Dochód podstawowy to nie utopia

20.11.2015
Zapewnienie wszystkim obywatelom minimalnego dochodu to najlepszy sposób na walkę z problemami prekariuszy i nierównościami społecznymi. Jeśli ten model sprawdzi się w Finlandii, to jest szansa, że o jego wprowadzeniu pomyśli więcej krajów – twierdzi prof. Guy Standing, autor wydanej właśnie w Polsce „Karty prekariatu”.

Prof. Guy Standing w czasie wykładu w Groningen (CC By NC ND Zeptonn)


ObserwatorFinansowy.pl: Pańska pierwsza książka „Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa” (w Polsce wydana w 2014 roku) spotkała się z ostrą krytyką ze strony wielu komentatorów. „Karta prekariatu” jest odpowiedzią?

Prof. Guy Standing: Moje koncepcje krytykowały głównie osoby o skrajnie lewicowych, wręcz komunistycznych poglądach, bo denerwowała je definicja prekariuszy jako nowej klasy społecznej. Stara, lewicowa ideologia opiera się na podziale społeczeństwa na klasę pracującą i tak zwaną burżuazję nowej ery. Tymczasem w wyniku globalizacji doszło do wyraźnej fragmentaryzacji klas społecznych. Pojawienie się prekariatu jest skutkiem tego procesu. Teraz przedstawiam konkretne sposoby, jak można go złagodzić.

Na jakiej podstawie definiuje Pan prekariat jako odrębną, jednorodną klasę społeczną?

Prekariat nie jest jednorodny. Dziś widać wyraźniej co najmniej trzy odmiany prekariuszy. Pierwsi pochodzą z biedniejszych rodzin, z małych miejscowości, mają małe szanse na dobre wykształcenie i rozwój albo stracili stałe zatrudnienie z powodu wieku czy restrukturyzacji. Druga grupa to wykształceni młodzi ludzie zatrudniani na wiecznie darmowych albo kiepsko płatnych stażach, a także profesjonaliści żyjący z dorywczych zleceń, na czasowych umowach. Trzecia to m.in. migranci, niepełnosprawni czy byli skazani.

Wszystkich łączy to, że żyją z pracy wykonywanej na niepewnych stanowiskach, bez stałych umów, co przeplata się z okresami bezrobocia. W Polsce czy Hiszpanii tę liczbę szacuje się na 25 proc. wszystkich pracujących, w Portugalii to nieco ponad 20 proc., a w Japonii – kiedyś ojczyźnie sararimanów (pracowników korporacji zatrudnionych na całe życie) – jest ich niemal 40 proc.

Jako główne rozwiązanie problemu prekariatu postuluje Pan m.in. wprowadzanie przez poszczególne kraje dochodu podstawowego, czyli stałej kwoty, którą otrzymywaliby obywatele, przy jednoczesnej rezygnacji z jakichkolwiek ulg podatkowych czy świadczeń pomocy społecznej. W czasach deficytów budżetowych, z którymi zmaga się większość państw, to brzmi jak utopia.

Nieprawda. Po prostu wcześniej nie było motywacji, by zmienić funkcjonujący system. W polityce – od prawa do lewa – wyłoniło się coś, co można nazwać demokracją utylitarystyczną. Politycy koncentrują się na znalezieniu formuły, która odwoływałaby się do większości przedstawianej często jako klasa średnia. Nie przejmują się zbytnio tym, że ich polityka pozbawia praw mniejszości i spycha ją w prekariat, bo wygrywają wybory dzięki większości. Mniejszość rośnie jednak z każdym dniem i staje się coraz bardziej niespokojna. Już mieliśmy do czynienia z wybuchami niezadowolenia w Hiszpanii, Włoszech czy Grecji. Niebezpieczeństwo ze strony tej grupy to jednak nie tylko groźba protestów, lecz także chorób społecznych wywoływanych przez stres, niepewność i rosnące ubóstwo: przestępczości, samobójstw, uzależnień…

Prekariat jest niebezpieczny, bo łatwo go zwerbować ultraprawicowym partiom politycznym, ale w pozytywnym sensie jest także niebezpieczny dla wszelkich skrajnych ruchów, bo jest odporny na populistyczne hasła zwiększenia minimalnych płac czy podwyższania podatków. Oczekuje jednak wyartykułowania nowych potrzeb i zmiany dotychczasowych modeli rozwiązywania problemów społecznych, a raczej stworzenia nowych. To, że w Polsce pojawiła się partia Razem i uzyskała niezły wynik, jest zwiastunem tego procesu.

To nie wyjaśnia, w jaki sposób miałby być finansowany dochód podstawowy dla wszystkich…

Podstawowy dochód może być zapewniony jedynie przez struktury państwowe, bo na pewno nie może go zapewnić rynek pracy. W XXI w. nie możemy polegać na klasycznej redystrybucji wynikającej z progresywnego opodatkowania. Firmy świetnie radzą sobie z unikaniem coraz wyższych podatków, ale też systemy redystrybucji są wysoce zawodne. Tymczasem państwa wydają ogromne pieniądze na ulgi, dotacje czy subsydia wspierające często bogatych członków społeczeństwa, m.in. instytucje finansowe czy rolników.

Jednym ze sposobów zapewnienia podstawowego dochodu, oczywiście przy jednoczesnej rezygnacji z jakichkolwiek innych form wsparcia, są demokratyczne fundusze powiernicze tworzone z dochodów ze sprzedaży surowców naturalnych, prywatyzacji, sprzedaży wysokich technologii itp. Tego typu fundusze istnieją już w Norwegii czy na Alasce, choć na razie służą jedynie kumulowaniu środków dla przyszłych pokoleń.

Jednocześnie niektóre kraje wprowadzają już eksperymentalnie dochód podstawowy. Jeśli zrealizują się plany przedstawione dopiero co przez fiński zakład ubezpieczeń społecznych, pierwszym krajem, który go wprowadzi, będzie Finlandia (Każdy Fin niezależnie od poziomu dochodów otrzymywałby co miesiąc wolną od podatku kwotę 800 euro. W skali całego państwa oznaczałoby to wydatek 52,2 md euro rocznie – przyp. red.). Podobne rozwiązanie będzie testować Holandia – na razie w Utrechcie – i stan Alberta w Kanadzie. Myśli o tym Szwajcaria.

Przyzna Pan, że to jednak wciąż niszowa koncepcja.

Nie mogę się z tym zgodzić. W ciągu ostatnich dwóch, trzech lat mówi się o tym naprawdę coraz częściej. Choćby w USA, gdzie inicjatywy na rzecz wprowadzenia dochodu podstawowego (np. Basic Income Earth Network) są coraz poważniej traktowane w Kongresie. Jego propagatorem jest m.in. były sekretarz pracy Robert Reich, który uważa, że w dobie automatyzacji pracy, postępu technologicznego i rosnącego bezrobocia to jedyne rozwiązanie na przyszłość. Chyba nikt nie ma już wątpliwości, że rosnące nierówności – jeden ze skutków ubocznych prekariatu – stają się coraz bardziej palącym problem społecznym i gospodarczym. Ostatecznie tracimy na nich wszyscy.

Oczywiście zawsze istnieli jacyś robotnicy bez stałej pracy, ale dziś mówimy o nowej normie niestabilnej pracy najemnej, czego nie sposób już przezwyciężyć samym wzrostem gospodarczym czy ostrzejszymi regulacjami. Co istotne, prekariusze z jednej strony doświadczają niestabilnej pracy i płacy, kryzysu tożsamości. Mają niepewne zarobki i tracą w ten sposób prawa, przywileje, zabezpieczenia, które mają ludzie zatrudnieni na stałych umowach.

Z drugiej strony te osoby nawet już nie aspirują do salariatu, czyli grupy osób z bezpiecznym zatrudnieniem. Tych młodszych przeraża uzależnienie starszych od korporacyjnego pędu i profitów – kart medycznych czy sportowych, bonów żywnościowych, służbowych komórek i samochodów, płatnego urlopu – ale sami są uzależnieni od czekania na zlecenie. Cechą tej części prekariatu jest poczucie frustracji. Nie robią tego, co chcieli, a szanse na robienie tego w przyszłości mają niewielkie. Co więcej, zdają sobie sprawę, że ostrzejsze przepisy pracy dla pracodawców, o co walczą z reguły związki zawodowe, nie pomogą, a wręcz pogorszą ich sytuację.

Krytycy tej koncepcji uważają, że dochód podstawowy rozleniwiłby ludzi, a przez to mógłby mieć fatalne skutki gospodarcze.

Dzisiejszy system jest dla aktywności zawodowej jeszcze gorszy. Podejmowanie dorywczej pracy pozbawia najczęściej możliwości uzyskania pomocy społecznej, wpędza w szarą strefę alb zmusza do emigracji. Dochód podstawowy mógłby więc wpłynąć na zwiększenie aktywności zawodowej, zagregowanego popytu, a tym samym bazy do opodatkowania, co zwiększa dochody państwa i możliwości redystrybucyjne. Pozwala uniknąć pułapek ubóstwa. Dochód podstawowy zachęca też do innych form aktywności niż tradycyjne zatrudnienie – wolontariatu, opieki nad chorymi, dziećmi, aktywności społecznej… Tak wynika z badań przeprowadzonych w kilku krajach.

Skoro prekariat nie jest grupą homogeniczną, mogą do niego należeć ludzie o całkowicie odmiennych poglądach politycznych, wykształceniu, pochodzeniu itd. Jak Pan wyobraża sobie w tym przypadku walkę klasową, o której pisał Pan w pierwszej książce?

W większości krajów coraz więcej osób żyje w stanie chronicznej niepewności. Znaleźliśmy się w sytuacji, gdy rosnące nierówności i coraz większa liczba osób żyjąca poniżej progu ubóstwa zagrażają stabilności społeczeństw. W Hiszpanii, we Włoszech czy Grecji prekariat po wybuchu kryzysu w 2008 roku zaczął się przeradzać w zorganizowane grupy. Wszelkie klasy społeczne w przeszłości też nie były z początku jednorodne, zawsze istniały w ich obrębie konflikty interesów. Kryzys, z którym mamy do czynienia teraz, dotyczy jednak względnie homogenicznej grupy, którą nazywam wyłaniającą się awangardą, która walczy o uznanie, możliwość planowania przyszłości, reprezentację w społeczeństwie. I boi się, że nie będzie mogła żyć choćby na takim poziomie, jak ich rodzice.

W kontekście kryzysu uchodźców w Europie deklaracja konieczności wprowadzenia dochodu podstawowego brzmi jak zachęta do uciekania do krajów, gdzie taki dochód byłby najwyższy

Koncepcja dochodu podstawowego zakłada, że jest wypłacany jedynie obywatelom danego kraju. Kluczowa pozostaje więc kwestia, na jakiej zasadzie przyznawane byłoby obywatelstwo. To zniechęcałoby do migracji ekonomicznej, ale też nie wykluczałoby wprowadzania pomocy dla imigrantów, których dany kraj potrzebowałby jako siły roboczej, z szansą na uzyskanie obywatelstwa. Uważam, że dochód podstawowy pomógłby wprowadzić na nowo do społeczeństw sprawiedliwość i równe prawa dla ich obywateli.

Rozmawiała Magdalena Krukowska

Guy Standing – brytyjski badacz społeczny i ekonomista. Specjalizuje się w badaniach nad rozwojem. Jest profesorem w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim, jednym ze współzałożycieli Basic Income Earth Network, autorem m.in. książek „Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa”, „Work After Globalization”: Building Occupational Citizenship” oraz „Karta prekariatu”.


Tagi


  • [ja!] pisze:

    „Dochód podstawowy to nie utopia” — Oczywiście, że nie — to 100% cynicznie głoszone komunistyczne brednie mające na celu zdobycie władzy w demokracji, w której większość to osły.
    ———————————————————————————————————————————————
    Polityczni manipulatorzy starannie unikają odpowiedzi na pytanie co się stanie, gdy odpowiednia część społeczeństwa zastawi swój przyszły BDP — pod narkotyki, ruletkę, pętlę zadłużenia, cudowne wehikuły finansowe, itd. a następnie wszystko przegra. Zrobimy kolejną wielką zrzutkę na kolejnych „frankowiczów”? Raczej nie, bo już BDP będzie przegięciem do granic finansowych możliwości państwa, a więc wszyscy ładnie zbankrutujemy, a wtedy rewolucja, wieszanie na latarniach winnych i niewinnych i znowu kolejny raz 50 lat rozwoju w plecy!
    ———————————————————————————————————————————————
    Podane „informacje” o bliskości realizacji pierwszych rozwiązań są manipulacją — wystarczy zajrzeć do szczegółów.
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    „Już mieliśmy do czynienia z wybuchami niezadowolenia w Hiszpanii, Włoszech czy Grecji”
    ———————————————————————————————————————————————
    I wszędzie tam faktycznym źródłem problemów było nadmierne dogadzanie klasie średniej, a nie dysfunkcjonalność strefy euro? („Politycy koncentrują się na znalezieniu formuły, która odwoływałaby się do większości przedstawianej często jako klasa średnia.”)
    ———————————————————————————————————————————————
    „To, że w Polsce pojawiła się partia Razem…” — No i dostajemy odpowiedź — komunistyczne brednie dla pozbawionych wiedzy o komunizmie nieuków — w celu powtarzania historii po raz kolejny. (— „Jedyną rzeczą, której uczy historia, jest to, że większości ludzi niczego nie uczy. Winston Churchill wg Janusza Korwin-Mikkego)
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    — „Inwestycje napędzają wzrost płac, bo zwiększają zapotrzebowanie na siłę roboczą, ale wzrost płac nie może wyprzedzać inwestycji, gdyż wtedy nie będzie inwestorów.” („Sinn: Nie przedłużajcie holenderskiej choroby w Europie”). Krótko mówiąc: — To inwestycje i rozwój napędzają obecną wysokość płac — BDP zabije zarówno inwestycje, jak i rozwój — a więc nie będzie i z czego płacić BDP, w rezultacie kraj stoczy się do skrajnej nędzy — stanu stabilnego dla wszystkich ustrojów komunistycznych.

  • Michał pisze:

    „Wszystkich łączy to, że żyją z pracy wykonywanej na niepewnych stanowiskach, bez stałych umów, co przeplata się z okresami bezrobocia. W Polsce czy Hiszpanii tę liczbę szacuje się na 25 proc. wszystkich pracujących”

    Te same dane nie brzmią już tak strasznie, gdy przedstawi się je bardziej rzetelnie, tak jak zrobiło to ostatnie badanie rynku pracy przeprowadzone przez Narodowy Bank Polski:

    „Niestandardowe umowy o pracę są względnie rzadkim typem relacji pracodawca — pracownik. Przeciętnie ok. 70% pracowników ma umowę o pracę na czas nieokreślony. Wśród pozostałych dominują standardowe umowy o pracę, tyle że na czas określony. Umowy cywilnoprawne z osobami fizycznymi lub za pośrednictwem indywidualnych działalności gospodarczych należą do rzadkości w przemyśle, a w usługach stanowią łącznie ok. 10% kadr zaangażowanych w działalność przedsiębiorstwa w
    danym roku.”

    źródło:
    www nbp pl/ publikacje/ arp/ raport_2015 pdf

  • Iwo Augustynski pisze:

    Proszę najpierw dowiedzieć się co to jest komunizm, zanim Pan zacznie bzdury wypisywać…………..Nikt nie unika odpowiedzi, bo każdy wie jaka ona jest, wystarczy popatrzeć co robią emeryci. Jakoś nie sięgają po narkotyki, ruletki itp……. Jedne inwestycje zwiększają zapotrzebowanie na siłę roboczą, ale również są realizowane po to aby zastąpić siłę roboczą. A jaki cudem dochód gwarantowany zmniejszy inwestycje i rozwój to nie wiadomo, bo na pewno nie oznacza on wzrostu płac.

  • Iwo Augustynski pisze:

    @Michał ………….. bardziej rzetelnie? w w wywiadzie jest mowa o 25% niepewnych stanowisk pracy, a w raporcie NBP 30%. Więc co jest nie tak wg Ciebie?

  • [ja!] pisze:

    Iwo Augustynski: „dochód gwarantowany […] na pewno nie oznacza wzrostu płac.”
    ———————————————————————————————————————————————
    …Gdyż tylko w głowach oderwanych od rzeczywistości ideologów jest rzeczą oczywistą, iż każdy, kto do tej pory wykonywał swoją pracę za 1000 zł/€/$, po otrzymaniu takiej kwoty jako BDP z radością, tym samym zaangażowaniem i bez jakiejkolwiek zmiany oczekiwań będzie dalej wykonywać tę samą pracę za tę samą kwotę…
    ———————————————————————————————————————————————
    Ot, chociażby:
    ▌▌▌
    „Uzgodniona latem 1990 r. przez zachodnie i wschodnie Niemcy, a później ujęta w traktacie zjednoczeniowym Niemiecka Unia Socjalna łagodziła skutki olbrzymiego bezrobocia za pomocą transferów socjalnych, które jednak prowadziły do większego bezrobocia, gdyż przez swój charakter dochodu zastępczego utworzyły minimum płacowe, bo Niemcy ze wschodnich krajów – co całkowicie zrozumiałe – nie chcieli pracować za wynagrodzenia niższe od powstałego w ten sposób progu. Tak oto sztucznie zawyżone płace, pierwotnie wynikłe z prowadzonych w zastępstwie pertraktacji płacowych, stały się rozwiązaniem trwałym. Transfery socjalne doprowadziły w ten sposób do stagnacyjnej równowagi, przez którą do tej pory nie wykorzystuje się możliwości istniejących w dobrze działającej gospodarce rynkowej.”
    ▌▌▌
    „płace wzrosły o wiele bardziej. Jak pokazuje wykres, rosły one zawsze szybciej niż łączna produktywność sektora prywatnego, ostatecznie dochodząc do 78 proc. płac zachodnioniemieckich, natomiast produktywność stanęła na poziomie 62 proc. Nie dziwi więc, że niecierpliwiący się inwestorzy zagraniczni zmienili plany i ostatecznie nie przyszli do wschodnich landów.”
    ▌▌▌
    „Utracono w sumie 3/4 miejsc pracy w sektorze przemysłowym byłej NRD. W momencie upadku komunizmu pracowało w nim 4,08 mln osób, obecnie tylko 920 tys.”
    ▌▌▌
    „Sinn: Nie przedłużajcie holenderskiej choroby w Europie”

  • mc pisze:

    @[ja!]
    „Każdy Fin niezależnie od poziomu dochodów otrzymywałby co miesiąc wolną od podatku kwotę 800 euro”. Abstrahując od kosztów tego pomysłu, chcę tylko obalić tezę o zniechęcaniu do pracy. Te pieniądze mają być wypłacane WSZYSTKIM a nie tylko bezrobotnym. Ja popieram ten pomysł, pod warunkiem, że skasowanoby wszystkie pozostałe narzędzia redystrybucji dochodów w społeczeństwie (zasiłki socjalne, dla bezrobotnych, renty, itd). Uprościłoby to znacznie system i umożliwiło oszczędzenie na ogromnych kosztach funkcjonowania przeróżnych systemów redystrybucyjnych.
    Polecam doskonały artykuł o zmianach na rynku pracy, zamieszczony w „The Atlantic”:
    http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2015/07/world-without-work/395294/

  • Krzysztof Nędzyński pisze:

    Czy pan Standing wypowiadał się kiedykolwiek na temat ekonomii Louisa Kelso? To jest najpoważniejsza kontrpropozycja dla dochodu podstawowego.

  • ekb pisze:

    Wydaje mi sie ze w pewnym sensie byloby niesprawidliwie gdyby np. prezes banku ktorego pensja jest ponad Euro 10.000 albo i wiecej otrzymalby jeszcze dodatkowo stala pensje tak jak ludzie samotni i schorowani ktorzy zalezeliby tylko od takiej stalej pensji. Mimo wszystko mysle ze musza byc jakies kryteria dostosowane indiwidualnie do kazdego kraju. Kraje skandynawskie maja obecnie bardzo wyrownany poziom zycia ale np. Polska do takich krajow jeszcze chyba nie nalezy.

  • [ja!] pisze:

    @mc: — Jasne, że w zależności od implementacji BDP miałby różne skutki (wpływ na koszty pracy miałby dopiero po osiągnięciu jakiejś istotnej części kosztów utrzymania — to uwaga do manipulacyjnych wniosków wyciąganych z symbolicznych BDP wypłacanych w krajach głodomorów — tam nie ma miejsca na substytucyjność dochodów z pracy).
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    „Ja popieram ten pomysł, pod warunkiem, że skasowano by wszystkie pozostałe narzędzia redystrybucji dochodów w społeczeństwie (zasiłki socjalne, dla bezrobotnych, renty, itd.). Uprościłoby to znacznie system i umożliwiło oszczędzenie na ogromnych kosztach funkcjonowania przeróżnych systemów redystrybucyjnych.”
    ———————————————————————————————————————————————
    Postulat obcięcia kosztów biurokratycznych jest oczywiście najważniejszą korzyścią z BDP (pytanie tylko, czy kasta urzędnicza i zależna od niej władza polityczna nie miałaby dość siły, by to zablokować — tak jak od 20 lat wprowadzane komputery, Internet i elektronika w żadnym stopniu nie zahamowały rozrostu biurokracji).
    ———————————————————————————————————————————————
    Zwracam zarazem uwagę, iż likwidacja skomplikowania redystrybucji PKB jednocześnie… zabija jakikolwiek sens wypłacania BDP! Brak przyczyn! Cała idea redystrybucji PKB jest oparta o pretekst szlachetnych haseł — pomoc ubogim, rodzinom wielodzietnym, promocja tego i owego, selektywne ulgi podatkowe, nauka, kultura, sport, edukacja, itd. BDP zabija to wszystko! Państwo przestaje realizować jakiekolwiek założone cele, cała redystrybucja traci zatem powód swego istnienia. Jednocześnie państwo traci narzędzia miękkiego sterowania społeczeństwem.
    ———————————————————————————————————————————————
    A przy okazji BDP mógłby zacząć… napędzać nierówności w stopniu dzisiaj niespotykanym — obecna redystrybucja — mimo wszystkich swoich wad — czyni pewne dobra dla „słusznych” bardziej dostępne, niż dla reszty (którzy płacą pełną cenę). Wprowadzając BDP wracalibyśmy do 100% maksymalnej nierówności dochodów i jednakowej ceny wszystkich dóbr dla każdego (mimo wszystko kuszące!) w zamian za codzienną jednakową „miskę ryżu” dla każdego.
    ———————————————————————————————————————————————
    Przy okazji wracam jeszcze do tematu zastawiania przyszłego BDP (wspomniani emeryci, mimo doświadczenia życiowego nieporównanie większego od 18-stolatków — a tu zostali wrzuceni do jednego worka: nastolatkowie jako mający mieć doświadczenie starców! — w rzeczywistości też należą w sporej części do zakredytowanych po uszy!). I co? Zrobimy wtedy kolejną wielką zrzutkę na kolejnych niepełnosprawnych umysłowo „frankowiczów”? Z czego?

  • Iwo Augustynski pisze:

    @ja! Pan pisze o wzroście płacy minimalnej, a ja o płacy średniej i medianie płac. Nie wypowiadam się, co siedzi w ludzkich głowach……… „prowadziły do większego bezrobocia, gdyż przez swój charakter dochodu zastępczego utworzyły minimum płacowe, bo Niemcy ze wschodnich krajów – co całkowicie zrozumiałe – nie chcieli pracować za wynagrodzenia niższe od powstałego w ten sposób progu” to jest założenie p. Sinna a nie dowód. Bezrobocie było wysokie, bo nie było gdzie pracować skoro pozamykano zakłady produkcyjne, a nie dlatego, że ludzie nie chcieli pracować…. nie mylmy skutków z przyczynami. Poza tym wykres płac średnich i produktywności nie jest żadnym argumentem w sprawie dochodu gwarantowanego z powodu, o którym pisałem na początku…………pisząc m.in. „kraje głodomorów” pokazuje Pan kompletny brak kultury i swoje ideologiczne nastawienie do dyskusji a pokrętna argumentacja, że uproszczenie redystrybucji PKB zabija sens wypłacania dochodu gwarantowanego jest dowodem na Pana kompletny brak zrozumienia funkcji i zadań państwa………. Polecam przeczytanie książek z makroekonomii, tam jest m.in. na temat podziału dóbr.

  • ja pisze:

    Ale to z kieszeni prezesa banku wypłacane są te pieniądze komuszku

  • […] wzbudza duże kontrowersje: zwolennicy twierdzą, że wypłacanie dochodu podstawowego to jedyne rozwiązanie problemu prekariatu, podczas gdy przeciwnicy argumentują, że to jedynie nowe i bardziej kosztowne opakowanie starego […]

Dodaj komentarz


dwa × = 8

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane