Wzrok na wschód, marsz na zachód

19.12.2014
Kraj, który zaczął negocjować przystąpienie do Unii Europejskiej, jest jednocześnie najważniejszym partnerem Rosji na kontynencie. Serbia staje przed poważnym wyborem swojej przyszłej drogi.

Grupa Zastava, producent aut, czeka w kolejce do prywatyzacji. (CC By NC ND nicobilou)


Od stycznia 1014 r. Serbia jest oficjalnym kandydatem do Unii Europejskiej. Przewidywany na siedem lat proces negocjacyjny nie będzie w jej przypadku formalnością, bo mówimy o kraju z niewydajną, przestarzałą gospodarką i nieprzystającym do europejskich standardów ustawodawstwem. Każdy zgłaszający akces do UE kraj musiał się zmierzyć z koniecznością głębokich reform, więc zadanie wykonalne. W Serbii sytuacja jest trudniejsza, bo brakuje powszechnej zgody na związanie się z Unią. Z jednej strony ówczesny premier Ivica Daczić określił przyjęcie dokumentów otwierających drogę do starania się o członkostwo jako „najważniejsze od zakończenia II wojny światowej dla Serbii wydarzenie, które określa nowy strategiczny kierunek”, z drugiej – prorosyjska orientacja wśród obywateli i polityków najwyższych szczebli jest tak wyraźna, że momentami trudno zrozumieć, w co (i po co) Belgrad tak naprawdę chce grać z Brukselą.

Zanim Serbia stanie się pełnoprawnym członkiem Unii, musi zostać rozwiązany problem Kosowa (dla porządku warto dodać, że Serbia nie jest jedynym krajem, który nie uznał jego państwowości, także niektóre państwa UE nie zaakceptowały jego samodzielności). Wprawdzie w 2013 r. premierzy obu państw podpisali porozumienie o normalizacji stosunków, od którego Bruksela uzależniała rozpoczęcie procesu negocjacyjnego, jednak do prawdziwej normalizacji stosunków droga wciąż jest daleka.

Umowa w zamian za reformy

20 listopada 2014 r. została wreszcie podpisana długo oczekiwana umowa między Serbią a Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Jej wartość określa się na około 1,2 mld euro. W zamian za udzielenie kredytu Serbia zobowiązała się zredukować deficyt z obecnych z obecnych 8 proc. do 4,25 proc. w 2016 roku, co ma nastąpić przede wszystkim dzięki cięciom dotacji dla nieefektywnych przedsiębiorstw oraz zmniejszeniu emerytur i wynagrodzeń w sferze budżetowej.

Aby te liczby nie pozostały wyłącznie w sferze planów, rząd musi być przygotowany na prowadzenie mądrej polityki i unikanie pozornie łatwych, lecz bardzo kosztownych rozwiązań, by nie powtórzyć historii z lutego 2012 r. Fundusz zamroził wtedy realizowaną umowę o kredycie standby na 1 mld euro, gdyż Belgrad nie potrafił zahamować wzrostu swojego zadłużenia. Czy tym razem się uda? Na pewno obie strony są lepiej przygotowane.

Fundusz wypunktował okoliczności, które mogą poważnie utrudnić realizację celu. Po pierwsze wymierne straty spowodowała największa od dziesięcioleci powódź, która nawiedziła kraj w maju. Szacunki z pierwszych tygodni po tragedii, w której życie straciło 51 osób (w Bośni i Hercegowinie ofiar było 20) mówiły o stratach rzędu 1,5 mld euro. Szczególnie ucierpiały rolnictwo, górnictwo i elektroenergetyka. Dzięki szybkiej reakcji innych państw, które wsparły Serbię finansowo, możliwe było sprawne usunięcie części skutków tej katastrofy, odbudowa zniszczonej infrastruktury będzie jednak wymagała dalszych środków. Kolejnym wyzwaniem na drodze do niższego deficytu i wzrostu PKB jest bezrobocie, które obecnie wynosi około 20 proc. Dramatycznie wygląda zwłaszcza sytuacja ludzi młodych – na początku stycznia 2013 r. bez pracy pozostawało 51 proc. osób w wieku 15–30 lat. Bezrobocie wprawdzie stale spada, ale w niewystarczającym tempie.

Fundusz oczekuje, że Serbia zdecyduje się na ograniczenie płac w sektorze publicznym, zrestrukturyzuje mało wydajne przedsiębiorstwa, poprawi ściągalność podatków i usprawni działanie administracji. Lista jest długa i obejmuje praktycznie całościową reformę gospodarki; zdaje się jednak, że Belgrad rozumie powagę sytuacji i będzie współpracować w wykonaniu planu. Obok zapowiedzi zmniejszenia emerytur i wynagrodzeń w sferze budżetowej oraz uchwalenia nowego prawa upadłościowego podjęła się również przeprowadzenia dużej prywatyzacji.

Wielka zmiana własnościowa

Jak we wszystkich krajach postsocjalistycznych, także i w Serbii największym – i najbardziej pożądanym – pracodawcą pozostaje państwo. Nie może jednak dłużej trwać sytuacja, w której państwo z największym deficytem na kontynencie i długiem publicznym zbliżającym się do 70 proc. (choć dopuszczalna górna granica wynosi 45 proc.) zarządza tak wieloma podmiotami. Rzeczywistość pokazuje, że nie robi tego ani dobrze, ani tanio.

Władze w Belgradzie opublikowały niedawno listę 502 spółek przeznaczonych do prywatyzacji. Željko Sertić, minister gospodarki, poinformował, że w ciągu zaledwie jednego miesiąca złożonych zostało 1,7 tys. ofert nabycia. Żadnego potencjalnego nabywcy nie znalazło jednak 99 spółek.

– Część ze wspomnianych firm zostanie zlikwidowana, gdyż straciły rację bytu na rynku bądź ich zadłużenie przewyższa posiadane środki. Na liście są też firmy, które z powodzeniem przetrwają – powiedział Sertić w rozmowie z „Financial Times”.

Będzie to trzecia duża fala prywatyzacji. Pierwsza miała miejsce na początku lat 90. XX w. i została przeprowadzona tak, że doprowadziła tylko do wzbogacenia się rzeszy związanych z polityką i dawnymi układami biznesmenów. Kolejna duża prywatyzacja miała miejsce na początku XXI w. Przeprowadzono ją lepiej, niemniej różne unijne instytucje mają zastrzeżenia do zastosowanych procedur i zapowiadają, że tym razem będą w miarę możliwości obserwować przebieg kolejnej. Bieżącą kontrolę zapowiedział też MFW.

Po zakończeniu prywatyzacji najbardziej zaniedbane i nieodpowiadające potrzebom rynku państwowe firmy znikną bezpowrotnie. Część analityków jest zdania, że lista została stworzona tak, by za bezcen sprzedać przedsiębiorstwa, które i tak zostaną niemal od razu zamknięte. Państwu bardziej opłaca się je sprzedać nawet za zaniżoną cenę i przerzucić ciężar likwidacji na nabywców, niż samodzielnie przeprowadzać skomplikowane procedury, które na pewno spotkają się ze społecznym niezadowoleniem.

W kolejce do prywatyzacji czekają oczywiście także spółki w dobrej kondycji – RTB Bor (kopalnia miedzi we wschodniej Serbii z aktywami w wysokości 685 mln euro), Grupa Zastava (producent samochodów, 592 mln euro), działająca w obszarze rolnictwa PKB Korporacija (294 mln euro), HIP Azotara (producent nawozów mineralnych, 265 mln euro). Zdaniem tych, dla których prywatyzacyjna szklanka jest jednak do połowy pusta, wspomniane spółki są wyjątkiem i cała wielka prywatyzacja ma w rzeczywistości służyć pozbyciu się przez władze centralne kuli u nogi, jaką są nieefektywne firmy.

Czy Bruksela jest po drodze?

Powierzchowna analiza może doprowadzić do przekonania, że Serbia jest całkowicie proeuropejskim krajem, którego mieszkańcy nie mogą się doczekać powtórzenia sukcesu przyjętych do Unii w 2013 r. Chorwatów. Większość obywateli reprezentuje jednak orientację prorosyjską. W październiku pismo „Nowa Serbska Myśl Polityczna” zleciło przeprowadzenie sondażu, którego wyniki każą się zastanowić, czy serbskie władze nie chcą ich uszczęśliwić na siłę. Za przystąpieniem do UE opowiedziało się 54 proc. Serbów, a sojusz z Rosją poparło 70 proc. 72 proc. respondentów nie chce wchodzić do NATO. O to nie muszą się martwić – w maju 2013 r. prezydent-elekt Tomislav Nikolić zadeklarował, że Serbia nigdy nie stanie się członkiem tej organizacji. Natychmiast sprowokowało to powrót tematu ewentualnego przystąpienia kraju do zrzeszającej niektóre państwa Wspólnoty Niepodległych Państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym zwanej czasem rosyjskim NATO. Na razie Serbia i Rosja zacieśniają współpracę militarną, m.in. prowadzą wspólnych ćwiczenia wojskowe.

Czy w tej sytuacji może dziwić, że odpowiadając na pytanie o najbardziej wiarygodnego zagranicznego polityka, większość ankietowanych (38 proc.) wskazała na Władimira Putina? Rosyjski prezydent, którego w Brisbane otwarcie ignorowali światowi przywódcy, w Serbii nadal może liczyć na przyjęcie z wszelkimi honorami. W połowie października był honorowym gościem uroczystych obchodów 70. rocznicy wyzwolenia Belgradu spod okupacji niemieckiej. Odebrał przy tej okazji najwyższe odznaczenie państwowe i zapewnił, że „Rosja, tak jak dotychczas, zawsze będzie traktować Serbię jako najbliższego sojusznika, jak najbliższego krewnego”.

Rosja ma za co być wdzięczna. Serbia jest jednym z niewielu państw, które nie poparły nałożonych na Federację sankcji.

– Serbia jest krajem wolnym i niezależnym, będącym na drodze do europejskiej integracji, ale muszę powiedzieć, że nie wprowadziła i nie zamierza wprowadzać żadnych sankcji wobec Rosji z powodu kryzysu na Ukrainie. Serbii nie można namówić do podważenia jej relacji z Rosją – zapewnił premier Aleksandar Vucić.

Rosja rezygnuje tylko z gazociągu

Najważniejszym wspólnym projektem jeszcze przed kilkunastoma dniami był Gazociąg Południowy, który miał przebiegać także przez Serbię. 1 grudnia 2014 r. prezydent Putin oświadczył, że w związku z niezgodnością gazociągu z prawem Unii Europejskiej rezygnuje z prac nad projektem. Być może gazociąg powstanie, na razie trudno przesądzać o przyszłości inwestycji; decyzja Rosji wywołała w każdym razie spore zamieszanie w zainteresowanych państwach.

Dla Serbów jest to zła wiadomość – bo jakkolwiek politycy i zwykli obywatele byli podzieleni w ocenie zasadności budowy South Stream, to jednak argumenty ekonomiczne (np. stworzenie miejsc pracy) zadecydowały o tym, że projekt otrzymał zielone światło. „Financial Times” przypomniał, że ledwie sześć tygodni wcześniej Putin sam zapewniał Serbów, że ich budżet może dzięki inwestycji liczyć na wpływy w wysokości 2,5 mld dol., a przy tym zwiększy się także bezpieczeństwo gazowe kraju.

Nie był to jedyny przykład obecności rosyjskiego kapitału w Serbii. Kontrolowane przez państwo Koleje Rosyjskie (RŻD) wezmą udział w projekcie modernizacji kolei serbskich (poprzez utworzone z firmą Alstom konsorcjum; wartość podpisanej w tym roku umowy sięga 10 mln euro), zaś Łukoil jest właścicielem 80 proc. akcji spółki paliwowej Beopetrol. Z dużym prawdopodobieństwem można też założyć, że część prywatyzowanych spółek, o których była mowa wcześniej, kupią właśnie rosyjscy inwestorzy.

Serbia nie chce pozostać dłużna i już zaproponowała, że zrobi wszystko, by zastąpić dotychczasowych partnerów z Europy, którzy w związku z sankcjami nie mogą dłużej sprzedawać swych produktów w Federacji Rosyjskiej. Prezydent Serbii w trakcie obchodów wyzwolenia stolicy oświadczył, że kraj jest gotów zwiększyć produkcję towarów przeznaczonych na eksport do Rosji, zaproponował jej także sprzedaż samochodów produkowanych w serbskich fabrykach.

Przyjaźń obu państw raczej nie straci na intensywności wobec rezygnacji Rosji z budowy Gazociągu Południowego. Po pierwsze oświadczenie o zakończeniu inwestycji może być zwykłą grą polityczną Putina, który tylko chciał zobaczyć reakcje na swoje słowa i po raz kolejny sprawdzić, jak dalece może przesuwać granice w dialogu, narzucając swoje zasady gry. Po drugie oba kraje łączy coś więcej niż tylko gospodarka: to kraje słowiańskie, prawosławne, które dzielą wartości i w dużej mierze podobnie patrzą na zagadnienia międzynarodowe. Rosja stanowczo odrzuca też możliwość uznania państwowości Kosowa, dzięki czemu zyskała sobie dozgonną wdzięczność Belgradu.

Jaka zatem będzie przyszłość Serbii i czy – jeśli zostanie przyjęta do UE – nie okaże się moskiewskim koniem trojańskim? Aby tak się nie stało, Bruksela musi prowadzić proces negocjacyjny w sposób zdecydowany, tak by Serbia wiedziała, że nie da się grać w dwóch drużynach jednocześnie.


Tagi


Dodaj komentarz


+ cztery = 11

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane