Aslund: Sprywatyzowaliście za mało

03.11.2014
Najgorzej poszła wam prywatyzacja, za dużo zostawiliście w państwowych rękach. Krytyka zmian w Polsce nie bazuje na danych empirycznych tylko na opiniach - przekonuje Anders Aslund, szwedzki ekspert w dziedzinie przekształceń gospodarczych, krytykując "rewizjonistów" twierdzących, że można było lepiej i bezboleśnie wprowadzić w Polsce kapitalizm.

Anders Aslund (CC BY-NC-SA CSIS)


ObserwatorFinansowy.pl: Jak nam, Polakom, poszło z tą transformacją ustrojową? Mogliśmy zrobić to lepiej?

Anders Aslund: Całkiem dobrze poszło. Dzięki tej wczesnej fazie przemian, gdy całkowicie zderegulowaliście rynek, wytworzyliście mnóstwo małych prężnych firm. Jesteśmy teraz na Stadionie Narodowym i jadąc tutaj z hotelu widziałem, że w Warszawie aż roi się od reklam i ogłoszeń, od małego i średniego handlu. Macie niezwykle dużą konkurencję i dynamiczny rynek. Jeśli chodzi o przemiany w ujęciu makroekonomicznym takie, jak zarządzanie walutą, walka z inflacją, czy operowanie stopami procentowymi, to poradziliście sobie dobrze, ale nie wybitnie. Tak samo jak inni.

Chociaż kursem złotego zarządzaliście lepiej niż choćby Czesi, czy Słowacy. To dzięki temu, że odrzuciliście system stałego kursu już w 1991 r., a potem uruchomiliście politykę celów inflacyjnych. W sumie urealniliście kurs złotego. Czechy natomiast długo utrzymywały zawyżoną wartość swojej waluty i traciły na tym.

Najgorzej poszła wam prywatyzacja, za dużo zostawiliście w państwowych rękach. Dzięki Bogu, że od międzywojnia przetrwał ten przedsiębiorczy duch narodu.

Czyli bilans transformacji wypada korzystnie?

Oczywiście. Popatrzmy choćby na to szalone tempo wzrostu gospodarczego Polski w latach 90. Potem co prawda był okres 2001-2007, gdy średni wzrost PKB Polski był na poziomie 4 proc., gdy inni w tym czasie – jak na przykład państwa bałtyckie – miały po 9 proc. Ale co się okazało? Że oni po prostu przegrzewali gospodarkę, za co w końcu słono zapłacili w kryzysie. Wy natomiast w krytycznym 2009 r. mieliście 1,7 proc. wzrostu PKB. Byliście na plusie jako jedyny członek Unii Europejskiej. I zaryzykowałbym tezę, że głównym powodem była bardzo mądra polityka pieniężna waszego banku centralnego. Polska od 1989 r. podwoiła swoje PKB. To niezwykły sukces. Tylko Estonii udało się coś podobnego. Ani Czechom, ani Słowakom, ani Węgrom to się nie udało. Węgrzy zwiększyli swoje PKB zaledwie o 24 proc. To z kolei niesamowita porażka.

Dla zwykłego Kowalskiego to tylko statystyki, bo jednak poziom życia na Węgrzech, w Polsce, czy w Czechach nie różni się szczególnie.

Tak, bo oni startowali z wyższego poziomu, a wy nadganialiście. Polska miała jedną z najgorzej zarządzanych gospodarek socjalistycznych. Czechy – jedną z najlepiej zarządzanych. W Polsce nie było myślenia gospodarczego o gospodarce, było tylko myślenie polityczne. Dlatego w 1989 r. mieliście trudniej, a jednak poradziliście sobie. Owszem, z grona wszystkich reformatorów najbardziej znany jest Vaclav Klaus. Mimo, że z punktu widzenia reform nie był aż tak sprawny, jak Leszek Balcerowicz, to przykładał wielką wagę do marketingu politycznego. Ponadto, oprócz tego, że był ministrem finansów, był też premierem i dwukrotnie prezydentem. Na arenie międzynarodowej wygrał marketingowo i politycznie. Gospodarczo jednak, czyli realnie, to Polska radziła sobie przez ostatnie 25 lat lepiej niż Czechy. Drugim krajem, który swoją szansę wykorzystał była Estonia. Tam przeprowadzono nawet bardziej radykalne reformy niż w Polsce. To zasługa głównie Marta Laara, premiera Estonii w latach 1992-94. Tak więc Klaus, Balcerowicz, Laar to awangarda przemian gospodarczych, ich najskuteczniejsi liderzy. Z drugiej strony mamy kraje takie, jak Mołdawia, Ukraina, Rumunia, czy Bułgaria, gdzie terapii szokowej nie było i o efekty tego zaniedbania wszyscy znają.

Twierdzi Pan, że prywatyzacja w Polsce odbyła się na zbyt małą skalę. Krytycy powiedzieliby, że wręcz przeciwnie.  Że wyprzedano niemal cały majątek narodowy.

Ktoś, kto tak mówi jest oderwany od rzeczywistości, od empirii. A kopalnie? A bank PKO BP? A KGHM? A PGNiG? Mógłbym tak wymieniać i wymieniać. W rękach polskiego rządu pozostaje bardzo dużo przedsiębiorstw. To źle, ale mogło być gorzej. Mogliście być, jak Słowenia, która zaniedbała prywatyzację i dużo na tym straciła w kontekście rozwoju gospodarczego. Państwowe firmy są złe dla rozwoju gospodarki. Spójrzcie na kraje byłego ZSRR, w których państwowych firm wciąż jest dużo. Gdzie te kraje są?

Jeden z twórców polskich przemian, Jan Krzysztof Bielecki, ze zwolennika liberalnego podejścia do gospodarki stał się jego przeciwnikiem. Mówi, że obecność państwa w sektorze takim, jak na przykład bankowość to konieczność strategiczna.

Jan Krzysztof Bielecki to pragmatyk. Jego poglądy zmieniają się w zależności od sytuacji, w jakiej się znajduje. Są nieempiryczne. Weźmy polskie kopalnie. Większość z nich pozostaje wciąż państwowa i co? Jaki jest tego efekt? Są nierentowne, dopłacacie do nich. I tu – wyjątkowo – moglibyście się uczyć od Rosji, która swoje kopalnie sprywatyzowała i uczyniła z nich przedsięwzięcia dochodowe.

Uczyć się od Rosji? Kontrowersyjne twierdzenie, w tych czasach.

Nie od Rosji, to od Czech. Także sprywatyzowali kopalnie i wyszli na tym dobrze. W Polskich kopalniach spada produkcja, bo nie ma zysków, a nie ma zysków, bo przy waszych uwarunkowaniach geologicznych produkcja jest zbyt mała, by być rentowna. Po prostu nie ma efektu skali. Koło się zamyka. Do tego macie przestarzały sprzęt i związki zawodowe, które uniemożliwiają reformy.

A czy w Pańskiej ojczyźnie, Szwecji, wiele jest firm należących do państwa?

W porównaniu z Polską? Nie ma takich prawie wcale. Owszem na północy kraju państwo posiada pewną firmę wydobywczą, która przynosi zysk. Ale to samograj taki, jak żyła złota. Państwowy jest także Vattenfall, ale to już nie jest taka fajna historia. Ta firma źle i niepotrzebnie inwestuje pieniądze w niedochodowe projekty, choćby w Polsce, przez co ciągle jest zamieszana w różne skandale. Mamy także rządową kontrolę nad liniami lotniczymi i to też jest tragedia. Z radością powitam dzień, gdy te linie upadną i odciążą Szwecję tak, jak na przykład państwowe huty, które zafundowali nam kiedyś socjaldemokraci. Te huty już państwowe nie są i nikt nie załamuje tu rąk.

Szwecja uchodzi u nas za wzór socjalistycznego raju.

A to niby dlaczego? Nasz kraj jest wolnorynkowy. Z wyjątkiem krótkiego okresu, gdy w latach 1970-1990 rosły podatki i wydatki publiczne. Odbyło się to z takim skutkiem, że nasza gospodarka spowolniła. Względem krajów OECD rośliśmy wtedy, przez całe 20 lat, o 1 proc. wolniej. Spadliśmy w rankingu zamożności OECD poniżej średniej, mimo że wcześniej zajmowaliśmy 3 miejsce! Potem w latach 1991-1993 był kryzys finansowy, który zmniejszył nasze PKB o 6 proc. i stało się jasne, że tak dalej być nie może, że konieczne są reformy. Zmniejszono więc podatki, a także wydatki publiczne – i to o 20 proc.! – zderegulowano rynek, sprywatyzowano kilka firm. I znów dzięki liberalnej polityce zaczęliśmy rosnąć – średnio o 0,5 proc. szybciej niż kraje OECD.

Ciąć podatki? To mówi ekonomista ze Szwecji?

Tak. Szwecja to naprawdę zły kierunek, gdy ktoś szuka lewicowego raju. Przecież my do lat 40 XX w. mieliśmy podatki niższe niż w USA. Zaczęliśmy się rozwijać w latach 60 XIX w., gdy wszystko było prywatne. Obecnie mamy zbalansowany budżet, relacja długu do PKB stanowi rozsądne 37 proc., a wydatki publiczne to ok. 50 proc. PKB. Nasze doświadczenia ze zwiększaniem podatków i wydatków są negatywne.

Wróćmy jeszcze na moment do Polski. Krytycy transformacji zauważają, że doprowadziła ona do tego, że jesteśmy montownią Europy, a nie sercem innowacji i postępu. Stąd wysokie bezrobocie i niskie płace.

No, ale czyja to wina?

Ostatnio mówi się, że częściowo zachodnich koncernów, które wykorzystują naszą tanią siłę roboczą i konserwują nasz rynek na takim prymitywnym etapie.

Mówi pan, że firmy zachodnie zakładają u was montownie, a nie centra badawcze i że kiepsko wam płacą. A czy polski rynek jest do tego stopnia atrakcyjny dla firm, by inwestowały na nim w inny sposób? Na którym miejscu w rankingu „Doing Business” Banku Światowego jesteście i dlaczego tak daleko? Żeby przyszedł do was biznes, który wam pozwoli się rozwinąć, potrzeba stworzyć mu warunki. Czyli nie przeszkadzać. Zresztą moim zdaniem opinie, które pan przytacza demonizują rzeczywistość. Zawsze jest tak, że młoda gospodarka najpierw kopiuje, a potem tworzy. Koła się nie wymyśla, tylko kupuje od tych, którzy już je wymyślili.

To wszystko pięknie brzmi, ale coś przecież musi być nie tak, skoro od lat utrzymuje się u nas bezrobocie na poziomie przekraczającym 11, czy 12 proc.

Bo oprócz prywatyzacji, zaniedbaliście edukację. Nie zreformowaliście zwłaszcza szkół wyższych, zostawiając tam profesorów z poprzedniej epoki. Wasze najlepsze uniwersytety, Warszawski i Jagielloński, ledwo mieszczą się w rankingu 500 najlepszych uczelni świata. Innymi słowy, nie wykształciliście kadr dla nowoczesnych przedsiębiorstw. Zagraniczne firmy to wiedzą i nie biorą Polski tak często, jak powinny pod uwagę, gdy planują ekspansję. Zreformujcie edukację, dokończcie prywatyzację i bądźcie cierpliwi.

Rozmawiał Sebastian Stodolak

Anders Aslund – ekonomista, absolwent Oxfordu, pracownik naukowy waszyngtońskiego think-tanku Peterson Institute for International Economics, doradca wielu rządów w sprawach gospodarczych.

 

 


Tagi


  • obserwator pisze:

    W temacie reformy edukacji to ten człowiek ma rację.

  • sceptyk pisze:

    kolejny „prorok i znawca”

    nie wie ale mówi to za co jemu zapłacą

  • jogi pisze:

    Anders Aslund twierdzi że Polska nie jest innowacyjnym krajem ponieważ jesteśmy młodą gospodarką. Chiny również są młodą gospodarką a już mają wiele międzynarodowych koncernów takich jak Xiaomi, Lenovo, Huawei. Chiny dorobiły się wielu międzynarodowych koncernów ponieważ nie słuchają rad takich ludzi jak Pan Aslund, podobnie jak wcześniej Japonia i Korea Południowa wspierają przemysł dotacjami.

  • Tezcatlipoca2014 pisze:

    Aslund jak większość ekonomistów myli wzrost dobrobytu ze wzrostem PKB.

  • szarak pisze:

    Nic dodać, nic ująć – mądrego miło poczytać zwłąszcza odnośnie Polski, transformacji i prywatyzacji gdzie narosło sporo mitów u nas. Bo sytuację w Szwecji trochę podkoloryzował. Może i 20 lat gdy rosły wydatki to „krótki okres”, ale warto przypomnieć że Szwecja była wtedy w awangardzie zwiększania obciążęń podatkowych i wydatki publiczne osiągnęły absurdalny poziom przekraczający 70%.

  • plazowicz pisze:

    Z przyjemnością czyta się takie wywiady jak ten. Myślę dokładnie tak samo i mam identyczne odpowiedzi jak p. Aslund, choć szkoliłem się zaledwie na KUL, a nie Oxfordzie. Nawet obraz Szwecji jako kraju wolnorynkowego i kapitalistycznego, a nie „socjalistycznego raju” mam taki sam.

Dodaj komentarz


cztery × = 4

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane