Dzięki subsydiom chińskie firmy zdobywają światowe rynki i niszczą konkurencje. Przemysł otrzymuje wsparcie warte więcej, niż 30 proc. jego produkcji - wynika z książki, którą napisali Usha C.V. Haley i George T. Haley „Subsidies to Chinese Industry: State Capitalism, Business Strategy, and Trade Policy”.

Autorzy publikacji (jej polski tytuł to „Subsydia dla chińskiego przemysłu: kapitalizm państwowy, strategia biznesowa i polityka handlowa”) to chyba najwięksi na świecie eksperci od chińskich subsydiów. Obydwoje wielokrotnie zeznawali na ten temat przez komisjami Kongresu USA. Badania Ushy C.V. Haley stały się częścią trzech antydumpingowych aktów prawnych wydanych przez Unię Europejską. Prof. Usha C.V. Haley pracuje na Massey University w Nowej Zelandii oraz w Economic Policy Institute w Waszyngtonie. Prof. George Haley wykłada na University of New Heaven.

Jak podają autorzy, Chiny stały się jednymi z największym na świecie eksporterów w wielu gałęziach przemysłu, takich jak na przykład produkcja stali, szkła, papieru czy części samochodowych, w których nie miały przewagi komparatywnej i jeszcze parę lat temu były importerami. To są przemysły silnie kapitałochłonne, w których praca stanowi tylko od 2 proc. do 7 proc. wartości ostatecznego produktu.

I tak na przykład w latach 2000-2007 doszło do nagłej transformacji w chińskim przemyśle produkcji stali. W 2005 r. Chiny z importera stały się eksporterem stali, a w 2007 r. zostały największym na świecie jej producentem (40 proc. światowego rynku). Jak to możliwe? W 2007 r. subsydia w postaci niższych od rynkowych cen energii dla przemysłu stalowego w Chinach szacowano na 15,7 mld dolarów. To wzrost o 3800 proc. w stosunku do 2000 r. Chińska stal sprzedawana była o 25 proc. taniej, niż amerykańska i europejska.

W 2009 r. Chiny miały 31 proc. światowej produkcji szkła (od 2003 r. produkcja podwoiła się). Ze względu na brak danych możliwe było tylko oszacowanie subsydiów do produkcji szkła na szyby. Wyniosły one 4,8 mld dolarów w latach 2004-2008. Zakładając, że w pozostałej części tego przemysłu były one na podobnym poziomie, można przyjąć cały chiński przemysł produkcji szkła w latach 2004-2008 otrzymał przynajmniej 30,3 mld dolarów subsydiów.

Od 2000 r. Chiny potroiły produkcję papieru, a w 2008 r. prześcignęły USA stając się największym na świecie jego producentem. W latach 2002-2009 chiński przemysł papierniczy otrzymał 33,1 mld dolarów subsydiów. Z kolei od 2001 r. do 2011 r. chiński przemysł produkcji części samochodowych otrzymał 27,5 mld dolarów subsydiów. Od 2004 r. jego produkcja wzrosła o 150 proc. W ciągu najbliższej dekady chiński rząd zapowiedział kolejne 10,9 mld USD wsparcia m.in. na rozwój technologii.

Subsydia dla państwowych firm w Chinach stanowiły na przykład w 1992 r. 6,5 proc. PKB, w 1993 r. 5,3 proc. PKB. W tych danych nie uwzględniono jednak pożyczek udzielanych na preferencyjnych warunkach przez państwowe banki. Od 1995 r. do 2005 r. całkowite subsydia wyniosły 310,1 mld dolarów, z czego 151,1 mld dolarów skierowano do państwowych firm. Subsydia stanowiły ponad jedną trzecią zysków państwowych firm w latach 1998-2004.

W 2001 r. Chiny zostały członkiem Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO). Dlatego do 2000 r. kraj ten miał wyeliminować wszystkie subsydia dla przynoszących straty państwowych firm. Mimo tego, nie przerwano ich wypłacania. Po wejściu do WTO, w latach 2002-2004 pożyczki z państwowych banków zwiększyły się o 58 proc. do 785 mld dolarów. W 2003 r. tylko nowe pożyczki stanowiły jedną czwartą PKB. Połowa wszystkich pieniędzy z kredytów bankowych poszła do państwowych firm i większość z tych kredytów nigdy nie zostanie spłacona.

Od wejścia Chin do WTO zagraniczne firmy naciskają chiński rząd, by otworzył chiński rynek na zagraniczne inwestycje i handel. W 2006 r. chińskie władze ustaliły listę siedmiu strategicznych przemysłów, w którym państwo musi utrzymać pełną kontrolę za pomocą dominujących na rynku państwowych przedsiębiorstw. To przemysł zbrojeniowy, produkcja i dystrybucja energii, przemysł naftowy i petrochemiczny, telekomunikacja, górnictwo węgla, cywilne lotnictwo i spedycja. Zagranicznym firmom nie wolno działać w tych przemysłach.

Zindentyfikowano także pięć kolejnych gałęzi gospodarki, w których państwo chińskie chce mieć duży udział. To przemysł maszynowy, samochodowy, technologii informacyjnych (połączenie zastosowań informatyki i telekomunikacji), budowlany, żelaza stali i nieżelaznych metali. W tych gałęziach gospodarki zagraniczne firmy mają istotne ograniczenia w działaniu.

W marcu 2012 r. wiceminister handlu Chin Zhong Shan powiedział, że w ciągu ostatnich 17 lat Chiny miały więcej konfliktów handlowych, niż jakikolwiek inny kraj świata. Tylko od 2008 r. do początku 2012 r. złożono ponad 600 skarg na Chiny dotyczących relacji handlowych.

W ciągu 10 lat od wejścia do WTO amerykański deficyt handlowy z Chinami wzrósł o 330 proc. Chiński udział w amerykańskim deficycie handlowym prawie się potroił: z 22 proc. w 2000 r. do 55 proc. w 2010 r. To sugeruje, że Chiny „wygryzają” inne kraje z handlu z USA.

Co ciekawe, istotnie zmienia się struktura chińskiego eksportu. Jeszcze w 2000 r. 37 proc. sprzedaży za granicę stanowiły produkty, w których praca stanowiła istotną część kosztów. W 2010 r. było to już tylko 14 proc. Od 2004 r. do 2011 r. amerykański import zaawansowanych technologicznie produktów z Chin rósł średnio rocznie o 16,5 proc. podczas gdy eksport takich amerykańskich produktów do Chin rósł tylko o 11 proc.

W efekcie na przykład w sierpniu 2011 r. USA sprzedały Chinom zaawansowane technicznie produkty za 1,9 mld dolarów a kupiły stamtąd takich produktów za 10,9 mld dolarów. W całym 2011 r. USA importowały z Chin o 560 proc. więcej zaawansowanych technicznie produktów, niż eksportowały.

W 2005 r. wprowadzono wymaganie, by 70 proc. części w turbinach wiatrowych produkowanych w Chinach pochodziło z Chin. Zachęcono zagraniczne firmy do wchodzenia na rynek, ale te które produkowały turbiny o mocy powyżej 1,5 MW musiały zawiązywać spółki joint venture z chińskimi partnerami. Chiński rząd wprowadził zachęty mające na celu transfer technologii w postaci  subsydiów i preferencyjnych podatków. Dał także preferencje dla  krajowych firm przy ubieganiu się o kontrakty rządowe.

W efekcie, o ile jeszcze w 2004 r. zagraniczni producenci turbin wiatrowych mieli 75 proc. chińskiego rynku o tyle już w 2009 r. tylko trzy największe chińskie firmy – Sinovel, Goldwind i Dongfang miały 60 proc. rynku, a zagraniczne przedsiębiorstwa zaledwie 14 proc.

Książka małżeństwa Haley to nie jest lektura do poduszki. To uniwersyteckie opracowanie (wydane przez Oxford University Press), które formą przypomina raport dla posłów. Cztery z siedmiu rozdziałów publikacji to szczegółowy opis form wsparcia udzielanego przez chińskie władze w przemyśle stalowym, produkcji szkła, papierniczym i części samochodowych. Warto jednak poświęcić tej publikacji trochę czasu, ponieważ bez niej trudno może być w pełni zrozumieć powody imponujących osiągnięć ekonomicznych Chin w ostatnich dekadach; 8-10 proc. rocznego wzrostu gospodarczego i 4 proc. bezrobocia.

Książce warto poświęcić czas tym bardziej, że jak wynika z prognoz OECD (z czerwca 2013 r.) za 28 lat Chiny prześcigną Polskę pod względem PKB na obywatela według parytetu siły nabywczej (w 2042 r. ma on wynosić dla Polski 34 117 dolarów a dla Chin 34 396 dolarów) i z każdym kolejnym rokiem różnica w bogactwie przeciętnego Chińczyka i przeciętnego Polaka będzie rosnąć.