Nie łudźmy się, mała firma nie stworzy innowacji

25.08.2014
W Polsce mamy 3,2 tys. dużych firm, a najmniejszych aż 1,7 mln. Powszechnie chwalona przedsiębiorczość Polaków może wcale nie wychodzić na dobre naszej gospodarce. Jak pokazują doświadczenia innych krajów, przewaga samozatrudnienia zmniejsza efektywność i PKB.

(infografika Dariusz Gąszczyk)


70 proc. Polaków ma pozytywne nastawienie do samozatrudnienia. W Polsce jest też więcej dobrze nastawionych do przedsiębiorczości młodych ludzi (do 30. roku życia) niż średnio w 24 badanych krajach (odpowiednio 81 i 77 proc.). Takie dane przynosi światowy raport o przedsiębiorczości firmy Amway z 2013 r. Ten deklarowany entuzjazm względem przedsiębiorczości nie przekłada się jednak w pełni na zainteresowanie prowadzeniem firmy.

Przedsiębiorczy w deklaracjach

Niemal co czwarty ankietowany na świecie widzi możliwość założenia firmy. Dla 76 proc. Polaków (wobec średnio 70 proc. w 24 krajach świata) przeszkodą w rozpoczęciu własnej działalności jest obawa przed niepowodzeniem. Wiele innych badań tego typu zawiera podobne wnioski, które w skrócie można podsumować w ten sposób: młodzi chcą, ale często nie mają jak, bo regulacje rynku nie wspierają ich w realizowaniu marzenia posiadania firmy.

Jak widać na poniższym wykresie, nie ma związku między poziomem samozatrudnienia a pozytywnym stosunkiem do prowadzenia firmy. W kraju stawianym za przykład przedsiębiorczości i innowacyjności, czyli w Stanach Zjednoczonych, firmę prowadzi zaledwie 7 proc. siły roboczej. Na tle innych krajów ponad połowa pracujących prowadzących firmę w Kolumbii wydaje się astronomiczna. W Polsce to około 12 proc.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Przedsiębiorczość jest kręgosłupem polskiej gospodarki, ale mikrofirmy (zatrudniające do dziewięciu pracowników) wytwarzają zaledwie 15,9 proc. wartości dodanej w sektorze przedsiębiorstw. Firmy małe, które mają 10–49 pracowników, wytwarzają 13,2 proc. wartości dodanej, a średnie (50–249 pracowników) 21,5 proc. Najwięcej, bo niemal połowę, wytwarzają firmy duże, które zatrudniają więcej niż 250 pracowników.

Ekonomia skali

W Polsce prawie nie ma dużych firm. Według danych Eurostatu w kraju jest około 1,5 mln przedsiębiorstw. GUS podaje liczbę około 1,8 mln, a w systemie REGON jest zarejestrowanych (choć niekoniecznie aktywnych) około 4 mln podmiotów. Firm dużych, których produktywność jest największa, jest zaledwie 3,2 tys., a najmniejszych około 1,7 mln. Nawet średnich przedsiębiorstw jest tylko niecałe 16 tys.

Duże firmy wykorzystują ekonomię skali, dzięki czemu wytwarzają więcej. Duża fabryka potrzebuje mniej kapitału i siły roboczej do wyprodukowania produktu, np. samochodu czy pary spodni. Dlatego ręcznie robione limuzyny Rolls-Royce były takie drogie. Podobnie jest w handlu: wielkie sieci marketów oferują szeroki zakres produktów po cenach niższych niż w małych sklepach osiedlowych. Sieć dystrybucji i kontrahentów daje im uprzywilejowaną pozycję przy negocjowaniu stawek. Wielkość umożliwia także specjalizację, co powoduje powstawanie innowacji.

Programista w Google może wykorzystywać całą swoją energię, by rozwiązać specyficzny problem z daną linią kodu. W tej firmie najpewniej nie zostanie poproszony przez szefa, by naprawił jego popsuty laptop. W małym przedsiębiorstwie byłoby prawdopodobne. Symptomatyczne, że samozatrudnionych jest więcej w Hiszpanii i Portugalii niż w Niemczech czy USA.

Pracownicy w małych przedsiębiorstwach są mniej produktywni, a kraje z dużym odsetkiem osób zatrudnionych w małych i średnich firmach mają słabsze gospodarki i bardziej doświadczył je kryzys. W tych, które ucierpiały najmocniej – Grecji i Portugalii – ponad 4/5 pracujących zatrudniona jest w małej lub średniej firmie.

Wielu ekspertów i wiele mediów przez lata wkładało do głów studentom, bezrobotnym i pracującym na etacie, że budowanie firmy, a więc docelowo bardzo skomplikowanej organizacji gospodarczej, od której może zależeć życie setek, a nawet tysięcy ludzi (bo przecież pracownicy i kontrahenci mają rodziny) nie wymaga specjalnej wiedzy, kompetencji, nauki, wyjątkowych predyspozycji psychofizycznych. Tymczasem nawet w przypadku mikrofirm szansa na skuteczną konkurencję jest mała, a dla wielu wręcz zerowa.

Przedsiębiorczość nie różni się niczym od innych ludzkich aktywności. Bez względu na to, czy będziesz muzykiem, lekarzem czy astronautą, musisz się szkolić. Żeby iść do przodu, trzeba się rozwijać, uczyć, modelować, dawać ponieść fantazji i podejmować policzalne ryzyko.

Jak do tego podchodzą przedsiębiorcy? Na to pytanie może pomóc odpowiedzieć raport firmy Grant Thornton z 2013 r. o przywództwie w biznesie. Według polskich menedżerów najważniejszą cechą liderów firm jest umiejętność komunikacji – zdolność jasnego formułowania własnej wizji oraz wyjaśniania strategii. Na świecie za najważniejszą uznaje się natomiast uczciwość, na co wskazuje ponad 90 proc. pytanych przedsiębiorców. Na polskiej liście cecha ta znajduje się dość nisko – na ósmym miejscu. Przedsiębiorcy z Europy Wschodniej cenią ją niżej najpewniej ze względu na charakterystykę środowiska biznesowego, w którym panuje większa skłonność do naginania panujących zasad.

Polscy przedsiębiorcy niechętnie korzystają z pomocy trenera (coach) w celu rozwijania własnych kompetencji. Tylko 16 proc. polskich menedżerów wysokiego szczebla korzystało z takiego wsparcia, gdy przeciętnie w świecie robiło tak 35 proc., a w UE 25 proc. Pocieszające, że polscy biznesmeni czerpią inspirację do rozwoju z kontaktów z przedstawicielami swojego środowiska zawodowego i informacji zwrotnej od pracowników (około 75 proc.). Pytanie, czy to wystarczy?

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Startupy nie biorą się znikąd

Polskę opętała mania tworzenia startupów i wysoce innowacyjnych firm, które mają niskie szanse na zrealizowanie swoich zamierzeń. Firmy, które od początku szybko się rozwijają, rzadko biorą się znikąd, najczęściej są to pochodne dużych przedsiębiorstw działających już na danym rynku. Gordon Moore, założyciel Intela, zauważa, że większość firm, które osiągają sukces, zaczyna jako idea, którą udało się odkryć podczas pracy w wielkim przedsiębiorstwie lub na uniwersytecie. Słabej jakości przedsiębiorcy rodzą się z małych firm, a wysokiej jakości z dużych. Możliwości badawcze realizowane w większych instytucjach w naturalny sposób kuszą pracowników, by spróbować własnych sił, ale wcześniej zdobywają oni drogocenne doświadczenie.

Ostatni raport brytyjskiego think-tanku Centre for Policy Studies stawia tezę, że zależność między liczbą mikroprzedsiębiorstw a liczbą wysokiej jakości dużych firm działających w danym kraju może być nawet ujemna. Te ostatnie to przedsiębiorstwa warte więcej niż 1 mld dol.

Według obliczeń autorów raportu liczba dużych firm jest większa w krajach, w których jest mniejsze samozatrudnienie. Nie jest to oczywiście związek przyczynowo-skutkowy, jednak rozdrobnienie firm nie sprzyja akumulacji kapitału. Może być tak, że kraje rozwinięte stwarzają więcej bogatych firm per capita, zapewniając im wcześniej inkubację w innych dużych przedsiębiorstwach prywatnych i publicznych (grafika na samej górze).

Przez historie Apple’a i Facebooka uwierzyliśmy, że da się stworzyć firmę bez wcześniejszego doświadczenia. Jak piszą autorzy z Centre for Policy Studiem, jest to tak samo prawdziwe jak twierdzenie, że każdy może wygrać na loterii.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Rozwój kosztuje

Nie bez znaczenia jest także to, że w gospodarkach, które tworzą więcej innowacji, takich jak USA czy Chiny, wydatki na B+R sięgają kilku procent PKB. W wielu państwach europejskich wyższe wydatki na B+R są związane z mniejszą liczbą samozatrudnionych. Najwięcej na badania wydaje Finlandia – ponad 3,5 proc. PKB, podobnie Szwecja – 3,4 proc. PKB w obu tych krajach samozatrudnienie jest niższe niż 60 osób na 1 tys. zatrudnionych. W Niemczech przy 3 proc. wydatków na B+R zaledwie 50 osób na 1 tys. pracujących jest samozatrudniona.

W Grecji, przy samozatrudnieniu na poziomie 120 osób na jednego etatowego pracownika, wydatki na badania wynoszą niecałe 0,7 proc. PKB, we Włoszech (130 samozatrudnionych na 1 tys. pracujących) 1,3 proc. PKB. Na tym tle Polska – ze swoimi 60 samozatrudnionymi na 1 tys. pracujących i wydatkami na badania i rozwój na poziomie 0,9 proc. PKB – jest słabym średniakiem. Ważne, że w ostatnich latach wydatki na B+R rosną, a samozatrudnienie się istotnie nie zwiększa.

Warto podkreślić, że małe firmy albo jednoosobowe działalności gospodarcze wszędzie wydają mało na B+R. Nowatorstwo to wbrew pozorom dziedzina dużych firm.

Mikrofirmy o sobie

Konfederacja Lewiatan co roku publikuje badania kondycji sektora małych i średnich przedsiębiorstw i ocenia ich nowatorstwo i innowacyjność. Nietrudno się domyślić, że im firma mniejsza, tym rzadziej korzysta z różnych form innowacji: organizacyjnej, produktowej czy marketingowej.

Niewiele firm mikro i małych (odpowiednio 14 i 17 proc.) uznaje swoje produkty za bardziej atrakcyjne pod względem nowatorstwa, ale już w średnich jest to prawie 25 proc. Jeżeli mikrofirmy inwestują w innowacje, to w większym stopniu koncentrują się na wdrażaniu innowacji produktowych i marketingowych niż procesowych, a szczególnie organizacyjnych.

Firmy, które nie wprowadzają innowacji, tłumaczą to przede wszystkim charakterem branży, w której działają – niezależnie od wielkości. Tymczasem nie ma branży, która nie potrzebuje innowacji. Oznacza to, że bardzo wiele firm z sektora MSP, szczególnie mikroprzedsiębiorstw, nie rozumie pojęcia i znaczenia innowacji.

Ponad 40 proc. mikrofirm jest nastawionych na przetrwanie, a 1/8 traktuje działalność gospodarczą po prostu jako miejsce pracy. To się nie zmienia od lat i oznacza, że są nikłe szanse na ich ekspansję.

Jak wspierać innowacje

Daron Acemoglu pisze, że oferowanie pieniędzy na starcie niekoniecznie przekłada się na późniejszy sukces firmy. Ważniejsza jest selekcja i wspieranie tych, które dobrze rokują. Michael Mandel z Progressive Policy Institute stwierdza w tekście „Scale and Innovation In Today’sEconomy”, że aby zmaksymalizować szanse na powstanie innowacji, należy przekazywać wsparcie dużym firmom, które i tak już inwestują w badania i rozwój. Nie musi chodzić o pieniądze, tylko po prostu o ułatwienie w prowadzeniu biznesu i zmniejszenie biurokratycznych ciężarów prowadzenia biznesu.

Maciej Bukowski, Aleksander Śniegocki i Aleksander Szpor przekonują zaś w swojej publikacji, że państwo nie powinno bać się wydawać więcej na innowacje ze środków publicznych. Według nich Polska nadal nie osiągnęła masy krytycznej wydatków publicznych na badania i rozwój, którą można szacować na około 1 proc. PKB. Poprzez stworzenie odpowiedniej bazy badaczy i infrastruktury oraz przejęcie adekwatnej części ryzyka badawczego z sektora prywatnego posłużyłaby ona jako zapłon dla podjęcia tego rodzaju działalności przez sektor prywatny.

By w ogóle móc się starać o środki, konieczne jest stworzenie firmy, która ma plan rozwojowy na dłużej niż tylko na dany kwartał. Strategia jest tak samo ważna dla firm, jak dla państwa, ponieważ warto wiedzieć, jakie sektory gospodarki rząd chciałby wspierać w najbliższych latach.

Internetowe fora są pełne komentarzy od zgorzkniałych przedsiębiorców, którzy głównego źródła swoich niepowodzeń upatrują w składkach ZUS i zbiurokratyzowaniu państwa. Warunki do prowadzenia biznesu mamy jednak te same dla wszystkich. Cieszmy się tym, że wielu z nas chce być przedsiębiorcami, ale miejmy świadomość, że by tworzyć innowacje, konieczny jest rozwój dużego biznesu, bo to na jego podstawie powstają firmy, które mają szanse zawojować rynek.

Polska powinna przyglądać się raczej strategii Szwecji czy Niemiec, a nie Grecji i Portugalii. Mikroprzedsiębiorczość nie może rosnąć zbyt intensywnie, jeżeli myślimy o tworzeniu przewag konkurencyjnych.

OF


Tagi


  • dr inż. z przemysłu pisze:

    Święta prawda, małe firmy nie będą innowacyjne. Szkoda tylko, że studentów uczą czego innego. Przypomnę, że na każdej uczelni jest katedra innowacyjności. Wykładają tam kobity naukowe, które nigdy nie były w zakładzie pracy, dla których innowacją są pomalowane paznokcie i balejaż.

  • ekonomista pisze:

    W Polsce część samozatrudnienia to wynik polityki zatrudnieniowej dużych firm, a część to desperacki krok przed bezrobociem pod wpływem perswazji różnych struktur administracji państwowej odpowiedzialnych za rynek pracy.

  • Łukasz pisze:

    Witam,

    Warto uwydatnić jeden z wątków tego artykułu. Mała liczba dużych przedsiębiorstw to jest jeden z największych problemów innowacyjności ale aby one powstawały musi zostać zasiane ziarno w postaci mikro i małych przedsiębiorstw oraz nakłanianie średnich do dalszego rozwoju, co nie jest takie oczywiste w Polskim środowisku biznesowym.

    Kolejny aspekt to pojęcie samej innowacyjności. Nie tylko jest one wieloznacznie rozumiane przez samych przedsiębiorców ale także przez przedstawicieli organizacji, które mają te innowacje wpierać w działaniu. Sam byłem świadkiem jak taka osoba próbowała wmówić mi, że dla nich innowacja powinna odbywać się bez ryzyka inwestycyjnego. Przecież innowacja posiada nieodłączny pierwiastek ryzyka, którego nie da się wykluczyć. Stąd też i małe oraz mikroformy często na takie ryzyko nie chcą sobie pozwolić.

    Nasza polska przedsiębiorczość jest stosunkowo młoda ale też trochę spaczona przez wcześniejszy ustrój. Ideałem byłoby podążać za strategią Niemiec czy Szwecji ale filozofią działania bliżej nam do Grecji i Portugalii.

    Na koniec, proponowałbym zwrócić uwagę na sam pomiar innowacyjności w różnych krajach, w którym można doszukać się powodów takiego zróżnicowania.

    Pozdrawiam

  • Krzysztof Mazur pisze:

    ‚warto wiedzieć, jakie sektory gospodarki rząd chciałby wspierać w najbliższych latach’. Proszę bardzo, te same, co w poprzednich latach: dotowanie rafinerii w Możejkach kupionej na pokaz, górnictwo węgla kamiennego, zbrojeniówka, stocznie, fabryka Fiata itp. Wszystko gdzie pracuje dużo związkowców. Na pewno będą z tego doskonałe innowacje, które zawojują świat.

  • Krzysztof Mazur pisze:

    Jak we wszystkich prawie ‚analizach ekonomicznych’ autor miesza przyczyny ze skutkami. Stworzenie bogatych firm kosztem społeczeństwa, nie stworzy bogatego społeczeństwa. Duże efektywne firmy tworzą duzi prywatni inwestorzy, którzy istnieją w bogatych społeczeństwach. Tworzenie wielkich firm i ‚innowacji’ nie jest i nie powinno być priorytetem biednego społeczeństwa. Poziom życia większości ludzi się od tego nie podniesie. Co najwyżej wzrośnie prestiż kilku polityków przecinających wstęgi na budowie. Biedne społeczeństwa nie powinny wytwarzać ‚innowacji’, których same nie potrzebują, gdyż to jest dla nich trwonienie zasobów. Państwowa korporacja wytwarzająca w Polsce samochody byłaby dotacją do zagranicznych konsumentów kupujących te samochody. Żeby społeczeństwo przetrwało potrzebuje miejsc pracy, wcale niekoniecznie ‚innowacyjnych’, cokolwiek by to miało oznaczać. Myślenie, że ZUS nie jest problemem, bo jest ‚taki sam dla wszystkich’ jest nieprawdziwe. Im większy jest udział zatrudnienia w kosztach, tym większy jest podatek ZUS dla firmy. To nie są ‚równe warunki’. Najgorzej mają przedsiębiorstwa zatrudniające najwięcej pracowników z najmniejszym zyskiem, czyli te które są najbardziej potrzebne społeczeństwu. Nie politykom, ekspertom i dziennikarzom. Ale i dziennikarze muszą od czasu do czasu coś napisać o ‚katastrofie demograficznej’, która jest prostym skutkiem warunków w jakich żyje ludność i liczby miejsc pracy. Obniżenie podatku ZUS, po bankructwie państwa za ok. 14 lat (wg prognoz ZUS) będzie ‚innowacją’, która zmieni demografię i to będzie miało większy wpływ na rozwój społeczeństwa od wszystkich pomysłów na dotowanie ‚innowacji’. / Firmy Google oraz Intel, jak zostały założone, to były małe. Podobnie jak Microsoft, Oracle, SAP, HP, Xerox, Ford, GM, Fiat, Peugeot, itd. I nie korzystały z państwowych dotacji. Podobnie jak polskie innowacyjne firmy działające w rozmaitych niszach (np. gry komputerowe, wdrożenia informatyczne). Co więcej ich założycie wcale się nie spodziewali, że ich nisza nagle urośnie do potężnych rozmiarów. /

  • Krzysztof Mazur pisze:

    Kryzys w Grecji i Portugalii nie jest skutkiem nadmiaru mikroprzedsiębiorczości, tylko efektem nadmiernych wydatów (zbrojenia i socjal) państw oraz ekspansji kredytowej wywołanej zaniżeniem stóp procentowych po wejściu do strefy euro. Stworzenie państwowych korporacji nic by tu nie pomogło.

  • Zbigebu pisze:

    Samozatrudnienie będzie maleć, ponieważ jest ono pochodną bardzo trudnej sytuacji na rynku pracy ostatnich 25 lat. Ten czas już się kończy. Zamiast otwierać 50-tą firmę na małym rynku, (ponieważ są traktowani przez szefów jak niewolnicy za 500 euro) ludzie będą woleli zostać już tam gdzie są. Braki pracowników wymuszą lepsze traktowanie i wzrost pensji. W naturalny sposób liczba firm walczących zaciekle o jakiś tort ulegnie redukcji. Liczba firm małych i średnich wzrośnie. Oczywiście Polska to nie kraj na IQ – biznes ponieważ wymaga to selektywności w dostępie do kilku bardzo dobrych uniwersytetów, których w Polsce nie ma. Wybraliśmy równość, to jakaś wartość, ale kosztem z rezygnacji z aspiracji jakie ma np. Izrael. Choć bycie przeciętniakiem nas wszystkich boli i źle wpływa na narodowe ego.

  • [ja!] pisze:

    Tekst chyba trochę zbyt łatwo łączy nie tyle przypadkowy, co mocno odległy związek przyczynowo-skutkowy między wielkości przedsiębiorstw a innowacyjnością (ot, takie szukanie korelacji w danych statystycznych). W dodatku w tym aspekcie najprawdopodobniej myli przyczyny ze skutkami: „Jak pokazują doświadczenia innych krajów, przewaga samozatrudnienia zmniejsza efektywność i PKB.” — to raczej typ gospodarki wymusza strukturę przedsiębiorstw. I tak gospodarka niskokosztowa, nastawiona na zagospodarowywanie pracochłonnych, małych nisz, słabo poddających się korzyściom skali (usługi dla ludności, turystyka…) będzie generować przewagę mikroprzedsiębiorstw. Oczywistą katastrofą skończą się próby sztucznego, biurokratycznego korygowania tego procesu — sztuczne naginanie parametrów będzie tylko kolejnym „kultem cargo” — imitacją bez zrozumienia procesu.
    ———————————————————————————————————————————————
    „Mikrofirmy (zatrudniające do dziewięciu pracowników) wytwarzają zaledwie 15,9 proc. wartości dodanej w sektorze przedsiębiorstw” — Racja, ale także prawdopodobnie i największa część pozostaje w szarej strefie.
    ———————————————————————————————————————————————
    W kulcie dużych przedsiębiorstw nie należy także zapominać o rosnących wraz z rozmiarami dysekonomiami skali: niewydajnością, dublowaniem zadań, oderwaniem od źródła własnych przewag, niesterowalnością, monokulturą, wystawioną na szoki technologiczne, zdolnością do korumpowania legislatury, itd. (nasze niewydajne krajowe molochy to w istocie technologiczne czempiony, tyle że XIX wieku).
    ———————————————————————————————————————————————
    Reszta spostrzeżeń prawdopodobnie całkiem trafna, faktycznie innowacyjność nie rodzi się na gospodarczo-intelektualnej pustyni, raczej wymaga wcześniej wzniesionej piramidy zwykłej gospodarki, która wreszcie natrafia na bariery rozwoju prostymi środkami. Jak chociażby w Chinach, gdzie najpierw zbudowano solidnego molocha normalnej gospodarki, a dopiero od niedawna zaczynają pojawiać się istotne procesy innowacyjne. Nasze sztuczne tworzenie start-upów z podatków naszych lub unijnych to generowanie w większości jętek jednodniówek — puszczanie całej pary w biurokratyczny gwizdek bez trwałych efektów i bez przyszłości — kolejny przejaw „kultu cargo”.
    ———————————————————————————————————————————————
    pl.wikipedia.org/wiki/Kulty_cargo

  • Pelikan pisze:

    //Firmy Google oraz Intel, jak zostały założone, to były małe. Podobnie jak Microsoft, Oracle, SAP, HP, Xerox, Ford, GM, Fiat, Peugeot, itd. I nie korzystały z państwowych dotacji.//

    Ale bzdura – oczywiście że korzystały z państwowej pomocy i to masowo.

  • k.Ned pisze:

    To nie jest do końca prawda.

    Małe firmy nie tworzą WIELU innowacji. Biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium jakościowe, korporacje zawsze będą bardziej innowacyjne. Ale jest to najczęściej rozwijanie istniejących rozwiązań. Nawet jeśli ktoś wpadnie na przełomowy pomysł w korporacji, to najczęściej nic się nie dzieje, bo to oznacza kanibalizowanie istniejących produktów. Świetnie pokazuje to Tim Wu w „Master Switch”. Niedawna historia to żarówki indukcyjne, świecą lepiej i zużywają dużo mniej energii. Technologia powstała w Philipsie, ale firma nie pociągnęła tematu, z w/w względów. Dopiero gdy twórcy wynalazku założyli firmę i odzyskali patent, żarówki indukcyjne stały się dostępne na rynku.

    PRZEŁOMOWE innowacje nie powstają właściwie nigdzie indziej niż w garażach pasjonatów. Prawie cała historia techniki to pokazuje.

    W polskich głowach rodzą się rewolucyjne wynalazki. Tylko, że tego póki co nie widać, bo otoczenie instytucjonalne, mimo rzeki pieniędzy z Unii, jest niesprzyjające.

  • sympatyczny pisze:

    Mam wrażenie, że Autor postawił tezę a dane statystyczne (nawet prezentowane) omawia „wybiórczo”! Na wykresie pierwszym mamy np. obok siebie Ukrainę i Japonię (oba prezentowane parametry prawie identyczne) – to i pozostała analiza wykresu skłaniają raczej do komentarza prezentowanego chociażby przez „[ja!]”. Dodatkowo współczynnik korelacji na rysunku 3, R2=0,04 wskazuje na brak korelacji pomiędzy analizowanymi danymi!
    Dodatkowo irytuje trochę bezrefleksyjne mitologizowanie kwestii innowacyjności w oderwaniu od miejsca gospodarki w światowym systemie (ale na to wskazuje już w komentarzu „Krzysztof Mazur”! A nawoływanie do wydawania przez państwo pieniędzy na „innowacyjność” jako prawie gwarantujące sukces w tej mierze, wydaje się być co najmniej gigantycznym uproszczeniem (bazującym na pozytywnych doświadczenia nielicznych, za to czołowych w wyścigu technologicznym państw – w pozostałych jest to tylko jeden ze sposobów na transfer pieniędzy od biednych podatników do elit).

  • Piotr Arak pisze:

    Kluczowy dla zrozumienia tekstu i wywodu jest pierwszy wykres, który jest po prawej stronie na górze tekstu. Innowacyjni giganci powstają w krajach w których wiele osób wcale nie jest przedsiębiorcami. To on skłonił mnie do napisania tego tekstu. Wszystko zawsze od wszystkiego zależy – nie ma prostych recept do spraw trudnych. Natomiast, wielu polskich „big thinkers” głosi tezy o innowacyjności i przedsiębiorczości kompletnie bezkrytycznie przyjmując, że dając bezrobotnemu 40 tys. stanie się on przedsiębiorcą i jeszcze wymyśli produkt na miarę iPhone’a. Bardzo ciesze sie z glosu @Zbigebu bo to tak naprawde o to chodzi – nie mowie ze staniemy sie Szwecja (choc ta ma takie samo PKB jak my – szkoda ze nie per capita), ale warto korzystac z mechanizmow, ktore sa gdzie indziej bo krajem to offshoringu przestaniemy byc za 10 lat. Dla mnie wazny jest kult malych i srednich firm – tak by stawaly sie duze i to niekoniecznie w sensie zatrudnienia a miesiecznego obrotu. Jeszcze jeden watek tylko dodam, ze w Europie nie ma dobrego systemu prawnego dla start-upow bo takie firmy czesto upadaja. Jak ktos zaliczy bankructwo na tym kontynencie to bank nie da mu kredytu na kolejny venture – nie lubimy sie mylic, ale to akurat ta metoda daje szanse powodzenia przy tworzeniu czegos nowego. Wreszcie uwagi @Krzysztof Mazur – nigdzie nie piszę o wspieraniu państwowych firm – osobiście uważam, że PIR to „… i kamieni kupa”, ale dotacje powinny być nakierowane na firmy z większym obrotem na pracownika z więcej niż 10 pracownikami. Nie uważam, że tworzenie bieda działalności, które narzekają na ZUS ma jakikolwiek sens i śmiem twierdzić, że jest tak samo produktywne jak działalność rolna do 50 ha. Umożliwia wegetację, ale nie rozwój.

Dodaj komentarz


jeden × = 6

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane