Rosyjskie władze robią dobrą minę do złej gry, ale prawda taka, że kraj, który wytwarza 2,8 proc. światowego PKB, nie jest w stanie wygrać w wojnie handlowej z tymi, których udział przekracza 50 proc. Rosji nie pomogą ani kontrakty z Chinami, ani zapowiedzi wzrostu produkcji własnej żywności.

Od początku dyskusji o sankcjach strona rosyjska, zapewne z intencją zniechęcenia krajów zachodnich do ich nakładania, stara się podkreślić swoją odporność na te działania i dokuczliwość własnych działań w stosunku do firm zachodnich, w odpowiedzi na sankcje podejmowane wobec podmiotów rosyjskich. Szczególnie mocno lansuje, przy wsparciu mediów zachodnich, wątek reorientacji dostaw gazu z Rosji na rynki azjatyckie. Jako przykład skutecznych działań w tym zakresie przedstawiany jest podpisany w maju kontrakt gazowy z Chinami.

Natomiast działania retorsyjne Rosji, które powinny zniechęcać do nakładania na nią dalszych sankcji, to ostatnio wprowadzone embargo na import do Rosji artykułów rolno-spożywczych z UE, USA, Norwegii i Australii. Według strony rosyjskiej wprowadzone zakazy bardzo boleśnie uderzają w zachodnich eksporterów żywności, nie dotykając gospodarki rosyjskiej. Teza jest nawet przeciwna: ma to być dodatkowa szansa rozwoju dla rodzimych producentów z sektora rolno-spożywczego.

Manewr wschodni

Tezę o reorientacji eksportu rosyjskiego gazu należy postrzegać przede wszystkim w kontekście planowanych wielkości dostaw do Chin (38 mld m sześc. rocznie przez 30 lat poczynając od 2019 roku) oraz realnych dostaw do Europy (łącznie 161,5 mld m sześc. w roku 2013 do UE, Turcji i Szwajcarii). Rynek europejski przyjmuje około 70 proc. eksportu rosyjskiego gazu, jeśli pominąć kraje Wspólnoty Niepodległych Państw, ponad 95 proc. Jeszcze większe znaczenie rynku europejskiego widać, jeśli się przeanalizuje, jak Gazprom kreuje dochody. Znacząco wyższy niż na rynku wewnętrznym oraz rynkach WNP poziom cen w eksporcie na rynki europejskie powoduje, że z nich pochodzi 70–80 proc. dochodów rosyjskiego monopolisty.

Dostawy z nowych złóż nie uszczuplają europejskiego bilansu Gazpromu (nie tylko są nowe, lecz również bardzo oddalone od Europy). W Rosji brak jest przy tym jednolitego systemu przesyłowego gazu, który umożliwiałby od strony technicznej realne przekierowanie dostaw gazu z kierunku europejskiego na azjatycki.

Reorientacja jest również wątpliwa z punktu widzenia opłacalności ekonomicznej. Krytyczne oceny efektywności przedsięwzięcia wynikają z konfrontacji – co prawda imponującej – wartości kontraktu (400 mld dol.) z dalekim od oczekiwań poziomem cen, przy jednoczesnym wysokim poziomie nakładów niezbędnych na zagospodarowanie dwóch nowych złóż oraz na budowę infrastruktury przesyłowej. Aktualnie mówi się o niezbędnych nakładach w wysokości 60–70 mld dol. Znający rosyjskie realia realizacji tego typu inwestycji analitycy wskazują, że koszty te mogą – i to sporo – przekroczyć 100 mld dol.

Wydaje się, że dla Rosji wyniki porozumienia z Chinami są rozczarowujące. Szeroko nagłaśniany, dotyczący nie tylko gazu, manewr reorientacji strumieni handlu na rynek chiński jest trudny do realizacji i nie stanowi zagrożenia ani realnej alternatywy dla rynku Unii Europejskiej. Deklarowany wzrost obrotów handlowych Rosji z Chinami z 89 mld dol. w 2013 roku do 200 mld dol. w roku 2020 i tak nie zrównoważyłby obrotów z Unią Europejską, które w 2013 roku osiągnęły 410 mld dol.

Również obroty z USA na poziomie 520 mld dol. w roku 2013, z Japonią (320 mld dol.), Koreą Południową (280 mld dol.) są o wiele większe niż deklarowane obroty rosyjsko-chińskie w roku 2020. Wydaje się, że to typowy przykład myślenia życzeniowego. Aktualny poziom rosyjskiego eksportu do Chin to 39 mld dol., a importu 50 mld dol. Zasadne jest przy tym pytanie: w jaki sposób, jeżeli obroty miałyby być zrównoważone, rosyjski eksport mógłby wzrosnąć do 100 mld dol.? Planowanych dostaw ropy naftowej i gazu do tego nie wystarczy.

W Moskwie zaczyna się dostrzegać, że atrakcyjność partnerstwa z Rosją okazała się dla Chin silnie przeszacowana. Kraj ten nie jest zainteresowany tworzeniem bloku z Rosją, szczególnie gdyby miał być przeciwwagą dla Europy i USA. Swój sukces zawdzięcza bowiem współpracy z nimi w warunkach globalizacji, a takich perspektyw nie dają ani rosyjskie surowce, ani rosyjski rynek.

Czy w Rosji jest dużo kapitału

Zdaniem wielu analityków siłę ekonomiczną Rosji i jej zdolność przeciwstawienia się sankcjom, postrzegać należy przez pryzmat wysokich rezerw walutowych, które według stanu na dzień 1 sierpnia 2014 r. wyniosły 468,8 mld dol. Stwarza to bardzo wysoki, 18-miesięczny poziom zabezpieczenia importu, podczas gdy już trzymiesięczny poziom zabezpieczenia jest przyjmowany jako stan zadowalający. Pozytywna wymowa wysokiego poziomu rezerw walutowych osłabia się jednak w konfrontacji z jeszcze wyższym poziomem zadłużenia zagranicznego Rosji. Według stanu na 1 lipca 2014 r. wyniosło ono 720,9 mld dol. Podstawowa jego część przypada na banki (28,6 proc., czyli 206,5 mld dol.) oraz sektor niefinansowy (61,5 proc., 443,7 mld dol.). Na państwo (54,6 mld dol.) wraz z bankiem centralnym (16,0 mld dol.) przypada jego pozostała część. Analitycy zwracają jednak uwagę, że zarówno w sektorze bankowym, jak i niefinansowym podstawowa część zadłużenia przypada na jednostki państwowe, takie jak Sbierbank, VTB Bank, VEB Bank oraz koncern naftowy Rosnieft i gazowy Gazprom. Ich zadłużenie jest postrzegane jako dług quasi-państwowy i w przypadku trudności w spłacie może powiększać zobowiązania państwa.

Według oficjalnych danych banku centralnego Rosja w II połowie 2014 r. powinna zwrócić zagranicznym wierzycielom prawie 100 mld dol., w tym przeszło 85 mld długu podstawowego i 14 mld dol. odsetek. Na rok 2015 suma ta wzrasta do przeszło 112 mld dol. (odpowiednio 90,15 i 22,14 mld dol.). Ponieważ zaś w wyniku sankcji rosyjskie podmioty mają coraz większe problemy z pozyskiwaniem na rynkach zachodnich nowych kapitałów, a wierzyciele nie godzą się z reguły na prolongatę terminów spłaty zadłużenia, jego wysoki poziom zaczyna urastać do rangi podstawowego problemu rosyjskiej gospodarki.

Sankcje i spadająca wiarygodność inwestycyjna jest podstawowym czynnikiem rekordowego odpływu kapitału z Rosji. W I półroczu 2014 r. osiągnął on poziom 74,6 mld dol., podczas gdy w całym roku 2013 wyniósł 62,2 mld dol. Szacuje się, że na koniec roku ucieczka kapitału z rosyjskiego rynku  może osiągnąć 120–150 mld dol.

Rosja sama się nie wyżywi

Rosja, tak jak wcześniej ZSRR, była zawsze ważnym importerem artykułów rolno-spożywczych (w czasach ZSRR przede wszystkim zboża). Mimo realizacji kolejnych rządowych programów żywnościowych artykuły rolno-spożywcze nadal stanowią znaczącą pozycję w rosyjskim imporcie, chociaż ich udział obniżył się z 25–26 proc. pod koniec lat 90. XX w. do 12–13 proc. w ostatnich latach.

Wysoki poziom importu artykułów rolo-spożywczych wiązać można z szybkim wzrostem realnych dochodów w ostatnim dziesięcioleciu, przy jednoczesnym utrzymywaniu się na wciąż wysokim poziomie (ponad 30 proc.) udziału wydatków na artykuły żywnościowe w wydatkach ludności. Według szacunków wydatki te wzrosły w latach 2002–2012 z 1 121,1 mld rubli (około 56,81 mld dol.) do 6 866,9 mln rubli (około 221,01 mld dol.) w 2012 r. Mimo dobrych wyników odnotowywanych przez rosyjskie rolnictwo zwiększające się nakłady na sektor rolny nie przełożyły się więc na wzrost samowystarczalności żywnościowej Rosji. Wartość produkcji rolnej, liczona w dolarach, uległa ponad 2,1-krotnemu wzrostowi w latach 2005–2012. W tym samym okresie import artykułów rolno-spożywczych wzrósł ponad 2,3 razy.

Wskaźnik samowystarczalności żywnościowej Rosji, szacowany na poziomie 66–68 proc., jest zawyżany przez segment zbożowy, w którym Rosja jest nie tylko samowystarczalna, lecz wręcz zalicza się do liczących się eksporterów. W odniesieniu do pozostałych segmentów rynku żywnościowego poziom samowystarczalności jest o wiele niższy, a tym samym uzależnienie od importu wyższe. Szacuje się, że Rosja jest zależna od importu żywności w około 1/3, a w odniesieniu do dużych miast jest to nawet 60–70 proc.

W ostatnich latach utrzymuje się, a nawet pogłębia zależność od importu mleka i wyrobów mleczarskich. Udział importu w zaopatrzeniu rynku wewnętrznego w te artykuły przekracza 40 proc. (w przypadku serów to 45 proc.). Zmniejsza się natomiast zależność od importu na rynku mięsnym z wyjątkiem wołowiny (zależność od jej importu przekracza 60 proc.). W przypadku mięsa wieprzowego jest to aktualnie poziom około 35 proc., a drobiu – 15 proc.

>>video: Jeżeli Zachód wdroży kolejne sankcje Kreml może zablokować import aut

Import zaspokaja też około 70 proc. popytu na owoce. Szczególnie interesująca z punktu widzenia polskich interesów jest sytuacja na rynku jabłek. Według rosyjskich statystyk w 2013 r. Rosja sprowadziła 1,24 mln ton jabłek przy własnej produkcji na poziomie 1,5 mln ton. Zagraniczne dostawy zaspokajały więc ponad 45 proc. popytu. Udział polskich jabłek w imporcie był dominujący i wynosił 54–56 proc., następni dostawcy to Mołdawia (13,5 proc.), Chiny (8,6 proc.), Serbia (5 proc), Litwa, Chile i Azerbejdżan (po 3 proc.).

Sankcje wpływają na inflację

Władze Rosji chciałyby postrzegać wprowadzone embargo na import artykułów żywnościowych jako swoistą terapię szokową i – jak to ujął prezydent Władimir Putin w czasie niedawnej narady na Krymie z udziałem parlamentarzystów – „sposób na wsparcie rodzimych producentów”. Analitycy są jednak bardzo sceptyczni co do skuteczności takich działań. Wyniki ostatnich lat realizacji rządowego programu żywnościowego wskazują, że nawet zwiększenie wsparcia dla sektora rolnego o 5-6 mld dol. w latach 2015–2016 nie gwarantuje znaczącego uniezależnienia się od importu. Zwłaszcza że władze oczekują, że przyrost rodzimej produkcji artykułów żywnościowych będzie następował przy kosztach, które nie będą kreowały wzrostu cen. Jest to założenie tyleż ambitne, co nierealne.

To właśnie poziom odnotowywanej aktualnie inflacji wskazuje, że decydując się na wojnę handlową na szerokim froncie, od razu ze wszystkimi swoimi czołowymi dostawcami artykułów rolno-spożywczych (UE, USA, Australią, Norwegią, Ukrainą, Mołdawią), Rosja jest do niej słabo przygotowana. Efektem ubytku dostaw z importu jest szybki wzrost cen.

Przy zakładanej w budżecie na 2014 rok inflacji na poziomie 5,0 proc. jej poziom po I półroczu 2014 r. wyniósł 7,8 proc. r./r. Sezonowa obniżka cen na rynku owocowo-warzywnym zmniejszyła inflację do 7,5 proc. po siedmiu miesiącach, ale według analityków jest zjawisko jednorazowe. Inflację napędzają szybko rosnące ceny artykułów żywnościowych, w tym szczególnie w tych segmentach rynku żywnościowego, które zostały objęte rosyjskim embargiem.

Według oficjalnej statystyki, przy 4,8-proc. inflacji na koniec czerwca 2014 r. w stosunku do grudnia 2013 r., wzrost cen na rynku żywnościowym wyniósł 7,6 proc., a jego wkład w inflację wyniósł 2,8 pkt proc., tj. prawie 60 proc. Według stanu na 11 sierpnia wzrost cen mięsa wieprzowego wyniósł 19,3 proc., kurczaków 16,5 proc., kapusty 16,6 proc., marchwi 22,5 proc., cebuli 31,2 proc., jabłek 9,7 proc., produktów mleczarskich 8,5–15 proc. W odniesieniu wieprzowiny jako podstawową przyczynę wzrostu cen wskazuje się ubytek podaży w wyniku przerwania dostaw z importu. Przewiduje się, że w efekcie zakazu importu z Polski ceny jabłek na koniec roku mogą wzrosnąć o 30–40 proc.

Rosja nie jest w stanie, szybko i w sposób trwały, uruchomić alternatywnych dostaw towarów objętych własnym embargiem importowym. Jak wskazują tego rodzaju próby z przeszłości, podejmowane i w czasach ZSRR, i w samej Rosji, przyrost produkcji własnej wymagałby dużych nakładów bez gwarancji pożądanych efektów i to zarówno co do przyrostu produkcji, jak i do tego, co najbardziej interesuje konsumentów, czyli cen i jakości. A w tym zakresie dotychczasowe dostawy z importu mają wyraźną przewagę nad krajową produkcją. Nie bez znaczenia jest również czynnik czasu. Dzisiejsze inwestycje mogą przynieść efekt podażowy po co najmniej czterech, sześciu latach.

Nie będzie też łatwo zastąpić dotychczasowych dostaw artykułów mleczarskich z krajów Unii i Ukrainy, warzyw i owoców z UE i Mołdawii, ryb z Norwegii, a nawet mięsa z UE, USA i Australii. Zdaniem analityków, jeżeli oczekiwania w odniesieniu do nowych kierunków importu dotyczą jednocześnie wielkości dostaw, jakości i cen na poziomie porównywalnym z dotychczasowymi, to jest to zadanie niewykonalne.

Zważywszy na to, że wydatki na żywność stanowią w Rosji ponad 30 proc. wszystkich wydatków ludności, przy utrzymaniu embarga na import artykułów rolno-spożywczych Rosja musi się liczyć z dodatkowym corocznym impulsem inflacyjnym w wysokości nawet 1,5-2,5 pkt proc.

Co z rozwojem gospodarczym

Obecny okres nie sprzyja prowadzeniu przez Rosję wojen handlowych. Od dłuższego już czasu odnotowująca spowolnienie gospodarka od początku roku znalazła się w fazie recesji. Potwierdzają to spadki PKB w kolejnych dwóch kwartałach, w pierwszym o 0,9 proc., w drugim o 0,1 proc. Tendencje te w wyniku sankcji przedłużą się na następne kwartały 2014 r.

Zakładany w założeniach do budżetu na lata 2015–2017 wzrost gospodarczy na poziomie odpowiednio 2, 2,5 i 3,3 proc. wydaje się teraz zdecydowanie przeszacowany. Na osłabienie wzrostu gospodarczego podstawowy wpływ mają dwa czynniki: spadek popytu wewnętrznego w wymiarze inwestycyjnym i konsumpcyjnym. Ten ostatni można wiązać ze spadkiem dochodów realnych ludności, które to zjawisko w 2014 r. odnotowano po raz pierwszy od roku 1999. Szacowany na 4,5 proc. spadek inwestycji wynika z pogorszenia klimatu inwestycyjnego, co jest skutkiem wydarzeń na Ukrainie.

W obu tych segmentach aktywnym i ważnym czynnikiem wspierającym wzrost były wydatki budżetowe. Jak wskazują analitycy, budżet, który w wyrażeniu realnym po stronie dochodów znajduje się na poziomie z 2008 roku, a po stronie wydatków odnotowuje wzrost o 22 proc., jest zmuszony przechodzić do ograniczania swoich wydatków.

Kosztowna wojna

Jak szacuje Aleksiej Kudrin, były rosyjski minister finansów, straty Rosji w wyniku sankcji wyniosą 200 mld dol. w ciągu najbliższych trzech lat.

Rosja, kraj wytwarzający 2,8 proc. światowego PKB, nie jest w stanie dyktować warunków i prowadzić zwycięskich wojen handlowych z krajami, których udział w światowym PKB przekracza 50 proc.

Bez zachodnich technologii Rosja nie jest w stanie wydobywać ropy naftowej i gazu z pól na szelfie arktycznym oraz morzach Kaspijskim, Ochockim i Japońskim ani z pokładów trudnych i nietradycyjnych źródeł. Jest w tym w pełni zależna od takich firm jak Exxon Mobil, BP czy Haliburton. Nie może też sprzedać ropy i gazu (ograniczenie zakupu gazu przez UE jest ciągle brane pod uwagę) na rynku azjatyckim zamiast do Europy, a jednocześnie zrezygnować z zakupu europejskiej żywności, znajdując innych dostawców. Skumulowane, jednokierunkowe negatywne efekty spadku dochodów realnych przy jednoczesnym znaczącym wzroście cen oznaczają dla Rosji katastrofę.

Autor pracuje w Ministerstwie Gospodarki w Departamencie Ropy i Gazu. Powyższy artykuł przedstawia jego prywatne poglądy.