<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Obserwator Finansowy: ekonomia, debata, Polska, świat &#187; UE</title>
	<atom:link href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/tag/ue/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 05:30:25 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Dylematy polskiej prezydencji oczami europeisty</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/06/06/polska-prezydencja-budzet-ue-platnik-netto/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/06/06/polska-prezydencja-budzet-ue-platnik-netto/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Jun 2011 04:30:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Euro]]></category>
		<category><![CDATA[globalizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Europa 2020]]></category>
		<category><![CDATA[polska-prezydencja-w UE]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=23759</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Podczas ostatniego posiedzenia rady ministrów finansów UE (ECOFIN) część poświęcona budżetowi na 2012 r. moderowana była przez Jacka Rostowskiego. W ten sposób jeszcze przed rozpoczęciem prezydencji Polska wzięła na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie do kompromisu w sprawie unijnego budżetu na kolejny rok. O zadaniach dla polskiej prezydencji rozmawiamy z Hansem Martenem dyrektorem European Policy Centre.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>Ze względu na dążenia rządu Davida Camerona do cięcia wydatków w UE negocjacje w sprawie nowe budżetu Unii będą przynajmniej tak samo trudne, jak podczas negocjacji w 2010 r. Poza tym zadaniem Polski będzie zakończenie prac nad ustawami zwiększającymi gospodarczą koordynację w UE (o ile nie uporają się z tym Węgrzy) oraz rozpoczęcie negocjacji o finansowych ramach UE na lata 2014-20. Czy <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/05/06/kongres-w-katowicach-%E2%80%93-recepty-na-polska-prezydencje/">kraj, który po raz pierwszy będzie sprawował prezydencję</a> jest w stanie sprostać bardzo wysokim oczekiwaniom poszczególnych krajów i instytucji oraz wyzwaniom związanym z tworzeniem nowych struktur finansowo &#8211; gospodarczych UE? </strong></p>
<p>Debiut w tej roli jest szansą na nowe i świeższe spojrzenia na sprawy europejskie. Poza tym będzie to również okazja, by wreszcie zobaczyć jak naprawdę działa traktat lizboński. Polska będzie czwartym krajem, który kierować będzie pracami Unii w nowych warunkach prawnych, ale praktycznie będzie to pierwsza okazja to normalnego procedowania. Poprzednie prezydencje działały przecież od kryzysu do kryzysu i przywódcy europejscy oraz ich ministrowie prawie co miesiąc musieli się spotykać w trybie awaryjnym. To bardzo zwiększyło znaczenie ustaleń międzyrządowych w UE. Myślę, że Polska będzie zainteresowana tym, by zwiększyć teraz rolę instytucji europejskich w podejmowaniu decyzji i w większym stopniu zaangażuje do współpracy Komisję Europejską oraz Parlament Europejski. Spodziewam się również, że Polska, jako największy beneficjent budżetu UE, będzie chciała, by unijny budżet był „bardziej aktywny” niż domagają się tego płatnicy netto. <strong></strong></p>
<p><strong>Czy w sprawie walki z kryzysem w strefie euro rola Polski będzie ograniczać się jedynie do organizowania spotkań polityków eurolandu, czyli – jak mówią polscy dyplomaci – do wynajmowania sali?</strong></p>
<p>Duża część ustaleń w sprawie unii walutowej już została przyjęta i jest realizowana. To oraz fakt, że Polska nie należy do unii walutowej sprawiają, że problemy euro nie będą należały do pierwszoplanowych zadań polskiej prezydencji. Dobrze się stało, że Polska przystąpiła do Paktu Euro Plus, dzięki czemu będzie miała lepszy wgląd w to, co dzieje się eurogrupie, oraz silniejsza będzie jej pozycja jako kraju sprawującego przewodnictwo w UE.</p>
<p><strong>Czy Polska będzie w stanie sprostać presji płatników netto, którzy chcą ograniczyć wydatki? Podczas ostatniego spotkania ministrów finansów dziewięciu krajów opowiedziało się przeciw projektowi budżetu na 2012 r. zaproponowanemu przez Komisję Europejską, a 11 rządów było za. </strong></p>
<p>Zasadnicze negocjacje dotyczące perspektywy finansowej UE na lata 2014-20 będą prowadzone dopiero w 2012 r. pod przewodnictwem Danii, która jest płatnikiem netto. I nie jest to najlepsza wiadomość dla Polski. Także dlatego, że w Danii dominuje teraz bardzo negatywne nastawienie wobec Europy, które może się jeszcze utrzymać po jesiennych wyborach parlamentarnych, i które ma znaczenie nie tylko dla finansów UE. Dlatego tak ważne jest, by podczas swojej prezydencji Polska prowadziła postępową europejską politykę. Niestety, nie widzę wielkich szans na to, by przyszłe budżety UE mogły być większe niż do tej pory – opór w tej materii rzeczywiście jest duży. Poza wielkością budżetu kwestią do dyskusji pozostaje też <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/06/01/polska-jest-za-bogata-na-bezplatne-granty-z-unii/?k=debata">dystrybucja środków UE</a>. Jeśli Polska chce zrobić coś dobrego dla Europy, to powinna zabiegać, by unijne pieniądze były wydawane zgodnie ze strategią „Europa 2020” i więcej środków było przeznaczanych na innowacje i nowoczesne technologie proekologiczne. To znaczy, że pamiętając o zachowaniu solidarności z biedniejszymi krajami trzeba też pamiętać o mądrym wydawaniu pieniędzy. Dylematem Polski będzie również to, czy nie zgodzić się na to, by część środków ze Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) przenieść na inteligentną politykę spójności.</p>
<p><strong>WPR ma obrońców nie tylko w nowych krajach członkowskich UE, ale także we Francji. Tymczasem polityka spójności lubiana jest tylko na wschodzie Unii. Czy może pojawić się koalicja państw, które będą chciały ją ograniczyć lub tak zmienić jej zasady, że Polska straci w porównaniu do okresu 2007-13?</strong></p>
<p>Na razie widoczna jest koalicja na rzecz zamrożenia, względnie redukcji unijnego budżetu. Tworzą ją głównie Brytyjczycy i Holendrzy oraz prawdopodobnie dołączą do nich Niemcy. Oczywiście, w trakcie negocjacji pojawią się z pewnością pomysły proponujące zmianę kompozycji również wydatkowej części budżetu UE.</p>
<p><strong>Komisarzem UE ds. budżetu jest Janusz Lewandowski, który wspólnie z przewodniczącym Komisji Europejskim José Manuelem Barroso przygotowuje w dyskrecji <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/06/08/rekomendacje-parlament-europejski-budzet-ue-2014-2020/?k=debata">projekt finansów UE na lata 2014-20</a>. Zostanie on przedstawiony w czerwcu, czyli krótko przed rozpoczęciem polskiej prezydencji. Czy możemy liczyć, że tak jak w przeszłości, Komisja okaże się sojusznikiem mniejszych i biedniejszych państw Unii? </strong></p>
<p>To, że Janusz Lewandowski jest Polakiem nie ma żadnego znaczenia. Jest on przecież teraz unijnym urzędnikiem i musi służyć całej Europie oraz uwzględniać interesy wszystkich krajów członkowskich. W tym kontekście znacznie ważniejsza jest rola Parlamentu Europejskiego, który zyskał więcej uprawnień po wejściu w życie traktatu lizbońskiego. Dlatego Polska powinna w znacznie większym stopniu koncentrować się na budowaniu sojuszu z PE niż na przypominaniu Lewandowskiemu jego polskich korzeni.</p>
<p><strong>Czy istnieje ryzyko, że duże kraje członkowskie odrzucą propozycje Komisji jako nierealistyczne i przedstawią swoją wizję finansów UE po 2013 r., która będzie znacznie mniej korzystna dla takich krajów jak Polska?</strong></p>
<p>Takie ryzyko oczywiście istnieje. I właśnie dlatego Polsce powinno zależeć na jak największym zaangażowaniu Parlamentu Europejskiego. PE po raz pierwszy w swojej historii ma tak duże możliwości działania w tworzeniu podstaw finansowych UE, a jego członkowie w większym stopniu kierują się interesem całej Europy niż ma to miejsce w przypadku przedstawicieli rządów państw członkowskich Unii.</p>
<p><strong>Rozmawiał Andrzej Godlewski</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/06/06/polska-prezydencja-budzet-ue-platnik-netto/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Brak czy nadmiar pieniądza na światowym rynku?</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/21/brak-czy-nadmiar-pieniadza-na-swiatowym-rynku/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/21/brak-czy-nadmiar-pieniadza-na-swiatowym-rynku/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Mar 2011 17:09:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Metablog]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny-aprecjacja-waluty]]></category>
		<category><![CDATA[FED]]></category>
		<category><![CDATA[inflacja]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys-USA]]></category>
		<category><![CDATA[rewaluacja-juana]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=21626</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/t-pompowski.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Metablog" /><br/>Czy Amerykanie muszą się bać ilościowego łagodzenia? Dlaczego gospodarka amerykańska bardzo powoli wychodzi z recesji? Jak pokazują sondaże i doświadczenie, zaufanie Japończyków do jena rośnie. Jednak uderzenie w gospodarkę japońską to także niebezpieczeństwo dla Tajwanu, Singapuru, Filipin. Czy mimo wszystko następuje rewaluacja juana? Czy przeciwnicy keynesistów to intelektualne dzieci czy wnuki Miltona Friedmana? O tym ostatnio debatują ekonomiści.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/t-pompowski.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Metablog" /><br/><p>Telewizyjne obrazy setek Japończyków stojących w kolejkach przed jubilerami, by sprzedać precjoza, a następnie kupić narodową walutę przekonały inwestorów, iż choć po trzesięniu ziemi jest wiele pytań co do kondycji gospodarki, to jednak nikt nie musi pytać o zaufanie do waluty. Do tych symbolicznych obrazów trzeba jeszcze dopisać &#8220;dużą grupę lokalnych inwestorów&#8221; (jak mówił Larry Kudlow) , którzy przenieśli swój kapitał z rynku globalnego na lokalny. Japończycy gremialnie udowodnili, że wierzą w jena. Skutki tych decyzji <a href="http://www.smh.com.au/business/housewife-a-herald-of-currency-20110320-1c27e.html" target="_blank">zaczyna odczuwać Australia</a>, bo niemało Japończyków sprzedaje dolara australiskiego, w którym dotąd lokowali swoje oszczędności. Skutki aprecjacji jena odczuwają też te kraje wschodniej Azji, które mają zadłużenie w jenach. Jedna czwarta długów państw tego regionu jest denominowana w jenach: od Chin (8 proc.) do Tajlandii (60 proc.). Aprecjacja japońskiej waluty o 1 proc.<span> przekłada się na </span><a href="http://www.zawya.com/story.cfm/sidZAWYA20110320071734/Debt%20Challenge" target="_blank">wzrost kosztów obsługi długu</a><span> </span>o ok. 1 mld dol. w stosunku rocznym. Warto też pamiętać, że sukces gospodarczy Tajwanu i Singapuru zależy od siły gospodarki japońskiej, która jest dla nich najważniejszym partnerem handlowym. Pod presją znalazła się też gospodarka<span> </span><a href="http://www.nasdaq.com/aspx/stock-market-news-story.aspx?storyid=201103192305dowjonesdjonline000275&amp;title=philippine-central-bankjapan-quake-a-short-term-negative-for-domestic-economy" target="_blank">Filipin</a><span> </span>(Japonia jest dla niej głównym inwestorem zagranicznym).</p>
<p>Niektórzy ekonomiści sugerowali, iż japoński kataklizm miał znaczący wpływ na ceny złota. Wykres pokazuje reakcje rynków na złoto od 15 do 17 marca. Warto zauważyć, że przed zamknięciem giełdy tokijskiej złoto cieszyło się zainteresowaniem. Jednak po otwarciu giełdy nowojorskiej inwestorzy na giełdzie londyńskiej (eksperci twierdzą, że to największy rynek złota) wyprzedawali je.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/gold1803.jpg"><img class="size-large wp-image-21628  aligncenter" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/gold1803-550x349.jpg" alt="Ceny zlota na rynkach - 03/17/11" width="550" height="349" /></a></p>
<p>Jednak jeden z eksperckich blogów Bullionvault<span> </span><a href="http://goldnews.bullionvault.com/gold_price_031520114" target="_blank">wyjaśnia</a>, że katastrofa tylko w takim stopniu wpłynęła na cenę złota, na ile wpłynęła na wartość jena na rynkach międzynarodowych. Zmiana wartości jena mogła skłonić niektórych posiadaczy jenów do inwestycji w złoto. Jednak zdaniem autora tego bloga, zmian cen złota był wywołany raczej przez interwencję Banku Centralnego Japonii a nie przez samą katastrofę. Największy wpływ na ceny złota mają jednak ceny ropy. Jeśli wydarzenia w Bahrajnie (lub/i ich eskalacja na Arabię Saudyjską) spowodowałaby zaburzenia w wydobyciu ropy, wówczas ceny złota wzrosną, bo rośnie ryzyko, że świat pogrąży się w kryzysie energetycznym. A utrzymujący się długo wzrost cen ropy może mieć olbrzymi wpływ na wzrost inflacji na całym świecie.</p>
<p>Jak dotąd inflacja w Kanadzie (jednym z głównych motorów gospodarki USA) utrzymuje się na ustabilizowanym poziomie. W lutym inflacja spadła w porównaniu z poprzednim miesiącem: z 2,3 w styczniu 2011 r. do 2,2 proc. Głównymi czynnikami napędzającymi inflację w Kanadzie są ceny energii (wzrost cen paliw o 15,7 proc. w lutym 2011 r.) i wraz nimi koszty transportu. Bank Centralny Kanady nie podniósł w tym roku stóp procentowych, przypuszczalnie dlatego, iż trzykrotnie podwyższył je w 2010.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/kanada_inflacja.png"><img class="alignnone size-large wp-image-21635" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/kanada_inflacja-550x404.png" alt="kanada_inflacja" width="550" height="404" /></a></p>
<p>W Chinach w lutym według państwowego Biura Statystyki <a href="http://seekingalpha.com/article/257964-top-5-graphs-of-the-week-china-economic-data-and-global-monetary-policy" target="_blank">inflacja utrzymała się na poziomie ze stycznia</a> – tj. 4,9 proc. O 11 proc. w stosunku rocznym wzrosły ceny żywności,  ceny towarów innych niż żywność o 2,3 proc.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/ChinyInflacja1.JPG"><img class="aligncenter" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/ChinyInflacja1-550x251.jpg" alt="ChinyInflacja" width="550" height="251" /></a></p>
<p>Część ekonomistów sądzi, że Chiny nie zmieniają swojej polityki monetarnej &#8211; utrzymują sztywny kurs wymiany juana do dolara. Są jednak też tacy, którzy uważają inaczej. Podczas gdy retoryka przywódców chińskich może utwierdzać w przekonaniu, iż nie poddają się presji międzynarodowej (przede wszystkim amerykańskiej), by dokonać aprecjacji waluty (szef chińskiego banku centralnego Zhou Xiaochuan <a href="http://www.reuters.com/article/2011/02/17/us-g20-france-china-idUSTRE71G7KE20110217" target="_blank">oświadczył 17 marca 2011 r. w Paryżu</a>, że zagraniczna presja nie wpłynie na kurs juana) to juan wzmocnił się od lipca 2010 r. do lutego 2011 r. o 3,7 proc. Gdyby dalej umacniał się w tym tempie, roczna nominalna aprecjacja wyniosłaby 6 proc. Po uwzględnieniu inflacji roczna realna aprecjacja juana względem dolara wynosiłaby 10 proc.</p>
<p>Takie stanowisko wyraża Fed w <a href="http://www.treasury.gov/resource-center/international/exchange-rate-policies/Documents/Foreign%20Exchange%20Report%20February%204%202011.pdf" target="_blank">najnowszym</a> Report to Congress on International Economic and Exchange Rate Policies:</p>
<p><em>(&#8230;) Against the euro, the dollar appreciated during the year by 7.1 percent. Against the yen, the dollar depreciated by 12.7 percent during 2010. Among the emerging market currencies covered in this report the dollar appreciated by 0.9 percent against the Russian ruble, and</em><em> </em><strong><em>depreciated by 3.5 percent against the renminbi</em></strong><em> </em><em>and 4.8 percent against the Brazilian real. (&#8230;)</em></p>
<p><em>(&#8230;) Since the June announcement,</em><em> </em><strong><em>the RMB has appreciated by a total of 3.7 percent against the dollar as of January 27</em></strong><em>, or at a rate of approximately six percent per year in nominal terms.</em><em> </em><em><span style="text-decoration: underline">Because inflation in China is significantly higher</span></em><em> </em><em>than it is in the United States (in the second half of 2010, the annual rate of CPI inflation was more than 5 percentage points higher in China than in the United States),</em><em> </em><strong><em>the RMB has been appreciating more rapidly against the dollar on a real, inflation-adjusted basis, at a rate which if sustained would amount to more than 10 percent per year.</em></strong><strong><em> </em></strong><em>(&#8230;)</em></p>
<p>Chińscy decydenci kilka razy w 2010 i 2011 r. dokonywali zmian kursu wymiany:</p>
<ul>
<li>kurs      wymiany juan-dolar był wzmocniony o 1,6 proc. przed szczytem G20 w Toronto      odbywającym się od 26 do 27 czerwca 2010 r. <a href="https://www.fidelity.com.hk/personal/en/newsnviews/managers/pdf/managers_view_46.pdf" target="_blank">China has      announced an end to the RMB peg to the US dollar over the weekend</a> (26/27 June 2010)</li>
<li>przed      wizytą premiera Wen Jiabo w USA, 21 września kurs <a href="http://www.gov.cn/english/2010-09/21/content_1707391.htm" target="_blank">wzrósł do 6,7 proc</a>. (i utrzymywał się przez 8 dni).</li>
<li>przed      wizytą prezydenta Hu Jintao 18 stycznia kurs wymiany <a href="http://www.china-daily.org/Economic-News/High-exchange-rate-of-RMB-against-U.S.-dollar/" target="_blank">wzrósł</a> ponownie.</li>
</ul>
<p>Wzrosła inflacja w Unii Europejskiej. Najniższa była w Irlandii (0,9 proc.) i Szwecji (1,2 proc.) a najwyższa w Rumunii  - powyżej 7 proc.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/20110320181803.png"><img class="size-large wp-image-21632 aligncenter" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/20110320181803-550x404.png" alt="20110320181803" width="550" height="404" /></a></p>
<p>W krajach BRIC (Brazylii, Rosji, Indiach i Chinach) inflacja dość znacząco wzrosła. Ale PKB tych krajów wzrosło również.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/bricinfl.JPG"><img class="size-large wp-image-21636 aligncenter" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/bricinfl-550x352.jpg" alt="bricinfl" width="550" height="352" /></a></p>
<blockquote><p><em>But unlike the developed markets, the BRIC economies have broadly experienced pretty strong economic growth, so the aggregate demand side of the equation is having a significant effect on inflation too. This of course gives rise to policy risk for those markets, with India and China both announcing further monetary policy tightening moves last week.</em></p></blockquote>
<p><em> </em>Między ekonomistami prof. Bradem DeLongiem i prof. Paulem Krugmanem wynikł spór o to czy dzisiejsi ekonomiści z University of Chicago są ideologicznymi dziećmi czy wnukami Miltona Friedmana. Prof. Krugman <a href="http://krugman.blogs.nytimes.com/2011/03/14/roots-of-macroeconomic-ignorance/">uważa</a>, że dzisiejsi wolnorynkowi ekonomiści to intelektualne wnuki Miltona Friedmana.</p>
<blockquote><p><em> </em></p>
<p><em>Today’s freshwater economists don’t believe in Friedman-type monetarism; they’re two intellectual generations of intellectual retrogression beyond that. The first post-Friedman generation bought into the Lucas-type argument that no anticipated shock to demand can have any real effect; when that model failed, the next cohort turned to real business cycle theory, in which recessions are basically like bad weather that both reduces a farmer’s productivity and induces him to stay indoors.</em></p></blockquote>
<p><a href="http://delong.typepad.com/sdj/2011/03/delong-smackdown-watch-are-todays-ignorant-chicago-school-economists-milton-friedmans-children.html?utm_source=feedburner&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=Feed%3A+BradDelongsSemi-dailyJournal+%28Brad+DeLong%27s+Semi-Daily+Journal%29" target="_blank">Prof. DeLong</a>:</p>
<blockquote><p><em>Friedman&#8217;s rhetorical doctrine eliminated the cognitive dissonance between normal laissez-faire policies and optimal macro policy: both were &#8220;neutral&#8221; in the sense of the government &#8220;not interfering&#8221; with the natural equilibrium of the market. Second, Friedman&#8217;s rhetorical doctrine eliminated all interesting macroeconomic questions: if the government followed the proper &#8220;neutral&#8221; policy, then there could be no macroeconomic problems. Third, generations of Chicago that had been weaned on this diet turned out to know nothing about macro and monetary issues when they became important again.</em></p></blockquote>
<p>Nowe spojrzenie <a href="http://www.econbrowser.com/archives/2011/03/price_dynamics.html" target="_blank">na dynamikę cen </a>przedstawia Econbrowser.</p>
<blockquote><p><em>A dominant class of economic theories is built on the assumption that prices respond only sluggishly to new economic conditions.</em></p></blockquote>
<p>Ale tak nie jest do końca &#8211; przekonuje na przykładzie słoika masła orzechowego:</p>
<blockquote><p><em>Although prices of peanut butter may exhibit dramatic week-to-week variability, most people&#8217;s wages behave nothing like the prices of items in a grocery store. An older Keynesian tradition held that product prices were in fact perfectly flexible and that sluggish wage adjustment is the key economic friction.</em></p></blockquote>
<p>I w kontekście debat inflacyjnych <a href="http://thefaintofheart.wordpress.com/2011/03/20/ponnuru%C2%B4s-%E2%80%9Cnot-enough-money%E2%80%9D-in-pictures/" target="_blank">warto zapoznać się z ciekawym tekstem Ramesha Ponnuru</a>, który spogląda na ilościowe łagodzenie (QE2) przez pryzmat przyczyn obecnego kryzysu. Historinhas zamieszcza go w całości dodając kilka ilustrujących wykresów:</p>
<blockquote><p><em>An alternative theory of the crisis goes something like this: While a recession may have been inevitable, it was the Fed’s passive tightening that made it a disaster. The recession began in late 2007, although many observers knew it only after the fact. The Fed passively tightened mildly in mid-2008. In the fall of 2008, the financial crisis caused velocity (and the money multiplier) to drop dramatically—in part, perhaps, because political and financial leaders were scaring everyone. The Fed did not act aggressively enough to accommodate the increased demand for money balances, and what had been a mild recession became a severe one.</em></p>
<p><em>As panic subsided, velocity stopped falling, and the economy then began to recover. But in mid-2010, the eurozone crisis resulted in a flight to the dollar. Increased demand for dollars again had a contractionary effect, and the Fed took months to respond to it. Finally, in the late summer, it began letting it be known that it would dramatically increase the money supply— an initiative called quantitative easing, or QE2, the first QE having been the injection of money into the financial system in late 2008—and then, in the fall, it followed through.</em></p></blockquote>
<p><a href="http://www.themoneyillusion.com/?p=9288&amp;utm_source=feedburner&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=Feed%3A+Themoneyillusion+%28TheMoneyIllusion%29" target="_blank">Na temat </a>tego tekstu dyskutuje też Money Illusions.</p>
<p>Także o presji popytu pieniądza na gospodarkę Money and Market Musings.</p>
<blockquote><p><em>(&#8230;) data shows that the share of nonfinancial private sector assets in liquid form remains relatively high.  Households and firms continue to hold significantly more liquid assets than they did prior to the recession.  The good news is that it the share of liquid assets  dropped slightly in Q4. Presumably, the share of liquid assets continued to decline in early 2011 though recent global events may change that. (&#8230;) liquid share seems to provide a good indicator of whether there remains an excess money demand problem that is preventing a robust recovery.  This, then, is the metric you should be watching but aren&#8217;t.  Until it falls further we can expect nominal spending to remain sluggish.</em></p></blockquote>
<p>W tygodniu  zakończonym 19 marca bank centralny Indii zwiększył stopy procentowe o 25 punktów bazowych (do 6,75 proc.), Chile o 50 punktów (do 4 proc.) a Kolumbii o 25 punktów (do 3,5 proc.). Na tym samym poziomie stopy utrzymały Łotwa, Norwegia, Szwajcaria, Islandia, USA i Hong Kong.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/monetarypolicyrates-19Mar2011.JPG"><img class="size-large wp-image-21639 aligncenter" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/03/monetarypolicyrates-19Mar2011-550x299.jpg" alt="monetarypolicyrates-19Mar2011" width="550" height="299" /></a></p>
<p><em><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/21/brak-czy-nadmiar-pieniadza-na-swiatowym-rynku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dania rezygnuje z euroizolacji</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/11/dania-rezygnuje-z-euro-izolacji/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/11/dania-rezygnuje-z-euro-izolacji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Mar 2011 10:22:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Euro]]></category>
		<category><![CDATA[globalizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[pakt-dla-konkurencyjności]]></category>
		<category><![CDATA[polityka spójności]]></category>
		<category><![CDATA[splendid-isolation]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=21419</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Rząd Danii planuje zorganizowanie nowego referendum w sprawie członkostwa w strefie euro, które mogłoby się odbyć już w czerwcu tego roku. W ten sposób Kopenhaga reaguje na zapowiedzi coraz ściślejszej integracji państw strefy euro. Rozmawiamy na ten temat z prof. Ove K. Pedersenem, ekonomistą w Copenhagen Business School.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>Obserwator Finansowy: Jak wytłumaczyć zaskakującą rezygnację Danii z wzorowanej na Brytyjczykach polityki „splendid isolation” w Unii Europejskiej? </strong></p>
<p>Ove K. Pedersen<strong>: </strong>Rządowy pomysł, by referendum w sprawie euro odbyło się w Danii jeszcze przed wakacjami, jest kompletnie nierealistyczny. Dlatego te zapowiedzi traktuję raczej jako rodzaj apelu adresowanego do społeczeństwa duńskiego, który ma zwrócić uwagę Duńczyków na konieczność przyjęcia euro w przyszłości oraz zachęcić ich do wypełnienia kryteriów społeczno-gospodarczych zaproponowanych we francusko-niemieckiej koncepcji Paktu dla Konkurencyjności. W ten sposób rząd zmusza obywateli do śledzenia ogólnoeuropejskiej debaty na temat strefy euro i negocjacji w sprawie Paktu. Jeśli referendum będzie miało się odbyć, to stanie się to najwcześniej dopiero na wiosnę przyszłego roku.</p>
<p><strong>W pierwszym półroczu 2012 r. Dania będzie sprawowała przewodnictwo w Radzie UE, co może zwiększyć proeuropejskie nastawienie wyborców i przynieść inny wynik niż referendum w 2000 r., które zakończyło się porażką zwolenników euro. </strong></p>
<p>Jednak wynik referendum jest zupełnie nieprzewidywalny. Dlatego duńscy politycy nie będą forsować terminu głosowania, gdyż może się ono zakończyć ich porażką.</p>
<p><strong>Właśnie dlatego pojawiał się w Kopenhadze pomysł, by Duńczycy głosowali nie tylko w sprawie euro, ale również w sprawie dwóch innych wyłączeń spod prawa UE (polityki obronnej i sprawiedliwości oraz regulacji kwestii drugich domów dla cudzoziemców z UE). Czy ten tzw. model Big Bang ma większe szanse na proeuropejskie rozstrzygnięcie w Danii? Według lutowych sondaży 45 proc. Duńczyków jest za odrzuceniem tych trzech klauzul opt-out, a 43 proc. za ich utrzymaniem (12 proc. jest niezdecydowanych). </strong></p>
<p>Na razie nie ma decyzji, czy głosować tylko w sprawie euro, czy za jednym razem zdecydować o wszystkich trzech klauzulach. Jednak propozycja Paktu dla Konkurencyjności sprawiła, że duński rząd znalazł się teraz pod dużą presją: strefa euro będzie coraz bardziej zintegrowana, co będzie miało ogromny wpływ także na nas. Dania nie jest członkiem euro-grupy, ale kurs duńskiej korony jest powiązany z europejskiej walutą, i decyzje, które będą zapadać w gronie 17 krajów unii walutowej będą również bezpośrednio nas dotyczyć. Dlatego trwają teraz intensywne konsultacje między rządami Danii, Szwecji i Polski w sprawie tego, jak zareagować na propozycje francusko-niemieckie.</p>
<p>W tym kontekście warto zauważyć, że po raz pierwszy w tak istotnej kwestii europejskiej Dania działa zupełnie niezależnie od Wielkiej Brytanii. Kiedyś w podobnych okolicznościach Kopenhaga podążała szlakiem Londynu, podczas gdy teraz szuka porozumienia z Warszawą i Sztokholmem, a Brytyjczycy zdecydowali się na samotną marginalizację wewnątrz UE.</p>
<p><strong>Wygląda więc, że jest już tylko kwestią czasu, kiedy Dania znajdzie się w strefie euro?</strong></p>
<p>Nie przypuszczam jednak, by stało się to wkrótce. Do tego potrzebne jest referendum, a jak już mówiliśmy jego wynik jest bardzo niepewny. Przystąpienie do unii walutowej to przede wszystkim problem polityczny, a nie ekonomiczny, czy fiskalny. Dziś rząd w Kopenhadze musi stawić czoła dwóm zupełnie różnym wyzwaniom: z jednej strony jest to coraz głębsza integracja w strefie euro, z drugiej zaś tradycyjna nieufność duńskiej opinii publicznej wobec przekazywania kolejnych kompetencji unijnym instytucjom.</p>
<p>Rządowi będzie bardzo trudno pogodzić te różne racje. Ze względu na powiązanie korony z euro już jesteśmy de facto członkiem unii walutowej, ale nasze członkostwo jest drugiej kategorii i nie mamy żadnego wpływu na politykę pieniężną i fiskalną, która jest wyznaczana w gronie państw strefy euro. W ten sposób Dania traci znaczenie polityczne, na co rząd w Kopenhadze nie chce się godzić.</p>
<p><strong>Dlaczego debata o Pakcie dla Konkurencyjności ma tak ogromne znaczenie dla Danii?</strong></p>
<p>Już od dawna Europejski Bank Centralny prowadzi politykę pieniężną w Danii. Kryzys sprawił, że teraz powstają nowe regulacje m.in. dla rynków finansowych, na których tworzenie Dania jako kraj spoza euro-grupy nie ma wpływu, ale które będzie musiała zaakceptować. Inaczej niż Szwecja nie mamy w Danii możliwości dewaluacji naszej waluty. Musimy teraz godzić się na to, co zdecydują euro-bankowcy we Frankfurcie nad Menem. To wszystko stanowi dziś największy problem Danii w polityce europejskiej. Dlatego przypuszczam, że Dania, Szwecja i Polska będą starały się wynegocjować rodzaj stowarzyszenia ze strefę euro i wówczas jedynym krajem wykluczonym z tego systemu byłaby praktycznie tylko Wielka Brytania.</p>
<p><strong>Kiedy mogłyby się zakończyć negocjacje, o których pan mówi?</strong></p>
<p>Spodziewam się, że nie stanie się to szybko. Podobnie jak przy innych okazjach w UE będzie to raczej dłuższy proces, pełen konfliktów i bez jednoznacznego rezultatu. Już teraz wiadomo, że pierwotna francusko-niemiecka wersja Paktu dla Konkurencyjności zostanie mocno zmodyfikowana. Jestem jednak pewien, że formalnie lub może nawet nieformalnie Dania będzie sygnatariuszem tego Paktu.</p>
<p><strong>Jakie będą ekonomiczne konsekwencje dla przystąpienia Danii do Paktu dla Konkurencyjności? Czy duńska gospodarka stanie się rzeczywiście bardziej konkurencyjna?</strong></p>
<p>Tego oczywiście teraz nie wiadomo. Musimy jednak patrzeć nie tylko na to, co dzieje się w Europie, ale również na wyzwania globalne. Kraje, które mają możliwość dewaluacji swojej waluty, mogą w pewnych warunkach skorzystać z tego narzędzia i w ten sposób ochronić się przed międzynarodową konkurencją. Tak postąpili m.in. Szwedzi, którzy dzięki dewaluacji osłonili swoją gospodarkę i dziś są w bardzo dobrej sytuacji ekonomicznej. Przypuszczam jednak, że już za trzy lata mogą mieć bardzo poważne kłopoty. Natomiast Dania musiała pójść inną drogą i obecnie trwa u nas bolesny  proces dostosowywania się przedsiębiorstw do nowych warunków.  Ten kierunek jest teraz trudniejszy, ale na dłuższą metę przynosi więcej korzyści.</p>
<p><strong>Liberalno-konserwatywny rząd nie jest specjalnie popularny w Danii. Jak więc premier Lars Lokke Rasmussen może przekonać obywateli, że warto posłuchać jego rekomendacji i ściślej zintegrować się z UE, m.in. kosztem narodowego pieniądza?</strong></p>
<p>W listopadzie mają się odbyć wybory parlamentarne w Danii i także dlatego nie jest możliwe, by referendum w sprawie euro zostało zorganizowane przed tym terminem. Narodowa decyzja w tej sprawie może zapaść dopiero za rok, czyli podczas referendum w okresie duńskiej prezydencji, lub nawet na początku 2013 r.</p>
<p><strong>Z tego co pan mówi wynika, że teraz dla duńskiego rządu najważniejszy jest udział w kształtowaniu Paktu dla Konkurencyjności i jest to bardziej istotne niż formalne członkostwo w strefie euro. </strong></p>
<p>Tak właśnie jest. Dzięki członkostwu w Pakcie Dania będzie miał wpływ na regulacje, do których i tak będą musiały się dostosowywać duńskie firmy i które będą miały znaczenie dla ich pozycji na międzynarodowych rynkach.</p>
<p><strong>Rozmawiał Andrzej Godlewski</strong></p>
<p><em> Prof. Ove K. Pedersen jest ekonomistą w Copenhagen Business School w Danii.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/11/dania-rezygnuje-z-euro-izolacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Integracja państw strefy euro jest nieunikniona</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/11/integracja-panstw-strefy-euro-jest-nieunikniona/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/11/integracja-panstw-strefy-euro-jest-nieunikniona/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Mar 2011 09:56:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Euro]]></category>
		<category><![CDATA[globalizacja]]></category>
		<category><![CDATA[dominacja-Niemiec-w-UE]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys-Grecja]]></category>
		<category><![CDATA[pakt-dla-konkurencyjności]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=21410</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Dziś w Europie nie potrzebujemy „jakiegoś” wzrostu gospodarczego, ale takiego wzrostu, który znacząco zwiększy produktywność – przekonuje w wywiadzie europosłanka Danuta Hübner. Dzisiaj  (11 marca) w Brukseli odbywa się szczyt 17 państw grupy euro. Jego głównym tematem jest francusko-niemiecki Pakt dla Konkurencyjności, uważany za niekorzystny dla państw spoza strefy euro. Czy Polska może wyciągnąć z niego jakieś korzyści dla siebie?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>Obserwator Finansowy: To spotkanie ma być dalszym ciągiem debaty o sposobach ratowania UE przed kryzysami finansowymi, ale może być to również początek nowej unii wewnątrz Unii Europejskiej. Czy szczyt to rzeczywiście dobra wiadomość dla Europy i Polski? </strong></p>
<p>Danuta Hübner: Coraz głębsza integracja wśród państw UE, które mają euro jest w najbliższych latach nieunikniona. Kryzys pokazał, że obszar wspólnej waluty nie może istnieć bez coraz ściślejszej koordynacji w dziedzinie polityki fiskalnej. Rok temu, na początku kryzysu greckiego, międzynarodowe rynki finansowe nie traktowały poważnie decyzji polityków. Traktat lizboński bardzo wzmocnił strefę euro, m.in. przyznając ministrom finansów euro-grupy dodatkowe kompetencje. Jeszcze ważniejszy jest fakt, że w traktacie lizbońskim po raz pierwszy znalazło się pojęcie „państwa o wspólnej walucie”. Ta nowa legitymizacja daje krajom unii walutowej jeszcze większy mandat do dalszej integracji, którą teraz wymusza rzeczywistość. Nie tylko Niemcy i Francja chcą w ten sposób zmniejszyć istniejące nierównowagi między członkami strefy euro i ryzyko powtórki kryzysu.<strong></strong></p>
<p><strong>Jednak niektóre stolice nie godzą się na „germanizację” swoich gospodarek, czyli m.in. na harmonizację podatków, czy podwyższenie wieku emerytalnego. Co z francusko-niemieckich postulatów może rzeczywiście zostać zrealizowane? </strong></p>
<p>Przede wszystkim niesłychanie ważne jest to, że kwestia konkurencyjności stała się tematem ogólnoeuropejskiej debaty. Dziś w Europie nie potrzebujemy „jakiegoś” wzrostu gospodarczego, ale takiego wzrostu, który znacząco zwiększy produktywność. Wystarczy zobaczyć, co dzieje się w tzw. krajach  wschodzących – podstawą ich szybkiego rozwoju gospodarczego nie jest już tania siła robocza, lecz wielkie inwestycje, m.in. w technologie związane ze zmianami klimatycznymi. Powstają miasta,  które docelowo nie będą prawie wcale emitować CO2. Może się więc okazać, że za jakiś czas europejskie produkty nie będą kupowane poza Starym Kontynentem, ponieważ gdzie indziej konsumenci będą preferować wyroby z metką „zero emisji”. Dlatego Europa nie może myśleć tylko o odzyskaniu PKB utraconego w czasie kryzysu, ale również o dodatkowym potencjale w nowych obszarach.</p>
<p><strong>Czy to musi oznaczać również, że Europejczycy będą dłużej pracować i mniej zarabiać, co da się wyczytać z pierwszej wersji Paktu dla Konkurencyjności?</strong></p>
<p>Trzeba krytycznie spojrzeć na to, co początkowo zostało zaproponowane, gdyż znalazło się tam sporo mitów.  Gdy np. weźmie się pod uwagę tylko nominalny wiek emerytalny, to występują w UE znaczące różnice. Jeśli jednak spojrzymy na realny wiek, to zobaczymy, że Niemcy i Grecy przechodzą na emeryturę w podobnym okresie życia. Podobne jest z podatkami – efektywne opodatkowanie w Irlandii tylko minimalnie różni się od tego, co jest w Niemczech. Natomiast realne różnice znajdziemy w potencjach eksportowych. To, że Niemcy eksportują tak dużo nie wynika tylko z poziomu płac, podatków i świadczeń socjalnych. Warto zbadać prawdziwe przyczyny ich sukcesów gospodarczych i dopiero na tej podstawie podejmować strategiczne decyzje dla Europy.</p>
<p><strong>Czyli poza dyscypliną fiskalną, której jest Pani zwolennikiem, nie przejmowałaby Pani na razie niczego innego z Paktu dla Konkurencyjności? </strong></p>
<p>Najpierw musimy o tym dyskutować. Poza tym niektóre propozycje wydają się zupełnie naturalne, także dla Polski. Społeczeństwa UE starzeją się i np. Polaków ma być &#8211; według prognoz na 2050 rok &#8211; zaledwie 32 miliony. Skoro jest nas coraz mniej, ale za to dłużej i zdrowiej żyjemy, to powinniśmy również dłużej pracować. Zresztą dłuższa aktywność zawodowa jest dla wielu ludzi wielką szansą. Alternatywą jest imigracja i napływ siły roboczej spoza Unii.</p>
<p><strong>Piątkowy szczyt nie rozstrzygnie większości tych kwestii, ale najbliższe tygodnie mają być decydujące dla powstania tej gospodarczo-społecznej konstytucji strefy euro. Jaki kształt przybierze nowa unia Pani zdaniem?</strong></p>
<p>Marzec przyniesie z pewnością zakończenie prac nad zmianą traktatu lizbońskiego. Chodzi tylko o jedno zdanie i w opinii części ekspertów jest ono niepotrzebne, ale ze względu na sytuację prawną w Niemczech nie wolno ryzykować negatywnego werdyktu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie reformy mechanizmu stabilizacyjnego. Możliwe, że już wkrótce poznamy też zasady stałego mechanizmu stabilizacyjnego, który będzie obowiązywał od 2013 r. Do czerwca zaś powinniśmy zakończyć prace nad regulacjami reformującymi zarządzanie ekonomiczne w Unii. Prace toczą się równolegle w Radzie i w Parlamencie Europejskim.</p>
<p><strong>Co ta dalsza integracja 17 państw oznacza dla Polski i całej UE?</strong></p>
<p>To oczywiście nie zmniejsza poziomu integracji w gronie 27 państw. Będzie jednak wywoływać wrażenie, że tych 10 krajów UE, które nie posiadają euro i które staną się teraz biernymi odbiorcami decyzji politycznych zapadającymi w euro-grupie, jest luźniej powiązanych z resztą wspólnoty. Dlatego trafne są zabiegi i oczekiwania Donalda Tuska, by Polska miała wpływ na to, co dzieje się wewnątrz tych struktur. Musimy się starać, bo powstały takie zapisy prawne, które pozwolą Polsce uczestniczyć w nowych mechanizmach – to nie jest tylko koszt, ale również szansa na pomoc w razie kłopotów. Wiara w to, że złoty jest niesłychanie silną walutą, jest niebezpieczna.</p>
<p><strong>Gdyby sprawdziły się zapowiedzi rządu, w którym Pani pracowała, Polska już od paru lat byłaby członkiem strefy euro. Czy żałuje Pani, że tak się nie stało?</strong></p>
<p>Żałowanie niewykorzystanej szansy nic nie da. Musimy teraz przygotować się do jak najszybszego wejścia do unii walutowej. Dlatego bardzo dobrze, że rząd przygotowuje średnio- i długoterminowe mechanizmy, które nie pozwolą już na narastanie długu i deficytu budżetowego. Liczę, że sprawdzą się też rządowe zapowiedzi i w 2012 r. Polska zmniejszy deficyt do poziomu, który umożliwi nam wejście do mechanizmu ERM2. Jeśli równocześnie spełnimy pozostałe kryteria, to przystąpienie w 2015 r. do strefy euro byłoby realne. W ostatnim czasie przetoczyła się przez zachodnie media fala spekulacji, że przed 2020 r. Polska nie ma żadnych szans na wejście do unii walutowej, co szkodzi polskiej reputacji na rynkach finansowych. Dlatego do strefy euro musimy wchodzić w sposób bardzo stabilny i godny zaufania. Gdy Polska wejdzie do ERM2, wszyscy uczestnicy rynków muszą być przekonani, że zakończy się to członkostwem Polski w unii walutowej i czas przebywania w tym systemie nie będzie przedłużał się w nieskończoność.</p>
<p><strong>Niestety, strefa euro, do której kiedyś wejdziemy, będzie inna niż jest teraz i jej przyszły kształt powstaje bez udziału Polski. </strong></p>
<p>Ta reforma strefy euro jest pilnie konieczna, ale nie jest tak, że nie mamy na nią żadnego wpływu. W Parlamencie Europejskim pracuję w grupie posłów, którzy zajmują się tymi kwestiami, i jestem tam jedynym przedstawicielem nowych państw członkowskich UE, które nie należą do unii walutowej. Wraz z kolegami staram się tam pilnować, by powstały takie regulacje prawne, które pozwolą  również krajom spoza strefy euro wchodzić w te nowe mechanizmy zabezpieczające – nawet gdyby miały to łączyć się z dodatkowymi kosztami finansowymi.</p>
<p><strong>Na ile poważnym zagrożeniem może być to, że nowa „unia w Unii” będzie zarządzana przez dyrektoriat wielkich stolic, a nie poprzez wspólne instytucje?</strong></p>
<p>Nie tylko w interesie Polski jest to, by w Unii było jak najwięcej metody wspólnotowej. Metoda międzyrządowa może być dobra na początek, kiedy potrzebny jest silny sygnał polityczny, np. w sprawach konkurencyjności. Jednak to Komisja Europejska jest  tą instytucją, która wspiera słabsze gospodarczo i politycznie państwa. Nawet jeśli czasem pozywa Polskę do Trybunału, to średnio- i długoterminowo jest naszym sojusznikiem i dlatego powinniśmy ją wspierać, także w sprawie reform w strefie euro.</p>
<p><strong>Rozmawiał Andrzej Godlewski </strong></p>
<p><em>Prof. Danuta Hübner jest posłanką do Parlamentu Europejskiego, przewodniczącą Komisji Rozwoju Regionalnego PE.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/03/11/integracja-panstw-strefy-euro-jest-nieunikniona/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Woda, następny kryzys światowy?</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/02/11/woda-nastepny-kryzys-swiatowy/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/02/11/woda-nastepny-kryzys-swiatowy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Feb 2011 09:27:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>jacho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Davos]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka-wodna]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarowanie-wodą]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys-wody]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=20752</guid>
		<description><![CDATA[<br/>W przeciwieństwie do kryzysu finansowego i żywnościowego ekonomiści zauważyli i zajęli się z wyprzedzeniem problemem ewentualnych niedoborów wody na świecie. Powstają prace naukowe, nowe technologie a także regulacje, które mają sprawić by powstrzymać kryzys - tłumaczy prof. Robert Glennon z Uniwersytetu w Arizonie. <strong></strong>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>Obserwator Finansowy: Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu alarmuje : jeśli średnia temperatura na ziemi wzrośnie o 3 st wtedy plagą stanie się chroniczny niedobór wody w wielu obszarach klimatycznych. Kryzys wody jest kwestią, która coraz częściej pojawia się na międzynarodowych konferencjach ekonomicznych. Na czym polega efektywne ekonomicznie zarządzanie wodą? Gdzie kończy się rozumne z niej korzystanie a gdzie zaczyna się marnotrawstwo?</strong></p>
<p><strong>Robert Glennon:</strong> Te pytania są stawiane dziś bardzo rzadko. Kiedy zwracam uwagę na złą gospodarkę wodą tutaj w Ameryce, ale również w Europie, słyszę, że przesadzam. Jednak obecny kryzys żywności spowodowały nie tylko wysokie ceny ziarna czy nawozów. Przede wszystkim wiąże się on z brakiem wody. Według ONZ popyt na żywność podwoi się w ciągu następnych 50 lat. Choć Europa i część innych gospodarek rozwiniętych boryka się z problemem niżu demograficznego, to jednak według prognoz ONZ liczba ludności wzrośnie z obecnych 6 mld do 9 mld w 2040 r. Do 2050 roku około 7-8 mld ludzi będzie mieszkać w miastach. Do życia potrzebnych im będzie 2,8 tys. km sześciennych wody, czyli więcej niż zużywane jest dziś na potrzeby rolnictwa na całym świecie. Dlatego potrzeba więcej technologii pozwalających na recykling, by można było efektywnie gospodarować zasobami. Problem ten dostrzegany jest bardzo wyraźnie w Europie. Jeden z organizatorów światowego forum gospodarczego w Davos, dr Klaus Schwab, powiedział ostatnio, że jesteśmy światem coraz bardziej spragnionym wody.  I dodał, że jeśli nie nastąpią zmiany w gospodarce wodą, to za kilka lat w niektórych regionach świata zacznie jej brakować.</p>
<p><strong>Ale czy zamknięcie kranu w Warszawie może spowodować, że przybędzie jej w Phoenix albo w Madrasie?</strong></p>
<p>Sugeruje pan, że woda jest problemem lokalnym. Ja uważam, że zaczyna to być problem globalny. Zaczyna jej brakować wszędzie i przyczyny, które zidentyfikowałem są wspólne dla różnych regionów. Dwa przykłady: by wyprodukować T-shirt potrzeba ok. 2,7 tys. litrów wody, by uzyskać kilogram pszenicy &#8211; 4 tys. litrów, a kilogram wołowiny &#8211; 16 tys. litrów. Te dwa sektory przemysłu: tekstylny i produkcja rolna są najbardziej wodochłonne. Potrzebny jest większy wysiłek edukacyjny.</p>
<p><strong>Twierdzi pan, że Europa bardziej niż Stany Zjednoczone ma świadomość kryzysu?</strong></p>
<p>Tu także posłużę się przykładem. W Europie pilotażowo wdrażane są nowe technologie budowy osiedli mieszkalnych z niezależnymi systemami dystrybucji wody wyposażonymi w małe oczyszczalnie ścieków. System kanalizacji podzielony jest na organiczny i chemiczny. Inaczej mówiąc &#8211; osobny zlew do chemicznych środków a osobny do organicznych odpadów mieszanych z wodą. Ten drugi poddawany jest oczyszczaniu i recyklingowi. Woda w zbiornikach uzupełniana jest o wodę z opadu. Natomiast woda zmieszana z chemicznymi środkami jest gromadzona w osobnym zbiorniku i przygotowana do użycia do celów przemysłowych. To są osiedla przyszłościowe. Odpowiednie agendy Unii Europejskiej przygotowują też przepisy regulujące korzystanie z wody np. ograniczające podlewanie ogródków do jednego dnia w tygodniu, czy zakazujące mycia samochodów poza wyznaczonymi do tego punktami usługowymi. Rozważany jest także przepis, by podwyższyć ceny wody, co miałoby zachęcić do oszczędności. Na tym polega kultura rozumnego gospodarowania zasobami.</p>
<p><strong>Nawiązał pan do obecnego kryzysu żywnościowego, jednak coraz więcej jest głosów wśród amerykańskich ekonomistów zajmujących się rynkiem żywności iż należy powrócić do bardziej uporządkowanej polityki gromadzenia nadwyżek. W gospodarkach rozwiniętych stosuje się proceder niszczenia nadwyżek, by móc utrzymać korzystną dla producenta cenę. Przed kryzysem w latach 1972-74, który najbardziej odczuły kraje azjatyckie zasoby magazynowe zboża spadły z wymaganych 30-35 proc. konsumpcji do 12 proc. Podobnie stało się z zasobami ryżu. Pomiędzy 2003-2010 r. stało się dokładnie to samo. Jaką rolę odgrywa woda?</strong></p>
<p>Kryzys żywnościowy w latach 70-tych bardzo się różnił od obecnego. Kwestia gospodarowania zapasami była ważna, ale ja bym raczej zaakcentował problem wiedzy i technologii. Dlatego tzw. Zielona Rewolucja, czyli proces upowszechniania wiedzy na temat nowoczesnego rolnictwa, położyła kres temu kryzysowi. Dzisiaj na świecie zaczyna brakować mądrych rozwiązań klimatycznych, technologii, ziemi, energii i właśnie wody. Woda znika z powodu trudnych do przewidzenia zjawisk meteorologicznych: parowanie zbiorników retencyjnych, wysychanie rzek, nawet wód podziemnych i górskich. ONZ ostrzega przed szybszym niż w ostatnich stuleciach topnieniem lodowców w Himalajach. Ubożeje także zasób wód w Północnych Chinach. Te dwa obszary zaopatrują w wodę ok. 1.7 mld ludzi. Znane jest zjawisko wysychania jeziora Czad, podobnie, jak wcześniej Morza Azowskiego. Według FAO około 25 proc. wszystkich gospodarstw rolnych na świecie cierpi na brak wody. I z tego powodu ziemia ulega degradacji. Według raportu Water and Sanitation Program przygotowanego pod auspicjami Banku Światowego i hinduskiego Ministerstwa Miejskiego Rozwoju, w 2009 r. blisko 75 proc. wód podziemnych w Indiach jest zanieczyszczone odpadami rolniczymi i ludzkimi ekskrementami. Codziennie blisko 100 tys. ton ludzkich ekskrementów jest zostawianych na tamtejszych polach upraw ziemniaków, marchewki, szpinaku i na brzegach rzek. Jeden z ekonomistów specjalizujących się w ekonomice wody, Guy Hutton, uważa, że dzięki właściwej gospodarce wodnej roczne PKB Indii, Kambodży, Indonezji, Filipin i Wietnamu mogłoby wzrosnąć od 1,4 do 7,2 proc.</p>
<p><strong>W swojej książce &#8220;</strong> <strong>Unquenchable &#8221; pisze pan, że z powodu braku wody świat może tracić rocznie około 1 proc. ziemi uprawnej. </strong></p>
<p>To wnioski niektórych amerykańskich ekonomistów. W 1900 roku na jednego człowieka przypadało ok. 8 ha ziemi uprawnej, dziś &#8211; dysponujemy danymi z 2005 roku &#8211; to 1,63 ha. W latach 1900 &#8211; 2005 popyt na żywność wzrósł zaś 15 razy. Warto zauważyć, że gospodarujemy rzekami, jeziorami i morzami w sposób, który uniemożliwia uprawę żywności w większej ilości. Według brytyjskich analityków z Hadley Institute do końca tego wieku blisko 40 proc. naszego globu będzie trawić susza. A zatem ziemie uważane dotąd za najbogatsze, np. w Brazylii czy Afryce Południowej, mogą ulec erozji. Ze względu na zmiany klimatyczne ten sam Instytut ostrzegł przed spadkiem efektywności sztucznie nawadnianych pól pszenicy o ok. 30 proc. i ryżu o ok. 15 proc.</p>
<p><strong>Odpowiedzią na te problemy miała być tzw. zielona energia. W ubiegłym roku administracja amerykańska rozważała nawet wprowadzenie kolejnego pakietu stymulacyjnego na ten cel. Jednak i tutaj okazuje się, że zielone rozwiązania nie są doskonałe. Dlaczego?</strong></p>
<p>Przykładem jest produkcja etanolu. Kiedy administracje miast Illinois i Iowa ogłosiły, że rocznie ponad 1,1 mld litrów wody potrzebne jest do produkcji niespełna 379 mln litrów etanolu organizacje ekologiczne zaczęły protesty. Produkcja etanolu jest bardzo energochłonna. Według studium przygotowanego przez Global Change Biology planowana w stanach Floryda i Georgia produkcja roczna etanolu najbardziej efektywnymi, wodooszczędnymi metodami pochłonęłaby 25 proc. rocznego zużycia świeżej wody przez mieszkańców obu stanów. Tańsze technologie zwiększyłyby to zużycie dwukrotnie.</p>
<p><strong>Rozmawiał Tomasz Pompowski</strong><strong></strong></p>
<p><em><strong>Robert Glennon</strong> &#8211; ekonomista i prawnik, wykładowca University of Arizona, publikuje m.in. w Businessweek, Wall Street Journal. Jest autorem książek: „Unquenchable: America’s Water Crisis and What To Do About It”, oraz “ Water Follies: Groundwater Pumping and the Fate of America’s Fresh Water”. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/02/11/woda-nastepny-kryzys-swiatowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fundusze unijne po 2013 r. – pożyczki wyprą darmowe dotacje</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/02/10/fundusze-unijne-po-2013-r-%e2%80%93-pozyczki-wypra-darmowe-dotacje/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/02/10/fundusze-unijne-po-2013-r-%e2%80%93-pozyczki-wypra-darmowe-dotacje/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Feb 2011 12:49:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.mokrzycka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[BGK]]></category>
		<category><![CDATA[fundusze unijne]]></category>
		<category><![CDATA[Krajowy-Fundusz-Kapitałowy]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=20765</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Jest już niemal pewne, że Komisja Europejska zmieni w nowej perspektywie budżetowej UE, po 2013 r., sposób wydawania funduszy unijnych, które przeznaczone są na wsparcie dla firm, czy inwestycji samorządowych. Dotacje dla przedsiębiorstw i jednostek samorządowych mają w dużym stopniu zastąpić niskooprocentowane pożyczki i poręczenia kredytowe. To rewolucyjna zmiana i niestety na razie niewiele instytucji jest na nią przygotowanych.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong> </strong></p>
<p>Najważniejszym powodem, dla którego KE zamierza zmienić sposób udzielania wsparcia jest chęć zwiększenia efektywności wykorzystania unijnych funduszy rozwojowych. Argumentów przemawiających za takim rozwiązaniem jest wiele. Po pierwsze pula pieniędzy w funduszach unijnych będzie mogła być zwielokrotniona dzięki temu, że będą to środki zwrotne. Po drugie przy takim systemie są większe szanse na to, że unijne wsparcie faktycznie przyczyni się do rozwoju gospodarczego, pójdzie na projekty, które są najbardziej sensowne ekonomicznie i gwarantują, iż przyznane środki zostaną pomnożone. Choćby dlatego, że w przyznawaniu unijnych pożyczek i poręczeń uczestniczyć mają – także kapitałowo – pośrednicy finansowi i banki (dotacje są dzielone przez urzędników i ekspertów). </p>
<p>W obowiązującym dziś systemie pomocowym w zasadzie nie sprawdza się efektywności, a często nawet jakości projektów, które otrzymują wsparcie &#8211; hobbystyczne portale internetowe czy tzw. Wynalazki, które ograniczają się do wyprodukowania kostki brukowej w nowym kształcie w żaden sposób nie przekładają się na przyspieszenie tempa rozwoju gospodarki. To ma się zmienić.</p>
<p>- Dotacje to instrument, który zawsze prowadzi do zaburzenia procesów rynkowych, więc powinien się pojawiać tylko tam, gdzie rynek nie funkcjonuje. Wszędzie tam, gdzie rynek działa, lepszą formą wsparcia są instrumenty zwrotne. Dotacja ma charakter jednorazowy, a instrumenty zwrotne mogą być rozwiązaniem systemowym – mówi Piotr Gębala, prezes Krajowego Funduszu Kapitałowego (KFK), który już w tej chwili tak dofinansowuje swoich beneficjentów, żeby w przyszłości odzyskać środki pomocowe.</p>
<p>KFK inwestuje w fundusze venture capital (VC), które następnie inwestują w małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) i wspierają ich rozwój.</p>
<p>- Gdyby te same środki zostały przekazane w formie dotacji, to tylko raz skorzystałby z nich konkretne przedsiębiorstwa – przekonuje prezes Gębala. &#8211; W przypadku inwestycji kapitałowej najlepsze przedsiębiorstwa wypracują wysokie zwroty, które częściowo trafią z powrotem do nas, a my z tych środków dokapitalizujemy kolejne fundusze VC. W ten sposób powstanie mechanizm wspierania MŚP.</p>
<p> Komisja Europejska testuje przyszły nowy system wsparcia przy pomocy kilku programów. W Polsce na razie znane są dwa: Inicjatywa JEREMIE<em> (Joint European Resources for Micro-to-Medium Enterprises</em> &#8211; <em>Wspólne europejskie zasoby dla małych i średnich przedsiębiorstw</em>) i Inicjatywa JESSICA (Joint European Support for Sustainable Investment in City Areas). Można się spodziewać, że pomoc unijna, która zacznie być dostępna od 2014 roku będzie udzielana właśnie według testowanych dziś scenariuszy.</p>
<p>Pierwszy program, to fundusz (oparty o odnawialny mechanizm), który udziela firmom niskooprocentowanych pożyczek i poręczeń kredytowych. Pieniędzmi z tej puli zarządzają samorządy regionalne (w Polsce – urzędy marszałkowskie). Na razie mogły one wybierać, czy przekazać te środki bezpośrednio pośrednikom finansowym (np. funduszom pożyczkowym i doręczeniowym), czy od razu uruchomić na ich bazie – przy pomocy wyspecjalizowanego menedżera – stały, odnawialny fundusz wspierania małych i średnich przedsiębiorstw. Sześć polskich województw (dolnośląskie, kujawsko-pomorskie, łódzkie, pomorskie, wielkopolskie i zachodniopomorskie)  zdecydowało się na to drugie rozwiązanie i ogłosiło u siebie konkursy na menedżera, który stworzyłby w ich regionie taki fundusz. Prawie wszystkie konkursy (w pięciu województwach) wygrał Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Umowy z władzami regionów na stworzenie funduszy wspierania małych i średnich przedsiębiorstw podpisał w 2009 roku. Potem BGK, zarządzający ramach JEREMIE kwotą 1,6 mld zł, rozpoczął nabór pośredników finansowych, którzy pod jego nadzorem przydzielaliby pożyczki i poręczenia z tych środków.</p>
<p>– To jednak marszałek wskazuje, jaki typ firm ma być wspierany z tych środków i na co firmy mogą przeznaczyć te pieniądze  – mówi Jarosław Kała, dyrektor departamentu instrumentów inżynierii finansowej BGK. – Jeden z marszałków, z którym współpracujemy, zażyczył sobie na przykład, żeby połowa środków z Inicjatywy JEREMIE w jego regionie poszła dla startujących firm, oraz żeby wspierać przede wszystkim mikrofirmy i żeby te pieniądze były przeznaczane tylko na inwestycje, a nie na kapitał obrotowy. My, ogłaszając nabór dla pośredników finansowych, możemy uwzględniać sugestie marszałków.</p>
<p> BGK ma taką możliwość m.in. dzięki temu, że wybrani w drodze naboru pośrednicy finansowi muszą uczestniczyć kapitałowo w udzielanych pożyczkach i poręczeniach. To znaczy na przykład, że jeśli pożyczka dla firmy wynosi 100 tys. zł, to 40 tys. zł z tej sumy musi wyłożyć pośrednik. By pieniądze z JEREMIE trafiły głównie do małych firm, BGK stosuje m.in. taką metodę: w przypadku kredytów do 200 tys. zł, proponuje, że sam wyłoży ze środków JEREMIE 80 proc. sumy (resztę musi wysupłać pośrednik), a w odniesieniu do kredytów powyżej 300 tys. zł tylko połowę kwoty. Generalnie im wyższa kwota kredytu, tym większą jego część musi sfinansować pośrednik, co zachęca go do szukania mniejszych firm, potrzebujących mniejszych pożyczek.</p>
<p>- Założyliśmy, że wsparcie w ramach JEREMIE ma trafiać do tych firm, które mają znikome szanse na uzyskanie kredytu w banku – mówi Jarosław Kała. – A więc do firm małych, do start-upów, przedsiębiorstw niedawno założonych, tych o gorszym standingu finansowym. Dlatego przy udzielaniu pożyczek i poręczeń ze środków JEREMIE liberalniej podchodzi się do kwestii zdolności kredytowej firmy, wymogi nie są tak surowe, jak w przypadku zwykłych bankowych kredytów. Przyjęliśmy założenie, że wartość pojedynczej pożyczki nie powinna przekraczać miliona złotych, bo chcemy, żeby to wsparcie trafiało do firm jak najmniejszych. Większość polskich mikrofirm nie korzysta dziś w ogóle z finansowania zewnętrznego, bo ich właściciele boją się brać kredyty. Jednak brak finansowania zewnętrznego jest przeszkodą w rozwoju tych firm. Chcemy tę sytuację zmienić i stworzyć trwały instrument rozwojowy dla takich przedsiębiorstw.</p>
<p>Pożyczki i poręczenia w ramach JEREMIE są udzielane na preferencyjnych zasadach, korzystniejszych od rynkowych (na ogół na okres do dwóch lat). Dla przykładu uczestniczący w tym programie Fundusz Regionu Wałbrzyskiego ma ofertę pożyczki, której okres spłaty może sięgać 5 lat, a jej oprocentowanie wynosi tylko 3 proc.</p>
<p> Na podobnych zasadach działa program Inicjatywa JESSICA, w którego obsługę w Polsce także zaangażowany jest BGK. Bank powołał Fundusz Rozwoju Obszarów Miejskich (z kapitałem w wysokości 294 mln zł), z którego udziela preferencyjnych pożyczek na projekty rewitalizacyjne, np. na renowację kamienic. O wsparcie z tego funduszu mogą ubiegać się samorządy lokalne, spółki komunalne, wyższe uczelnie i firmy. Preferencyjność tych pożyczek polega na długim okresie spłaty (do 20 lat) oraz na tym, że możliwa jest czteroletnia karencja w spłacie kapitału, a oprocentowanie opiera się na stopie referencyjnej NBP, pomniejszonej o tzw. wskaźnik społeczny (w zależności od wpływu projektu na czynniki społeczne ów wskaźnik przyjmuje wartość od 0 do 2 punktów procentowych).</p>
<p> Bardzo ważna zmiana w stosunku do dziś udzielanej pomocy polega na tym, że projekty przeznaczone do sfinansowania w ramach JESSICA muszą  łączyć element komercyjny, czyli zapewniać rentowność projektu i możliwość wygenerowania nadwyżki finansowej na spłatę pożyczki oraz element społeczny, ważny z punktu widzenia lokalnej społeczności. Np. taki, że realizacja inwestycji poprawi atrakcyjność terenu, na którym jest usytuowana i tym samym podniesie jakość życia mieszkających tam ludzi. Inwestor ubiegający się o pożyczkę jest weryfikowany pod kątem zdolności kredytowej. Owszem, JESSICA ma finansować projekty pozbawione szans na kredyt w banku, ale jednak konieczność jego spłaty jest elementem nie podlegającym dyskusji.</p>
<p>BGK zaczął nabór wniosków o pożyczkę z Funduszu Rozwoju Obszarów Miejskich pod koniec października zeszłego roku. Zainteresowanie nie jest duże. Tak samo jest na razie w przypadku pożyczek i poręczeń udzielanych w Polsce w ramach Inicjatywy JEREMIE. Firmy i samorządy, przyzwyczajone do dotacji, na ogół jeszcze niechętnie odnoszą się do pożyczek czy poręczeń kredytowych udzielanych ze środków unijnych. Mimo, że już dziś powinny zmieniać to nastawienie i przygotowywać się do korzystania z innej formy unijnego wsparcia. Andrzej Porawski, dyrektor Związku Polskich Miast, przekonuje, że samorządy już się przygotowują do nowych warunków.</p>
<p>– Świadczy o tym skala zadłużenia polskich samorządów, z którego duża część, to kredyty – mówi dyrektor Porawski. – Wszędzie na świecie finansuje się inwestycje ze środków zwrotnych, samorządy też to robią.  Nasze miasta coraz częściej korzystają z kredytów przy finansowaniu swych inwestycji. Są wręcz do tego przymuszane przez politykę państwa wobec samorządu terytorialnego, która z jednej strony pogarsza ich sytuację finansową, a z drugiej nakłada na nie ograniczenia dotyczące skali zadłużenia. Przykładem niech będzie zmiana przepisów dotyczących podatku PIT, przez co spadły nam dochody własne i nie mamy możliwości, żeby sobie to zrekompensować. Jeśli ta sytuacja się nie zmieni, po zmianie systemu unijnego wsparcia, po zamienieniu unijnych dotacji na pożyczki i poręczenia, może dojść do zapaści inwestycyjnej w polskich samorządach. Bo przecież żeby mogły one brać pożyczki, muszą mieć realne możliwości ich spłaty.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/02/10/fundusze-unijne-po-2013-r-%e2%80%93-pozyczki-wypra-darmowe-dotacje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Żywność na świecie droga i jeszcze zdrożeje</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/01/18/zywnosc-na-swiecie-droga-i-jeszcze-zdrozeje/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/01/18/zywnosc-na-swiecie-droga-i-jeszcze-zdrozeje/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Jan 2011 11:12:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>k.Ned</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Metablog]]></category>
		<category><![CDATA[inflacja-cenowa]]></category>
		<category><![CDATA[rynek-żywności]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=20231</guid>
		<description><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/t-pompowski.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Metablog" /><br/>Ekonomiści i analitycy rynków żywności przewidują, że jej ceny będą w 2011 r. wzrastać. Powodów jest wiele, prócz wzrostu cen ropy, przede wszystkim polityka subsydiów, słabe zbiory i niedobór kapitału inwestycyjnego dla rolnictwa oraz przemysłu żywnościowego. Raporty OECD i US Department of Agriculture zwracają uwagę na trend spadku podaży i wzrostu popytu. Trend ten może utrzymać się conajmniej do końca roku. A bardziej pesymistycznie nastawieni ekonomiści jak Don Coxe zwiastują nawet nadejście globalnego kryzysu żywności.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/userphoto/t-pompowski.thumbnail.jpg" width="40" height="40" alt="" title="Metablog" /><br/><p>Tak jak przewidywali niektórzy ekonomiści (N.Roubini, D.Coxe, G.Mankiw, K.Rogoff) skutki recesji zaczynają być odczuwalne 1,5 roku po jej <a href="http://www.marketwatch.com/story/nbers-statement-on-recessions-end-2010-09-20" target="_blank">oficjalnym zakończeniu</a>. Ceny hurtowe żywności <a href="http://www.agriculture.com/news/crops/cash-grain-movement-wes_2-ar13891" target="_blank">rosną</a> (ceny producenckie <a href="http://www.reuters.com/article/idUSTRE70A41H20110113?pageNumber=2" target="_blank">wzrosły</a> w grudniu 2010 o 1,1 proc.) a <a href="http://www.foreclosurepulse.com/blogs/mainblog/archive/2010/12/13/more-foreclosures-expected-in-2011.aspx" target="_blank">analitycy</a> ośrodka Realty Trac specjalizującego się w monitoringu sytuacji na rynku nieruchomości banki <a href="http://online.wsj.com/article/SB10001424052748703518604576014011451160994.html?mod=googlenews_wsj" target="_blank">przejmą w tym roku</a> 1 mln domów za długi. Zarówno N.Roubini, D.Coxe jak i K.Rogoff przewidywali wzrost cen żywności.</p>
<p>Do wzrostu cen żywności przyczyniły się m.in. susze i pożary w Rosji (szacuje się, że Rosja utraciła jedną trzecią plonów; a ekspert rynku żywności John Macintosh uważa, że uprawy ozime mogą być w Rosji o połowę niższe niż rok wcześniej) a także obecne powodzie w Australii. Z powodu bardzo złej pogody w Chinach wystąpił niedobór zbóż, kukurydzy i ryżu (ceny żywności rosną systematycznie od początku listopada 2010 r.). Spadła produkcja żywności w Kazachstanie, na Ukrainie, Zachodniej Europie i w Kanadzie. Podobnie w USA zbiory kukurydzy były znacząco mniejsze niż w roku ubiegłym. (tutaj jest <a href="http://www.bloomberg.com/news/2011-01-12/commodities-touch-two-year-high-on-economic-growth-outlook-smaller-crops.html" target="_blank">obszerniejszy</a> materiał).</p>
<p>Daily Capitalist zwraca uwagę na jeszcze jeden problem -subsydiowanie biopaliw zmniejsza produkcję żywności. W 2008 r. zachęty rządowe na rzecz produkcji etanolu spowodowały niedobór kukurydzy i wzrost jej ceny. Te skutki były odczuwalne na rynkach całego świata. Spada produkcja żywności a <a href="http://www.bloomberg.com/news/2010-12-24/rising-food-prices-may-spur-asian-inflation-in-2011-nomura-s-khatri-says.html" target="_blank">rośnie popyt.</a></p>
<p>Przy analizie sytuacji na rynku żywności bardzo często przywoływany jest <a href="http://www.articlesnatch.com/Article/World-Food-Prices-Sharply-Rise-Which-May-Cause-Inflation/1438930" target="_blank">pogląd</a> ( i<a href="http://www.marketskeptics.com/2010/02/food-costs-push-up-asia-inflation.html" target="_blank"> tutaj</a>), że wzrost cen żywności doprowadzi do inflacji. Np. Azjatycki Bank Rozwoju podczas okresu zwiększonego niedoboru żywności w latach 2007-2008 w ubogich krajach opublikował raport, w którym stwierdza:</p>
<blockquote><p><em>Rising food prices contributed to an acceleration of inflation across the Asia and Pacific region during 2007, and in 2008 the further rise in food prices has reached alarming proportions.</em></p></blockquote>
<p>Daily Capitalist <a href="http://dailycapitalist.com/2011/01/12/food-prices-riots-and-starvation/" target="_blank">nie zgadza się</a> z tym poglądem. Jego zdaniem jeśli ceny żywności wzrastają wówczas konsument musi zapłacić za nią więcej. Jednak ceny innych towarów spadają ponieważ spada popyt na nie. Zdaniem Daily Capitalist inflację powoduje dodruk pieniędzy.</p>
<blockquote>
<p style="margin-top: 1em;margin-bottom: 1em;margin-right: 0px;margin-left: 0px;padding: 0px"><em>There are the usual misinformed articles that rising food prices will cause inflation. They confuse inflation with rising prices from supply and demand issues. To set the issue straight, if all food prices go up, folks have to spend more for food, thus leaving them with less money to spend on other things and prices on those other things decline. Thus, unlike price inflation, not all prices go up. Inflation is only caused by printing more money.</em></p>
</blockquote>
<p style="margin-top: 1em;margin-bottom: 1em;margin-right: 0px;margin-left: 0px;padding: 0px">Gdy rynek cierpi na niedobór żywności wówczas najlepiej jest zwiększyć jej cenę i podaż. Jeśli jednak cena zostanie ustawiona, ograniczona wówczas spadnie podaż towaru co będzie skutkować albo niedoborem albo wyższymi cenami. Natomiast jeśli pozwoli się działać mechanizmowi rynkowemu wówczas wzrost cen umożliwi rolnikom zwiększenie produkcji co za tym idzie wzrośnie podaż i spadnie cena.</p>
<p style="margin-top: 1em;margin-bottom: 1em;margin-right: 0px;margin-left: 0px;padding: 0px">Raport OECD &#8220;<a href="http://www.oecd.org/dataoecd/54/42/40847088.pdf">Rising Food Prices</a>&#8221; na temat kryzysu żywnościowego w latach 2007-2008 wyszczególnił dwie przyczyny: spadek produkcji i wzrost popytu. I przewidywał w perspektywie 2017 r. dalszy wzrost cen niektórych rodzajów żywności:</p>
<blockquote><p><em>Two points are clear: first, agricultural commodity markets are notoriously <strong>volatile</strong></em><em>; second, the current price spike is <span style="text-decoration: underline">neither the only</span></em><em> nor even the most significant one to occur in the last forty years.</em></p></blockquote>
<p><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/01/foodpricesrise.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-20235" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/01/foodpricesrise-550x542.jpg" alt="foodpricesrise" width="550" height="542" /></a></p>
<p><a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/01/projectionsfoodpricerise.gif"><img class="aligncenter size-large wp-image-20237" src="http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2011/01/projectionsfoodpricerise-550x413.gif" alt="projectionsfoodpricerise" width="550" height="413" /></a></p>
<p>Uważany za jednego z najlepiej poinformowanych i doświadczonych <a href="http://online.barrons.com/article/SB50001424052970204076004575616732996960188.html" target="_blank">ekspertów</a> Don Coxe zauważa, że świat znajduje się w fazie wstępnej drugiego w ciągu ostatnich 4 lat globalnego kryzysu żywności. I jest on, w pewnym sensie, gorszy niż ten w 2008 r bo: &#8220;nie ma obecnie żadnego bodźca, by zwiększyć dostępność kapitału dla rolnictwa czy na rzecz rozwiązań innowacyjnych mogących zwiększyć produkcję żywności&#8221;.</p>
<blockquote><p><em>“When we have the first serious crop failure, which will happen,” says Coxe, “we will then have a full-blown food crisis” – one far worse than 2008. Coxe has studied the sector for more than 35 years as a strategist for BMO Financial Group. “We’ve got a situation where there has been no incentive to allocate significant new capital to agriculture or to develop new technologies to dramatically expand crop output.”</em></p>
<p><em>“We’ve got complacency,” he sums up. “So for those reasons, I believe the next food crisis – when it comes – will be a bigger shock than $150 oil.”</em></p></blockquote>
<p>Warto zapoznać się też z <a href="http://www.down-the-road.tv/guest.html" target="_blank">poglądem</a> Johna Macintosha, który także przez ponad 30 lat obserwuje rynek żywności.</p>
<p>I z tekstem źródłowym &#8220;World Agriculture Supply and Demands&#8221; z 12 stycznia 2011 r ( <a href="http://www.usda.gov/oce/commodity/wasde/latest.pdf" target="_blank">raportu USDA</a>), który wywołał dyskusję na temat kryzysu żywnościowego.</p>
<p>Analitycy przewidują dalszy wzrost cen żywności, z którego <a href="http://seekingalpha.com/article/246496-how-to-profit-from-agricultural-inflation-in-2011" target="_blank">mogą skorzystać inwestorzy</a>.</p>
<p>Oprac. Tomasz Pompowski</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/01/18/zywnosc-na-swiecie-droga-i-jeszcze-zdrozeje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dług publiczny – czas na nową definicję</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/09/16/dlug-publiczny-%e2%80%93-czas-na-nowa-definicje/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/09/16/dlug-publiczny-%e2%80%93-czas-na-nowa-definicje/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Sep 2010 11:54:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>amaslankowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[dług emerytalny]]></category>
		<category><![CDATA[dług-publiczny]]></category>
		<category><![CDATA[Komisja-Europejska]]></category>
		<category><![CDATA[naliczanie długu publicznego]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[reforma emerytalna]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=18336</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Ostatni raport Komisji Europejskiej pokazuje, że coraz szerzej dyskutuje się nad ujawnieniem długu emerytalnego. Problem polega tylko na tym, jaką przyjąć metodologię, żeby dane były porównywalne. A jeszcze ważniejsze jest to, jak ujawnienie tego długu zinterpretują rynki finansowe – mówi dr Kamilla Marchewka-Bartkowiak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><h4 style="font-size: 1em;">„Obserwator Finansowy”: Dlaczego w ogóle zastanawiać się nad redefinicją pojęcia długu publicznego? Na wtorkowym (14 września) seminarium naukowym w NBP, którego była Pani prelegentem, profesor Andrzej Wernik pytał, po co komplikować to, co jest proste – w końcu każdy wie, że dług publiczny to jest to, od czego płaci się  odsetki. To wygodna, prosta definicja, więc dlaczego ją zmieniać?</h4>
<p><strong>Dr Kamilla Marchewka-Bartkowiak:</strong> Dlatego, że unijna definicja długu ma już prawie 20 lat. Przez ten czas wiele się zmieniło, ujawniły się nowe zjawiska, więc może nadszedł czas, żeby zastanowić się nad efektywnością i adekwatnością dotąd używanych definicji dla oceny i zrozumienia tego, co będzie się dziać w kolejnych dziesięcioleciach. Bo przecież Komisja Europejska podaje dziś, jaka będzie trajektoria długu aż do 2060 roku.</p>
<h4>Na tę trajektorię długu podstawowy wpływ mają wydatki emerytalne.</h4>
<p>Całość zobowiązań emerytalnych państwa. W dyskusji podczas seminarium sygnalizowano problem, jak wycenić zakres tych zobowiązań, skoro mogą się przecież zmieniać stawki, mogą się zmieniać podatki, może się zmieniać inflacja, stopy wzrostu PKB i tak dalej. Problem wyceny jest oczywiście dyskusyjny. Ja to pokazuję obecnie jako stany kont, czyli kwotę dzisiejszych zobowiązań do przyszłych wypłat, które wynikają ze zgromadzonych składek. Bo wiadomo – system emerytalny funkcjonuje na zasadzie repartycyjnej. Ze składek pracujących wypłacane są emerytury bieżące. Powstaje zatem zobowiązanie państwa wobec przyszłych emerytów. Ale z powodów demograficznych w przyszłości płacone składki nie pokryją kwoty koniecznej do wypłaty emerytur. Dlatego koncepcja naszej reformy emerytalnej polegała na tym, żeby gromadzone oszczędności (głównie w OFE) stanowiły realną podstawę pokrycia przyszłych zobowiązań publicznego systemu emerytalnego.</p>
<h4>I to jest ten „dług implicite”, o którym Pani mówi,  przedstawiając propozycję ujawniania go obok tradycyjnego długu explicite, czyli wynikającego z obowiązujących aktów prawnych?</h4>
<p>Dług implicite istniał już wcześniej, tylko że zobowiązania były oddzielone od finansowania z budżetu, bo na bieżąco samofinansowały się ze składek. Natomiast gdy tych składek jest za mało, to budżet musi dopłacać. Dodatkowo w Polsce zgodnie z założeniami reformy emerytalnej refundacja tej części składek, która zamiast do ZUS trafia do OFE, miała być pokryta z przychodów z prywatyzacji. Tymczasem w ostatnich latach przychody z prywatyzacji były niewielkie, a na dodatek większa ich część jest ustawowo przekazywana na rozmaite fundusze celowe – m.in. na Fundusz Rezerwy Demograficznej, na Fundusz Reprywatyzacji. W efekcie większa część zobowiązań publicznych z drugiego filaru jest finansowana długiem, który emitujemy w postaci papierów skarbowych i od których musimy płacić odsetki. A OFE ok. 60 procent składek inwestują w te same obligacje. W tym roku byłoby możliwe finansowanie praktycznie całości refundacji składek do OFE (22 miliardy złotych) z planowanych przychodów z prywatyzacji (25 miliardów). Ale tak nie będzie, przede wszystkim dlatego, że 70 procent uzyskanych z prywatyzacji środków trafi do rozmaitych funduszy celowych, a tylko 30 proc. sfinansuje zobowiązania emerytalne. Więc resztę refundacji znowu będziemy finansować długiem.</p>
<h4>Tak czy owak przychodów z prywatyzacji na długo już nie starczy. Tymczasem według wyliczeń resortu finansów dotacje czy refundacje dla ZUS będą potrzebne jeszcze przez pół wieku. Czy więc nie powinniśmy po prostu odliczać wydatków na system emerytalny od długu publicznego?</h4>
<p>Zapewne, choć istnieje wówczas niebezpieczeństwo, że w ogóle zrezygnujemy z finansowania ich przychodami z prywatyzacji, aby zwiększać finansowanie długiem – bo im więcej będzie tego długu, tym więcej będziemy mogli odjąć. Wyjęliśmy kwestię refundacji z deficytu, aby pokazać, że finansujemy ją w inny sposób – nie z podatków ani z długu, ale z prywatyzacji. Tylko że de facto tak nie robimy. Generalnie więc takie wydzielenie refundacji nie ma sensu i to Eurostat potwierdził, nie wliczając jej do rozchodów, tylko do deficytu. Ale jeśli uznajemy, że redefinicja nie jest tylko po to, żeby coś odjąć od czegoś, ale żeby kontrolować wysokość przyszłych zobowiązań, pokazać mechanizm ich narastania, to róbmy to całościowo. To znaczy odejmijmy od ogólnego poziomu zadłużenia całość – i dotacje dla ZUS, gdyż powiększają deficyt, i refundacje składki do OFE, i wartość nominalną obligacji skarbowych wchodzących już w skład aktywów OFE.</p>
<h4>A czy ta propozycja jest do przyjęcia dla Unii?</h4>
<p>Ostatni raport Komisji Europejskiej pokazuje, że coraz szerzej dyskutuje się sprawę ujawnienia emerytalnego długu implicite jako całości. Problem polega tylko na tym, jaką przyjąć jednolitą metodologię, żeby dane były porównywalne. A jeszcze ważniejsze jest to, jak ujawnienie dodatkowego długu zinterpretują rynki finansowe i czy zrozumieją, jaka jest jego rola. Bo ujawnienie wskaźników to jest jedna rzecz, a druga to pokazanie, jak ten dług emerytalny jest finansowany.</p>
<h4>Czy ktoś już taki dodatkowy dług pokazuje?</h4>
<p>Na przykład w australijskim bilansie składki emerytalne są zapisywane w systemie memoriałowym, w którym w ślad za składkami idą zobowiązania systemu względem przyszłych emerytów. Po stronie pasywów są zobowiązania implicite, po drugiej stronie, czyli stronie aktywów, jest na przykład fundusz stabilizacyjny, na który rząd odkłada część środków. I to wszystko jest pokazane w całości bilansu sektora publicznego. W Stanach Zjednoczonych też robione są podobne budżetowe prezentacje całości obciążeń wiążących się z systemem emerytalnym. W ogóle w krajach pozaeuropejskich dług jest rozkładany na czynniki pierwsze, łącznie właśnie z długiem emerytalnym. Pokazany jest ten wskaźnik w ujęciu brutto oraz netto, co oznacza, że pokazany jest poziom zabezpieczenia po stronie posiadanych aktywów finansowych. Ciekawy pod tym względem jest przykład Japonii, której dług publiczny sięga 240 procent PKB, ale już dług netto jest zaledwie na poziomie najbardziej zadłużonych krajów europejskich. Natomiast faktycznie Europa wciąż boi się pokazać całość bilansu sektora publicznego – wyjątkiem jest tylko Wielka Brytania.</p>
<h4>Podczas seminarium mówiła Pani o koncepcji wprowadzenia obligacji Buchanana, dedykowanych właśnie do celów finansowania długu emerytalnego.</h4>
<p>To jest kwestia skonstruowania dla potrzeb OFE standardowej obligacji 30-letniej albo nawet 50-letniej. Dobrze by było, żeby to były obligacje indeksowane, bo dla OFE wskaźnik zmian cen jest kluczowy. I – co ważne – chodzi o obligacje, które pozostają w portfelach OFE i nie pojawiają się na rynku wtórnym. W przeciwieństwie do tych obligacji, które emitowane są, aby sfinansować refundację i uzależnione są od rynku, od zachodzących na nim wahań i zmian. Natomiast obligacje dedykowane dają możliwość ustabilizowania relacji pomiędzy budżetem a systemem emerytalnym. Obie strony miałyby dzięki temu przewidywalną sytuację. Po jednej stronie obniża się ryzyko reinwestowania, a po drugiej stronie obniża się ryzyko refinansowania. Budżet będzie wiedział, w jakim stopniu zostanie w kolejnych latach obciążony wykupem tych obligacji. Ale dla OFE element ograniczenia ryzyka też jest bardzo ważny. Fundusz ma obecnie obligacje rynkowe, 5-letnie i pytanie jest „za ile je wymieni” za te pięć lat i jakie będą wówczas stopy procentowe. A tu mamy 30-letnią czy 50-letnią obligację i tego ryzyka praktycznie nie ma. Ale takie dedykowane obligacje – chcę podkreślić – traktuję jako uzupełnienie inwestycji OFE w papiery pozaskarbowe.</p>
<h4>A nie ma możliwości przekonania Eurostatu, że fundusze OFE są po prostu funduszami publicznymi oddanymi w zarządzenie firmom prywatnym?</h4>
<p>Poczekajmy, jaka będzie unijna odpowiedź na list dziewięciu ministrów finansów, w tym ministra Rostowskiego, którzy chcą, aby definicja długu publicznego brała pod uwagę koszty związane z reformą emerytalną. Bo jeżeli zostanie zaakceptowana propozycja odjęcia kosztów refundacji składek do OFE, to pojawi się możliwość, aby ponownie negocjować także zaliczenie aktywów funduszy do sektora publicznego, problemem jest jednak to, że zgodnie z zasadami unijnymi rząd musiałby być odpowiedzialny za ustalanie zarówno składek, jak i świadczeń z OFE. 7 września na posiedzeniu Ecofinu miały być podjęte wstępne decyzje, ale do tego nie doszło. Może zostaną podjęte podczas październikowego szczytu UE, w kontekście dyskusji związanej z całym tematem „economic governance”.</p>
<p>Od 2008 roku prowadzonych jest w tej kwestii coraz więcej dyskusji, a od podobnych rozmów zazwyczaj zaczyna się podejmowanie przełomowych decyzji. Widać, że jest presja, żeby coś z tym długiem emerytalnym wreszcie zrobić. Żeby go pokazać, niezależnie od tego, jaką przybrał postać.</p>
<h4>Rozmawiał: Ryszard Holzer</h4>
<address>Dr Kamilla Marchewka-Bartkowiak jest specjalistą ds. finansów publicznych w Biurze Analiz Sejmowych i pracownikiem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Była prelegentem seminarium naukowego poświęconego problemowi redefinicji długu publicznego w UE oraz w Polsce, które odbyło się 14 września w Narodowym Banku Polskim. </address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/09/16/dlug-publiczny-%e2%80%93-czas-na-nowa-definicje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podatki i oszczędności służą ocaleniu OFE</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/09/06/podatki-i-oszczednosci-sluza-ocaleniu-ofe/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/09/06/podatki-i-oszczednosci-sluza-ocaleniu-ofe/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Sep 2010 22:50:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>amaslankowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Pulpit]]></category>
		<category><![CDATA[budżet]]></category>
		<category><![CDATA[deficyt-budżetowy]]></category>
		<category><![CDATA[dług ukryty]]></category>
		<category><![CDATA[dług-publiczny]]></category>
		<category><![CDATA[OFE]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>
		<category><![CDATA[zadłużenie]]></category>
		<category><![CDATA[ZUS]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=17919</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Mało prawdopodobne, aby Unia zgodziła się na zmiany proponowane  przez Polskę - aby przy liczeniu długu  publicznego brać pod uwagę koszty reformy emerytalnej. Wprowadzałoby to  duży zamęt w unijnych statystykach i byłoby postrzegane jako  faworyzowanie części krajów kosztem innych - mówi profesor Leokadia  Oręziak z SGH.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p><strong>„Obserwator Finansowy”: Ministrowie finansów dziewięciu państw unijnych zwrócili się parę tygodni temu do Unii Europejskiej z postulatem, aby koszty przeprowadzonych w ich krajach reform emerytalnych mogły być brane pod uwagę przy wyliczaniu poziomu długu publicznego. Co się z tym dalej będzie działo?</strong></p>
<p><strong>Prof. Leokadia Oręziak</strong>: Na razie brak jakichkolwiek informacji w tej sprawie. Z pewnością jest ona rozważana w politycznych kuluarach i zapewne będzie częścią dyskusji na temat zmian zarządzania ekonomicznego w UE. Chodzi o wypracowanie narzędzi powstrzymujących kraje członkowskie Unii, a przede wszystkim kraje strefy euro, przed nadmiernym zadłużaniem się i nadmiernym deficytem budżetowym. Jak wiadomo, są tu różne koncepcje, m.in. takie, aby Komisja Europejska opiniowała projekty budżetów krajowych, a także aby w unijnych decyzjach ograniczać prawo głosu krajów, które nie trzymają na wodzy finansów publicznych.</p>
<p>W każdym razie ja oceniam możliwość wprowadzenia zmian postulowanych przez autorów tego listu jako mało prawdopodobną. Wprowadzałoby to bowiem duży zamęt w unijnych statystykach. Nie może być tak, że w stosunku do jednej trzeciej krajów unijnych stosowane byłyby jedne zasady, a w stosunku do pozostałych dwóch trzecich inne. A jakakolwiek próba doprowadzenia do porównywalności statystyk byłaby niesłychanie trudna. Jaki dług z przyszłości miałyby wyciągnąć te kraje, które nie przeprowadziły takich zmian jak my?</p>
<p>Na dodatek byłoby to postrzegane jako faworyzowanie tych krajów, które wprowadziły podobne do naszej reformy systemu emerytalnego. Natomiast szkodziłoby tym, którzy wprowadzili inne reformy &#8211; moim zdaniem bardziej skuteczne, choć także bardziej bolesne – które pomagają, przede wszystkim dzięki podwyższeniu wieku emerytalnego, jakoś uporać się z demograficznymi przyczynami problemu. Już widać, że Niemcy niechętnie postrzegają tę propozycję, bo z ich punktu widzenia byłaby czymś w rodzaju nieuczciwej konkurencji. Francja podobnie. Nie sądzę, żeby bez ich zgody definicja długu mogła zostać zmieniona.</p>
<p><strong>Czy nie sądzi Pani, że możliwe jest wypracowanie formuły, która byłaby do przyjęcia dla obu stron – i tej, która wprowadziła filar kapitałowy i tej, która skupiła się na podwyższaniu wieku emerytalnego i liczby pracujących, aby zwiększyć liczbę osób płacących składki?</strong></p>
<p>Wypracowanie wspólnego rozwiązania wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne, bo musiałoby oznaczać wyciąganie na światło dzienne  przynajmniej części długów ukrytych, a do tego nikt się nie pali. Bo gdyby nawet jakimś cudem udało się to osiągnąć wewnątrz Unii, to jeszcze trzeba brać pod uwagę, że żaden kraj zewnętrzny czegoś takiego nie robi, więc Unia na tym tle wyglądałby co najmniej dziwnie. Rynki finansowe zapewne nie byłyby w stanie tego zrozumieć. To niech może najpierw Stany Zjednoczone wyciągną na jaw swoje rozmaite przyszłe zobowiązania!</p>
<p>Dlatego przyjęcie tej propozycji wydaje mi się mało prawdopodobne i sądzę raczej, że te kraje, które wprowadziły tak nierozsądne jak my reformy emerytalne, które niczego nie poprawiają, a tylko generują ogromny dług publiczny i koszty jego obsługi, będą sobie musiały w końcu uświadomić, że to jest droga donikąd.</p>
<p>Oczywiście gdyby jednak do jakiejś korzystnej dla  nas formy zmiany liczenia długu doszło, to dałoby nam trochę oddechu, ale ani na milimetr nie poprawiło sytuacji demograficznej. A w ostatecznym rozrachunku to właśnie ona zdecyduje o wysokości przyszłych emerytur.</p>
<p>A jeśli już myśleć poważnie o eksponowaniu tego długu ukrytego, czy niejawnego, to należy zadać pytanie, dlaczego właściwie miałyby być ujawniane tylko te zobowiązania, które państwo będzie musiało ponosić za dziesiątki lat, gdy dziś płacący składki będą przechodzić na emerytury?</p>
<p><strong>A jakie jeszcze inne zobowiązania można zaliczyć do długu ukrytego?</strong></p>
<p>Czemu na przykład nie ujawniać zobowiązań, jakie państwo będzie ponosiło w przyszłości z tytułu ochrony zdrowia? Dlaczego nie ujawniać wydatków, jakie będzie musiało ponosić z tytułu obowiązku finansowania policji i wojska?</p>
<p><strong>To chyba demagogia, Pani Profesor. Wiadomo przecież, że sam sens reformy emerytalnej polega na tym, aby zamienić księgowość kasową księgowością memoriałową, czyli taką która tworzy wyraźne zobowiązania na przyszłość. Żadne dzisiejsze składki nie obligują państwa, aby za 20 lat płaciło na utrzymanie policji. A w zamian za moje dzisiejsze składki państwo zobowiązuje się wypłacać mi emeryturę. </strong></p>
<p>Te zobowiązania w stosunku do emerytów to są takie same zobowiązania jak każde inne finansowane ze środków publicznych. W systemie pay-as-you-go pieniądze z bieżących podatków i ze składek są tak samo zbierane i tak samo są wydawane na finansowanie wszelkich potrzeb publicznych. Ja uważam, że cała ta idea ujawnienia długu publicznego była jedynie pretekstem, aby wprowadzić system OFE. I to co się teraz proponuje, to właśnie potwierdza. Proszę przypomnieć sobie argumenty, że tak długo jak przyszłe zobowiązania państwa nie będą  ujawniane, politycy będą mogli tym manipulować. A więc – mówiono – ujawnijmy ten ukryty dług publiczny dzięki przeniesieniu części składki do prywatnych funduszy emerytalnych.</p>
<p>Tymczasem gdyby teraz nastąpiłaby zmiana postulowana przez autorów tego listu, oznaczałoby to, że zamierzamy z powrotem ten dług ukryć. I &#8211; co gorsza  - wprawdzie już by go nie było w danych pokazujących poziom długu jawnego, ale bynajmniej nie wrócilibyśmy do stanu poprzedniego, tego sprzed wprowadzenia reformy! Oto wprawdzie nie ujawniałoby się długu, tym niemniej cały system funkcjonowałby poniekąd „w podziemiu”, zaś towarzystwa emerytalne nadal brałyby pieniądze z opłat od składek emerytalnych i miały z tego poważne dochody. A więc jeśli dług miałby znów być ukryty, to po co to wszystko?</p>
<p>A podstawowe pytanie dotyczy tych obligacji, które zostały już faktycznie wyemitowane i znajdują się w portfelach OFE. Co z nimi? Kwestię przyszłości można by może rozważyć, ale co z tymi obligacjami, które już istnieją? I co z kosztami obsługi tych obligacji? To jest co roku około 13 miliardów złotych. Czy nazwanie inaczej tego długu spowoduje, że tych kosztów nie będzie?</p>
<p><strong>Ja myślę, że nie o to chodzi, aby ukrywać ten dług, ale żeby go inaczej liczyć. W każdym razie jeśli chodzi o przyszłość polskiego systemu emerytalnego, to już jest chyba zdecydowane. Premier wyrzucił do kosza propozycje zmniejszenia składki wpływającej do OFE. </strong></p>
<p>Ja myślę, że zabrakło porządnej debaty na ten temat &#8211; także w łonie rządu.</p>
<p>Może to jest zdecydowane na obecną chwilę, ale obawiam się, że nasi rządzący podjęli tę decyzję z cichą nadzieją, że jednak uda się zmienić definicję długu publicznego. A co jeśli się nie uda?</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Uważa Pani, że ta sprawa wróci?</strong></p>
<p>Uważam, że ta próba zmiany definicji to tylko gra na zwłokę, która nie może się powieść. A gdyby się nawet powiodła, to byłoby to fatalne dla tych krajów, które o to wystąpiły, bo spowodowałoby niesłychany zamęt, jeśli chodzi o ocenę ich sytuacji fiskalnej. Byłyby postrzegane przez rynki finansowe jako forma kreatywnej księgowości. Aha &#8211; a więc te kraje mają ukryte jakieś zobowiązania! Lepiej takich pretekstów do nieufności nie tworzyć, bo to się tylko może odbić na wiarygodności. Może krótkookresowo w czymś nawet pomoże, ale długookresowo niczemu dobremu nie sprzyja.</p>
<p><strong>A jeśli definicja nie zostanie ostatecznie zmieniona, to co to w praktyce będzie oznaczało?</strong></p>
<p>Wtedy trzeba będzie podjąć szybkie awaryjne działania, całkowicie zawieszając wpłaty do funduszy emerytalnych, przynajmniej na okres dwóch lat, a najlepiej jeszcze dłużej. Tak jak to zrobiła Estonia. My jeszcze nie jesteśmy w tak krytycznej sytuacji, w jakiej byli Estończycy, ale też nie tak bardzo nam do tego daleko. I kiedy już nie będziemy mogli dalej podnosić podatków, to trzeba będzie to zrobić także u nas. Mam poczucie, że znaleźliśmy się pułapce, w której podnosimy podatki, mocno redukujemy wydatki budżetowe, a to wszystko po to, aby ocalić system OFE, który przynosi korzyści wyłącznie instytucjom finansowym nim zarządzającym. Czy naprawdę warto ponosić takie poświęcenia i ryzykować utratą wiarygodności kredytowej kraju w wyniku nadmiernego zadłużenia?</p>
<p><strong>Rozmawiał: Ryszard Holzer</strong></p>
<p><em>Prof. Leokadia Oręziak wykłada w Szkole Głównej Handlowej oraz  Wyższej Szkole Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego. Jest autorką  licznych publikacji na temat polityki pieniężnej Unii Europejskiej,  m.in. książek „Euro – nowy pieniądz” i „Finanse Unii Europejskiej”.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/09/06/podatki-i-oszczednosci-sluza-ocaleniu-ofe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Emocje rządzą nie tylko giełdą, ale też kursami walut</title>
		<link>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/31/kursy-walut-tez-sa-ksztaltowane-przez-nastroje-i-emocje/</link>
		<comments>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/31/kursy-walut-tez-sa-ksztaltowane-przez-nastroje-i-emocje/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Aug 2010 14:50:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>b.tomaszkiewicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Debata ekonomiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Makroekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Rynki finansowe]]></category>
		<category><![CDATA[dolar]]></category>
		<category><![CDATA[euro]]></category>
		<category><![CDATA[frank-szwajcarski]]></category>
		<category><![CDATA[jen]]></category>
		<category><![CDATA[kursy-walut]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.obserwatorfinansowy.pl/?p=17826</guid>
		<description><![CDATA[<br/>Ponieważ rządy i banki centralne nie mają praktycznie żadnego instrumentu wpływania na kursy walut - poza możliwą interwencją rynkową, która jest jednak bronią ostateczną i stosowaną rzadko - pogłoski o możliwej „wojnie walutowej” na osłabienie kursu własnej waluty, celem wzmocnienia konkurencyjności eksportu, wydają się zupełnie nierealne. Rozchwianie kursów uspokoiłby nowy ład, stabilizujący waluty.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br/><p>W ciągu dwóch lat – od końca sierpnia 2008 r. do końca sierpnia 2010 r. –  euro straciło wobec dolara ponad 13 proc. wartości, z czego ponad 12 proc. od początku tego roku. 6 czerwca euro osiągnęło swoje wieloletnie minimum. Jeden dolar wart był tego dnia 1,1926 euro. Potem przez dwa miesiące euro się umacniało, zyskując – do początków sierpnia – prawie 11 proc. w stosunku do dolara. Ale od kilku tygodni wahadło zmian poszło w drugą stronę. Euro ponownie traci w stosunku do dolara, który pozostaje wciąż najważniejszą walutą na świecie.</p>
<p>Zyskuje japoński jen. Jego kurs wobec dolara umocnił się w tym roku o 9 proc., a wobec waluty europejskiej o ponad 22 proc. Umacnia się też szwajcarski frank, waluta reprezentująca małą gospodarkę, ale lubiana przez inwestorów. W czerwcu dolar wart był prawie 1,17 franka, pod koniec sierpnia 1,022. Jeszcze silniej frank umacnia się wobec euro – waluty, która w tym roku jest w gronie loosers.</p>
<p>Lepiej od euro radzi sobie nawet brytyjski funt, który w poprzednich latach należał do walut najsłabszych. Od 2000 do 2009 roku funt stracił wobec euro ponad 40 proc. Ale od początku 2010 do końca sierpnia zyskał 8 proc.</p>
<p>W krótkich okresach wahania kursów są jeszcze większe, a ich przyczyny można wytłumaczyć ex post, lecz są trudne do przewidzenia.</p>
<p><strong>Różne kraje, reakcje podobne</strong></p>
<p>Reakcje rządów i banków centralnych na kryzys finansowy, który swoje apogeum osiągnął jesienią 2008 r., zwiększyły niepewność na rynkach walutowych. Wszystkie banki zwiększyły podaż pieniądza i zaczęły stosować niekonwencjonalne operacje dla zapewnienia bankom komercyjnym płynności, zwane ogólnie <em>quantitative-easing policy. </em></p>
<p>Stopy procentowe banków centralnych zostały obniżone niemal do zera i dopóki nie nastąpi ożywienie gospodarcze na tym poziomie pozostaną. Banki centralne pozbyły się w ten sposób nawet słabych instrumentów, pozwalających wpływać na poziom kursu walutowego. Takim instrumentem są na przykład stopy procentowe, których wzrost powoduje zwykle (choć nie zawsze) aprecjację, a spadek przyczynia się do osłabienia kursu. Ale gdy stopy największych banków są na poziomie niższym niż 1 proc. (z wyjątkiem Kanady) i były ostatni raz zmieniane przed ponad rokiem, trudno mówić o ich wpływie na kursy walutowe.</p>
<p><strong>Stopy procentowe banków centralnych</strong></p>
<table style="width: 539px;" border="1" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tbody>
<tr>
<td>
<table border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tbody>
<tr>
<td valign="top"><strong>Bank centralny </strong></td>
<td valign="top"><strong>Ostatnia zmiana </strong></td>
<td valign="top"><strong>Stopa procentowa </strong></td>
<td valign="top"></td>
</tr>
<tr>
<td valign="top">Bank of Canada</td>
<td valign="top">20 VII 2010</td>
<td valign="top">0,75%</td>
<td valign="top"></td>
</tr>
<tr>
<td valign="top">Bank of England</td>
<td valign="top">05 III 2009</td>
<td valign="top">0,5%</td>
<td valign="top"></td>
</tr>
<tr>
<td valign="top">Europejski Bank Centralny</td>
<td valign="top">07 V 2009</td>
<td valign="top">1,0%</td>
<td valign="top"></td>
</tr>
<tr>
<td valign="top">Federal Reserve</td>
<td valign="top">16 XII 2008</td>
<td valign="top">0,25%</td>
<td valign="top"></td>
</tr>
<tr>
<td valign="top">Swiss National Bank</td>
<td valign="top">12 III 2009</td>
<td valign="top">0,25%</td>
<td valign="top"></td>
</tr>
<tr>
<td valign="top">Bank of Japan</td>
<td valign="top">19 XII 2008</td>
<td valign="top">0,1%</td>
<td valign="top"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>Siła waluty, a zwłaszcza jej trend, zależą zwykle od siły i stabilności gospodarki. Ale dziś wszystkie duże gospodarki krajów rozwiniętych mają podobne problemy. Są na etapie wychodzenia z recesji dzięki zastosowaniu pakietów stymulacyjnych oraz <em>quantitative-easing policy</em>, lecz nie wiadomo, czy wzrost zadłużenia, będący efektem tej polityki, nie zadusi ożywienia. Wszystkie gospodarki zanotowały w I półroczu 2010 r. wzrost, lecz wszędzie istnieje obawa nadejścia nowej fali recesji. Najwyższy wzrost w II kwartale, spośród dużych gospodarek rozwiniętych, miały Niemcy – o 2,2 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy dane Stanów Zjednoczonych zostały skorygowane w dół. Wzrost tam wyniósł tylko 1,6 proc., zamiast wcześniejszych szacunków mówiących o 2,4 proc.</p>
<p>Jeśli kolejne miesiące potwierdzą, że gospodarka amerykańska ma problemy z wyrwaniem się z recesji, osłabi to dolara. Ale pierwsze reakcje na informacje o korekcie w dół (pojawiła się 25 sierpnia) były zaskakujące. Dolar w ostatnich dniach sierpnia umacniał się wobec euro i koszyka walut. To nie ma nic wspólnego z makroekonomią, a wynika wyłącznie z psychologii.</p>
<p><strong>Inwestorzy rozumują inaczej</strong></p>
<p>Niektórzy inwestorzy rozumują w sposób następujący: złe wyniki gospodarki amerykańskiej zwiększają prawdopodobieństwo nadejścia nowej fali światowej recesji lub podjęcia przez rządy kolejnej akcji stymulującej gospodarkę. To jeszcze bardziej zdestabilizuje finanse publiczne i zniechęci do inwestowania w kraje nie budzące zaufania. Stany Zjednoczone pozostają i w najbliższych latach pozostaną bezpiecznym schronieniem dla inwestorów (niezależnie od stanu ich gospodarki). Dlatego złe informacje, nawet jeśli ich źródłem są Stany Zjednoczone, zachęcają kapitał do USA. Brzmi to przewrotnie, ale inwestorzy nie mają dziś wielkiego wyboru. Wszystkie gospodarki rozwinięte mają problemy i pozostaje tylko pytanie – które są większe.</p>
<p>Również Japonia i Szwajcaria są uważane za bezpieczne schronienia i dlatego trwa trend aprecjacji ich walut. Japonia jest najbardziej zadłużonym krajem na świecie, lecz wierzycielami państwa są przede wszystkim sami Japończycy. To sprawia, że dług japoński, sięgający 200 proc. PKB, nie budzi większych obaw inwestorów, a rentowność rządowych obligacji japońskich jest najniższa na świecie. Natomiast problemy z finansowaniem długu Grecji, a w mniejszym stopniu także Portugalii i Hiszpanii, i ostatnio obniżenie ratingu długu Irlandii,  zniechęca do lokowania kapitału w euro. Inwestorzy muszą liczyć się z ryzykiem politycznym – niepodjęcia przez rządy europejskie wystarczająco radykalnych reform fiskalnych i przerzucania odpowiedzialności na inne państwa.</p>
<p>To ryzyko jest mniejsze w przypadku krajów mających własną walutę. Nawet jeśli dług Japonii jest wyraźnie większy niż krajów strefy euro (w stosunku do PKB), inwestorzy wierzą, że rząd Japonii jest w stanie nad nim zapanować, nawet za cenę drastycznego pogorszenia poziomu życia Japończyków. W przypadku Europy sytuacja jest trudniejsza, gdyż na cięcia budżetowe i wzrost podatków muszą się zgodzić rządy kilku krajów. Oczywiście założenia odnoszące się do poziomu ryzyka związanego z obsługą długu publicznego mogą okazać się zawodne. Gdyby rząd japoński musiał za obsługę długu płacić nie 1,5-1,6 proc. od pożyczonych pieniędzy, lecz 4-5 proc. znalazłby się w poważnych kłopotach. Inwestorzy zakładają jednak czarne scenariusze raczej w Europie niż w Japonii, więc jen cały czas się umacnia.</p>
<p>Ponieważ rządy i banki centralne nie mają praktycznie żadnego instrumentu wpływania na kursy walut (poza możliwą interwencją rynkową, która jest jednak bronią ostateczną i stosowaną rzadko) pogłoski o możliwej „wojnie walutowej” na osłabienie kursu własnej waluty, celem wzmocnienia konkurencyjności eksportu, wydają się zupełnie nierealne. Zresztą, osłabianie waluty ma zawsze dla gospodarki skutki pozytywne i negatywne.</p>
<p>Dla dużych firm produkcyjnych, takich jak EADS (producent Airbusów ) osłabienie waluty europejskiej jest dobrą wiadomością. Ale dla inwestorów lokujących w instrumenty przywiązane do euro znacznie gorszą. W dodatku dalsze osłabianie euro zwiększałoby ryzyko inflacji, co mogłoby zmusić EBC do podniesienia stóp procentowych, zanim nadejdzie prawdziwe ożywienie. Dlatego europejscy politycy i bankierzy przyglądają się uważnie osłabieniu euro. W czerwcu i lipcu, gdy kurs waluty europejskiej sięgał wieloletnich minimów, nie wykluczano podjęcia interwencji rynkowej, to znaczy zakupu przez banki centralne euro w celu podniesienia jego kursu.</p>
<p><strong>Interwencje, czy to działa?</strong></p>
<p>Ten temat co jakiś czas pojawia się w mediach i w wypowiedziach polityków. Czy możliwa jest  interwencja na rynkach walutowych, która doprowadziłaby do ukształtowania się bardziej racjonalnych kursów wymiany?</p>
<p>To nie takie proste. Po pierwsze &#8211; nikt nie potrafi określić, co oznacza kurs racjonalny. Czy jest bardziej racjonalne, by za euro płacono 1,6 dolara czy 1,2 dolara?</p>
<p>Po drugie, interwencja i jej cel, to znaczy zmiana kursu jednej waluty wobec drugiej o określony procent, musiałaby być uzgodniona przez kilka rządów. W ostatnich dekadach interwencje takie były rzadkie. Do bardziej znanych należą:</p>
<p>- Porozumienie z września 1985 roku (przeszło do historii jako Plaza Accord), uzgodnione między USA, Wielką Brytanią, Niemcami, Francją i Japonią, dotyczące obniżenia kursu dolara. Interwencja była udana, aż za bardzo. Dolar stracił około 40 proc. swej wartości i dwa lata później konieczna była kolejna interwencja.</p>
<p>- Porozumienie z Luwru (Louvre Accord) z 1987 roku miało na celu powstrzymanie dalszego spadku kursu dolara. Powiodło się średnio. Aż do 1992 roku dolar okresowo tracił i zyskiwał na wartości.</p>
<p>- W 1993 roku Japonia i Stany Zjednoczone uzgodniły wspólną akcję mającą na celu wzmocnienie dolara. Rzeczywiście, z poziomu około 100 jenów za dolara kurs wzmocnił  się do 140. Po czym, pod koniec lat 90. wrócił  do stanu sprzed interwencji.</p>
<p>- Porozumienie grupy G-7 z września 1999 roku, mające na celu wzmocnienie euro wobec dolara. Zakończyło się sukcesem, przy czym nie wiadomo, czy na skutek operacji banków centralnych, czy coraz większych problemów z utrzymaniem stabilności gospodarki amerykańskiej, która w okresie rządów Busha juniora zaczęła notować coraz wyższe bliźniacze deficyty (budżetowy i na rachunku bieżącym).</p>
<p>W gruncie rzeczy rynkom walutowym potrzebna jest nie kolejna interwencja, ale nowy ład, który ustabilizowałby waluty, zapobiegł nagłym wahaniom, wynikającym z racjonalnych lub nieracjonalnych oczekiwań inwestorów.</p>
<p>Warto pamiętać, że ład walutowy, zaprojektowany po II wojnie światowej, popularnie zwany systemem z Bretton Woods, był narzucony przez jedno mocarstwo – Stany Zjednoczone – które gwarantowały stabilność kursów oraz wyrównywanie deficytów przepływami złota. Ład przetrwał niespełna 30 lat. Tworzenie nowego ładu trudno sobie wyobrazić bez współpracy Chin, posiadających największe na świecie rezerwy walutowe, a także kilku innych krajów, dotychczas pomijanych w międzynarodowej grze.</p>
<p>Dobrą płaszczyzną dyskusji o nowym systemie walutowym jest grupa G-20, skupiająca nie tylko tradycyjne mocarstwa gospodarcze i polityczne, ale też nowe gospodarki, mające ogromne rezerwy walutowe.</p>
<p>Można wyobrazić sobie dwa rozwiązania. Bardziej radykalne &#8211; oparcie kursów głównych walut świata na parytecie złota lub raczej na jakiejś wirtualnej wartości (SDR-ach lub zupełnie nowej walucie międzynarodowej) i powiązanie z nimi „walut drugorzędnych”. Powrót MFW do roli światowego gwaranta stabilności kursów, co rzecz jasna wymagałoby zgromadzenia znacznego funduszu gwarancyjnego.</p>
<p>Mniej radykalne: stworzenie forum dla stałych konsultacji walutowych. Szefowie banków centralnych (lub stali przedstawiciele) Fed, EBC, Banku Anglii, Banku Japonii, Ludowego Banku Chin, Banku Indii i Banku Szwajcarii na cyklicznych spotkaniach uzgadnialiby kursy referencyjne, gwarantując, że nadmierne odchylenie od nich walut spowoduje interwencję na rynkach. Jednocześnie członkowie forum zobowiązywaliby się do utrzymywania w miarę zrównoważonych rachunków bilansu płatniczego. Nie chodzi rzecz jasna o zamknięcie rachunków bieżących na zero, lecz o uniknięcie sytuacji z ostatnich lat, gdy Stany Zjednoczone miały nieustanny deficyt, finansowany przez Chiny i Japonię.</p>
<p>Czy tego typu pomysły są realne? Dziś oczywiście nie. Ale koszty wahań kursów walutowych i powtarzające się kryzysy finansowe mogą zmusić świat do poszukiwania nowych rozwiązań.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/08/31/kursy-walut-tez-sa-ksztaltowane-przez-nastroje-i-emocje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

