Chiny powołały specjalny fundusz odtworzenia Jedwabnego Szlaku, do którego przekazały 40 mld dol. To początek. Tylko Chiny mają środki, by plany zamienić w czyn, z drugiej strony zmaterializowanie się tego pomysłu leży głównie w ich interesie.

Projektów i koncepcji związanych z przebiegiem Nowego jedwabnego Szlaku pojawiało się wiele, lecz w większości były one cząstkowe, niespójne i pozostawały na papierze. To, co będzie realizował Pekin światowe media nazywają „chińską wersją planu Marshalla”. W ramach tamtego planu Stany Zjednoczone wykorzystały nowe rynki dla nadmiernych zdolności produkcyjnych swej gospodarki po II wojnie i uczyniły z dolara pieniądz światowy. Chinom też zależy na internacjonalizacji swej waluty.

Chiny zyskają najwięcej

Choć Państwu Środka przyświecają cele podobne, jak USA, to jednak w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym mają ich znacznie więcej. W chińskiej prasie wysyp artykułów akcentujących „obopólne korzyści” z powstania Szlaku (wszyscy wygrywają). Pekin mierzy przy tym wysoko i daleko. Szlak – wg słów chińskiego ministra handlu Gao Huchenga – obejmie 60 proc. ludności świata i 1/3 jego gospodarki.

Przy pomocy Szlaku Chiny planują umocnić swe wpływ ekonomiczne, najpierw na bliższą, potem na dalszą zagranicę, bowiem też posiadają dzisiaj nadmiar mocy produkcyjnych i zamierzają „poszerzyć wąskie gardło łączności” ze wschodzącymi rynkami Azji. Szlak, zdaniem chińskich mediów, pomoże zwłaszcza gospodarkom państw położonych w centralnej Azji (Turkmenistan, Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan) oraz pozostałym leżącym na jego trasie. W pierwszej kolejności pomoże jednak samym Chinom. Z drugiej strony trudno, by było inaczej, skoro to one wykładają większość pieniędzy na inwestycję (budowa infrastruktury transportowej przy jednoczesnym promowanie powiązań handlowo-usługowych oraz usuwaniu barier celnych).

Na czele Funduszu Jedwabnego Szlaku stanie Jin Qi, asystent prezesa chińskiego banku centralnego. Wspomniane 40 mld dol. pochodzi z przepastnych rezerw walutowych (blisko 4 bln dol.), które Chiny chcą obecnie wykorzystać do zwiększenia swej roli w globalnej gospodarce a pieniądze wykładają chiński fundusz państwowy China Investment Corp. oraz banki China Development Bank i Export-Import Bank of China. Kredytów udzieli także powołany w Pekinie nowy Azjatycki Bank Infrastruktury z kapitałem 50 mld dol.

W tym projekcie Chiny chętnie by także zobaczyły inwestorów zagranicznych.

– Fundusz Jedwabnego Szlaku będzie otwarty i chętnie powita inwestorów z Azji do aktywnego w nim uczestnictwa” – zapowiada Xi Jinping, prezydent ChRL.

Europa Środkowa w centrum zainteresowania

Jeśli chodzi o część europejskiego odcinka Szlaku, premier Li Keqiang podczas grudniowego szczytu Chiny – Europa Środkowa i Wschodnia w Belgradzie zaprosił do udziału w projekcie 16 państw naszego regionu i zadeklarował wkład w wysokości 4 mld dol. Jedwabny Szlak stał się hasłem przewodnim belgradzkiego spotkania. Największe poparcie dla tej inicjatywy wyraziły Serbia, Węgry i Grecja. Nie wszystkie jednak chińskie pomysły są dla Europ atrakcyjne, bo w unijnych kręgach politycznych rosną obawy przed coraz silniejszymi wpływami Chin na Starym Kontynencie. Niepokoi zwłaszcza próba instytucjonalizacji przez Państwo Środka formuły 16+1 (16 państw środkowoeuropejskich plus Chiny) i dogadywanie się Pekinu ponad głową UE z krajami będącymi w gorszej kondycji finansowej, które w zacieśnieniu relacji z Chinami widzą szansę przyciągnięcia do siebie inwestycji i kapitału z Państwa Środka.

Ta szesnastka państw jest jednak bardzo zróżnicowana politycznie i gospodarczo, co i samym Chinom zadania nie ułatwia. Działają jednak konsekwentnie. Świadczy o tym dążenie (jak to się działo w 2014 r.) do ożywienia kontaktów z naszym regionem, który Chiny po kilkudziesięciu latach przestały uważać za margines swojej polityki zagranicznej. U nas – niestety – się tego nie dostrzega i nie docenia (premier Ewa Kopacz na szczyt nawet nie pojechała).

Nowy Jedwabny Szlak będzie składał się z odcinka lądowego prowadzącego ze starożytnej stolicy Chin Xianu do Wenecji oraz morskiego prowadzącego z leżącego nad Cieśniną Tajwańską miasta Quanzhou do greckiego portu w Pireusie, w którego rozbudowę Chiny są mocno zaangażowane. Docelowo szlak morski i lądowy (uzupełniony linią kolejową) mają się połączyć, tworząc pętlę.

Głównymi beneficjentami reaktywacji Jedwabnego Szlaku staną się chińskie firmy energetyczne oraz budujące szlaki kolejowe i drogi. Rynek w Chinach, bowiem z roku na rok się dla nich kurczy, a zagraniczne inwestycje i kontrakty to wciąż zbyt mało, by zapewnić im przetrwanie.

Chińskim firmom i tamtejszemu kapitałowi rodzimy rynek przestał wystarczać, dlatego inicjatywa Pekinu ma również na celu ratowanie własnych – przeważnie dużych – państwowych przedsiębiorstw. Skoro to Chiny wykładają pieniądze, to w pierwszej kolejności trafią one do rodzimych firm realizujących projekty infrastrukturalne, których podczas budowy nowego Szlaku nie zabraknie (drogi, rurociągi, gazociągi, porty, lotniska a nawet koleje dużych prędkości).

Polityczne zagrożenia

Projekt już zdążył rozpalić w Chinach ekspercką debatę i trzeba przyznać, że nie brakuje w niej głosów ostrzegających przed przesadnym optymizmem dominującym w wypowiedziach chińskich polityków. Zhao Changhui, analityk Export-Import Bank of China, w wywiadzie dla portalu Caixin.com podkreśla, że wprawdzie Chiny są w tym projekcie krajem wiodącym, ale będą musiały negocjować z innymi, jeśli przedsięwzięcie ma się udać. Do tego nie jest ono wcale pozbawione ryzyka, np. nie wszystkie państwa, w których będą realizowane inwestycje infrastrukturalne Szlaku, są stabilne politycznie. Dlatego wskazana jest duża ostrożność – uważa ekspert i radzi skorzystać z doświadczeń podobnych chińskich funduszy w Afryce, gdzie nie wszystko poszło zgodnie z planem, a tempo inwestycyjne okazało się wolniejsze, niż na początku przewidywano.

Cytowani przez portal eksperci z China Export Credit Insurance również ostrzegają przed nadmiernym optymizmem. „Menedżerowi Funduszu Jedwabnego Szlaku powinni wynieść lekcję z doświadczeń Chin zarówno w Afryce, jak i w regionie ASEAN-u, podchodzić ostrożnie do projektów inwestycyjnych i sprawdzać, czy wszystkie kwalifikują się do finansowania” – twierdzą.

Huang Jianhui, specjalista od ryzyka z China Development Bank, zaleca, by zgodnie z międzynarodowymi doświadczeniami tworzyć przy inwestycjach związanych ze Szlakiem struktury zorientowanych rynkowo przedsiębiorstw i kontrolować ryzyko (podatkowe, prawne, polityczne) poprzez równoważenie projektów infrastrukturalnych rokujących wysoki zysk z tymi o niskim przewidywanym zysku.

Prof. Huang Yiping z Uniwersytetu Pekińskiego także zaleca ostrożność, długoterminową strategię, a przede wszystkim „pozyskanie wsparcia innych państw” dla nowej inicjatywy, bo „jeśli pierwszy krok okaże się pomyłką, to wszystko stanie się trudniejsze”.

Prof. Huang Shaoqing z szanghajskiego Uniwersytetu Jiaotong widzi w nowej inicjatywie szansę połączenia polityki inwestycji zagranicznych ze zwiększeniem konkurencyjności wśród chińskich firm. Ostrzega przed zdominowaniem działań prorynkowych przez politykę i zaleca sprawdzanie, czy projekty będą realizowały faktycznie najbardziej konkurencyjne chińskie firmy, a nie wyłącznie te związane z państwem.

Szlak w dwie strony

Nie bez znaczenia jest to, iż inwestycje związane z tym projektem dałyby impuls zwalniającej chińskiej gospodarce, pozwalając ją utrzymać na ścieżce wzrostu. Prowadzący docelowo do Europy Szlak ułatwi i przyśpieszy (z obecnych kilkudziesięciu dni do nawet 10) chiński eksport na Stary Kontynent, bowiem choć wielką wagę przywiązuje się obecnie w Chinach do konsumpcji wewnętrznej, to zysków z eksportu nie da się nią zastąpić.

Dotychczasowe połączenia kolejowe Chin z Europą, m.in. również uruchomiona w 2014 roku linia cargo łącząca Łódź z chińskim miastem Chengdu (stolicą prowincji Syczuan), są z perspektywy chińskiej niewystarczające, mimo że na razie tylko w naszą stronę jadą pociągi pełne chińskiej elektroniki, odzieży czy zabawek. Wracają przeważnie puste. I to nie jest wina Chin.