W Polsce mamy 3,2 tys. dużych firm, a najmniejszych aż 1,7 mln. Powszechnie chwalona przedsiębiorczość Polaków może wcale nie wychodzić na dobre naszej gospodarce. Jak pokazują doświadczenia innych krajów, przewaga samozatrudnienia zmniejsza efektywność i PKB.

70 proc. Polaków ma pozytywne nastawienie do samozatrudnienia. W Polsce jest też więcej dobrze nastawionych do przedsiębiorczości młodych ludzi (do 30. roku życia) niż średnio w 24 badanych krajach (odpowiednio 81 i 77 proc.). Takie dane przynosi światowy raport o przedsiębiorczości firmy Amway z 2013 r. Ten deklarowany entuzjazm względem przedsiębiorczości nie przekłada się jednak w pełni na zainteresowanie prowadzeniem firmy.

Przedsiębiorczy w deklaracjach

Niemal co czwarty ankietowany na świecie widzi możliwość założenia firmy. Dla 76 proc. Polaków (wobec średnio 70 proc. w 24 krajach świata) przeszkodą w rozpoczęciu własnej działalności jest obawa przed niepowodzeniem. Wiele innych badań tego typu zawiera podobne wnioski, które w skrócie można podsumować w ten sposób: młodzi chcą, ale często nie mają jak, bo regulacje rynku nie wspierają ich w realizowaniu marzenia posiadania firmy.

Jak widać na poniższym wykresie, nie ma związku między poziomem samozatrudnienia a pozytywnym stosunkiem do prowadzenia firmy. W kraju stawianym za przykład przedsiębiorczości i innowacyjności, czyli w Stanach Zjednoczonych, firmę prowadzi zaledwie 7 proc. siły roboczej. Na tle innych krajów ponad połowa pracujących prowadzących firmę w Kolumbii wydaje się astronomiczna. W Polsce to około 12 proc.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Przedsiębiorczość jest kręgosłupem polskiej gospodarki, ale mikrofirmy (zatrudniające do dziewięciu pracowników) wytwarzają zaledwie 15,9 proc. wartości dodanej w sektorze przedsiębiorstw. Firmy małe, które mają 10–49 pracowników, wytwarzają 13,2 proc. wartości dodanej, a średnie (50–249 pracowników) 21,5 proc. Najwięcej, bo niemal połowę, wytwarzają firmy duże, które zatrudniają więcej niż 250 pracowników.

Ekonomia skali

W Polsce prawie nie ma dużych firm. Według danych Eurostatu w kraju jest około 1,5 mln przedsiębiorstw. GUS podaje liczbę około 1,8 mln, a w systemie REGON jest zarejestrowanych (choć niekoniecznie aktywnych) około 4 mln podmiotów. Firm dużych, których produktywność jest największa, jest zaledwie 3,2 tys., a najmniejszych około 1,7 mln. Nawet średnich przedsiębiorstw jest tylko niecałe 16 tys.

Duże firmy wykorzystują ekonomię skali, dzięki czemu wytwarzają więcej. Duża fabryka potrzebuje mniej kapitału i siły roboczej do wyprodukowania produktu, np. samochodu czy pary spodni. Dlatego ręcznie robione limuzyny Rolls-Royce były takie drogie. Podobnie jest w handlu: wielkie sieci marketów oferują szeroki zakres produktów po cenach niższych niż w małych sklepach osiedlowych. Sieć dystrybucji i kontrahentów daje im uprzywilejowaną pozycję przy negocjowaniu stawek. Wielkość umożliwia także specjalizację, co powoduje powstawanie innowacji.

Programista w Google może wykorzystywać całą swoją energię, by rozwiązać specyficzny problem z daną linią kodu. W tej firmie najpewniej nie zostanie poproszony przez szefa, by naprawił jego popsuty laptop. W małym przedsiębiorstwie byłoby prawdopodobne. Symptomatyczne, że samozatrudnionych jest więcej w Hiszpanii i Portugalii niż w Niemczech czy USA.

Pracownicy w małych przedsiębiorstwach są mniej produktywni, a kraje z dużym odsetkiem osób zatrudnionych w małych i średnich firmach mają słabsze gospodarki i bardziej doświadczył je kryzys. W tych, które ucierpiały najmocniej – Grecji i Portugalii – ponad 4/5 pracujących zatrudniona jest w małej lub średniej firmie.

Wielu ekspertów i wiele mediów przez lata wkładało do głów studentom, bezrobotnym i pracującym na etacie, że budowanie firmy, a więc docelowo bardzo skomplikowanej organizacji gospodarczej, od której może zależeć życie setek, a nawet tysięcy ludzi (bo przecież pracownicy i kontrahenci mają rodziny) nie wymaga specjalnej wiedzy, kompetencji, nauki, wyjątkowych predyspozycji psychofizycznych. Tymczasem nawet w przypadku mikrofirm szansa na skuteczną konkurencję jest mała, a dla wielu wręcz zerowa.

Przedsiębiorczość nie różni się niczym od innych ludzkich aktywności. Bez względu na to, czy będziesz muzykiem, lekarzem czy astronautą, musisz się szkolić. Żeby iść do przodu, trzeba się rozwijać, uczyć, modelować, dawać ponieść fantazji i podejmować policzalne ryzyko.

Jak do tego podchodzą przedsiębiorcy? Na to pytanie może pomóc odpowiedzieć raport firmy Grant Thornton z 2013 r. o przywództwie w biznesie. Według polskich menedżerów najważniejszą cechą liderów firm jest umiejętność komunikacji – zdolność jasnego formułowania własnej wizji oraz wyjaśniania strategii. Na świecie za najważniejszą uznaje się natomiast uczciwość, na co wskazuje ponad 90 proc. pytanych przedsiębiorców. Na polskiej liście cecha ta znajduje się dość nisko – na ósmym miejscu. Przedsiębiorcy z Europy Wschodniej cenią ją niżej najpewniej ze względu na charakterystykę środowiska biznesowego, w którym panuje większa skłonność do naginania panujących zasad.

Polscy przedsiębiorcy niechętnie korzystają z pomocy trenera (coach) w celu rozwijania własnych kompetencji. Tylko 16 proc. polskich menedżerów wysokiego szczebla korzystało z takiego wsparcia, gdy przeciętnie w świecie robiło tak 35 proc., a w UE 25 proc. Pocieszające, że polscy biznesmeni czerpią inspirację do rozwoju z kontaktów z przedstawicielami swojego środowiska zawodowego i informacji zwrotnej od pracowników (około 75 proc.). Pytanie, czy to wystarczy?

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Startupy nie biorą się znikąd

Polskę opętała mania tworzenia startupów i wysoce innowacyjnych firm, które mają niskie szanse na zrealizowanie swoich zamierzeń. Firmy, które od początku szybko się rozwijają, rzadko biorą się znikąd, najczęściej są to pochodne dużych przedsiębiorstw działających już na danym rynku. Gordon Moore, założyciel Intela, zauważa, że większość firm, które osiągają sukces, zaczyna jako idea, którą udało się odkryć podczas pracy w wielkim przedsiębiorstwie lub na uniwersytecie. Słabej jakości przedsiębiorcy rodzą się z małych firm, a wysokiej jakości z dużych. Możliwości badawcze realizowane w większych instytucjach w naturalny sposób kuszą pracowników, by spróbować własnych sił, ale wcześniej zdobywają oni drogocenne doświadczenie.

Ostatni raport brytyjskiego think-tanku Centre for Policy Studies stawia tezę, że zależność między liczbą mikroprzedsiębiorstw a liczbą wysokiej jakości dużych firm działających w danym kraju może być nawet ujemna. Te ostatnie to przedsiębiorstwa warte więcej niż 1 mld dol.

Według obliczeń autorów raportu liczba dużych firm jest większa w krajach, w których jest mniejsze samozatrudnienie. Nie jest to oczywiście związek przyczynowo-skutkowy, jednak rozdrobnienie firm nie sprzyja akumulacji kapitału. Może być tak, że kraje rozwinięte stwarzają więcej bogatych firm per capita, zapewniając im wcześniej inkubację w innych dużych przedsiębiorstwach prywatnych i publicznych (grafika na samej górze).

Przez historie Apple’a i Facebooka uwierzyliśmy, że da się stworzyć firmę bez wcześniejszego doświadczenia. Jak piszą autorzy z Centre for Policy Studiem, jest to tak samo prawdziwe jak twierdzenie, że każdy może wygrać na loterii.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Rozwój kosztuje

Nie bez znaczenia jest także to, że w gospodarkach, które tworzą więcej innowacji, takich jak USA czy Chiny, wydatki na B+R sięgają kilku procent PKB. W wielu państwach europejskich wyższe wydatki na B+R są związane z mniejszą liczbą samozatrudnionych. Najwięcej na badania wydaje Finlandia – ponad 3,5 proc. PKB, podobnie Szwecja – 3,4 proc. PKB w obu tych krajach samozatrudnienie jest niższe niż 60 osób na 1 tys. zatrudnionych. W Niemczech przy 3 proc. wydatków na B+R zaledwie 50 osób na 1 tys. pracujących jest samozatrudniona.

W Grecji, przy samozatrudnieniu na poziomie 120 osób na jednego etatowego pracownika, wydatki na badania wynoszą niecałe 0,7 proc. PKB, we Włoszech (130 samozatrudnionych na 1 tys. pracujących) 1,3 proc. PKB. Na tym tle Polska – ze swoimi 60 samozatrudnionymi na 1 tys. pracujących i wydatkami na badania i rozwój na poziomie 0,9 proc. PKB – jest słabym średniakiem. Ważne, że w ostatnich latach wydatki na B+R rosną, a samozatrudnienie się istotnie nie zwiększa.

Warto podkreślić, że małe firmy albo jednoosobowe działalności gospodarcze wszędzie wydają mało na B+R. Nowatorstwo to wbrew pozorom dziedzina dużych firm.

Mikrofirmy o sobie

Konfederacja Lewiatan co roku publikuje badania kondycji sektora małych i średnich przedsiębiorstw i ocenia ich nowatorstwo i innowacyjność. Nietrudno się domyślić, że im firma mniejsza, tym rzadziej korzysta z różnych form innowacji: organizacyjnej, produktowej czy marketingowej.

Niewiele firm mikro i małych (odpowiednio 14 i 17 proc.) uznaje swoje produkty za bardziej atrakcyjne pod względem nowatorstwa, ale już w średnich jest to prawie 25 proc. Jeżeli mikrofirmy inwestują w innowacje, to w większym stopniu koncentrują się na wdrażaniu innowacji produktowych i marketingowych niż procesowych, a szczególnie organizacyjnych.

Firmy, które nie wprowadzają innowacji, tłumaczą to przede wszystkim charakterem branży, w której działają – niezależnie od wielkości. Tymczasem nie ma branży, która nie potrzebuje innowacji. Oznacza to, że bardzo wiele firm z sektora MSP, szczególnie mikroprzedsiębiorstw, nie rozumie pojęcia i znaczenia innowacji.

Ponad 40 proc. mikrofirm jest nastawionych na przetrwanie, a 1/8 traktuje działalność gospodarczą po prostu jako miejsce pracy. To się nie zmienia od lat i oznacza, że są nikłe szanse na ich ekspansję.

Jak wspierać innowacje

Daron Acemoglu pisze, że oferowanie pieniędzy na starcie niekoniecznie przekłada się na późniejszy sukces firmy. Ważniejsza jest selekcja i wspieranie tych, które dobrze rokują. Michael Mandel z Progressive Policy Institute stwierdza w tekście „Scale and Innovation In Today’sEconomy”, że aby zmaksymalizować szanse na powstanie innowacji, należy przekazywać wsparcie dużym firmom, które i tak już inwestują w badania i rozwój. Nie musi chodzić o pieniądze, tylko po prostu o ułatwienie w prowadzeniu biznesu i zmniejszenie biurokratycznych ciężarów prowadzenia biznesu.

Maciej Bukowski, Aleksander Śniegocki i Aleksander Szpor przekonują zaś w swojej publikacji, że państwo nie powinno bać się wydawać więcej na innowacje ze środków publicznych. Według nich Polska nadal nie osiągnęła masy krytycznej wydatków publicznych na badania i rozwój, którą można szacować na około 1 proc. PKB. Poprzez stworzenie odpowiedniej bazy badaczy i infrastruktury oraz przejęcie adekwatnej części ryzyka badawczego z sektora prywatnego posłużyłaby ona jako zapłon dla podjęcia tego rodzaju działalności przez sektor prywatny.

By w ogóle móc się starać o środki, konieczne jest stworzenie firmy, która ma plan rozwojowy na dłużej niż tylko na dany kwartał. Strategia jest tak samo ważna dla firm, jak dla państwa, ponieważ warto wiedzieć, jakie sektory gospodarki rząd chciałby wspierać w najbliższych latach.

Internetowe fora są pełne komentarzy od zgorzkniałych przedsiębiorców, którzy głównego źródła swoich niepowodzeń upatrują w składkach ZUS i zbiurokratyzowaniu państwa. Warunki do prowadzenia biznesu mamy jednak te same dla wszystkich. Cieszmy się tym, że wielu z nas chce być przedsiębiorcami, ale miejmy świadomość, że by tworzyć innowacje, konieczny jest rozwój dużego biznesu, bo to na jego podstawie powstają firmy, które mają szanse zawojować rynek.

Polska powinna przyglądać się raczej strategii Szwecji czy Niemiec, a nie Grecji i Portugalii. Mikroprzedsiębiorczość nie może rosnąć zbyt intensywnie, jeżeli myślimy o tworzeniu przewag konkurencyjnych.

OF