Najdłuższa recesja od stulecia; największy skandal w historii z powodu łapówkarstwa; z pamiętanych przywódca budzący najpowszechniejszą niechęć. Nie takie rekordy Brazylia chciała ustanawiać w 2016 r., w którym w Rio de Janeiro odbędą się pierwsze w historii igrzyska olimpijskie zorganizowane w Ameryce Południowej.

W 2009 r., kiedy Brazylii przyznano organizację igrzysk, Luiz Ignácio Lula da Silva, ówczesny prezydent u szczytu sławy, chlubił się łatwością, z którą szybko rozwijająca się Brazylia przetrzymała światowy kryzys finansowy. Dilma Rousseff, wybrana przez niego następczyni, która w styczniu 2015 r. rozpoczęła drugą kadencję urzędowania, napotyka wyjątkową serię katastrof.

Do końca 2016 r. brazylijska gospodarka może się skurczyć o 8 proc. względem pierwszego kwartału 2014 r., kiedy po raz ostatni odnotowano wzrost. PKB per capita może być o jedną piątą mniejszy od szczytowego wskaźnika z 2010 r. Nie jest wprawdzie tak źle jak w Grecji, ale wiele Brazylii do niej nie brakuje. Dwie agencje ratingowe obniżyły ocenę obligacji brazylijskich do poziomu śmieciowych papierów dłużnych. Joaquim Levy, który w styczniu ubiegłego roku objął urząd ministra finansów, aby zredukować deficyt, w grudniu zrezygnował. Każdy kraj, w którym trudno odróżnić stopę inflacji – która znalazła się w przedziale liczb dwucyfrowych – od wskaźnika poparcia dla prezydenta (obecnie 12 proc., po spadku do przedziału wielkości jednocyfrowych) ma poważne problemy.

Polityczne kłopoty brazylijskiej prezydent są równie poważne jak gospodarcze. Prowadzone są dochodzenia w sprawie przyjęcia miliardów dolarów łapówek przez 32 obecnych kongresmanów, przede wszystkim z koalicji kierowanej przez jej lewicową Partię Pracujących (PT), w zamian za korzystne kontrakty z Petrobrasem, państwowym koncernem naftowo-gazowym. 15 grudnia policja weszła do kilku lokali Partii Ruchu Demokratycznego Brazylii (PMDB), ugrupowania wchodzącego w skład w koalicji rządzącej, na czele którego stoi wiceprezydent Michel Temer.

Brazylijski Trybunał Wyborczy analizuje, czy unieważnić ponowny wybór Rousseff z 2014 r. z powodu podejrzanych darowizn na potrzeby kampanii. W grudniu kongresmani zaczęli debatować o wszczęciu procedury impeachmentu. Zapoczątkował sprawę spiker izby niższej, Eduardo Cunha (chociaż należy do PMDB, uważa się za przedstawiciela opozycji), na tej podstawie, że Rousseff mataczyła z rachunkami publicznymi, aby nie ujawnić faktycznej wielkości deficytu budżetowego. Niektórzy uważają, że impeachment służy temu, aby Cunha mógł odwrócić uwagę od własnych problemów. Brazylijski prokurator naczelny chce, aby go pozbawiono uprzywilejowanej pozycji, by dzięki temu można swobodniej prowadzić dochodzenie w sprawie jego udziału w skandalu Petrobrasu. Cunha utrzymuje, że nie dopuścił się niczego niezgodnego z prawem.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Brazylii kryzysy nie są obce. W 1985 r. skończyły się dwie dekady rządów wojskowych, a w 1992 r. przeprowadzono impeachment Fernanda Collora, pierwszego prezydenta, który objął urząd w wyniku wyborów bezpośrednich. Po „straconej dekadzie” stagnacji i hiperinflacji, zakończonej w połowie lat dziewięćdziesiątych, gospodarka zaczęła kuleć przez problemy krajów rynków wschodzących w latach 1997-1998. W połowie pierwszego dziesięciolecia tego wieku w polityce dominował skandal z powodu kupowania głosów zgodnie z planem zwanym mensalão („duża miesięczna pensja” – od wielkości i częstotliwości wypłat), przez który w 2013 r. szef kancelarii Luli trafił do więzienia.

Rzadko jednak, jeśli kiedykolwiek się tak zdarzało, wstrząsy zewnętrzne i krajowe, polityczne i gospodarcze łączyły się w działaniu, jak to ma miejsce dzisiaj. W pierwszej straconej dekadzie warunki światowe były stosunkowo łagodne. W czasie kryzysu pod koniec lat dziewięćdziesiątych zdecydowane działania podjęte po odejściu Collora w celu obniżenia stopy inflacji i przywrócenia wzrostu gospodarczego zostawiły Brazylię w dość dobrej formie. Gdy skandal wstrząsnął pierwszą dekadą obecnego stulecia, odnotowywano boom na rynkach towarów masowych.

Smutne połączenie

Teraz znacznie spadły ceny sprzedawanych przez Brazylię towarów masowych – ropy, rudy żelaza i soi. Od szczytowej wielkości z 2011 r. naliczany przez bank Credit Suisse wskaźnik brazylijskich towarów masowych zmalał o 41 proc. Tąpnięcie na rynkach towarów masowych zaszkodziło gospodarkom całego świata, ale Brazylia oberwała szczególnie mocno, gdyż jej strukturalna słabość (kiepska produktywność oraz przekraczające możliwości państwa i źle zorganizowane wydatki publiczne) spotęgowała te kłopoty. Niezależnie od tego, co być może zrobiła albo nie zrobiła w sprawie impeachmentu, głównym grzechem Rousseff jest to, że nie zajęła się tymi problemami w poprzedniej kadencji, kiedy miała pewną przestrzeń polityczną umożliwiającą manewrowanie. Było inaczej. Poprzednia kadencja charakteryzowała się luźną polityką budżetową i pieniężną, nieustannymi ingerencjami mikroekonomicznymi i chaotycznym procesem politycznym, który blokował budżet, powodował wzrost inflacji i osłabiał zaufanie.

Historia prezydentury Rousseff wygląda słabo, ale część tych problemów jest głęboko zakorzeniona w czymś, co pod pewnymi względami jest wielkim osiągnięciem. Chodzi o federalną konstytucję z 1988 r., która stała się uświęceniem przejścia od rządów wojskowych do demokratycznych. W tym liczącym 70 tys. słów ogromnym dokumencie zawarto tyle przepisów dotyczących spraw społecznych, politycznych i gospodarczych, że jego autorzy chyba nie mogliby więcej wymyślić. Niektóre są bardzo konkretne: 44-godzinny tydzień pracy oraz wiek emerytalny wynoszący 65 lat dla mężczyzn i 60 dla kobiet. W konstytucji stwierdzono, że „siła nabywcza” zagwarantowanych świadczeń „musi zostać utrzymana”, przez co powstał mechanizm powodujący znaczny wzrost wydatków publicznych.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Od czasu, kiedy konstytucja zaczęła obowiązywać, wydatki z budżetu federalnego wzrosły prawie dwukrotnie, dochodząc do 18 proc. PKB. Łączne wydatki budżetowe przekraczają 40 proc. PKB. Ok. 90 proc. wydatków z budżetu federalnego przydziela się na konkretne cele określone albo w konstytucji, albo w ustawach. Tylko chronione przez konstytucję emerytury pochłaniają obecnie 11,6 proc. PKB, więcej niż w Japonii, gdzie obywatele są o wiele starsi. W 2014 r. deficyt pierwotny finansów publicznych (czyli przed spłatą odsetek) wyniósł 32,5 mld reali (13,9 mld dol.; zob. wykres).

Levy starał się wykazać, że zasługuje na przezwisko Nożycoręki, które mu nadano, gdy pracował w ministerstwie skarbu. Zrealizowano wtedy program rekordowych cięć wydatków uznaniowych – zmniejszono je aż o 70 mld reali. Mansueto Almeida, ekspert od spraw finansów publicznych, zwraca jednak uwagę, że skutek przeciwny do tego programu przynosiły przepisy zawarte w konstytucji, które nakazywały wzrost wydatków znacznie większy od uzyskanych oszczędności. Wyrażone jako odsetek PKB wydatki budżetowe w 2015 r. wzrosły. Poza tym nowe, drobiazgowe rozliczanie wydatków publicznych – z pewnością nie bez związku z procedurą impeachmentu – ujawniło, że w minionych latach nie uregulowano zobowiązań wynoszących 57 mld reali. Dopiero teraz przyznało to ministerstwo skarbu.

Dziury budżetowej Levy nie mógł także załatać łatwym sposobem poprzez podniesienie stawek podatkowych. Podatki już pochłaniają 36 proc. PKB, a w 1991 r. była to jedna czwarta. A wpływy podatkowe znacznie zmalały przez recesję. 18 grudnia, niewiele dni po tym, jak agencja ratingowa Fitch poszła w ślady Standard & Poor’s i obniżyła ocenę brazylijskich obligacji, Levy podał się do dymisji. Urząd objął Nelson Barbosa, przedtem szef resortu planowania, który zapewnia, że będzie kontynuował politykę prowadzoną przez Levy’ego. Przed przejęciem urzędu Barbosa jednak nie krył, że jest zwolennikiem bardziej stopniowego dostosowania budżetowego, np. osiągnięcia w 2016 r. nadwyżki pierwotnej wynoszącej 0,5 proc. PKB (Levy chciał doprowadzić do nadwyżki wynoszącej 0,7 proc. PKB, a rok temu obiecywano początkowo, że będzie to 2 proc. PKB).

Wiadomość o mianowaniu Barbosy wywołała deprecjację reala i spadki na giełdzie w São Paulo.

Analitycy z banku Barclays zakładają, że zadłużenie publiczne dojdzie do 93 proc. PKB w 2019 r. Z dużych krajów rynków wschodzących tylko Ukraina i Węgry są bardziej zadłużone. Może się wydawać, że ten wskaźnik nie musi budzić obaw, gdy porówna się to zadłużenie z długami Grecji (197 proc. PKB) czy Japonii (246 proc.), ale Grecja i Japonia są krajami zamożnymi, a Brazylia nie. Zadłużenie publiczne wyrażone jako ułamek majątku jest wyższe od tego wskaźnika w Japonii i prawie dwukrotnie większe niż w Grecji.

Nie mogąc podwyższyć podatków, rząd Rousseff być może zdecyduje się na coś jeszcze bardziej kłopotliwego dla inwestorów i konsumentów – wybierze inflację. W sytuacji presji inflacyjnej towarzyszącej deprecjacji reala bank centralny zachował spokój, podnosząc referencyjną stopę procentową o 3 punkty procentowe od października 2014 r. i utrzymując ją od lipca na poziomie 14,25 proc. mimo recesji. Ale pomimo tej sporej stopy procentowej real nadal traci na wartości.

Wyraża się obawy, że bank centralny nie będzie mógł bardziej podnosić stóp procentowych, gdyż uniemożliwiona zostałaby obsługa zadłużenia publicznego (nazywa się to „dominacją fiskalną”). W ubiegłym roku na obsługę długu publicznego ministerstwo skarbu wydało ok. 7 proc. PKB. Co więcej, podwyżka stóp procentowych może wywołać skutek przeciwny do zamierzonego, mianowicie podsycić inflację zamiast ją zmniejszyć. Większe ryzyko niewypłacalności z powodu wyższych kosztów zaciągania kredytów prawdopodobnie spowoduje to, że inwestorzy będą się wyzbywać obligacji skarbowych, co wywoła dalszą deprecjację brazylijskiej waluty.

Niektórzy ekonomiści, m.in. Monica de Bolle z Instytutu Petersona ds. Ekonomii Międzynarodowej, wyrażają przekonanie, że Brazylia znalazła się na skraju dominacji fiskalnej. De Bolle zwraca uwagę, że gdy stopy procentowe przestają hamować wzrost inflacji, szybko dochodzi do spirali, w wyniku której wymyka się spod kontroli. Credit Suisse ostrzega w swoich prognozach, że w 2017 r. ceny mogą wzrosnąć o 17 proc. Trzy czwarte wydatków budżetowych pozostają powiązane z poziomem cen, przez co miniona stopa inflacji jest osadzona w przyszłych cenach. Pomimo tego cała gospodarka brazylijska jest znacznie mniej indeksowana niż na początku lat dziewięćdziesiątych, w okresie hiperinflacji. Marcos Lisboa z uczelni Insper działającej w São Paulo uważa, że dzięki temu rząd ma trochę więcej czasu. Ale niewiele więcej – być może rok czy dwa.

Wygląda jednak na to, że pomimo palącej potrzeby szybkiego działania z powodów gospodarczych nie ma możliwości politycznych. Członków Kongresu zaprząta impeachment Rousseff. Do lutego muszą postanowić, czy przekazać jej sprawę Senatowi. Wymagałoby to decyzji trzech piątych z 513 deputowanych zasiadających w izbie niższej. Aby nie dopuścić do tej decyzji, Rousseff stawia na swoją lewicową bazę opowiadającą się przeciwko programom oszczędnościowym.

Łagodność nie zawsze przynosi pożądane skutki

Te starania przyniosły pewne sukcesy. W grudniu po raz pierwszy w całym roku prorządowe wiece przyciągnęły więcej Brazylijczyków niż manifestacje antyrządowe. Nie wydaje się prawdopodobne, by impeachmentem miał się zająć Senat (co spowodowałoby kolejne sześć miesięcy chaosu). To jednak nie zapewnia klimatu politycznego sprzyjającego zaciskaniu pasa, by nie wspominać o poprawkach do konstytucji, które zdaniem Barbosy są konieczne do korekty mechanizmu powodującego wzrost wydatków budżetowych na świadczenia. Dostosowanie budżetowe odrzucają pracownicy budżetówki i członkowie związków zawodowych, najważniejsi zwolennicy Rousseff.

Podobnie jak gospodarcze problemy Brazylii, jej kłopoty polityczne – chociaż są powiązane z obecnymi szczególnymi skandalami i manewrami – mają źródło w wydarzeniach lat osiemdziesiątych, okresu przejściowego. Można zauważyć systematyczną tendencję do negocjowanego konsensu w przełomowych momentach w brazylijskiej historii; widać ją w ogłoszeniu niepodległości w 1822 r. bez wojny i królobójstwa, w wojskowym zamachu stanu z 1964 r., który przebiegł łagodnie w porównaniu z krwawymi aferami w Chile i Argentynie, oraz w przejściu prowadzącym do przyjęcia nowej konstytucji. Jednym z elementów tej często godnej podziwu cechy jest niechęć do czystek. W połowie lat osiemdziesiątych XX w. bardzo wiele instytucji – policję federalną, urząd prokuratora generalnego, sądownictwo i liczne agencje regulujące – albo zreformowano, albo ustanowiono od nowa. Ale wiele osób z dawnego reżymu utrzymało posady urzędnicze albo inne. Przejście dokonało się więc na zasadzie wymiany pokoleniowej.

Podobnie dzieje się teraz. Odchodzącą na emeryturę starą gwardię zastępuje młoda krew, ludzie często wykształceni za granicą. W 2013 r. średnia wieku sędziego wynosiła 45 lat, a to oznacza, że rozpoczął studia w demokratycznej Brazylii. Gleisson Rubin, dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, mówi, że urzędnicy są coraz młodsi i mają lepsze kwalifikacje. Ponad jedna czwarta sędziów ma tytuł doktora, a w 2002 r. miał co dziesiąty. Sérgio Moro, 43-letni sędzia federalny w duchu krucjaty nadzorujący dochodzenie w sprawie Petrobrasu, oraz 35-letni Deltan Dallagnol, główny oskarżyciel w tym dochodzeniu, to najsłynniejsze twarze tego nowego pokolenia.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Niestety, to odmłodzenie nie dochodzi do instytucji potrzebującej tego najbardziej, czyli Kongresu. Młodsi deputowani zwykle mają jakieś rodzinne powiązania ze starą gwardią. „Polityka partyjna to rynek bubli” – mówi Fernando Haddad, należący do PT burmistrz São Paulo o młodzieńczej twarzy, rzadki wyjątek od reguły dynastycznej, nawiązując do klasycznej analizy rynku samochodów używanych George’a Akerlofa (autora słynnego artykułu The Market for Lemons), który pisał, że panuje na nim negatywna selekcja – przyciąga kanciarzy i odstręcza uczciwych. Doradcy współpracujący z członkami kolejnych kadencji Kongresu zgadzają się, że są coraz słabsze.

Brazylijczycy zauważyli to pogorszenie i odpowiednio do tego odmiennie pokładają nadzieje. „Sędziowie i prokuratorzy stają się przedstawicielami Brazylijczyków o legitymizacji większej od polityków” – mówi Norman Gall z Instytutu Braudela, ośrodka eksperckiego mającego siedzibę w Sao Paulo.

Każdy chce mieć zdjęcie z Morem. Pewne zaniepokojenie mogą budzić wyniki niedawno przeprowadzonej ankiety, dowodzące, że w przekonaniu prawie połowy Brazylijczyków interwencja wojskowa jest uzasadnioną metodą walki z korupcją. Zaledwie co piąty respondent ufa ustawodawcom; zaledwie 29 proc. utożsamia się z jakąś partią.

Comiesięcznie, naftowo i głęboko

Ostatni z tych faktów chyba wywiera szczególne wrażenie, gdyż Brazylijczycy mają bardzo wiele partii do wyboru. Chcąc rozwijać pluralizm, twórcy konstytucji nie wprowadzili progu wyborczego obowiązującego przy wyborach do Kongresu. Można do niego wejść nawet przy poparciu poniżej 1 proc. W zasadzie ugrupowanie może wejść do Kongresu, zdobywając 0,02 proc. głosów. Z tego powodu liczba partii zwiększyła się z tuzina w 1990 r. do 28 obecnie. Trzy największe, czyli PT, PMDB oraz opozycyjna centroprawicowa Brazylijska Partia Socjaldemokratyczna (PSDB), mają łącznie zaledwie 182 z 513 miejsc w izbie niższej i 41 z 81 w Senacie.

Jedną z przyczyn afery mensalão była korupcja, która rządowi Luli umożliwiła uzyskanie potrzebnych jej głosów od małych ugrupowań o odmiennych programach. Najwyraźniej afera petrolão („wielki naftowy”, jak powszechnie się określa skandal Petrobrasu) służyła podobnemu celowi. Być może takie machinacje pomagały rządom tworzonym przez PT przeprowadzić część dobrych ustaw, np. o przedłużeniu udanego programu transferów gotówkowych Bolsa Família (fundusz rodzinny). Partia jednak nie zdołała zrobić wszystkiego, co zapowiadała. Nie przeprowadzono potencjalnie użytecznych reform, w które była mniej zaangażowana. Raphael Di Cunto z wielkiej kancelarii Pinheiro Neto z São Paulo, wskazuje wiele przestarzałych przepisów wymagających modyfikacji, np. kodeks pracy opracowany na wzór rozwiązań zastosowanych we Włoszech Mussoliniego (z 1943 r.) oraz ustawy regulujące kwestie inwestycji zagranicznych (z 1962 r.) i rynków kapitałowych (z 1974 r.).

Kongres, w którym dysfunkcja powoduje korupcję, przez którą z kolei dysfunkcja staje się jeszcze gorsza, prawdopodobnie nie podejmie trudnych decyzji potrzebnych gospodarce. Ale takie właśnie Kongres Brazylia ma. W październiku tego roku odbędą się wybory samorządowe, ale wybory do Kongresu, podobnie jak najbliższe wybory prezydenckie, zostaną przeprowadzone dopiero w 2018 r. Czy brazylijskie finanse publiczne wytrzymają tyle czasu?

Wielu prominentnych ekonomistów uważa, że jakoś się uda. W ich przekonaniu nastąpi okres bezładnych działań, kiedy Rousseff utrzyma urząd, Kongres przyjmie kilka niewielkich cięć wydatków i podwyżek podatków, w tym podatku od transakcji finansowych, bank centralny nadal będzie walczyć z inflacją, tani real spowoduje wzrost eksportu, a inwestorzy nie będą panikować. W tej prognozie zakłada się, że po trzech latach elektorat znużony stagnacją i nieudolnością zdecydowanie udzieli mandatu PSDB, oczekując zmiany. Rousseff niewielką przewagą pokonała kandydata z PSDB w 2014 r., wyśmiewając jego nawoływania do rozważnej polityki, które odrzucała jako bezduszny „neoliberalizm”, tylko po to, aby zaproponować podobny program zaraz po zwycięstwie (choć przez zaciśnięte zęby). Gdyby zaproponowała to jakaś PSDB u władzy, która z przekonaniem głosiłaby ten program, takie działania być może zostałyby poparte przez inne ugrupowania, chociaż nie odbyłoby się to bez ironii, gdy weźmie się pod uwagę to, że PSDB złośliwie nie chciała poprzeć inicjatyw Levy’ego w 2015 r.

Taki scenariusz jest możliwy. Dane dotyczące trzeciego kwartału 2015 r. dowodzą, że eksport wzrasta. Być może ceny będą wzrastały wolniej, gdy przestaną obowiązywać spore podwyżki kontrolowanych przez rząd cen benzyny i energii elektrycznej, wprowadzone w 2015 r. Politycy i decydenci polityczni doskonale sobie zdają sprawę, że Brazylijczycy słabiej tolerują inflację niż w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy stopa wynosząca 10 proc. wydawałaby się niewielka.

Inwestorzy nie wycofują się z Brazylii, przynajmniej w ujęciu łącznym. Szukający rentowności menedżerowie aktywów zajmują miejsca funduszów emerytalnych i powierniczych, które się wycofały, spodziewając się nieuchronnej obniżki oceny brazylijskich obligacji do poziomu śmieciowych papierów dłużnych.

Od początku 2015 r. real stracił 31 proc., a spadek giełdowy wynosi 12,4 proc., ale ani waluta, ani giełda nie zostały znokautowane, choć oberwały solidnie. System bankowy ma dobrą kapitalizację i w powszechnym przekonaniu obserwatorów jest bacznie monitorowany przez bank centralny. Denominowane w obcej walucie zadłużenie wynoszące 250 mld dol. – to kredyty zaciągnięte przez brazylijskie przedsiębiorstwa w czasie boomu napędzanego przez ceny towarów masowych – bardzo wzrosło przy przeliczeniu na reale, co nadal budzi zaniepokojenie. Ale znaczna część tego zadłużenia jest zabezpieczona przez przychody firm osiągane w dolarach lub przez wykorzystanie swapów. Trzeba jednak dodać, że uregulowanie zobowiązań z tytułu tych swapów kosztowało w ubiegłym roku rząd, który je sprzedawał, jakieś 2 proc. PKB.

Sardoniczny Lisboa z nietypowym dla niego optymizmem zauważa, że „wreszcie poważnie się mówi o problemach strukturalnych Brazylii”. Dominacja fiskalna przestała być kwestią poruszaną wyłącznie podczas zawiłych dyskusji ekonomistów teoretyków i trafiła na strony gazet. Barbosa otwarcie dyskutuje o reformie systemu emerytalnego i koniecznych do tego zmianach konstytucji. W październiku 2015 r. PMDB, która zwykle raczej podąża z pewnym opóźnieniem za opinią publiczną, niż ją kształtuje, opublikowała manifest mówiący o prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych i podniesieniu wieku emerytalnego. Nawet słynąca z uporu Rousseff zaczęła więcej słuchać, mniej rozstawiać po kątach, co zaobserwował zagraniczny dygnitarz od spraw gospodarczych, który spotkał się niedawno z brazylijską prezydent.

Ale to, że Brazylia być może przebrnie przez trudny okres, nie oznacza jeszcze, że stanie się tak na pewno. To przekonanie wynika z nadziei, że politycy posłuchają głosu rozsądku szybciej, niż przytomnieli w przeszłości (przypomnijmy straconą dekadę rozpoczętą w latach osiemdziesiątych). Zakłada się również, że brazylijska skłonność do konsensu pozwoli nie dopuścić do niepokojów społecznych na skalę, która powoduje obalenie reżymów w innych krajach. W 2015 r. organizowano olbrzymie protesty antyrządowe – zdarzało się, że w jeden dzień na manifestacje przybywało do miliona osób. Były to jednak demonstracje Brazylijczyków z klasy średniej, odbywające się z rzadka w niedziele, wobec czego budziły raczej tylko pewne rozdrażnienie Rousseff niż złość. Spadają jednak płace i wzrasta stopa bezrobocia, przez co nastroje społeczne mogą się znacznie pogorszyć. Jest bardzo prawdopodobne, że jeśli tak się stanie, nastąpi prosta reakcja populistyczna, przez którą jeszcze się pogłębią problemy gospodarcze Brazylii.

Gdyby Rousseff utraciła urząd – w następstwie impeachmentu, unieważnienia wyborów albo wymuszonej rezygnacji (na razie nie zanosi się na żaden z tych scenariuszy) – na pewno zapanowałby chaos. Jest możliwe, że Rousseff straciła część najważniejszych zwolenników, ale i tak ma ich o wiele więcej, niż miał Collor w 1992 r. Zwarliby szeregi, aby wystąpić przeciwko „propagatorom zamachu stanu”.

Siła brazylijskich instytucji skłania do przypuszczenia, że w Brazylii nie dojdzie do nieudanych populistycznych eksperymentów praktykowanych w części sąsiednich państw Ameryki Południowej. I nie uszło uwadze brazylijskich polityków to, że wyborcy argentyńscy i wenezuelscy w ostatnich miesiącach odrzucili ten populizm. Ale każdy kolejny miesiąc chaotycznego niezdecydowania i każda nowa rewelacja o aferze petrolão szkodzi perspektywom Brazylii. Już nie ma wątpliwości, że lata dziesiąte XXI w. będą kolejną straconą dekadą; przez wiele lat PKB per capita nie wróci do wcześniejszej wielkości.

Wiele czasu upłynie, zanim prezydent Brazylii będzie mógł manifestować taką dumę, z jaką Lula chlubił się swoim olimpijskim zwycięstwem. Lata dwudzieste mogą być weselsze, jeżeli brazylijscy politycy zaczną działać sprawnie. Ale jeśli tego nie zrobią, sprawy się mocno pogorszą.

© [2016] The Economist Newspaper Limited

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się na stronie www.economist.com