Koniec z polityką ostrego zaciskania pasa

27.11.2014
Większość krajów strefy euro ogranicza skalę oszczędności fiskalnych. Coraz więcej bowiem wskazuje, że ta polityka jest nieskuteczna – nie zatrzymuje narastania długu, ogranicza wzrost gospodarczy, zwiększa bezrobocie. Tylko czy jest jakiś plan B?

(infografika Dariusz Gąszczyk)


Zmiany w polityce fiskalnej wywołują dwa najważniejsze efekty w gospodarce. Z jednej strony wpływają bezpośrednio na popyt, z drugiej – mają wpływ na zaufanie i oczekiwania dotyczące przyszłości. Przez ostatnie trzy lata kraje strefy euro mocno zaciskały pasa, wierząc, że drugi z efektów przerośnie pierwszy. Teraz jednak następuje zmiana kierunku myślenia. Choć krajom strefy daleko do ustabilizowania długów publicznych, skala oszczędności fiskalnych jest wyraźnie ograniczana. Zaczyna się ugruntowywać przekonanie, że to brak popytu, a nie niskie zaufanie do wypłacalności rządów, jest głównym problemem gospodarek europejskich. Nie jest jednak pewne, czy z tego przekonania urodzi się jakaś przejrzysta strategia.

Krzyżowcy się zwijają

Symbolicznym końcem trzyletniej krucjaty oszczędnościowej była otwarta odmowa francuskiego rządu wobec sprowadzenia deficytu finansów publicznych poniżej 3 proc. do 2015 r. Dane pokazują jednak, że zmiana kierunku polityki fiskalnej to szerszy trend. Na pierwszym wykresie widać, że coraz mniej krajów angażuje się w obniżanie deficytu, a rok 2015 może być pierwszym, kiedy średnie tzw. saldo strukturalne (kluczowy dla oceny nastawienia polityki fiskalnej) w strefie się nie poprawi. Na wykresie 2 widać, że wstrzymanie oszczędności następuje w momencie, kiedy wielu dużym krajom wciąż bardzo daleko do ustabilizowania długów (saldo finansów publicznych po odjęciu kosztów obsługi długu oraz poziom salda konieczny do ustabilizowania zadłużenia). Ponieważ ten neutralny dla długu poziom salda zależy od wzrostu gospodarczego i stóp procentowych, przyjąłem dwa scenariusze – jeden oparty na prognozach Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a drugi pesymistyczny, w którym wzrost PKB i inflacja są łącznie o 1 pkt proc. niższe od przewidywań MFW.

Widać, że w którymkolwiek scenariuszu Francji i Hiszpanii wciąż bardzo daleko do ustabilizowania długu. Włochy są w nieco lepszej sytuacji, ale też są na ścieżce narastania długu. Ekonomista Barry Eichengreen uważa, że osiągnięcie tak wysokich sald w budżecie będzie niemożliwe z politycznych powodów – wyborcy nie zgodzą się na oddawanie tak dużej części dochodu narodowego wierzycielom, zwłaszcza kiedy są to wierzyciele zagraniczni.

Trzeci wykres pokazuje, jaka jest przyczyna zmiany w nastawieniu do polityki fiskalnej: kraje o najwyższej skali oszczędności fiskalnych doznały średnio… najwyższego wzrostu zadłużenia w Unii Europejskiej. Oczywiście zależność między tymi zmiennymi może być tylko pozorna, ale wiele wskazuje, że oszczędności tak mocno tłumią popyt, że efekt niskiego wzrostu gospodarczego uniemożliwia obniżenie długu. Szczególnie bolesny jest niski nominalny wzrost PKB, ponieważ to on ma wpływ na tempo przyrostu lub spadku zadłużenia. Bez inflacji wyjście z zadłużenia jest trudniejsze niż przejście wielbłąda przez ucho igielne. Tym bardziej krajom, które mogą być w innym wypadku niewypłacalne.

Peryferie strefy euro mogą tkwić w pułapce. Muszą jednocześnie dokonywać działań, które są ze sobą sprzeczne. Z jednej strony, muszą utrzymywać niską inflację, by zdewaluować realny kurs walutowy (czyli kurs po uwzględnieniu różnic w dynamikach cen między krajami). Z drugiej strony muszą obniżać dług, co wymaga wyższej inflacji. Jedynym sposobem, by pogodzić te dwa działania, byłby ogólny wyraźny wzrost inflacji w całej strefie euro, co pozwoliłoby peryferiom utrzymywać inflację niższą od tej u partnerów handlowych, ale jednocześnie wystarczająco wysoką w ujęciu bezwzględnym. Takie rozwiązanie może jednak wymagać o wiele bardziej aktywnej polityki makroekonomicznej. Problem w tym, że różnice polityczne między krajami mogą uniemożliwić sformułowanie takiej strategii.

 

(infografika DG)

(infografika DG)

 

Mario Dragi, prezes Europejskiego Banku Centralnego, wskazuje, że proces wyciągania strefy euro z kryzysu musi się opierać na trzech fundamentach – aktywnej polityce pieniężnej, reformach strukturalnych (szczególnie dotyczących rynku pracy) oraz łagodniejszej polityce fiskalnej. Niestety między krajami strefy występuje istotne różnice opinii co do tego, jak tymi narzędziami się posługiwać.

Luzowanie nie musi zadziałać

EBC jest w pełni gotowy do spełnienia swojej roli. Luzuje politykę pieniężną na wszystkie dostępne mu obecnie sposoby – obniżył stopę depozytową poniżej zera, wprowadził skup obligacji sektora prywatnego, pompuje płynność do sektora bankowego, a wkrótce prawdopodobnie wprowadzi program skupu obligacji skarbowych na wzór tego, co robiły banki centralne w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Japonii. Pytanie tylko, czy te działania będą skuteczne? Daniel Gros, dyrektor think-tanku CEPS w Brukseli, wskazuje kilka istotnych obiekcji wobec skuteczności skupu aktywów. W przeciwieństwie do USA firmy w Europie finansują się głównie w bankach, a nie na rynku kapitałowym. Spadek rynkowych stóp procentowych aktywów długoterminowych nie poprawi więc tak znacząco ich sytuacji finansowej i nie zwiększy ich popytu na kredyt.

Można też wskazać na słynny argument Johna Keynesa o pułapce płynności – przy zerowych stopach procentowych bank centralny jest bezsilny, choćby wydrukował morze pieniędzy, nikt z tego nie skorzysta, jeżeli brakuje popytu i ludzie wolą trzymać pieniądz niż go wydawać.

Niemcy nie wierzą

Dlatego właśnie Mario Draghi i wielu ekonomistów apeluje, by polityce pieniężnej towarzyszyły inne instrumenty. Francesco Giavazzi, przyjaciel Draghiego i ekonomista znany z raczej konserwatywnego spojrzenia na finanse publiczne, zaapelował o wprowadzenie europejskich cięć podatków o skali 5 proc. PKB. Miałaby ona zostać sfinansowana przez emisję długookresowych obligacji skupowanych przez EBC. W zamian za taką stymulację fiskalną rządy miałyby wprowadzić długookresowe programy cięć wydatków publicznych.

Główną przeszkodą blokującą tego typu inicjatywy jest polityka. Bez udziału Niemiec ten program nie ma sensu, a Niemcy są niechętne. Z dwóch powodów. Po pierwsze są w o wiele lepszej sytuacji gospodarczej niż ich partnerzy handlowi w strefie euro i nie czują takiej presji jak inne kraje. Bezrobocie w Niemczech jest najniższe od lat 80. XX w. Po drugie Niemcy nie wierzą Francji czy Włochom, że te chcą przeprowadzić reformy. Jest w tym niestety pokłosie narracji, którą stworzyli w ostatnich latach niemieccy politycy, ekonomiści i dziennikarze na temat źródeł kryzysu. W Niemczech twierdzi się powszechnie, że wyniknął on z nieodpowiedzialnej polityki gospodarczej krajów zadłużonych. Tymczasem jest dość oczywiste, że każdy kryzys finansowy wynika z braku ostrożności zarówno zadłużonych, jak i kredytodawców. Jedni i drudzy muszą ponosić koszty – tymczasem w Europie ciężar dostosowania leży po stronie tych pierwszych.

Niebezpieczny zastój

We Francji i Włoszech rzeczywiście są duże opory przeciw głębszym reformom strukturalnym i fiskalnym. Francuscy politycy czują na plecach oddech Frontu Narodowego, populistycznej partii, która wygrała wybory do Parlamentu Europejskiego. We Włoszech zaś związki zawodowe nie godzą się na głębsze zmiany na rynku pracy. Można przypuszczać, że gdyby doszło do znaczącej stymulacji fiskalnej na wzór proponowanej przez Giavazziego, Paryż i Rzym mogłyby łatwiej zdecydować się na odważne reformy. Niemcy jednak mają prawdo się obawiać, że to tylko płonne nadzieje. Brak zaufania między krajami uniemożliwia wykonanie jakiegokolwiek kroku do przodu. To jest typowy zły stan równowagi – wszyscy stoją w miejscu i nikt nie chce wykonać pierwszego ruchu, mimo że trwanie w miejscu jest groźne.

Mamy zatem pat. Polityka wzmożonych oszczędności traci poparcie pod wpływem nacisku Francji i Włoch. Polityka ekspansji fiskalnej finansowanej przez EBC nie znajduje za to poparcia Niemiec. EBC pompuje płynność do gospodarki, ale mało kto wierzy, że polityka pieniężna jest w stanie samodzielnie osiągnąć sukces. Plan A nie wypalił, planu B nie ma.

Czy strefa euro jest skazana na powrót kryzysu jak wtedy, kiedy rynki finansowe ogarnęła panika w związku z możliwym rozpadem strefy euro (w 2011 r.)? Optymiści mogą mieć nadzieję, że spokojniejsza polityka fiskalna doprowadzi do powolnego przyspieszania wzrostu gospodarczego, zaś skup obligacji skarbowych przez EBC będzie zapewniał rządom bardzo niskie koszty finansowania i chronił przed paniką na rynku długu. Dług nieprędko przestanie narastać, ale w kombinacji z przyspieszeniem wzrostu będzie lepszy w krótkim i średnim okresie niż w połączeniu ze stagnacją. Pierwsza sytuacja daje jakieś nadzieje na przyszłość, druga – nie.

Nie będzie to jednak łatwe. Zadłużone kraje potrzebują wyraźnie wyższego wzrost realnego i wyraźnie wyższej inflacji. Po drugie im więcej EBC będzie skupować obligacji, tym większy będzie opór Niemiec, które nieuchronnie będą musiały zmierzyć się z wyższą inflacją. Złożenie tych wszystkich niepasujących elementów w jedną całość będzie bardzo trudne.

 


Tagi


  • Tom Jaszaj pisze:

    „Złożenie tych wszystkich niepasujących elementów w jedną całość będzie bardzo trudne.”

    A tam trudne, to będzie po prostu niemożliwe. Dlatego strefa euro się w końcu – z Bożą pomocą – rozpadnie. Oby szybciej, niż później.

  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    „wyborcy nie zgodzą się na oddawanie tak dużej części dochodu narodowego wierzycielom, zwłaszcza kiedy są to wierzyciele zagraniczni” – cóż, wyborcy przede wszystkim zażądają ustalenia beneficjentów dotychczasowego hulaszczego trybu zadłużania się. Bez wątpienia jest to wielki kapitał, zarówno przemysłowy, jak i finansowy. No i wyborcy przytomnie nie zamierzają dłużej żyrować publicznego finansowania plajt prywatnych banków. Warto też chyba zadać pytanie o tak staranne omijanie kwestii stanowczego, nawet z użyciem siły militarnej, zlikwidowania rajów podatkowych na różnych dziwnych wyspach na kanale La Manche lub w okolicach Bahamów.

  • [ja!] pisze:

    „Większość krajów strefy euro ogranicza skalę oszczędności fiskalnych. Coraz więcej bowiem wskazuje, że ta polityka jest nieskuteczna – nie zatrzymuje narastania długu, ogranicza wzrost gospodarczy, zwiększa bezrobocie.”
    ———————————————————————————————————————————————
    — Sprawa jest prostsza, niż długość tego i tak niezbyt długiego tekstu: sytuacja strefy euro przypomina sytuację człowieka, który zakredytował się pod szyję, wszystko dał pod zastaw, jedne długi roluje drugimi, a tu jeszcze stracił pracę i zachorował. Formalnie długi będą do spłacenia dopiero za jakiś czas, ale w praktyce już jest bankrutem.

    Podobnie duża część strefy euro przekroczyła granicę możliwości powrotu pt. „Point of No Return” i cały czas zsuwa się już po równi pochyłej — skoro POZORNE działania naprawcze nie za bardzo pomogły (Autor wyraźnie bardziej uwierzył w hasła polityków, niż w dane makroekonomiczne), to może weźmy rozpęd i rzućmy się w dół do przodu? Zawsze to jakaś odmiana…

Dodaj komentarz


sześć − 1 =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane