Bogactwo dzięki subsydiom

28.06.2014
Dzięki subsydiom chińskie firmy zdobywają światowe rynki i niszczą konkurencje. Przemysł otrzymuje wsparcie warte więcej, niż 30 proc. jego produkcji - wynika z książki, którą napisali Usha C.V. Haley i George T. Haley „Subsidies to Chinese Industry: State Capitalism, Business Strategy, and Trade Policy”.


Autorzy publikacji (jej polski tytuł to „Subsydia dla chińskiego przemysłu: kapitalizm państwowy, strategia biznesowa i polityka handlowa”) to chyba najwięksi na świecie eksperci od chińskich subsydiów. Obydwoje wielokrotnie zeznawali na ten temat przez komisjami Kongresu USA. Badania Ushy C.V. Haley stały się częścią trzech antydumpingowych aktów prawnych wydanych przez Unię Europejską. Prof. Usha C.V. Haley pracuje na Massey University w Nowej Zelandii oraz w Economic Policy Institute w Waszyngtonie. Prof. George Haley wykłada na University of New Heaven.

Jak podają autorzy, Chiny stały się jednymi z największym na świecie eksporterów w wielu gałęziach przemysłu, takich jak na przykład produkcja stali, szkła, papieru czy części samochodowych, w których nie miały przewagi komparatywnej i jeszcze parę lat temu były importerami. To są przemysły silnie kapitałochłonne, w których praca stanowi tylko od 2 proc. do 7 proc. wartości ostatecznego produktu.

I tak na przykład w latach 2000-2007 doszło do nagłej transformacji w chińskim przemyśle produkcji stali. W 2005 r. Chiny z importera stały się eksporterem stali, a w 2007 r. zostały największym na świecie jej producentem (40 proc. światowego rynku). Jak to możliwe? W 2007 r. subsydia w postaci niższych od rynkowych cen energii dla przemysłu stalowego w Chinach szacowano na 15,7 mld dolarów. To wzrost o 3800 proc. w stosunku do 2000 r. Chińska stal sprzedawana była o 25 proc. taniej, niż amerykańska i europejska.

W 2009 r. Chiny miały 31 proc. światowej produkcji szkła (od 2003 r. produkcja podwoiła się). Ze względu na brak danych możliwe było tylko oszacowanie subsydiów do produkcji szkła na szyby. Wyniosły one 4,8 mld dolarów w latach 2004-2008. Zakładając, że w pozostałej części tego przemysłu były one na podobnym poziomie, można przyjąć cały chiński przemysł produkcji szkła w latach 2004-2008 otrzymał przynajmniej 30,3 mld dolarów subsydiów.

Od 2000 r. Chiny potroiły produkcję papieru, a w 2008 r. prześcignęły USA stając się największym na świecie jego producentem. W latach 2002-2009 chiński przemysł papierniczy otrzymał 33,1 mld dolarów subsydiów. Z kolei od 2001 r. do 2011 r. chiński przemysł produkcji części samochodowych otrzymał 27,5 mld dolarów subsydiów. Od 2004 r. jego produkcja wzrosła o 150 proc. W ciągu najbliższej dekady chiński rząd zapowiedział kolejne 10,9 mld USD wsparcia m.in. na rozwój technologii.

Subsydia dla państwowych firm w Chinach stanowiły na przykład w 1992 r. 6,5 proc. PKB, w 1993 r. 5,3 proc. PKB. W tych danych nie uwzględniono jednak pożyczek udzielanych na preferencyjnych warunkach przez państwowe banki. Od 1995 r. do 2005 r. całkowite subsydia wyniosły 310,1 mld dolarów, z czego 151,1 mld dolarów skierowano do państwowych firm. Subsydia stanowiły ponad jedną trzecią zysków państwowych firm w latach 1998-2004.

W 2001 r. Chiny zostały członkiem Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO). Dlatego do 2000 r. kraj ten miał wyeliminować wszystkie subsydia dla przynoszących straty państwowych firm. Mimo tego, nie przerwano ich wypłacania. Po wejściu do WTO, w latach 2002-2004 pożyczki z państwowych banków zwiększyły się o 58 proc. do 785 mld dolarów. W 2003 r. tylko nowe pożyczki stanowiły jedną czwartą PKB. Połowa wszystkich pieniędzy z kredytów bankowych poszła do państwowych firm i większość z tych kredytów nigdy nie zostanie spłacona.

Od wejścia Chin do WTO zagraniczne firmy naciskają chiński rząd, by otworzył chiński rynek na zagraniczne inwestycje i handel. W 2006 r. chińskie władze ustaliły listę siedmiu strategicznych przemysłów, w którym państwo musi utrzymać pełną kontrolę za pomocą dominujących na rynku państwowych przedsiębiorstw. To przemysł zbrojeniowy, produkcja i dystrybucja energii, przemysł naftowy i petrochemiczny, telekomunikacja, górnictwo węgla, cywilne lotnictwo i spedycja. Zagranicznym firmom nie wolno działać w tych przemysłach.

Zindentyfikowano także pięć kolejnych gałęzi gospodarki, w których państwo chińskie chce mieć duży udział. To przemysł maszynowy, samochodowy, technologii informacyjnych (połączenie zastosowań informatyki i telekomunikacji), budowlany, żelaza stali i nieżelaznych metali. W tych gałęziach gospodarki zagraniczne firmy mają istotne ograniczenia w działaniu.

W marcu 2012 r. wiceminister handlu Chin Zhong Shan powiedział, że w ciągu ostatnich 17 lat Chiny miały więcej konfliktów handlowych, niż jakikolwiek inny kraj świata. Tylko od 2008 r. do początku 2012 r. złożono ponad 600 skarg na Chiny dotyczących relacji handlowych.

W ciągu 10 lat od wejścia do WTO amerykański deficyt handlowy z Chinami wzrósł o 330 proc. Chiński udział w amerykańskim deficycie handlowym prawie się potroił: z 22 proc. w 2000 r. do 55 proc. w 2010 r. To sugeruje, że Chiny „wygryzają” inne kraje z handlu z USA.

Co ciekawe, istotnie zmienia się struktura chińskiego eksportu. Jeszcze w 2000 r. 37 proc. sprzedaży za granicę stanowiły produkty, w których praca stanowiła istotną część kosztów. W 2010 r. było to już tylko 14 proc. Od 2004 r. do 2011 r. amerykański import zaawansowanych technologicznie produktów z Chin rósł średnio rocznie o 16,5 proc. podczas gdy eksport takich amerykańskich produktów do Chin rósł tylko o 11 proc.

W efekcie na przykład w sierpniu 2011 r. USA sprzedały Chinom zaawansowane technicznie produkty za 1,9 mld dolarów a kupiły stamtąd takich produktów za 10,9 mld dolarów. W całym 2011 r. USA importowały z Chin o 560 proc. więcej zaawansowanych technicznie produktów, niż eksportowały.

W 2005 r. wprowadzono wymaganie, by 70 proc. części w turbinach wiatrowych produkowanych w Chinach pochodziło z Chin. Zachęcono zagraniczne firmy do wchodzenia na rynek, ale te które produkowały turbiny o mocy powyżej 1,5 MW musiały zawiązywać spółki joint venture z chińskimi partnerami. Chiński rząd wprowadził zachęty mające na celu transfer technologii w postaci  subsydiów i preferencyjnych podatków. Dał także preferencje dla  krajowych firm przy ubieganiu się o kontrakty rządowe.

W efekcie, o ile jeszcze w 2004 r. zagraniczni producenci turbin wiatrowych mieli 75 proc. chińskiego rynku o tyle już w 2009 r. tylko trzy największe chińskie firmy – Sinovel, Goldwind i Dongfang miały 60 proc. rynku, a zagraniczne przedsiębiorstwa zaledwie 14 proc.

Książka małżeństwa Haley to nie jest lektura do poduszki. To uniwersyteckie opracowanie (wydane przez Oxford University Press), które formą przypomina raport dla posłów. Cztery z siedmiu rozdziałów publikacji to szczegółowy opis form wsparcia udzielanego przez chińskie władze w przemyśle stalowym, produkcji szkła, papierniczym i części samochodowych. Warto jednak poświęcić tej publikacji trochę czasu, ponieważ bez niej trudno może być w pełni zrozumieć powody imponujących osiągnięć ekonomicznych Chin w ostatnich dekadach; 8-10 proc. rocznego wzrostu gospodarczego i 4 proc. bezrobocia.

Książce warto poświęcić czas tym bardziej, że jak wynika z prognoz OECD (z czerwca 2013 r.) za 28 lat Chiny prześcigną Polskę pod względem PKB na obywatela według parytetu siły nabywczej (w 2042 r. ma on wynosić dla Polski 34 117 dolarów a dla Chin 34 396 dolarów) i z każdym kolejnym rokiem różnica w bogactwie przeciętnego Chińczyka i przeciętnego Polaka będzie rosnąć.


Tagi


  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    Konkluzja jest prosta: jeżeli UE nie wprowadzi restrykcji to powinniśmy je wprowadzić sami, nawet kosztem wyjścia z UE, niekoniecznie z Schengen. Korzyści z pobytu w tym coraz bardziej biurokratyczno-lewackim tworze zaczynają być coraz bardziej wątpliwe.

  • jogi pisze:

    Nie tylko subsydia stoją za chińskim sukcesem gospodarczym. Chiny manipulują kursem własnej waluty zaniżając jej wartość o co najmniej 20% a to oznacza że chińskie towary są tańsze o 20% a import do Chin jest droższy o 20%. Chiny to obecnie najbardziej protekcjonistyczne państwo na świecie.

  • Krzysztof Mazur pisze:

    Dotowanie przemysłu to nic innego jak okradanie 90-95 % społeczeństwa, żeby wzbogacić 5-10 % najbogatszych. Skutkiem takiej antyspołecznej i antyrynkowej polityki będzie: zapaść demograficzna (jak w Polsce od Gierka do dzisiaj) i prawdopodobnie bunty, strajki itp. Prawdopodobieństwo, że to się dobrze skończy jest bliskie zera. A subsydia też będą musiały się skończyć (gdy społeczeństwo nie będzie chciało ani mogło płacić). Prognoza OECD to zwykła ekstrapolacja, która w tak długim okresie jest zwyczajnie błędna. Polska będzie miała stagnację i recesję w latach 2020-35, po czym zreformuje swoje finanse publiczne (z braku innego wyjścia) i zacznie się szybko rozwijać. A w Chinach ten kryzys przyjdzie później, ale za to będzie znacznie dłuższy i nie wiadomo czy to państwo w ogóle go przetrwa. Prędkość starzenia się społeczeństwa w Chinach będzie znacznie większe niż w Polsce. Subsydia to polityka pompowania przemysłu kosztem społeczeństwa na krótką metę, po czym, następuje długi kryzys. Oczywiście w czasie kryzysu subsydiowania red. Piński będzie pisał, że jest za mało subsydiów i stąd kryzys (jak nasza lewica o upadku PGRów, że zabrakło subsydiów). Jeśli przemysł powstał tylko dzięki subsydiom, to nie przetrwa ich braku, a jeśli nie tylko dzięki subsydiom, to powstałby i bez nich.

  • Krzysztof Mazur pisze:

    @Tezcatlipoca2014 Biurokratyczno-lewackie jest to co Pan proponuje, czyli restrykcje handlowe. Przy Panu UE to ostoja wolnego rynku. Jeśli chiński rząd okrada swoich obywateli, żeby dotować polskich obywateli tanimi produktami, dlaczego mamy mu w tym przeszkadzać? Polska gospodarka bez dotacji daje sobie radę i ma nadwyżkę handlową od kilkunastu miesięcy. Może powinniśmy brać od chińczyków tanie produkty i sprzedawać im inne drogie. Czy to nie lepszy biznes od okopywania się w produkcji taniochy? To że jakieś państwo dotuje część własnej produkcji (podnosząc jednocześnie koszty produkcji innych), to jest okoliczność zewnętrzna, do której gospodarka powinna się dostosować.

  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    @Krzysztof Mazur Takie naiwne podejście do własnego przemysłu miałem okazję oglądać naocznie w latach dziewięćdziesiątych. Niestety, ludzie o podobnym do pańskiego sposobie myślenia wykończyli nasz przemysł i zamienili kraj w kolonię gospodarczą. Jeżeli Chiny zubożając swoich obywateli dotują eksport to wykańczają wytwórczość odbiorcy. I jest fajnie, jak dla naiwnych Polaków, którzy się cieszyli, że mogą kupić tanie wietnamskie szmaty na targu, a w tym czasie upadały zakłady w Łodzi. Niestety, plebs nie ciągnie swojego wnioskowania dalej i nie przychodzi mu do głowy, że za chwilę jego mały biznesik w tym kręgu gospodarczym też upadnie, bo zwolniona włókniarka czy szwaczka nie kupi jego produktów. Chińczycy myślą długodystansowo w przeciwieństwie do dość prymitywnych ekonomistów amerykańskich i europejskich, którzy przez całe dekady mylili swoje modele z rzeczywistością. Pańskie podejście do zagadnienia całkowicie odrzucam.

  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    @Krzysztof Mazur „Polska gospodarka bez dotacji daje sobie radę i ma nadwyżkę handlową od kilkunastu miesięcy” – KTO ma nadwyżkę. Bo gospodarka to pojęcie abstrakcyjne. Na razie wiemy, że przepływy finansowe są dodatnie. To dokładnie nic nie oznacza z punktu widzenia społeczeństwa. Nie oligarchii, nie bankierów. Zwykłych zjadaczy chleba. Istotna jest ocena zwiększania dochodów dolnych 95% społeczeństwa, a nie wąskiej, zblatowanej politycznie oligarchii czy zagranicznych grup kapitałowych.

  • Aleksander Piński pisze:

    Panie Krzysztofie,

    dotowanie faktycznie może być okradaniem, ale może być również inwestycją. W większości przemysłu ma Pan ogromne korzyści ze skali prowadzonej działalności i bez dotacji wejście na takie rynki może być niemożliwe. A warto to robić bo właśnie przemysł jest lokomotywą umożliwiającą uzyskiwanie 8-10 proc. a nawet więcej rocznego wzrostu gospodarczego (Japonii zdarzały się lata z 12 proc. rocznego wzrostu PKB).

  • Aleksander Piński pisze:

    Oczywiście, jak słusznie zwrócili uwagę komentatorzy powyżej, subsydia to tylko jeden z wielu elementów wspierania budowy własnych, konkurencyjnych globalnie firm. Inne elementy to zaniżony kurs walutowy, ochrona własnego rynku przed importem oraz zamówienia publiczne kierowane prawie wyłącznie do chińskich firm. Jakie są skutki nie stosowania takiej polityki przez Polskę ? Po pierwsze horrendalne bezrobocie ukryte poprzez wyjazd za granicę 2 mln ludzi i wysłanie setek tysięcy innych na wcześniejsze emerytury i renty – po uwzględnieniu tego prawdziwy odsetek ludzi bez pracy sięgałby 25 proc. – tyle co w USA w czasie Wielkiego Kryzysu. Po drugie niskie płace: w Polsce udział płac w PKB to 53,2 proc. w Niemczech 68,5 proc. Jak to ujął prof. Hausner ostatnio jesteśmy krajem „dokręcaczy śrubek”, bo zagraniczne firmy które odpowiadają za większość eksportu Polski lokują w naszym kraju produkcje wymagającą niewielkich kwalifikacji.

  • Aleksander Piński pisze:

    A jeżeli chodzi o prognozy OECD to nie widzę powodu by się z nimi nie zgadzać. Kto ma w Polsce tworzyć PKB skoro prawie nie mamy konkurencyjnych globalnie firm? Tymczasem wystarczy wyjść na ulice, by zobaczyć efekty polityki wspierania własnego przemysłu w Korei Południowej: Hunday, Kia, LG, Samsung itd. I dlatego analitycy OECD słusznie twierdzą, że Korea Płd dogoni USA i Szwajcarię i przegoni Niemcy a my będziemy biedniejsi od Chińczyków.

  • Wieslaw Pilch pisze:

    ChRL MA politykę gospodarczą. I prowadzi ją tak jak uważa za korzystne dla SWOJEGO kraju. Kraje POWAŻNE tak robią. Wszystkie! A kraje niepoważne- jak Polska- mają klasę polityczną na miarę okresu przed rozbiorowego. Więc Polacy „dokręcają śrubki”. I nie rozumieją że Chińczycy ciężko pracują na swój i swojego Państwa dobrobyt.

  • k.Ned pisze:

    Panie Aleksandrze,
    „Tymczasem wystarczy wyjść na ulice, by zobaczyć efekty polityki wspierania własnego przemysłu w Korei Południowej: Hunday, Kia, LG, Samsung itd.”
    Rzeczywiście. Ale jeśli wyjdziemy na ulice to również nie zobaczymy efektów wspierania własnego przemysłu, które od dziesięcioleci stosowały Indie, praca cała Afryka, prawie cała Ameryka Południowa…
    To nie jest tak, że stosowanie subsydiów daje dobre efekty, a brak ich stosowania złe (lub vice versa). Efektywność każdego instrumentu polityki gospodarczej rozbija się o governance quality, jakość rządzenia…

  • Aleksander Piński pisze:

    Panie Krzysztofie,

    zwróciłem też na to uwagę pisząc „dotowanie faktycznie może być okradaniem, ale może być również inwestycją”. Natomiast nie zgadzam się z Panem, że „to nie jest tak że brak stosowania subsydiów daje złe efekty”. Spędziłem na prawdę mnóstwo czasu analizując to co robiły kraje, którym udało się dogonić zamożne państwa i wszystkie duże kraje stosowały silne wsparcie własnych firm. Bogactwo bez wspierania jest możliwe tylko w przypadku małych krajów takich jak Singapur czy Irlandia, gdzie inwestycje zagraniczne mogą faktycznie istotnie podnieść standard życia. Ale to są kraje, które mają mniej, niż 5 mln obywateli. To nie jest strategia, którą da się zastosować przy 40 mln mieszkańców, bo nie jesteśmy w stanie ściągnąć tyle inwestycji przeliczeniu na obywatela co one.

  • Aleksander Piński pisze:

    I jeszcze jedna uwaga a propos Ameryki Południowej. Otóż lepiej mieć nieefektywny przemysł niż nie mieć go w ogóle. To świetnie widać na przykładzie Peru, gdzie w latach 70. pod naciskiem Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego otworzono rynek na konkurencje z zagranicy, która zmiotła lokalny przemysł. Efekt? Dramatycznie spadły płace. Niekonkurencyjny globalnie przemysł dawał płace mniej więcej dwa razy wyższe, niż dzisiaj są w Peru przy otwartej gospodarce.

  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    @Aleksander Piński „Dramatycznie spadły płace. Niekonkurencyjny globalnie przemysł dawał płace mniej więcej dwa razy wyższe, niż dzisiaj są w Peru przy otwartej gospodarce.” – i to jest wyjaśnienie polskiego dramatycznego bezrobocia i autentycznej biedy, zarówno bezwzględnej, jak i relatywnej do Zachodniej Europy. Nie wspominając jeszcze o takim drobnym szczególe, jak sprawny niemiecki eksport bezrobocia wykonany właśnie za pomocą likwidacji polskiego przemysłu oraz zapaści budżetowej wynikającej z nikłych wpływów podatkowych: file zachodnich koncernów praktycznie nie płacą w Polsce podatków. Wstępnie żądają dotacji (teren i infrastruktura) oraz zwolnień z podatków lokalnych. Rozliczenia wewnętrzne pozwalają notorycznie wykazywać brak zysków i unikać podatku dochodowego. VAT-u nie płacą, bo eksport jest objęty stawką zerową. No i co zostaje? Dochodowy płacony od notorycznie zaniżanych zarobków pracowników traktowanych coraz bardziej jak biali niewolnicy. Najwyższy czas zacząć wobec firm, szczególnie zagranicznych, zacząć postępować tak, jak amerykańskie wobec WallMarta i innych junk-job: obłożyć podatkiem od pracowników wynagradzanych tak nisko, że stają się klientelą pomocy społecznej. Akceptacja obecnej sytuacji jest jawną dyskryminacją polskich przedsiębiorstw, szczególnie małych i średnich, bo stają się podatkowymi fundatorami dolce vita dla konkurentów.

  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    Errata: Najwyższy czas zacząć wobec firm, szczególnie zagranicznych, zacząć postępować tak, jak amerykańskie hrabstwa wobec WallMarta i innych junk-job: obłożyć podatkiem od pracowników wynagradzanych tak nisko, że stają się klientelą pomocy społecznej.

  • k.Ned pisze:

    @Panie Aleksandrze,
    Zgadzam się całkowicie, że kraj taki jak Polska potrzebuje dobrej polityki przemysłowej.
    Zastanawiam się od pewnego czasu jaka branża przemysłowa w Polsce najlepiej rokuje.
    Czy Polska mogła by być liderem w produkcji małych samolotów, takich które mogłyby służyć jako taksówki lotnicze? Do niektórych miejsc w Polsce trudno się dostać samochodem albo koleją i jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Samorządy nabudowały lotnisk, które stoją puste. A wydaje mi się, że jest trochę ludzi, którzy mają pieniądze a nie mają czasu. Czy ktoś potrafi odpowiedzieć czy to się ekonomicznie spina?

  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    @k.Ned Ruch pasażerski ma konkretne wymogi prawne i logistyczne. Albo będzie to forma regularna i wtedy wymagany jest odpowiedni poziom strumienia pasażerów, aby utrzymać lotnisko, albo będzie to forma nieregularna, lotnisko może być siermiężne, ale wtedy rosną koszty po stronie właściciela/dzierżawcy samolotu, bo nie ma dociążenia ruchem. Dobre „rozpoznanie walką” ruchu regionalnego regularnego zrobił przed swoim zgonem OLT, bo jednoznacznie wyznaczył akceptowalny ze strony klientów poziom cen pomiędzy 100 i 200 zł za przelot krajowy w jedną stronę. Poziom 350…500 zł, który następnie próbował wprowadzić, zresztą niemrawo, Eurolot jest kompletnie nieakceptowalny. Po prostu jesteśmy za biedni. Pytanie teraz, ale już do fachowców: czy da się ustawić ruch regularny przy poziomie cen 100..200 zł i frekwencyjności rzędu 70%? Czy w ogóle jest to możliwe? Czy wchodzić w to odrzutowcami czy turbośmigłowymi? Niestety, nie wiem.

  • Aleksander Piński pisze:

    Panie Krzysztofie,

    szczerzę mówiąc decyzja o tym, które przemysły wspierać i w jaki sposób wymaga głębszej analizy znacznie przekraczającej wymagania publicystycznego tekstu. Na pewno jednak w sytuacji horrendalnego bezrobocia, jakie występuje w Polsce,potrzebne są przemysły masowe a nie niszowe. Mam wrażenie, że popełniono błąd odpuszczając na przykład w Polsce przemysł stoczniowy i samochodowy, ponieważ są one lokomotywami całych gospodarek, dają dużo dobrze płatnych miejsc pracy i „ciągnął” za sobą inne przemysły na przykład stalowy. Mało osób wie, że największy udział w eksporcie Korei Południowej mają właśnie statki (w 2011 r. było to 15 proc. całego eksportu). Ale ma Pan rację, że wsparcie należałoby zacząć od tych sektorów, w których już polskie firmy nieźle sobie radzą. Może dzięki temu udałoby się prawie zmonopolizować jakieś branże w skali globalnej i dzięki temu mieć z tej działalności dodatkowe zyski. Właśnie tak bogactwo budują bogate kraje. BMW może płacić swoim pracownikom 200 zł za godzinę pracy i mieć wysokie zyski bo zrobienie dobrego, luksusowego auta jest trudne, wymaga dużo know- how i kapitału.

  • marcinach pisze:

    Dotacje to kradzież, czy to się komuś podoba czy nie. A to, że zostanie okradzionych 100 tysięcy osób, aby jeden Kowalski wszedł na zagraniczny rynek to inwestycja w p. Kowalskiego kosztem 100 tysięcy osób, czyli to wciąż kradzież. Ale za to Kowalski taki dumny, i ci co dotację załatwili, a to czy obrabowanym dzięki temu będzie lepiej nikogo nie obchodzi. Ludzie… gdzie Wy się ekonomii uczyliście? Utylitarystyczny socjalizm to macie w małym paluszku.

  • marcinach pisze:

    Widziałem stocznię gdańską z bliska i całe to je towarzystwo – no chyba, ze p. Piński wymieniłby wszystkich pracowników stoczni na jakichś produktywnych polskich aniołów to może i tak. Jest pan marzycielem, bo takiego b…lu jak w stoczni nigdzie nie widziałem. Etyka pracy rodem z PRL-u, kadry także, a stocznia – cały park maszynowy to 100 lat za Japonią. To bardziej na muzeum się nadaje. Przyznaję, że głupia polityka zniszczyła polski przemysł, ale dotacje, polityka przemysłowa, protekcjonizm by tu nie pomogły – agonia trwałaby dłużej…

  • Aleksander Piński pisze:

    Panie Marcinach, nie mogę się z Panem zgodzić, że dotacje do kradzież. Dlaczego? Otóż większość ludzi pracujących w gospodarce nie zwiększa swojej produktywności: nauczyciele, taksówkarze, sprzedawcy, policjanci, dziennikarze itd. Za to w niektórych gałęziach przemysłu produktywność potrafi rosnąć nawet o kilkaset procent rocznie (na przykład kiedyś przemysł samochodowy a później elektroniczny). Pensje pracowników wysoce produktywnych gałęzi przemysłu rosną bardzo szybko. Jeżeli rząd blokuje imigracje to fryzjerze, taksówkarze i inni mogą podnosić ceny swoich usług w zbliżonym tempie jak rosną płace w przemyśle. Tak więc silne firmy przemysłowe są w stanie podnieść pensje wszystkim w całym kraju. Dotacje czy cła ochronne to inwestycja, którą potem, przy mądrej polityce rządu, firmy spłacają w postaci wysokich pensji pracownikom. Proszę zobaczyć, że obecnie udział płac w PKB w Polsce wynosi 53,2 proc. a w Korei Płd 72 proc. a w czasie kiedy była na poziomie rozwoju tak jak Polska sięgał 80 proc. Inaczej mówiąc, gdybyśmy prowadzili politykę gospodarczą jak Korea Płd to już teraz, przy takim PKB jak mamy obecnie średnia płaca w naszym kraju sięgałaby 6 tys. zł

  • Aleksander Piński pisze:

    Natomiast rozumiem, że boli Pana że kilka prywatnych osób się przy okazji wzbogaci. To faktycznie jest problem, ponieważ niby dlaczego jakiś Kowalski ma zostać miliarderem dzięki inwestycjom za które de facto płacą wszyscy obywatele. Otóż Koreańczycy rozwiązali to w ten sposób: mało osób wie, że kiedy zaczynał się koreański cud gospodarczy firm konkurujących o państwowe dotacje było kilkadziesiąt razy więcej, niż obecnie. Powoli wykruszały się, nie dawały rady spełniać wymagań państwa odnośnie zwiększania eksportu. Tak więc szefowie tych kilku czeboli musieli wykazać się dużymi umiejętnościami biznesowymi, by wygrać konkurencje z zachodnimi firmami, które miały wielokrotnie więcej doświadczenia w branżach. A przy okazji doprowadzili do tego, że Korea Płd z poziomu Afryki w ciągu pół wieku doszła do poziomu Włoch. Wydaje się więc, że ich majątki można uznać za zasłużone. Ewentualnie można do sprawy podejść tak jak Chińczycy i wspierać duże, państwowe firmy. To ma także taką zaletę, że wówczas znika problem z uchylaniem się od płacenia podatków.

  • marcinach pisze:

    Panie Aleksandrze, ja Pana doskonale rozumiem. ‚Czy boli mnie, że kilka prywatnych osób się przy okazji wzbogaci’? Nie, jeśli zrobią to na prywatnym konkurencyjnym rynku (to nie mój termin wolnej gospodarki, ale Miltona Friedmana), ale o takim możemy tylko pomarzyć. Tak jak napisał wczęsniej – to jest utylitaryzm propaństwowy, o zapachu fabiańskim (piszę o zapachu, bo u fabianów była cała skala pomysłów na gospodarkę – od małych interwencji po komunizm). Korea, ani Japonia nie są moimi idolami, i nigdy nie były. Azjatyckie tygrysy miały kilka cech wspólnych – zarówno tych intewencyjnych jak i prorynkowych, o których już kiedyś pisałem w komentarzach. Mi cały czas chodzi o to, że to nie jest droga wolności. A dróg do bogactwa i do ruiny, jak pokazuje historia, jest wiele. Np. ponad 100 lat temu Indie otrzymały wolnorynkowy pakiet polityki gospodarczej. Dostali niesamowitą szansę i co? I nic. Nikt tam nie brał tego na serio. Ludzie nie chcieli. Tak też bywa.

  • mop pisze:

    Patrząc na bank pracy dla nauczycieli chińskiego w Łodzi, zastanawiam się czy te http://preply.com/pl/lodz/oferty-pracy-dla-nauczycieli-języka-chińskiego oferty również są subsydiowane

Dodaj komentarz


dziewięć × 9 =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane