• Piotr Lewandowski, Karol Pogorzelski

Jeden kontrakt zamiast bałaganu na rynku pracy

08.10.2014
Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym istnieją podwójne standardy na rynku pracy, przewidujące różny zakres jej elastyczności i całkowitego opodatkowania. Zmierzenie się z tym problemem może okazać się trudniejsze niż w krajach południowej Europy. Wyjściem z sytuacji może być jeden kontrakt, w którym przywileje pracowników rosną wraz z rosnącym stażem pracy.

(infografika Dariusz Gąszczyk/CC by Robert Scoble)


Niestandardowe formy zatrudnienia, w Polsce wrzucane do niezwykle pojemnego i utrudniającego znalezienie poważnego remedium worka „umów śmieciowych”, stały się w ostatnich kilkunastu latach powszechnym elementem pejzażu rynków pracy krajów rozwiniętych. Samo wykorzystywanie niestandardowych rodzajów umów nie jest niczym złym, problem pojawia się wtedy, gdy w ich efekcie na rynku pracy powstają dwie odseparowane grupy zatrudnionych.

Pierwsza, uprzywilejowana grupa posiada umowy o pracę na czas nieokreślony i w związku z tym może cieszyć się małym ryzykiem utraty pracy oraz pełnym dostępem do świadczeń społecznych: ubezpieczenia zdrowotnego, chorobowego, emerytalnego oraz urlopu macierzyńskiego i wypoczynkowego. Druga, nieuprzywilejowana grupa składa się z osób zatrudnionych w niestandardowy sposób nie z własnej woli, np. w ramach umów zleceń, o dzieło, samo-zatrudnienia, bądź umów z agencją pracy tymczasowej. Ludzie ci dotknięci są brakiem stabilności zatrudnienia, mniejszymi szansami awansu zawodowego oraz brakiem dostępu do świadczeń społecznych. Prowadzi to do tzw. dualnego rynku pracy.

Trudno jednoznacznie określić, czy przypadek ten dotyka już w pełni Polskę, ale warto zwrócić uwagę na dwa aspekty.

Po pierwsze, wykorzystywane szeroko umowy cywilnoprawne (około miliona pracujących według nieco różnych, ale zbliżonych szacunków GUS i Ministerstwa Finansów) charakteryzują się na tle form umów dostępnych w innych krajach europejskich niespotykanym wręcz katalogiem wyłączeń z obowiązków typowych dla umowy o pracę. Są niżej oskładkowane, co przy danym wynagrodzeniu brutto oznacza wyższe płace netto pracownika i niższe całkowite koszty pracy po stronie pracodawcy. Nie obowiązuje przy nich płaca minimalna, a rozwiązanie umowy jest łatwiejsze niż umowy o pracę.

Po drugie, najnowsza edycja OECD Employment Outlook, w której całą część poświęcono niestandardowym umowom, pokazuje, że w Polsce odsetek pracowników posiadających umowę czasową najwyższy w OECD (26,7 proc. w roku 2013), a wśród nich około 35 proc. w ciągu 3 lat znajduje stabilne zatrudnienia. Oznacza to, że ponad 17 proc. pracujących w Polsce, czyli mniej więcej co szósty, pracuje na umowie „czasowej” ponad trzy lata, czyli w dość stały sposób. Pod tym względem wyprzedza nas tylko Hiszpania, gdzie ogólna sytuacja na rynku pracy jest przecież znacznie trudniejsza. Ilustruje to poniższy wykres. Co więcej, odsetek osób względnie trwale (ponad 3 lata) pracujących „czasowo” w Polsce jest wyższy niż odsetek wszystkich osób z umowami czasowymi w 16 z 21 krajów OECD przedstawionych na wykresie. Istnieją powody do zmartwień.

 

W Hiszpanii czy we Włoszech upowszechnienie pracy czasowej było spowodowane tzw. częściowymi reformami prawa pracy, po których restrykcyjnej regulacji tradycyjnych umów na czas nieokreślony towarzyszyły luźne zasady zawierania umów na czas określony i ich rosnące wykorzystanie tychże. W Polsce za „popularnością” niestandardowych form zatrudniania stoją nie tylko różnice w regulacyjnych obwarowaniach dotyczących umów o pracę na etat i umów zlecenia lub o dzieło, ale także (a może przede wszystkim) różnice w całkowitym opodatkowaniu pracownika i pracodawcy. Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, gdzie istnieją formy umów umożliwiające zarówno większą elastyczność, jak i niższe całkowite opodatkowanie. Można więc podejrzewać, że zmierzenie się z problemem będzie nawet trudniejsze niż w krajach południowej Europy.

Hiszpania i Włochy dostarczają przy tym szeregu lekcji pokazujących, jak trudny jest to proces zarówno od strony koncepcyjnej, jak i politycznej. Z ekonomicznego punktu widzenia, najprostszym sposobem złagodzenia dualizmu jest zmniejszenie dysproporcji pomiędzy zasadami zatrudniania pracowników czasowych a tych z tradycyjnymi kontraktami o pracę na czas nieokreślony. To jednak powoduje konflikt między pracodawcami, którym zależy na utrzymaniu choćby elastycznych zasad zatrudniania pracowników na nietradycyjnych umowach, a związkami zawodowymi, które skupiają się przede wszystkim na ochronie tradycyjnych umów o pracę i z reguły nie akceptują poluźnienia zasad dotyczących tradycyjnych kontraktów w zamian za zaostrzenie zasad dotyczących nietypowych kontraktów.

Trwający od lat w krajach południa kontynentu impas zainspirował kilka lat temu takich ekonomistów jak Tito Boeri, Pietro Garibaldi czy Juan Dolado do nowego podejścia do ochrony zatrudnienia, zgodnie z którym przywileje zależne są od trwania danej umowy a nie jej typu. Jej wyrazem jest postulat tzw. jednego kontraktu (określany jako single contract albo contratto unico), zgodnie z którym obecnie różne formy zatrudniania zostałyby zastąpione jednym nowym rodzajem umowy o pracę, w którym ochrona zatrudnienia wzrastałby nie skokowo w momencie zatrudnienia, po roku lub trzech, ale stopniowo wraz ze stażem pracy.

Zaletą jednego kontraktu jest to, że godzi on interesy zarówno pracodawców, pracowników, jak i państwa. Pracodawcy nie ponosiliby ryzyka zatrudniania nowych, a co za tym idzie niesprawdzonych pracowników. Koszty ich ewentualnego zwolnienia nie byłyby wysokie. Pracownicy mogliby uzyskać satysfakcjonujący poziom uprawnień pracowniczych po osiągnięciu odpowiednio długiego stażu pracy. W przypadku polskim oznaczałoby to także objęcie wszystkich umów obowiązkiem odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne.

Choć single contract jest atrakcyjną propozycją, którą poparł np. ustępujący Komisarz ds. Zatrudnienia Laszlo Andor, na razie nie został jednak wprowadzony w praktyce. Dość zaawansowane są jednak prace w Hiszpanii, gdzie grupa 100 ekonomistów pracuje nad wdrożeniem tej koncepcji w życie.

W Polsce jej wprowadzenie zaproponował Instytut Badań Strukturalnych w pracy Fikcja zatrudniania w Polsce – propozycje wyjścia z impasu (>>więcej na temat badania w >>analizie). Zgodnie z nią, zmodyfikowana umowa o pracę byłaby bardziej elastyczna w okresie pierwszych trzech lat trwania umowy, stopniowo zapewniając większą ochronę przed zwolnieniem (okres wypowiedzenia i odprawa).

Problematyka dualnego rynku pracy oraz propozycje jego przezwyciężenia były przedmiotem międzynarodowej konferencji „Dualny rynek pracy, płaca minimalna i nierówności”, która odbyła się w Warszawie w dniach 8-9 października, pod patronatem m.in. Obserwatora Finansowego.

Piotr Lewandowski jest prezesem Instytutu Badań Strukturalnych. W przeszłości pracownik Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i współpracownik Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz UNDP Polska.
Karol Pogorzelski jest ekonomista w Instytucie Badań Strukturalnych, absolwent studiów doktoranckich na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.
OF


Tagi


  • gozdyra andrzej pisze:

    Problem jest prosty. Zlikwidują umowy śmieciowe – nie mam pracy.

  • kuba_wu pisze:

    „[śmieciówki] są niżej oskładkowane, co przy danym wynagrodzeniu brutto oznacza wyższe płace netto pracownika i niższe całkowite koszty pracy po stronie pracodawcy.”

    Niestety, założenie o „danym wynagrodzneiu brutto” jest tylko teoretyczne. Rynkowa cena pracy, w sytuacji bezrobocia i rynku pracodawcy, wiąże się z wynagrodzeniem NETTO, a nie brutto. Mało który pracownik ma luksus brania pod uwagę czegoś więcej, niż płaca na rękę, która zaspokaja podstawowe bieżące potrzeby.

    Skutek: nowozatrudniani na umowy „niestandardowe”, o takich samych kwalifikacjach i wykonując te same zadania, otrzymują mniej-więcej tyle samo netto, co starzy – etatowi. Praktycznie cały zysk z tej patologii jest zyskiem pracodawcy, a straty – pracownika oraz systemu, do którego wpływa mniej składek i podatków.

  • kuba_wu pisze:

    @gozdyra „Zlikwidują umowy śmieciowe – nie mam pracy. ”

    To jest właśnie taki kit, który wciskają pracodawcy.
    Owszem, może być prawdą że aktualnie nie stać go na zatrudnienie etatowca, gdy inni zatrudniają na śmieciówkach. Ale to jest właśnie błędne koło. Gdyby wszyscy pracodawcy mieli tak samo ograniczoną możliwość zatrudniania na śmieciówki, to by zatrudniali na etaty. Przecież tak (normalnie) było jeszcze 10-15 lat temu!
    To co jest teraz to szkodliwa konkurencja niskimi kosztami – wygrywanie jednych pracowników przeciw innym. Patologia.

  • makel pisze:

    Pracodawcy mają w nosie niskie płace najemników, bo:
    a) przede wszystkim wytwarzają mało skomplikowane, niewysublimowane, proste produkty i usługi; z tego powodu konkurować to oni mogą, ale tylko ceną,
    b) produkując na eksport nie przejmują się popytem w kraju, który przecież jest uzależniony od płac pracowników
    Całe te teksty o „haraczach” na państwo są śmieszne – umożliwienie zarabiania przedsiębiorcom kosztuje. Pytanie retoryczne: czy przedsiębiorca w pojedynkę jest w stanie zapewnić sobie, np. odpowiednią infrastrukturę i porządek publiczny do pomnażania swojego bogactwa? Patologię w redystrybucji środków publicznych są wszędzie i będą zawsze. Trzeba dążyć do ich maksymalnego ograniczenia.

  • wiktor pisze:

    @ kuba wu,

    ależ skąd!! Tak byłoby tylko, jeśli nie istniałaby konkurencja na rynku pracy!!

    Pracodawca traktuje wynagrodzenie za towar „praca” patrząc na koszt brutto. Dlatego obniżka podatków oznacza, że pracodawcy mogliby konkurować o pracowników podnoszeniem płacy netto. O ile płace nie wzrosłyby do poziomu 100% obniżki, o tyle byłyby zdecydowanie bliżej tego niż zera, jak Pan sugeruje.

Dodaj komentarz


− dwa = 4

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane