miesięcy. Jeśli nie zostanie do marca zawarte porozumienie, będzie dochodzić do „niedobrowolnych” upadłości greckich instytucji, co zaburzy finansową względną stabilizację strefy euro. Między innymi ruszą odszkodowania z CDS’ów. Jak dowiedziała się podczas szczytu agencja Reuters, porozumienie w sprawie Grecji oczekiwane jest bardzo szybko.</p>
<p><strong> </strong></p>
<h4><strong>Traktat fiskalny wciąż do uzgodnienia</strong></h4>
<p>Późnym wieczorem politycy eurogrupy dyskutowali nad szczegółami Traktatu Fiskalnego, czyli „Międzynarodowego porozumienia na rzecz wzmocnionej unii gospodarczej”, który ma ujednolicić politykę fiskalną krajów Strefy Euro, a także krajów ubiegających się o wejście do niej (i pozostałych krajów, które będą chętne wypełniać jego założenia). Spotkanie miało odpowiedzieć na następujące pytania:</p>
<ol>
<li>Jakie sankcje obowiązywać będą za naruszenie dyscypliny budżetowej?</li>
<li>Jak brzmi ujednolicona definicja deficytu (domaga się jej m.in. Polska)?</li>
<li>Czy i w ilu krajach wprowadzona zostanie tzw. złota reguła fiskalna, według której roczny deficyt strukturalny nie może przekroczyć 0,5 procent nominalnego PKB?</li>
<li>Jaki będzie zakres kontroli Trybunału Sprawiedliwości UE i czy będzie mógł orzekać w przypadku przekroczenia ustalonego progu długu?</li>
<li>Czy kraje objęte procedurą nadmiernego deficytu (m.in. Polska) będą musiały powziąć nowe zobowiązania dot. dyscypliny (Polska sprzeciwia się temu)?</li>
<li>W jakim czasie zapisy traktatu fiskalnego zostaną włączone do traktatu UE (za początku nie było takiego zapisu, później pojawiły się poprawki dot. 3 i 5 lat),</li>
<li>Jakie będą warunki wejścia w życie traktatu (z początku miało ratyfikować go 9 spośród krajów eurozony, później już 15)?</li>
<li>Jaki będzie udział (rola) krajów spoza eurozony w traktacie fiskalnym – na razie obowiązuje ustalenie, że kraje zobligowane traktatowo do wejścia do strefy euro (w tym Polska) będą musiały przestrzegać go po akcesie, a wcześniej jeśli „wyrażą intencję, że chcą być zobligowane” postanowieniami umowy albo jej elementami,</li>
</ol>
<p>Brak czasu uniemożliwił odpowiedzi na wszystkie pytania. Uzgodniono między innymi, że kraje spoza eurozony będą co najmniej raz w roku zapraszane do szczytów państw eurolandu pod warunkiem, że wdrożą pewne przepisy nowego traktatu fiskalnego. Domagała się tego między innymi Polska.</p>
<p>- Mieliśmy bardzo konstruktywne spotkanie na temat fiscal compact i tekst ma dobrą bazę do dyskusji głów państw, która nastąpi na końcu miesiąca &#8211; podsumował <strong>Juncker</strong>.</p>
<p>Obradujący dziś Ecofin, czuli rada ministrów finansów i gospodarki wszystkich krajów Unii poświęcona będzie między innymi sytuacji na Węgrzech, kraju w którym działania podjęte w celu skorygowania nadmiernego deficytu uważane są za niewystarczające. Szczyt zajmie się też polityką Belgii, Cypru, Malty i Polski. Rada ma też porozmawiać o drafcie regulacji mających ograniczać ryzyko na europejskim rynku derywatów (giełdowych instrumentów pochodnych).</p>
<p><strong><a href="http://www.consilium.europa.eu/ueDocs/cms_Data/docs/pressData/en/ecofin/127377.pdf">&gt; Transmisje video, zdjęcia oraz agenda spotkania</a></strong></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p><strong>Katarzyna Kozłowska</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/miedzyrzadowy-traktat-fiskalny-rodzi-sie-w-tle-walki-o-ratowanie-grecji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Finansjalizacja &#8211; klęska urodzaju w gospodarce</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/finansjalizacja-kleska-urodzaju-w-gospodarce/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/finansjalizacja-kleska-urodzaju-w-gospodarce/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 05:29:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[alokacja ryzyka]]></category>
		<category><![CDATA[finansjalizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Paul Dembinski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38514</guid>
		<description><![CDATA[<br/>W ciągu ostatnich 30 lat rola sektora finansowego w gospodarkach najbardziej rozwiniętych krajów bardzo istotnie wzrosła. I nie jest to powód do radości, ale do poważnego niepokoju. Przejawem finansjalizacji był m.in. rozwój rynku instrumentów pochodnych. Od 1987 r. całkowity obrót nimi  wzrósł z 10 proc. do 570 proc. globalnego PKB w 2005 r.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Wedle klasycznej definicji z <strong>finansjalizacją gospodarki </strong>mamy do czynienia, gdy rośnie udział systemu finansowego w generowaniu PKB. W niektórych krajach może to oznaczać, że sektor finansowy staje się lokomotywą wzrostu gospodarczego. Przykładem mogą być Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Szwajcaria. W większości rozwiniętych krajów w ciągu ostatnich 20 lat udział sektora finansowego w PKB prawie się podwoił. W Hiszpanii i Wielkiej Brytanii ogólna wielkość aktywów bankowych wzrosła z 60 &#8211; 70 proc. PKB do ponad 200 proc. PKB. Jednocześnie wzrosła rentowność sektora bankowego. Na przykład udział zysków banków amerykańskich w zyskach przedsiębiorstw ogółem wzrósł z ok. 10 proc. na początku lat 80., do około  40 proc. w okresie poprzedzającym kryzys.</p>
<p>Zadanie jakie spełnia system finansowy, to umożliwienie dokonywania płatności, alokacja oszczędności do rentownych projektów inwestycyjnych i alokacja ryzyka. W ostatnich trzech dekadach szczególnie wzrosła rola tej ostatniej funkcji. Dzięki niej dokonuje się wycena ryzyka, istnieje możliwość handlowania nim i jego dywersyfikacji na poziomie indywidualnym.</p>
<p>Funkcja alokacji ryzyka wyemancypowała się, stała się autonomiczna wobec alokacji oszczędności. Widać to wyraźnie w strukturze aktywów banków. W ciągu trzech dekad finansowej euforii, od końca lat 70. do 2007 r. wzrosła ilość kredytów dla gospodarki, lecz jednocześnie bardziej niż proporcjonalnie wzrosła liczba instrumentów finansowych w bilansach banków.</p>
<p><strong>Finansjalizacja </strong>oznacza więc nie tylko wzrost absolutnej i relatywnej wielkości sektora finansowego, ale pociąga za sobą również zmianę jakościową.</p>
<h4>Inne objawy finansjalizacji</h4>
<p>Następuje przesunięcie akcentów w zasadniczym sposobie organizowania działalności gospodarczej – coraz mniejszą rolę grają relacje, coraz większą transakcje. Powyższą różnicę obrazuje kontrast między „systemem finansowym opartym na bankach”, a „systemem finansowym opartym na rynkach finansowych”. Relacja zakłada minimalny poziom zaufania między podmiotami, które mniej więcej wiedzą czego mogą oczekiwać po drugiej stronie. Relacja trwa długo, zakłada możliwość dostosowywania warunków kontraktowych do zmieniających się okoliczności. Transakcja jest zdarzeniem chwilowym, zaufanie zbudowane jest nie przez jakikolwiek związek układających się stron, ale przez infrastrukturę otoczenia rynkowego – prawa, rachunkowości, ratingów, itp.</p>
<p>Skutkiem tego przesunięcia jest skrócenie horyzontu działania objawiające się na przykład obniżeniem średniego czasu utrzymywania papierów wartościowych w portfelu. W przeciągu 10 lat od 1995 r. do 2005 r. globalne aktywa finansowe (łączna kapitalizacja giełd, suma wartości obligacji w obrocie i suma bilansowa banków i ubezpieczycieli) wzrosły z 200 proc. globalnego PKB do 400 proc. globalnego PKB. Jest to więc wzrost dwukrotny. Natomiast wartość transakcji (na rynkach akcji, obligacji, na foreksie i rynku derywatów) wzrosła w tym czasie z 7-krotności globalnego PKB do 26-krotności globalnego PKB, czyli prawie czterokrotnie.</p>
<p>Przejawem finansjalizacji jest także wybuchowy rozwój rynku instrumentów pochodnych. W 1987 r. całkowity obrót instrumentami pochodnymi wynosił ok. 10 proc. globalnego PKB. W 2005 roku było to 570 proc. globalnego PKB.</p>
<h4>Przyczyny finansjalizacji</h4>
<p>Nie ma jednej najważniejszej przyczyny. Można wskazać na szereg procesów, które finansjalizację umożliwiały i przyspieszały. Są to zmiany technologiczne, dzięki którym można obracać pieniędzmi bardzo szybko, liberalizacja gospodarek &#8211; w szczególności przepływów kapitałowych &#8211; dzięki której można obracać pieniędzmi na całym świecie.</p>
<p>Źródła finansjalizacji sięgają znacznie głębiej.</p>
<p>Pod koniec lat 50. z ekonomii wyodrębniła się nauka o finansach.  Jej pionier, laureat ekonomicznego nobla <strong>Harry Markowitz</strong>, opracował teorię portfelową. Stanowi ona paradygmat, który pozwala ująć świat rzeczywistości gospodarczej poprzez dwa wymiary – ryzyka i rentowności.</p>
<p>Markowitz w swojej mowie noblowskiej w 1990 r. powiedział: „Stworzyliśmy nową rzeczywistość – inwestora finansowego i daliśmy mu instrumenty do działania”.</p>
<p>Ten model myślenia o człowieku zawładnął wyobraźnią współczesnych społeczeństw. W ciągu ostatnich 30 lat paradygmat ryzyka i rentowności przyjął się nie tylko w świecie finansów, ale przedostał się do gospodarki i przeniknął do mentalności społeczeństw.</p>
<h4>Skutki</h4>
<p>Od połowy lat 40. do połowy 70. trwało chwalebne 30-lecie. Gospodarki krajów kapitalistycznych notowały szybki wzrost, niską inflację, była zachowana równowaga makroekonomiczna. Potem na skutek akceptacji paradygmatu <em>rentowność &#8211; ryzyko</em> zaczęły znikać zabezpieczenia systemowe. Coraz powszechniej wierzono, że dzięki rynkom finansowym można bezpiecznie finansować większe deficyty, że rynki finansowe mogą stać się fundamentem systemów emerytalnych, itd.</p>
<p>Zaczęły się trzy dekady euforii finansowej – narastającej nierównowagi w budżetach, w handlu zagranicznym, na rachunku obrotów bieżących. Ludzie przyzwyczajali się do myśli, że można w tym ryzykownym świecie żyć, bo przecież zawsze jest możliwość <strong>eksternalizacji ryzyka</strong> – gdzieś na rynku jest ktoś komu można swoje ryzyko sprzedać. A być może nawet świat wcale nie jest taki ryzykowny.</p>
<h4>Wnioski</h4>
<p>Kryzys obnażył naiwność wiary tych przekonań. Najbardziej rozwinięte gospodarki świata są pogrążone w kryzysie instytucji, regulacji, teorii ekonomicznych czy nawet modelu społecznego. Jest wiele powodów by wątpić, czy może funkcjonować społeczeństwo, którego jedyną siłą integrującą jest rynek.</p>
<p>Stąd wynika postulat, by na nowo przemyśleć założenia, metody i znaczenie ekonomii dopuszczając większy pluralizm szkół ekonomicznych. Istnieje potrzeba powrotu do badań nad antropologią i etyką jako podwalinami ekonomii. Jest cały szereg nowych problemów, które domagają się odpowiedzi – co to znaczy <em>too big to fail</em>, czy możliwe jest być <em>too connected to fail</em>, jak radzić sobie z <em>too complex to be understood</em> czy <em>to big to be managed</em>.</p>
<p>To nie są tematy tylko dla akademickich dyskusji &#8211; odpowiedzi oczekuje świat biznesu. Rosnąca liczba zarządów wielkich koncernów przemysłowych poważnie zastanawia się w jaki sposób przeorganizować swoją działalność, aby móc obywać się bez banków.</p>
<p><strong>Notował Krzysztof Nędzyński </strong></p>
<p><strong>Paul Dembinski</strong> jest profesorem Uniwersytetu we Fryburgu i szefem <strong>Observatoire de la Finance</strong> w Genewie. Polski przekład jego książki o finansach z 2008 r. ukazał się w 2011 r. pod tytułem <strong><em>Finanse po zawale</em></strong>. <strong><em>Od euforii finansowej do gospodarczego ładu</em></strong>.</p>
<p><em>Wykład prof. Dembinskiego odbył się w Instytucie Ekonomicznym NBP 20 stycznia 2012 r. w Warszawie. </em></p>
<p><em>Pierwsze wydanie książki prof. Dembinskiego zawierającej powyższą analizę i wynikające z niej ostrzeżenia ukazało się w 2008 r.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/24/finansjalizacja-kleska-urodzaju-w-gospodarce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

