Bogaci będą coraz bogatsi

08.03.2014
Prawie całość majątku świata znów znajdzie się w rękach niewielkiej mniejszości – twierdzi Thomas Piketty. Jeszcze przed premierą w USA książka „Capital in the XXI Century” znalazła się na szczycie biznesowych bestsellerów księgarni internetowej Amazon.

Thomas Piketty, „Capital in the XXI Century”


Książka (jej polski tytuł to „Kapitał w XXI w.”) ukazała się 1 września 2013 r. po francusku (Piketty jest Francuzem), a 20 marca 2014 r. wydane zostanie jej tłumaczenie na język angielski. „Jeszcze się nie ukazała, a już jest klasykiem” – zauważył ostatnio prof. Tyler Cowen z George Mason University w USA.

To efekt 15 lat pracy Piketty’ego i – jak twierdzi profesor – zebrania najobszerniejszych do tej pory danych o nierównościach majątkowych (wszystkie dane i wykresy z książki są dostępne za darmo w internecie). Francuska prasa określiła książkę mianem „politycznego i ekonomicznego buldożera” za postawienie i udowodnienie mocnej, kontrowersyjnej tezy: wolny rynek nie likwiduje nierówności, ale je zwiększa.

Piketty wykazuje na danych, że koncentracja majątku w rękach niewielkiej mniejszości od rozpoczęcia rewolucji przemysłowej się zwiększała. W 1810 r. 10 proc. najbogatszych obywateli dysponowało ponad 80 proc. majątku w Europie i prawie 60 proc. w USA. Wiek później (w 1910 r.) udział ten wzrósł do 90 proc. w Europie i ponad 80 proc. w USA.

Od tego czasu spadał (do około 65 proc. w USA i około 60 proc. w Europie), by od lat 70. XX w. znowu zacząć rosnąć. Koncentracja kapitału nie osiągnęła jeszcze poziomu z początku XX w., ale zarysowana w ostatnich 40 latach tendencja rosnąca jest wyraźna (obecnie 10 proc. najbogatszych obywateli ma ponad 70 proc. całości majątku w USA i około 65 proc. w Europie).

Zmniejszenie, w szczególności w Europie, odsetka majątku w rękach najbogatszych (spadł on z 90 proc. do 60 proc.) pozwoliło na stworzenie klasy średniej. Po raz pierwszy w historii prawie połowa obywateli posiadała istotny udział w majątku narodowym. Zdaniem Piketty`ego to wyjaśnia entuzjazm, jaki zapanował w Europie w latach 1945–1975. Obywatele mieli wrażenie, że udało się ukształtować kapitalizm tak, by skrajne nierówności przestały istnieć. Radość była jednak przedwczesna.

Dane historyczne

Jaki jest powód koncentracji kapitału w rękach niewielkiej mniejszości w systemie kapitalistycznym? Otóż aż do XVIII i XIX w. wzrost gospodarczy był bardzo niski, w większości krajów niewiele większy od zera (rzędu 0,1–0,2 proc. rocznie). Z kolei stopa zwrotu z posiadanego kapitału kształtowała się na poziomie 4–5 proc. rocznie (tyle mniej więcej wynosiła stopa zwrotu z inwestycji w ziemię rolną w społeczeństwach agrarnych), a więc była znacznie wyższa niż stopa wzrostu gospodarczego i stopa wzrostu dochodów ludności. Gdyby nawet uznać, że część tej stopy zwrotu to zapłata za wymagające pracy zarządzanie gospodarstwem rolnym, to i tak reszta jest nawet 20-krotnie wyższa od historycznej stopy wzrostu gospodarczego. Ta prawidłowość obowiązywała praktycznie przez całą historię współczesnej cywilizacji. W efekcie ludzie, którzy żyli z kapitału, mieli coraz większy udział w całości majątku narodowego.

Piketty podaje, że przy założeniu, iż wzrost gospodarczy wynosi 1 proc. rocznie, a stopa zwrotu z kapitału 5 proc., wystarczy, że osoby żyjące z kapitału zaoszczędzą 1/5 zysków, by całość kapitału rosła w tym samym tempie co gospodarka. Jeżeli zaoszczędzą więcej, ich kapitał będzie rósł szybciej niż cała gospodarka, a zatem ich udział w majątku narodowym będzie rósł.

Infografika DG

Co istotne, ta prawidłowość nie zmieniła się po rozpoczęciu rewolucji przemysłowej. Światowy wzrost gospodarczy przyspieszył, ale w szczycie (w latach 1950–2012) globalny PKB rósł w tempie nieco poniżej 4 proc. i wiele wskazuje na to, że był to wyjątkowy okres w historii, który się raczej nie powtórzy. Prognozy na lata 2012–2050 mówią o stopie wzrostu niewiele przekraczającej 3 proc., a na 2050–2100 poniżej 2 proc. Zresztą nawet w najlepszym dla wzrostu PKB okresie jego stopa była niższa od stopy zwrotu z kapitału. Różnica była jednak na tyle mała, że polityka państwa mogła ją łatwo zniwelować.

Państwa wchodzą do gry

I tak się właśnie stało. Aż do początku XX w. podatki były bardzo niskie (w większości państw nie było podatku dochodowego od firm i osób prywatnych, a podatek spadkowy wynosił kilka procent) i stopa zwrotu z kapitału brutto była w przybliżeniu taka jak netto. Po pierwszej wojnie światowej podatki dla najbogatszych zaczęły szybko rosnąć i istotnie zmniejszyły stopę zwrotu z kapitału (z wyliczeń Piketty’ego wynika, że w latach 1913–1950 wynosiła ona 1–1,5 proc.). Po raz pierwszy w historii cywilizacji była ona przed dłuższy okres niższa od stopy wzrostu gospodarczego (w tym okresie wyniósł on około 1,8 proc. rocznie).

Jak to osiągnięto? Otóż horrendalnie wysokimi podatkami, których pionierami byli – co ciekawe – postrzegani jako ceniący sobie wolność jednostki Amerykanie i Brytyjczycy. W 1915 r. Willford King opublikował tezę, że USA stają się podobne do Europy pod względem koncentracji majątku w rękach niewielkiej mniejszości. W 1919 r. Irving Fisher, prezydent Amerykańskiego Stowarzyszenia Ekonomicznego, oświadczył w jednym z przemówień, że rosnące nierówności to największy problem ekonomiczny USA. Zwracał uwagę na to, że „2 proc. społeczeństwa ma ponad 50 proc. całego majątku narodowego, a dwie trzecie obywateli nie ma praktycznie nic”. Jego zdaniem taka dystrybucja bogactwa była „niedemokratyczna” i „zagrażała fundamentom amerykańskiego społeczeństwa”.

Do sprawy powrócono jednak dopiero po wybuchu Wielkiego Kryzysu. W 1933 r. do władzy odszedł prezydent Franklin Delano Roosevelt i poniósł najwyższą stawkę podatku dochodowego z 25 proc. do 63 proc., a w 1937 r. do 79 proc. W 1942 r. ze względu na dodatkowe podatki wzrosła ona w praktyce do 88 proc., a w 1944 r. do 94 proc. Później trochę spadła, ale aż do połowy lat 60 XX w. utrzymywała się na poziomie 90 proc. Nawet na początku lat 80. XX w. wynosiła 70 proc. W sumie średnia najwyższa stopa podatkowa w USA w latach 1932–1980 wynosiła 81 proc.

Żaden kraj kontynentalnej Europy nawet nie zbliżył się do tych stawek (z wyjątkiem Niemiec, gdzie w latach 1947–1949 wynosiła ona 90 proc.). We Francji podatki dla najlepiej zarabiających sięgały w szczycie 70 proc. Podobnie najwyższa stawka podatku spadkowego w USA w latach 1930–1980 r. utrzymywała się na poziomie 70–80 proc., a we Francji i Niemczech nie przekroczyła 30–40 proc.

Jedynym krajem, który pokonał USA pod względem wysokości podatków dla najbogatszych, była Wielka Brytania. W latach 40. XX w. (i później także w latach 70.) najwyższa stopa podatkowa od dochodów i spadków wynosiła 98 proc.

Co jednak istotne, i w USA, i Wielkiej Brytanii rozróżniano dochód, „na który się zapracowało” (czyli pensję) od dochodu „na który się nie zapracowało” (dywidendy, odsetki, czynsze). Najwyższe stawki podatkowe dotyczyły tych ostatnich.

Jak wskazuje Piketty, podatki na poziomie 80 proc. i więcej to podatki konfiskacyjne. Ich głównym celem nie jest uzyskanie dochodów do budżetu, ale wywłaszczenie najbogatszych z majątku i rozproszenie go wśród większego odsetka obywateli. Ten cel został osiągnięty, jednak od lat 80. XX w. podatki dla najzamożniejszych zaczęły spadać i zdaniem Piketty’ego wiele wskazuje, że trend ten będzie się nasilać ze względu na mobilność kapitału i konkurencję ze strony rajów podatkowych. Autor uważa, że powrócimy do stopnia koncentracji kapitału z początku XX w. (10 proc. społeczeństwa ma 90 proc. majątku narodowego). O ile nie dojdzie do skoordynowanej reakcji rządów w postaci np. globalnego podatku od majątku (by kapitał nie miał gdzie uciec), nawet jeszcze większego.

Książka Piketty’ego to ważny głos w ciągnącej się od lat debacie „wolny rynek kontra państwo”. Tym istotniejszy, że poparty solidnymi argumentami. Publikacji nie czyta się łatwo, ale warto poświęcić jej trochę czasu, bo jej główne przesłanie daje do myślenia.

42-letni Thomas Piketty wykłada na Paris School of Economics (PSE). Specjalizuje się w zagadnieniu nierówności. Tego dotyczyła jego praca doktorska, którą ukończył, mając 22 lata i obronił na London School of Economics. W latach 90. XX w. wykładał m.in. na Massachusetts Institute of Technology. Picketty jest związany z francuską Partią Socjalistyczną (w latach 1995–1997 był członkiem komisji ekonomicznej tej partii). W 2012 r. magazyn „Foreign Policy” umieścił go wśród 100 najbardziej wpływowych intelektualistów świata (Top 100 Global Thinkers). Profesor regularnie pisuje dla francuskiego dziennika „Libération” i od czasu do czasu także w „Le Monde”.

>>czytaj także wpis na blogu Briana Domitrovica<<


Tagi


  • [ja!] pisze:

    „Francuska prasa określiła książkę mianem «politycznego i ekonomicznego buldożera» za postawienie i udowodnienie mocnej, kontrowersyjnej tezy: wolny rynek nie likwiduje nierówności, ale je zwiększa.” — Postawienie tezy, ale nie jej udowodnienie, bo teza jest nieprawdziwa. Nierówności rosną w czasach stabilnych, ale maleją w czasach niestabilnych (skąd inaczej wzięłoby się odwrócenie trendu w I. poł. XX wieku?), a oprócz tego cały czas zdarzają się przypadki indywidualne, gdy złe decyzje prowadzą do roztrwonienia rodzinnej fortuny.
    ——————————————————————————————————————————————
    Elektroniczna i globalna gospodarka nasila i przyspiesza proces rozwarstwienia, dlatego osobiste podatki dochodowe należałoby zastąpić progresywnym podatkiem spadkowym (nawet pow. 50%, ale spłacane przez 15-20 lat) — likwidacja codziennych podatków i biurokracji byłaby dopalaczem dla gospodarki, a progresywny podatek spadkowy likwidowałby dziedziczenie nierówności.
    ——————————————————————————————————————————————
    Druga sprawa to podatek od transferów bezgotówkowych — elektroniczna gospodarka (szczególnie HFT) zabijają gospodarkę realną (a przy okazji generuje coraz większą niestabilność), a sam duży kapitał staje się narzędziem gromadzenia jeszcze większego kapitału, stąd konieczny jest podatek od transakcji bezgotówkowych, a żeby nie zabił gospodarki w sytuacji rozwiązania lokalnego, wystawionego na konkurencję świata, to powinien działać na zasadzie „błony kraj/świat” rozpiętej nad obrotem wyłącznie krajowym.
    ——————————————————————————————————————————————
    9i9NAwp.pl

  • jan88 pisze:

    Ale mi nowość :(

  • marcinach pisze:

    No i co z tego, że znowu komuś się pomyliła równość ze sprawiedliwością? Kolejny Francuz co pisze gnioty w duchu ‚Liberté, Egalité, Fraternité’. Pytanie brzmi: co w tym złego, że są nierówności? Jak bedziemy równać to tylko możemy to robić do dołu, i to przy olbrzymim marnotrastwie. Kolejny autor co jechał, a może i wszedł(?), na Mont Blanc i przejmuje się BHP dotarcia na tę górę! Gniot, gniot i jeszcze raz gniot. Pan Piński z uporem przedstawia kolejne gnioty mające usprawiedliwić etatyzm. Niech Pan znajdzie coś ciekawego. Coś na miarę prac Gabriela Kolko!

  • marcinach pisze:

    Zanim pomyślimy nad kolejnym podatkiem, należałoby się zastnowić czemu i komu służą podatki. A czym są to już nie wspomnę. Co za świat, co za czasy, co za ludzie!

  • Krzysztof Mazur pisze:

    W ciągu ostatnich 40 lat nierówności w dochodach w skali świata się zmniejszyły. Bogaci Amerykanie i Europejczycy zainwestowali w krajach ubogich, gdzie mieszka obecnie 88 % ludności i tam dochody wzrosły, a w Europie i USA dochody z pracy stoją w miejscu. I to jest sprawiedliwe. Dlaczego mielibyśmy pomagać bogatym mieszkańcom Europy Zachodniej i USA, kosztem pracowników w Chinach i Bangladeszu? Wysokie dochody z kapitału wynikają z jego relatywnej rzadkości. Liczba pracowników w ciągu ostatnich 40 lat rosła szybciej niż zasoby kapitałowe, więc i stopa zwrotu rosła, ale to nie jest stała tendencja. Wraz zakończeniem ekspansji terytorialnej kapitalizmu i wygasaniem boomu demograficznego tendencja musi ulec odwróceniu. Dochody z kapitału spadną, a dochody pracowników będą rosły szybciej, ponieważ będzie ich relatywnie mniej. Chyba że zainterweniuje państwo i zablokuje rozwój produkcji i akumulację kapitału dla ‚wyrównania nierówności’.

Dodaj komentarz


9 − = jeden

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane