Konfiskata, naruszenie własności prywatnej, złamanie gwarancji – opinie o podatku od depozytów bankowych na Cyprze są jednoznacznie złe. Z punktu widzenia polityki europejskiej jest to jedyne możliwe rozwiązanie – kryzysową sytuację na Cyprze i desperacką próbę ratowania kraju komentuje dr Vassilis Monastiriotis, wykładowca Instytutu Europejskiego na London School of Economics.

Obserwator Finansowy: Czy Cypr zbankrutuje?

Dr Vassilis Monastiriotis: Nie. Jeżeli uda się wprowadzić w życie podatek od oszczędności, strefa euro zagwarantuje płynność cypryjskiemu systemowi bankowemu i bankructwa nie będzie.

A uda się? Wydaje się, że ludzie na to nie pozwolą. Co prawda run na cypryjskie banki został administracyjnie zatrzymany, bo banki zamknięto, ale kto zagwarantuje, że w czwartek – po ich ponownym otwarciu – szturm na bankomaty nie rozpocznie się znowu?

To techniczne, administracyjne zatrzymanie runu na banki jest bardzo ważne. Władze dają w ten sposób czas obywatelom na przemyślenie sytuacji. Ludzie uświadomią sobie, co naprawdę leży w ich interesie. W pierwszym panicznym odruchu na wieść o nowym podatku chcieli wypłacać pieniądze, ale dojdą do wniosku, że to strzelanie sobie w stopę. Przecież podatek od oszczędności nie jest dla nich jakąś szczególnie wielką stratą. To będzie – statystycznie biorąc – jedynie ok. 5 proc. pensji przeciętnego Cypryjczyka. Ponadto ten ubytek będzie zrekompensowany przez zaoferowanie deponentom udziałów w bankach.

Jest pan pewien, że ludzi to zadowoli?

Musi. Jeżeli nawet wybiorą swoje pieniądze, to na pewno nie w całości i zmniejszając szanse na odzyskanie całej kwoty. To mechanizm zabezpieczający.

Szantaż i kradzież – mówią niektórzy.

To nie jest kradzież, ani konfiskata mienia. To podatek, jak każdy. 10 proc. od oszczędności to jest podatek spory. Zgadza się. To tak, jakby podatek od zysków kapitałowych wynosił 200 proc.

Nie do końca. Tutaj mamy podatek nie od zysków, ale od pieniędzy już raz opodatkowanych i zaoszczędzonych. Gdyby te pieniądze były schowane pod poduszką i rząd zdecydował się zabrać 10 proc. z nich, to to wciąż byłby podatek? Naprawdę?

Oczywiście. Rząd, jeżeli chce może opodatkować wszystko – od nieruchomości, przez samochody, po komórki, słowem: każdy prywatny kapitał. To nie jest nic niezwykłego. W Grecji w czasie kryzysu nałożono podatek od nieruchomości, działa od 2 lat i Grecy jakoś żyją. Niezwykłe w sytuacji Cypru jest to, że narusza się podstawową zasadę w europejskim systemie bankowym, w którym dotąd depozyty do 100 tys. euro były objęte bezwzględnymi gwarancjami. To jednak jedyne wyjście – alternatywą jest bankructwo systemu.

Naprawdę jedyną? A Europejski Mechanizm Stabilności? Przecież fundusze na pomoc dla Cypru istnieją. Utworzyła je ta sama Unia Europejska, która teraz chce golić cypryjskich podatników…

Problem w tym, że sprawa dotyczy nie tylko cypryjskich podatników, ale także zagranicznego – przede wszystkim rosyjskiego – kapitału, obecnego w cypryjskich bankach. To polityka. Unia, zwłaszcza Niemcy, nie zaakceptują sytuacji, w której europejskie pieniądze trafiają, ot tak, do kieszeni rosyjskich oligarchów. Stąd właśnie postulat, żeby na ratunek dla banków składali się wszyscy deponenci. Nie można, niestety, tym ciężarem obarczyć tylko Rosjan, bo to wbrew zasadom systemu bankowości. Trzeba strzyc wszystkich po równo.

Jeżeli celem jest zapewnienie stabilności cypryjskim bankom, to ten nagły podatek konfiskacyjny odstraszy kapitał zagraniczny i cypryjskie banki tylko dodatkowo osłabi. Czy nie tak?

Jest taka groźba. Zgadzam się. To jeden z głównych argumentów przeciwko nakładaniu tego podatku. Ekonomicznie rzecz biorąc, lepiej byłoby, gdyby to UE wyłożyła te 17 mld euro na ratowanie cypryjskich banków. Politycznie jednak, jak wspomniałem, to niemożliwe. Zobaczymy, jak zachowają się Rosjanie, czy nie dostaną odgórnego rozkazu z Kremla pt.: „wyciągamy wtyczkę” i po prostu nie zwiną się z Cypru. Możliwe. Działa tu jednak ten sam system zabezpieczający, co w wypadku Cypryjczyków. Jeżeli zabiorą te 90 proc. oszczędności, które im zostają, to nie odzyskają pozostałych 10 proc., bo Cypr zbankrutuje. Tymczasem, akceptując sytuację i spisując tymczasowo na straty 10 proc. swoich oszczędności w gotówce, a przyjmując w zamian udziały, dają sobie szansę na odzyskanie pieniędzy. Przecież, gdy Cypr z problemów się wykaraska, wartości udziałów wzrośnie, będzie można je sprzedać. Jest jeszcze jeden czynnik. Może to zabrzmi cynicznie, ale Cypr to nie tylko – jak dotąd – niskie podatki, lecz także nieprzejrzysty nadzór bankowy, dający szansę na ukrywanie pochodzenia pieniędzy przed władzami. Ta przewaga Cypru wciąż istnieje i dla Rosjan ma duże znaczenie.

Jednym ze sprawców zamieszania jest Europejski Bank Centralny. To m.in. pod jego naciskiem na Cyprze opodatkowuje się oszczędności. Jak to wytłumaczyć: bank centralny, powołany do zapewniania stabilności w systemie bankowym, wywołuje run na bank? Czy to nie absurd?

Absurd, jeśli spojrzeć na to tak, jak pan to ujmuje. Jednak proszę mi wierzyć, politycznie było to jedyne możliwe rozwiązanie, które zapobiega krachowi Cypru.

Czyli znów jedyne możliwe rozwiązanie to sięganie do kieszeni podatnika, czyli coś, co – wedle składanych w ciągu ostatnich lat deklaracji przywódców europejskich – nigdy już nie miało się zdarzyć.

Niestety, tak. Co więcej, Cypr może uruchomić kolejną falę kryzysu w Portugalii, Hiszpanii, a nawet w Niemczech. Ludzie mogą dojść do wniosku, że ich oszczędności nie są bezpieczne. Wtedy mamy powtórkę z kryzysu 2009 r. Nikt tego nie chce. Ale nawiasem mówiąc, Cypr sam się prosił o te problemy.

Jak to?

Wartość systemu bankowego na Cyprze jest siedem razy większa niż wartość tamtejszego PKB. To nie jest normalna sytuacja. Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że wszystko jest w porządku. System bankowy działał, jak należy, dług publiczny wynosił poniżej 60 proc. PKB. Co się stało? Grecja. Cypryjskie banki miały dużą ekspozycję na Grecję, po prostu posiadały dużo greckich papierów. To wygenerowało straty w wysokości ok. 5 mld euro. Niedużo? Może z punktu widzenia dużych gospodarek, ale te 5 mld euro to 25 proc. cypryjskiego PKB. Straty się regularnie powiększały, rząd się zadłużał. Teraz dług cypryjskiego państwa to 75 proc. PKB, a kwota konieczna do ratowania banków to 17 mld euro. Gdyby rząd Cypru wyłożył te pieniądze, zwiększyłby swój dług do 175 proc. PKB. To natychmiastowe bankructwo.

Czyli Cypr dostał rykoszetem bezpośrednio od pogrążonej w kryzysie Grecji?

No właśnie. Dzięki Bogu, że nie zastosowano tam tych samych środków, co w Grecji – czyli nie wprowadzono planów oszczędnościowych. Z kraju zostałyby zgliszcza.

Nie ma jednego rozwiązania dla problemów wszystkich krajów eurolandu – tak mówią politycy.

W przypadku Cypru to racja, ale generalnie powinno być jedno standardowe podejście. Rynki muszą wiedzieć, czego się po politykach spodziewać, inaczej panikują. Kryzys eurolandu trwa.

A pan w jakiej walucie trzyma oszczędności?

Nie mam oszczędności.

W jakie walucie trzymałby pan oszczędności?

W euro. Mimo wszystko.

Rozmawiał: Sebastian Stodolak

Dr Vassilis Monastiriotis – starszy wykładowca ekonomii politycznej Europy Południowo-Wschodniej w Instytucie Europejskim na London School of Economics. Oprócz makroekonomii, zajmuje się geografią ekonomiczną i rynkiem pracy. Wraz z laureatem Nagrody Nobla, Brytyjczykiem cypryjskiego pochodzenia, Christopherem Pissaridesem, badał zawiłości rynku pracy w Grecji i na Cyprze.