Polska uniknęła recesji, ale rozwój gospodarczy napotyka na wyraźne bariery wzrostu, zwane niekiedy pułapką średniego dochodu. W sytuacji takiej znalazły się także Włochy, Hiszpania, czy Grecja. Są kraje, które potrafiły sobie poradzić z tym niebezpieczeństwem. Potrzeba wielu zmian. Problem w tym, że dawni reformatorzy czują się zmęczeni, a nowi są słabi.

W ostatnim czasie powstało kilka interesujących opracowań na temat przyszłości Polski w horyzoncie od lat kilkunastu do 25. Inspiracją była zapewne 25 rocznica transformacji i planu Balcerowicza, ale u ich źródeł są bardzo poważne przesłanki ekonomiczne. Wynika z nich – en bloc, że:

Po pierwsze, dotychczasowe instrumenty wzrostu gospodarczego wyczerpały się. Niewiele można już ugrać na tańszej sile roboczej, większość prostych rezerw została wykorzystana. Pozostały rezerwy niewykorzystane ze względów politycznych – na przykład przesunięcie pracujących ze wsi do miast, radykalne zmniejszenie liczby gospodarstw rolnych, czy restrukturyzacja górnictwa węgla kamiennego.

Po drugie, za kilka lat Polska przestanie korzystać ze strukturalnych funduszy europejskich, których znaczenia nie należy przeceniać, ale niewątpliwie mobilizowały one wysiłek inwestycyjny.

Po trzecie, również za kilka lat zaczną się pojawiać coraz większe problemy demograficzne. Mamy na myśli między innymi pogarszające się proporcje między pracującymi, a niepracującymi i zmniejszającą się ludność Polski.

Kilkanaście lat kontrreformacji

Wyraźnie też zaczną się pojawiać negatywne skutki kontrreformacji, jaka zaczęła się wraz z dojściem do władzy SLD w 2001 roku i trwa od tego czasu, bez względu na barwy polityczne rządu. Gospodarce coraz bardziej ciążą i ograniczają jej tempo wzrostu: etatyzm, zaniechanie reform strukturalnych, rozrost biurokracji i utrzymywanie rozdętego sektora państwowego oraz dramatyczny upust krwi w postaci emigracji setek tysięcy najbardziej przedsiębiorczych ludzi, którzy w XXI wieku nie widzieli dla siebie szans rozwojowych w Polsce. W efekcie ostatnie kilka lat pokazuje już, że potencjalne tempo rozwoju Polski zmniejszyło się do około 3 procent rocznie i prawdopodobnie do końca dekady zmniejszy się jeszcze bardziej, rozwiewając złudzenia na temat doganiania zachodniej Europy.

Niektórzy nazywają sytuację Polski z jej słabnącym wzrostem gospodarczym i coraz gorszymi perspektywami rozwojowymi pułapką średniego dochodu. To określenie ma jednak ograniczony sens. Pułapka ta nie jest bowiem z góry zdeterminowana i nie trzeba w nią wpadać; wszystko zależy od polityki gospodarczej, jest ona w rękach i głowach społeczeństwa wraz z jego elitami.

Pułapka-średniego-dochodu-i-kraje-które-w-nią-wpadły

infografika DG

Pułapka-średniego-dochodu-i-kraje-które-ją-przezwyciężyły

Infografika DG

Niewiele osób zapewne wie, że Polska ma dość krótką i ogólną „Strategię zrównoważonego rozwoju do 2025 roku”, przygotowaną jeszcze przez rząd Jerzego Buzka. Dokument dziś – ze wzglądu na upływ czasu – ma już wartość raczej tylko historyczną. Polityka kilku kolejnych rządów nie była z nim zgodna. Co nie zmienia faktu, że ekonomiczne zasady tej strategii wciąż brzmią rozsądnie.

Poniżej niektóre z nich:

– nienaruszalność własności prywatnej,

– gwarancje wsparcia politycznego i ekonomicznego dla przedsiębiorczości indywidualnej, przede wszystkim dla rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw,

– równe prawa i równość wobec prawa przedsiębiorstw państwowych i sektora prywatnego,

– gwarancje egzekucji prawa w przypadku prób jego łamania przez przedsiębiorców w sektorze prywatnym i państwowym,

– wspieranie przez państwo badań naukowych, rozwoju technologicznego oraz wdrożeń, mających na celu zwiększanie efektywności wykorzystywania energii, surowców i paliw mineralnych oraz opierania procesów wytwórczych na korzystaniu z zasobów odnawialnych,

– ciągłość i niezmienność polityki finansowej, fiskalnej i inwestycyjnej państwa zapewniających konkurencyjność na rynkach krajowych i zagranicznych dla produktów czystszych ekologicznie i nowocześniejszych technologicznie,

– gwarancje stopniowego wycofywania się państwa z subsydiowania przedsiębiorstw i produkcji nieuzasadnionej ekonomicznie i ekologicznie, w tym także subsydiów pośrednich.

Nieco więcej osób być może pamięta „Polskę 2030”, ciekawe opracowanie strategiczne zespołu doradców premiera, kierowanego przez Michała Boniego. Powstała kilka lat temu i już po roku było wiadomo, że dokument ten kurzy się na półce nie mając żadnego wpływu na politykę gospodarczą.

Marek Cichocki, redaktor naczelny Teologii Politycznej, napisał niedawno: „Pod koniec swoich rządów niemiecki kanclerz, Helmut Schmidt wypowiedział w jednej z debat zdanie, które dzisiaj robi w Polsce wielką karierę: jeśli ktoś ma wizje, powinien pójść do lekarza. Dokładnie taką pochwałę reaktywności wygłasza dzisiaj Donald Tusk w rozmowie z „Polityką” wyznając, że nie wierzy w żadne strategie, ponieważ nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie za lat trzydzieści. Budowanie dalekosiężnych strategii rozwoju jest w istocie zawracaniem głowy”.

To tłumaczy dlaczego „Polska 2030” skończyła swój żywot wkrótce po narodzinach. Były premier nie ma oczywiście racji, a jego teoria jest jedną z najbardziej szkodliwych w ostatnich latach dla Polski. Dlatego młodzi ludzie odwrócili się od Tuska i jego partii, gdyż jak pisze Cichocki „już wiedzą, że bez strategicznego myślenia, bez właściwego rozpoznania nowych trendów, bez rzetelnej edukacji, bez innowacyjności i sprawnej, nowoczesnej administracji, Polska nie będzie mogła rozwijać się w niedalekiej przyszłości. Wiedzą już także, że praktyczne skutki pochwały reaktywności są wymierzone przede wszystkim w ich słuszne aspiracje”.

I dalej Cichocki pisze: „apologia reaktywności nie może dać im poczucia, że uczestniczą w jakimś wspólnym przedsięwzięciu, dzięki któremu ich przyszłość będzie lepsza. Praktycznie proponuje im ona tylko jedno: udział w wyścigu szczurów w kraju, którego konkurencyjność względem innych staje się coraz bardziej anachroniczna i peryferyjna. Apologia reaktywności kradnie im szanse na przyszłość, dlatego coraz częściej nie chcą jej przyjąć”.

Co trzeba przeczytać

Większość z raportów, o których będzie tu mowa przygotowali przedstawiciele pokolenia 20, 30 i 40 latków. Są to:

„Polska 2025 Nowy motor wzrostu w Europie” zespołu polskich analityków McKinseya (niedostępny aktualnie, ale główne jego wnioski są dostępne >>> tutaj)

Konkurencyjna Polska – jak awansować” zespołu pracowników Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, SGH i Akademii Leona Koźmińskiego, pod kierunkiem doświadczonego ekonomisty i polityka prof. Jerzego Hausnera;

Od podwykonawcy do kreatora – czyli jak zapewnić Polsce kolejne 25 lat sukcesu” Macieja Bukowskiego, Ryszarda Petru i Andrzeja Halesiaka z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych WISE (także kilka opracowań cząstkowych m.in. Jana Staniłko o strategiach polskich przedsiębiorstw przemysłowych, czy Macieja Bukowskiego o zielonym rozwoju) oraz

Młodzi reformują Polskę” studentów i absolwentów głównie ze Szkoły Głównej Handlowej i kilku innych uczelni ekonomicznych.

Mamy też zapowiedź raportu FOR „Następne 25 lat”, dość szczegółową, jeśli chodzi o proponowane rozwiązania. Przygotowuje go zespół Aleksandra Łaszka, pod nadzorem Leszka Balcerowicza i Andrzeja Rzońcy.

Do tego dorzucić można jeszcze dwa opracowania spoza Polski:

Polska – oszczędności dla wzrostu i godziwej starości” – Banku Światowego,

Polska 2014 – Przegląd ekonomiczny” – OECD.

W sumie kilkaset stron diagnoz i rekomendacji – co zrobić, by Polska nie dołączyła do państw bez przyszłości, jak Włochy, Grecja czy Portugalia. Choć formalnie są one nadal zamożniejsze od Polski, ale nie rokują szans na gospodarczy i społeczny sukces w XXI wieku i od lat cofają się w rozwoju.

Kilka najciekawszych myśli z każdego z raportów.

McKinsey przygotował dwa scenariusze – kontynuacji, w którym Polska pozostaje gospodarką o regionalnym znaczeniu i średnim poziomie dochodów i scenariusz aspiracyjny, w którym z powodzeniem konkuruje na globalnym rynku i jest jedną z głównych lokomotyw wzrostu gospodarczego w Europie. Ten drugi scenariusz wymaga dokończenia transformacji mniej produktywnych branż gospodarki (rolnictwo, górnictwo, energetyka) i realizuje się w oparciu o dotychczasowe atuty (produkcja przemysłowa, przetwórstwo żywności, zaawansowane usługi dla biznesu). Postęp technologiczny dotyczy m.in. zaawansowanej produkcji przemysłowej i branży farmaceutycznej. Zahamowaniu ulega presja demograficzna.

Produktywnośc-sektorów

Infografika DG

Raport zespołu Hausnera stawia na nową politykę przemysłową (strukturalną). Jak piszą autorzy państwo powinno umożliwiać, czasami wspierać, a nawet zapewniać zdolność konkurencyjną przedsiębiorstw. Do tego potrzebna jest wysoka jakość instytucjonalna i sprawność operacyjna państwa – cechy, które nie są mocną stroną państwa polskiego. By utrzymać konkurencyjność, dotychczas zapewnianą przez relatywnie niskie koszty płacowe wytwarzania, potrzebne jest przesunięcie w stronę sektorów wiedzochłonnych i wysokoinnowacyjnych, co obniży surowcochłonność i energochłonność gospodarki. Niestety, w Polsce dominuje reaktywny sposób uprawiania polityki, system administracyjny jest niewydolny, skostniały, dokonuje się biurokratyczny demontaż ładu instytucjonalnego. Obok nowej polityki przemysłowej i proinnowacyjnej reorientacji gospodarki potrzebna jest strukturalna przebudowa rynku pracy, wyższe oszczędności krajowe, lepsze warunki dla przedsiębiorczości, nowa strategia integracji europejskiej (włącznie z przyjęciem euro).

Raport Bukowskiego, Petru i Halesiaka też akcentuje kwestie konkurencyjności, wzrostu produktywności, wydajnej, innowacyjnej i zdolnej do szybkiej adaptacji gospodarki oraz dwa filary, na których zbudowane było minione 25 lat i powinno być kolejne: wolność i przedsiębiorczość obywateli. Zamiast konkurencyjności kosztowej potrzebna jest konkurencyjność wynikająca z oferowania unikalnych towarów i usług.

Restrykcyjność-rozwiązań-regulacyjnych-

Infografika DG

Autorzy nie proponują interwencjonistycznych działań, jak zespół Hausnera, lecz podażowe, takie jak deregulacja, wsparcie migracji ze wsi do miast i zaprzestanie dotowania przestarzałych, pracochłonnych branż jak rolnictwo, budownictwo, nisko i średnioprzetworzona produkcja przemysłowa, górnictwo i energetyka. W łańcuchu wartości polskie firmy koncentrują się na środkowych ogniwach (produkcja, montaż) o relatywnie niższej wartości dodanej niż początkowe (prace naukowo-badawcze) i końcowe (usługi około i posprzedażowe). Ważne jest też niehamowanie procesu kreatywnej destrukcji – znaczna część polskich firm małych i średnich jest niskoefektywna, operuje na granicy szarej strofy. Firmy słabe i nieefektywne powinny uwalniać zasoby, by były wykorzystane do bardziej produktywnej działalności. Oddzielną kwestią jest zapewnienie wysokiej jakości szkolnictwa, uczelni wyższych i zmiana archaicznej struktury nauki.

Bukowski, Petru i Halesiak postulują zmianę roli państwa z biurokratycznej na strategiczną, podniesienie jakości obsługi firm i obywateli w instytucjach publicznych w duchu New Public Management wprowadzającej do zarządzania sferą publiczną trzy M: markets, managers i measurements czyli rozwiązania rynkowe, menedżerów i weryfikację wyników. Odpowiedzialna polityka makroekonomiczna, deregulacja, rozbudowa kompetencji związanych z innowacyjnością, lepsze wykorzystanie zasobów pracy, powinny być uzupełnione o zmiany instytucjonalne w sektorze publicznym. A wszystko razem – ma przesunąć Polskę w górę na globalnej drabinie produktywności.

W raporcie „Młodzi reformują Polskę” najsilniej wyakcentowane są zagrożenia wpadnięcia w pułapkę średniego dochodu, jak kraje południa Europy 30 lat temu. Autorzy piszą m.in.: „Wśród ekonomistów istnieje konsensus, że kraje, którym udało się uciec z pułapki mają jedną wspólną cechę – dzięki uruchomieniu odpowiedniej strategii gospodarczej, zachowały wzrost innowacyjności. To wzrost innowacyjności skutkował wzrostem produktywności, który umożliwił utrzymanie im wysokiego tempa wzrostu gospodarczego, a w konsekwencji doganianie krajów bogatych”.

I dalej: „Aby innowacje mogły się pojawiać, rozwijać i rozprzestrzeniać, potrzebne jest środowisko, które im to umożliwia. Aby w gospodarce mogły pojawiać się pomysły, potrzebny jest wysoki kapitał ludzki. W celu ich komercjalizacji potrzebne są instytucje, które regulując przedsiębiorczość wspierają ją, a nie ograniczają. Wreszcie, efekt rozprzestrzeniania jest możliwy tylko, gdy istnieje odpowiednia infrastruktura. Połączenie kapitału ludzkiego, instytucjonalnego i infrastrukturalnego nazywamy kapitałem społecznym – na nim powinna koncentrować się strategia gospodarcza”. Autorzy zidentyfikowali 35 kluczowych wyzwań gospodarczych, które tworzą wąskie gardła rozwoju i przedstawiają sposoby ich rozwiązania. Dotyczą one m.in. demografii, rynku pracy, instytucji regulujących przedsiębiorczość, systemu emerytalnego, systemu podatkowego, systemu finansowego, wspierania innowacji, energetyki, infrastruktury. Mówiąc szczerze – zgoła wszystkiego. A proponowane rozwiązania są mieszaniną propozycji wolnorynkowych i deregulacyjnych z ograniczonym interwencjonizmem państwowym.

Zapowiedź raportu FOR akcentuje przede wszystkim niezbędne reformy rynku pracy (niezbędny wzrost wskaźników dotyczących osób pracujących i zatrudnienia), finansów publicznych i systemu podatkowego, wskazuje na niski poziom inwestycji i stopy oszczędności, problemy z produktywnością, deregulację i prywatyzację.

Raport Banku Światowego zgodnie z tytułem skupia się na niezbędnym wzroście stopy oszczędności obywateli i zmniejszenia konsumpcji oszczędności przez rząd (tzw. dissaving wynikający z deficytu finansów publicznych). Jeśli wzrost gospodarczy miałby wynieść nie 2 czy 2,5 lecz około 3,5 procent per capita rocznie, co jest możliwe, potrzebne jest zwiększenie liczby pracujących, wsparcie mobilności międzysektorowej, inwestycje w edukację, zahamowanie wzrostu wydatków publicznych związanych ze starzeniem się (służba zdrowia, emerytury), reformy emerytur mundurowych i rolniczych, poprawa jakości finansów publicznych, deregulacja, zmniejszenie opodatkowania pracy.

Inwestycje-brutto-jako-procent-PKB

Infografika DG

Oszczędności-brutto-jako-procent-PKB, a

Infografika DG

Wreszcie raport OECD , który ma raczej kilku niż kilkunastoletni horyzont czasowy, rekomenduje, obok wzrostu zatrudnienia, prywatyzację, zmniejszenie aktywności państwa w gospodarce, obniżenie barier wejścia i wyjścia z rynku, konsolidację fiskalną, zmiany w systemie zamówień publicznych.

Tyrania status quo

Raporty i rekomendacje różnią się między sobą głównie zakresem proponowanych działań państwa. Jego aktywność dość szeroko widzi Hausner, natomiast węziej FOR, WISE czy „Młodzi reformują”, choć nikt nie proponuje całkowitego usunięcia się państwa z gospodarki. Zostawiając tę różnicę na boku warto dostrzec punkty wspólne rekomendacji: wzrost produktywności jako cel, deregulacja, wzrost stopy oszczędności i inwestycji oraz innowacyjność jako narzędzia jego osiągania. Oddzielnie zagadnienie to wzrost zatrudnienia w odpowiedzi na wyzwania demograficzne. Polska nadal ma wiele silnych punktów, na których można budować kolejne 25 lat wzrostu gospodarczego.

Na przeszkodzie stoi słabość instytucji publicznych, rządu i polityki gospodarczej. To w istocie najpoważniejszy hamulec. Po siedmiu latach wiadomo już, że „reaktywny” rząd koalicji PO – PSL wraz ze swoją filozofią ciepłej wody w kranie i reaktywności zamiast myślenia strategicznego, nie jest ani zdolny, ani chętny, do nadania impulsów rozwojowych i wpędza Polskę w pułapkę średniego dochodu. Alternatywa polityczna w postaci PiS jest podobnie etatystyczna, a chęć reform – przynajmniej dziś – ograniczona do opodatkowania inwestorów zagranicznych – banków i sieci handlowych. Stąd wszystkie raporty mają fundamentalną słabość – wygląda na to, że nie ma chętnych do ich lektury i wdrożenia.

Nic dziwnego. Polską polityką, rządową i opozycyjną kierują nie 30 – 40 latkowie zainteresowani skutecznymi strategiami dla kraju, lecz 50 – 60 latkowie zakorzenieni w polityce od lat, zestarzali i konserwatywni w najgorszym tego słowa znaczeniu. Opracowali stały zestaw usprawiedliwień, dlaczego nie można czegoś zrobić (efektywność górnictwa, przywileje zawodowe i branżowe, obniżenie podatków przy poszerzeniu bazy podatkowej). Przekonują, że reformy wcale nie są potrzebne, albo nie są istotne (opodatkowanie rolnictwa, emerytury rolnicze i mundurowe). A jako program pozytywny proponują w praktyce umacnianie biurokracji i rozszerzanie zakresu działania państwa, zwłaszcza w gospodarce (w tym własności państwowej). Potrafili także zaprzeczyć fundamentalnym umowom społecznym i dla doraźnych celów wejść na drogę nacjonalizacji (sprawa oszczędności emerytalnych).

Warto zwrócić uwagę, że katalog ten dotyczy wszystkich głównych nurtów politycznych w podobnym stopniu – bardzo różne politycznie rządy od ponad 10 lat miały podobne zaniechania (np. prywatyzacji i deregulacji), lub projekty (obecność państwa w gospodarce), a główne partie polityczne podobnie wypowiadały się przy nacjonalizacji oszczędności w OFE, choć niektóre taktycznie głosowały potem przeciw.

Wygląda na to, że dopadła nas tyrania status quo – jego beneficjentów, polityków i biurokratów.