Analfabetyzm funkcjonalny, ignorancja, są zmorą współczesnego rynku pracy, również najbardziej zaawansowanych cywilizacyjnie krajów. Na Zachodzie z tym się walczy, w Polsce – na razie lekceważy, bo tym, że przeciętni Polacy nie umieją dobrze korzystać z komputerów na razie nikt się nie interesuje.

Kompetencje cyfrowe to zespół umiejętności warunkujących efektywne korzystanie z mediów elektronicznych – mówi definicja. Są to zarówno umiejętności obsługi sprzętu i oprogramowania, korzystania z rozmaitych aplikacji (tzw. kompetencje informatyczne), jak i wyszukania potrzebnych informacji w różnych źródłach – elektronicznych i tradycyjnych – by je przetworzyć i wykorzystać zgodnie z potrzebą (kompetencje informacyjne). To jednak także kreatywne korzystanie z możliwości, jakie dają media cyfrowe, umiejętność komunikowania się i budowania relacji np. przez media społecznościowe (budowanie własnego wizerunku) oraz zapewnienia ich bezpieczeństwa. Kompetencje cyfrowe obejmują też pewien poziom znajomości regulacji prawnych oraz mechanizmów ekonomiki mediów.

Czy polskie społeczeństwo jest cyfrowe?

Odpowiedź na to pytanie jest dosyć prosta – raczej nie. Polska jest na 24. miejscu z 30 europejskich krajów badanych przez Komisję Europejską pod kątem rozwoju gospodarki i społeczeństwa cyfrowego (Digital Economy and Society Index). Najbardziej rozwinięte są pod tym względem Dania, Islandia, Szwecja, Finlandia, Holandia i Norwegia. Najmniej – licząc od końca – Rumunia, Bułgaria, Grecja, Włochy i Chorwacja. Nasz kraj nie znalazł się w ostatniej piątce, ale przed nim są m.in. Węgry, Słowacja, Czechy i wszystkie kraje bałtyckie –  Estonia znalazła się nawet na 9. miejscu w Europie.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Pod względem rozwoju kapitału ludzkiego związanego z cyfrową gospodarką jest już lepiej, bo jest na miejscu 23. Najwięcej specjalistów od IT, ale także osób mających zaawansowaną wiedzę z zakresu obsługi komputera, jest w Finlandii, druga jest Szwecja, trzecia Dania, a czwarta Wielka Brytania. Najsłabiej wypadają Rumuni, Bułgarzy, Grecy i Włosi.

Polska zajmuje 27. pozycję w Unii, jeżeli chodzi o wykorzystanie nowych technologii w biznesie (B2B) – korzystanie z systemów CRM, chmury obliczeniowej i przechowywania danych oraz rozwoju e-commerce. Na czele zestawienia integracji technologii informacyjnych z biznesem znowu są kraje nordyckie, a ostatnia w Europie jest Łotwa (tuż za Rumunią). Najwyższe miejsce Polska uzyskała we wskaźniku rozwoju i wykorzystania usług publicznych przez nowoczesne media. Pod tym względem jesteśmy na 16. pozycji w Unii, wyprzedzając m.in. Włochy, Niemcy, Czechy, Węgry, czy Luksemburg. Najlepsza jest Dania, tuż za nią Estonia, a trzecia Holandia.

Młodzi na bakier z komputerami

Skąd Polacy czerpią wiedzę o korzystaniu z komputera i sieci? Głównie z własnego doświadczenia. Jak dowodzą badania opisane przez Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych, w 79 proc. Polacy sami nauczyli się obsługiwać komputer, 5 proc. uczyli rodzice, a 17 proc. starsze rodzeństwo. Z korzystaniem z sieci jest już nieco inaczej – 62 proc. nauczyło się go samodzielnie, 5 proc. zobaczyło internet po raz pierwszy dzięki rodzicom, 12 proc. uzyskało pomoc brata lub siostry, 19 proc. pomogli przyjaciele, a tylko 2 proc. nauczyło się korzystać z sieci dzięki nauczycielowi od informatyki.

OECD co kilka lat bada umiejętności 15-latków w rozwiniętych krajach i nie tylko pod względem umiejętności czytania ze zrozumieniem, rozwiązywania zadań z matematyki, a także z nauk przyrodniczych (Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów – PISA, Programme for International Student Assessment). W ostatnich dwóch turach tego badania dodano testy czytania cyfrowego, czyli korzystania z hipertekstu i umiejętności wyszukiwania w nim informacji. Młodzi Polacy nie poradzili sobie w tych czynnościach tak dobrze, jak korzystając z testu analogowego – w tym są światowymi liderami. Ze średnim wynikiem 477 pkt polscy uczniowie są na 22. miejscu spośród 32 przebadanych krajów. Lepsi od nich są m.in. Amerykanie (12. Miejsce, a częściej są od nas gorsi m.in. w matmie), Estończycy (7. miejsce), a najlepsi na świecie są Koreańczycy i Singapurczycy. Co ciekawe, z cyfrowym czytaniem gorzej od nas radzą sobie młodzi obywatele Izraela (pozycja 27.).

Przekonanie o tym, że młodzi w Polsce ściągają z internetu prace domowe i referaty nie przekłada się wcale na to, że robią to szybko. Przy szukaniu informacji nasi gimnazjaliści marnują na przeglądaniu niepotrzebnych stron i odnośników tyle samo czasu, co uczniowie w innych krajach (14 proc.). Przeciętnie w OECD uczniowie nieefektywnie wykorzystują 13 proc. czasu potrzebnego na wykonanie zadania. W Estonii ten odsetek wynosi 15 proc., a Kolumbii i Hiszpanii przeszło 20 proc. Warto jednak zauważyć, że w Szanghaju czy w Niemczech uczniom udaje się skrócić ten czas tylko do 8 proc., a w USA do 10 proc. Szukanie informacji w sieci to także umiejętność, która powinna być lepiej kształtowana w Polsce.

Kompetencje cyfrowe są pochodną nastawionego na gospodarkę systemu edukacji, którego u nas brak. W Estonii uczniowie uzyskali 523 pkt z czytania cyfrowego, ale też 529 z testu kompetencji finansowych, który polegał na rozwiązywaniu życiowych problemów ekonomicznych, np. stworzeniu rodzinnego budżetu. Podobnie wysokie wyniki w obu testach uzyskały Australia, Belgia, USA i Francja. Młodzież z Polski jest lepsza w rozwiązywaniu problemów ekonomicznych niż w testach cyfrowych, tylko w Rosji i Hiszpanii nie słynących z najlepszych rynków pracy na świecie jest podobnie.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Na studiach nie uczą korzystać z Excela

71 proc. Polaków z wyższym wykształceniem przyznaje się do tego, że umie wykonać podstawowe obliczenia arytmetyczne za pomocą Excela. Mniej więcej tyle, ile wynosi średnia europejska (73 proc.). Podobny odsetek osób, które umieją wykonywać jedną z najważniejszych czynności na dzisiejszym rynku pracy, jest w Norwegii, Wielkiej Brytanii, Austrii, Hiszpanii, Szwecji, lecz także w Grecji i Danii. Wśród Czechów ten odsetek wynosi 78 proc., a na Islandii i w Słowenii sięga niemal 90 proc. Najmniej osób po studiach umie korzystać z arkusza kalkulacyjnego w Rumunii (52 proc), w Bułgarii, na Węgrzech, we Włoszech i Chorwacji.

Nie powinno nas dziwić, że W Polsce z okazji europejskiego tygodnia kodowania było zorganizowane najwięcej eventów w Europie – przeszło półtora tysiąca, bo tylko co dwudziesty Polak miał kontakt z programowaniem. Nieco lepiej jest wśród osób po studiach. 12 proc. Polaków z dyplomem napisało kiedykolwiek program komputerowy lub fragment kodu (podobnie jak w Czechach, Bułgarii, Rumunii i na Węgrzech, a także w Estonii i Danii). Najwięcej  takich osób jest w Finlandii (36 proc.), w Szwecji (31 proc.) i Islandii (30 proc.). Przeciętnie w Europie tak zaawansowaną czynność na komputerze wykonywało 19 proc. osób z wyższym wykształceniem.

Posiadanie wyższych kompetencji związanych z obsługą komputera nie przekłada się w Polsce na wyższe wynagrodzenie. W niemal wszystkich krajach OECD, a szczególnie w Niemczech i Wielkiej Brytanii, osoby, które nie radzą sobie z obsługą komputera i internetu, najczęściej nie awansują i zarabiają mniej. Jedynym wyjątkiem jest Polska, a poza OECD – Rosja (patrz wykres poniżej). W każdym innym kraju ktoś kto nie zna Worda, nie awansuje.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Co gorsze młodzi pracownicy w Polsce nie radzą sobie z rozwiązywaniem problemów przy pomocy komputera. Kiedy szef albo nauczyciel poprosi np. o przygotowanie prezentacji tylko 38 proc. Polaków w wieku 16-24 lat nie będzie miała z tym problemu. Podobnymi cyfrowymi analfabetami są Amerykanie i Rosjanie – w każdym innym kraju OECD ten odsetek jest znacznie wyższy. Możemy mówić, że same komputery nie uczą, ale nauczyciele w krajach, gdzie korzysta się z nowych technologii wykonują znacznie lepszą pracę.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Polska ma wistotny z perspektywy gospodarczej problem braku odpowiednio wykwalifikowanej siły roboczej. Stare zawody, jak wiemy, przestaną istnieć – nie będzie u nas rolników czy robotników prostych. Polska montownia będzie musiała stać cię zakładem rzemieślniczym nowych technologii. Polskie szkoły zawodowe wydają się do tego zadania nieprzygotowane, bo młodzi wychodzący z naszego systemu kształcenia nie radzą sobie z tymi zadaniami, a co gorsza nie radzą sobie z tym absolwenci polskich szkół.

Widząc problem, także urzędy pracy powinny zupełnie inaczej podchodzić do szkoleń bezrobotnych. Powinny wysyłać bezrobotnych do szkół programowania, a nie układania kwiatów na kursach florystycznych. W każdym zawodzie, który będzie funkcjonować za 10, czy15 lat, kluczowe będzie napisanie choć prostej linii kodu, tak jak dzisiaj kluczowa jest obsługa arkusza kalkulacyjnego czy edytora tekstu. Na razie polscy pracownicy nie mają ani jednej ani drugiej umiejętności i to może być kluczowa bariera rozwojowa kolejnej dekady.