Ukraina się wyprzedaje

09.06.2015
Ogłoszony przez ukraiński rząd program prywatyzacji nie przyniesie spodziewanych efektów finansowych, pozwoli za to podzielić resztki publicznego majątku między konkurujące grupy wpływów. Nic nie stoi na przeszkodzie, by do gry o wielką stawkę włączyła się również Polska.

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC by Jennifer Boyer)


Rząd Ukrainy już w marcu ogłosił wstępną listę 164 firm przeznaczonych do sprzedaży. Wyceniono je w sumie na 3 mld hrywien. W maju rozszerzono ją do ponad 300 pozycji, pojawiły się też informacje o tym, że może na nią trafić jeszcze nawet 1 tys. państwowych przedsiębiorstw. Do prywatyzacji przeznaczono kilkadziesiąt kopalń, państwowe koncerny energetyczne, kilkanaście elektrowni, kilkadziesiąt zakładów przemysłu rolno-spożywczego, kilkanaście fabryk maszynowych, a także sanatoria, hotele, zakłady chemiczne i firmy budowlane, kilkadziesiąt centrów badawczo-rozwojowych i państwowy bank.

Perełki

Według pojawiających się zapowiedzi sprzedane miałyby zostać takie łakome kąski, jak wszystkie znajdujące się pod kontrolą władz w Kijowie ukraińskie porty morskie, w tym położony nieopodal Odessy Jużny – jedyny ukraiński port zdolny przyjmować statki o dużym zanurzeniu, Ukraińska Żegluga Dunajska czy Odeski Zakład Przyportowy (gigant chemii organicznej). Pod koniec maja Władimir Demczyszyn, minister energetyki i przemysłu węglowego, w wywiadzie dla agencji RBK Ukraina rzucił pomysł prywatyzacji ukraińskiego flagowego koncernu energetycznego Energoatom, do którego należą cztery elektrownie atomowe (Zaporoska, Południowoukraińska, Równieńska i Chmielnicka), zakłady utylizacji zużytego paliwa jądrowego oraz praktycznie całe zaplecze naukowo-techniczne ukraińskiej energetyki jądrowej.

– „Energoatom” może kosztować 30 mld hrywien albo i więcej. Na początek można sprzedać 50 albo 10 proc. – oznajmił, wskazując, że nabywcami udziałów mogłyby się zainteresować Electricité de France lub niemiecka RWE, a proces prywatyzacji mógłby się odbyć przez sprzedaż pakietów akcji firmy na giełdzie.

Według odpowiedzialnego za proces prywatyzacji Funduszu Państwowego Majątku (FDM) prywatyzacja miałaby się rozpocząć już w czerwcu 2015 r., a decyzję, które ze znajdujących się na opublikowanej liście firm sprzedać w kolejnych etapach, miałby za każdym razem podejmować rząd po zbadaniu atrakcyjności konkretnego przedsiębiorstwa dla inwestorów.

Z udziału w prywatyzacji wyłączone mają być firmy rosyjskie – to w obliczu agresji Kremla całkiem zrozumiałe. Jak jednak podkreślają eksperci, brakuje wypracowanych rozwiązań, które pozwalałyby skutecznie przeciwdziałać ewentualnym zakusom rosyjskich inwestorów. Po pierwsze nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nabywcami były zarejestrowane poza Rosją spółki z faktycznie rosyjskim kapitałem, po drugie zawsze istnieje możliwość dokonania zakupu przez firmę-pośrednika, tak jak się stało, gdy kika lat temu formalnie sprzedano telefonicznego giganta Ukrtelekom spółce austriackiej, a w rzeczywistości niedługo po sfinalizowaniu transakcji został przejęty przez oligarchę Rinata Achmetowa.

– Oczekujemy wielkiego napływu inwestycji. Prywatyzacja będzie prowadzona przejrzyście, bez potajemnych ograniczeń, które były do tej pory zawsze, bo prywatyzowane obiekty przygotowywano pod konkretnego nabywcę – zapowiedział ukraiński premier Arsenij Jaceniuk, prezentując plany rządu.

>>Czytaj również: Pomoc Zachodu tuczy tylko ukraińskie władze 

Fair play nie będzie

Te zapowiedzi już na starcie są mało przekonujące. Jak zauważają krytycy rządowych planów, w rzeczywistości i tym razem dochodzi do zakulisowych rozgrywek. Jako przykład podają prowadzone przez Ministerstwo Infrastruktury przygotowania do prywatyzacji Jużnego. Ministerstwo utajniło informacje o procesie wyboru doradcy prywatyzacyjnego odpowiedzialnego za wycenę portu. Co więcej, jak ujawniło broniące pomysłu ministerstwo, to nie ono wpadło na pomysł prywatyzacji przynoszącego budżetowi co roku setki milionów hrywien przedsiębiorstwa, tylko zwróciło się z nim do niego samo kierownictwo portu.

Zdaniem ekspertów to wskazówka, że w rzeczywistości za projektem stoi konkretny oligarcha, dla którego odgrywa się cały ten prywatyzacyjny spektakl. Jako że równocześnie z ogłoszeniem planów prywatyzacji pojawiły się informacje o kupnie 40 ha gruntów przylegających do terenu portu przez holding Portinwest najbogatszego ukraińskiego oligarchy Rinata Achmetowa, wszystko wskazuje, że to dla niego szykowana jest prywatyzacja Jużnego. Celem nie miałoby być rozwijanie przedsiębiorstwa, lecz optymalizacja kosztów ponoszonych przez znajdujące się w posiadaniu oligarchy firmy – przejęcie portu dałoby mu korzyści w postaci zmniejszenia kosztów eksportu. Oczywiście pozbawiłoby jednocześnie państwo wpływów z tytułu opłat portowych i przeładunkowych.

Parlamentarny hamulec

Plany totalnej prywatyzacji wywołały nad Dnieprem falę krytyki.

– Nie wolno prowadzić takich masowych wyprzedaży, kiedy w kraju jest kryzys, wojna, gospodarka w ciężkim stanie, a z korupcją walczy się tylko słowami. Dopóki działania nowej władzy nie staną się w pełni przejrzyste, zaczynanie prywatyzacji resztek majątku państwowego to przestępstwo – ocenia Mychajło Rejzin z monitorującej przygotowania do prywatyzacji organizacji Antykorupcyjny Front Przedsiębiorców.

By sprzedać zakłady uznane za strategicznie ważne z punktu widzenia państwa (w tym porty), rządowi niezbędna jest zgoda parlamentu. W połowie maja deputowani odrzucili zaś rządowy projekt ustawy w tej sprawie. W efekcie przynajmiej chwilowo wyprzedaż – nazywaną przez krytyków rozdzielaniem pod stołem ukraińskich rodowych sreber – zastopowano.

– Nie ma żadnego ekonomicznego sensu w sprzedaży teraz tylu obiektów. Swojej fabryki słodyczy w rosyjskim Lipiecku Poroszenko jakoś nie sprzedaje – skonstatował deputowany Borys Fiłatow.

– Sytuacja, w której ogłasza się prywatyzację, wiedząc o tym, że inwestorzy z liczącym się kapitałem nie przyjdą i nie będzie konkurencyjnych propozycji, to faktycznie skok na kasę – uważa Wiktor Susłow, były ukraiński minister gospodarki.

– Przyczyna ogłoszonej prywatyzacji to poszukiwania efektywnego właściciela. Współcześni oligarchowie nie są jednak takimi efektywnymi właścicielami. W warunkach kryzysu i nieogłoszonej oficjalnie wojny tylko oni mają zyski pozwalające im kupić to czy inne przedsiębiorstwo. Dlatego prowadzenie prywatyzacji w takich warunkach jest absolutnie niecelowe. W razie takiej wyprzedaży majątku państwowego można mówić wręcz o przestępstwie. Każdy proces powinien mieć swój cel, a rząd nie ma jasnego programu prywatyzacji, nie wiadomo, po co się sprzedaje konkretną własność państwową – ocenia ekonomista Wołodymyr Harko.

Nawet Ihor Biłous, nowo mianowany szef Funduszu Majątku Państwowego, przyznaje, że do wypełnienia zapisów tegorocznego budżetu dotyczących dochodów z prywatyzacji wystarczyłoby sprzedać dwa przedsiębiorstwa: koncern energetyczny Centrenergo i Odeski Zakład Przyportowy.

Jak nie zmarnować szansy

Według doniesień ukraińskich mediów trwają zakulisowe rozmowy rządu z władzami USA – premier Arsenij Jaceniuk ma gorączkowo lobbować na rzecz wykupienia resztek pozostającego w rękach państwa postsowieckiego kompleksu przemysłowego przez firmy amerykańskie. Wydaje się, że to właściwy moment, by polski rząd przypomniał ekipie w Kijowie i o naszym kraju.

Patrząc na desperackie plany prywatyzacyjne ukraińskiego rządu i łacząc je z zapowiedziami polskiej premier Ewy Kopacz o chęci udzielenia Ukrainie 100 mln euro wsparcia, trudno nie dojść do wniosku, że rozsądniej byłoby wykorzystać te pieniądze na kupno za stosunowo niewielką kwotę paru co ciekawszych firm. Polska miałaby przy tym niezły atut – jako bezinteresowny do tej pory i ponoszący wymierne koszty wynikające z rosyjskich retorsji adwokat Ukrainy ma prawo oczekiwać jakiejś rekompensaty materialnej, a dobrze wybrane składniki ukraińskiego majątku państwowego wcale nie byłyby złym rozwiązaniem.

Skoro w planach jest budowa polskiej elektrowni atomowej, czemu nie włożyć zapowiadanej przez rząd pomocy w udziały w Energoatomie, uzyskując dostęp do ukraińskich elektrowni atomowych i bazy techniczno-naukowej sektora energetyki jądrowej, zamiast wrzucać miliony euro w ukraińską dziurę budżetową praktycznie bez żadnych szans na odzyskanie tych pieniędzy? Ukraińscy oligarchowie, którzy przejęli władzę po obaleniu ekipy Janukowycza, rozumieją tylko twardą grę. Warto, by Polska wreszcie przyjęła to do wiadomości.


Tagi


  • [ja!] pisze:

    „Według doniesień ukraińskich mediów trwają zakulisowe rozmowy rządu z władzami USA – premier Arsenij Jaceniuk ma gorączkowo lobbować na rzecz wykupienia resztek pozostającego w rękach państwa postsowieckiego kompleksu przemysłowego przez firmy amerykańskie.”
    ———————————————————————————————————————————————
    „Patrząc na desperackie plany prywatyzacyjne ukraińskiego rządu i łacząc je z zapowiedziami polskiej premier Ewy Kopacz o chęci udzielenia Ukrainie 100 mln euro wsparcia, trudno nie dojść do wniosku, że rozsądniej byłoby wykorzystać te pieniądze na kupno za stosunowo niewielką kwotę paru co ciekawszych firm.”
    ———————————————————————————————————————————————
    Całkiem sensowny argument, pod warunkiem, że kierowany jest w stronę równie sensownego rządu (tu i teraz: premier wyciągnięta z kapelusza = ten ciągły strach niekompetencji w oczach [ostatnia sprawa — groteskowy choćby brak poczucia skali własnej autokompromitacji w wypowiedzi o werbowaniu partyjnych hejterów] + będąca konsekwencją podatność na wpływy wszelkiego rodzaju pseudoekspertów-lobbystów).
    ———————————————————————————————————————————————
    Czyli stara giełdowa zasada — kupuj, gdy leje się krew (tu niestety nawet zbyt dosłownie, co jest nb. odpowiedzią dla prezydenta Rosji, którego publicznie dziwi różna reakcja na integrację ze strony UE, a na integrację Rosji, między którymi on nie widzi różnicy (mimo zniszczenia mi wakacji na Krymie). My natomiast, pewnie ze względu na panującą u nas ideologię, wciąż dostrzegamy różnicę w integracji prowadzonej z inicjatywy Rosji w postaci ~10.000 zabitych [w tym pasażerskiego boeinga-777], ~100.000 pozbawionych dobytku całego życia i ~1.000.000 wypędzonych. Ot, taka estetyczna różnica między cywilizacjami…)
    ———————————————————————————————————————————————
    Tu jednak wystarczy odrobina rozumu, nie trzeba więc nawet przypominać Możejek, Petrolinvestu, zagranicznych „inwestycji” KGHM, PIR (C-h-D-i-K-K) itd., by wiedzieć, że połączenie „inwestycje państwowe” + możliwość sabotowania „inwestycji” ze strony państwa-gospodarza to raczej mało perspektywiczna inwestycja, na którą trudno byłoby stawiać własne pieniądze na jakichś CDS-ach, czy u bukmachera.
    ———————————————————————————————————————————————
    Ale oczywiście jakieś zabezpieczenie kredytu zawsze jest lepsze, niż tylko nieskalana renoma i gospodarcza wiarygodność Ukrainy, jednak zabezpieczeniem powinny być raczej takie instrumenty, które najtrudniej byłoby sabotować choćby ze strony nowej koalicji rządowej.
    ———————————————————————————————————————————————
    Tymczasem na Ukrainie nawet nieruchomości nie mają tego waloru, co gdzie indziej, np. w Grecji. W ubiegłym roku na fali rewolucyjnego entuzjazmu podjarani funkcjonariusze mediów nakręcali: „Ukraina potrzebuje planu Marshalla, takiego jaki kraje Europy Zachodniej otrzymały od USA po II wojnie światowej!”
    ———————————————————————————————————————————————
    A ja na to odpowiadałem spokojnie, że Plan Marshalla został ustanowiony jednak _P_O_ _W_Y_G_R_A_N_E_J_ _W_O_J_N_I_E_. Póki Ukraina nie wygrała swojej wojny, jak można zacząć sypać w nią bezzwrotne pieniądze? Jak można zacząć inwestować np. w Odessie, kiedy nie ma nawet gwarancji, że już wkrótce (oczywiście w ramach „integracji”) nie zostanie zamkniętym rosyjskim okręgiem wojskowym? Dlatego pierwszą rzeczą, której potrzebuje Ukraina nie jest Plan Marshalla, ale _R_E_A_L_N_E_ gwarancje bezpieczeństwa, przynajmniej zachowania kontroli nad obecnym terytorium (i narastające sankcje do czasu zwrócenia reszty).
    ———————————————————————————————————————————————
    Wciąż bombardowani jesteśmy informacjami o skali ewakuacji realnego kapitału biznesowego z Rosji, a czasem też i z Ukrainy. To pokazuje prawdziwy kierunek dla zasobów szukających optymalnej alokacji.
    ———————————————————————————————————————————————
    I tu powracają interesy oraz możliwości największych graczy. USA i Wielka Brytania już teraz mają obowiązek dowolnymi środkami przywrócić Ukrainie kontrolę nad terytorium sprzed 1 I 2014 — same się do tego zobowiązały (a póki co, z każdym dniem wciąż niżej spada wiarygodność wszystkich pozostałych ich zobowiązań) — a co więcej — obydwa te państwa posiadają wystarczające środki, by samodzielnie zadbać o bezpieczeństwo swoich „inwestycji” na Ukrainie. My takich możliwości jeszcze nie mamy, dlatego „inwestycje” na Ukrainie pozostaną „inwestycjami” wybitnie podwyższonego ryzyka.
    ———————————————————————————————————————————————
    (Swoją droga to nawet ciekawe, czy byłoby zainteresowanie ze strony prywatnych kupców ryzykowną inwestycję w ukraińską ziemię rolną z odległą perspektywą zamiany w unijną ziemię rolną i jeszcze mniejszą szansą na objęcie ograniczonymi dopłatami gruntowymi [innym dochodowym biznesem, przynajmniej do kolejnej zmiany dyrektyw, są „brudne” dobra zakazane przez represje unijne, np. emisję CO2]. Oczywiście indywidualne koszty transakcyjne są na to zbyt duże — konieczność rozpoznawania zmieniającej się sytuacji prawnej, obowiązków, opłat, terminów… itd., ale tu wraca pierwszy warunek — w sytuacji istnienia realnego popytu oraz posiadania sensownego rządu [czyli nie dziś — niestety szansa ucieka i nigdy nie wraca] byłaby możliwa umowa międzypaństwowa i ustanowienie agencji „tłumacząco-transferująco-gwarancyjnej”, m.in. stabilność uwarunkowań prawnych i procesów odszkodowawczych w przypadku zmiany przepisów [coś na kształt wąskotematycznego odpowiednika traktatu TTIP], która dla inwestorów z danego kraju kreowałaby gwarantowane środowisko językowo-prawno-biznesowe pośredniczące we wszystkich bieżących sprawach. W tym przypadku oczywiście konieczne są korzyści skali — w drobnej sprawie skórka niewarta wyprawki).
    ———————————————————————————————————————————————
    Co do współpracy w energetyce jądrowej — ekspertem nie jestem, ale nie wykluczam, że ukraińskie know-how ma wartość, ale tylko pod warunkiem wybrania również tamtejszej technologii reaktorów, na co, zdaje się, do tej pory zupełnie się nie zanosiło.

  • [ja!] pisze:

    I na koniec dwie bezpośrednie, ogromnej wartości rady dla rządu Ukrainy (skoro taki uczciwy) — fundowane m.in. na pamięci niektórych fatalnych efektów tzw. „Prywatyzacji Balcerowicza”:
    ———————————————————————————————————————————————
    1. Prywatyzację należy zaczynać od przedsiębiorstw najsłabszych w danej branży (a nie jak u nas — od najsilniejszych): po sprzedaniu najsilniejszej firmy w branży + zasileniu w zagraniczny kapitał + więzy gospodarcze + generujący rynkową przewagę know how + renoma nowej marki = upadek calutkiej reszty branży całkiem za darmo, generujący w zamian dla kraju ogromne bezrobocie, zrujnowany majątek, szaber, zatrute tereny poprzemysłowe, szok społeczny, depresję, radykalizm i dewastację kapitału społecznego.

    —————————————————————————————
    ——————————————————
    Kulawy, ale w zasadzie i tak najlepszy możliwy motywator dla dyrekcji i załóg państwowych przedsiębiorstw: albo wypracowujecie zysk, albo, jako najgorsza firma w branży, pierwsi jesteście do prywatyzacji.

    —————————————————————————————
    ——————————————————
    2. Gwarantującym najwyższe i uczciwe ceny byłaby aukcja bez terminu ostatecznego — każde przebicie ceny o określony % (+ wpłata wadium) przedłużałoby licytację np. o 3 miesiące, póki nikt inny już ceny nie przebije.

  • Romuald Myga pisze:

    Ukraińscy oligarchowie którzy przejęli władzę po obaleniu ekipy Janukowicza; znakomita kwintesencja zamykająca artykuł i puentująca co tak naprawdę przyniósł Majdan. Podobnie i niedługo w Polsce. Przyszłość dla Polski, Ukrainy i Białorusi? Czytający mnie od dłuższego czasu zakrzykną. Ale ty masz … . Czyż nie zbliża się ma wizja połączenia tych biednych zsowietyzowanych społeczeństw? Biskupi już zrozumieli, czas by i do reszty to dotarło.

  • Tezcatlipoca2015 pisze:

    Ukraińców wystawia się na oszukańczą wyprzedaż w identycznym stopniu, jak Polskę w latach 1990-1995 z kulminacją przewału, czyli osławionymi NFI. Wmawia się, że muszą wyprzedać już, za grosze, bez targów, po każdej cenie, którą zaproponuje kupujący. Horrendalna bzdura, która Polskę kosztowała utratę realnie kilkuset miliardów dolarów.

  • Tezcatlipoca2015 pisze:

    „Ukraińscy oligarchowie, którzy przejęli władzę po obaleniu ekipy Janukowycza, rozumieją tylko twardą grę. Warto, by Polska wreszcie przyjęła to do wiadomości.” – kto ma rozumieć? Amatorzy ośmiorniczek? Aroganci, dla których praca za 6 tys. to dla złodzieja lub durnia?

  • Tezcatlipoca2015 pisze:

    @[ja!] Gratuluję świetnej analizy w komentarzu, jak i rad prywatyzacyjnych. Niestety, wątpię, aby działania aktualnego rządu Ukrainy poszły w tym kierunku. Coraz wyraźniej widać, słabo już maskowaną, dominację najzupełniej prywatnego interesu Poroszenki nad interesami kraju.

  • robert nowakowski pisze:

    ,,Energoatom” może kosztować 30 mld hrywien albo i więcej. Na początek można sprzedać 50 albo 10 proc.”’

    Czyli ukraińskie elektrownie atomowe kosztują w przeliczeniu około 5 miliardów złotych, a my tymczasem chcemy zbudować elektrownie za 50 miliardów, która będzie wytwarzac kilkukrotnie mniej energii niż polskie. Albo doszło tu do jakiejs pomyłki i cena wynosi 300 mld hrywien, albo to jest złoty interes.

  • KrzysW pisze:

    Szkoda ze chłopaki z wallstreet zasrają następny kraj …

  • sonda5 pisze:

    Teraz Ukraina. Już ja doradcy z USA obsiedli i rodzimego chowu pijawki. Skutki będą opłakane. USA nie potrafiły pomóc gospodarce milionowego Kosowa, ani zaprowadzić tam ładu a niby na Ukrainie będzie inaczej. A Polska to przykład do naśladowania…Ech, wszystko to marność.

  • Michał Kozak pisze:

    @[ja] Pełna zgoda co do tego, że inwestowanie w Ukrainie wymaga zabezpieczeń, dlatego właśnie moim zdaniem Energoatom podlegający pełnej kontroli międzynarodowej, choćby ze strony MAEA to najlepszy i najbezpieczniejszy kawałek „ukraińskiego tortu”.
    @robert nowakowski Demczyszyn mówił o 30 mld. Co więcej, parę dni temu zaproponował stworzenie międzynarodowego konsorcjum z udziałem USA i państw Europy Zachodniej, które miałoby przejąć część udziałów w Energoatomie. Tak że piłka teraz po stronie polskiego rządu.

Dodaj komentarz


+ 4 = siedem

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane