Silne państwa nie mówią o polityce przemysłowej, ale ją mają

20.05.2013
W ciągu ostatnich 200 lat nie było ani jednego państwa niezachodniego, które awansowałoby do grona wysoko rozwiniętych bez polityki przemysłowej – mówi prof. Robert Wade z London School of Economics, autor „Governing the Market”.

Od fabryk rowerów do fabryk paneli LCD - to efekt pracy tajwańskiego Biura Rozwoju Przemysłu (CC BY-NC-SA Bert van Dijk)


Wade gościł w Polsce z wykładem na zaproszenie Kancelarii Prezydenta. Z wykładu wynikają dwa wnioski: po pierwsze – rozwój jest trudny, po drugie – polityka przemysłowa może być skuteczna, wbrew opinii dominującej dziś wśród ekonomistów.

Polityka przemysłowa polega na zmianie sektorowej struktury gospodarki w kierunku branż, które zdaniem rządu dają największe szanse na przyspieszenie rozwoju. Najważniejszy argument za polityką przemysłową mówi, że sam rynek jest w stanie finansować innowacje, których przewidywany okres zwrotu jest krótki od 3 do 5 lat. Żeby wdrożyć innowacje przełomowe trzeba czasami ponosić wydatki przez 10, 15 a nawet 20 lat. Udźwignięcie inwestycji w tak długotrwałym cyklu jest ponad możliwości podmiotów prywatnych i stanowi przestrzeń do interwencji państwa.

>>zobacz raport: Jak awansować w lidze światowej? Raport o konkurencyjności polskiej gospodarki

Temat jest wysoce kontrowersyjny. Według dominującej dziś wśród ekonomistów opinii, państwo nie jest w stanie w skuteczny sposób wdrożyć polityki przemysłowej. Prof. Gary Becker z Hoover Institution na Uniwersytecie Stanforda i noblista, w 1985 r. napisał, że najlepszą polityką przemysłową jest brak takiej polityki. Prof. Lawrence Summers, sekretarz skarbu prezydenta Clintona i były członek Narodowej Rady Ekonomicznej przy Białym Domu uważa, że rząd nie potrafi dobrze wybierać innowacyjnych projektów do sfinansowania. Taka jest również od wielu lat redakcyjna linia tygodnika „The Economist” i standardowe stanowisko wielu innych wpływowych ekonomistów.

Podczas krótkiego wykładu Robert Wade pokazywał, że wrogość do samej idei polityki przemysłowej wynika z właściwej neoliberalizmowi niechęci wobec wszelkiego typu aktywności państwa w dziedzinie gospodarki. W efekcie „rynek” jest preferowaną metodą realizowania ludzkich ambicji i rozwiązywania problemów społecznych. Stanowisko neoliberalne przyjmuje także, że w każdym wypadku działalność państwa „wypiera” działalność rynku – są to siły antynomiczne. I nawet jeśli rynek ponosi w pewnych dziedzinach porażkę to i tak zawsze koszt interwencji jest większy niż jej pozytywne skutki.

W literaturze można wyróżnić cztery stanowiska wobec polityki przemysłowej. Podejście neoliberalne stwierdza, że polityka przemysłowa jest niepotrzebna i nieefektywna. Według drugiego podejścia polityka przemysłowa może być uzasadniona w branżach, które już stanowią przewagę konkurencyjną danej gospodarki. Państwo nie powinno jednak działać dopóki nie pojawią się problemy, z którymi nie może poradzić sobie rynek. Podejście schumpeterowskie widzi rolę dla polityki przemysłowej w branżach tworzących dużą wartość dodaną, na które jest wysoka bariera wejścia. Interwencja państwa w postaci własnych inwestycji lub zamawiania rozwiązań w firmach prywatnych służy tworzeniu nowych rynków. Wedle ostatniego wreszcie ujęcia, dyskusje nad temat polityki przemysłowej, jakkolwiek interesujące, są pozbawione znaczenia, ponieważ regulacje międzynarodowe (np. WTO) de facto uniemożliwiają jej prowadzenie.

Dobra i zła polityka przemysłowa

Robert Wade twierdzi, że polityka przemysłowa, jak każdy instrument polityki, może być wykorzystywana we właściwy i niewłaściwy sposób. Historia zna mnóstwo przykładów złego jej zastosowania. Do najbardziej znanych należą przykłady z Indii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, południowych Włoch, Ameryki Łacińskiej, gdzie państwo przez długie lata trzymało pod kloszem pewne branże gospodarki. Najważniejszą przyczyną fiaska tych programów była, zdaniem Wade’a, to że nie stawiały firmom żadnych warunków. Chodziło o to żeby komuś pomóc. Często okazywało się, że nie są to sektory z perspektywami, ale z dobrymi dojściami do rządów. Likwidacja, w ramach polityki przemysłowej, presji konkurencyjnej miała negatywne skutki.

Celem polityki przemysłowej nie jest jednak ochrona rynku wewnętrznego. Jej celem jest zwiększanie konkurencyjności wybranych branż, wybranych form przedsiębiorstw, wybranych lokalizacji w kraju. Podstawą jest więc selekcja. Poza tym pomoc państwa jest uzależniona od spełnienia pewnych warunków np. subsydium lub cło ochronne zostanie zdjęte, jeśli produkty w przewidzianym czasie nie osiągną zakładanych paramentów. Warunki te były określone z góry i nie podlegały negocjacji. Dzięki „ukierunkowanemu pchnięciu” w bardzo szybkim tempie zindustrializowały się Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Singapur, Izrael a także, co może wydawać się zaskakujące, Stany Zjednoczone.

Polityka przemysłowa w Stanach Zjednoczonych

Oficjalnie Stany Zjednoczone nie mają polityki przemysłowej. Lecz w rzeczywistości amerykański rząd podejmował i podejmuje działania, które miały na celu wspomożenie rozwoju nowoczesnych gałęzi gospodarki. Wbrew popularnej mitologii Krzemowa Dolina nie pojawiła się w Kalifornii deus ex machina dzięki geniuszom takim jak Gordon Moore z Intela czy Steve Jobs z Apple. Nie czyni też zadość prawdzie powtarzana często historia, że komputery i internet powstały na zamówienie jedynie DARPA – Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych w dziedzinie Obrony. Rola rządu, lub jak to nazywa Wade, kompleksu rządowo-militarno-przemysłowego była absolutnie kluczowa.

Steve Blank, legendarny przedsiębiorca i najwybitniejszy historyk Krzemowej Doliny pokazuje, że u podstaw jej sukcesu leżało znacznie więcej niż zlecenie z DARPA. Od końca II wojny światowej na zamówienie rządu cała plejada największych amerykańskich firm (m.in. GE, Motorola, McDonnell Aircraft, Douglas Aircraft, Boeing, Lockheed, Bell Aircraft, Ryan Aeronautics, HP, Kodak) produkowała masę elektronicznych urządzeń dla wojska zatrudniając dziesiątki tysięcy inżynierów. Taka koncentracja kompetencji technicznych jest poza zasięgiem ogromnej większości państw świata. To właśnie było podłoże, na którym wyrosła Krzemowa Dolina, jaką znamy z komputerów osobistych i internetu.

Wade wskazuje, że w latach 80-tych, po zwycięstwie Ronalda Reagana i jego wolnorynkowego programu gospodarczego, zaczął się gorszy czas nawet dla tego rodzaju polityki przemysłowej. Wynalazki wojskowe znacznie wolniej znajdowały zastosowanie w sektorze cywilnym, przez co wyglądały na „nieefektywne”. Polityka przemysłowa musiała jeszcze bardziej działać pod przykrywką schodząc z oczu polityków i opinii publicznej.

W tych warunkach amerykańskie instytucje powołane do promowania nauki i innowacji w różnych dziedzinach (obok DARPA były to np. National Science Foundation, National Institute of Health, National Institute of Standards and Technology czy CIA) zaczęły zlecać wykonywanie badań firmom prywatnym. Rządowi zleceniodawcy następnie organizowali sieci, w skład których wchodziły firmy prywatne, inwestorzy VC, uczelnie itp. I stąd właśnie wychodziły innowacje.

Skąd te sukcesy? Amerykanom udaje się uniknąć zbiurokratyzowania i korupcji instytucji odpowiedzialnych za promowanie rozwoju przyszłościowych dziedzin. DARPA może być uznana za model. W tej chwili pracuje w niej ok. 250 osób, z czego 140 to inżynierowie. Są oni zatrudniani na 4-6 letnie umowy. Kontrakty są sformułowane w ten sposób, że promują podejmowanie ryzyka. Instytucjonalne DNA agencji stanowi hasło założyciela IBM Thomasa Johna Watsona „Chcesz osiągnąć sukces? Popełniaj błędy dwa razy częściej”.

DARPA nie ma własnych laboratoriów, wszystkie prace badawcze zleca na zewnątrz i potem skłaniają konkurujące firmy do współpracy. Amerykański przykład pokazuje, że zainicjowanie i pchnięcie polityki przemysłowej we właściwym kierunku może w ogromnej mierze zależeć od jednego, właściwego człowieka na właściwym miejscu.

Steve Blank pisze, że w przededniu II wojny światowej Vannevar Bush, były dziekan wydział inżynierii na MIT, samodzielnie przekształcił podejście amerykańskiego rządu do roli nauki w walce. Przekonał prezydenta Roosevelta, aby powołał National Defense Research Committee, która pracowała nad radarami, rakietami, sonarami i w końcu bombą atomową. Po zakończeniu II wojny światowej ogromną, lecz z oczywistych względów nieznaną rolę w Zimnej Wojnie i powstaniu Krzemowej Doliny jako super-centrum technologicznego odegrał Fred Terman, dziekan wydziału inżynierii na Stanfordzie.

Pro domo sua

Warto zauważyć, że hasło Gary Beckera przejął  dr Tadeusz Syryjczyk, pierwszy minister przemysłu III RP w rządzie Tadeusza Mazowieckiego stwierdzając, że „najlepsza polityka gospodarcza to brak polityki”. Krytycy, zarówno po lewej (Krytyka Polityczna) jak i prawej stronie (tygodnik Niedziela) uważają, że stało się ono podstawą transformacji gospodarczej Polski.

Analiza skuteczności polityki przemysłowej ma więc znaczenie dla historii gospodarczej Polski. Ale nie tylko. Prof. Jerzy Osiatyński, minister finansów w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Hanny Suchockiej zwrócił uwagę, że kwestia polityki przemysłowej jest warta przemyślenia, zwłaszcza w sytuacji gdy dotychczasowe źródła przewagi konkurencyjnej Polski – tania siła robocza i możliwość deprecjacji waluty – wysychają lub mogą wkrótce zniknąć.

W dyskusji zorganizowanej przez Kancelarię Prezydenta RP podniesiono argument, że podejście Tadeusza Syryjczyka i innych osób nadających kierunek transformacji było wynikiem racjonalnej oceny zasobów, jakimi wówczas dysponowali. Ludzie, którzy tworzyli trzon korpusu urzędniczego w ministerstwach na progu lat 90-tych nie byli zdolni do wdrożenia jakiejkolwiek zaawansowanej polityki gospodarczej.

Czy więc polityka przemysłowa jest dobra wyłącznie dla państw, które już są silne i praworządne? Prof. Wade zdecydowanie odrzucił tę sugestię.

– Cała moja działalność naukowa dotycząca polityki przemysłowej jest polemika z powyższym stanowiskiem – powiedział.

Wade wskazuje, że polityka przemysłowa obejmuje szeroki zestaw instrumentów i powinna być dostosowana do poziomu rozwoju, na jakim znajduje się państwo. Profesor z LSE podkreśla, że polityka przemysłowa nie musi wyglądać jak wyglądała ona w Korei Południowej, gdzie rząd na dużą skalę promował m.in. przemysł stalowy, samochodowy i elektroniczny.

– Większość państw, nawet jeśli są nie są wzorem praworządności, jest w stanie zorganizować małą nieskorumpowaną instytucję zdolną do efektywnego wspierania rozwoju kraju.

Polityka przemysłowa może funkcjonować tak jak ma to miejsce na Tajwanie. W latach 50-tych zostało tam powołane Biuro Rozwoju Przemysłu. Jego pracownikami są głównie inżynierowie. W każdym tygodniu odwiedzają jeden zakład i zapoznają się z technologiami, jakie są tam wykorzystywane. Poznają także problemy techniczne przed jakimi stają tajwańscy przedsiębiorcy. Wiedza przepływa w obu kierunkach pomagając kojarzyć kontrahentów oraz ekspertów z problemami do rozwiązania. Tajwańskie BRP nie wybiera więc sektorów i firm, które mają być promowane.

„Wskazywanie wybrańców” jest najtrudniejsze do przełknięcia dla neoliberalnych ekonomistów, bo rzeczywiście w wielu krajach świata mogłoby to się skończyć i kończyło się wielkim marnotrawstwem i faworyzowaniem swoich. Wade argumentuje, że trzeba patrzeć na obie strony medalu: zarówno na problemy jakie wiążą się z polityką przemysłową, jak i możliwości jakie ona otwiera.

– Indie na przykład przez wiele lat chroniły własny rynek przed konkurencją z zagranicy. Instytucje jakich potrzebuje gospodarka wolnorynkowa i rynek wewnętrzny powstały pod parasolem ochrony.

W latach 90-tych nastąpiła liberalizacja i wzrost gospodarczy zaczął naprawdę przyspieszać. Czy Indiom bardziej opłacałoby się mieć liberalną otwartą gospodarkę od ogłoszenia niepodległości w latach 1950-tych? Zdaniem Wade’a gospodarka Indii mogłaby mieć wówczas znacznie bardziej kolonialny charakter i większym stopniu być uzależniona od Zachodu.

Gdzie Polska powinna szukać swojej przewagi konkurencyjnej? Wade wskazuje, że obecna sytuacja jest być może podobna do czasów Wielkiego Kryzysu. Ludzie wówczas nie wyobrażali sobie jak wiele nowych dóbr konsumpcyjnych powstanie i trafi na rynek po zakończeniu wojny.

Dziś, zdaniem Wade’a widać ogromne zapotrzebowanie na zielone technologie, na produkty, których wytwarzanie nie będzie szkodziło środowisku. Jest popyt na usługi, które będą uczyć jak konsumować oszczędniej i mądrzej. Polska może stworzyć i zagospodarować nowe rynki dzięki dobrej polityce przemysłowej. Podobne możliwości są otwarte jednak przed także wieloma innymi krajami.


Tagi


  • Bulbasz pisze:

    Wprowadzenie do tego artykułu nasi politycy powinni sobie powtarzać jak mantrę bezustannie. Wynika z niego jasno – jeśli chcemy, żeby nasze państwo rozwijało się szybciej niż inne administracja publiczna musi aktywnie uczestniczyć w tworzeniu warunków do jej wzrostu, a najlepszymi tego przykładami z historii najnowszej są Izrael i Korea. Państwa, które takiej aktywności nie przejawiają nie mają szans na sukces. Na drugim biegunie mamy kraje, które wziąwszy pod uwagę ich zasoby powinny być bajecznie bogate – Afganistan, Kongo, Kolumbia etc.

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    „hasło Gary Beckera przejął dr Tadeusz Syryjczyk (…) stwierdzając, że najlepsza polityka gospodarcza to brak polityki” – i stało się to fundamentalnym powodem dezindustrializacji Polski i uczynieniem z niej dość prymitywnego gospodarczego satelity Niemiec, pozbawionego praktycznie w całości jakiejkolwiek kompletnej zaawansowanej technologicznie branży. Żaden powód do dumy, raczej hańba dla politycznie naiwnego Mazowieckiego, który bezrefleksyjnie popierał ten lansowany przez Syryjczyka idiotyzm.

  • marcinach pisze:

    Prof. Wade ma rację i jednocześnie się bardzo myli. Rację ma w tym, że państwa stosowały politykę przemysłową i w tym, że dawała pewne efekty. Myli się, nie dostrzegając skąd wziął się sukces krajów rozwiniętych. Tutaj rację ma prof. G.S. Becker, ale wszyscy zapominają lub nie przyjmują do wiadomości, że tak na prawdę spektakularne efekty liberalnej kontrewolucji lat1980-tych (Thatcheryzm, Reagonomika, Rogeronomika itd.) osiągnięto przy małych niedokończonych posunięciach liberlanej polityki gospodarczej. Skutki tych niedokończeń odczuwamy do dziś, ponieważ wielkość państwa (np. liczonym udziałem proc. w PKB), ilość kiepskich regulacji i złe polityki napedzające popyt mają swoje konsekwencje w długim okresie czasu, w którym ponoć ‚jesteśmy martwi’. Polityka przemsyłowa przypomina sztuczne tuczenie jednej lub kilku kur kosztem innych z nadzieją, że dzięki temu wzrośnie ogólne bogactwo kurnika – a tuczone kury zniosą najwięcej, największych jajek. Bzdura! Ekonomiści zapominają, że rynek i państwo to dwa alternatywne mechanizmy alokacji zasobów. Obie obarczone są ryzykiem, czy to się komuś podoba czy nie. Zostaje kwestia wielkości ryzyka i kosztów (oraz kto je poniesie). XX wiek pokazał dobitnie, że większość abberacji w gospodarce to skutek działań państw i polityki gospodarczej, a polityka przemysłowa również się w te działania pięknie wpisuje (słynny mit MITI). Nie ma nic za darmo. A zielone technologie i przykład Indii sugerują tylko o troskach (myslenie życzeniowe) i sympatiach politycznych prof. Wade’a niż o rzeczywistej wiedzy o tym, co się na świecie i w gospodarkach dzieje.

  • Staniłko pisze:

    20 lat po jego klasycznych pracach o rozwoju Azji N-E, zapraszamy go do Polski. Kiedy my robiliśmy transformację on opisywał jej najbardziej jaskrawe przeciwieństwo.
    Chyba nie da się inaczej w Polsce, jak iść z modą…

  • marcinach pisze:

    Biorąc pod uwage skalę interwencji państwa w Polsce, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy już od dawna politykę przemysłową. ZSSR tez miał politykę przemysłową, i Kuba ma itd. Wszystkie kraje świata mają taką politykę. To nie od niej zależy rozwój! Jak mamy mówić o rozwoju i polityce przemysłowej, jak u nas kuleją tak fundametalne kwestie z dziedzin takich jak: regulacje, podatki i wydatki. A co dopiero polityka przemysłowa! Nie ma nic za darmo. Jeśli zwykły Kowalski nie może się dorobić, a większosć rzeczy ma na ‚wiecznie konsolidowany’ kredyt – to po jak czort nam kolejny problem – politykę przemsyłową, którego nie możemy udzwignąć? W Polsce w latach 1990-tych bawiono się kursem walutowym, dotacjami, itd. – aby pomoć eksporterom. Skutki są fatalne, bo odbyło się to kosztem innych. Polityka przemysłowa to neomerkantylizm, kolejna szalona akcja, aby politycy mogli chwalić się championami itd. A to, że w Polsce zniszczono wiele przedsiębiorstw – to tylko zasługa polityków, lobby i urzędników. Nic nie miał z tym wspólnego wolny rynek, ale właśnie polityka.

  • Jan Cipiur pisze:

    Zacznę się zastanawiać nad polityką przemysłową w PL, gdy dzielne państwo udowodni wreszcie, że umie radzić sobie z mniej skomplikowanymi sprawami takimi jak budowa dróg i mostów, pasów startowych, czy szlaków kolejowych przez lata, a nie przez dekady.
    Zastanawia mnie na marginesie skąd w ludzie ta głęboka (jak widać i słychać) wiara, że urzędnik wybrany do swych wiekopomnych zadań najczęściej w bardzo nieprzejrzystym procesie jest (?) mądrzejszy, sprawniejszy, uczciwszy niż prywatny przedsiębiorca i jego pracownicy.

  • marcinach pisze:

    @Jan Cipiur
    Panie Janie – lepiej bym tego nie napisał. Ma Pan rację. Jest taka fajna książka wydana przeszło 20 lat temu w Polsce. ‚Prywatyzacja’ E.S. Savasa, bo o niej mowa, w której autor pięknie wypisał i przeanalizaował działanie panstwa i to nie tylko w USA. Sądzę, że do dziś jest to aktualne. Ja pozstaję pesymistą, jeśli chodzi możliwości polityki gospodarczej państwa. Dla mnie to ‚zgubna pycha rozumu’. ‚Państwo przedsiębiorca’, jak je pięknie opisał Oakeshott, to dla mnie nieporozumienie. Pozostaję pesymistą (niedawno pisał o tym ciekawie Scruton), a efekty gosporaczej roli państwa RP już dawno pozbawiły mnie złudzeń.

  • marcinach pisze:

    @ Tezcatlipoca2013
    Nie rozumiem ataku na dr Syryjczyka. Jemu chodziło o wolność gospodarczą. Tezcatlipoca2013 pisze tak, jakby rzeczywiście rządzący słuchali dr Syryjczyka. Mam taki pewne, jak to powiedzieć najlepiej, hobby. Lubię czytać wszystko o transformacji systemowej w Polsce i nie tylko u nas. Najbardziej mnie interesują zmiany prawne, regulacje, różne zmiany polityki fiskalnej, itd. Tak zostałem zainfekowany teorią wyboru publicznego i ekonomiczną analizą prawa. Są dwie wizje polskiej transformacji lansowane przez media, polityków i salon (jak to niektórzy mówią). Obie wersje są fałszywe, ale świetnie funkcjonują jako przeciwstawne – zawsze można wybrać jedną z nich (tak jak Polskę A i Polskę B). Zgadnij koteczku, mawiał Kisiel.

  • de mow pisze:

    To nie było winą politycznie, rzekomo, naiwnego Mazowieckiego, lecz wstępem do planowej deindustrializacji, służącej przyszłej i oczekiwanej z niecierpliwością prywatyzacji, lub prywatyzacji niszczącej pod polityczne zachodniokonkurencyjne zamówienie (na czym się fantastycznie zarabiało). Tak czy inaczej od nadań gospodarczych Rakowskiego, poprzez Syryjczyka aż do olechowskiego PO-PISu, swoistego oscylatora nadziei Polaków pomiędzy metodycznie skonstruowanymi dwiema równie niszczącymi skrajnościami, skonstruowanymi dla tego samego skutku, rozbioru gospodarczego, kontrolowanego ekonomicznego, a w końcu uzależnienia i wasalizacji typu ekonomicznie i technologicznie gospodarczo – okupacyjnego. Czyniące z Polski towar. Niszczą to podporządkowanie oczywiście nośne globalne innowacje i pomoc państwa w udanym starcie globalplayerów, ale przezornie na debilnym poziomie trzymane „rozważania” o polityce przemysłowej i „całkiem zbędnych” innowacjach utrzymują ten pożądany przez wewnętrznych okupantów stan kompradorskiego zamrożenia postępu. jak liczni na tym forum, mimo, iż nikt tu nie lansuje modeli PEERELowskich, są wspierający taką do szczętu zakłamaną propagandę „niemożliwości”! Jak to symptomatyczne miejsce!

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    @marcinach Nie interesują mnie intencje Syryjczyka, tylko skutki jego decyzji. A te były opłakane. Z jednej strony zacofana część przemysłu została rozjechana zalewem importowanej tandety, z drugiej strony część zaawansowana technologicznie została rozwalona gwałtownym podniesieniem stóp procentowych z jednoczesnym bezwzględnym, destrukcyjnym ściąganiem dywidendy. Skutkiem końcowym było nie reformowanie przemysłu, ale jego kompletne zdemolowanie i zerwanie łańcuchów dostaw. W efekcie jesteśmy obecnie wyłącznie podrzędną kolonią gospodarczą Europy Zachodniej bez własnej polityki przemysłowej i gospodarczej. Nawet Bielecki, w tamtym okresie bałwochwalczy wyznawca tej polityki destrukcji, zmienił swój front. Konkludując: Syryjczyk ponosi poważną część odpowiedzialności za zniszczenie przemysłu. Polityka ocenia się za skutki, a nie za intencje i deklaracje.

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    @marcinach Nawiązując do wskazanej strony Syryjczyka można tylko westchnąć: ech, teoretyk akademicki. Dlaczego? Ot, choćby: „Wtedy i potem wybór był jednoznaczny – strategiczne są komputery, a nie fabryki komputerów, rację ma konsument, a nie pracownicy i zaplecze badawczo – rozwojowe przemysłu”. Dziwnym trafem wszystkie kraje, które w ostatnich dziesięcioleciach gwałtownie się rozwinęły i uniknęły pułapki stagnacji średniego rozwoju postępowały dokładnie odwrotnie. Najpierw, pod parasolem ochronnym rozwijały własny przemysł NAWET kosztem konsumentów, co najwyżej, jak Korea Południowa, wprowadzając konkurencję wewnętrzną. Dopiero potem otwierały się na zewnątrz.

  • marcinach pisze:

    @Tezcatlipoca2013
    Tak, zgodzę się, ale właśnie postawiono na maksimum interwencji i wprowadzenia szkodliwych rozporządzeń, regulacji, licencji itd., które po mału dobiajły polską gospodarkę. Wilekość państwa, licząc tylko udziałem wydatków w PKB był olbrzymi jak na kraj starujący. Po drugie problemem nie był import. Import był konsekwencjątego co było, i import sam w sobie nie jest zły. Choć zgodzę się o nieudolnej polityce montarnej (choc była lepsza od polityki fiskalnej itd.) i polityki gospodarczej w ogóle. Regulacje mnożyły się króliki i to od premiera Bielckiego poszła lawina – proszę zerknać do dokumentu NBP pt. Reglamentacja gospodarki polskiej w latach 1989-2003, Materiały i Studia, Zeszyt nr 187, dostępny na stronie NBP w formacie pdf. Zresztą to co mógł zrobic Syryjczyl, co mówił, a co zrobiono – to są różne rzeczy. Bądźmy szczerzy – mało mógł. Przykre to jest, ale wszystki rządy, biurokracje, dawna nomenklatura potraktowała sprawe nastepująco – przypodobać się Zachodowi na zewnątrz i zrobić sobie żerowisko w wewnątrz kraju. Ten cyrk, pomimo zmiany partii przy władzy, przetasowaniach – oglądamy do dziś. Ja inaczej tego nie widzę. A więcej polityki w polityce to mieliśmy w socjalizmie. Jestem obserwatorem z zewnątrz, a w Polsce bywam tylko gościem i to co widzę mnie przeraża. Do głupoty i analfabetyzmu na Zachodzie przywykłem. A w Polsce robią ludziom wodę z mózgu na zachodnią modę i to w takim tempie, że nie nadażąm. Z tą różnicą, że na Zachodzie zdejmuje się obowiązek brania odpowiedzialności za wszystko wszystki ludziom i tym prywatnym osobnikom też, a w Polsce to chyba tylko ludziom z sektora publicznego. Prywatny ma się cieszyć tym co ma i nie podskakiwać, no chyba że z radości, że ma ciepła wodę w kranie.

  • de mow pisze:

    Kontraktowy menedżer firmy „państwowej”, przy odpowiedniej co do fachowości i poziomu motywacji strukturze nadzorczej, która będzie się – w odpowiednio wysoko dynamicznym uzależnieniu od sukcesu – charakteryzowała wtedy zbiorową inteligencją wyższą od pojedynczego, zachłannego właściciela – nie różni się „morfologicznie” w swych sukcesach niczym, od takiego samego menedżera firmy prywatnej. Ma zresztą nad nim przewagę solidnego państwowego bankingu, jeśli ten jest dobrze prowadzony, i ma do zaoferowania twardy, solidny pakiet socjalny, o wiele bezpieczniejszy.
    Duże koncerny są tak samo nieudolnie zarządzane, jak państwowe, o ile nie podzieliły swych aktywności na wyspy dochodowe według zasad pomocniczości trafiając w takie wielkości, jakie przynoszą największe efektywności w proporcji do pojemności rynku i specyfiki segmentowych zadań.

    Komentujący tutaj ten niekompletny analitycznie artykuł Wade’a odnoszą się do polityki przemysłowej jak do mętnej i chybotliwej, niebezpiecznej doktryny, która się nigdy dobrze w praktyce nie sprawdzała – jakoś dziwnie zapominając, że z braku prawdziwego zrozumienia istoty gospodarki w administracji, sterowanej u nas zawsze politycznym ręcznym układem pożądanych uzależnień i koncesji w gospodarce, nierzadko bandyckim, oraz partyjno-mafijnym kluczem „doboru” personelu i w ministerstwach, i w radach nadzorczych takich firm – nigdy nie powstają czyste warunki do w/w dynamizacji. Obiektywnie biorąc, jest ona nie tylko w pełni możliwa, ale niektóre jej cechy byłyby lepsze od – zawsze ograniczonego – partykularnego widzimisię jednego właściciela.

    Bezkarność rządzącej partii i jej „układy” nigdy nie pozwolą tworzyć jakieś całkiem niezależne od środowiska partii rządzącej samooptymalizujące się ekonomicznie mechanizmy zarządu gospodarczego.

    Tu nie doktryna gospodarcza winna.
    Partie wszystko psują.

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    @de mow Wybacz, ale twoja argumentacja za bardzo mi przypomina niegdysiejsze „socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. Twierdzisz, że duże firmy prywatne są stosunkowo nieefektywnie zarządzane? Zgadzam się. Sam obserwuję to w naturze. Niemniej twoja teza, że w dobrze zarządzanej firmie państwowej menadżer mógłby działać sprawnie i efektywnie jest moim zdaniem fałszywa. Dlaczego? Bo taki przypadek nie istnieje lub ewentualna liczność takich przypadków jest znikoma. To nie jest tak, że brzydkie partie psują sprawny mechanizm. To jest całość: obecny system demokracji przedstawicielskiej zawiera tak zdegenerowane partie jako swoją cechę immanentną. Więc opisywany przez ciebie przypadek idealny jest bytem nieistniejącym.

  • marcinach pisze:

    @de mow
    Przyjmuje to jako zart :)

  • Gregory pisze:

    Co Pan powie! Największą aberracją w nowożytnej historii gospodarczej było doprowadzenie do konsolidacji na amerykańskim (światowym) rynku usług finansowych i pozwolenie bankowym molochom bez żadnej kontroli pustoszyć świat w imię krótkoterminowych prywatnych zysków kosztem całych społeczeństw. Na domiar złego rządy (przede wszystkim USA), w których politykę finansową określają ci sami, którzy do kryzysu doprowadzili, pozwolili tym drugim wyłudzić pakiety stymulacyjne liczone w bilionach dolarów. I co? I nic. Kryzys mamy dalej i końca nie widać. Oczywiście formalnie decyzje podjęły władze, więc każdy wolnorynkowiec powie, że to kolejny przykład chorego interwencjonizmu. Ale w istocie to amerykańscy bankierzy – twardy rdzeń międzynarodowego wolnorynkowego kapitalizmu – decyzje te napisali i wykonywali, w imię wypaczonej ideologii. Pozdrawiam wszystkich wolnorynkowych fundamentalistów.

  • […] latach okazuje się, że prawdziwą podmiotowość gospodarczą zapewniają tylko polskie firmy, które z sukcesami podbijają globalne rynki, jak wspomniana […]

Dodaj komentarz


6 + cztery =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane