Żal nie skorzystać z szans, jakie tu są

26.11.2015
W Polsce jest chyba najłatwiej znaleźć kapitał dla dobrych projektów w branży zaawansowanych technologii – uważa Maciej Sadowski z fundacji StartUp Hub Poland.

Maciej Sadowski, prezes fundacji StartUp Hub Poland


ObserwatorFinansowy.pl: Powiedział pan, że jeśli duże polskie firmy przedstawią swoje największe techniczne wyzwania, to prawie na pewno powstaną start-upy, które znajdą rozwiązania tych problemów. Skąd ten wniosek?

Maciej Sadowski: I w Polsce, i poza nią jest wielu bardzo kreatywnych ludzi. Kłopot jest z popytem na innowacje ze strony przedsiębiorstw. Stąd pomysł – zamiast zaczynać od pomysłu na produkt i szukać dla niego nabywców, zacznijmy od zidentyfikowania problemów technologicznych, przed jakimi stoją polskie korporacje. Innowacyjne rozwiązania się znajdą – jestem tego pewien.

Ale czy firmy będą chciały o tym głośno mówić? W Polsce przyznanie się, że się czegoś nie wie, uchodzi za rzecz wstydliwą.

Nie ma ludzi, którzy wiedzą wszystko i nie ma organizacji, które posiadają pełną wiedzę na każdy temat. Dla mnie firma komunikująca, że poszukuje rozwiązania jakiegoś problemu technicznego, zasługuje na lepszą opinię niż ta, która ma podobny problem, a o tym nie mówi. Może też liczyć na moją lojalność, bo to ja jako konsument skorzystam na jej innowacyjności. Dlatego uważam, że najlepiej by było, gdyby korporacje taką wiedzą się dzieliły. Wówczas każdy mógłby spróbować swoich sił, opracować rozwiązanie „w garażu” i przedstawić je zainteresowanej firmie.

A gdyby zainteresowane firmy nalegały na jakąś formę porozumienia o poufności i upublicznienie problemów do rozwiązania nie wchodziłoby w rachubę?

Możemy sobie wyobrazić, że jest to wiedza poufna, do której dostęp ma jakaś zamknięta grupa, np. funduszy venture capital, brokerów technologii, itp. Te podmioty ze swej natury mają wiele kontaktów na uczelniach, w jednostkach badawczych, hubach innowacyjnych, akceleratorach, inkubatorach, podczas konkursów start-upowych… Gdy jakaś korporacja zakomunikuje im, że potrzebuje śmigła, gwintu, substancji do rozcieńczania ropy naftowej itp. o pewnych parametrach, to będzie dużo łatwiej szukać rozwiązania i zespołu, który je wdroży. Taka wiedza była dla tych funduszy bardzo cenna i naturalnie pojawiłaby się kwestia nierównego dostępu do niej. W naszej branży każdy chciałby wiedzieć, jakie problemy technologiczne mają do rozwiązania duże firmy, które stać, aby za takie rozwiązanie zapłacić.

Dałoby się zapewnić firmom komfort nieujawniania poufnej wiedzy konkurentom, nie rezerwując jednocześnie tej wiedzy dla wybranych?

Widzę jeszcze jedną opcję. Zarząd firmy nie mówi wprost, czego potrzebuje, tylko proponuje, że wyłoży pieniądze na zorganizowanie konkursu start-upowego. Może zaprosić którąś z firm podobnych do naszej, aby była partnerem takiego przedsięwzięcia. Chodzi o to, by pojawiło się 30 zespołów z 30 projektami, np. z dziedziny nanotechnologii. Ktoś dostanie nagrodę, laureaci będą mogli odbyć staż w centrach R&D tej firmy, pogadać z inżynierami, poznać się z menedżerami… Takie spotkania mogą być bardzo rzeczowe i prowadzić do uruchomienia ciekawych wdrożeń.

Może też zdarzyć się inaczej. Coraz powszechniejsza jest praktyka inwestowania w zespoły bardziej niż w pomysły na technologię. Może się okazać, że przyjdzie ktoś ze średnim pomysłem, ale zespół ma ogromny potencjał, a prezes firmy podrzuca mu pomysł, widząc, że będą w stanie go zrealizować.

Korporacje jednak z zasady nie są najbardziej przyjaznymi dla innowacji organizacjami. Dużej firmie o wiele łatwiej wyłożyć dużą kwotę na technologię dopracowaną i sprawdzoną, niż próbować działać tak jak VC…

W krótkim terminie na pewno bardziej racjonalne byłoby pierwsze rozwiązanie. Jeśli jednak chcemy, żeby firma rozwijała się w długiej perspektywie, to lepiej sprawdzi model portfelowy. Zamiast zainwestować w jeden projekt 100 milionów, firmie może bardziej opłacić się wesprzeć 20 ciekawych projektów po 5 milionów Część z nich całkiem obumrze, część uda się połowicznie, ale parę z nich nie tylko zwróci inwestycję w siebie, lecz z nawiązką wyrówna straty poniesione gdzie indziej.

Tak właśnie działają najlepsze międzynarodowe korporacje. Google i Microsoft to dwa największe fundusze corporate venture capital na świecie. Otaczają się start-upami. W ten sposób nie tylko pozyskują i rozwijają wartościowe pomysły, które przeradzają się w produkty. Istotny jest również wpływ tych start-upów na ich kulturę organizacyjną. One przynoszą ze sobą ożywczy wiatr, dzięki czemu firmie łatwiej uniknąć biurokratyzacji. Pracownicy mniej boją się eksperymentować, to także jest dużą wartością.

Czy trudno jest ściągać inżynierów i innych specjalistów do pracy w Polsce?

4 lata temu było to bardzo trudne. Dziś wynalazcy w Mińsku, Kaliningradzie, Bukareszcie i Kijowie mają świadomość, że Polska jest gościnnym i pełnym zasobów hubem innowacji. Mamy też pierwsze przykłady powracających z emigracji wybitnych inżynierów, dla których startup w Polsce to ciekawa oferta, nawet w porównaniu z Zachodem. Co ciekawe, dla wynalazców ze Wschodu problemy najczęściej nie są wynikiem złej polityki imigracyjnej. Raczej nie zdarza się, że potencjalny przedsiębiorca z zagranicy nie dostał u nas wizy albo prawa pobytu. Po prostu znamy ścieżkę, którą trzeba przejść a która sama w sobie nie jest bardzo trudna. Przy dobrej argumentacji niemalże od ręki można dostać wszystkie potrzebne zezwolenia. Niedawno zmieniła się ustawa, dzięki której jeżeli ktoś jest współwłaścicielem spółki w Polsce, to może łatwo otrzymać prawo stałego pobytu i prawo pracy. Po prostu jest domniemanie, że trzeba być w kraju, w którym działa spółka, żeby doglądać interesów.

Co więc jest największą trudnością?

Najczęściej napotykamy na obawy przed pozostawieniem rodziny w ojczystym kraju i przyjechaniem do pracy tutaj. Po drugie Polska wciąż jawi się na Ukrainie czy na Białorusi jako kraj dużego dobrobytu, radykalnego skoku cywilizacyjnego. Jednocześnie jednak jest lęk, że tu trochę zbyt drapieżnie, zbyt kapitalistycznie. Te obawy najczęściej udaje się nam rozwiać. Ludzie przekonują się, że w sumie Kijów jest trzy razy większy od Warszawy, więc tutaj można poczuć się jak w przyjemnym „kameralnym” mieście.

A co specjalistów z zagranicy przyciąga do Polski?

Wskazujemy zalety takiej jak duży i stabilny rynek, podaż środków rozwojowych, chętnych do współpracy inwestorów, świetną infrastrukturę, dostęp do europejskich rynków. Ale dla inżynierów ze Wschodu mniejsza jest też liczba alternatyw. Dla informatyka z Ukrainy ryzyko założenia swojej firmy jest mniejsze niż dla jego polskich kolegów. Polak może iść do korporacji i od razu zarabiać dwa razy więcej niż w start-upie. Takich możliwości specjaliści na Ukrainie czy Białorusi mają o wiele mniej. Nawet jeśli ktoś jest bardzo dobry, to gdy nie wyjedzie aby założyć firmę tutaj albo w Berlinie czy w Dolinie Krzemowej, to jest skazany na egzystencję na umiarkowanym poziomie na Ukrainie.

Atrakcyjną alternatywą jest dla nich wyjazd do Berlina albo do Londynu…

Tak, oczywiście. Ale mój cel polega właśnie na tym, żeby ci ludzie, jadąc do Berlina, Londynu czy do Doliny Krzemowej, najpierw zahaczali o Polskę. Po prostu jeżeli ktoś wyjedzie do Doliny Krzemowej i jest naprawdę dobry, to ona go wchłonie. Tak samo Berlin, który dziś jest jednym z najlepszych miast do zakładania start-upów w Europie. Obcokrajowcom zza wschodniej granicy tłumaczymy więc, że w Polsce szybciej opanują język, odległość do domu jest mniejsza, da się ją pokonać w 6 godz. samochodem. Koszty pracy są niższe – ktoś, kto chce być szefem swojego własnego start-upu, za chwilę będzie musiał zatrudnić ludzi. Dostęp do infrastruktury także jest tańszy. A poza tym, co najważniejsze, obecnie w Polsce jest chyba najłatwiej znaleźć kapitał dla dobrych projektów w branży zaawansowanych technologii: IT, high-tech, nanotechnologii, robotyce, nowych materiałach, półprzewodnikach… Dobry pomysł do Stanów zawsze zdąży – niech najpierw się sprawdzi w szklarnianych warunkach w Polsce.

Naprawdę Polska jest najbardziej atrakcyjna?

Tak, mówię to z odpowiedzialnością, bo to przebadałem. W Niemczech jest bardziej rozwinięty prywatny rynek finansowania innowacji. W Czechach, na Węgrzech też są duże dotacje unijne, ale w Polsce ta pula jest o wiele większa. Żal byłoby nie skorzystać z tej szansy.

Rozmawiał Krzysztof Nędzyński

Maciej Sadowski jest w prezesem StartUp Hub Poland, fundacji, która sprowadza nad Wisłę przedsiębiorców z Europy Środkowej i Wschodniej i ułatwia powrót polskim emigrantom chcącym założyć firmy w kraju. Członek Narodowej Rady Rozwoju przez Prezydencie RP.


Tagi


Dodaj komentarz


5 + dwa =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane