Trudna ucieczka z pułapki średniego rozwoju

26.01.2016
Aby Polska mogła uniknąć „pułapki średniego rozwoju” konieczne jest podniesienie stopy oszczędności i inwestycji. Do tego momentu wszyscy się ze sobą zgadzają. Trudniej o zgodę przy wyborze drogi postępowania. Pożądana wyższa stopa oszczędności i inwestycji może bowiem oznaczać dłuższy czas pracy i niższe bieżące dochody. Dla rządzących jest to prawdziwa pułapka.

(infografika Dariusz Gąszczyk)


„Pułapka średniego rozwoju” jest zjawiskiem dosyć dobrze zbadanym. Ekonomiści Banku Światowego: Pierre-Richard Agénor, Otaviano Canuto i Michael Jelenic w opracowaniu „Avoiding Middle-Income Growth Traps” z listopada 2012 roku zauważają, że szybki wzrost gospodarki światowej w II połowie XX wieku pozwolił wielu krajom osiągnąć średni poziom dochodów. Nielicznym tylko jednak udało się awansować wyżej i uzyskać statut kraju o wyższych dochodach na głowę mieszkańca. Częste były przypadki gwałtownego spowolnienia wzrostu produktywności i PKB w krajach, które osiągały średni poziom.

Ekonomiści Banku Światowego zjawisko to uznają za prawidłowość. Ze 101 krajów, które w 1960 roku zaliczane były do grupy o średnich dochodach, jedynie 13 awansowały do roku 2008 do grupy o wyższych dochodach. Były to: Grecja, Irlandia, Izrael, Japonia, Korea Płd., Mauritius, Portugalia, Hiszpania, Portoryko, Tajwan, Singapur, Hongkong i Gwinea Równikowa. W większości były to kraje małe, niektóre (Portoryko, Hongkong, Singapur) miały status specjalny. Gwinea Równikowa – najbogatszy kraj Afryki Subsaharyjskiej – zawdzięcza swą pozycję bogactwom naturalnym, zwłaszcza ropie naftowej, odkrytej w 1996 roku. Mauritius, to niewielka wyspa, żyjąca głównie z turystyki.

Z tej listy wypadły w ostatnich siedmiu latach trzy kraje: Grecja – z powodu załamania gospodarczego, Gwinea Równikowa – na skutek spadku cen ropy naftowej i Mauritius – stagnacja gospodarki.

Wiele krajów Ameryki Łacińskiej uzyskało status kraju o średnich dochodach w latach 60. i 70. XX wieku, ale w następnych dekadach ich pozycja spadała niemal nieustannie na skutek błędnej polityki gospodarczej, nadmiernych wydatków socjalnych i kryzysu zadłużenia w latach 80. Szczególnie jaskrawy jest przypadek Argentyny – na początku XX wieku jednego z najbogatszych krajów świata. Jeszcze w roku 1950 Argentyna była wyraźnie bogatsza niż Włochy i Hiszpania, a tym bardziej Portugalia i Grecja. W roku 1960 Argentynę wyprzedziły Włochy, a w roku 1980 Grecja i Hiszpania. W roku 2000 PKB na głowę mieszkańca Argentyny było na tym samym poziomie co 20 lat wcześniej, a w tym czasie wskaźnik ten w Portugalii wzrósł niemal 2-krotnie, a w Grecji o 50 proc.

Również wzrost krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu (bez państw posiadających zasoby ropy naftowej) osłabł po osiągnięciu przez nie średniego poziomu rozwoju.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Dlaczego pułapka?

Przyczyny występowania „pułapki średniego rozwoju” są powszechnie znane. Łatwiej jest uzyskiwać przyrosty produkcji, gdy baza wyjściowa jest niska. W latach 2008-2013 gospodarki o niskich dochodach rosły w średnim tempie 5,2 proc., kraje na niższym-średnim poziomie w tempie 4,0 proc., a na wyższym-średnim 2,9 proc. Kraje o wysokim dochodzie – o 0,7 proc.

Kraje o niskich dochodach konkurują na rynkach międzynarodowych tanią siłą roboczą i towarami pracochłonnymi. Importują technologię z krajów wyżej rozwiniętych. Mogą uzyskiwać znaczne przyrosty produktywności, gdy następuje przesunięcia zatrudnienia z sektorów o niskiej produktywności – tradycyjnego rolnictwa, drobnego handlu i rzemiosła – do bardziej wydajnych sektorów przemysłu przetwórczego lub nowoczesnych usług. Proces ten opisał ekonomista (laureat Nagrody Nobla) Arthur Lewis.

W miarę rozwoju, kurczą się rezerwy nisko wydajnej siły roboczej, pracownicy przemysłu domagają się wyższych wynagrodzeń, co podkopuje konkurencyjność, o ile gospodarka nie wytwarza dóbr o wyższej wartości dodanej. Gospodarka kraju osiąga „punkt zwrotny Lewisa” – zaczyna odczuwać niedobory siły roboczej, co sprawia, że rosną także wynagrodzenia pracowników nisko kwalifikowanych.

Stopniowo wyczerpuje się też możliwość wzrostu produktywności poprzez import technologii. O ile budowa nowego zakładu produkcyjnego, w którym znajdują zatrudnienie dawni rolnicy, drobni handlarze, czy rzemieślnicy daje wyraźny wzrost produktywności, to nowe inwestycje w tym zakładzie mogą poprawić wydajność pracy tylko w niewielkim stopniu. Kraje o średnim poziomie rozwoju są na rynkach międzynarodowych narażone na konkurencję biedniejszych krajów, dysponujących tanią siłą roboczą i lepiej rozwiniętych krajów, mających bardziej nowoczesne produkty.

Ekonomiści nie są zgodni, czy spowolnienie wzrostu na pewnym etapie rozwoju jest równoznaczne z „pułapką” i jak niski musi być wzrost, by uznać, że zjawisko to zachodzi. Specjalizujący się w ekonomii rozwoju wymieniają następujące czynniki, powodujące, że kraj tkwi w „pułapce średniego rozwoju”:

– niskie nakłady na badania i rozwój,

– niewłaściwy system edukacji i szkolenia pracowników,

– znaczne rozmiary gospodarki nieformalnej,

– zbyt duże rozwarstwienie dochodów, sprzyjające populistycznym rozwiązaniom gospodarczym i hamujące odpowiednią politykę rozwojową,

Changyong Rhee, główny ekonomista w Azjatyckim Banku Rozwoju określił cztery główne cechy krajów, które wpadły w „pułapkę średnich dochodów”. Są to: niski poziom inwestycji, powolny wzrost produkcji przemysłowej, słaba dywersyfikacja przemysłu i źle działający rynek pracy. Uważa on, że by wyrwać się z „pułapki” rządy muszą zmienić dotychczasową politykę gospodarczą. Nowa strategia prorozwojowa powinna obejmować siedem aspektów:

– Rozwój musi się odbywać w oparciu o siły rynkowe.

– Należy prywatyzować firmy i gałęzie kontrolowane przez państwo.

– Rząd musi aktywnie zachęcać sektor prywatny by uczestniczył w realizowanym przez państwo celu, jakim jest szybszy wzrost gospodarczy.

– Powinna to być polityka ostrożna, wspierana przez presję rynków globalnych.

– Trzeba kontynuować import know how, a jednocześnie rozwijać w kraju kapitał ludzki poprzez lepszą edukację i szkolenia pracowników.

– Sektory publiczny i prywatny powinny ze sobą kooperować, ale presja rządu nie powinna zniekształcać sił rynkowych.

– Rząd musi być dobrze poinformowany, zanim podejmie interwencję w jakiejś branży.

Autorzy opracowania Banku Światowego Avoiding Middle-Income Growth Traps – Pierre-Richard Agénor, Otaviano Canuto, and Michael Jelenic do listy działań koniecznych dla wyrwania się z pułapki średnich dochodów dodają: wzmocnienie praw własności oraz reformy rynku pracy. Wzmocnienie praw własności jest konieczne dla zachęcenia przedsiębiorców do działań innowacyjnych. Jeśli system patentowy źle działa lub jeśli przedsiębiorca nie może liczyć na to, że zyski z wdrażanych przez niego innowacji przypadną jemu, poziom innowacyjności jest niski. Jeśli rynek pracy nie jest wystarczająco elastyczny, trudno jest mobilizować pracowników do branż najbardziej wydajnych.

Koalicje dla wzrostu

Profesorowie Richard Doner z Emory University i Ben Ross Schneider z Massachusetts Institute of Technology w opracowaniu The Middle-Income Trap: More Politics than Economics podkreślają, że wyrwanie się z pułapki średniego rozwoju nie jest możliwe, jeśli w społeczeństwie nie będzie poparcia dla odpowiedniej polityki prorozwojowej.

„Najlepszym sposobem by przyspieszyć przejście kraju o średnich dochodach do poziomu kraju o wysokich dochodach jest ustanowienie wielopartyjnego consensusu” – piszą autorzy. Nie chodzi przy tym koniecznie o partie polityczne, lecz o koalicje grup społecznych, mających rozmaite, często sprzeczne interesy. Autorzy podają przykłady takich koalicji: „małżeństwo żelaza i żyta” w XIX-wiecznych Niemczech (przemysłowców i posiadaczy ziemskich), państwowy korporacjonizm w Korei Południowej (autorytarne rządy wspierały przedsiębiorców przemysłowych), koalicje związków zawodowych, przemysłowców i państwa w Europie Północnej. Szerokie wsparcie społeczne dla polityki prowzrostowej jest niezbędne, gdyż w krótkim okresie konieczny jest wzrost inwestycji (czyli odłożenie konsumpcji), utrzymanie zrównoważonych finansów publicznych i wynagrodzeń na poziomie, który nie pogarsza konkurencyjności gospodarki.

Upraszczając – chodzi o to, by duże grupy społeczne zgodziły się na czasowe wyrzeczenia – wyższą stopę oszczędności, dłuższy czas pracy, niższe bieżące dochody. O taką prowzrostową koalicję jest jednak bardzo trudno w krajach o średnim poziomie rozwoju, gdzie z reguły wysokie są rozpiętości dochodów i duży udział zatrudnionych w szarej strefie. Również politykom znacznie łatwiej jest pozyskiwać poparcie, obiecując politykę antywzrostową – podniesienie wydatków socjalnych, co w konsekwencji prowadzi do wzrostu długu publicznego (obniżenia stopy oszczędności), usztywnienie rynku pracy, podniesienie bieżących dochodów.

Polska w pułapce

Wzrost gospodarczy w krajach rządzonych przez partie komunistyczne był znacznie niższy, niż pokazywały statystyki, bazujące na innej niż System of National Accounts metodologii liczenia dochodu narodowego. O ile w 1950 roku PKB na głowę mieszkańca Polski był na poziomie Hiszpanii i przewyższał ten wskaźnik dla Portugalii i Grecji, to w roku 1990 Portugalia i Grecja miały 2-krotnie wyższy PKB na głowę mieszkańca, zaś Hiszpania 2,5-krotnie.

Kraje pokomunistyczne startowały na początku lat 90. z poziomu, uznawanego przez Bank Światowy za średni, a po ćwierćwieczu osiągnęły poziom „wyższy-średni” lub nawet wysoki. To oczywiście pojęcie umowne. Do grupy krajów o dochodach wysokich została zaliczana w 2009 roku Polska. W roku 2014 według danych Banku Światowego dochód narodowy na głowę z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej wynosił w Polsce 23930 dolarów. Ale według innych kryteriów jesteśmy krajem o średnich dochodach. W 2014 roku zajmowaliśmy 48 miejsce pod względem dochodów spośród 200 krajów uwzględnianych przez Bank Światowy.

W obecnej dekadzie tempo wzrostu gospodarczego jest niższe niż w dwu poprzednich, a według prognoz międzynarodowych instytucji w kolejnej dekadzie dynamika jeszcze spadnie. W latach 1992-2000 średnie tempo wzrostu wynosiło 5,1 proc., 2001-2010 3,9 proc., zaś w latach 2011-2015 3,0 proc.

Jednym z powodów gasnącego wzrostu polskiego PKB jest niski udział inwestycji w dochodzie narodowym oraz niska stopa oszczędności. Warto przy tym zwrócić uwagę, że Polska była w stanie rozwijać się dość szybko przy stosunkowo niskim udziale inwestycji w PKB. W ostatnich 20 latach udział ten najniższy był w roku 1995 – 17,7 proc., a najwyższy w roku 1999 – 24,4 proc. Średnio przez ostatnie 20 lat udział inwestycji w PKB wynosił 20,5 proc. W Irlandii, w okresie szybkiego wzrostu 1996-2005 ok. 25 proc., w Estonii przed kryzysem przeszło 30 proc. , w Niemczech w latach 1961-1973 – 27,2 proc.

Wysoka stopa wzrostu PKB przy relatywnie niskim poziomie inwestycji świadczy o wysokiej efektywności inwestowanego kapitału, typowej dla krajów doganiających czołówkę.

Praktycznie wszyscy wypowiadający się w Polsce o „pułapce średniego rozwoju” i sposobach na wydobycie się z niej podkreślają konieczność podniesienia stopy inwestycji. Różnice polegają na tym, w jaki sposób można to uczynić. Z wypowiedzi niektórych ministrów, zwłaszcza wicepremiera Mateusza Morawieckiego można wywnioskować, że rząd będzie się starał podnieść stopę inwestycji poprzez działanie instytucji państwowych: Banku Gospodarstwa Krajowego i innych banków kontrolowanych przez SP, funduszy organizowanych w ramach programu Inwestycje Polskie, spółek Skarbu Państwa, a nawet NBP. Instytucje te mają dostarczyć gospodarce taniego kapitału (o stopie niższej niż rynkowa, być może zerowej lub ujemnej) z przeznaczeniem na preferowane przez rząd przedsięwzięcia, między innymi rozwój innowacyjności.

Niedawno minister skarbu państwa zapowiedział, że kontrolowane przez niego spółki będą zasilać kwotą co najmniej 100 mln zł fundusz, który będzie wspierać polskie młode i innowacyjne firmy, tzw. start-upy. Pieniądze na to pochodzić będą z ograniczenia budżetów na reklamę i marketing.

Krytyk programu rządowego prof. Leszek Balcerowicz zauważył, że subsydiowanie innowacji raczej odstrasza, niż przyciąga prywatnych inwestorów, bo ci się boją włożyć swoje pieniądze w obawie przed politycznymi preferencjami politycznych dysponentów. Niektóre badania pokazują, że każdy dodatkowy dolar publicznego wsparcia odpycha 1 dolara prywatnego finansowania innowacji.

Rządowy program „ucieczki z pułapki średnich dochodów” nie uwzględnia też zupełnie szczupłości polskich oszczędności. Na ten fakt zwracają uwagę krytycy rządowego programu, którzy uważają, że przyspieszenie wzrostu wymaga przede wszystkim podniesienia stopy oszczędności (m.in. przez zrównoważenie finansów państwa), poprawy funkcjonowania państwowych instytucji – sądownictwa, regulatorów rynku, dokończenie prywatyzacji, usunięcie barier dla przedsiębiorczości.

Wielką przeszkodą, która może nam uniemożliwić wyrwanie się z „pułapki” jest brak społecznego konsensusu. Jest mało prawdopodobne, by w najbliższych latach można było stworzyć koalicję prowzrostową, która jest warunkiem koniecznym przyspieszenia wzrostu.


Tagi


  • [ja!] pisze:

    Tzw. „pułapka średniego rozwoju” tak naprawdę… nie istnieje!
    ———————————————————————————————————————————————
    To eufemizm mający w jakiś miły sposób określić niewydajne, socjalistyczno-etatystyczne, przeregulowane (rzadziej zanarchizowane) gospodarki, których maksymalnie uczciwa (czyli rynkowa) wycena przez zglobalizowaną gospodarkę jest wyraźnie niższa, niż najbliższych sąsiadów, czy partnerów handlowych.
    ———————————————————————————————————————————————
    Po prostu – albo jesteś rynkowym liderem rozwoju (przynajmniej w jakichś obszarach): efektywności/rzeczywistej innowacyjności — dominujesz, ty dyktujesz warunki, ceny i zgarniasz specjalną premię lidera. Pozwoliłeś sobie na ręczne sterowanie, a innowacyjność realizujesz głównie przez biurokratów? (Czyli masz ją wyłącznie w papierach). — Tak jak reszta walczysz z innymi o okruchy z pańskiego stołu konkurując najniższymi kosztami — oczywiste zatem, że wyżej nie podskoczysz.
    ———————————————————————————————————————————————
    Pułapka oznacza skrępowanie kogoś o znacznie większych możliwościach. Kiedy jednak sam jesteś biurokratycznym spaślakiem na granicy zawału, dyszącym astmatycznie od przeregulowania, rozgorączkowanym dopalaczami chaotycznych ręcznych interwencji, pławisz się w rozrzutności korupcji i sam pozwalasz brakiem podstawowej higieny, by obżerały cię pasożyty, trudno o powagę, gdy nagle krzyczysz, że to wcale nie ty – to tylko „coś” cię złapało w „pułapkę średniego rozwoju”!
    ———————————————————————————————————————————————
    BTW: Rzemiosło dziennikarskie absolutnie bez zarzutu, jednak merytorycznie to nienajlepszy tekst Autora, zwłaszcza w obszarze wyciągania wniosków mogących w czymkolwiek wykroczyć poza schemat linii programowej GW… Dotychczas 0bserwator Finansowy przyzwyczaił do nieco wyższych standardów — typowo naukowej stałej niezależności w myśleniu zamiast fikania od lat wciąż tych samych gazetowych sztuczek…

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    „Pożądana wyższa stopa oszczędności i inwestycji może bowiem oznaczać dłuższy czas pracy i niższe bieżące dochody” – teza nieakceptowalna. Dlaczego? Bo zakłada, że wyższa stopa oszczędności dotyczy tylko aktualnych właścicieli środków produkcji kosztem pracowników. W efekcie dostajemy republikę bananową z wąską oligarchią (transferującą zyski do rajów podatkowych(, brakiem klasy średniej (stabilizującej system polityczny) i zdemoralizowanym lumpenproletariatem/prekariatem (bezwolnym narzędziem demagogów politycznych różnej maści). Politycznie możliwa do zrealizowania jest natomiast ścieżka, w której pracownicy zarabiają sensownie, ale przedstawia im się formy oszczędzania/inwestowania atrakcyjniejsze niż bieżąca konsumpcja wykraczająca poza elementarne potrzeby. Niestety, w naszych warunkach, jak na razie, formy takiego oszczędzania były synonimem oszustw bankowo-ubezpieczeniowych typu osławionych polis z funduszem inwestycyjnym.

  • Mariusz Kapuściński pisze:

    Po pierwsze, stwierdzenie, że oszczędności finansują inwestycje jest jednym z moich „ulubionych” błędnych przekonań. Niestety, oparte są o nie też jedne z najbardziej szkodliwych implikacji dla polityki gospodarczej. Oszczędności to po prostu dochód nieprzeznaczony na konsumpcję. Czyli przeznaczony albo na inwestycje, albo na zmianę aktywów finansowych netto. Suma tego drugiego po sektorach (gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa, rząd) jest w gospodarce zamkniętej równa zero. Podobnie suma po krajach w gospodarce światowej. Inwestycje (i w ogóle wydatki) finansuje… FINANSOWANIE. Intuicyjnie rozróżnienie to opisują np. Borio i Disyatat w „Global imbalances and the financial crisis: Link or no link?” i „Capital flows and the current account: Taking financing (more) seriously”, a nieco bardziej formalnie Lindner w „Does Saving Increase the Supply of Credit? A Critique of Loanable Funds Theory”. Z tego ostatniego: „There is no necessary relation between the amount of aggregate
    investment in a period and the amount of financial saving by any group in the economy. Groups could have a current account surplus approaching infinity, provided that their complementary group has the matching deficit, but investment could be zero or even negative (with depreciation being high enough). On the other hand, investment could approach infinity but financial saving be zero for each group. Thus, there is no necessary relation between financial saving of any one group – be it the government or the household sector – and aggregate saving. Aggregate saving is only as high as investment is, whatever any group’s financial saving or dis-saving amounts to. Note that this is only an accounting insight. A group’s financial saving of course influences other groups’ ability to make expenses, among them investment.”
    Po drugie, proszę narysować inwestycje do PKB w Polsce w cenach stałych. Okaże się, że spadek inwestycji do PKB to w dużej mierze efekt zmian cen relatywnych.

  • Mariusz Kapuściński pisze:

    Jeszcze innymi słowy – stwierdzenie, że oszczędności finansują inwestycje oznacza nierozróżnienie ograniczenia zasobowego z ograniczeniem finansowym. W realnych modelach wzrostu to to samo. W gospodarce w której żyjemy (na szczęście) – nie.

  • Agnieszka Stążka-Gawrysiak pisze:

    „Niektóre badania pokazują, że każdy dodatkowy dolar publicznego wsparcia odpycha 1 dolara prywatnego finansowania innowacji.”

    — Czy mogę prosić o wskazanie tych badań (konkretnych autorów i tytułów artykułów)?

  • dr inż. z przemysłu pisze:

    Głupie gadanie ekonomistów po SGH. Ja nie chcę wysokich dochodów, średnie mi wystarczają. Mnie interesuje małe bezrobocie, bezpieczeństwo na ulicach, dobre szkolnictwo zawodowe, mieszkanie. Chcę doczekać czasów, kiedy rząd będzie mobilizował ludzi do pracy dla siebie i dla kraju. Tak było za Gierka. Było bezpiecznie, rozwiązano problem bezrobocia i problem mieszkaniowy. Teraz gada się, że była to pułapka niskiego dochodu. A co mają gadać, skoro teraz jest beznadzieja.

  • […] „Od czasu planu Hausnera nie było w Polsce tak wszechstronnego projektu zmian polityki gospodarczej jak ten, który proponuje premier Morawiecki. Zawiera on wnikliwą analizę problemów, które stoją przed polską gospodarką oraz zestaw przemyślanych instrumentów gospodarczych, finansowych i instytucjonalnych, które pozwolą wyrwać Polskę z pułapki średniego rozwoju. Pod tym względem plan Morawieckiego to chyba najambitniejszy i najbardziej wszechstronny program rozwoju Polski, jaki pojawił się po roku 1989. To nie tylko moja opinia. Niedawno o jego przełomowym charakterze mówił także Jarosław Kaczyński” – powiedział Gowin w wywiadzie dla „Polska The Times”. >>więcej: Trudna ucieczka z pułapki średniego rozwoju […]

Dodaj komentarz


dziewięć − = 7

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane