Banki w Polsce zaczynają się kurczyć

10.04.2013
Zysk sektora bankowego może spaść w tym roku o 10-15 proc. w porównaniu z 16 mld zł z 2012 r. – prognozują przedstawiciele największych polskich banków. Główną barierą wzrostu będzie brak popytu na kredyt ze strony konsumentów, jak i firm. To początek procesu kurczenia się banków. Doprowadzi on do przetasowań na polskim rynku.

Niewiele banków w Polsce będzie stać na status banków uniwersalnych – ostrzega Sławomir Sikora, prezes Citi Handlowego. (Fot. PAP)


Jaką broń przygotowują banki, żeby obronić pozycję rynkową w okresie spowolnienia? Stawiają równolegle na klientów indywidualnych i kredyty konsumpcyjne oraz na firmy, zwłaszcza te z segmentu małych i średnich. A to znaczy, że większość z nich chce kontynuować model bankowości uniwersalnej, rozwijany od ponad dwóch dekad, właśnie ten, w którym najlepiej się czują.

– Niewiele banków w Polsce będzie stać na status banków uniwersalnych – ostrzega jednak Sławomir Sikora, prezes Citi Handlowego.

Utrzymywanie pozycji banków uniwersalnych na razie wydaje się mniej ryzykowne niż zmiana modelu działania. Dlatego większość banków kieruje ofertę do jak najszerszych rzesz klientów. Dzieje się tak również dlatego, że po plajtach w sektorze budowlanym i na rynku deweloperskim jak ognia boją się one koncentracji ryzyka.

– Kredytowanie klienta indywidualnego czy mikrofirm powoduje, że ryzyko kredytowe jest rozproszone – mówi Henryk Pietraszkiewicz, prezes FM Banku.

Gospodarstwa domowe pożyczają mniej

Tymczasem gospodarstwa domowe już w 2012 roku zgłaszały coraz mniejszy popyt na kredyt konsumpcyjny, a w tym roku będzie on zapewne jeszcze mniejszy. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w 2012 r. banki i SKOK-i udzieliły im 5,9 mln kredytów ratalnych i gotówkowych, co oznacza spadek ilościowy licząc rok do roku o 21 proc. Wzrosła wprawdzie wartość udzielonych kredytów konsumpcyjnych o 0,7 proc., do 59,5 mld zł. Ale to dane nominalne. Bo biorąc pod uwagę inflację, która w grudniu 2012 roku wyniosła 2,4 proc., realna wartość udzielonych kredytów także zmalała.

Po tych danych widać, że część gospodarstw domowych w zeszłym roku nadal było stać na zaciągnięcie kredytu i nie obawiały się one perspektywy jego spłaty. Liczba takich gospodarstw wyraźnie się jednak zmniejszyła i prawdopodobnie będzie się dalej zmniejszać. O ile przez poprzednie lata kryzysu (z wyjątkiem roku 2009), następował stały wzrost zatrudnienia, mimo okresowego wzrostu stopy bezrobocia, o tyle w 2012 roku zatrudnienie zaczęło lekko spadać. Od szczytu, jaki osiągnęło ono w styczniu 2012 roku, gdy pracowało 5,55 mln osób, do stycznia tego roku w gospodarce ubyło blisko 50 tys. pracujących.

W sukurs bankom w ciężkich czasach przyszedł regulator, ale bankowcy na razie ostrożnie patrzą na możliwe efekty uelastycznienie Rekomendacji T. Bo – wbrew obiegowym opiniom – jej restrykcyjna wersja też niewiele zaszkodziła akcji kredytowej w segmencie konsumpcyjnym. Według analizy Biura Informacji Kredytowej spadki liczby udzielanych kredytów gotówkowych rozpoczęły się jeszcze zanim ją wprowadzono.

– Decyzja Komisji Nadzoru Finansowego nie zmieni istotnie sytuacji, jeśli wzrost PKB i wskaźnik bezrobocia się nie poprawią – mówi prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło.

Co wniesie zmiana rekomendacji

W 2012 roku wartość umów zawartych na kredyty gotówkowe (40,4 mld zł) była o 6,4 proc. wyższa niż rok wcześniej, a liczba umów o 4 proc. mniejsza. W przypadku tych kredytów nowa rekomendacja upraszcza procedurę oceny zdolności kredytowej pożyczkobiorcy współpracującego z bankiem, gdy zaciąga on kredyt w wysokości od 1- do 12-krotności średniej płacy. Według danych BIK, jest to w sumie 60 proc. udzielanych kredytów gotówkowych, i w tym segmencie może nastąpić poprawa.

Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK, twierdzi jednak, że kredyty na mniejsze kwoty, do wysokości średniej płacy – a jest ich 32 proc. –  pozostaną w parabankach, do których z banków przeniosło się już około miliona klientów. Jego zdaniem do banków mają szansę wrócić natomiast kredyty ratalne, głównie na kwoty do wysokości średniej pensji. W 2012 roku wartość umów na nie (19,1 mld zł), była o 10 proc. niższa niż rok wcześniej, natomiast liczba nowych umów – aż o 32 proc. niższa. 70 proc. kredytów ratalnych to kredyty na drobne kwoty, do wysokości średniej płacy, a 90 proc. do wysokości czterech średnich.

Zmiana Rekomendacji T pozwala bankom także w takich sytuacjach stosować uproszczoną procedurę badania zdolności kredytowej.

Według Andrzeja Topińskiego to jednak mniejszy popyt, a nie wcześniejsza restrykcyjna regulacja, spowodował spadki na rynku kredytowym w zeszłym roku. Bankowcy także nie mają złudzeń.

– Zmiana rekomendacji wpływa w pewnym stopniu na łatwość udzielania kredytów. Ale rynek nie urośnie z powodu zmiany rekomendacji. Nie rośnie dlatego, że ludzie są zbyt zadłużeni – mówi prezes Pekao Luigi Lovaglio.

– Szczególnie słaby jest rynek consumer finance, a to jest główny dostawca marż odsetkowych w sektorze bankowym – mówi Bartosz Drabikowski, wiceprezes PKO BP.

Ale samo odwrócenie tendencji wzrostu PKB nie wystarczy. Podobnie jak po spowolnieniu w latach 2000 – 2002, popyt konsumpcyjny może zacząć rosnąć dopiero po kilku kwartałach od zmiany trendu. Zakładając więc, że ożywienie nastąpi już w II półroczu, banki mogą czekać na poprawę rynku kredytów konsumpcyjnych znacznie dłużej niż tylko przez cały 2013 rok.

Bez apetytu

W PKO BP średni koszt ryzyka wzrósł do 144 punktów bazowych w czwartym kwartale 2012 r. ze 124 punktów rok wcześniej, ale w przypadku kredytów gospodarczych wzrósł do 219 pkt bazowych ze 143 pkt bazowych i był to najwyższy skok we wszystkich segmentach działalności banku.

Banki widzą dla siebie szansę na rozwój akcji kredytowej w segmencie korporacyjnym, bo w Polsce udział kredytów dla firm, zarówno w relacji do PKB, jak i w ich portfelach, jest wyjątkowo niski. W strukturze portfeli kredyty dla firm stanowią zaledwie 32 proc., podczas gdy w strefie euro jest to 47 proc. Teoretycznie więc ten segment czeka boom. Ale jednocześnie właśnie w nim ryzyko rośnie najszybciej.

– Sektor przedsiębiorstw wymaga bardzo dobrego zarządzania ryzykiem – mówi Luigi Lovaglio.

Tak jest w przypadku dużych firm, zwłaszcza z sektora budowlanego. Według Iwony Kozery, partnera w Ernst & Young, na 61 mld zł zaangażowania banków w kredyty dla firm budowlanych na koniec września 2012 r. należności o stwierdzonej utracie wartości stanowiły 15,5 proc., a na 52 mld zł zaangażowania w sektor obsługi nieruchomości było to 12,1 proc. Monika Liszewska z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR) uważa, że koszt ryzyka w branży budowlanej wzrośnie w tym roku do 442 pkt bazowych, a w obsłudze nieruchomości – do 342 pkt bazowych.

Nie tylko duże firmy dostarczą jednak bankom problemów. Według danych BIK, to kredyty dla przedsiębiorców–osób fizycznych są najgorzej spłacane i aż 11,2 proc. z nich jest przeterminowanych powyżej 30 dni.

Firmy ratują zapasy gotówki

Odpisy aktualizujące PKO BP wyniosły w zeszłym roku blisko 2,3 mld zł, po wzroście zwłaszcza w ostatnich dwóch kwartałach. – To znaczy, że rzeczywiście do Polski dotarła fala spowolnienia. (…) Wynik z odpisów aktualizujących to jasny efekt spowolnienia w sektorach budowlanym oraz małych i średnich przedsiębiorstw – mówi wiceprezes PKO BP Bartosz Drabikowski.

Pewną nadzieję na wzrost popytu na kredyt ze strony firm dają badania Pekao, które mówią, że odsetek przedsiębiorstw rozważających finansowanie zewnętrzne zwiększył się w ciągu roku z 75 proc. do 85 proc.

– To może świadczyć, że firmy myślą o potrzebach finansowania, odnowieniu majątku i wsparciu kapitału obrotowego – mówi Andrzej Koperski, wiceprezes Pekao.

Wśród małych firm z kredytu korzysta jednak nadal tylko 30–35 proc. To znaczy, że około miliona najmniejszych firm w ogóle nie korzysta z kredytu. Potencjał jest więc olbrzymi, lecz szybkie wykorzystanie go wydaje się niemożliwe.

Nadzieje na biznes w tym segmencie rynku studzi również fakt, że także większe firmy finansują się głównie ze środków własnych, a coraz więcej z nich zadłuża się poprzez obligacje korporacyjne.

– Przedsiębiorstwa także się delewarują. Następuje też substytucja między kredytem a czerpaniem ze środków własnych i obligacjami korporacyjnymi – mówi Leszek Pawłowicz, profesor w Gdańskiej Akademii Bankowej i wiceprezes IBnGR.

A równocześnie spadają depozyty korporacyjne w bankach.

Kredytowanie przedsiębiorstw natrafia więc na rosnące ryzyko, ale i barierę popytu przy spadających marżach odsetkowych spowodowanych cyklem obniżek stóp procentowych.

– Lekarstwem na spadek marży odsetkowej są duże wolumeny. Teraz rynek nam to uniemożliwia. Nie ma gdzie uciekać – mówi Bartosz Drabikowski.

W tym kontekście tylko z pozoru zaskakująco wyglądają wyniki sektora bankowego za styczeń 2013 r. podane przez KNF. Zysk netto wyniósł 1,75 mld zł i był lepszy o 300 mln zł niż w styczniu 2012 roku. Gdy się przyjrzeć bliżej, widać niestety głębokie spowolnienie. Wynik z tytułu odsetek wyniósł 2,85 mld zł i był o ponad 10 proc. gorszy niż przed rokiem. Z tytułu prowizji banki zarobiły 1,11 mld zł, czyli o 7,5 proc. mniej.

Co się więc stało? Banki ścięły koszty działania o blisko 160 mln zł w porównaniu ze styczniem zeszłego roku, utworzyły odpisy o 160 mln zł mniejsze i rezerwy na ryzyko ogólne o ponad 80 mln zł mniejsze. Wynik na pozostałej działalności operacyjnej był lepszy o 320 mln zł niż rok temu i właściwie to on „wypracował” całą nadwyżkę. Ale to było jedno lub kilka zdarzeń jednorazowych: rozwiązanie rezerw lub np. sprzedaż nieruchomości.

W tym roku banki będą jednak raczej zwiększać swoje rezerwy. Według IBnGR średnie koszty ryzyka wzrosną w skali sektora do 100 punktów bazowych z 80 przed rokiem. Czyli o jedną czwartą.

– To w połączeniu z niższą dynamiką kredytów i depozytów przełoży się na około 10–15 proc. spadku zysku całego sektora bankowego w tym roku. Trudno oczekiwać, żeby nasz bank zachowywał się istotnie inaczej niż rynek – powiedział Paweł Borys, dyrektor w PKO BP.

Analogiczną prognozę dla rynku ma Pekao, choć twierdzi, że wynik banku będzie „lepszy niż rynek”.

Rok stagnacji, potem wysyp przejęć

Banki czeka rok stagnacji, trudnej walki o każdego klienta i jeszcze trudniejszej oceny ryzyka kredytowego, jakie on ze sobą niesie. To będzie wstęp do poważnych przetasowań na polskim rynku.

– Banki w ciągu następnych dwóch lat będą mniejsze, a rynek kapitałowy zastąpi je w kredytowaniu – mówi Sławomir Sikora.

Choć większość z polskiej czołówki nadal widzi siebie jako banki uniwersalne, to tylko status dwóch największych, PKO BP i Pekao, wydaje się pod tym względem niezagrożony. Bankami uniwersalnymi chcą pozostać także BZ WBK, BRE Bank i ING BSK. Czy dla kogoś jeszcze będzie miejsce?

– Nie ma szans, by średniej wielkości bank utrzymał parametry zwrotu z kapitału. Będzie albo konsolidacja, albo szukanie nisz – mówi Bartosz Drabikowski.

Tym bardziej, że spowolnieniu towarzyszą coraz bardziej restrykcyjne wymogi nakładane przez regulatorów, co spowoduje znacznie mniejszy zwrot z kapitału, a więc i znacznie mniej satysfakcjonujące inwestorów stopy zwrotu. A dodatkowo koszty odsetkowe będą rosły z powodu zmian struktury bilansu na bezpieczniejszą i większego dostosowania aktywów i pasywów.

W środowisku bankowym mówi się, że na sprzedaż są obecnie Millennium, bo jego właściciel portugalski BCP potrzebuje pieniędzy i Nordea, którą szwedzka matka ratowała pod koniec zeszłego roku obejmując gwarancjami portfel kredytów hipotecznych o wartości 1,6 mld franków szwajcarskich i przejmując związane z nimi ryzyko.

A tymczasem oba największe polskie banki nie wykluczają akwizycji. Stawiają jednak liczne zastrzeżenia.

– Byłoby dużym wyzwaniem oszacować, jaka cena byłaby odpowiednia za bank, którego znaczną część stanowią kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich, jeśli nie wiadomo, jakie mogłyby być sposoby rozwiązania tego problemu – mówi Luigi Lovaglio.

– W okresie spowolnienia widzimy większe szanse dla akwizycji niż w poprzednich latach. Chodzi o to, żeby cena odzwierciedlała równoważny koszt wzrostu organicznego – dodaje Zbigniew Jagiełło.

OF


Tagi


  • Kazimierz z Kęt pisze:

    Banki czeka lichwiarska KATASTROFA.

  • ejd pisze:

    Sektor bankowy, lub szerzej sektor finansowy nic nie produkuje. Nie zwiększa dochodu narodowego do podziału, dlatego jest to sektor, który generuje koszty dla całej gospodarki, a nie tworzy zyski. Nadmierne zadłużanie społeczeństwa jest przyczyną braku możliwości spłaty, co w efekcie prowadzi do degradacji społecznej, a w skrajnych przypadkach zwiększa liczbę samobójstw. Z uwagi na globalizację wiele branż przemysłowych (np. włókiennictwo) zniknęło z rynku, bo ich produkcja, liczona w aktualnych cenach, nie przynosi jakiegokolwiek zysku. Te problemy z biegiem lat będą narastać, a nie zanikać. Konieczne jest wprowadzenie rządowej polityki gospodarczej.

  • secc pisze:

    co za brednie marksistowskie. właśnie dlatego, ze państwo ma „rządową politykę gospodarczą” prawdziwa gospodarka jest w opałach. jak tylko rząd zajmie się sobą i odpuści sobie to na czym się nie zna, czyli prawie wszystko i w tym m.in. gospodarkę, to wszystko wróci do normy, bo ludzie lepiej wiedzą w co inwestować swoje pieniądze jak i również co i u kogo kupować. a marksiści niech czytają w zaciszu domowym marxa zamiast agitować społeczeństwo i próbować wcielać w życie swoje teorie z księżyca.

  • Joanna pisze:

    To Ty piszesz totalne bzdury!!Dopoki banki byly panstwowe to kapital wplywajacy do Centralnego banku szedl na infrastukture i inne cele spol.,a teraz idzie w rece prywatnych bankow.wielkiej finansjery.i to zagranicznej!!Nie masz pojecia jak dziala w. kapital.

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    Ehm, entuzjazm „ejd” dla polityki rządowej jest co najmniej tak samo kuriozalny, jak wrogość „secc” dla państwa. Leseferyzm jest fajny, dopóki rynek jest rozdrobniony i rozproszony, później zaczyna się koncentracja kapitału i wchodzą w grę stany nieustalone, których teorie ekonomiczne w ogóle nie ogarniają. Ba! One ich istnieniu zaprzeczają, za wyjątkiem koncepcji Taleba o „czarnym łabędziu”. I tu jest miejsce dla państwowej interwencji, bo inaczej skończymy w fasadowej demokracji rządzonej totalitarnie przez korporacyjne marionetki zasiadające w parlamentach. Obecnie jesteśmy już niestety bardzo zaawansowani w tej degradacji demokracji. JOW-y, ale połączone z możliwością odwołania posła i zakazem finansowania kampanii inaczej jak tylko z limitowanych kwotowo datków osób fizycznych, byłyby pewnym remedium.

  • tsimalo pisze:

    Nie wiem czy brak popytu na kredyt jest tu przeszkoda czy nie
    chec do ich udzielania jest problemem dla bankow. Banki mialy za latwo i nie musialy udzielac kredytow bo wkladaly kase w obligacje skarbu panstwa i tu sie skonczylo. Pan Prezes S. nie do konca wie chyba co robi jego departament ryzyka i ile firm wywala z odmowa.
    po prostu nie chce sie brac ryzyka tylko szula sie latwego zysku hwe hwe

  • […] Sikora, Sławomir /POLAND/ PDF […]

Dodaj komentarz


+ dziewięć = 12

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane