Dawne sukcesy uśpiły fińską gospodarkę

09.01.2015
Z czym Finlandia kojarzy się Polakom? Z marką wódki i bogactwem. To drugie skojarzenie czas zweryfikować. - Finlandia przeżywa poważne kłopoty gospodarcze. Dzięki sukcesowi Nokii Finowie przyzwyczaili się do dobrobytu i horrendalnie wysokich płac, a okazało się, że nic nie trwa wieczne – mówi Antti Suvanto, fiński ekonomista i doradca Banku Finlandii.

Antti Suvanto.


ObserwatorFinansowy.pl: Porozmawiajmy o fińskim cudzie.

Antti Suvanto: Cudzie?

Tak. Finlandia to kraj, który liczy zaledwie 5 mln ludzi, nie ma – oprócz lasów – żadnych zasobów naturalnych, a mimo to jest jednym z najbogatszych krajów świata. Czy to nie cud?

To słowo przechodzi mi przez gardło z trudnością, biorąc pod uwagę problemy, z którymi się ostatnio borykamy.

Zacznijmy mimo to od „cudu”.

W porządku. Kiedy popatrzy się na Finlandię i jej rozwój z dystansu, to faktycznie może zdawać się, że to cud, ale po rozebraniu problemu na czynniki pierwsze, widać, że to raczej wynik dobrej wieloletniej polityki. Po II Wojnie Światowej byliśmy krajem przede wszystkim wiejskim, warunki gospodarcze były trudne. Niemniej już od lat 50 zaczęliśmy systemowo zachęcać lokalne firmy do wzrostu i inwestycji, a państwowe przedsiębiorstwa przeprowadzały w tym czasie inwestycje strategiczne, budujące popyt wewnętrzny. Tak przygotowani, w latach 70, zaczęliśmy otwierać się na świat, wpuszczać konkurencję, a w latach 80. zredukowaliśmy znacznie rynkowe regulacje i biurokrację. Wszystko szło bardzo dobrze aż do początku lat 90., gdy uderzyła w nas potężna recesja. Okazało się, że wiele inwestycji z lat poprzednich było nierentownych, że nasze banki nie były wystarczająco silne, a do tego spekulanci rzucili się na naszą ówczesną walutę – markę fińską.

Chwilowy kryzys nie przeszkodził jednak Finlandii w długofalowym rozwoju…

Nie, ponieważ tak jak pewne błędy w polityce gospodarczej doprowadziły do kryzysu, tak szybkie i właściwe posunięcia w tej polityce szybko nas z niego wyprowadziły. Do tego doszedł czynnik nie bez znaczenia: szczęście.

Szczęście?

W postaci niezwykłej koniunktury sektora teleinformatycznego.

Nokia.

Tak. Nasza Nokia stała się wtedy jednym z najważniejszych globalnych graczy tego rynku, a jej sukces „rozlał” się niejako na inne dziedziny gospodarki. Ten sukces był możliwy dzięki wykwalifikowanej sile roboczej, świetnie wykształconym inżynierom i proinnowacyjnemu podejściu do gospodarki ze strony kolejnych rządów. Dzięki Nokii nasz kraj awansował do ligi najbogatszych i najlepiej prosperujących. Do ścisłej czołówki.

Nokia w pewnym momencie stała się głównym, jeśli nawet nie jedynym ważnym, silnikiem fińskiej gospodarki, prawda? W 2008 r. zatrudniała aż jeden procent wszystkich pracujących Finów, jej przychody równały się 20 proc. PKB, a większość fińskich patentów powstawało w jej laboratoriach. Czy opieranie rozwoju całego kraju – i teraz możemy przejść gładko do problemów Finlandii – było rozsądne? Koncern w ostatnich latach popadł w kłopoty, ciągnąc za sobą całą gospodarkę.

Jak powiedziałem, gdyby nie Nokia, nie rozwinęlibyśmy się tak szybko. Zresztą, przecież to nie rząd, ani nie żaden program gospodarczy ustanowił Nokię podporą Finlandii, a rynek. Tak zadecydował właśnie rynek, wolna konkurencja.

Może politycy powinni byli przewidzieć, że lot na jednym silniku dobrze się nie skończy?

Z perspektywy czasu może wydawać się, że czegoś nie zrobiono, że gospodarka fińska powinna być bardziej zdywersyfikowana i że nie należało opierać jej na jednym sektorze, jednej firmie i jej podwykonawcach. Spójrzmy na Szwecję na przykład, czy Danię – tam mamy znacznie większą różnorodność, jeśli chodzi o ofertę rynkową, o to, co się tam produkuje. Tam dominuje sektor małych i średnich firm. Kłopoty jednej firmy nigdy nie ściągną na te kraje takich kłopotów, jakie Nokia ściągnęła na nas. Szacuję, że w przypadku Finlandii spadek przychodów i masowe zwolnienia w Nokii przełożyły się na stratę dla całej gospodarki, która w latach 2008-2013 wyniosła aż 2,5 proc. PKB. Problem w tym, że nie za bardzo wiadomo, co można było i czy w ogóle można było zrobić coś, by nasza gospodarka była bardziej różnorodna. Nie zapominajmy, że na kłopoty Nokii nałożył się w 2008 r. globalny kryzys finansowy. Tym razem mieliśmy pecha. PKB Finlandii spadło o 8 proc., a co za tym idzie wzrosło bezrobocie i spadły przychody budżetowe.

I wzrósł dług publiczny.

Tak, do ponad 57 proc. Było tak, bo główne wydatki budżetowe pozostały na tym samym poziomie, a rząd dodatkowo stymulował gospodarkę fiskalnie.

Jak w USA?

Relatywnie być może bardziej. Na pewno Finlandia była krajem, który w czasie kryzysu prowadził najaktywniejszą politykę fiskalnej stymulacji w całej Unii Europejskiej. Przed kryzysem nasze zadłużenie wynosiło ok. 40 proc. PKB, a więc stosunkowo niewiele, rząd uznał więc, że jest przestrzeń do działania. Niestety, pakiet antykryzysowy spowodował, że zadłużenie znacznie wzrosło i nie chce spadać. Mamy gospodarcze spowolnienie i problemy związane z dostosowaniem strukturalnym do nowej sytuacji gospodarczej.

Polityka keynesistów się nie sprawdziła. Pakiet antykryzysowy był potężny, a nie zadziałał, jak trzeba…

Trudno powiedzieć. Na pewno w wypadku małej otwartej gospodarki, jaką jest Finlandia, pakiet stymulacyjny niejako „wypływa” z kraju, wspomagając „przy okazji” naszych partnerów handlowych i inwestycyjnych. Ten efekt uboczny osłabia pozytywny efekt pakietu na własnej gospodarce. Do problemów Finlandii, które osłabiły skuteczność stymulacji fiskalnej, należy także utrata konkurencyjności płacowej. W okresie prosperity płace poszły bardzo w górę. Nie mówię, że to źle dla pracowników, ale z punktu widzenia gospodarki jako całości to były absurdalnie wysokie podwyżki. Obecnie więc wymagania ludzi pozostały wobec zarobków nadmiernie wysokie, co częściowo tłumaczy wysokie bezrobocie, mniej inwestycji, gorsze wyniki przemysłu.

Ludzie wolą siedzieć na zasiłkach?

Wolą być poza rynkiem pracy. Wiodą po prostu oszczędniejsze życie, żyjąc z tego, co kiedyś zarobili i czekają na okazję. Poza tym, system zabezpieczeń socjalnych w Finlandii jest tak skonstruowany, że np. zasiłki dla bezrobotnych są wyliczane na podstawie ostatniej pobieranej pensji. Mogą być więc bardzo wysokie.

Czy więc system podatkowy i socjalny w Finlandii skonstruowany jest w prawidłowy sposób?

Na pewno, jeśli porównamy się np. z Francją, to działa wręcz cudowanie. We Francji socjał zabija inicjatywę i chęć do pracy. W Finlandii mimo wszystkich swoich wad zwiększa on udział ludzi w rynku pracy. Choć wiadomo, że gdy porównamy się chociażby ze Szwecją, to i u nas dużo należałoby tu poprawić. Tam system świadczeń socjalnych działa jeszcze lepiej. Szwedzi mają większą podaż pracy, większy poziom partycypacji kobiet w rynku pracy, itd. My jesteśmy liberalni, jeśli chodzi o regulacje rynkowe, ale Szwedzi są jeszcze bardziej liberalni. Rynek pracy jest u nas dość elastyczny, ale w Szwecji jest jeszcze bardziej elastyczny. Polityka ochrony zatrudnienia jest tam też mniej restrykcyjna niż u nas.

Czyli potrzeba reform. Gdyby zatem uzyskał pan władzę dyktatora Finlandii, to jakie reformy by pan wprowadził?

Zrobiłbym wszystko, żeby te reformy, które już ogłoszono, były szybciej i sprawniej realizowane. Mam na myśli głównie reformę systemu emerytalnego i służby zdrowia. Zwiększyłbym także produktywność administracji państwowej oraz samorządowej. Samorządom odebrałbym część kompetencji, np. w dziedzinie służby zdrowia, i przekazał je władzy centralnej. Z kolei na lokalne rozwiązania postawiłbym, jeśli chodzi o rynek pracy. Dałbym firmom i pracownikom większą przestrzeń do negocjowania płac i czasu pracy, korzystając tutaj właśnie ze szwedzkich wzorców. Jeśli chodzi o politykę prorodzinną i imigracyjną także zastosowałbym szwedzkie rozwiązania. Szwedzi z demograficznego punktu widzenia są w znacznie lepszej sytuacji niż Finlandia.

Porównuje pan Finlandię do Szwecji z przyczyn oczywistych. A co z kwestią monetarną? W Szwecji euro nie ma, w Finlandii euro jest. Szwecja do strefy euro wchodzić nie chce, Finlandia jest w niej od początku. Komu to się bardziej opłaciło?

To zaskakujące, ale bycie w czy poza euro nie miało wielkiego znaczenia dla sytuacji gospodarczej obu krajów.

Jak to?

Jeśli ze statystyk gospodarczych Szwecji i Finlandii wyłączyć sektor teleinformatyczny i produkcję papieru, to okaże się, że… rozwój gospodarczy tych krajów był w ostatnich latach mniej więcej podobny. Polityka pieniężna Szwecji była niemal taka sama jak polityka prowadzona przez Europejski Bank Centralny, a kurs wymiany korony szwedzkiej na euro był stabilny. Z jednym właściwie wyjątkiem, gdy kurs korony osłabł w kryzysie ze względu na ekspozycję Szwecji na ryzyko w krajach bałtyckich. Ale to był krótki epizod.

A gdyby Finlandia nie przystąpiła w 1999 r. do euro, to?

To prawdopodobnie… nic. Wszystko zależy od polityki, jaką prowadziłby nasz bank centralny. Jeśli grałby zgodnie z regułami wytyczonymi przez EBC, wszystko byłoby w porządku. Z drugiej strony, być może Nokia nie rozwinęłaby się aż tak bardzo, bo można zakładać, że bank centralny wzmocniłby markę w czasie bańki dotcomowej w latach 2000-2001 i osłabił tym samym nasz eksport.

Mimo wszystko Finom nie było wszystko jedno, gdy przyszło do obligatoryjnego pomagania zadłużonym krajom Południa Europy. Nie podobało im się to. Szwedzi tymczasem nie mieli tego problemu.

Dopóki nam samym udawało się trzymać budżet w karbach, dopóki nam samym się wiodło, czuliśmy się lepsi od południowców. Ale tak już nie jest. Odebraliśmy nauczkę od losu i już nie możemy pozwolić sobie na arogancką postawę.

Jest pan optymistą, jeśli chodzi o przyszłość Finlandii?

Mam wrażenie, że choć problemy są poważne, to istnieją też mocne fundamenty do ich rozwiązania. Mamy dynamiczne, kreatywne, dobrze wykształcone społeczeństwo, a to najważniejsze aktywo. Myślę, że po „upadku” Nokii rozwiną się inne sektory hi-tech – choćby gier wideo. Już teraz ludzie zwolnieni z tego koncernu zakładają własne firmy, albo są zatrudniani przez zagraniczne koncerny z branż pokrewnych teleinformatyce. Do atutów Finlandii należy zaliczyć także sprawny aparat państwowy, duże do niego zaufanie i niską korupcję. Trochę nam zajmie powrót do pozytywnych trendów gospodarczych, ale nie sądzę, by to miało się nie udać.

Rozmawiał: Sebastian Stodolak 

Antti Suvanto – ekonomista, doradca zarządu Banku Finlandii, pracownik banku od 1989 r. Pełnił także funkcję reprezentanta Finlandii w Brukseli, pracował w strukturach OECD oraz jako pracownik naukowy Uniwersytetu Helsińskiego.

 


Tagi


Dodaj komentarz


× 9 = sześćdziesiąt trzy

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane