<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Obserwator Finansowy: ekonomia, debata, Polska, świat &#187; podatki</title>
	<atom:link href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/tag/podatki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 05:30:25 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Stiglitz: Gospodarki w kryzysie same oszczędności nie uratują</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/18/stiglitz-gospodarki-w-kryzysie-same-oszczednosci-nie-uratuja/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/18/stiglitz-gospodarki-w-kryzysie-same-oszczednosci-nie-uratuja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Jan 2012 05:28:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[bezrobocie]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[przeciwdziałanie bezrobociu]]></category>
		<category><![CDATA[recesja]]></category>
		<category><![CDATA[rynek-pracy]]></category>
		<category><![CDATA[wzrost-gospodarczy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38210</guid>
		<description><![CDATA[<br/>2011 rok zostanie zapamiętany jako czas, w którym wielu tryskających optymizmem Amerykanów zaczęło tracić nadzieję. Prezydent John Kennedy powiedział kiedyś, że rosnąca fala unosi wszystkie łodzie. Teraz, gdy fala opada, Amerykanie zauważyli, że wiele mniejszych łódek zostało roztrzaskanych na drobne kawałki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>W krótkim czasie, kiedy rosnąca fala rzeczywiście porywała do góry, miliony ludzi uwierzyło, że mają realną szansę na urzeczywistnienie „<em>American Dream</em>”. Teraz jednak marzenia te wydają się mało realne. Przed rokiem 2011, oszczędności tych, którzy stracili pracę w 2008 i 2009 zostały wydane. Pomoc dla bezrobotnych wyczerpała się. Nagłówki informujące o zatrudnianiu nowych pracowników – wciąż zresztą w niewystarczającym tempie, aby dorównać liczbie tych, którzy chcieliby normalnie wejść na rynek pracy – niewiele znaczą dla 50-latków. Niemal utracili już oni nadzieję na ponowne podjęcie pracy.</p>
<p>Tak więc, ludzie w średnim wieku, którzy myśleli, że będą bezrobotnymi przez kilka miesięcy, uzmysłowili sobie, że w rzeczywistości zostali siłą wypchnięci z rynku pracy. Młodzi, którzy ukończyli college i mają dziesiątki tysięcy dolarów kredytu zaciągniętego na edukację nie są także w stanie znaleźć żadnej pracy. Ludzie, którzy na pewien czas przeprowadzili się do przyjaciół lub rodziny stają się bezdomni. Nieruchomości kupione w czasie boomu wciąż są na sprzedaż lub zostały sprzedane ze stratą. Już ponad siedem milionów amerykańskich rodzin utraciło swoje domy.</p>
<p>Czuły punkt finansowego boomu zeszłej dekady objawił się w pełni z taką samą mocą także w Europie. Rozterki nad sytuacją Grecji i przywiązanie rządów najsilniejszych państw Unii do planów oszczędnościowych, zaczęły zbierać obfite żniwo w ostatnim roku. Zaraza dotarła do Włoch. Bezrobocie w Hiszpanii, które od początku recesji wynosiło blisko 20 procent, jeszcze wzrosło. Rzecz nie do pomyślenia – koniec euro – zaczęła wydawać się całkiem realną perspektywą.</p>
<p>Ten rok może być jeszcze gorszy. Oczywiście nie należy wykluczać, że Stany Zjednoczone rozwiążą swoje problemy polityczne i w końcu przyjmą program stymulujący gospodarkę. Jest to konieczne, aby zmniejszyć stopę bezrobocia do 6 lub 7  proc. Przedkryzysowy poziom 4 lub 5 proc. to zbyt dużo, aby mieć na to nadzieję. Jednak scenariusz taki jest mało prawdopodobny, tak samo jak ten, że Europa uzmysłowi sobie wreszcie, że same programy oszczędnościowe nie rozwiążą jej problemów. Wprost przeciwnie, oszczędności jedynie doprowadzą do ostrzejszego spowolnienia gospodarczego. Bez wzrostu gospodarczego, kryzys zadłużeniowy – a także kryzys euro – będzie się jedynie pogłębiał. Długotrwała depresja, która zaczęła się wraz z pęknięciem bańki na rynku nieruchomości w 2007 roku, po którym nastąpiła recesja, będzie trwał.</p>
<p>Ponadto, najważniejsze gospodarki wschodzące, którym udało się bez poważniejszego szwanku przejść przez zawirowania z lat 2008-2009, mogą już nie poradzić sobie równie dobrze z trudnościami, które właśnie pojawiły się horyzoncie. Tempo wzrostu gospodarczego w Brazylii już uległo wyhamowaniu, budząc niepokój wśród sąsiadujących krajów Ameryki Łacińskiej.</p>
<p>W międzyczasie, problemy długookresowe – włączając w to zmiany klimatyczne i inne zagrożenia związane ze środowiskiem naturalnym oraz nierówności społeczne wzrastające w większości państw na świecie – wcale nie zniknęły. Część z nich stała się nawet bardziej paląca. Dla przykładu, wysokie bezrobocie spowodowało presję na płace i powiększyło sferę ubóstwa.</p>
<p>Dobrą informacją jest, że odpowiedź na te długookresowe problemy mogłaby właściwie pomóc w rozwiązaniu trudności krótkoterminowych. Zwiększone inwestycje, które wspomogłyby gospodarkę w walce z globalnych ociepleniem, mogłyby stymulować aktywność ekonomiczną i stworzyć nowe miejsca pracy. Bardziej progresywny system podatkowy efektywniej dystrybuowałby dochody z najbogatszej grupy społeczeństwa do średniej i uboższej. Mógłby jednocześnie redukować nierówności i zwiększać poziom zatrudnienia poprzez wzmacnianie ogólnego popytu. Wyższe podatki dla najbogatszych mogłyby wygenerować przychody potrzebne do sfinansowania inwestycji publicznych i dostarczenia pomocy społecznej dla najbiedniejszych, włączając w to bezrobotnych.</p>
<p>Nawet bez zwiększania deficytu finansów publicznych, tak „zrównoważony budżet” przez wzrost podatków i wydatków mógłby zmniejszyć bezrobocie i zwiększyć produkcję. Istnieje jednakże obawa, że polityka i ideologia po obu stronach Atlantyku, szczególnie w USA, nie pozwolą, aby tak się stało. Fiksowanie się na wielkości deficytu będzie powodować cięcia w wydatkach społecznych i, co za tym idzie, pogłębiać nierówności. Pomimo licznych dowodów świadczących na niekorzyść polityki ekonomicznej dążącej do pobudzania produkcji (szczególnie w okresach wysokiego bezrobocia), będzie ona powstrzymywać przed podwyżką podatków dla najbogatszych.</p>
<p>Nawet przed kryzysem, istniał czynnik równoważący światową gospodarkę. W  rzeczywistości była to korekta trwającej 200 lat historycznej anomalii, polegającej na tym, że udział Azji w tworzeniu światowego PKB spadł w pewnym momencie z blisko 50 proc. do poniżej 10 proc. Pragmatyczne działania na rzecz pobudzania wzrostu, które niektórzy dostrzegają w Azji, a inni na rynkach wschodzących, stoją dzisiaj w opozycji do nieprzemyślanej polityki Zachodu, która zdominowana jest przez kombinację ideologii i obrony własnych interesów. Dzieje się to na taką skalę, że może wydawać się, iż są to działania na rzecz braku wzrostu.</p>
<p>W efekcie, równoważenie na nowo światowej gospodarki prawdopodobnie ulegnie przyspieszeniu, co prawie nieuchronnie doprowadzi do wzrostu napięć politycznych. Biorąc pod uwagę wszystkie te problemy piętrzące się przed światową gospodarką, będziemy mogli mówić o szczęściu, jeżeli napięcia te nie zaczną się ujawniać w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy.</p>
<p><em>Autor jest profesorem w Columbia University, laureatem ekonomicznej nagrody Nobla i autorem książki „Freefall: Free Markets and the Sinking of Global Economy” (Jazda bez trzymanki: wolne rynki a tonięcie gospodarki globalnej).</em></p>
<p>Copyright: Project Syndicate, 2011</p>
<p><a href="http://www.project-syndicate.org/">www.project-syndicate.org</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/18/stiglitz-gospodarki-w-kryzysie-same-oszczednosci-nie-uratuja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zawsze jest dobra pora na reformę systemu podatkowego</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/zawsze-jest-dobra-pora-na-reformy-systemu-podatkowego-na-swiecie/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/zawsze-jest-dobra-pora-na-reformy-systemu-podatkowego-na-swiecie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Jan 2012 05:30:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Badania i Raporty]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Bank Światowy]]></category>
		<category><![CDATA[cięcia-podatków]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[podnoszenie-podatków]]></category>
		<category><![CDATA[reforma podatków w Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[zmiany w systemach podatkowych]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38124</guid>
		<description><![CDATA[<br/>W ciągu trzech lat, od czerwca 2008 do końca maja 2011 roku, spośród analizowanych 183 państw blisko połowa wprowadziła w podatkach zmiany korzystne dla podatników - nastąpiła obniżka podatków.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Tak wynika z badań Banku Światowego i firmy doradczej PricewaterhouseCoopers.</p>
<p>Na reformy decydują się zarówno państwa znajdujące się na peryferiach światowego obrotu gospodarczego, jak i kraje wysoko rozwinięte, których systemy podatkowe uchodzą za stabilne. Wystarczy spojrzeć na zestawienie z ostatniego raportu obejmującego 12 miesięcy od początku czerwca 2010 roku do końca maja 2011 roku. W tym okresie znaczące obniżki podatków lub istotne korekty upraszczające systemy podatkowe wprowadziły 33 państwa lub terytoria.</p>
<p>Obok Belize i Seszeli korzystne dla firm lub mieszkańców zmiany wprowadziły Kanada, Korea, Meksyk i Turcja należące do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, zrzeszającej 34 najbardziej rozwinięte państwa świata, a ponadto także aspirujące do grona światowych potęg gospodarczych Indie. W poprzednim roku Chiny uprościły sposób wyliczania zysków firm do celów podatkowych, a także zrównały podatek od zysków korporacyjnych płacony przez firmy rodzime i zagraniczne. Z kolei na ten rok reformy, które mają pobudzić aktywność gospodarczą zapowiedziała Japonia.</p>
<p>Szczególnie gorąca dyskusja na temat reform podatkowych toczy się obecnie w Stanach Zjednoczonych, które w listopadzie czekają wybory prezydenckie. Niektóre propozycje zgłaszane przez republikańskich pretendentów idą bardzo daleko. Propozycja reformy J.D. Fostera, eksperta konserwatywnej Heritage Foundation zakłada likwidację podatków dochodowych i zastąpienie ich podatkiem od sprzedaży. Ron Paul, jeden z polityków ubiegających się o nominację Partii Republikańskiej uznaje podatki dochodowe za jedne z najbardziej degradujących i totalitarnych ze wszystkich obciążeń. Poza ich zniesieniem zapowiada on także zlikwidowanie federalnej Służby Dochodów Wewnętrznych (IRS – Internal Revenue Service), odpowiednika naszego Urzędu Skarbowego.</p>
<h3>Prostsze ważniejsze niż niższe</h3>
<p>Autorzy corocznych raportów Banku Światowego i PwC zaznaczają, że reformowanie systemów podatkowych może przynieść korzystne skutki dla gospodarki, także wtedy gdy zmiany nie powodują obniżenia łącznej skali obciążeń podatkowych. Wystarczy, że usprawnienia uproszczą formalności lub poprawią sytuację podatników w relacjach z urzędnikami. Takie działania mogą w szczególności skłonić przedsiębiorców funkcjonujących w szarej strefie do legalizacji działalności. Dzięki poszerzeniu liczby podmiotów płacących podatki, przy niezmienionych stopach podatków, czy nawet pogarszającej się koniunkturze gospodarczej globalne przychody podatkowe mogą rosnąć.</p>
<div id="attachment_38145" class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/burak-miejsce-polski-w-rankingu-panstw-o-najlepszych-systemach-podatkowych.jpg"><img class="size-full wp-image-38145 " title="najlepsze systemy podatkowe, wzrost podatków" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/burak-miejsce-polski-w-rankingu-panstw-o-najlepszych-systemach-podatkowych.jpg" alt="(Opr. DG)" width="550" height="187" /></a><p class="wp-caption-text">(Opr. DG)</p></div>
<p>Dr Grzegorz Szczodrowski, ekonomista z Uniwersytetu Gdańskiego zgadza się z zasadnością upraszczania systemów podatkowych. Przestrzega jednocześnie przed nadmiernym oczekiwaniem, że pozytywna reakcja firm działających w szarej strefie będzie powszechna, a efekty pojawią się szybko.</p>
<p>- Zanim przedsiębiorcy przekonają się, że nowy system jest godny zaufania i warto ujawnić działalność może upłynąć sporo czasu. Ponadto menedżer firmy, działającej w szarej strefie niekoniecznie będzie zainteresowany wejściem do obiegu legalnego w kryzysowym okresie, gdyż taka decyzja, niezależnie od prostoty systemu podatkowego pociąga za sobą niepewność – mówi Grzegorz Szczodrowski.</p>
<h3>Budżety mają większe wymagania</h3>
<p>Wprowadzanie reform podatkowych w okresie kryzysu może być ryzykowne także z innych względów. Szczególnie dotyczy to państw europejskich, czy Stanów Zjednoczonych. Kraje te zmagają się z dużym zadłużeniem sektora finansów publicznych i każda decyzja pozornie rozwiązująca jeden problem, może wywołać inne kłopoty. Spadające dochody budżetów państw skłaniają władze do zwiększania obciążeń podatkowych w celu zrównoważenia budżetów.</p>
<p>Z kolei podwyżki podatków dochodowych mogą spowodować emigrację firm z państw podwyższających podatki do tych o łagodniejszych reżimach. Przekonały się o tym władze Portugalii, która podwyższyła wysokość podatku dochodowego od firm do 28 proc. Jedna z największych tamtejszych firm, Jeronimo Martins, potentat w handlu detalicznym (właściciel polskiej sieci Biedronka), ogłosiła, że przenosi swoją siedzibę do Holandii, w której podatek ten wynosi 25 proc. Również w Holandii – a nie we Frankfurcie czy Nowym Jorku – ma być zarejestrowana spółka zarządzająca łączącymi się giełdami niemiecką Deutsche Boerse i nowojorską NYSE Euronext.</p>
<p>W wielu państwach, szczególnie wśród osób najwięcej zarabiających, powszechną praktyką jest też przenoszenie dochodów do krajów o niższych podatkach, na przykład na Cypr. Z tego powodu wiele państw coraz intensywniej poszukuje nowych rozwiązań systemowych, których trudniej będzie uniknąć, niż podatków dochodowych. Stąd pojawiające się pomysły wprowadzania nowych podatków majątkowych, czy podatku od transakcji finansowych, którego dodatkowym efektem miałoby być ograniczenie spekulacji na rynkach finansowych.</p>
<h3><strong>Czy podatnicy wyemigrują</strong></h3>
<p>W ostatnich dniach po raz kolejny gotowość wprowadzenia takiego rozwiązania w strefie euro zadeklarowali kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicholas Sarkozy. Niechęć brytyjskich władz do wprowadzenia podatku forsowanego przez Francję i Niemcy z pewnością wynika z obaw o przeprowadzkę instytucji z londyńskiego City do Nowego Jorku. W Stanach Zjednoczonych przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi administracja prezydenta Obamy raczej nie będzie ryzykować zatargów z własnym sektorem finansowym. Instytucje finansowe zasilają każdego roku brytyjski budżet kwotą rzędu 50 mld funtów, co stanowi ponad 10 proc. całkowitych wpływów i żaden brytyjski polityk nie zrezygnuje dobrowolnie nawet z części tych pieniędzy.</p>
<p>Niektórzy ekonomiści uważają jednak, że nie należy przesadzać z ryzykiem migracji firm ze względów podatkowych. Ku takiemu stanowisku skłania się prof. Andrzej Wernik z Akademii Finansów, który podkreśla, że firmy zwracają uwagę przede wszystkim na efektywne stawki podatków, a nie nominalne. Na ich decyzje wpływają ponadto czynniki, których nie da się jednoznacznie ująć w liczbach, jak choćby gruntowna znajomość systemu, w którym firma funkcjonuje od wielu lat.</p>
<p>Alternatywą dla podwyższania podatków staje się cięcie wydatków publicznych, ale tu pojawiają się kolejne potencjalne problemy. W kryzysie urzędnicy mają skłonność do mechanicznego redukowania wydatków, a to może prowadzić do obniżania jakości usług publicznych do poziomu nieakceptowalnego przez społeczeństwo. Przykładem są tu choćby wydatki na transport publiczny, które w przypadku ich radykalnego zmniejszania mogą ograniczać dostęp pracowników do miejsc pracy i powodować wzrost bezrobocia.</p>
<p>Ze względu na problemy związane z wprowadzaniem reform w trakcie trwania kryzysu niewątpliwie lepszym momentem byłby okres dobrej koniunktury, ale w czasie gdy „wszyscy wygrywają” politycy nie chcą wdrażać zmian, które mogą obniżyć ich słupki poparcia.</p>
<p>Według Grzegorza Szczodrowskiego nie ma lepszego, czy gorszego momentu na wprowadzenie reform podatków. &#8211; Do wdrożenia zmian w podatkach korzystnych dla wszystkich nie potrzebujemy lepszego momentu, lecz przywódcy-wizjonera, takiego jak w przeszłości była Margaret Thatcher, czy Ronald Reagan. Polityk musi wiedzieć czego chce i być zdeterminowany do tego, żeby swoje zamierzenia zrealizować. Dziś, nie tylko w Polsce, takich polityków nie widać – stwierdza Grzegorz Szczodrowski.</p>
<p>Na problem ten zwraca też uwagę prof. Antoni Kukliński, prezes Polskiego Towarzystwa Współpracy z Klubem Rzymskim, który podkreśla, że trwający obecnie kryzys ma wielowymiarowy charakter, a jednym z jego elementów jest kryzys przywództwa w krajach europejskich i Stanach Zjednoczonych.</p>
<p>Polska na tle innych państw w podatkowym rankingu, który ujmuje czas spędzony przez firmy na wypełnienie formalności podatkowych, liczbę płatności w ciągu roku i ogólną wysokość podatków w odniesieniu do PKB, wypada nadal co najmniej słabo. W ciagu pięciu kolejnych lat w gronie przeszło 180 państw i terytoriów byliśmy notowani między 121 a 151 miejscem. Pod względem czasu jaki wzorcowa firma (hipotetyczne przedsiębiorstwo zatrudniające 60 osób) musi spędzić na wypełnienie wszystkich niezbędnych podatkowych formalności też nie mamy się czym pochwalić.</p>
<p>Według ostatniego raportu Banku Światowego i PwC z okresu od czerwca 2010 do maja 2011 r. w Polsce trzeba poświęcić na podatkowe formalności 296 godzin. Średnia globalna wynosi 277 godzin. Jeszcze gorzej wypadamy na tle wszystkich państw Unii Europejskiej (209 godzin), czy krajów OECD (195 godzin).</p>
<p>Nie powinna więc zaskakiwać powszechna wśród ekonomistów opinia, że polski system podatkowy jest zbyt skomplikowany. Opinia ta niestety nie zmienia się od dawna, o czym świadczą wypowiedzi ekspertów, które z powodzeniem można wciąż zacytować. Przykładem wypowiedź Nicholasa Sterna, niegdyś głównego ekonomisty Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju z debaty zorganizowanej w 1999 roku przez Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych i Bank BRE. Nicholas Stern powiedział wtedy, że polski system jest „skomplikowany, nieprzejrzysty, niestabilny i prowadzi do zaburzeń, w związku z tym potrzebna jest reforma.”</p>
<p>&gt;wywiad: <strong><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/podatki-zmalaly-nierownosci-wzrosly-opinia-oecd/">Podatki w świecie zmalały, a nierówności wzrosły</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/zawsze-jest-dobra-pora-na-reformy-systemu-podatkowego-na-swiecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podatki w świecie zmalały, a nierówności wzrosły</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/podatki-zmalaly-nierownosci-wzrosly-opinia-oecd/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/podatki-zmalaly-nierownosci-wzrosly-opinia-oecd/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Jan 2012 05:29:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[nowe-podatki]]></category>
		<category><![CDATA[nowe-podatki-UE]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[podatki-dla-bogatych]]></category>
		<category><![CDATA[zmiany w systemach podatkowych]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=38131</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Należy dążyć do tego aby systemy podatkowe sprzyjały biznesowi, a to niekoniecznie musi się sprowadzać do niskich stawek. System podatkowy powinien być logiczny i dawać poczucie pewności. Zawierać mechanizmy, które zagwarantują szybkie rozwiązywanie spraw spornych – mówi w wywiadzie <strong>Jeffrey Owens, dyrektor Centrum Polityki Podatkowej OECD</strong>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>Obserwator Finansowy: Kryzys finansowy i poszukiwanie sposobów na jego przezwyciężenie to w ostatnim czasie chyba największe wyzwanie dla ekonomistów. Czy sposobem na kryzys może być reforma systemu podatkowego. Czy jego uproszczenie może zachęcić firmy do zwiększenia skali inwestycji i aktywności biznesowej w ogóle?</strong></p>
<p><strong>Jeffrey Owens:</strong> Upraszczanie podatków i ich rozważne redukowanie, wprowadzanie jasnych przepisów podatkowych, podnoszenie kwalifikacji urzędników podatkowych, tak aby lepiej rozumieli oni zasady prowadzenia działalności gospodarczej to działania które niewątpliwie mogą przyczyniać się do przezwyciężenia kryzysu. Generalnie należy dążyć do tego aby systemy podatkowe sprzyjały biznesowi, a to niekoniecznie musi się sprowadzać do niskich stawek. System podatkowy powinien cieszyć się jak największym zaufaniem podatników, to znaczy powinien być logiczny i dawać poczucie pewności oraz zawierać mechanizmy, które zagwarantują szybkie rozwiązywanie spraw spornych.</p>
<p><strong>Jakie <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/reformy-podatkowe-na-swiecie-raport-bank-swiatowy-pw/">zmiany w systemach podatkowych</a> w ciągu ostatnich lat były najbardziej powszechne?</strong></p>
<p>Generalnie wszystkie podatki były radykalnie obniżane. Najwyższa skala podatkowa, która kilkanaście lat temu wynosiła 70 proc. i więcej zmniejszyła się do 40 proc. Stawki podatków od dochodów firm spadły z 45-50 proc. do około 30 proc. Powszechnie widoczne jest również zwiększanie udziału podatków pośrednich w dochodach budżetu, a zmniejszenie wpływów z tytułu podatków dochodowych.</p>
<p><strong>A jakie zmiany uznałby pan za istotne innowacje?</strong></p>
<p>Najważniejszą innowacją było bez wątpienia wprowadzenie podatku VAT. W jego początkach stosowało go kilka państw, a dziś funkcjonuje w ponad 160 krajach. Warto wymienić także podatek liniowy od dochodów osobistych wprowadzony w niektórych dawnych krajach bloku wschodniego. Generalnie widoczna jest tendencja do spłaszczania skali podatków od dochodów osobistych.</p>
<p><strong>W Stanach Zjednoczonych narasta dyskusja o radykalnych zmianach systemu podatkowego zmierzająca do wyeliminowania podatków dochodowych. Czy sądzi pan, że tego rodzaju reformy mogą się upowszechnić w Europie, czy jest to wyłącznie amerykańska specyfika?</strong></p>
<p>Nie spodziewałbym się żadnych zmian w podatkach w Stanach Zjednoczonych przed wyborami, a to jakie zmiany zostaną wprowadzone po nich będzie zależało w znacznej mierze od wyników wyborów. W Europie nie sądzę, żeby jakikolwiek poważny polityk mógł coś takiego zaproponować i liczyć na reelekcję w kolejnych wyborach.</p>
<p><strong>Obok trwającego obecnie kryzysu toczy się inny proces &#8211; <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/14/wspolczynnik-giniego-nierownosci-dochodowe-w-europie/">narastają nierówności w dochodach</a>. W ocenie OECD polityka podatkowa może się przyczynić do ich zniwelowania?</strong></p>
<p>Niewątpliwie widoczny jest wzrost nierówności na świecie w tym również w krajach Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych. Główne czynniki, które powodują powiększanie nierówności między grupami społecznymi to zmiany technologiczne i globalizacja. Zmiany technologiczne przyczyniają się ze względu na fakt, że korzyści z nich może czerpać przede wszystkim wąska grupa najlepiej wykształconych wykwalifikowanych osób, a to jednocześnie osoby wywodzące się najzamożniejszej grupy społecznej.</p>
<p>Najzamożniejszy 1 proc. populacji ma coraz większy udział w globalnym produkcie. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest sektor finansowy, w którym dyrektorzy generalni otrzymują gigantyczne premie. Zwalczanie nierówności może być prowadzone dwoma rodzajami metod. Jedną jest dodatkowe opodatkowanie osób najzamożniejszych i w tym sensie podatki są bezpośrednim narzędziem niwelowania niepożądanych dysproporcji w dochodach. Druga grupa środków to transfery i różnego rodzaju powszechne usługi społeczne zmierzające do zwiększenia dochodów najbiedniejszej grupy i ułatwiające osobom mniej zamożnym pokonywanie kolejnych szczebli drabiny społecznej.</p>
<p><strong>Czy narastające nierówności są realnym problemem także w Unii Europejskiej?</strong></p>
<p>Są takim samym problemem  jak na całym świecie, chociaż nie w każdym kraju w równym stopniu. W Wielkiej Brytanii zróżnicowanie dochodów jest większe niż w Holandii, Szwecji, czy Francji. Należy przy tym zaznaczyć, że w Szwecji, która do tej pory była uznawana za kraj bardzo restrykcyjnie utrzymujący znikome zróżnicowanie dochodów od pewnego czasu to się zmienia, między innymi za sprawą obniżenia podatków dla osób zarabiających najwięcej. Zniesiono tam niektóre podatki od majątku i nieruchomości.  Podatek dochodowy od osób fizycznych też nie jest tak progresywny jak wcześniej.</p>
<p><strong>Jakie podatki mogą być najlepszym narzędziem służącym do ograniczenia różnicy w dochodach?</strong></p>
<p>W przeszłości jednym z narzędzi wyrównywania nierówności była progresywna skala podatków od dochodów osobistych. Dziś mało kto pamięta, że w niektórych krajach OECD największe dochody były opodatkowane stawką wynoszącą nawet 90 proc., ale do tego świat już na pewno nie powróci. Metody jakie mogą być stosowane obecnie to przede wszystkim opodatkowanie kapitału, majątku – na przykład zgromadzonego w nieruchomościach – czy podatek od sprzedaży dóbr uznawanych powszechnie za luksusowe, jak na przykład jachty warte dziesiątki milionów euro. We Włoszech, czy Hiszpanii trwa już debata na temat tego jak opodatkować kapitał.</p>
<p><strong>Czy próby opodatkowania majątku nie wiążą się z ryzykiem, że zostanie on przeniesiony do innych państw, szczególnie jeśli ma postać na przykład lokat bankowych?</strong></p>
<p>Z istotną częścią majątku na pewno nie jest tak łatwo. Nie przeniesiemy domu z jednego miejsca w inne, a wziąwszy pod uwagę względy kulturowe nie należy przesadzać z obawami, że najzamożniejsi Londyńczycy ze względów podatkowych przeniosą się na przykład do miasteczka do Zug w Szwajcarii, w którym wprawdzie podatki są bardzo niskie, ale atmosfera w każdym z tych miast jest zupełnie inna, a ona ma istotny wpływ na to gdzie mieszkamy.</p>
<p>Jeżeli chodzi o lokaty bankowe, czy papiery wartościowe skutecznym narzędziem przeciwdziałającym unikaniu opodatkowania jest przede wszystkim współpraca między państwami w zakresie wymiany informacji. Ważne jest również służące tej wymianie przynajmniej częściowe zniesienie tajemnicy bankowej, dzięki czemu możliwe będzie wyśledzenie majątku i jego właściciela unikającego opodatkowania.</p>
<p><strong>Jakiego rodzaju narzędzia podatkowe mogą być wykorzystane do zmniejszenia nierówności, zastrzegając jednakże, że nie powinny one powiększać deficytu finansów publicznych i pogarszać klimatu dla działalności biznesowej?</strong></p>
<p>Niewątpliwie istnieje potencjalny konflikt między stosowaniem instrumentów podatkowych do niwelowania nierówności, szczególnie jeżeli wybrane podatki są podnoszone, a na dodatek władze nie chcą dopuścić do zwiększenia deficytu sektora finansów publicznych. Zmianom w podatkach powinny z pewnością towarzyszyć działania zmierzające do ujednolicenia budżetu, a jeżeli jest to konieczne to także do ograniczenia wydatków. Bardzo ważne jest zachowanie równowagi  między podnoszeniem podatków i redukowaniem wydatków.</p>
<p><strong>Jakie narzędzia, nie związane z podatkami, mogą najlepiej przyczynić się do zmniejszenia zróżnicowania dochodów?</strong></p>
<p>To przede wszystkim powszechnie dostępna i świadczona na wysokim poziomie edukacja.</p>
<p><strong>Rozmawiał Artur Burak</strong></p>
<p><em><strong>Jeffrey Owens</strong> jest dyrektorem Centrum Polityki Podatkowej OECD</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/17/podatki-zmalaly-nierownosci-wzrosly-opinia-oecd/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowe podatki urosną wiosną</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/05/nowe-podatki-opodatkowanie-rolnikow-likwidacja-ulg-ulga-rodzinna-wzrost-podatkow/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/05/nowe-podatki-opodatkowanie-rolnikow-likwidacja-ulg-ulga-rodzinna-wzrost-podatkow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Jan 2012 05:31:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Almanach]]></category>
		<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[dochody-rolników]]></category>
		<category><![CDATA[nowe-podatki]]></category>
		<category><![CDATA[podatek dochodowy dla rolników]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[ulgi-podatkowe]]></category>
		<category><![CDATA[wzrost podatków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=37439</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Wiosna upłynie pod znakiem podatkowych rewolucji. Na to wskazuje oficjalny plan prac rządu na najbliższe pół roku - w tym czasie zmiany podatkowe mają zmaterializować się w postaci gotowych projektów lub przynajmniej założeń. Najbardziej przełomowe będą pewnie dotyczyć opodatkowania dochodów rolników, kontrowersyjne - ulg dla rodzin, tylko bezpośrednio zainteresowani będą mówić o cięciach, które dotkną twórców.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Jako pierwsza na liście priorytetów rządu znalazła się zapowiedź nowelizacji ustawy o PIT. Projekt ma zostać przyjęty przez rząd jeszcze w pierwszym kwartale tego roku, ale całkiem możliwe, że pojawi się już w lutym. Zgodnie z zapowiedziami premiera zakłada on trzy podstawowe rzeczy: likwidację ulgi internetowej, zmianę zasad naliczania 50-proc. kosztów uzyskania przychodów w przypadku twórców oraz zmianę zasad korzystania z ulgi prorodzinnej.</p>
<p>O ile likwidacja ulgi internetowej to zabieg stosunkowo prosty, o tyle dwie pozostałe regulacje są już zdecydowanie bardziej skomplikowane.</p>
<h3>Twórca skorzysta po roku</h3>
<p>W przypadku kosztów ważnych dla twórców nowe przepisy mają pozbawiać możliwości stosowania dotychczasowych, korzystnych zasad  po przekroczeniu przez honoraria kwoty 85 tys. zł. Zasada miała by być zatem taka, że do 85 tys. zł przychodu z praw autorskich, twórcy przysługiwałoby prawo do odliczenia kosztów w wysokości 50 proc. uzyskanego honorarium pomniejszonego o zapłacone składki ZUS. Chodzi tu o takie przypadki, w których składki te są płacone.</p>
<div id="attachment_37470" class="wp-caption aligncenter" style="width: 450px"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/Plany-zmian-podatkowych.jpg"><img class="size-full wp-image-37470 " title="Plany-zmian-podatkowych" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2012/01/Plany-zmian-podatkowych.jpg" alt="(Opr. DG)" width="440" height="770" /></a><p class="wp-caption-text">(Opr. DG)</p></div>
<p>Po przekroczeniu progu dochodowego, czyli od nadwyżki ponad 85 tys. zł, koszty nie będą już naliczane. Dobra wiadomość jest taka, że do wyliczenia limitu brane pod uwagę mają być wyłącznie przychody z praw autorskich. Jeśli zatem ktoś łączy pracę na etacie z działalnością twórczą może być pewny, że wynagrodzenie za pracę nie podwyższy mu podatku od honorariów.</p>
<p>Są jednak też i złe wiadomości. Z zapowiedzi ministra finansów wynika, że koszty takie miałyby być uwzględniane dopiero po zakończeniu roku, podczas składania zeznania PIT. Oznacza to, że w trakcie roku wyższe podatki płaciliby wszyscy otrzymujący honoraria, a nie tylko ci twórcy, których dochody przekroczyły już 85 tys. zł. Nadpłacony podatek można byłoby odzyskać – jak się planuje &#8211;  dopiero po zakończeniu roku. Zdaniem resortu finansów ułatwi to rozliczenia. Po zmianie przepisów, przy wielu źródłach z których otrzymywane są honoraria, płatnicy nie byliby bowiem w stanie uchwycić momentu, w którym dany autor przekracza próg 85 tys. zł i traci prawo do podwyższonych kosztów. To oczywiście punkt widzenia Ministerstwa Finansów.</p>
<p>W kontekście tych ograniczeń warto przypomnieć, że zasada dotycząca kosztów uzyskania przychodów przez twórców raz zostały już ograniczone. Początkowo wynosiły one 50 proc. honorarium. Kilka lat temu wprowadzono jednak przepis, który koszty te obniżył wszystkim twórcom opłacającym od honorariów składki ZUS. Obecnie 50 proc. obliczane jest od honorarium pomniejszonego o te składki. W praktyce oznacza to, że korzyść dla twórców jest znacznie niższa niż 50 proc. Mimo wszystko – nie ma co narzekać &#8211; nadal jest to kwota dużo wyższa niż kwotowo określone koszty np. przy umowach o pracę.</p>
<h3>Wiele dzieci &#8211; ulga tylko dla zamożnych</h3>
<p>Całkowitej zmianie ulegnie także konstrukcja ulgi prorodzinnej. Tu również pojawia się limit 85 tys. zł. Będzie miał on  jednak inne zastosowanie. Wszyscy zarabiający powyżej tej kwoty i wychowujący tylko jedno dziecko stracą prawo do odliczenia, co oznacza dla nich podatek wyższy o 1112,04 zł rocznie. Prawo do ulgi zachowują natomiast rodzice jedynaków, gdy ich zarobki nie przekraczają 85 tys. zł.</p>
<p>Nic nie zmieni się w przypadku osób wychowujących dwójkę dzieci. Natomiast na dodatkowe profity mogą liczyć rodzice trójki i więcej dzieci. Dla nich ulga ma wzrosnąć. Ma być wyższa o połowę w stosunku do tego, co przysługuje im dziś. Na trzecie i każde kolejne dziecko ulga miała by zatem wynieść nie tak jak dziś 1112,04 zł, ale po 1668,06 zł. Kłopot tylko w tym, że aby taką ulgę skonsumować, trzeba naprawdę dobrze zarabiać. Na pełne wykorzystanie ulgi można będzie liczyć przy trójce dzieci dopiero przy zarobkach powyżej 3,9 tys. zł, a przy czwórce powyżej 5 tys. zł.</p>
<p>W sumie, zmiany planowane w PIT, nie wykraczają poza to, co zapowiedział już w swoim expose premier Donald Tusk. Zadziwiająca jest konsekwencja przy ich realizacji. Rzecz dotychczas rzadko spotykana.</p>
<h3>Rolnicy na celowniku</h3>
<p>W pierwszym kwartale 2012 roku ma się pojawić założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, ustawy o podatku rolnym.</p>
<p>Pod tą skomplikowana nazwą kryje się projekt, który miałby wprowadzić podatek dochodowy dla rolników. Niestety ramowy plan rządu nie precyzuje jaki miałby to być podatek. Pozostaje zatem tylko zapowiedź premiera, który mówił, że obejmie on wyłącznie gospodarstwa powyżej 6 ha. Sam podatek nie będzie się zapewne różnił od tego, który płacą dziś firmy prowadzone przez osoby fizyczne (opodatkowane PIT).</p>
<p>Wiadomo natomiast, że wprowadzeniu takiego podatku mają towarzyszyć daleko idące zmiany w podatku rolnym, czyli tym który nadal mieliby płacić ci rolnicy, których podatek dochodowy póki co miałby ominąć. Najważniejsza z nich dotyczy zasad ustalania stawek tego podatku. Dziś gminy ustalają je w oparciu o cenę żyta. I to miałoby się skończyć. Rząd chciałby wprowadzenia stawek kwotowych waloryzowanych co roku wskaźnikiem inflacji. Zapowiada też ograniczenie zwolnień i ulg w podatku rolnym (samych zwolnień jest około 20, ulg ledwie kilka w tym głównie związane z wiekiem i inwestycjami).</p>
<p>Których ulg miałoby to dotyczyć? Tego póki co rząd nie zdradza. I nic w tym dziwnego. Wiele wskazuje bowiem na to, że o tę część reformatorskich planów premier  Donald Tusk będzie musiał stoczyć największą batalię ze swoim koalicjantem. Jest wątpliwe, by wicepremier Waldemar Pawlak zgodził się na takie zmiany bez ostrej dyskusji. A czasu na przygotowanie projektu rząd nie dał sobie zbyt dużo.</p>
<h3>Srebro zabrzęczy w budżecie głośniej</h3>
<p>Trzecim obszarem zainteresowań podatkowych rządu są oczywiście kopaliny. Tu możemy liczyć na aż dwa projekty. Pierwszy jest już w zasadzie gotowy. To uderzający przede wszystkim w KGHM podatek od miedzi i srebra. Projekt ustawy o wydobyciu niektórych kopalin doczekał się już zresztą drugiej odsłony, w której obniżono nieco w stosunku do pierwotnych planów stawki tego podatku. Złagodzenie stanowiska resortu finansów pomogło zresztą odbić się notowaniom akcji KGHM na giełdzie.</p>
<p>Zmieniając założenia resort finansów chciał zapewne pokazać, że liczy się z opinią przyszłego podatnika. Przy nowej kalkulacji stawek uwzględniono bowiem dane historyczne dotyczące kosztów wydobycia i zysków. To pozwoliło na spłaszczenie stawek podatku dla najniższych i najwyższych cen surowca (stawki mają zależeć od notowań miedzi na giełdach). Warte zauważenia jest, że mimo tych zmian, nie zmieniły się przewidywane wpływy z tego nowego podatku. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można zatem zakładać, że resort finansów tak wyliczył nowe stawki, by na nich nie stracić, a jedynie uspokoić rynek, który dość nerwowo zareagował na wieść o wprowadzeniu nowego podatku.</p>
<p>Na podatku od miedzi i srebra plany resortu się nie kończą. W pierwszym kwartale mają się pojawić także założenia do ustawy o podatku od wydobycia węglowodorów. Ta ustawa, podobnie jak ustawa dotycząca miedzi i srebra ma zapewnić państwu tzw. rentę surowcową. W uzasadnieniu mówi się, że ma dotyczyć przede wszystkim gazu łupkowego. W praktyce będzie jednak dotyczyła wydobycia wszelkich węglowodorów.</p>
<p>Jak widać plan prac rządu w obszarze podatkowym jest w tym roku stosunkowo bogaty, szczególnie jeśli porównać go z ostatnimi dwoma laty. Trzeba też pamiętać, że na przedstawionych działaniach rzecz się nie skończy. Przed końcem roku czeka nas jeszcze kolejna zmiana w akcyzie. Konieczne będzie przygotowanie ustawy wprowadzającej akcyzę na gaz. 1 stycznia 2012  roku skończył się okres przejściowy umożliwiający zwolnienie z tego podatku koksu i węgla. Za rok będzie kończył się on dla gazu. Już dziś wiadomo, że nie będzie akcyzy na gaz wykorzystywany w gospodarstwach domowych (zostanie on zwolniony z akcyzy). Inaczej jednak niż w przypadku węgla, gaz wykorzystywany jako nośnik energii w przemyśle będzie obłożony akcyzą. Należy zatem spodziewać się, że gaz dla firm, przede wszystkim przemysłu chemicznego, stanie się droższy.</p>
<p><em>Autor jest zastępcą redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/01/05/nowe-podatki-opodatkowanie-rolnikow-likwidacja-ulg-ulga-rodzinna-wzrost-podatkow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dodatkowy podatek od banków to błąd</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/09/zbigniew-dobosiewicz-dodatkowy-podatek-od-bankow-to-blad/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/09/zbigniew-dobosiewicz-dodatkowy-podatek-od-bankow-to-blad/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Dec 2011 05:16:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mchadzynski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bankowość]]></category>
		<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[banki]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=35834</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Podatek Tobina nie wygeneruje 57 mld euro wpływów do budżetu, a UE nie ma szans go wprowadzić. W Polsce taki podatek utrudniłby niektóre operacje bankowe. Klienci wahaliby się przed wykonaniem operacji, banki też -  mówi w wywiadzie prof. Zbigniew Dobosiewicz, specjalista z zakresu bankowości i finansów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Pulpit</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">debata</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Banki</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Rynki finansowe</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Dodatkowy podatek od banków to błąd</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Podatek Tobina nie wygeneruje 57 mld euro wpływów do budżetu, a UE nie ma szans go wprowadzić. W Polsce taki podatek utrudniłby niektóre operacje bankowe. Klienci wahaliby się przed wykonaniem operacji, banki też &#8211;  mówi w wywiadzie prof. Zbigniew Dobosiewicz, specjalista z zakresu bankowości i finansów.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Obserwator Finansowy: Jest pan zdecydowanym przeciwnikiem podatku Tobina, który szefowie krajów Unii Europejskiej (w szczególności Angela Merkel i Nicolas Sarkozy) proponują wprowadzić od 2014 roku. Dlaczego?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Prof. Zbigniew Dobosiewicz: Wszystkie bez wyjątku kraje Unii od kilku lat poszukują dodatkowych źródeł finansowania swoich budżetów. Takich źródeł szuka też Unia jako całość. Dodatkowe finansowanie mógłby teoretycznie dać na przykład nowy typ podatku od banków. Idea wprowadzenia w UE nowego podatku przybierała różny kształt.  Aktualnie decydenci unijni chcą opodatkowania transakcji finansowych. W skali strefy euro miałoby to przynieść niemałą sumę, bo ponad 50 mld euro rocznie. Równocześnie miałoby to zmniejszyć wartość transakcji o charakterze spekulacyjnym. Do zwolenników takiego podatku należą ministrowie Niemiec, Austrii i Belgii. Równocześnie jednak projektowi wprowadzenia go sprzeciwia się wiele krajów, szczególnie ostro Wielka Brytania. Myślę, że na chwilę obecną po prostu nie ma możliwości wprowadzenia w UE takiego podatku.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">A mogłyby wprowadzić go poszczególne kraje? Na przykład Niemcy?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Wprowadzenie go przez pojedyncze kraje jest wprawdzie możliwe, ale osłabiłoby konkurencyjność systemu bankowego tych krajów. Nie sądzę więc, że to zrobią.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Dostrzega pan w ogóle jakieś zalety tego podatku?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Oczywiście. Niewątpliwą zaletą, podobnie jak każdego podatku, są jakieś tam wpływy, które generuje on do budżetu. Są to jednak wpływy niemożliwe do oszacowania w dniu dzisiejszym.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Uważa pan, że osiągnięcie 57 mld wpływów jest niemożliwe?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">To był szacunek dokonany bardzo wstępnie przez sekretariat przewodniczącego Jose Manuela Barroso około 2,5 miesiąca temu. Liczba dotyczyć by miała całej strefy Euro, przy czym można by dyskutować na temat rzeczywistej wielkości tych sum. O takiej kwocie moglibyśmy mówić, gdyby ilość transakcji nie uległa zmianie. Opodatkowanie transakcji finansowych natychmiast wyeliminowałoby dużą część drobniejszych transakcji i tych mniej opłacalnych. Wpływy finansowe mogłyby więc być dużo mniejsze.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Brytyjski parlament szacuje, że wprowadzenie podatku od transakcji finansowych mogłoby spowodować dla PKB straty warte 20 razy tyle, co budżetowe wpływy z jego tytułu. Aktywa bankowe Wielkiej Brytanii to około 500 proc. PKB. W Niemczech-ok. 300. W obu przypadkach to dużo. Dlaczego tylko Wielka Brytania sprzeciwia się wprowadzeniu podatku Tobina?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Niemiecki system bankowy ma inną strukturę. Niemieckie banki żyją z kredytów i inwestycji, których dokonały. Angielskie w bardzo dużej mierze z transakcji finansowych. Londyn to największe na świecie miejsce, gdzie handluje się aktywami przedsiębiorstw, walutami itd.. To są ogromne przepływy finansowe. Na podatku Tobina Wielka Brytania straci więc dużo więcej niż Niemcy.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Chodzi tylko o strukturę?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">To naturalne, że struktura operacji bankowych jest różna, są pewne różnice w społecznym odbiorze. W Niemczech banki są bardzo ostro krytykowane. Szczególne oburzenie wywołują tam – tak jak w USA – olbrzymie premie prezesów banków. Zwłaszcza tych, którzy się nie sprawdzili. To rodzi dużą niechęć społeczeństwa. W wielkiej Brytanii większa część społeczeństwa zasadniczo godzi się z praktykami banków. Zresztą, te praktyki wydają się być w Wielkiej Brytanii bardziej racjonalne.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Czy wprowadzanie podatku od operacji finansowych poza tym że generuje wpływy do budżetu, ma jakieś jeszcze zalety? Czy rzeczywiście uzasadnione jest twierdzenie, że ogranicza ryzyko i transakcje o charakterze spekulacyjnym?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Transakcje finansowe to są zawsze transakcje, które w podtekście mają pewien charakter spekulacyjny. Strony dokonujące transakcji chcą na tym przecież zarobić. Duża część takich transakcji to transakcje krótkoterminowe – mają wygenerować szybki zarobek. I ta konieczność szybkiego podejmowania decyzji wprowadza poważny element ryzyka finansowego. Gdyby wprowadzić podatek Tobina, to ryzyko by zmalało choćby dlatego, że transakcji tych byłoby mniej. Problemem jest, czy w takiej sytuacji system bankowy spełniałby swoją rzeczywistą rolę.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Podatek istotnie wpłynąłby na rentowność banków. Ale czy banki polskie mogłyby na nim jakoś ucierpieć? Chyba nie?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Z pewnością ograniczyłoby to zyski banków brytyjskich – uderzyłoby przecież w jedną z dwóch głównych gałęzi, na których te banki funkcjonują. W Polsce wbrew podawanym niekiedy szacunkom, rzeczywiste wpływy do budżetu z tytułu takiej daniny byłyby małe, a nowy podatek od transakcji finansowych utrudniłby operacje bankowe. Banki oczywiście bardzo nie lubią obciążenia podatkowego i zawsze będą przeciwko każdej formie podatku. Tym bardziej, że podatek wprowadza się tymczasowo, a on potem trwa wiecznie. W Polsce taki podatek wpłynąłby przede wszystkim na same transakcje finansowe. Utrudniłby niektóre operacje bankowe. Klienci wahaliby się przed wykonaniem operacji, banki wahałyby się również. Ale obyłoby się bez jakiegoś podstawowego wpływu na sytuację naszych banków.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Nawet gdyby podatek od transakcji finansowych nałożył się na skutki likwidacji lokat „antybelkowych”?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Nie ma co łączyć tych dwóch spraw. Lokaty antybelkowe są czymś w rodzaju wynaturzenia. Banki korzystają z możliwości zakładania takich lokat, bo mają do tego prawo. Nie jest to niezgodne z przepisami, ale to nie jest normalny typ lokat. To coś szalenie nieracjonalnego. W dodatku banki, który takich lokat nie mają, są bite w walce konkurencyjnej.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Uważa pan, ze plany ministerstwa finansów, by w 2012 roku zlikwidować te lokaty, są słuszne?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Absolutnie uważam plany ograniczenia tych dziwacznych lokat za zasadne. Dziwię się, że dokonuje się to z takim opóźnieniem.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">A jakie inne podatki na banki mogą jeszcze próbować nałożyć rządy w najbliższym czasie?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Wprowadzanie nowych podatków od banków uważam za absolutnie nieracjonalne. Myślę, że gdyby istniała jednak taka konieczność, to najprostszym rozwiązaniem byłoby podniesienie obecnie istniejących podatków i opłat. W praktyce chodziłoby o dwie rzeczy. Po pierwsze o podniesienie CIT. Jak wiemy, w Polsce osoby prawne płacą podatek CIT. W przypadku banków to podatek od zysków banków, pomniejszony o odpisy z tytułu rezerw. Ten CIT mógłby więc zostać podniesiony. Po drugie &#8211;  można by zmniejszyć pułap odpisów banków na rezerwy. Polskie przedsiębiorstwa płacą podatek od dochodu brutto, a banki podatek od dochodu brutto po potrąceniu rezerw. Tu jest jakieś pole manewru&#8230;</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Możemy się spodziewać takich postulatów w krótkim czasie?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Mam nadzieję, że nie. Najlepiej gdyby banków dodatkowo nie opodatkowywać. Nasz system bankowy jest jedną z nielicznych naprawdę zdrowych gałęzi polskiej gospodarki i warunkuje dobry wzrost gospodarczy. Warto też pamiętać, że rzeczywiste koszty podatku od banków ponoszą przede wszystkim ich klienci.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Rozmawiała Katarzyna Kozłowska</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Prof. Zbigniew Dobosiewicz jest specjalistą z zakresu bankowości i finansów, wykładowcą na wielu zagranicznych uczelniach (m.in. w Algierii, Ghanie, Egipcie, Meksyku) i autorem ponad 20 książek.</div>
<p><strong>Obserwator Finansowy: Jest pan zdecydowanym przeciwnikiem podatku Tobina, który szefowie krajów Unii Europejskiej (w szczególności Angela Merkel i Nicolas Sarkozy) proponują wprowadzić od 2014 roku. Dlaczego?</strong></p>
<p><strong>Prof. Zbigniew Dobosiewicz:</strong> Wszystkie bez wyjątku kraje Unii od kilku lat poszukują dodatkowych źródeł finansowania swoich budżetów. Takich źródeł szuka też Unia jako całość. Dodatkowe finansowanie mógłby teoretycznie dać na przykład nowy typ podatku od banków. Idea wprowadzenia w UE nowego podatku przybierała różny kształt.  Aktualnie decydenci unijni chcą opodatkowania transakcji finansowych. W skali strefy euro miałoby to przynieść niemałą sumę, bo ponad 50 mld euro rocznie. Równocześnie miałoby to zmniejszyć wartość transakcji o charakterze spekulacyjnym. Do zwolenników takiego podatku należą ministrowie Niemiec, Austrii i Belgii. Równocześnie jednak projektowi wprowadzenia go sprzeciwia się wiele krajów, szczególnie ostro Wielka Brytania. Myślę, że na chwilę obecną po prostu nie ma możliwości wprowadzenia w UE takiego podatku.</p>
<p><strong>A mogłyby wprowadzić go poszczególne kraje? Na przykład Niemcy?</strong></p>
<p>Wprowadzenie go przez pojedyncze kraje jest wprawdzie możliwe, ale osłabiłoby konkurencyjność systemu bankowego tych krajów. Nie sądzę więc, że to zrobią.</p>
<p><strong>Dostrzega pan w ogóle jakieś zalety tego podatku?</strong></p>
<p>Oczywiście. Niewątpliwą zaletą, podobnie jak każdego podatku, są jakieś tam wpływy, które generuje on do budżetu. Są to jednak wpływy niemożliwe do oszacowania w dniu dzisiejszym.</p>
<p><strong>Uważa pan, że osiągnięcie 57 mld wpływów jest niemożliwe?</strong></p>
<p>To był szacunek dokonany bardzo wstępnie przez sekretariat przewodniczącego Jose Manuela Barroso około 2,5 miesiąca temu. Liczba dotyczyć by miała całej strefy Euro, przy czym można by dyskutować na temat rzeczywistej wielkości tych sum. O takiej kwocie moglibyśmy mówić, gdyby ilość transakcji nie uległa zmianie. Opodatkowanie transakcji finansowych natychmiast wyeliminowałoby dużą część drobniejszych transakcji i tych mniej opłacalnych. Wpływy finansowe mogłyby więc być dużo mniejsze.</p>
<p><strong>Brytyjski parlament szacuje, że wprowadzenie podatku od transakcji finansowych mogłoby spowodować dla PKB straty warte 20 razy tyle, co budżetowe wpływy z jego tytułu. Aktywa bankowe Wielkiej Brytanii to około 500 proc. PKB. W Niemczech-ok. 300. W obu przypadkach to dużo. Dlaczego tylko Wielka Brytania sprzeciwia się wprowadzeniu podatku Tobina? </strong></p>
<p>Niemiecki system bankowy ma inną strukturę. Niemieckie banki żyją z kredytów i inwestycji, których dokonały. Angielskie w bardzo dużej mierze z transakcji finansowych. Londyn to największe na świecie miejsce, gdzie handluje się aktywami przedsiębiorstw, walutami itd.. To są ogromne przepływy finansowe. Na podatku Tobina Wielka Brytania straci więc dużo więcej niż Niemcy.</p>
<p><strong>Chodzi tylko o strukturę?</strong></p>
<p>To naturalne, że struktura operacji bankowych jest różna, są pewne różnice w społecznym odbiorze. W Niemczech banki są bardzo ostro krytykowane. Szczególne oburzenie wywołują tam – tak jak w USA – olbrzymie premie prezesów banków. Zwłaszcza tych, którzy się nie sprawdzili. To rodzi dużą niechęć społeczeństwa. W wielkiej Brytanii większa część społeczeństwa zasadniczo godzi się z praktykami banków. Zresztą, te praktyki wydają się być w Wielkiej Brytanii bardziej racjonalne.</p>
<p><strong>Czy wprowadzanie podatku od operacji finansowych poza tym że generuje wpływy do budżetu, ma jakieś jeszcze zalety? Czy rzeczywiście uzasadnione jest twierdzenie, że ogranicza ryzyko i transakcje o charakterze spekulacyjnym?</strong></p>
<p>Transakcje finansowe to są zawsze transakcje, które w podtekście mają pewien charakter spekulacyjny. Strony dokonujące transakcji chcą na tym przecież zarobić. Duża część takich transakcji to transakcje krótkoterminowe – mają wygenerować szybki zarobek. I ta konieczność szybkiego podejmowania decyzji wprowadza poważny element ryzyka finansowego. Gdyby wprowadzić podatek Tobina, to ryzyko by zmalało choćby dlatego, że transakcji tych byłoby mniej. Problemem jest, czy w takiej sytuacji system bankowy spełniałby swoją rzeczywistą rolę.</p>
<p><strong>Podatek istotnie wpłynąłby na rentowność banków. Ale czy banki polskie mogłyby na nim jakoś ucierpieć? Chyba nie?</strong></p>
<p>Z pewnością ograniczyłoby to zyski banków brytyjskich – uderzyłoby przecież w jedną z dwóch głównych gałęzi, na których te banki funkcjonują. W Polsce wbrew podawanym niekiedy szacunkom, rzeczywiste wpływy do budżetu z tytułu takiej daniny byłyby małe, a nowy podatek od transakcji finansowych utrudniłby operacje bankowe. Banki oczywiście bardzo nie lubią obciążenia podatkowego i zawsze będą przeciwko każdej formie podatku. Tym bardziej, że podatek wprowadza się tymczasowo, a on potem trwa wiecznie. W Polsce taki podatek wpłynąłby przede wszystkim na same transakcje finansowe. Utrudniłby niektóre operacje bankowe. Klienci wahaliby się przed wykonaniem operacji, banki wahałyby się również. Ale obyłoby się bez jakiegoś podstawowego wpływu na sytuację naszych banków.</p>
<p><strong>Nawet gdyby podatek od transakcji finansowych nałożył się na skutki likwidacji lokat „antybelkowych”?</strong></p>
<p>Nie ma co łączyć tych dwóch spraw. Lokaty antybelkowe są czymś w rodzaju wynaturzenia. Banki korzystają z możliwości zakładania takich lokat, bo mają do tego prawo. Nie jest to niezgodne z przepisami, ale to nie jest normalny typ lokat. To coś szalenie nieracjonalnego. W dodatku banki, który takich lokat nie mają, są bite w walce konkurencyjnej.</p>
<p><strong>Uważa pan, ze plany ministerstwa finansów, by w 2012 roku zlikwidować te lokaty, są słuszne?</strong></p>
<p>Absolutnie uważam plany ograniczenia tych dziwacznych lokat za zasadne. Dziwię się, że dokonuje się to z takim opóźnieniem.</p>
<p><strong>A jakie inne podatki na banki mogą jeszcze próbować nałożyć rządy w najbliższym czasie?</strong></p>
<p>Wprowadzanie nowych podatków od banków uważam za absolutnie nieracjonalne. Myślę, że gdyby istniała jednak taka konieczność, to najprostszym rozwiązaniem byłoby podniesienie obecnie istniejących podatków i opłat. W praktyce chodziłoby o dwie rzeczy. Po pierwsze o podniesienie CIT. Jak wiemy, w Polsce osoby prawne płacą podatek CIT. W przypadku banków to podatek od zysków banków, pomniejszony o odpisy z tytułu rezerw. Ten CIT mógłby więc zostać podniesiony. Po drugie &#8211;  można by zmniejszyć pułap odpisów banków na rezerwy. Polskie przedsiębiorstwa płacą podatek od dochodu brutto, a banki podatek od dochodu brutto po potrąceniu rezerw. Tu jest jakieś pole manewru&#8230;</p>
<p><strong>Możemy się spodziewać takich postulatów w krótkim czasie?</strong></p>
<p>Mam nadzieję, że nie. Najlepiej gdyby banków dodatkowo nie opodatkowywać. Nasz system bankowy jest jedną z nielicznych naprawdę zdrowych gałęzi polskiej gospodarki i warunkuje dobry wzrost gospodarczy. Warto też pamiętać, że rzeczywiste koszty podatku od banków ponoszą przede wszystkim ich klienci.</p>
<p>Rozmawiała Katarzyna Kozłowska</p>
<p><em>Prof. Zbigniew Dobosiewicz jest specjalistą z zakresu bankowości i finansów, wykładowcą na wielu zagranicznych uczelniach (m.in. w Algierii, Ghanie, Egipcie, Meksyku) i autorem ponad 20 książek.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/09/zbigniew-dobosiewicz-dodatkowy-podatek-od-bankow-to-blad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Absurdy prawa podatkowego USA pomagają zarobić innym</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/09/absurdy-prawa-podatkowego-usa-pomagaja-zarobic-innym/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/09/absurdy-prawa-podatkowego-usa-pomagaja-zarobic-innym/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Dec 2011 05:10:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mchadzynski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=35831</guid>
		<description><![CDATA[<br/>W listopadzie 2009 r. eBay ogłosił, że sprzedaje większościowy pakiet akcji Skype’a grupie inwestorów pod wodzą funduszu Silver Lake. W tej transakcji Skype’a wyceniony był na 2,75 mld dolarów. W ciągu półtora roku wartość Skype niemal podwoiła się, a zaledwie kilka tygodni później wzrosła o dalsze ponad 3 mld dolarów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Biznes</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Finanse publiczne</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Pulpit</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Debata</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Absurdy prawa podatkowego USA pomagają zarobić innym</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">W listopadzie 2009 r. eBay ogłosił, że sprzedaje większościowy pakiet akcji Skype’a grupie inwestorów pod wodzą funduszu Silver Lake. W tej transakcji Skype’a wyceniony był na 2,75 mld dolarów. W ciągu półtora roku wartość Skype niemal podwoiła się, a zaledwie kilka tygodni później wzrosła o dalsze ponad 3 mld dolarów.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Estońscy założyciele Skype’a, Niklas Zennstrom i Janus Friis zachowali po pierwszej transakcji 14 proc. udziałów. Silver Lake, którego członkami są tacy inwestorzy jak Andreessen Horowitz czy Kanadyjski Fundusz Ubezpieczeń Społecznych objęli 56 proc. a eBay zatrzymał 30 proc. Półtora roku później, w kwietniu 2011 r., w obowiązkowym raporcie rocznym, Skype podał, że ocenia swoją wartość na około 5,1 mld dolarów. Miesiąc później, Microsoft kupił Skype’a za 8,5 mld dolarów i były spory czy Steve Ballmer nie przepłacił.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Prosta arytmetyka pokazuje, że nie. „Premia”, jaką Microsoft zapłacił właścicielom Skype’a, mniej więcej odpowiadała kwocie, jaką koncern z Richmond musiałby zapłacić amerykańskiemu rządowi, gdyby chciał sprowadzić te pieniądze do kraju. Gdyby Microsoft przelał 8,5 mld dolarów do Stanów Zjednoczonych, musiałby zapłacić 35 proc. podatek CIT, mniej więcej 3 mld dolarów.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">W ten sposób, jeśli chodzi o Microsoft, cena „netto” za Skype’a wyniosła 5,5 mld dolarów. Jednakże, pozostałe 3 mld zamiast trafić do amerykańskiego budżetu w większości trafiło do prywatnych inwestorów, Kanadyjskiego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i akcjonariuszy eBaya. Powinni podziękować Kongresowi za ten deszcz gotówki.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Potencjalne dochody budżetowe nie zmieniałyby się w zyski inwestorów gdyby stopy podatków od zysków przedsiębiorstw nie były na poziomie 35 proc., co skłania amerykańskie korporacje aby trzymać swoje pieniądze w obcych jurysdykcjach, gdzie podatki są znacznie niższe.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Amerykańskie firmy, które działają na całym świecie trzymają gotówką za granicą bo nie płacą amerykańskich podatków dochodowych w przypadku gdy osiągają zyski: płacą je dopiero wtedy, gdy zyski są transferowane do Stanów Zjednoczonych.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Choć niektórzy emeryci I akcjonariusze korzystają dzięki temu, że system podatkowy funkcjonuje w ten właśnie sposób (bo wiele funduszy emerytalnych ma w swoich portfelach firmy private equity), zyskaliby znacznie więcej gdyby nie istniały fiskalne zachęty aby strukturyzować transakcje w opisany powyżej sposób. Więcej firm szło by po kapitał na giełdę a finansiści w branży private equity nie mieliby możliwości aby zarobić parę mld dolarów na szybkiej sprzedaży firmy.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Aby dobić targu takiego jak w przypadku Skype’a, nabywca musiał zgromadzić pieniądze poza Stanami Zjednoczonymi, a firmy nabywane musiały mieć zachętę aby zarejestrować się także poza granicami USA.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Szacuje się, że za granicami jest 600 mld dolarów amerykańskich firm, głównie technologicznych I farmaceutycznych. W tej sytuacji udane start-upy wolą nie wchodzić na giełdę w Stanach Zjednoczonych, tylko raczej zarejestrować się również za granicą i czekać, aż pojawi się fundusz private equity, aby kupić jej udziały. Jeśli jeszcze opatentują swoje wynalazki i zastrzegą prawa autorskie w Holandii, czy Luksemburgu, transakcja zakupu lub sprzedaży tego przedsiębiorstwa będzie nisko opodatkowana.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">I tak właśnie firmy robią: Skype został zarejestrowany w Luksemburgu, kraju w którym nie ma w ogóle podatku dochodowego od przedsiębiorstw. Międzynarodowy oddział Google jest zlokalizowany w Irlandii, gdzie CIT wynosi 12,5 proc., ale Google nie płaci nawet tak niskiej stawki za 12,5 mld dolarów swoich rocznych dochodów.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Pieniądze z Google Ireland płyną do Google Netherlands Holdings, a zarejestrowane w Irlandii podmioty nie płacą podatku od pieniędzy płynących do firmy zarejestrowanej w innym kraju Unii Europejskiej. Po tym wolnym od podatku objeździe przez Holandię, pieniądze kończą na Bermudach.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Dlaczego pieniądze zahaczają o Holandię. Po części dlatego, że w tym kraju istnieją niespotykane gdzie indziej formy osobowości prawej, które pozwalają firmom nie płacić podatków. Stichting to forma osobowości prawnej, z której korzysta większość organizacji non-profit w Holandii, ale firmom komercyjnym udaje się otrzymać taki sam status podmiotu zwolnionego od podatku. Najbardziej znaną z nich jest IKEA. Szwedzki gigant, tak samo jak Google, koniec końców płaci 3 proc. podatku.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Warto zobaczyć jak to się dzieje, bo dzięki temu można odkryć jakie możliwości ma Waszyngton, jeśli chce aby amerykańskie firmy mogły konkurować na całym świecie i jednocześnie nie dopuścić, do deszczu łatwych pieniędzy dla menedżerów firm private equity.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Spółka-matka IKEI to Ingka Holding, holenderska firma, która w całości jest własnością Stichting Ingka, któremu w 1982 Ingvar Kamprad, założyciel firmy, darował wszystkie swoje akcje. Ta organizacja non-profit ma w statucie działanie na rzecz „innowacji w dziedzinie designu wnętrz i architektury”.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Pieniądze tego podmiotu są przelewane to Stichting IKEA Foundation, która może wykorzystać je „do długoterminowych inwestycji dla zbudowania rezerwy dla grupy IKEA, na wypadek gdyby w przyszłości potrzebowała kapitału”</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">To jeszcze nie koniec opowieści o strukturze prawnej koncernu IKEA. Inter IKEA Systems, inna prywatna spółka holenderska, która nie jest częścią grupy Ingka Holding, ma prawa własności do znaku towarowego i „idei” szwedzkiego koncernu. Właścicielem tego holenderskiego podmiotu jest Inter IKEA Holding, spółka prawa luksemburskiego. Jej właścicielem jest inna firma w Antylach Holenderskich, która z kolei jest zarządzana przez trust zarejestrowany w Curacao. W ten sposób IKEA, płaci około 3 proc. podatku dochodowego.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Teraz wracamy do sprawy Skype’a. Fundusz Siver Lake, który był właścicielem jego akcji, był zarejestrowany na Kajmanach, a eBay posiadał Skype’a przez eBay International AG zlokalizowany w Bernie w Szwajcarii. Tak długo jak stawki CIT-u w Stanach Zjednoczonych są na poziomie 35 proc., podczas gdy reszta świata działa na dużo niższych, należy spodziewać się, że:</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">1.<span style="white-space: pre;"> </span>Rejestrowanie firm w krajach nisko opodatkowanych będzie trwało;</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">2.<span style="white-space: pre;"> </span>600 miliardów dolarów, które amerykańskie firmy trzymają za granicą, nie powróci do kraju;</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">3.<span style="white-space: pre;"> </span>Młode amerykańskie firmy z branży technologii i takie które posiadają patenty będą rejestrowały się za granicą i nie będą zainteresowane wchodzeniem na giełdę w Stanach.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Wszystkie powyższe czynniki zmniejszają liczbę ofert publicznych, co ogranicza wartość inwestycji dostępnych większości Amerykanów. Jeśli do tego dodać zwiększone obciążenia regulacyjne nałożone w ostatnich latach i bardzo niskie stopy procentowe, nie można się dziwić, że private equity i venture capital były tymi inwestycjami, które w ciągu ostatnich 20 lat, pozwalały zarobić zdecydowanie więcej niż jakakolwiek inna grupa aktywów. Jednak korzyści z nich odniosła relatywnie nieliczna grupa ludzi.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Jeśli Waszyngton chce powstrzymać redystrybucję bogactwa od szerokich rzesz podatników do garstki graczy na rynkach finansowych, nie obejdzie się bez drastycznej reformy prawa podatkowego. Może to zabrzmieć paradoksalnie, ale w obecnej debacie politycznej, która skupia się na redukcji zadłużenia (podczas gdy potrzebny jest wzrost i kreacja kapitału) właściwym rozwiązaniem jest drastyczna obniżka pewnych podatków z jednoczesną eliminacją wielu luk.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Jeśli amerykańskiemu rządowi udałoby się również zapewnić stabilność dolara, inwestycje w derywaty stałyby się znacznie mniej atrakcyjne. To nie tylko zmniejszyłoby rozmiary sektora finansowego, ale również popyt na usługi prawnicze i księgowe. W tej sytuacji nastąpiłby bardzo pożądany odpływ matematyków i statystyków oraz menedżerów do innych branż gospodarki. Przyszłość właśnie przechodzącego na emeryturę powojennego wyżu demograficznego również zaczęłaby wyglądać lepiej.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Reuven Brenner</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Autor jest profesorem zarządzania na Uniwersytecie McGill w Montrealu. Artykuł ukazał się w Forbesie pt.: “Co zrobić z długami? Lepiej zapytać obywateli”. Nawiązuje do książek autora: „Options for Countries Wanting a Divorce” (1995) oraz „Force of Finance” (2002).</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Forbesie.</div>
<p>Estońscy założyciele Skype’a, Niklas Zennstrom i Janus Friis zachowali po pierwszej transakcji 14 proc. udziałów. Silver Lake, którego członkami są tacy inwestorzy jak Andreessen Horowitz czy Kanadyjski Fundusz Ubezpieczeń Społecznych objęli 56 proc. a eBay zatrzymał 30 proc. Półtora roku później, w kwietniu 2011 r., w obowiązkowym raporcie rocznym, Skype podał, że ocenia swoją wartość na około 5,1 mld dolarów. Miesiąc później, Microsoft kupił Skype’a za 8,5 mld dolarów i były spory czy Steve Ballmer nie przepłacił.</p>
<p>Prosta arytmetyka pokazuje, że nie. „Premia”, jaką Microsoft zapłacił właścicielom Skype’a, mniej więcej odpowiadała kwocie, jaką koncern z Richmond musiałby zapłacić amerykańskiemu rządowi, gdyby chciał sprowadzić te pieniądze do kraju. Gdyby Microsoft przelał 8,5 mld dolarów do Stanów Zjednoczonych, musiałby zapłacić 35 proc. podatek CIT, mniej więcej 3 mld dolarów.</p>
<p>W ten sposób, jeśli chodzi o Microsoft, cena „netto” za Skype’a wyniosła 5,5 mld dolarów. Jednakże, pozostałe 3 mld zamiast trafić do amerykańskiego budżetu w większości trafiło do prywatnych inwestorów, Kanadyjskiego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i akcjonariuszy eBaya. Powinni podziękować Kongresowi za ten deszcz gotówki.</p>
<p>Potencjalne dochody budżetowe nie zmieniałyby się w zyski inwestorów gdyby stopy podatków od zysków przedsiębiorstw nie były na poziomie 35 proc., co skłania amerykańskie korporacje aby trzymać swoje pieniądze w obcych jurysdykcjach, gdzie podatki są znacznie niższe.</p>
<p>Amerykańskie firmy, które działają na całym świecie trzymają gotówką za granicą bo nie płacą amerykańskich podatków dochodowych w przypadku gdy osiągają zyski: płacą je dopiero wtedy, gdy zyski są transferowane do Stanów Zjednoczonych.</p>
<p>Choć niektórzy emeryci I akcjonariusze korzystają dzięki temu, że system podatkowy funkcjonuje w ten właśnie sposób (bo wiele funduszy emerytalnych ma w swoich portfelach firmy private equity), zyskaliby znacznie więcej gdyby nie istniały fiskalne zachęty aby strukturyzować transakcje w opisany powyżej sposób. Więcej firm szło by po kapitał na giełdę a finansiści w branży private equity nie mieliby możliwości aby zarobić parę mld dolarów na szybkiej sprzedaży firmy.</p>
<p>Aby dobić targu takiego jak w przypadku Skype’a, nabywca musiał zgromadzić pieniądze poza Stanami Zjednoczonymi, a firmy nabywane musiały mieć zachętę aby zarejestrować się także poza granicami USA.</p>
<p>Szacuje się, że za granicami jest 600 mld dolarów amerykańskich firm, głównie technologicznych I farmaceutycznych. W tej sytuacji udane start-upy wolą nie wchodzić na giełdę w Stanach Zjednoczonych, tylko raczej zarejestrować się również za granicą i czekać, aż pojawi się fundusz private equity, aby kupić jej udziały. Jeśli jeszcze opatentują swoje wynalazki i zastrzegą prawa autorskie w Holandii, czy Luksemburgu, transakcja zakupu lub sprzedaży tego przedsiębiorstwa będzie nisko opodatkowana.</p>
<p>I tak właśnie firmy robią: Skype został zarejestrowany w Luksemburgu, kraju w którym nie ma w ogóle podatku dochodowego od przedsiębiorstw. Międzynarodowy oddział Google jest zlokalizowany w Irlandii, gdzie CIT wynosi 12,5 proc., ale Google nie płaci nawet tak niskiej stawki za 12,5 mld dolarów swoich rocznych dochodów.</p>
<p>Pieniądze z Google Ireland płyną do Google Netherlands Holdings, a zarejestrowane w Irlandii podmioty nie płacą podatku od pieniędzy płynących do firmy zarejestrowanej w innym kraju Unii Europejskiej. Po tym wolnym od podatku objeździe przez Holandię, pieniądze kończą na Bermudach.</p>
<p>Dlaczego pieniądze zahaczają o Holandię. Po części dlatego, że w tym kraju istnieją niespotykane gdzie indziej formy osobowości prawej, które pozwalają firmom nie płacić podatków. Stichting to forma osobowości prawnej, z której korzysta większość organizacji non-profit w Holandii, ale firmom komercyjnym udaje się otrzymać taki sam status podmiotu zwolnionego od podatku. Najbardziej znaną z nich jest IKEA. Szwedzki gigant, tak samo jak Google, koniec końców płaci 3 proc. podatku.</p>
<p>Warto zobaczyć jak to się dzieje, bo dzięki temu można odkryć jakie możliwości ma Waszyngton, jeśli chce aby amerykańskie firmy mogły konkurować na całym świecie i jednocześnie nie dopuścić, do deszczu łatwych pieniędzy dla menedżerów firm private equity.</p>
<p>Spółka-matka IKEI to Ingka Holding, holenderska firma, która w całości jest własnością Stichting Ingka, któremu w 1982 Ingvar Kamprad, założyciel firmy, darował wszystkie swoje akcje. Ta organizacja non-profit ma w statucie działanie na rzecz „innowacji w dziedzinie designu wnętrz i architektury”.</p>
<p>Pieniądze tego podmiotu są przelewane to Stichting IKEA Foundation, która może wykorzystać je „do długoterminowych inwestycji dla zbudowania rezerwy dla grupy IKEA, na wypadek gdyby w przyszłości potrzebowała kapitału”</p>
<p>To jeszcze nie koniec opowieści o strukturze prawnej koncernu IKEA. Inter IKEA Systems, inna prywatna spółka holenderska, która nie jest częścią grupy Ingka Holding, ma prawa własności do znaku towarowego i „idei” szwedzkiego koncernu. Właścicielem tego holenderskiego podmiotu jest Inter IKEA Holding, spółka prawa luksemburskiego. Jej właścicielem jest inna firma w Antylach Holenderskich, która z kolei jest zarządzana przez trust zarejestrowany w Curacao. W ten sposób IKEA, płaci około 3 proc. podatku dochodowego.</p>
<p>Teraz wracamy do sprawy Skype’a. Fundusz Siver Lake, który był właścicielem jego akcji, był zarejestrowany na Kajmanach, a eBay posiadał Skype’a przez eBay International AG zlokalizowany w Bernie w Szwajcarii. Tak długo jak stawki CIT-u w Stanach Zjednoczonych są na poziomie 35 proc., podczas gdy reszta świata działa na dużo niższych, należy spodziewać się, że:</p>
<p><strong>1.</strong><span style="white-space: pre;"> </span>Rejestrowanie firm w krajach nisko opodatkowanych będzie trwało;</p>
<p><strong>2.</strong><span style="white-space: pre;"> </span>600 miliardów dolarów, które amerykańskie firmy trzymają za granicą, nie powróci do kraju;</p>
<p><strong>3.</strong><span style="white-space: pre;"> </span>Młode amerykańskie firmy z branży technologii i takie które posiadają patenty będą rejestrowały się za granicą i nie będą zainteresowane wchodzeniem na giełdę w Stanach.</p>
<p>Wszystkie powyższe czynniki zmniejszają liczbę ofert publicznych, co ogranicza wartość inwestycji dostępnych większości Amerykanów. Jeśli do tego dodać zwiększone obciążenia regulacyjne nałożone w ostatnich latach i bardzo niskie stopy procentowe, nie można się dziwić, że private equity i venture capital były tymi inwestycjami, które w ciągu ostatnich 20 lat, pozwalały zarobić zdecydowanie więcej niż jakakolwiek inna grupa aktywów. Jednak korzyści z nich odniosła relatywnie nieliczna grupa ludzi.</p>
<p>Jeśli Waszyngton chce powstrzymać redystrybucję bogactwa od szerokich rzesz podatników do garstki graczy na rynkach finansowych, nie obejdzie się bez drastycznej reformy prawa podatkowego. Może to zabrzmieć paradoksalnie, ale w obecnej debacie politycznej, która skupia się na redukcji zadłużenia (podczas gdy potrzebny jest wzrost i kreacja kapitału) właściwym rozwiązaniem jest drastyczna obniżka pewnych podatków z jednoczesną eliminacją wielu luk.</p>
<p>Jeśli amerykańskiemu rządowi udałoby się również zapewnić stabilność dolara, inwestycje w derywaty stałyby się znacznie mniej atrakcyjne. To nie tylko zmniejszyłoby rozmiary sektora finansowego, ale również popyt na usługi prawnicze i księgowe. W tej sytuacji nastąpiłby bardzo pożądany odpływ matematyków i statystyków oraz menedżerów do innych branż gospodarki. Przyszłość właśnie przechodzącego na emeryturę powojennego wyżu demograficznego również zaczęłaby wyglądać lepiej.</p>
<p><em>Autor jest profesorem zarządzania na Uniwersytecie McGill w Montrealu. Artykuł ukazał się w Forbesie pt.: “Co zrobić z długami? Lepiej zapytać obywateli”. Nawiązuje do książek autora: „Options for Countries Wanting a Divorce” (1995) oraz „Force of Finance” (2002).</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/12/09/absurdy-prawa-podatkowego-usa-pomagaja-zarobic-innym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>KGHM taxstory</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/22/kghm-taxstory-blog-rybinski/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/22/kghm-taxstory-blog-rybinski/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Nov 2011 11:56:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr hab. Krzysztof Rybiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Rybiński]]></category>
		<category><![CDATA[expose-premiera]]></category>
		<category><![CDATA[gaz łupkowy]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[rynek-kapitałowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=34603</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/k-rybinski.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Krzysztof Rybiński" /><br/>Jeszcze krótki komentarz do decyzji o wprowadzeniu podatku od kopalin, który powinien nazywać się podatkiem od KGHM-u, bo łupki to pieśń przyszłości. W felietonie użyję jeżyka, którym posługiwali się drobni udziałowcy w 10 minucie expose.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/k-rybinski.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Krzysztof Rybiński" /><br/><p>Jeszcze krótki komentarz do decyzji o wprowadzeniu podatku od kopalin, który powinien nazywać się podatkiem od KGHM-u, bo łupki to pieśń przyszłości. W felietonie użyję jeżyka, którym posługiwali się drobni udziałowcy w 10 minucie expose.</p>
<p>Skarb państwa jest właścicielem dużego pakietu KGHM-u, który ma mega zyski. Budżet jest w potrzebie , więc potrzebuje extra kasy. Na normalnie funkcjonujących rynkach finansowych, odpowiedzialny rząd po prostu przeforsowałby decyzję o wypłacie rekordowej dywidendy, tym bardziej że chwilę wcześniej zarząd KGHM zaproponował dziwaczny pomysł o skupie swoich akcji. Ja rozumiem, że wtedy opcje zarządu będą więcej warte, ale jak się nie ma pomysłu na rozwój spółki, to trzeba pieniądze oddać akcjonariuszom.</p>
<p>Ale rząd okazał się przebiegły jak Don Pedro. Gdyby wypłacić dywidendę, to musiałby się podzielić z pozostałymi akcjonariuszami, w tym z OFE czyli ze swoimi obywatelami, ale także z drobnicą giełdową i inwestorami zagranicznymi. No to wymyślono sposób, jak wyrwać kasę z KHGH nie dzieląc się z innymi inwestorami, przez podatek od kopalin. Nic dziwnego że inwestorzy poczuli się oszukani (słyszałem, że niektórzy poczuli się, cytuję “wydymani”) i uciekli, obniżając cenę spółki o circa 20% w chwila-moment.</p>
<p>To bardzo groźny precedens. Ponieważ inwestorzy będą teraz przeceniali wszystkie spółki, na których los może mieć wpływ rząd finansowo-potrzebowski. To zniechęca inwestorów do naszego rynku, czyni go nietransparentnym. Najwyższy czas przemyśleć ponownie rolę Skarbu Państwa w spółkach notowanych na giełdzie. Nowy minister ma pracę domową.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/22/kghm-taxstory-blog-rybinski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co kryje matka ziemia zostanie opodatkowane</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/19/co-kryje-matka-ziemia-zostanie-opodatkowane/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/19/co-kryje-matka-ziemia-zostanie-opodatkowane/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 Nov 2011 05:31:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Almanach]]></category>
		<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[gaz łupkowy]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[warunki-prowadzenia-biznesu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=34439</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Donald Tusk w piątkowym expose podał katalog rozwiązań, jakie rząd chce zastosować, by osiągnąć cele gospodarcze wyznaczone na najbliższe lata. Zamierza m.in. „zwiększyć daninę od eksploatowania niektórych surowców mineralnych”, jak srebro, miedź, a w przyszłości także gaz łupkowy.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Ze <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/18/podatek-od-srebra-i-miedzi-moglby-wejsc-w-zycie-po-i-kwartale-2012-r-grabowski-mf/?k=dispatches">srebrem i miedzią</a> sprawa jest prostsza: wiadomo gdzie należy ich szukać, jakie są to złoża oraz jak je wydobyć i ile to kosztuje. W przypadku łupków dopiero czekamy na dokładną odpowiedź na każde z tych pytań.</p>
<p>Uporządkowanie przepisów prawa podatkowego oraz wprowadzenie nowych regulacji w zakresie opodatkowania dochodów pochodzących z eksploatacji gazu łupkowego jest jednym z obowiązkowych etapów przed rozpoczęciem samego wydobycia tego surowca.</p>
<p>Pomysły opodatkowania wydobycia gazu łupkowego przed wyborami przedstawiały obie główne partie polityczne na naszej scenie.</p>
<p><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/09/29/gaz-lupkowy-polska-wydobycie-licencja-zyski-opodatkowanie/">&gt;czytaj więcej: <strong>Jak złupić producentów gazu</strong></a></p>
<p>Wspólnie z Zespołem Podatkowym DLA Piper Wiater przedstawiamy krótki przegląd istniejących na świecie rozwiązań z zakresu opodatkowania działalności wydobywczej.</p>
<p>Na początek przed rządem stoi konieczność podjęcia decyzji, który organ administracji rządowej będzie odpowiedzialny za te kwestie. Czy wzorem niektórych państw będzie to specjalna komórka władz podatkowych, czy też powinno to leżeć w gestii administracji skarbowej. A może najlepszym rozwiązaniem byłoby utworzenie odrębnego podmiotu administracji, który zajmowałby się całością działalności związanej z wydobyciem gazu i ropy.</p>
<p>Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiamy polski rząd powinien ustanowić taki system opodatkowania wydobycia gazu łupkowego, który z jednej strony będzie zachęcał firmy wydobywcze do działalności na terytorium Polski i do podjęcia ryzyka biznesowego związanego z poszukiwaniem i eksploatacją gazu, a z drugiej zapewni dochód budżetowi państwa i samorządom gminnym.</p>
<p>Przyszłe przepisy powinny uwzględniać specyfikę działalności wydobywczej w przypadku gazu łupkowego. Kopiowanie wprost rozwiązań istniejących w innych krajach może być zatem złym rozwiązaniem ze względu na fakt, że większość z systemów podatkowych istniejących w różnych krajach zostało przygotowanych dla tzw. konwencjonalnych metod wydobywczych.</p>
<p>Ponadto zwracają uwagę, że gaz wydobywany z łupków jest produktem energetycznym i w związku z tym podlega pod unijny reżim podatku akcyzowego. Gaz, tak jak energia elektryczna, jest opodatkowany akcyzą w ostatniej fazie obrotu. W rezultacie ustalenie wysokich stawek podatku akcyzowego na gaz obciążyłoby konsumentów, nie producentów.</p>
<p>Specjalny podatek dochodowy, albo umowy o wspólnej produkcji pozwalają na partycypację państwa w zyskach ze sprzedaży gazu łupkowego.</p>
<p>Ustanowienie specjalnego podatku naftowego musi jednak poprzedzać bardzo dokładna analiza ryzyka biznesowego, jakie niesie za sobą wydobywanie gazu łupkowego, wydatków inwestycyjnych, które trzeba wcześniej ponieść oraz potencjalnych zysków. Wszystko zależy też od kształtu systemu koncesyjnego. Jeżeli polski rząd zdecyduje, że przy udzielaniu koncesji na wydobycie nie będzie przyznawał preferencji podmiotom, które wcześniej odkryły to złoże w ramach otrzymanej koncesji na poszukiwanie gazu, powinien zobowiązać się do częściowego zwrotu kosztów tych poszukiwań. W przeciwnym razie, trudno będzie zachęcić firmy do poszukiwania złóż gazu w Polsce.</p>
<p>- Natomiast w przypadku, gdy wprowadzona zostanie zasada, zgodnie z którą pierwszeństwo w udzieleniu koncesji na wydobywanie gazu będą miały podmioty, które je odkryły, przyszły system opodatkowania zysków ze sprzedaży gazu musi to uwzględniać – sugerują doradcy.</p>
<p>Bardzo ważną kwestią będzie określenie, które organy administracji rządowej będą odpowiedzialne za nadzór nad działalnością wydobywczą, w tym nadzór nad systemem opodatkowania tej działalności.</p>
<p>Wydaje się, że koniecznym elementem rozwoju działalności wydobywczej gazu łupkowego w Polsce będzie wprowadzenie takiego systemu opłat i podatków, który pozwalałby gminom na partycypację w zyskach z tej działalności. To bowiem gminy w praktyce będą borykały się z największą liczbą problemów związanych z techniczną stroną prowadzenia działalności poszukiwawczej lub wydobywczej gazu łupkowego.</p>
<h3>Jak jest i co się zmieni</h3>
<p>Obecnie, poza ogólnymi zasadami opodatkowania działalności gospodarczej (tj. rozliczeń z zakresu CIT, PIT i VAT), przy działalności wydobywczej stosowane są opłaty koncesyjne, które stanowią iloczyn stawki opłaty i liczby kilometrów kwadratowych terenu, na którym prowadzone są poszukiwania.</p>
<p>- Przeważająca część, bo aż 60 proc. wartości opłaty koncesyjnej stanowi dochód gminy, na której terenie prowadzona jest działalność, a pozostałe 40 proc. &#8211; dochód Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – wyjaśnia Marcin Matyka, partner w DLA Piper Wiater.</p>
<p>Ekspert dodaje, że podmiot, który uzyskuje koncesję, musi także uiścić opłatę za użytkowanie górnicze, uzależnioną od wielkości obszaru, na którym prowadzona jest działalność. Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami Prawa geologicznego i górniczego, opłata za użytkowanie górnicze stanowi dochód budżetu państwa. Jednocześnie, przedsiębiorca, który wydobywa surowiec ze złoża zobowiązany jest także do uiszczania opłaty eksploatacyjnej (stawka opłaty eksploatacyjnej dla danego rodzaju kopaliny pomnożona przez ilość kopaliny wydobytej w okresie rozliczeniowym).</p>
<p>- Zatem wysokość opłaty eksploatacyjnej nie zależy od wielkości sprzedaży, lecz od ilości wydobytej kopaliny – zauważa Marcin Matyka.</p>
<p>Od 1 stycznia 2012 r. wchodzi w życie nowe Prawo geologiczne i górnicze. Zgodnie z regulacjami ustawy przedsiębiorca, który uzyska koncesję na poszukiwanie lub rozpoznawanie złóż kopalin będzie zobowiązany wnieść opłatę. Zostanie ustalona w koncesji, jako iloczyn stawki opłaty oraz wyrażonej w kilometrach kwadratowych powierzchni terenu objętego koncesją. Stawka opłaty za działalność w zakresie poszukiwania złóż kopalin za kilometr kwadratowy wynosi 105,81 zł dla kopalin innych niż węgiel kamienny, węgiel brunatny oraz rudy uranu .</p>
<p>Stawka opłaty za działalność w zakresie rozpoznawania złóż kopalin lub łącznie, za działalność w zakresie poszukiwania i rozpoznawania złóż kopalin będzie wynosić dwukrotność stawki opłaty za działalność w zakresie poszukiwania złóż. Natomiast przedsiębiorca, który uzyskał koncesję na wydobywanie kopaliny ze złoża, będzie wnosić opłatę eksploatacyjną ustalaną, jako iloczyn jej stawki oraz ilości kopaliny wydobytej, ze złoża bilansowego i pozabilansowego, w okresie rozliczeniowym.</p>
<p>Stawki opłat eksploatacyjnych dla poszczególnych rodzajów kopalin określa załącznik do Ustawy.</p>
<p>- Przykładowo, wysokość stawki dla gazu ziemnego wysokometanowego wynosi 5,89 zł za 1 tys. m3 gazu, a dla pozostałego gazu ziemnego 4,90 zł za 1 tys. m3 gazu – podaje Marcin Matyka.</p>
<p>Wpływy z tytułu opłat będą stanowić w 60 proc. dochód gminny, na terenie której prowadzona jest działalność, a w 40 proc. dochód Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.</p>
<h3>Opodatkowanie w innych krajach</h3>
<p>Opodatkowanie wydobycia i produkcji ropy i gazu na świecie jest oparte na następujących systemach:</p>
<p>- należności licencyjne,</p>
<p>- umowy o wspólnej produkcji (production sharing contract),</p>
<p>- specjalny dochodowy podatek naftowy.</p>
<p>W niektórych krajach występuje kilka z tych systemów łącznie. Pierwszy z wymienionych &#8211; system należności licencyjnych występuje m.in. w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, czy na Grenlandii. Zasadniczo należność jest oparta na bardzo różnych wskaźnikach, jak: wielkość wydobycia, wielkość złoża, wielkość sprzedaży, itp.</p>
<p>Drugi z wymienionych systemów występuje głównie na Grenlandii i w ograniczonym zakresie w Norwegii i Rosji. Koncepcja umowy o wspólnej produkcji polega na udziale państwa w każdej wydawanej licencji. Zgodnie z założeniami omawianego systemu, państwo partycypuje w określonej wysokości w kosztach i wydatkach inwestycyjnych, a następnie w ewentualnych zyskach. W rezultacie, państwo bierze na siebie część ryzyka inwestycyjnego.</p>
<p>Ostatni z wymienionych systemów opodatkowania wydobycia i produkcji ropy i gazu na świecie polega na wprowadzeniu dodatkowego podatku i występuje m.in. w Norwegii, Wielkiej Brytanii i Danii. Podatek naftowy płacony jest, obok zwykłego podatku dochodowego, od zmodyfikowanej podstawy opodatkowania ustalonej dla celów CIT. W celu właściwego oszacowania wysokości należnego podatku naftowego dokładnie definiuje się wydatki stanowiące koszty uzyskania przychodu związane z działalnością wydobywczą oraz zasady i stawki amortyzacji dla maszyn i urządzeń wykorzystywanych w tej działalności.</p>
<h4>WIELKA BRYTANIA</h4>
<p>Eksploracja i produkcja ropy naftowej w Wielkiej Brytanii wymaga uzyskania licencji brytyjskiego Secretary of State for Trade and Industry (brytyjski Urząd ds. Handlu i Przemysłu).</p>
<p>Reżim opodatkowania wydobycia ropy naftowej i gazu w rejonie Morza Północnego tworzą trzy podatki: CIT oparty na regule ring fence (RFTC), podatek dodatkowy (supplementary charge &#8211; SC) oraz podatek naftowy (petroleum revenue tax &#8211; PRT).</p>
<p>Jednocześnie tłumaczy, że podstawą opodatkowania dla każdego z wymienionych podatków jest dochód, jednak dla każdego z nich obowiązują inne ulgi i odliczenia. RFCT kalkulowany jest na zasadach ogólnie obowiązujących dla wszystkich firm w Wielkiej Brytanii, z uwzględnieniem dwóch wyjątków. Po pierwsze, jest on oparty na regule ring fence, zgodnie, z którą straty osiągane na lądzie nie mogą być uwzględniane przy kalkulacji podstawy opodatkowania dochodów z szelfu morskiego. Po drugie, w pierwszym roku istnieje możliwość odliczenia 100 proc. wydatków kapitałowych.</p>
<p>- Obecna stawka podatkowa RFCT jest ustalona na poziomie wyższym od stawki obowiązującej na lądzie i wynosi 30 proc. – potwierdza Dominika Cabaj, doradca podatkowy w DLA Piper Wiater.</p>
<p>SC jest podatkiem specjalnym od wydobycia gazu i ropy o tożsamej z RFCT podstawie opodatkowania (ale bez możliwości odliczenia kosztów finansowych). W 2011 roku stawka SC została podniesiona z 20 do 32 proc.</p>
<p>PRT jest płacony dodatkowo, lecz tylko w odniesieniu do złóż, co do których uzyskano zgodę na eksploatację przed 16 marca 1993 r. Na potrzeby tego podatku ustalana jest specjalna podstawa opodatkowania, którą kalkuluje się na podstawie przychodów i kosztów związanych z danym złożem.</p>
<p>- Oznacza to, że dla każdego złoża obliczana jest odrębna podstawa opodatkowania, od której jest płacony podatek PRT. PRT uznawany jest za koszt przy ustalaniu podstawy opodatkowania dla RFCT i S.C. – tłumaczy Dominika Cabaj.</p>
<h4>KANADA</h4>
<p>W Kanadzie eksploracja surowców wymaga uzyskania koncesji na wydobywanie lub podpisania umowy o dzierżawę złoża. Zasady opodatkowania tej formy działalności składają się z dwóch podstawowych elementów: CIT oraz należności licencyjnych.</p>
<p>CIT jest uiszczany na rzecz rządu w wysokości 26,5 proc. (jednocześnie stosuje się 10-pro. obniżkę podstawy opodatkowania &#8211; dodatkowa amortyzacja) oraz na rzecz prowincji/regionu w wysokości 10 – 16 proc.</p>
<p>Należności licencyjne są płacone na rzecz podmiotu, który posiada prawo do wydobywania danego surowca – dla rządu (crown royalties) lub innego podmiotu (freehold royalties). W przypadku freehold royalties rząd nakłada dodatkowy podatek freehold mineral tax na produkcję surowca.</p>
<p>Każda prowincja ma własny system liczenia crown royalties, ale co do zasady system jest oparty na funkcji produktywności i wellhead price (cena samego surowca, a więc nieuwzględniająca np. kosztów transportu). Poziom crown royalties waha się między 10 a 45 proc. w zależności od prowincji oraz rodzaju wydobywanego surowca.</p>
<p>Kanada oferuje także zachęty podatkowe dla inwestorów, takie jak Atlantic investment tax credits, który pozwala pomniejszyć federalny podatek do zapłacenia, przez możliwość odliczenia kwalifikowanych wydatków, m.in. na nabycie maszyn do eksploatacji w ciągu 20 lat oraz przez możliwość odliczenia wydatków na badania naukowe.</p>
<p>W prowincji Alberta wysokość należności licencyjnych z tytułu wydobycia gazu jest uzależniona od ceny rynkowej gazu oraz produktywności złoża (wyłączając 5 proc. należności z tytułu pozyskania nowych złóż). Freehold tax jest nakładany na właściciela praw do gazu, jest obliczany dla indywidualnych złóż i jest uzależniony od wielkości rocznej produkcji oraz wartości surowca (na m³). W przypadku niskoproduktywnych złóż należny podatek jest obniżany. Stawka CIT w Albercie wynosi 10 proc., przy czym do kosztów uzyskania przychodów zalicza się należności licencyjne (mogą obniżyć wartość podatku do zera, a niewykorzystane odliczenia mogą być wykorzystane w następnych latach).</p>
<p>W Kolumbii Brytyjskiej system obliczania należności licencyjnych jest uzależniony od daty uzyskania licencji, rozpoczęcia wydobycia oraz ceny surowca. Kalkulacja wysokości freehold taxes jest uzależniona od ceny referencyjnej gazu lub od wielkości produkcji. Stawka CIT w tym regionie wynosi 10 proc., a w przypadku pierwszych 500 tys. dol. &#8211; 2,5 proc.</p>
<h4>NORWEGIA</h4>
<p>W Norwegii, podobnie jak w Polsce, przyznawane są oddzielnie licencje na poszukiwanie (exploration license) i licencje na wydobycie surowców (production license).</p>
<p>Eksperci dodają, że nie ma żadnych preferencji przy udzielaniu licencji na wydobycie dla podmiotów, które otrzymały wcześniej licencję na poszukiwanie .</p>
<p>Istnieje specjalny podatek naftowy (petroleum tax) w wysokości 50 proc. W celu obliczenia należnego podatku najpierw ustala się podstawę opodatkowania dla CIT, którego stawka wynosi 28 proc. Następnie tak ustaloną podstawę opodatkowania odpowiednio modyfikuje się (np. ulega ona obniżeniu dzięki dodatkowej amortyzacji). Krańcowa stopa podatkowa wynosi 78 proc.</p>
<p>Organ podatkowy może także ustalić własną cenę surowca, aby oszacować przychód dla celów podatkowych. Cena ta może być wyższa lub niższa od ceny rynkowej i jest ustalana bądź w drodze rozporządzenia bądź w drodze indywidualnej decyzji.</p>
<p>W Norwegii istnieją jeszcze dodatkowo trzy inne podatki związane z wydobyciem surowców: podatek od dwutlenku węgla (stała stawka od litra ropy albo metra sześciennego gazu), tlenku azotu (stawka za każdy kilogram wyprodukowanego tlenku azotu) oraz opłata obszarowa, czyli rodzaj podatku od nieruchomości.</p>
<p>Jeżeli spółka nie ma dochodu do opodatkowania, wówczas państwo może zrefundować koszty wydobycia, tj. 78 proc. kosztów, ale nie więcej niż wynosi strata podatkowa w danym roku.</p>
<p>Ponadto, w Norwegii istnieje State Direct Financial Interest (SDFI), czyli system, w ramach którego państwo jest właścicielem udziałów w polach naftowych, gazowych i w infrastrukturze przesyłowej. Wysokość tego udziału jest każdorazowo określana w licencji i zależy od rodzaju pola. Państwo partycypuje w wydatkach i kosztach inwestycyjnych oraz otrzymuje część zysków. Zarządzaniem SDFI zajmuje się państwowa firma Petoro.</p>
<h4>DANIA</h4>
<p>W Danii również istnieje specjalny podatek naftowy, a jego wysokość zależy od daty uzyskania licencji: przed 1 stycznia 2004 r. lub po tej dacie.</p>
<p>Marcin Matyka podkreśla, że w Danii CIT w wysokości 25 proc. oparty jest, tak jak w Wielkiej Brytanii, na regule ring fence, co oznacza, że wydatki i straty mogą zostać uznane za koszty podatkowe tylko wtedy, jeżeli zostały poniesione w związku z poszukiwaniem, wydobyciem i produkcją surowców (zasada ta dotyczy zarówno CIT, jak i specjalnego podatku naftowego).</p>
<p>- Wysokość specjalnego podatku naftowego w Danii wynosi 52 proc. Podstawa opodatkowania obliczana jest w ten sam sposób, jak dla celów CIT, ale w przypadku specjalnego podatku naftowego dopuszczalne jest odliczenie dodatkowej amortyzacji nakładów inwestycyjnych (5 proc. w ciągu 6 lat) – stwierdzają eksperci.</p>
<p>W rezultacie efektywna stopa podatkowa (kombinacja CIT i podatku naftowego) dla działalności wydobywczej wynosi 64 proc.</p>
<h4>GRENLANDIA</h4>
<p>W Grenlandii reżim opodatkowania wydobycia ropy i gazu oparty jest na należnościach licencyjnych (royalties) oraz na umowach o wspólnej produkcji. Zasadą jest, że państwowa spółka wydobywcza NUNAOIL A/S zawsze musi uczestniczyć w licencji. Wysokość tego udziału oraz wysokość należności licencyjnych jest każdorazowo określana w licencji. Należności licencyjne mogą być określane na podstawie wielkości złoża, ilości wydobywanego surowca, obszaru wydobycia, itp. Ponadto, licencja może zawierać zwolnienie z podatku dochodowego.</p>
<p>Poza należnościami licencyjnymi, przedsiębiorstwa wydobywające ropę i gaz są opodatkowane podatkiem CIT na zasadach ogólnych, ale z zachowaniem reguły ring fence. Dodatkowo spółka, która otrzymała licencję, nie może łączyć swojego dochodu do opodatkowania z jakąkolwiek inną spółką.</p>
<h4>USA</h4>
<p>W Stanach Zjednoczonych system opodatkowania działalności wydobywczej jest złożony z CIT, kilku podatków federalnych i stanowych oraz należności licencyjnych. Obowiązująca w Stanach Zjednoczonych stawka CIT wynosi 35 proc.</p>
<p>Według naszych rozmówców jeżeli firma wydobywcza w danym roku odlicza dużo wydatków inwestycyjnych lub stratę podatkową i w rezultacie podstawa opodatkowania znacząco się obniża, wówczas podlega opodatkowaniu specjalnym podatkiem &#8211; AMT (alternative minimum tax) &#8211; którego stawka wynosi 20 proc.</p>
<p>Należności licencyjne są płacone na rzecz właścicieli złóż &#8211; może być to państwo, rząd federalny, stan, osoby fizyczne, dzierżawcy, korporacje, itp. Wynika to z faktu, że Stany Zjednoczone mają unikalną w skali świata konstrukcję prawa własności zasobów naturalnych. Właściciel gruntu jest jednocześnie właścicielem zasobów naturalnych znajdujących się pod powierzchnią ziemi. W innych krajach najczęściej występuje odwrotne rozwiązanie &#8211; to państwo jest właścicielem wszystkich surowców mineralnych.</p>
<p>Poszczególne stany stosują różnorodne ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw prowadzących działalność wydobywczą.</p>
<h4>ROSJA</h4>
<p>Sposób opodatkowania wydobycia gazu w Rosji opiera się na trzech elementach: CIT, tzw. mineral extraction tax (podatek podobny do akcyzy) oraz cle dla eksporterów ropy i gazu.</p>
<p>Wysokość cła na eksport gazu i ropy wynosi między 35 a 65 proc. Stawka cła jest ustalana co miesiąc przez rosyjski rząd na podstawie ceny na światowych rynkach, zaś stawka CIT wynosi 20 proc. Wysokość specjalnego podatku mineral extraction tax jest ustalona jako liczbowa stawka podatku na każde 1000 m3 wydobytego gazu. Podstawę opodatkowania dla celów CIT można pomniejszyć o wysokość zapłaconego mineral extraction tax.</p>
<h4>IZRAEL</h4>
<p>Po odkryciu ogromnych złóż gazu ziemnego i ropy u wybrzeży Izraela, w kwietniu 2010 r. izraelski minister finansów powołał specjalny komitet składający się ze specjalistów od prawa podatkowego, ekonomistów i finansistów, w celu przygotowania rekomendacji dla kształtu przyszłego systemu opodatkowania zysków z tytułu eksploatacji tych złóż.</p>
<p>- Komitet od nazwiska jego przewodniczącego nazwany został komitetem Sheshinskiego. W styczniu 2011 r. izraelski rząd zaaprobował treść raportu przygotowanego przez komitet i na jego podstawie przygotował projekt ustawy o podatku od zysków z działalności wydobywczej. 30marca 2011 r. został uchwalony przez izraelski parlament Israeli Petroleum Profit Tax IPPT (Izraelski Podatek Naftowy od Zysków) – opisuje Marcin Matyka.</p>
<p>Podatek został oparty na tzw. R-Factor (wskaźniku R.). W uproszczeniu, wskaźnik R oblicza się dzieląc wartość zakumulowanego dochodu netto przedsiębiorstwa naftowego osiągniętego do końca danego roku podatkowego przez zakumulowaną wartość nakładów inwestycyjnych.</p>
<p>Data rozpoczęcia wydobycia komercyjnego służy jako termin do ustalenia, które wydatki inwestycyjne mogą stanowić wielkość mianownika przy ustalaniu wskaźnika R. Jedynie wydatki inwestycyjne poniesione przed tą datą i w ciągu następnych 2 lat po tej dacie mogą być brane pod uwagę przy ustalaniu wskaźnika R. Oznacza to, że mianownik jest wielkością względnie stałą (powiększany jest corocznie o wartość inflacji). Natomiast wartość licznika zmienia się, w zależności od wielkości przychodów.</p>
<p>- IPPT jest nakładany na właścicieli udziałów w przedsiębiorstwach zajmujących się wydobyciem surowców naturalnych. Obowiązek obliczenia wysokości podatku ciąży na spółce, następnie tak obliczony podatek jest proporcjonalnie dzielony na każdego udziałowca – podkreśla Marcin Matyka.</p>
<p>Ekspert dodaje, że w przeciwieństwie do zwykłego CIT, przy obliczaniu wysokości IPPT nie można uwzględniać przychodów i kosztów związanych z inną działalnością właściciela udziałów. Przedsiębiorstwo zajmujące się działalnością wydobywczą jest definiowane jako przedsiębiorstwo założone w celu wydobywania surowców na podstawie uzyskanego prawa do surowców.</p>
<p>W Izraelu również obowiązuje system licencyjny; tzw. prawo do surowców może przybrać jedną z trzech form: pozwolenie, licencja, dzierżawa. Pozwolenie wydawane jest na poszukiwanie surowców, licencja na wiercenie i wydobycie, dzierżawa na etap produkcji i sprzedaży.</p>
<p>Oprócz specjalnego podatku, podmioty zajmujące się wydobyciem płacą na ogólnych zasadach CIT, którego stawka w 2012 r. wynosi 24 proc. Izrael planuje stopniowe coroczne obniżanie wysokości CIT, aż do 18 proc. w 2016 r. CIT w Izraelu jest płacony od całości dochodów przedsiębiorstwa, niezależnie od tego, czy położenie źródła przychodów znajduje się na terytorium Izraela.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/19/co-kryje-matka-ziemia-zostanie-opodatkowane/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Expose: obietnice, na które czekał rynek</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/18/expose-obietnice-na-ktore-czekal-rynek/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/18/expose-obietnice-na-ktore-czekal-rynek/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Nov 2011 14:03:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Almanach]]></category>
		<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[budżet-na-2012]]></category>
		<category><![CDATA[Donald Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[expose-premiera]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[wiek-emerytalny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=34424</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Pierwszym testem determinacji rządu w zmniejszaniu długu publicznego i deficytu będzie projekt budżetu na 2012 rok, który poznamy za kilkanaście dni. Samo expose premiera, to tylko deklaracje, ale i za nie rząd zdobył punkt u rynkowych analityków. Na liście zadań znalazły się przedsięwzięcia, za które do tej pory nikt nie miał odwagi się zabrać.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Premier powiedział w piątek to, co rynki chciały usłyszeć. Przede wszystkim podtrzymał wcześniejsze plany ograniczenia deficytu finansów publicznych do 3 proc. PKB już w 2012 roku. Spaść ma też dług publiczny – do około 52 proc. PKB, czyli będzie bezpiecznie daleko od drugiego progu ostrożnościowego 55 proc. PKB. Szef rządu deklaruje dalsze ograniczanie zadłużenia tak, aby w na koniec kadencji wielkość długu nie przekraczała 47 proc. PKB, a deficyt  finansów 1 proc. PKB.</p>
<p>Donald Tusk podał katalog rozwiązań, jakie rząd chce zastosować, by osiągnąć wymienione wyżej cele. Po pierwsze, zamierza zwiększyć daninę od eksploatowania niektórych surowców mineralnych. Premier wymienił srebro i miedź (kurs akcji KGHM natychmiast spadł dzięki temu o prawie 5 proc.), ale też wspomniał o gazie łupkowym.</p>
<p>- Chcemy, żeby opodatkowanie tych rezerw było stałym strumieniem zasilającym polską gospodarkę – mówił szef rządu w expose.</p>
<p>Inwestorzy czekali jednak na zapowiedzi zmian w polityce fiskalnej. I doczekali się. Po pierwsze, premier zapowiedział zmiany w systemie ulg podatkowych. Niektóre z tych najbardziej kosztownych – jak ulga prorodzinna w PIT – zostaną zmodyfikowane. Prawo do ulgi stracą podatnicy z dochodami powyżej 85 tys. zł rocznie, jeśli mają tylko jedno dziecko. Ta sama grupa zostanie pozbawiona praw do becikowego. Pozostali zachowają prawo do ulgi i becikowego, ale ci, którzy zdecydują się na trzecie i czwarte dziecko dostaną o 50 proc. większą ulgę. Zmian powinni spodziewać się też korzystający z 50-proc. kosztów uzyskania przychodu. Będzie można z nich korzystać, ale tylko do kwoty 85 tys. zł rocznego dochodu.</p>
<p>W sumie zmiany w uldze prorodzinnej powinny być neutralne dla budżetu. Za to 1,5 mld zł w ciągu czterech lat powinno dać zlikwidowanie ulgi internetowej.</p>
<p>Dużo bardziej wymierna ma być podwyżka o 2 pkt proc. składki rentowej po stronie pracodawców. Powinno to zmniejszyć o około 13 mld zł deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. I to zapewne już od przyszłego roku (zmiany w PIT najprawdopodobniej zostaną wprowadzone od 2013 roku, bo nie da się ich przeprowadzić do końca listopada).  Rząd chce mieć też większe pole manewru przy waloryzacji emerytur i rent. W ciągu tej kadencji nie będzie się ona odbywała na podstawie wskaźnika (inflacja z poprzedniego roku plus 20 proc. realnego wzrostu przeciętnej płacy) tylko kwotowo – a kwocie mają decydować posłowie. Ma to, według premiera, zasypać przepaść między wielkością emerytur poszczególnych grup.</p>
<p>Od lutego przyszłego roku rozpocznie się proces włączania rolników do systemu ubezpieczeń społecznych. Najbogatsi rolnicy mają płacić składkę zdrowotną taką, jak osoby prowadzące działalność gospodarczą. Ci, których gospodarstwa mają powierzchnię 5-15 hektarów będą płacili polowe. Ci najmniej zamożni będą dotowania przez państwo. W drugim kroku – od 2013 roku – rolnicy mają zostać zobowiązani do prowadzenia rachunkowości. Ich dochody zostaną opodatkowane na zasadach ogólnych.</p>
<p>Premier zapowiedział zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i jego zwiększenie do 67 lat. To także był jeden z wielu postulatów wymienianych przez ekonomistów. Podobnie jak likwidacja przywilejów emerytalnych niektórych grup zawodowych.</p>
<p>Tu też mają nastąpić zmiany. Wstępujący do służb mundurowych od 2012 roku będą mogli przechodzić na emeryturę po ukończeniu 55 lat i po 25 latach służby. Przywileje górnicze mają zachować tylko górnicy pracujący bezpośrednio przy wydobyciu.  Powszechnym systemem emerytalnym mają zostać objęci księża.</p>
<p>W trakcie expose premiera złoty umocnił się względem euro o prawie 4 gorsze i o 3 grosze względem dolara. WIG-20 wzrósł o 0,5 proc.</p>
<h3>Piotr Bielski, BZ WBK</h3>
<p>Expose mogło się podobać: to, co ważne dla polskiej gospodarki zostało w nim wymienione. Pytanie, czy zostanie to zrealizowane, bo dotychczas większość deklaracji z expose nie była realizowana. Jednak wcale nie było oczywiste, że premier jako zadania nowego rządu wymieni niepopularne działania, za które nikt do tej pory nie chciał się zabrać, czyli podwyższenie wieku emerytalnego, eliminacja przywilejów emerytalnych niektórych grup czy cięcie ulg. Jednak skutki wprowadzenia tych zmian będą miały skutki w średnim terminie.</p>
<p>W krótkim czasie nie przyniosą budżetowi zbyty wiele i nie będą jakoś szybko odczuwalne. Jednak w expose wymieniono również i te działania, jak podwyżka składki rentowej. To jest kompromis. Żeby osiągnąć cel w postaci obniżenia deficytu do 3 proc. PKB trzeba było zdecydować się na szukanie dodatkowych dochodów.</p>
<p>W przemówieniu premiera zabrakło zapowiedzi podwyżek podatków pośrednich. Rząd zapewne uznał, że to już nie będzie konieczne. I dobrze, bo podwyżka VAT nie tylko grozi zwiększeniem inflacji, ale też uderza w popyt. No i zapewne zostałaby źle przyjęta przez opinię publiczną.</p>
<p>Rynek te zapowiedzi powinien przyjąć pozytywnie. Choć z drugiej strony nie spodziewam się jakoś hurra-optymistycznej reakcji. Dopóki zapowiedzi nie przekształca się w działania radziłbym nie przesadzać z nadmiernym optymizmem.</p>
<h3>Marcin Mróz, Fortis BNP Paribas</h3>
<p>Z punktu widzenia rynkowego to expose miało nierównomiernie rozłożone ryzyka. Wszyscy chcieli usłyszeć, że w przyszłym roku w Polsce będzie zacieśnienie polityki fiskalne. I gdy ta deklaracja padła reakcji rynkowej nie było. Co innego gdyby takiej zapowiedzi nie było –wówczas zapewne zobaczylibyśmy spadek wartości złotego. Na szczęście mieliśmy do czynienia z pierwszym wariantem. Na razie jest stabilnie, czekamy na projekt przyszłorocznego budżetu, który zweryfikuje zapowiedzi. Dla rynku zapowiedzi zmian w systemie emerytalnym czy w KRUS. Rynek jest dziś krótkowzroczny, najważniejsze dla niego jest to, co wydarzy się w najbliższym czasie. A czymś takim jest budżet na 2012 rok.</p>
<p>Zadaniem expose było zarysowanie ogólnego dużego obrazu. On został bardzo ładnie zarysowany. Wiemy że zacieśnienie fiskalne nastąpi w 2012 roku i będą reformy strukturalne. Jak to zostanie zrobione to dowiemy się w grudniu, kiedy rząd zdecyduje który z wariantów rozwoju sytuacji gospodarczej jest najbardziej prawdopodobny i przedstawi projekt budżetu. Na razie wstrzymałbym się ze szczegółowymi analizami.</p>
<p>Expose premiera nie było przełomowe dla postrzegania Polski na rynkach finansowych. Zakres czynników, które decydują o notowaniach, nie zmienił się. Nadal główną rolę odgrywają wydarzenia za granicą, dopiero w drugiej kolejności to, co się dzieje w kraju. Złoty będzie się więc wahał w rytm tego, co się będzie działo w Europie i na świecie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/18/expose-obietnice-na-ktore-czekal-rynek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zmiany w podatkach najwcześniej za rok</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/17/podatki-zmiany-podwyzka-vat-najwczesniej-w-2013/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/17/podatki-zmiany-podwyzka-vat-najwczesniej-w-2013/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Nov 2011 05:30:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Analizy]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[podatki]]></category>
		<category><![CDATA[podwyżka VAT]]></category>
		<category><![CDATA[podwyżki-podatków]]></category>
		<category><![CDATA[ulgi-podatkowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=34267</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Chociaż dotychczas z ust premiera nie padła żadna deklaracja likwidacji ulg podatkowych, przed piątkowym expose Donalda Tuska licytacja i spory na ten temat trwają w najlepsze. W centrum uwagi znalazły się ulga prorodzinna – co jeszcze dałoby się wytłumaczyć – oraz wspólne rozliczenie małżonków, o którym wcześniej resort finansów od lat nie wspominał.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>Atmosferę podgrzała jednak do maksimum zapowiedź ministra finansów o trzech wariantach budżetu, w tym recesyjnym, który zakłada podwyżkę podatków. Mimo, że ta krótka deklaracja, skierowane zresztą bardziej do rynków, niż do szarych obywateli, niczego konkretnego w sobie nie zawierała, wystarczyła do rozpętania burzy medialnych spekulacji, w których wszyscy chętnie wymieniają kolejne miejsca cięć.</p>
<p>Nie zabrakło nawet odważnych, którzy twierdzą, że zmiany dotyczące likwidacji i ograniczenia ulg rząd wprowadzi już od 1 stycznia 2012 roku. Innymi słowy &#8211; rząd przedstawi projekty, parlament uchwali ustawy, prezydent je podpisze a same zmiany ukażą się w Dzienniku Ustaw i wszystko to w dwa tygodnie.</p>
<p>Taki rozwój wypadków wydaje się mało prawdopodobny. Nawet jeśli likwidacja lub ograniczanie ulg w PIT znajdzie się w planie premiera na najbliższe cztery lata (w wariancie pesymistycznego rozwoju sytuacji gospodarczej), nie ma szans by nastąpiło to już w przyszłym roku. Tym samym ich wpływ na przyszłoroczny budżet, nawet gdyby miał to być budżet w wariancie recesyjnym będzie żaden. Większego cięcia ulg nie się zresztą co spodziewać.  Z dwoma wyjątkami.</p>
<p><strong>Likwidacja zryczałtowanych kosztów</strong> <strong>dla twórców</strong> oraz daleko idąca <strong>modyfikacja ulgi prorodzinnej</strong> jest dziś raczej pewna. Z tym, że najwcześniej od 1 stycznia 2013 roku. I są co najmniej dwa powody dla których tak jest. Przede wszystkim na zmiany w PIT nie ma dziś już czasu. Zwyczajowo utarło się w oparciu zresztą o orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że niekorzystne dla podatników zmiany muszą być znane co najmniej na miesiąc przed początkiem roku podatkowego. Przy czym znane, oznacza ich publikację w Dzienniku Ustaw. Jedynie zmiany korzystne dla podatników mogę być wprowadzane później, a nawet wprowadzane w trakcie roku podatkowego.</p>
<p>To oznacza, że przepisy podnoszące PIT lub likwidujące ulgi podatkowe muszą znaleźć się w Dzienniku ustaw datowanym na 30 listopada. Można co prawda wydrukować taki Dziennik Ustaw z tą datą nawet na początku grudnia, bo takie historie już się zdarzały, jednak w tym wypadku dałoby to z pewnością łatwe zwycięstwo przeciwnikom zmian przed TK.</p>
<p>Trzeba też pamiętać, że zmiany w PIT, chociaż w wielu przypadkach uzasadnione, to jednak dają w praktyce groszowe z punktu widzenia budżetu dodatkowe wpływy. W każdym razie, gdy odniesiemy je do tego, co można uzyskać, szybciej, i przy znacznie mniejszym sprzeciwie społecznym, w wyniku zmian w VAT. Wystarczy porównać liczby.</p>
<p>Likwidacja powszechnie nadużywanych zryczałtowanych kosztów dla twórców oraz zleceniobiorców, to około 0,7 mld zł dodatkowych wpływów do budżetu. Wygaszenie zupełnie bezsensownej <strong>ulgi internetowej</strong> około 0,4 mld zł. Jedyne liczące się pozycje, to ewentualne zniesienie wspólnego opodatkowania oraz mocne ograniczenie nieefektywnej <strong>ulgi prorodzinnej</strong>. Na pierwszym budżet zarobiłby około 2,7 mld zł. Na drugim posunięciu od 2 do 3 mld zł (całkowita likwidacja dałaby nawet 5,6 do 6 mld zł).</p>
<p>Tyle, że w obydwu przypadkach nie obeszłoby się bez sporej awantury politycznej i spadku notowań w społeczeństwie. W sumie, budżet zyskałby dodatkowo zaledwie 5, może w optymistycznym wariancie 6 mld zł. To mniej więcej tyle, ile dało <strong>podniesienie stawek VAT o 1 pkt proc</strong>. na początku 2011 r. A niewolno zapominać, że cała operacja polegała nie tylko na podnoszeniu stawek, ale też punktowym ich obniżeniu na niektóre produkty spożywcze.</p>
<p>Teraz wariant z <strong>podniesieniem VAT</strong> jest (poza akcyzą) najlepszym i najbardziej społecznie akceptowalnym sposobem szybkiego sięgnięcia do naszych kieszeni. Taka zmiana, może być – po uprzednim przegłosowaniu przez Sejm – wprowadzona niemal z miesiąca na miesiąc. Stąd podniesienie VAT np. już w marcu 2012 r. jest bardzo prawdopodobne. A droga do kolejnych podwyżek nadal stała będzie otworem. Obecnie podstawowa stawka VAT to 23 proc. Do niedawna obowiązywała na terenie UE umowa, zgodnie z którą państwa członkowskie miały nie podnosić VAT powyżej 25 proc.</p>
<p>Teraz takiej umowy już nie ma. Miało co prawda obowiązywać dżentelmeńskie porozumienie w tej sprawie, ale wyłom w nim zrobiły już Węgry, które planują podniesienie u siebie stawki VAT z 25 do 27 proc. To otwiera w praktyce drogę do podobnych podwyżek także w innych państwach Unii. Daje też argument w dyskusji. Można będzie spokojnie twierdzić, że stawka 25 proc. to jeszcze nie tragedia, bo to wcale nie najwyższy VAT, jaki można sobie.</p>
<p>Ale <strong>podniesie podstawowej stawki VAT</strong> o kolejny pkt proc., to nie jedyna możliwość jaką będzie miał w tym obszarze do dyspozycji rząd. Przywilejów VAT jest znacznie więcej, niż we wszystkich pozostałych podatkach razem wziętych. Z niższych stawek VAT korzystają np. usługi hotelowe i gastronomiczne, bez których przeciętny obywatel może się jakość obejść. Podniesienie stawek w tym obszarze, poza sprzeciwem branży nie spotkałoby się z jakąś szczególna krytyka społeczną. Ten prosty ruch dałby około 2 mld zł dodatkowych wpływów. Podniesienie VAT na usługi fryzjerskie to kolejne 300 mln zł. I tak można by jeszcze wymieniać długo.</p>
<p>Drogą ograniczania takich przywilejów poszły już Czechy, które stawki VAT z nielicznymi wyjątkami ujednoliciły na poziomie nieco obniżonej stawki podstawowej. Taki wariant wybrała także Francja, która w ramach swojego pakietu oszczędnościowego nie podniosła stawki podstawowej, ale zrezygnowała ze stosowania wielu stawek obniżonych, zyskując przy okazji dodatkowe 2,6 mld euro. Po podwyżki VAT sięga niemal cała Europa. Bo to instrument, który można zastosować szybko, politycznie w miarę bezpiecznie, i z dużymi korzyściami dla budżetu.</p>
<p>Poza opcją <strong>likwidowania przywilejów VAT</strong> jest także inne rozwiązanie po które można sięgnąć, zyskując przy okazji całkiem niezłą akceptację społeczną. Można podnieść podatki bogatym. To także instrument powszechnie dziś stosowany w krajach unijnych. Nie chodzi jednak o prostacki <strong>powrót do trzeciej stawki PIT dla najbogatszych</strong>, chociaż z tym tez nie byłoby problemu. Mało prawdopodobny jest też <strong>podatek solidarnościowy</strong>, czy też <strong>podnoszenie podatku od nieruchomości dla najbogatszych</strong> – czyli dysponujących najdroższymi nieruchomościami.</p>
<p>Można jednak uderzyć w ich wydatki, wyżej opodatkowując konsumpcję tych dóbr, które w powszechnym społecznym odbiorze uchodzą za dobra luksusowe. Wystarczyłoby w tym celu wprowadzić w przepisach o VAT stawkę nadzwyczajnie podniesioną, czyli taką która byłaby wyjątkowo wyższa niż stawka podstawowa. Przepisy unijne nic o niej nie wspominają. Ale też nie zakazują jej stosowania, odnosząc się tylko od minimów jakie powinny być oraz ograniczając liczbę wyjątków, w których podatek jest niższy od podstawowego. Można sobie wyobrazić wprowadzenie takiej ekstra stawki <strong>VAT na droższe samochody, luksusowe zegarki, biżuterię</strong> i co najmniej kilkadziesiąt innych pozycji.</p>
<p>Oczywiście podwyżki VAT wywołają sprzeciw ze strony firm, chociaż VAT nie uderzy ich po kieszeni bezpośrednio. VAT płaci ostatecznie konsument, a firmy są jedynie jego płatnikami. Dokonują transferu podatku z kieszeni kupujących do budżetu państwa. Wyższy VAT to wyższa cena a więc mniejszy popyt na sprzedawane produkty, które dla części konsumentów stają się mniej dostępne. Efekt ekonomiczny dla firm, może być zatem taki sam jak wtedy, gdyby VAT płacili z własnych kieszeni. To zresztą zagrożenie nie tylko dla firm.</p>
<p>Dotychczas polska gospodarka radzi sobie dobrze głównie dlatego, że mamy stosunkowo dobry popyt wewnętrzny. Nie zrażeni kryzysem kupujemy nadal sporo. Im głębiej jednak rząd sięgnie w najbliższych miesiącach do naszych kieszeni, tym szybciej zapał do tych zakupów stracimy. A to może przynieść dla budżetu efekt odwrotny od zamierzonego. Spadający popyt, mniejsza sprzedaż, to w ostatecznym rezultacie mniejsze transfery podatkowe z domowych i firmowych budżetów do państwowej skarbonki.</p>
<p><em>Autor jest zastępcą redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/11/17/podatki-zmiany-podwyzka-vat-najwczesniej-w-2013/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

