Banki tracą odporność na szoki

10.03.2016
Największe europejskie banki przejdą w tym roku kolejne stress testy, a ich wyniki poznamy na początku trzeciego kwartału. Scenariusz niekorzystny zakłada recesję w Europie w tym i przyszłym roku. W Polsce badaniami objęty będzie na pewno PKO BP. W założonym niekorzystnym scenariuszu w Polsce nastąpiłaby lekka recesja, a uwagę zwraca wysokie ryzyko długu rządowego.

Infografika Zbigniew Makowski


Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) ogłosił pod koniec lutego metodologię stress testów, którym poddane mają być 53 największe instytucje kredytowe Unii, w tym z Polski bank PKO BP. Nie wiadomo jeszcze, czy tak jak w przypadku stress testów w 2014 roku Komisja Nadzoru Finansowego zdecyduje się na włączenie do badań większej liczby naszych banków. Dwa lata temu KNF objęła badaniem 15 banków mających łącznie 72 proc. aktywów całego sektora.

Przypomnijmy, że stress testy w 2014 roku przeprowadzone zostały w ramach kompleksowej oceny sumy bilansowej europejskich banków, które od listopada 2014 r. obejmował nadzorem Europejski Bank Centralny. Był to też jakby bilans otwarcia Single Supervisory Mechanizm i wstęp do działań nadzorczych. Stress testy pokazały wówczas niedobory kapitałów w 25 bankach ze 130, jakie obejmował europejski nadzór.

Ponieważ część banków uzupełniła kapitały, w sumie braki wyniosły 9,44 mld euro, głównie w bankach greckich (które przed końcem 2015 roku zostały już dokapitalizowane), cypryjskich, a największe jednostkowe we włoskich Banca Monte dei Paschi di Siena i w Banca Carige. W 2014 roku banki, żeby „zaliczyć” stress testy w warunkach scenariusza bazowego miały mieć kapitał Tier 1 w wysokości co najmniej 8 proc., a w warunkach niekorzystnych – 5,5 proc.

Po co znowu stresować banki

Zasadnicza różnica w porównaniu z poprzednimi stress testami jest duża. Nie będzie tym razem żadnych wyznaczonych z góry progów kapitałowych, które banki muszą „przejść”, żeby w ten sposób zademonstrować swoją odporność. Nie dowiemy się zatem, kto stress testów nie zaliczył, a kto „zmieścił się” ponad wyznaczonym progiem.

EBA pisze, że stress testy dzięki jednolitym zasadom metodologicznym mają dać możliwość porównania i oceny odporności europejskiego systemu bankowego na szoki gospodarcze. Wymogi kapitałowe będą przedstawiane bankom później, po kolejnej rundzie Przeglądu i Oceny Nadzorczej (SREP) dokonywanej przez SSM. Oznacza ta, że tegoroczne stress testy mają przynieść więcej informacji „miękkich”, jakościowych, a nie prosty matematyczny rachunek – wyszło, że twój współczynnik kapitałowy w warunkach niekorzystnych wynosi „x”, czyli jest poniżej progu, wobec czego masz uzupełnić kapitał o tyle a tyle miliardów euro.

W tym kierunku zmierza ogłoszona przez EBA metodologia. Obok oceny ryzyka kredytowego ponoszonego przez banki będzie zwracana uwagą na ryzyko związane z sekurytyzacją. Prócz ryzyka rynkowego stress testy mają pokazać odporność banków na zawirowania związane z portfelami rządowych obligacji (co zresztą już wcześniej było przedmiotem badań), ale także wykazać ryzyko dostępu do finansowania.

Zadane warunki skrajne mają pokazać, jakie spowodowałyby skutki dla ryzyka operacyjnego ponoszonego przez banki, ale również to, jakie jest indywidualne ryzyko każdego banku związane nie tylko z ekspozycjami, ale także stratami spowodowanymi „złym prowadzeniem się”, a więc jakością zarządzania, kulturą korporacyjną, niestosowaniem się do prawa, rzetelnością produktów, relacji biznesowych, relacji z klientem oraz stratami wynikającymi z wewnętrznych fraudów.

Wszystko to jest zbieżne z zainaugurowaną już w ubiegłym roku metodologią działania nadzoru SSM. W procesie przeglądu i oceny nadzorczej SREP zwraca on uwagę nie tylko na ryzyko kredytowe, adekwatność kapitałową i zachowanie płynności, lecz również na biznesowe modele banków oraz jakość zarządzania i jakość dostarczanych nadzorowi danych. Podobnie zamierza postępować również w tym roku.

SSM zapowiadał też, że jeśli chodzi o adekwatność kapitałową, to będzie dawał bankom indywidualne zalecenia, gdyż jest ona pochodną wielu obszarów ryzyka, jakie podejmuje bank, i ich wzajemnego oddziaływania, a nie tylko tych kategorii ryzyka, które dotąd można było jednoznacznie wymierzyć.

Nieco mniejszy eurogedon

W tegorocznych stress testach będą brane pod uwagę dwa scenariusze. Po pierwsze, scenariusz bazowy, którego założenia zdefiniowane zostały na podstawie listopadowej prognozy Komisji Europejskiej o wydłużonym jeszcze na 2018 rok horyzoncie. Przewiduje on stopniowe przyspieszenie wzrostu gospodarczego w strefie euro i w Unii, wzrost zatrudnienia oraz wyjście z deflacji już w 2016 roku, a w horyzoncie 2018 roku wzrost cen w strefie euro do 1,9 proc., czyli już blisko celu EBC.

Drugi scenariusz, niekorzystny, którego założeń dostarczyła Europejska Rada Ryzyka Systemowego (ESRB), wynika z już obserwowanych zagrożeń. Przy wszystkich zastrzeżeniach, że to tylko hipoteza, nawet najbardziej upartym optymistom trudno odmówić mu znacznego prawdopodobieństwa. Z jakiego bilansu ryzyka on wynika?

W scenariuszu wzięto pod uwagę cztery rodzaje ryzyka systemowego, oceniane obecnie przez ESRB jako największe zagrożenia dla unijnego sektora bankowego. Są nimi:

– nagłe odwrócenie globalnej wyceny premii za ryzyko w połączeniu z niską płynnością na rynku wtórnym,

– słabe perspektywy rentowności banków i ubezpieczycieli w środowisku niskiego wzrostu i przy niepełnym dostosowaniu do otoczenia ich bilansów,

– wzrost obaw o zadłużenie w sektorze publicznym i w prywatnym sektorze niefinansowym,

– potencjalna wyprzedaż aktywów w szybko rosnącym sektorze bankowości cienia. Zostałaby wzmocniona przez ryzyko płynności.

Przyjrzyjmy się pierwszemu ryzyku, gdyż ESRB sygnalizuje, iż jest ono najbardziej istotne, a trzy pozostałe byłyby jego pochodną, gdyby to pierwsze się zmaterializowało. Polega ono na tym, że inwestorzy z rynków rozwiniętych, przede wszystkim z USA, zmieniają preferencje i z coraz większą niechęcią podchodzą do posiadania długoterminowych papierów dłużnych. Następuje realokacja portfeli ku instrumentom krótkoterminowym. Powoduje to wzrost amerykańskiej długoterminowej stopy wolnej od ryzyka, a tym samym wzrost oczekiwanej premii za ryzyko we wszystkich klasach aktywów. Rynki wpadają w spiralę wzrostu i oczekiwań wzrostu premii za ryzyko z powodu ograniczonej płynności.

Przedłużający się okres globalnej niepewności na rynkach prowadzi do dalszej utraty zaufania, a to z kolei do zmniejszenia popytu na papiery dłużne, szczególnie na rynkach wschodzących, podsycane jeszcze obawami o stabilność w poszczególnych krajach.

Gdyby taki scenariusz zrealizował się w Unii, doprowadziłby to do osłabienia popytu wewnętrznego, spadku cen nieruchomości, wzrostu spreadów kredytowych w przypadku długo rządowego oraz wyprzedaży aktywów przez sektor bankowości cienia. Pogłębiłoby to jeszcze przecenę aktywów finansowych.

Połączenie tych wszystkich zjawisk spowodowałoby, że skumulowany unijny PKB byłby mniejszy od zakładanego w scenariuszu bazowym w 2016 roku o 3,1 proc., w 2017 – o 6,3 proc., a w 2018 roku – o 7,1 proc. PKB w gospodarkach rozwiniętych, w tym w Japonii i USA, byłby od 2,5 do 4,6 proc. niższy niż w scenariuszu bazowym.

Infografika Zbigniew Makowski

Najtrudniej byłoby gospodarkom wschodzącym

Najsilniej dotknięte problemami z finansowaniem i odpływem kapitału (co przełożyłoby się na osłabienie wzrostu) byłyby gospodarki wschodzące. Szczególnie dotknięta byłaby Brazylia, Rosja i Turcja, gdzie PKB byłby niższy w 2018 roku o 5,8 do 9,7 proc. niż w scenariuszu bazowym. W 2017 roku Polska również popadłaby w recesję, choć niezbyt głęboką. Gospodarka skurczyłaby się o 0,5 proc.

Słowem, scenariusz przewidujący uderzenie trzeciej fali kryzysu kreśli je w Unii jako nieco mniej silne niż w latach 2008-10, zakłada bowiem skurczenie się PKB w ciągu trzech lat o 1,7 proc., wobec 2,0 proc. w tamtym okresie, ale recesja trwałaby o rok dłużej. W niektórych regionach uderzenie kryzysu byłoby silniejsze niż dwa poprzednie.

Elementem niekorzystnego scenariusza byłby również szok na rynkach walutowych w Europie Środkowej i Wschodniej, a złoty okazałby się najsłabszą ze wszystkich walut regionu. Euro umocniłoby się do walut lokalnych do 2018 roku o 8 do 24 proc. W relacji do franka szwajcarskiego osłabłoby natomiast o 22,3 proc. Ponieważ złoty straciłby do euro najwięcej, bo 24 proc., to frank w relacji do złotego umocniłby się o 60 proc.

Oprócz tego wszystkiego założona została trzyletnia deflacja w Unii i dwuletnia w strefie euro. Jeśli chodzi o Polskę, głęboki spadek cen miałby nastąpić tylko w 2018 roku, o 1,3 proc. Stopa bezrobocia w UE wzrosłaby w 2018 roku do 11,6 proc. i byłaby wyższa o 2,8 punktu proc. niż w scenariuszu bazowym, a w Polsce skoczyłaby do 13,1 proc. Ceny nieruchomości spadłyby w Unii o 10,7 proc. w stosunku do 2015 roku, a ceny akcji – o 25,4 proc. w 2016 roku, po czym nastąpiłoby ich lekkie odbicie.

Infografika Zbigniew Makowski

Skutki dla polskiego długu

Scenariusz niekorzystny okazałby się zabójczy dla polskiego długoterminowego długu. Założona przez ESRB reperkusje rynkowe wskazują, że krzywa rentowności stałaby się stroma jak wspinaczka na Kazalnicę. O ile rząd mógłby się refinansować, emitując i rolując krótkoterminowe bony, które w tych warunkach zachowywałyby się porównywalnie do niemieckich, wartość długoterminowych obligacji skarbowych trzymanych w bilansach banków by wyparowała.

Jeśli chodzi o długoterminowe stopy procentowe, scenariusz niekorzystny zakłada ich największy wzrost w Grecji, na Węgrzech, a następnie w Polsce. Gdy nastąpiłby szok rynkowy, stalibyśmy się jednym z najbardziej ryzykownych krajów Unii.

EBA założyła, że w warunkach niekorzystnych należałoby przyjąć deprecjację wartości (haircut) papierów rządowych. Dotyczy to wprawdzie papierów wycenianych według wartości godziwej, czyli przeznaczonych do obrotu (AFS), a nie trzymanych do terminu zapadalności, ale i tak przyjęcie takich założeń odbija się bardzo silnie na polskich bankach.

Gdy chodzi o dług krótkoterminowy, polskie bony skarbowe wyglądają na całkowicie bezpieczne. Haircut na bonach 3-miesięcznych to zaledwie 0,1 proc. wartości rynkowej. Tylko w przypadku 3-miesięcznego długu Czech i Szwecji banki nie musiałyby pomniejszać ich wartości. Dla polskich bonów przyjęto taki haircut, jak dla niemieckich, a największe ryzyko utraty wartości mają papiery Grecji i Rumunii (0,2 proc.) oraz Węgier (0,3 proc.).

W przypadku rocznego długu polskie obligacje trzymają się jeszcze nieźle. Odpisać trzeba zaledwie 0,4 proc. ich wartości (tylko czeskie są „całkiem bezpieczne”, a dla niemieckich haircut wynosi 0,2 proc.). To jest całkiem przyzwoity wynik w porównaniu z rocznymi papierami Grecji (1,90 proc.) czy Węgier (1,3 proc.), lepszy niż Irlandii, Hiszpanii i Włoch, a taki sam jak Portugalii i Słowenii.

Ryzyko rośnie już w przypadku dwulatek, bo one doszlusowują do węgierskiego poziomu (2,3 proc.), a bardziej ryzykowne są już tylko papiery Grecji (3,9 proc.). Im dłuższy tenor, tym polski dług oceniany jest przez europejskiego nadzorcę jako mniej stabilny w warunkach zaburzeń rynkowych. W przypadku 10-latek haircut dla greckich papierów wynosi aż 18,3 proc., a dla polskich – 15 proc. Następna jest Portugalia z założeniem deprecjacji wartości rządowego długu o 13,2 proc.

Można powiedzieć więc, że gdyby nadeszło rynkowe trzęsienie ziemi, w krótkim terminie, do 1 roku, Polska byłaby niemal „bezpieczną przystanią”. Silniejszy wzrost długiego końca krzywej rentowności niż w przypadku wielu innych państw nie powoduje jednak tylko kłopotów z pozyskiwaniem finansowania przez rząd. Najbardziej niekorzystny byłby dla bilansów banków.

Według danych Ministerstwa Finansów polskie banki na koniec listopada 2015 r. miały 93,6 mld zł 10-latek (20,7 mld zl DS i 72,9 mld zł WZ) oraz 56,3 mld zł pięciolatek. Według danych KNF na koniec roku banki trzymały 25,9 mld zł papierów dłużnych przeznaczonych do obrotu. Prawdopodobnie to głównie polskie obligacje skarbowe. Gdyby same 10-latki stanowiły w tym portfelu 40 proc. (taka jest proporcja udziału 10-latek w ich portfelach), ich straty wyniosłyby blisko 3,9 mld zł.

W ostatnich polskich stress testach, których wyniki opublikował NBP w lutowym „Raporcie o stabilności systemu finansowego” w scenariuszu niekorzystnym banki mające udział 45,5 proc. w aktywach sektora nie spełniałyby wymogów kapitałowych i potrzebowałyby 13,9 mld zł kapitałów do końca 2017 roku. Kapitały zmniejszyłyby się w tym okresie o 12 mld zł z powodu zmiany wartości obligacji. Straty na obligacjach wyniosłyby ponadto 1,8 mld zł, a wskutek odpisów na kredyty walutowe dla gospodarstw domowych – o 4,2 mld zł. Sektor jako całość straciłby rentowność.

Założenie scenariusza NBP były nieco inne niż nakreślonego przez ESRB. Nieco łagodniejsze były zaprojektowane warunki makroekonomiczne i mniejsza (bo o 30 proc.) deprecjacja złotego do franka. Gdyby polskie banki wzięły jednak udział w stress testach EBA, potwierdziłyby one to samo: polski sektor bankowy traci odporność na szoki.


Tagi


  • Romuald Myga pisze:

    Sytuacja z bankami coraz bardziej się za ognia quantitative easing pokazuje swój pazur

  • RICO pisze:

    Banki niech zdychają,są zakałą narodów,które zapętliły się w systemie opartym na rezerwie cząstkowej i produkcji kredytów opartych na długu !

Dodaj komentarz


4 − = dwa

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane