Izrael to jeden wielki start-up

10.10.2013

Powszechne jest mniemanie, że innowacyjność bierze się z wydatków na badania i rozwój. To nieporozumienie, bo to wydatki na badania i rozwój biorą się z innowacyjności – przekonuje Saul Singer, dziennikarz, publicysta i współautor książki „Start-up Nation.”

Saul Singer (CC BY-NC-SA Hubert Burda Media)


ObserwatorFinansowy.pl: Przygotowując się do rozmowy z Panem, sprawdzałem statystyki wzrostu PKB w Izraelu w ciągu ostatnich kilkunastu lat i… zdębiałem. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że gospodarka Izraela nie dość, że rośnie w tempie często przekraczającym 4 proc., to jeszcze okazała się odporna na ostatni kryzys finansowy. Jak to możliwe?

Saul Singer: Naszą gospodarkę napędzają start-upy, czyli młode innowacyjne firmy z sektora high-tech. To nimi można tłumaczyć zarówno szybki wzrost naszego PKB, jak i odporność na kryzysy. Tak naprawdę gospodarcze spowolnienie – gdy cierpią gigantyczne koncerny – jest świetną okazją do zakładania nowych firm. I w Izraelu o tym wiemy. Faktycznie, poza jednym, czy dwoma ujemnymi kwartałami w bodajże 2009 r., notujemy nieustanny wzrost gospodarczy.

Skąd się bierze ten izraelski startupowy fenomen? To rząd jakąś specjalną polityką napędza powstawanie takich firm?

Skądże! Start-upy nie powstają dzięki wysiłkom rządu, powstają w gospodarce oddolnie i spontanicznie. Ale fakt faktem, że izraelski rząd ma na swoim koncie pewne działania, które ułatwiają funkcjonowanie firmom z branży zaawansowanych technologii. Po pierwsze w pierwszej połowie lat 90. uruchomiono program Yozma, który zachęcił zagraniczny kapitał wysokiego ryzyka do inwestycji w Izraelu, po drugie rząd nie utrudnia życia start-upom, nie nakłada na nich wysokich podatków i przesadnych regulacji.

Czyżby Izrael był wolnorynkowym rajem?

Nie do końca. O ile rząd faktycznie nie wtrąca się w branżę high tech, o tyle pozostała część produktywnej gospodarki jest skrępowana wysokimi podatkami i regulacjami. Nie wiem, z czego to wynika. Jednym z największych wyzwań stojących przed naszym państwem będzie przeniesienie tej dynamiki rozwoju, którą mają start -upy na inne branże, a do tego konieczna jest eliminacja wspomnianych ograniczeń.

Wracając do start-upów, chciałbym zauważyć, że rządy, kiedy zabierają się za ich wspieranie, popełniają dwa zasadnicze błędy. Po pierwsze budują parki technologiczne, w których w ich mniemaniu start-upy będą zakładane. Nic bardziej mylnego. Innowacyjny młody biznes zamiast w takich ekskluzywnych enklawach, woli otwierać swoje biura tam, gdzie już tętni życie, kultura i gdzie można napić się dobrej kawy. Innowacje lubią najfajniejsze części miasta, a nie te, które wskazuje im rząd. Po drugie, powszechne jest mniemanie, że innowacyjność bierze się z wydatków na badania i rozwój. To nieporozumienie, bo to wydatki na badania i rozwój biorą się z innowacyjności. To, że w Izraelu na badania i rozwój wydaje się 4,5 proc. PKB, czyli dwa razy więcej niż wynosi średnia w OECD, wynika nie z rządowego dekretu, a z liczby i dynamiki start-upów.

To skoro to nie rząd jest wyjaśnieniem fenomenu izraelskiej innowacyjności, to co? Co odróżnia Izrael od innych krajów, dając mu ten bodziec kreatywności?

W pewnym sensie wszystko – bo każdy kraj jest inny. Spójrzmy na historię Izraela. Dojdziemy do wniosku, że ten kraj jest de facto jednym wielkim start-upem. Istniejemy od 1948 r. Tu wszystko zbudowano od zera, ucząc się na własnych błędach i zbierając unikalne doświadczenia. Ci wszyscy emigranci, którzy tu po wojnie przyjechali, porzucili swoje rodzinne strony, wierząc w zupełnie nowy projekt – ileż to wymagało odwagi i gotowości na ryzyko!

Jesteśmy, choć być może tak nas się nie postrzega, narodem imigrantów. Ci imigranci budowali Izrael w stanie nieustannego zagrożenia ze strony nieprzyjaznych sąsiadów, w stanie izolacji i braku jakichkolwiek zasobów poza ludzkimi. To naprawdę był start „od zera.” Izraelska kreatywność hartowała się w stanie nieustannej niepewności. Naszą przedsiębiorczość kształtowała i kształtuje np. armia. Każdy obywatel musi odbyć obowiązkową służbę w wojsku – mężczyźni przez 3, a kobiety przez 2 lata. To taki trzeci etap życia – pomiędzy dzieciństwem a dorosłością.

W trakcie tej służby ludzie często wysyłani są na realne misje, muszą realizować cele oraz uczyć się balansowania pomiędzy rozsądkiem a ryzykiem. Uczą się też pracy w grupie i tego, czym jest przywództwo. Ale w armii uczą się także jeszcze jednej rzeczy, która jest niezwykle ważna dla rozwoju ducha przedsiębiorczości. Mianowicie skłonności do poświęceń. Nabywają świadomość tego, że są na tym świecie idee, za które warto walczyć, dla których warto robić wyrzeczenia, a czasem nawet oddawać życie.

A jaki związek z izraelską innowacyjnością ma religia? Czy podobnie, jak Max Weber zaobserwował pozytywny wpływ etyki protestanckiej na rozwój kapitalizmu, można stwierdzić, że judaizm stymuluje rozwój przedsiębiorczości?

Sądzę, że tak. Religia to bardzo ważna część kultury Izraela, a od kultury zależy, czy jest duch przedsiębiorczości, czy go nie ma. Dlaczego jesteśmy innowacyjni? Bo w dużej mierze to dzięki religii nauczyliśmy się krytycznego myślenia, dyskusji. W tradycji żydowskiej komentowanie i dyskutowanie świętych pism było praktykowane od wieków, religia kładzie także duży nacisk na edukację. Co więcej, judaizm nie jest religią bardzo hierarchiczną, co być może daje nam więcej odwagi w realizowaniu własnych koncepcji, czy idei.

Czy inne państwa mogą czegoś nauczyć się od Izraela? Czy może wyjątkowość jego historii i kultury czyni zeń nieprzekładalny na inne realia ewenement?

Z całą pewnością rozwiązania izraelskie byłby nieskuteczne, gdyby zastosować je w skali 1:1 w innym kraju. To właśnie ze względu na różnice między krajami, ich historię i kulturę. Jednak nasz przykład pokazuje, że sukces firm branży high tech to nie tylko Dolina Krzemowa, że może on stać się udziałem dowolnego innego kraju. Tak więc każdy kraj, czy Polska, czy Czechy, czy Meksyk, ma swój własny unikalny potencjał, na bazie którego może kreować swoją innowacyjną gospodarkę. Myślę, że Izrael może służyć za taki budujący przykład dla innych.

Mówiąc szczerze, to Dolina Krzemowa kojarzy się statystycznemu Kowalskiemu z innowacyjnością, a nie Izrael.

I warto to zmieniać. Moja książka, „Start-up Nation” jest jakimś krokiem w tym kierunku. Jednak nie jest tak, że sukces jest nam dany raz na zawsze, że wypracowaliśmy sobie innowacyjną gospodarkę i już zawsze taka będzie. Nie. Firmy innowacyjne powstają w wielu krajach w coraz większej liczbie. Żeby nadążyć, nie możemy się od tego zjawiska odcinać, bazując na naszych dobrych i wieloletnich relacjach z Amerykanami. Myślę, że należy nauczyć się współpracować z branżami innowacyjnymi z innych krajów, bo one są wobec naszej nie konkurencyjne, a raczej komplementarne. W innowacyjności chodzi o współpracę, a nie o jakieś zaostrzanie konkurencji.

Rozmawiał Sebastian Stodolak

Saul Singer – izraelski dziennikarz polityczno-ekonomiczny, publikujący w The Jerusalem Post, The Wall Street Journal, Commentary, Moment, czy The New Leader. Współautor książki “Start-up Nation” oraz “Confronting Jihad: Israels’s Struggle & The World After 9/11”


Tagi


  • Kamil Sabatowski pisze:

    Rozwój sektora high tech w Izraelu ma miejsce, bo nie nakłada się zbędnych regulacji i podatków. Kiedy w końcu rządy zrozumieją, że ograniczając rozwój przedsiębiorczości, jednocześnie ograniczają wpływy do budżetu państwa oraz wzrost gospodarczy.

  • Tomek pisze:

    Bo rządy myślą w perspektywie jednej, gra dwóch kadencji a po nich choćby potop…

  • ziomek pisze:

    Oni to wiedzą ale to jest celowe działanie. Statystyki dobijają szczególnie rostowskiego gdzie jego podwyzszanie spowodowalo drastyczny spadek dochodow.

Dodaj komentarz


+ 2 = sześć

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane