Głosować na prawicę, czy lewicę? To prawie bez znaczenia, gdy wyborcy szybko mogą rozliczyć polityków. Dobrobyt nie zależy od wyniku wyborów, ale od tego, czy funkcjonują mechanizmy egzekwowania odpowiedzialności rządzących przed obywatelami i czy ludzie z pomysłami mają dostęp do kapitału – uważa prof. Reuven Brenner.

Obserwator Finansowy: Jaki jest najważniejszy czynnik decydujący o sukcesie gospodarczym kraju?

Prof. Reuven Brenner: Odpowiedzialność rządzących. Politycy podejmują decyzje i ich skutki są pozytywne, negatywne albo neutralne. Ale jest jedna zasadnicza trudność – to się okazuje dopiero po czasie. Bez względu na to jak mądry jest przywódca i jak głęboki jest jego zamysł, pomyłki są nie do uniknięcia. Wielu ludzi łudzi się, że jest inaczej, mówiąc np. „przecież było oczywiste, że ceny domów nie mogą rosnąć w nieskończoność”. Ale to jest racjonalizowanie wydarzeń po fakcie.

Jakie jest więc rozwiązanie?

Sukces odnosi ten kraj, którego ustrój zapewnia, że pomyłki w polityce państwa są jak najszybciej identyfikowane i korygowane. To właśnie rozumiem przez odpowiedzialność rządzących. Oczywiście obejmuje ona także świadome działanie kosztem interesu publicznego czyli korupcję.

Mechanizmem takiej kontroli są demokratyczne wybory.

Właśnie, że nie. Demokracja nie ma tu wiele do rzeczy. W Meksyku czy Egipcie ludzie mają prawo głosu od długich dziesięcioleci, ale te kraje pozostają bardzo biedne. Z drugiej strony jest na przykład Singapur, gdzie nie ma demokracji, ale rząd jest pod baczną kontrolą wielu niezależnych instytucji i kraj dynamicznie się rozwija.

>>czytaj analizę: Rządzić lepiej

Jak zapewnia się odpowiedzialność rządu?

To jest suma wielu czynników. Wystarczy osłabić jeden i odpowiedzialność zaczyna się rozmywać. Podam przykład z Kanady. Zanim Pierre Trudeau doszedł do władzy w 1968 r., każdy nowy wydatek musiał być przedyskutowany w parlamencie. Trudeau jako premier zachęcił urzędników do przedstawiania pomysłów, co jeszcze należałoby zrobić. Propozycje zgłosili, ale nie było czasu, by wszystkie przedyskutować. Wtedy Trudeau zmienił zasady – propozycje miały być automatycznie zatwierdzone. Kanadyjski Audytor Generalny Max Henderson podniósł wrzawę, że to niedopuszczalne. Więc premier go zwolnił.

Wtedy jeszcze Kanada była dość normalnym krajem, więc sprawa wylądowała na pierwszych stronach gazet i Trudeau został zmuszony do przywrócenia Hendersona na stanowisko. Przez chwilę był porządek, ale gdy Henderson przeszedł na emeryturę, na stanowisko Audytora Generalnego został mianowany człowiek bardziej uległy. I tak zaczęły się wielkie, nieprzemyślane programy wydatkowe, a odpowiedzialność rządu za podejmowane decyzje się rozmyła.

Powiedział pan, że na odpowiedzialność rządu składa się wiele czynników. Które z nich są najważniejsze?

Myślę, że bardzo ważna jest niska bariera wejścia na rynek polityczny, niekoniecznie dla nowych partii, ale dla nowych idei i nowych ludzi. Jeśli jest wiele potencjalnych i konkurencyjnych centrów władzy, jeśli potencjalni liderzy mają do dyspozycji instrumenty, żeby wymusić zmiany i mają się na kim oprzeć, bo istnieje warstwa ludzi, których majątek i dochody nie zależą od rządu, to błędy w polityce państwa są poprawiane szybciej, niż gdy te warunki nie są spełnione. Tu dotykamy drugiej fundamentalnej kwestii – tego w jaki sposób dokonuje się w danym społeczeństwie alokacja kapitału na rozwój.

Co pan przez to rozumie?

Chodzi mi o to, skąd człowiek, który chce zrealizować swój pomysł na biznes, ma zdobyć konieczne fundusze. Jeśli jedynym, praktycznie dostępnym, źródłem jest rząd, który decyduje, kto dostanie kredyt albo dotację, a kto nie, kraj nie będzie się rozwijał. Gdy rząd dokonuje alokacji większości funduszy na rozwój w kraju, cała reszta – nawet demokratyczne wybory itd. są fikcją. Bo wszyscy są od rządu uzależnieni, gdy chcą uzyskać dostęp do kapitału. I wtedy głosuje się inaczej. W takiej sytuacji potencjalna opozycja polityczna nie znajdzie finansowania – błędy w polityce państwa nie będą naprawiane tak szybko, jak mogłyby być.

Jak zatem wprowadzić odpowiedzialność rządu?

Trudno oczekiwać żeby rząd narzucił ją sobie sam. Odpowiedzialność muszą wymóc na rządzących obywatele, począwszy od wyboru kandydatów z doświadczeniami i osiągnięciami poza polityką. Zamiast tego wyborcy dają się uwieść sloganom o zmianie i nadziei, zapominając, że jak powiedział Edison, „wizje bez realizacji to halucynacje”. Być może jedną z największych wad współczesnej polityki jest to, że rządzą ludzie, którzy w swoim życiu nie przepracowali ani jednego dnia poza aparatem partyjnym albo strukturami państwa. To jest casus Baracka Obamy i teraz Francois Hollande’a we Francji.

Przecież Adam Smith pokazał, że kluczem do sukcesu w gospodarce jest specjalizacja i podział pracy. Mamy więc ludzi, którzy specjalizują się w polityce.

Oczywiście, tylko politycy są dla ludzi i dlatego muszą dokładnie rozumieć wokół czego kręci się życie obywateli. Warto przypomnieć pouczającą historię George’a McGoverna – całe życie był politykiem, w 1972 r. kandydował nawet na prezydenta USA z ramienia Partii Demokratycznej. Po przejściu na emeryturę w 1988 r. kupił hotel. Po dwóch latach ogłosił bankructwo. Potem w serii artykułów napisał, że żałuje, że jako polityk nie miał bezpośredniego doświadczenia i wiedzy o tym, z jakimi przeciwnościami mierzą się przedsiębiorcy, jak trudno jest prowadzić firmę i jak podatki i regulacje mogą niszczyć biznes.

Gdzie jest większa odpowiedzialność rządzących, w Europie czy w Stanach Zjednoczonych?

W Stanach Zjednoczonych błędy w polityce są identyfikowane i poprawiane szybciej niż w Europie. Między republikanami a demokratami jest ostra walka, ale amerykański system polityczny reaguje prędzej. W innych krajach parlamentarzyści bardzo często kontrolowani są przez kierownictwo partii. Obowiązuje dyscyplina partyjna. I błędy w polityce państwa są naprawiane wolno. Albo wcale. W Ameryce jest inaczej. Podam przykład: Fed prowadzi super-ekspansywną politykę pieniężną i system polityczne reaguje. Ron Paul, egzotyczny kongresmen z Teksasu robi karierę, wskazując na zagrożenia wynikające z działań Rezerwy Federalnej. Osiąga polityczny sukces bynajmniej nie dlatego, że jest faworytem republikańskiej elity. Wręcz przeciwnie.

Ale dzięki prawyborom, demokratycznej ordynacji wyborczej, temu że głosuje się na kandydatów, a nie na listy partyjne, może zostać kandydatem na prezydenta bez poparcia, nawet wbrew woli własnej partii. To samo widzimy z drugiej strony. Dziś na przykład wielu demokratów nie głosuje z prezydentem. Obawiają się, że popierając niepopularne rozwiązania przegrają następne wybory.

Poparcie dla Kongresu jest najniższe w historii. Wielką Brytanią, inną ikoną parlamentaryzmu, niedawno wstrząsnął skandal związany z wydatkami posłów. Może parlamentaryzm się przeżył i w XXI w. potrzeba innego sposobu dyscyplinowania rządów?

Rozumiem o czym pan mówi. W Stanach politycy, to obok dziennikarzy, najgorzej oceniana grupa zawodowa. Ale nie wiem czy to już koniec parlamentaryzmu. Widzę natomiast rosnącą rolę demokracji bezpośredniej. W Stanach przy okazji wyborów na szczeblu stanowym i lokalnym, coraz częściej odbywają się referenda. Szwajcaria jest jednym z bardzo niewielu krajów rozwiniętych, który dziś radzi sobie dobrze, choć jeden z najważniejszych sektorów jej gospodarki – bankowość – musi przejść drastyczną restrukturyzację.

Co jest źródłem sukcesu Szwajcarii?

Myślę, że właśnie demokracja bezpośrednia, dzięki której ludzie mogą skutecznie kontrować tych, którzy podejmują decyzje w ich imieniu. Demokracja bezpośrednia daje również, w moim przekonaniu, większą szansę, żeby na wysokie stanowiska w państwie trafili ludzie z doświadczeniem w zarządzaniu. I to się przekłada na rezultaty. W niektórych kantonach przedsiębiorstwa użyteczności publicznej są prywatne, w innych publiczne, ale nie ma między nimi wielkiej różnicy – bo wszędzie łatwo pociągnąć zarządy do odpowiedzialności.

To pokazuje, że kiedy jest odpowiedzialność, wtedy pieniądze są dobrze wydawane, kapitał jest alokowany właściwe i efektem jest rozwój.

Bez względu na system?

Kiedy odpowiedzialności nie ma – można mieć system wolnorynkowy albo socjalny, ale to nie ma większego znaczenia – tak czy inaczej gospodarka będzie kulała. Popatrzmy na Francję. To jest bogaty kraj, ale on się nie rozwija. Czy jest choć jeden przykład francuskiej firmy, która powstała w ciągu ostatnich dekad i osiągnęła znaczący sukces na świecie? Politycznie kraj tkwi nadal w sporach między zwolennikami kapitalizmu i socjalizmu z lat 50. i 60. XX w. Mnie nudzą spory prowadzone za pomocą pojęć „lewica” „prawica”. Dla rozwoju kluczowe znaczenie ma to, czy jest odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Dotyczy to też sektora prywatnego.

Tu sprawa jest prosta – kto podejmuje złe decyzje bankrutuje.

To wcale nie jest takie proste. Postulat odpowiedzialności w biznesie przyjmujemy za oczywistość zapominając, że potrzeba wielu różnych instytucji kontrolnych, aby ją zapewnić – podziału władzy, niezależnego sądownictwa, uczciwych sędziów, wolności słowa, itd. Jeśli któryś z tych warunków nie jest spełniony, odpowiedzialność w sektorze prywatnym jest osłabiona.

Poza tym firma może być kierowana źle i radzić sobie dobrze – nawet przez długi czas, jeśli jej konkurenci robią jeszcze gorsze błędy. Trwanie w błędzie może być długie, jeśli rynki finansowe nie są rozwinięte i zdemokratyzowane, jeśli istnieją kartele takie jak agencje ratingowe, jeśli prawo nie pozwala na wrogie przejęcia firm i zarządy firm giełdowych mogą robić co chcą…

Co to są zdemokratyzowane rynki finansowe?

Ludzie mają realną możliwość realizacji swoich pomysłów biznesowych, gdy jest wiele konkurujących ze sobą instytucji finansowych. Im więcej takich instytucji tym więcej jest możliwości, aby wcielić w życie pomysły, które tkwią w głowach. Dlatego tak ogromną rolę mają aniołowie biznesu, venture capital, giełda, itd. Jeśli jest wiele tego typu instytucji rynki finansowe są zdemokratyzowane, a ludzie mają dostęp do kapitału.

Czy kapitału na założenie firmy nie mogą dostarczyć ludziom banki?

Banki z natury nie udzielają kredytów nowopowstałym firmom, bo te nie mają majątku na zabezpieczenia. Start-upy są finansowane przez sprzedaż udziałów, a nie przez zaciąganie długów. Ryzyko na starcie jest zbyt duże, żeby je pokryły same odsetki. Potrzeba czegoś więcej: udziałów w sukcesie.

A czy nie można procesu przyznawania dotacji na rozwój przedsiębiorczości, na przykład funduszy unijnych, zorganizować tak, żeby dostali je właściwi ludzie?

Odpowiedź jest krótka i brzmi – nie. Nawet jeśli proces przyznawania funduszy jest transparentny, ludzie, którzy nie mają doświadczenia w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych będą popełniali więcej błędów niż ci, którzy takie doświadczenia mają oraz wkładają własne pieniądze w wyselekcjonowane przedsięwzięcia. Nawet doświadczeni VC, na przykład Kleiner Perkins, zarabiają dzięki temu, że zdarza im się trafić w dziesiątkę (np. Google). Przez większość czasu mają przeciętne zwroty z inwestycji, wychodzą na swoje, ale najczęściej tracą pieniądze.

To nie znaczy, że biurokrata nie może czasem trafić w dziesiątkę. Politycy często wskazują na innowacyjne przedsiębiorstwa, których technologie wywodzą się z badań dla wojska – najbardziej znanym przykładem jest oczywiście Internet. Fakt, że wydatki na rozwiązanie technicznych problemów wojska mają nieprzewidziane skutki – także biznesowe – nie oznacza, że rząd powinien decydować o tym, kto dostanie pieniądze na założenie firmy, a kto nie.

Rozmawiał Krzysztof Nędzyński

Reuven Brenner jest profesorem zarządzania na Uniwersytecie McGill w Montrealu i autorem „Force of Finance”.

OF