Każda branża doczeka się swego Ubera

22.12.2015
Świat wszedł w fazę twórczej destrukcji, w której nowe technologie, rozwiązania i modele biznesowe skutecznie podgryzają firmy i całe branże do niedawna uznawane za solidne i pełne perspektyw na przyszłość. Na Uberze się nie skończy – zmiany czekają rynek finansowy, energetyczny, przemysł samochodowy, a nawet odzieżowy.

Uber w Pekinie (CC By Julien Gong Min)


– W ciągu następnych 10 lat liczba oddziałów i pracowników zatrudnionych w sektorze finansowym może spaść nawet o 50 proc., a w mniej pesymistycznym scenariuszu o co najmniej 20 proc. – ostrzega Antony Jenkins, były szef Barclays, i dodaje, że „zbliża się efekt Ubera w usługach finansowych”.

Finansowe alternatywy

Uber, który dzięki aplikacji instalowanej w smartfonach kojarzy kierowców samochodów z potencjalnymi klientami, jest de facto największą na świecie firmą taksówkową. Tradycyjni taksówkarze protestują, czasami wspierają ich władze miast. Mimo to na kolejnych rynkach pojawiają się firmy starające się skopiować model działania amerykańskiego start-upu, którego wartość rynkowa – wyliczana na podstawie cen akcji kupowanych w prywatnych ofertach w grudniu 2015 r. – sięgnęła 62,5 mld dol.

Jeszcze nie wiadomo, kto będzie Uberem usług finansowych. Być może nie będzie to jedna firma, lecz kilka lub kilkanaście. Już dziś bez pośrednictwa banków można przesłać pieniądze z jednego krańca świata na drugi, zapłacić za towary kupione na za pośrednictwem internetu w Chinach czy skorzystać z usług kantoru wymiany walut. Co więcej, dzięki kryptowalutom takim jak bitcoin można ominąć banki i pieniądz emitowany przez banki centralne i dokonać przelewów oraz płacić za zakupy i usługi.

Jenkins twierdzi, że wkraczania technologii w nowe obszary nie da się powstrzymać, a przez to, że start-upy szybko adaptują się do zmian technologicznych – a często je tworzą – bankom będzie trudno bronić dotychczasowych pozycji.

Tradycyjne banki w przeszłości zainicjowały wiele zmian technologicznych, dzięki którym udało im się obniżyć koszty i zredukować zatrudnienie. Taką zmianą była np. bankowość internetowa. Pracownicy marmurowych banków, którzy przed laty zachęcali klientów do uruchamiania usług internetowych, w wielu przypadkach nie byli świadomi, że w ten sposób podpiłowują gałąź, na której siedzą. Z czasem powstały banki, które działają tylko w internecie.

Mobilne finanse

Ale na tym nie koniec. Number26, niemiecki start-up finansowy w grudniu 2015 r. ogłosił, że zaczyna działać jako bank paneuropejski i poza rodzimym rynkiem oraz Austrią będzie oferował usługi także we Francji, Grecji, Hiszpanii, Irlandii, Słowacji i we Włoszech. Number26 działa tylko z wykorzystaniem smarftonów. Nie ma licencji bankowej. Jego partnerem jest niemiecki bank internetowy Wirecard Bank.

35-letni Maximilian Tayenthal, współzałożyciel i dyrektor finansowy Number26, twierdzi, że nie boi się konkurencji klasycznych banków. Nie boi się, bo jego zdaniem nie są one w stanie szybko odpowiadać na potrzeby klientów.

Pozbawiony sieci oddziałów Numebr26 oferuje 80 tys. klientów karty i konta osobiste, lokaty, operacje na rachunku bieżącym, a także możliwość wypłacania gotówki nie tylko w bankomatach, lecz również w kasach sklepów sieci handlowej REWE. Wysokość transakcji nie może przekraczać 2 tys. euro. Number26 chce zostać hubem mobilnych usług finansowych i rozmawia o współpracy w przesyłaniu pieniędzy z TransferWise, o udzielaniu kredytów z LendingClub i o możliwości oferowanie depozytów w różnych bankach z porównywarką SavingGlobal.

TransferWise to brytyjski start-up, którego współwłaścicielem jest miliarder Richard Branson. Poza ofertą taniego transferu pieniędzy proponuje także ich przewalutowanie. Stosuje przy tym własne kusy walutowe oparte na aktualnych notowaniach rynkowych powiększonych o niedużą marżę. LendingClub to notowany na giełdzie w Nowym Jorku amerykański start-up kojarzący osoby poszukujące pożyczek z gotowymi ich udzielić inwestorami. Pośredniczy w pożyczkach do 35 tys. dol., a łączna suma kredytów udzielonych w III kwartale 2015 r. wyniosła 2,2 mld dol.

Trzeci z potencjalnych partnerów – SavingGlobal – to działający od niespełna dwóch lat niemiecki start-up oferujący dostęp do depozytów bankowych w całej Europie. Jego celem jest stworzenie (z wykorzystaniem obowiązujących przepisów) rynku, na którym każdy Europejczyk ma dostęp do bankowych produktów oszczędnościowych z całego kontynentu bez konieczności otwierania oddzielnych rachunków w wielu krajach.

Pomysł lub technologia

Taksówki i usługi finansowe to nie jedyne obszary, w których nowe technologie i rozwiązania biznesowe podgryzają stare, stabilne biznesy. Przykłady można mnożyć. Choćby AirBnB, firma pośrednicząca – dzięki aplikacji skojarzonej z bazami danych – między osobami szukającymi mieszkania czy pokoju a tymi, którzy chcą je wynająć. Jej konkurencją dla hoteli. Albo Skype i inne komunikatory, które pozwalają na darmowe lub bardzo tanie przesyłanie wiadomości tekstowych oraz połączenia głosowe i wideo. Wykorzystując łącza internetowe – w tym mobilne, dostarczane przez tradycyjne telekomy – skutecznie podgryzają biznesy tych ostatnich. Są na tyle skuteczne, że rynek SMS w krajach, gdzie większość telefonów komórkowych to smartfony, zaczął się kurczyć, a rynek połączeń głosowych przestał rosnąć.

Są też Netflix i inne internetowe serwisy wideo na żądanie, które skutecznie zaatakowały rynek linearnej telewizji, w tym ten płatny. Przewaga internetowych serwisów nad klasyczną telewizją polega na tym, że sami wybieramy programy i decydujemy, kiedy chcemy je obejrzeć.

Le Tote jest przykładem firmy, której model biznesowy zmienia sposób myślenia o własności i tym samym o zakupach. Pozwala osobom płacącym abonament wypożyczać na nieokreślony czas ubrania i dodatki z kolekcji kilkudziesięciu producentów, dostarczając zamówione rzeczy wprost do klienta. Jeśli klient chce, to może odkupić pożyczoną odzież ze sporą zniżką. Że ten model biznesowy jest obiecujący, świadczy choćby to, że w drugiej rundzie finansowania w listopadzie 2015 roku firma uzyskała 15 mln dol., a wśród inwestorów- akcjonariuszy są m.in. Y Combinator, Andreessen Horowitz i Google Ventures.

Łączenie klocków

Nowe technologie tak na prawdę nie zawsze są nowe. Internet rzeczy (IoT, czyli komunikacja między urządzeniami), rozszerzona rzeczywistość (system łączący świat rzeczywisty widziany obiektywem kamery z obrazem i informacjami generowanymi komputerowo w czasie rzeczywistym) czy sztuczna inteligencja mają już stosunkowo długą historię. To, że dziś śmiało wkraczają w codzienność konsumentów i firm, wynika m.in. z coraz większej dojrzałości technologii, a także coraz niższych kosztów.

Przy okazji następuje łączenie możliwości tych technologii i w efekcie mamy np. autonomiczne samochody, które według prognoz wejdą do komercyjnej eksploatacji jeszcze w tej dekadzie. A gdy się pojawią, zaczną wypierać z rynku taksówki, być może także Ubera (choć ten zapewne znajdzie model biznesowy pozwalający mu zarabiać w nowych realiach). W futurystycznych wizjach mowa jest o tracących pracę kierowcach autobusów, samochodów dostawczych i ciężarowych. Tym samym przemeblowany zostanie cały transport samochodowy.

Gabe Klein, amerykański futurysta związany z firmą zarządzającą funduszami venture capital Fontinalis Partners, twierdzi, że w miastach takich jak Los Angeles w przyszłości liczba samochodów jeżdżących co dnia po ulicach spadnie o 85 proc. Ma się to stać m.in. za sprawą autonomicznych samochodów i autobusów, a także firm, które oferują współdzielenie aut w modelu opartym na niewielkiej miesięcznej opłacie powiększonej o koszty wynajmu samochodu na godziny (jak Zipcar).

– Weszliśmy w okres przyspieszonych innowacji, które są możliwe dzięki połączeniu wielu uzupełniających się technologii wspomagających zmiany modelu biznesowego – twierdzą analitycy Bank of America Merrill Lynch w raporcie „Creative Disruption

Coraz wydajniejsze i energooszczędne mikroprocesory, rozwój systemów zbierania, przechowywania i analizowania danych, chmura obliczeniowa, rozwój technologii telekomunikacyjnych, infrastruktury internetowej, oprogramowania i aplikacji stały się narzędziami do twórczej destrukcji istniejących wcześniej produktów, usług czy wręcz całych rynków i klockami dla nowych.

Robot szyje buty

Rozwój technologii umożliwia coraz szersze stosowanie robotyzacji. W ostatnich 10 latach w USA liczba robotów wykorzystywanych w przemyśle wzrosła o 72 proc. W tym samym czasie zatrudnienie spadło o 18 proc. Według Boston Consulting Group roboty wykonują dziś 10 proc. czynności związanych z produkcją. W 2025 roku ma to być 25 proc. BCG ocenia, że dzięki nim koszty związane z zatrudnieniem w najbliższych 10 latach spadną o 33 proc. w Korei Południowej, o 25 proc. w Japonii, o 24 proc. w Kanadzie i o 22 proc. w USA i na Tajwanie. Roboty przemysłowe tanieją. O ile w 2005 r. kosztowały średnio 182 tys. dol., o tyle w 2014 r. było to już 133 tys. dol. W 2025 roku ich średnią cenę prognozuje się na 103 tys. dol.

Na razie wykorzystywane są w przemyśle głównie do wykonywania powtarzalnych lub wymagających dużego wysiłku czynności, a także w niebezpiecznym lub szkodliwym dla zdrowia środowisku. Zaletą robotyzacji – poza obniżką kosztów produkcji – jest też bardzo duża precyzja.

Robotyzację rozpoczął Flex (dawniej Flextronics) – spółka produkująca w wielu krajach świata, głównie w Azji, wyroby elektroniczne na zlecenie innych firm. Jej klientem jest m.in. Apple, dla którego wytwarza smartfony iPhone. Z kolei Adidas ogłosił w grudniu 2015 r., że na początku 2016 r. roboty wyprodukują pierwsze 500 par obuwia dla biegaczy. Masowa produkcja w zlokalizowanej w bawarskim Ansbach fabryce ma się rozpocząć w połowie 2016 r. Niemiecka firma, która ze względu na koszty w przeszłości przeniosła produkcję do Azji i zatrudnia tam 1 mln pracowników, uznała, że powinna wytwarzać obuwie bliżej rynków, na których je sprzedaje. Producent zapowiada, że podobne fabryki powstaną w innych krajach. Także arcykonkurent Adidasa Nike przymierza się do robotyzacji produkcji i uruchomienia w pełni zautomatyzowanej fabryki w USA.

Poza przemysłem robotyzacja widoczna jest np. w logistyce, a w ocenie ekspertów z czasem dzięki sztucznej inteligencji będzie wchodziła na obszary, na których dziś człowiek wydaje się niezbędny.

Już teraz niektóre depesze agencji AP i artykuły w serwisie Yahoo powstają bez udziału dziennikarza. Dzieje się to dzięki rozwiązaniom opracowanym przez firmę Automated Insights, a przygotowywane teksty to przede wszystkim informacje o wynikach finansowych firm (AP nadaje co kwartał ponad 3 tys. takich depesz) i wynikach rozgrywek sportowych.

Już teraz superszybkie komputery podejmujące decyzje inwestycyjne na podstawie bieżących informacji używane są w handlu akcjami. Wykonują czynności zarezerwowane kiedyś tyko dla traderów. Pojawiają się też pierwsi automatyczni doradcy inwestycyjni, którzy pomagają klientom działów zarządzania aktywami skonstruować i analizować portfel inwestycyjny. Takie rozwiązanie – nazywa się AnlageFinder – Deutsche Bank wprowadził w grudniu 2015 r. do oferty skierowanej do klientów korzystających z usług internetowych. Niemiecki bank wykorzystuje technologie dostarczone przez firmę Fincite. DB nie wyklucza, że z czasem podobne rozwiązania będą stosowane w detalicznych oddziałach banku.

Bateria daje przewagę

Rewolucja technologiczna postępuje też w szeroko pojętej energetyce. Taniejące i coraz bardziej wydajne źródła energii odnawialnej pozwalają firmom i konsumentom uniezależnić się od dotychczasowych dostawców, a przy okazji obniżyć rachunki za prąd. Jest z tego jeszcze jeden zysk – spada związana z wytwarzaniem prądu emisja CO2. Im więcej energii ze źródeł odnawialnych, tym mniej jej będzie potrzeba z tradycyjnych elektrowni zasilanych czy to węglem, czy innymi paliwami kopalnymi. Aby nie zginąć, tradycyjne firmy energetyczne muszą się dostosować.

Z czystymi technologiami związany jest też rozwój samochodów elektrycznych. Dziś niekwestionowanym liderem jest amerykańska Tesla, która w rankingu najbardziej innowacyjnych firm w 2015 r. zajmuje trzecią pozycję na świecie (wyżej są tylko Apple i Google). Siła firmy polega na o wiele większym niż u konkurencji zasięgu produkowanych przez nią samochodów (to efekt lepszych baterii), a także na tym, że ma własne stacje umożliwiające superszybkie ładowanie baterii. Co więcej, Tesla systematycznie obniża ceny swoich pojazdów, które powoli zaczynają wkraczać w obszary dostępne dla masowego klienta. A to oznacza, że przed producentami samochodów spalinowych pojawia się problem.

Elon Musk, założyciel i prezes Tesli, doskonale rozumie, że na elektrycznych autach biznes się nie kończy. Stąd pomysł, by były one także samochodami autonomicznymi. Poza tym Tesla chce zaistnieć w domach i firmach jako dostawca baterii wykorzystywanych do magazynowania czystej energii elektrycznej. Ich budowana nowa fabryka ma 2020 roku wyprodukować baterie o łącznej pojemności 35 GWh (gospodarstwo domowe w Polsce zużywa rocznie średnio około 2,3 tys. kWh). Sam zakład ma być zasilany w prąd pochodzący tylko z własnych źródeł odnawialnych. Zarobią na tym producenci paneli i wiatraków, a nie firmy energetyczne.


Tagi


  • Romuald Myga pisze:

    Komputery kwantowe w przyszłości spowodują skokowy wzrost robotyzacji wypierając pracę ludzką. Cóż w większości staniemy się zbędni poza genetycznymi obowiązkami.

  • Czytelnik pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł. Gratuluję.

  • Czytelnik pisze:

    Czasem się zastanawiam jak bardzo będzie trzeba podnosić kwalifikacje techniczne jeżeli praktycznie każdą czynność powtarzalną będzie można zautomatyzować.

    Polecam ciekawy materiał video o tzw. technologicznym bezrobociu: https://www.youtube.com/watch?v=Gk9kQxoy5fM

  • eresz pisze:

    Teraz pojawia się pytanie, czy jeżeli społeczeństwo dostanie robota, który będzie łowił ryby, to czy wszyscy będą wiecznie najedzeni, czy umrą z głodu?

  • jas pisze:

    Problemem raczej nie jest szybkość komputerów a sprytne algorytmy tak więc komputer kwantowy wielkiej rewolucji nie wprowadzi. Komputer kwantowy to dobry będzie do łamania szyfrów.
    Na dzisiejszych superkomuterach nie jesteśmy w stanie zasymulować uniwersalności i elastyczności takiej jaką posiada ludzki umysł a problem tkwi w algorytmach a nie mocy komputera.
    Dzisiejsza robotyka średnio sobie radzi choćby z takim prostym zadaniem jak wyodrębnianie i rozpoznawanie obiektów, bo tego się nie da od tak opisać algorytmami a najlepiej radzą sobie z tym wyuczone sieci neuronowe gdzie nie ma algorytmu.
    Dopóki robotyka będzie sie opierać na tradycyjnych algorytmach nie przeskoczymy pewnego etapu robotyki, którą można zastosować do bardziej złożonych czynności w zmiennym środowisku.
    Te trudności widać choćby w autonomicznych samochodach nad którymi pracują juz chyba 10 lat i ciągle nie są dość dobre, bo są właśnie oparte o tradycjne algorytmy, w których trzeba opisać każdy przypadek co jest prawie nie możliwością.

  • […] >>czytaj także: Każda branża doczeka się swojego Ubera […]

  • […] Każda branża doczeka się swego Ubera […]

Dodaj komentarz


6 − = dwa

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane