Norki wygryzły w hodowli lisy, a Polska konkurencję. W eksporcie tych szlachetnych skórek nasz kraj nieoczekiwanie wyrósł na czwartą potęgę świata, po Danii, Chinach i Holandii. Liczone w euro wpływy ze sprzedaży za granicę w ciągu 7 lat wzrosły ponad siedmiokrotnie. Jednak robienia biznesu polscy hodowcy muszą się jeszcze nauczyć.

Na półkuli północnej od grudnia zima. Kto kocha, kupi lubej paltocik, aby nie zmarzła. Szalejący z miłości mogą szarpnąć się na futra. Wybierając te z krajowych norek mają szansę nie przepłacić, bowiem chyłkiem, dla większości – niespodzianie, Polska stała się potentatem w hodowli tych małych, lecz całkiem przytulnych zwierzaków.

Międzynarodowa Federacja Futrzarska (International Fur Trade Federation) ocenia, że wartość sprzedaży futer przekroczyła w 2010 r. w wymiarze globalnym 14 mld dol. W 2011 r. miało to być już ok. 15 mld dol. Branża jest znowu w okresie rozkwitu po smucie, będącej następstwem, nasilonych przez kilka lat, protestów ze strony obrońców natury. Nikt rozsądny nie odmawia dziś racji ludziom wojującym o godne traktowanie zwierząt więc branża zapewnia teraz na wyprzódki, że futerkowe traktowane są nawet lepiej niż kurczaki, gęsi czy bydło hodowane na mięso.

Zbiorowa pamięć kojarzy futra z polowaniami i wnykami zastawianymi po świecie od tundry i lasów Syberii, przez Alaskę, po północne terytoria Kanady (słowo traper pochodzi od „trap”, czyli pułapki, np. sideł). Tyle, że obecnie futra z dzikich zwierząt to zdecydowana, chociaż ekskluzywna mniejszość. Dzisiaj 85 proc. futer pochodzi od zwierząt hodowlanych.

Wbrew wyobraźni, kształtowanej przez lektury niemodnych już książek np. Jacka Londona i lokującej „rezerwuar” futerkowych na Dalekiej Północy, ponad dwie trzecie futer w obrocie międzynarodowym pochodzi z państw Unii Europejskiej i USA. Dopiero po nich wśród głównych dostawców pojawiają się Chiny, Argentyna, Ukraina i wreszcie słynąca niegdyś sobolami Rosja.

Pikujący eksport

Nie stronią od tej specjalności nacje, których raczej nie kojarzy się z futrami. Na eksponowanym miejscu są wśród nich Polacy. W ciągu kilku lat w Polsce, głównie w Wielkopolsce, nasiliła się hodowla norek. Starsi pamiętają, że kiedyś na Wisłą symbolem bogactwa był badylarz, czyli ogrodnik, a tuż za nim w hierarchii plasował się hodowca lisów. Dziś lisy są w polskiej hodowli dość rzadkie, bo są za duże (ważą do 7 kg, a polarne nawet 20 kg) i jako zbyt wyrośnięte wyjadają za dużo karmy. Mniejsze i tańsze w chowie są norki.

Polki albo gardzą futrami, albo mają skąpych mężów. A może boją się zapalczywych ekologów, nie stroniących od przemocy. W każdym razie nie rozwinął się u nas ani biznes, ani rękodzieło zajmujące się szyciem futer, etoli, bolerek, czy kurtek z sierścią na wierzchu.

Jeszcze w 2004 r. eksport surowych skór z krajowych norek oceniano na 89 mln zł (20,2 mln euro). Statystyki nie uwidoczniły eksportu lisów, więc wówczas zjawisko prawdopodobnie nie istniało. Przeciętna cena za jedną surową skórkę norki ekspediowaną za granicę sięgała wówczas 17 euro, a więc nie była zawrotna.

W 2011 r. wartość eksportu skór surowych i garbowanych ze wszystkich futerkowych wynosiła już 145,6 mln euro. Wpływy z tego tytułu dają teraz więcej niż eksport tłuszczów i olejów, i tyle samo co sprzedaż za granicą polskich butów oraz nakryć głowy (prawdopodobnie więcej w tym agregacie różnych kapeluszy i czapek, niż – dajmy na to – hełmów). Norki zapewniają gros przychodów ze sprzedaży skór zwierząt futerkowych: w 2011 r. było to 98,3 mln euro za eksport skórek surowych i 33,9 mln euro za garbowane, czyli razem ponad 132 mln euro. Jest to 91 proc. wszystkich wpływów branży.

To jednak tylko jakieś dwie trzecie prawdy. Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Eksport istotnie decyduje o być albo nie być całej branży w Polsce, ale też nie byłby tak duży, gdyby nie spory import.

Pierwszy powód sporego importu skór futerkowych to konkurencyjne warunki ich obróbki w Polsce ze względu na niskie płace i wystarczającą jeszcze podaż niewybrednej zanadto siły roboczej. Skóry trafiają zatem do Polski w celu elementarnego przetworzenia, po czym są wywożone.

Druga tajemnica tkwi w organizacji rynku. Nie byłoby dużego eksportu bez sporego importu uzupełniającego. Handel ponad graniczny skórami futerkowymi stał się w Polsce wyłączną domeną trzech domów handlowych z Danii (Kopenhagen Fur), Finlandii (Saga Furs Oyj, d. Finnish Fur Sales) oraz Kanady (North American Fur Auctions). Prowadzą one w Polsce sortownie skór, ale głównym ich posłannictwem jest zakup skór, który odbywa się w trakcie cyklicznych aukcji gromadzących polskich hodowców. Skóry z Polski trafiają potem najczęściej na wielkie aukcje międzynarodowe, w których biorą udział kupcy z całego świata.

(oprac.graf. Darek Gąszczyk/CC BY-NC-SA cobalt123)

(oprac.graf. Darek Gąszczyk/CC BY-NC-SA cobalt123)

Dopasować stringi importem

Skórki futerkowe są sprzedawane jako oddzielne grupy nazywane ,,lotami”. Liczba skórek w każdym locie różni się w zależności od gatunku, rodzaju i rozmiaru futer. Loty, które są takie same zostają pogrupowane razem w tzw. ,,string”. String może zawierać pojedyncze loty lub kilka lotów. Liczba lotów w jednym stringu jest nieograniczona.

W 2011 r. import surowych skór norek miał wartość 33,9 mln euro. Potrzebny był także do tego, żeby w lotach i stringach znalazły się różne skóry w odpowiednich ilościach (małe, średnie, duże oraz świetne, takie sobie i gorsze, wyselekcjonowane pod względem kolorów i ich odcieni itp.). Celem tej komplementacji jest wypełnienie standardów handlowych oraz optymalizacja ceny. Skóry norek sprowadzane są więc do Polski w bardzo dużej mierze w celu zestawienia odpowiednich lotów oraz stringów. W tych zestawach zaraz po aukcjach skóry zagranicznej proweniencji opuszczają kraj razem ze skórkami pochodzącymi z Polski.

Z tego wynika, że rozmiary hodowli norek w Polsce wyznacza różnica między eksportem, a importem. Według statystyk handlu zagranicznego GUS, w 2011 r. wyniosła ona niemal 5 mln sztuk. W rzeczywistości rozmiary rocznej produkcji są prawdopodobnie bliższe poziomu 4 mln sztuk, bowiem nie wszystkie skóry od razu trafiają do obrotu. Część (mała) jest garbowana, a po takim przetworzeniu może być przechowywane w oczekiwaniu na lepsze ceny. W zestawieniach handlowych za dany rok ujmowane są zatem również skóry z hodowli z poprzednich lat.

Wartość rocznej produkcji zwierząt futerkowych w Polsce można próbować wyrazić saldem eksportu i importu. W takim ujęciu w 2011 r. wyniosła ona 415 mln zł, a tylko w I półroczu 2012 r. – 364 mln zł.

W ostatnich kwartałach liczba norek w polskiej hodowli wyraźnie wzrosła. Świadczyłyby o tym dane za I półrocze 2012 r. W tym czasie sprzedaż za granicę, liczona w sztukach i pomniejszona o import, wyniosła 4,45 mln, podczas gdy w całym 2012 r. – 4,93 mln. Gdyby zastosować najprymitywniejszą miarę prognostyczną w formie ekstrapolacji danych za I półrocze, to byłaby szansa, że łączna produkcja norek, lisów, szynszyli, tchórzofretek itp. mierzona eksportem wszystkich skór futerkowych wzrosła w 2012 r. o ok. jedną trzecią, w porównaniu z rokiem poprzednim.

Niestety, Polska pełni wyłącznie rolę zaplecza surowcowego. Brakuje tradycji i doświadczeń w obróbce skór, a przede wszystkim w projektowaniu i szyciu futer. Nic dziwnego, że wymiana międzynarodowa odbywa się na niedobrych dla nas warunkach. Tzw. terms of trade, czyli porównanie cen w eksporcie i imporcie jest dla polskich hodowców norek niekorzystne. W 2011 r. przeciętna, szacunkowa cena w imporcie wynosiła ok. 45 euro za jedną surową skórkę norki, a w eksporcie jedynie 16 euro. W I połowie 2012 r. średnia cena uzyskana za polskie surowe skóry norki spadła do 15,5 euro.

Średnia cena wszystkich skór norek, sprzedanych w sezonie 2011/2012 np. przez Saga Furs na aukcjach w Finlandii, wyniosła 55 euro, a w poprzednim – 42 euro. Rozmiary hodowli są zatem w Polsce spore, ale wartość dodana niska. Może być coś na rzeczy z zarzutami obrońców zwierząt wytykających złe warunki hodowli.

Słabe ogniwo łańcucha

Wbrew obawom wyrażanym przez rzeczników środowiska i dobrostanu zwierząt oraz ludzi z ponadprzeciętną wrażliwością, na zwiększenie chowu futerkowych w Polsce nie ma dużych szans. Wzrost populacji norek i lisów ograniczony jest dostępnością karmy. Zwierzęta te odżywiane są „ubocznymi produktami pochodzenia zwierzęcego”, czyli wszystkim tym co pozostaje z uboju i przetworzenia, a czego nie tknie człowiek. Import nie rozwiązuje sprawy, bowiem obrót tymi „odpadami” jest ograniczony z powodu egzekwowanych w Unii olbrzymich korowodów biurokratycznych (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady Wspólnot Europejskich nr 1069 z 21 października 2009 r.).

Najlepiej karmić norki odpadami drobiarskimi i rybnymi. Odpady z wieprzowiny i wołowiny nie wchodzą w grę, bo wymagają obróbki termicznej. To oznaczałoby znacznie większe koszty i postawienie na głowie całego rachunku ekonomicznego. Problem karmy wyjaśnia pozycję Danii jako absolutnego światowego lidera w hodowli norek.

W Polsce na jeden kilometr kwadratowy przypada statystycznie 5-7 norek, a w Danii wskaźnik ten wynosi 42 sztuki. Wyjaśnienie tkwi w potędze Danii jako hodowcy zwierząt i producenta mięsa. Produkcja drobiu ogółem wyniosła tam w 2010 r. 219 tys. ton. Jest z tego sporo odpadów. Duńczycy trzymają też kury na jajka. Nioski wymieniane na młodsze kury są przeznaczane właśnie na karmę dla norek oraz eksportowane do Niemiec.

W 2011 r. skóry norek były na drugim po wieprzowinie (27 proc.) miejscu w rankingu duńskich produktów rolnych w eksporcie. Sprzedaż skór norek za granicę stanowi aż 12 proc. całego duńskiego eksportu rolno-spożywczego, którego wartość całkowita wyniosła wówczas 9,7 mld euro. Pamiętać przy tym należy, że udział maleńkiej Danii (zajmuje terytorium nieco mniejsze od łącznej powierzchni województw wielkopolskiego i sąsiadującego z nim lubuskiego, a liczebność jej ludności jest siedem razy mniejsza od ludności Polski) w międzynarodowym handlu mięsem wynosi aż ok. 15 proc.

Byt kształtuje świadomość

Warunki do hodowli norek są w Danii znakomite, a bardzo wyczuleni środowiskowo Duńczycy, w tej akurat sprawie kładą uszy po sobie.

Ok. 2000 farmerów dostarcza co roku w Danii 14-15 mln skór z norek. Do tej liczby dochodzi 7 mln sztuk importowanych do Danii w celu dalszej odsprzedaży za granicę. Na drugim miejscu wśród producentów norek są Chiny, na trzecim Holandia, a za nią Polska.

Kolejność kiedyś i tak ulegnie zapewne zmianie, lecz już teraz trzeba odnotować, że po latach batalii holenderski senat przegłosował w grudniu 2012 r. całkowity zakaz hodowli norek w Holandii od 2024 r. Radość tępicieli przemysłu futrzarskiego może się okazać przedwczesna, bowiem horyzont jest bardzo odległy i wiele się może jeszcze zmienić, zwłaszcza, że wcześniejszą decyzją izby niższej niderlandzkiego parlamentu zakaz miał obowiązywać od 2018 r. Po protestach motywowanych względami ekonomicznymi senat postanowił jak postanowił, biorąc pod uwagę interes zaledwie 160 farmerów, którzy dostarczają co roku 6 mln skórek.

Rzecznicy międzynarodowego przemysłu futrzarskiego podkreślają, że hodowanie zwierząt na futra daje prace znaczącej liczbie ludzi. Podręcznikowym przykładem jest greckie miasteczko Kastoria. W zamieszkałej przez ok. 55 tys. osób, położonej w górach przy granicy z Albanią prefekturze Kastoria, futra dają podobno utrzymanie 80 proc. mieszkańców. Jest to ewenement, który tłumaczyć może jedynie tradycja z czasów, gdy przed zimnem chroniły wyprawione domowym sposobem skóry kozie lub owcze.

W Polsce mamy rozwiniętą wyłącznie hodowlę futerkowych. Najwyższa wartość dodana powstaje gdzie indziej. Próby rozmów z przedstawicielami krajowych hodowców norek i lisów dowodzą, że nie za bardzo orientują się nawet w elementarnych podstawach tego biznesu, więc oczekiwanie na jego rozwój w kierunku wyrobu błamów i futer można sobie na razie darować.

OF