Polscy analitycy Biura Projektowego agendy ONZ UNDP policzyli lokalny wskaźnik rozwoju społecznego w każdym powiecie i mieście na prawach powiatu. W wielu regionach jest on zaskakująco odmienny od najpowszechniej stosowanego wskaźnika – produktu krajowego brutto.

HDI – Human Development Index czyli Wskaźnik Rozwoju Społecznego jest znanym i stosowanym przez ONZ od 20 lat syntetycznym miernikiem rozwoju społecznego i ekonomicznego, który łączy zamożność mieszkańców, ich stan zdrowia i poziom edukacji. Dla dobrostanu człowieka i jakości życia ważne są bowiem nie tylko jego dochody.

Zespół analityków Andreya Ivanova – autora pomysłu i Piotra Araka – koordynatora projektu, po raz pierwszy na świecie policzył  Local Human Development Index (LHDI) dla lokalnych społeczności – polskich województw i powiatów. Porównał jego poziom w 2010 i 2007 roku, dzięki czemu wiadomo, czy i którym powiatom udało się podnieść poziom rozwoju społecznego. Potem z kolei policzył analogiczny wskaźnik dla polityk publicznych, które dotyczą zamożności mieszkańców, służby zdrowia i edukacji i porównał z LHDI dzięki czemu można ocenić skuteczność tych polityk.

Wskaźnik LHDI może też służyć do oceny władz lokalnych. A jego wykorzystywanie powinno sprzyjać prowadzeniu polityki regionalnej na podstawie rzetelnej wiedzy (tzw. evidence based policy). Powstał w ten sposób niezwykle ciekawy raport, który powinien zainteresować nie tylko specjalistów od rozwoju regionalnego, lecz każdego samorządowca, lokalne media i mieszkańców danego powiatu.

Wskaźnik LHDI składa się z trzech składników – wskaźnika zamożności, wskaźnika edukacji i wskaźnika zdrowia. Do ich policzenia wzięto pod uwagę jako mierniki odpowiednio:

Wskaźnik zamożności: dochody podatników przed opodatkowaniem (w tym z działalności gospodarczej), plus dochód z gospodarstwa rolnego, plus wydatki na świadczenia społeczne i politykę rodzinną (w przeliczeniu na mieszkańca);

Wskaźnik zdrowia: oczekiwana dalsza długość trwania życia noworodka i zagregowany współczynnik zgonów na nowotwory i choroby serca;

Wskaźnik edukacji: odsetek 3-4 latków w edukacji przedszkolnej i średnią wyników z egzaminu gimnazjalnego w części matematyczno-przyrodniczej.

Wybór każdego z nich jest dokładnie przemyślany i uzasadniony w raporcie. Przykładowo – jak piszą autorzy – krzywa uczenia się pokazuje, że inwestowanie we wczesną edukację przynosi wysoką stopę zwrotu z edukacji i wysokie korzyści w długim terminie. Edukacja przedszkolna jest postrzegana jako ważny czynnik późniejszego sukcesu uczniów w dorosłym życiu, a także jako dobre narzędzie polityki gospo­darczej. Egzamin gimnazjalny to z kolei dobra miara jakości kształcenia, które w części matematyczno-przyrodniczej jest kluczowym elementem budującym społeczeństwo oparte na wiedzy.

Poniżej prezentujemy dwie mapy: regionalny PKB (produkt krajowy brutto na mieszkańca według podregionów z publikacji GUS: Rachunki regionalne 2010, str. 155) i wskaźnik LHDI z opracowania zespołu UNDP (str.13). Nie są one w pełni porównywalne, gdyż GUS nie liczy PKB z dokładnością do powiatów tylko większych jednostek – podregionów, ale mimo to już na pierwszy rzut oka widać różnice. Według wskaźnika LHDI korzystniej prezentuje się Małopolska, Podlasie i Podkarpacie, znacznie gorzej znaczna część centralnej Polski. W efekcie na mapie LHDI bardziej rzuca się w oczy granica… zaboru rosyjskiego niż tzw. ściana wschodnia.

Infografika: DG

Infografika: DG

Infografika: DG

Infografika: DG

Poszczególne województwa w wielu przypadkach zajmują odmienne pozycje na liście według PKB i LHDI. Wskaźnik zamożności plasuje poszczególne województwa niemal zawsze na tych samych pozycjach co PKB. Zatem różnica wynika z wskaźników edukacji i zdrowia. Faktycznie, Podlasie, Małopolskę i woj. opolskie ciągnie do góry edukacja i zdrowie, woj. podkarpackie – przede wszystkim wskaźnik zdrowia. Natomiast Górny Śląsk i woj. łódzkie pogrąża przede wszystkim wskaźnik zdrowia, zaś Dolny Śląsk oba wskaźniki. Okazuje się, że Wrocław, Lubin i Głogów to wprawdzie wyspy zamożności, ale wieloaspektowy obraz całego województwa jest znacznie słabszy.

Tabela-pozycji-poszczególnych-województw-wg-PKB-i-LHDI

Infografika: DG

Dla porządku dodajmy też, że w latach 2007-2010 według wskaźnika LHDI najbardziej pogorszyła się sytuacja Pomorza Zachodniego i woj. świętokrzyskiego. Władze ok. 20 powiatów w tych województwach, ale także kilku innych, powinny głęboko się zastanowić, dlaczego ich wskaźnik pogorszył się w stosunku do 2007 roku, podczas gdy w przypadku ogromnej większości regionów wskaźnik ten się poprawił, m.in. w powiatach lubuskiego, pomorskiego, Małopolski i Podkarpacia. Autorzy analizują dokładnie poszczególne wskaźniki i ich składowe, a także zmianę ich wartości w latach 2007-2010. W krótkim omówieniu nie sposób niestety zrelacjonować nawet części bardzo ciekawych obserwacji i wniosków.

W kolejnej części raport pokazuje jak policzono wskaźnik nakładów polityk publicznych na zamożność, edukację i zdrowie, które są ujęte we wskaźniku LHDI.

Zamożności odpowiada wskaźnik wydatków lokalnych (suma wydatków z budżetów lokalnych plus wydatki ze środków unijnych na mieszkańca);

Wskaźnikowi zdrowia: liczba lekarzy oraz liczba pielęgniarek na 100 tys. mieszkańców;

Edukacji – wskaźnik wydatków na edukację na ucznia ogółem i wskaźnik liczby uczniów na nauczyciela.

Obliczenia wskazują – piszą autorzy – że największe nakłady różnego rodzaju działań publicznych, w przeliczeniu na mieszkańca, mają miejsce w województwie kujawsko­-pomorskim, lubelskim, dolnośląskim, zaś najgorzej w takim zestawieniu wypada województwo warmińsko-mazurskie, małopolskie i podkarpackie.

Tak policzony wskaźnik polityk publicznych LHDIpi (LHDI public input) porównano ze wskaźnikiem LHDI (rys. str 114). Okazało się, że zależność jest umiarkowana i słabsza niż w 2007 roku, kiedy kończono wiele inwestycji z funduszy unijnych 2004-2006, co poprawiało wskaźnik wydatków lokalnych. Równocześnie jest na tyle silna, by stwierdzić, iż tam „gdzie nakłady są większe, tam częściej obywatele mają szansę lepiej żyć, na co wskazują większe wartości wskaźnika rozwoju społecznego”.

Infografika: DG

Infografika: DG

Kiedy jednak rozebrano dane na czynniki pierwsze okazało się, na przykład, że nakłady budżetów gmin i powiatów na edukację, w przeliczeniu na jednego ucznia, nie są związane z osiągnięciami mierzonymi średnimi wynikami egzaminu gimnazjalnego. Podobnie, nie gwarantuje sukcesu edukacyjnego mniejsza liczba uczniów przypadających na nauczyciela. „Zatem nakłady z budżetów gmin i powiatów na edukację nie przekładają się na wyniki edukacyjne (…). Te ostatnie zależą przede wszystkim od kapitału rodzinnego dzieci, który można mierzyć wykształceniem zdobytym przez rodziców” – konkludują autorzy.

Jeśli chodzi o wykorzystanie funduszy unijnych analiza pokazuje, że ich alokacja częściej następuje w województwach, które notują niższy poziom rozwoju społecznego mierzonego wskaźnikiem LHDI. W przypadku powiatów zależność jest już jednak słabsza, a w przypadku środków z programów operacyjnych w ogóle nie występuje, z jednym wyjątkiem. Jak piszą autorzy „istnieje silny związek rozwoju społecznego z wysokością wydatków w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki”.

Takich ciekawych korelacji dotyczących wskaźnika rozwoju społecznego LHDI jest w tym raporcie znacznie więcej. Część potwierdza dość powszechnie znane obserwacje. Na przykład bardzo silna jest korelacja między średnią liczbą lat nauki, a wskaźnikiem poziomu rozwoju społecznego LHDI. Mniej silna między kompetencjami cyfrowymi (miarą jest udział deklaracji podatkowych wysyłanych internetem), a LHDI. „Aktywność cyfrowa nie jest ściśle związana z poziomem rozwoju społecznego w danym regionie. Oznacza to, że również w uboższych częściach Polski aktywnie korzysta się z Inter­netu, i część społeczeństwa ma do tego kompetencje, które wymagałyby odpowiedniego wykorzystania” – piszą we wnioskach autorzy.

Część zbadanych korelacji przynosi jednak wyniki odmienne niż wynikające z wiedzy potocznej. Na przykład im niższy wskaźnik rozwoju społecznego, tym wyższa aktywność obywateli mierzona frekwencją w wyborach samorządowych do rad gmin na terenie danego powiatu. Albo – im wyższy wskaźnik rozwoju społecznego, tym większa ilość nieselekcjonowanych odpadów komunalnych z gospodarstw domowych, co sugeruje, jak piszą autorzy, że wysoki poziom rozwoju społecznego osiągany jest m.in. kosztem środowiska, na które wywierana jest silniejsza presja.

Słabsza od oczekiwanej jest ujemna korelacja między wskaźnikiem rozwoju społecznego, a udziałem osób korzystających ze środowiskowej pomocy społecznej, co stawia pytanie, czy ta pomoc jest faktycznie dobrze adresowana, skoro udziela się jej w poważnym rozmiarze także w rejonach o wysokim wskaźniku rozwoju.

Raport kończą liczne rekomendacje, często wykraczające poza wnioski, które wynikają bezpośrednio z badań. Dotyczą m.in. konieczności przyjęcia ustawy metropolitalnej i rozbudowy infrastruktury łączącej metropolie, o wysokich wskaźnikach rozwoju społecznego, z terenami wokół nich. Podobnie – by zwiększyć niskie na ogół wskaźniki rozwoju obszarów wiejskich – należy wspierać rozwój miast średniej wielkości.

Należy też rozważyć – proponują autorzy – regionalizację systemu ochrony zdrowia, a także wprowadzić zachęty do mobilności pomiędzy regionami (m.in. wsparcie rynku mieszkaniowego, a na obszarach słabo zurbanizowanych zwiększenie dostępu do Internetu bezprzewodowego i zapewnienie oferty bez limitu transferu). Kilka rekomendacji dotyczy też sensowniejszej alokacji funduszy unijnych, m.in. na edukację zawodową w firmach rodzinnych i wsparcie telepracy.

W sumie, to jeden z najciekawszych raportów społeczno-ekonomicznych ostatnich lat, świadczący o kreatywności autorów i pobudzający do myślenia. Gdyby jeszcze pobudził do sensownych decyzji…