BlackRock – właściciel wszystkich właścicieli

30.12.2013
Gdyby zapytać zwolenników teorii spiskowej, kto rządzi światem, wskażą na banki globalne - Citigroup, Bank of America i JPMorgan Chase. Mogą wspomnieć o gigantach naftowych, np. Exxon Mobil i Shell lub firmach produkujących dobra i usługi konsumpcyjne, takich jak Apple, McDonald's czy Nestlé. Na liście najprawdopodobniej nie znajdzie się BlackRock, firma zarządzająca inwestycjami.

(CC By NC ND Stuck in Customs)


Ludziom spoza kręgów finansowych nazwa BlackRock niewiele mówi. Tymczasem jest ona największym udziałowcem wszystkich wspomnianych wyżej spółek. Ma udziały niemal we wszystkich notowanych na giełdach firmach i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale w skali globalnej. Jest także największym udziałowcem firmy Pearson, największego akcjonariusza „The Economist”.

Macki sięgają dalej: do obligacji przedsiębiorstw, państwowych papierów dłużnych, surowców, funduszy hedgingowych i gdzie indziej. Bez wątpienia jest to największy inwestor świata, który pod bezpośrednią kontrolą ma aktywa wartości 4,1 biliona dolarów (to prawie tyle, co wszystkie firmy kapitału prywatnego i fundusze hedgingowe razem), a kolejne 11 bilionów nadzoruje poprzez platformę obrotu Aladdin.

BlackRock, założony w 1988 roku przez grupę ludzi z Wall Street pod przewodem Larry’ego Finka, odniósł sukces po części w efekcie oferowania „pasywnych” produktów inwestycyjnych, takich jak notowane na giełdach fundusze, których akcje mają naśladować wskaźniki jak np. S&P 500. Produkty te stanowią tanią alternatywę wobec tradycyjnych funduszy wspólnego inwestowania, które często wzbogacenie zarządzających pieniędzmi interesuje bardziej niż wzbogacenie klientów (BlackRock oferuje również sporo tych tradycyjnych funduszy).

Sektor ten wciąż rośnie szybko a BlackRock – częściowo poprzez swoją markę iShares – jest największym konkurentem w branży, w której zyskuje się na skali działania. W efekcie klienci firmy – a są wśród nich zarówno arabskie fundusze majątku narodowego jak i inwestorzy rodzinnych pieniędzy – oszczędzają miliardy dolarów na opłatach.

Kolejną przyczynę sukcesu BlackRock stanowi umiejętność zarządzania ryzykiem portfela, którym się aktywnie zajmuje. Na przykład na początku istnienia rynku papierów wartościowych, bazujących na kredytach mieszkaniowych firma ta była na nim liderem. Ponieważ jednak sztuka po sztuce przeanalizowała najbardziej ryzykowne z papierów, to podczas chaosu, jaki zapanował po upadku Lehman Brothers nie tylko uniknęła konieczności szukania wsparcia, ale w najczarniejszych dniach 2008 roku doradzała rządowi amerykańskiemu (i innym), jak utrzymać sektor finansowy w ruchu. W następstwie kryzysu przejęła od zmagających się z kłopotami instytucji finansowych zyskowne działy zarządzania pieniędzmi.

Pieniądze innych ludzi

W porównaniu z wieloma bankami, które kwitną jedynie dzięki szczodrości państwa, sukces BlackRock – opierający się na uzyskiwaniu wartości dla klientów i przykładaniu wagi do szczegółów – jest dobrze zasłużony. Skoro jednak podatnicy wydali miliardy na ratowanie instytucji finansowych, uznawanych za zbyt wielkie, by upaść, to może im działać na nerwy 25-letnia firma, która tak szybko urosła do tak ogromnych rozmiarów. Amerykański nadzór przemyśliwa zatem nad zaliczeniem BlackRock i niektórych jej rywali do grona instytucji „systemowo ważnych”. Taka nalepka oznaczałaby objęcie ich dużymi wymogami regulacyjnymi.

Jeśli jednak nadzór troszczy się o uniknięcie powtórki ostatniego kryzysu, to swoje obawy kieruje pod niewłaściwy adres. W odróżnieniu od banków, które pożyczki i depozyty ujmują w swoich bilansach jako należności i zobowiązania, BlackRock jest tylko zarządcą cudzych pieniędzy. Ma kontrolę nad inwestycjami, dokonywanymi w imieniu innych – co zapewnia firmie wielkie wpływy – ale nie otrzymuje ona zysków z tych inwestycji ani nie bierze na siebie poniesionych na nich strat.

Podczas gdy bankiem zachwiać może utrata choćby ułamka wartości jego aktywów, BlackRock każdą stratę jest w stanie przenieść na klientów – i może wytrzymać o wiele większe wstrząsy. Można właściwie dowodzić, że taki nieobciążony nadmiernymi długami zarządca aktywów raczej stabilizuje rynki niż powoduje na nich zakłócenia, bo może od ręki przejąć tanio majątek, sprzedawany przez firmy pogrążone w kłopotach.

Dla instytucji nadzorczych, które chcą nie tylko zapobiec powtórce niedawnych zaburzeń, ale także zidentyfikować źródła przyszłych zagrożeń systemowych, BlackRock stanowi powód do zastanowienia się nad inną, bardziej subtelną kwestią, która nie dotyczy własności aktywów, lecz sposobu podejmowania decyzji o kupnie i sprzedaży. 15 bilionów dolarów aktywów, którymi zarządza się na należącej do firmy platformie Aladdin, to około 7 proc. wartości wszystkich akcji, obligacji i pożyczek na świecie.

W efekcie nadzorujący liczne z największych światowych skupisk pieniądza patrzą  na świat finansów – przynajmniej w jakimś stopniu – przez soczewki wyrobu BlackRock. Około 17 tysięcy maklerów w bankach, firmach ubezpieczeniowych, funduszach majątku narodowego i innych instytucjach przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych opiera się, choćby w części, na analitycznych modelach BlackRock.

Geniusz Aladdina

To wyraz uznania dla stosowanych przez BlackRock wyszukanych modeli zarządzania ryzykiem, ale także przyczyna konsternacji. Zdrowe działanie rynków bierze się stąd, że mnóstwo różnych ich uczestników dochodzi do różnych wniosków co do ceny rozmaitych rzeczy; wnioski te wynikają z ich specyficznych analiz.

Wartość wszelkich aktywów wyznacza się w drodze łączenia tych opinii w jednolitą cenę. System zdominowany przez jeden kierunek myślenia nie jest zdrowy – ani w polityce, ani w naturze, ani na rynkach. W finansach takie myślenie grupowe stanowi przepis na boomy (gdy wszyscy chcą kupować do samo) i krachy (gdy wszyscy to na wyścigi sprzedają). Choć Aladdin raczej doradza klientom w decyzjach inwestycyjnych niż je podejmuje, to nieuchronnie kształtuje ich sposób myślenia o ryzyku rynkowym.

Niedawny kryzys miał wiele przyczyn. Jedną z nich – być może leżącą u podstaw wszystkich innych – było to, że inwestorzy przestali krytycznie myśleć o tym, co kupują. Zbyt wielu zdecydowało się na zawierzenie agencjom ratingu kredytowego, które zapewniały ich na przykład, że niewypłacalność papierów, opartych na ryzykownych kredytach mieszkaniowych w USA to coś wysoce nieprawdopodobnego.

Modele stosowane przez BlackRock są bez wątpienia lepsze niż analityczny złom, z jakiego do 2008 roku korzystały Moody’s czy Standard & Poor’s: stosunkowo niedawne sukcesy firmy są tego dowodem. Jeśli jednak zbyt wielu inwestorów polega na tym samym modelu, powoduje to niezdrowe rozpowszechnianie się ortodoksji i zapewne sprawia, że rynek staje się bardziej chwiejny niż byłby w innej sytuacji.

Prawdopodobnie nie stanowi to poważnego ryzyka systemowego, gdyż ma charakter samoograniczający: im więcej pieniędzy będzie wpływać do BlackRock, tym większe kwoty będą stawiane na rozwiązania przeciwne. Prawdziwe ryzyko dotyczy natomiast inwestorów. Im bardziej polegają oni na analizach BlackRock, tym mniejszą „górkę” zyskują, gdy wszystko idzie dobrze – i tym więcej tracą, gdy sprawy przyjmą zły obrót (co przecież kiedyś w końcu nastąpi).

Na razie jednak ukierunkowaną na zarządzanie ryzykiem determinację BlackRock należy tylko pochwalić. Gdyby przed 2008 rokiem koledzy firmy w świecie finansów stosowali takie samo podejście, chaosu następnych pięciu lat można by w większości uniknąć.

© [2013] The Economist Newspaper Limited

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim został opublikowany w nr 17 – 23. 11. 2013. i znajduje się na stronie www.economist.com


Tagi


  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    Owszem, BlackRock może zarabia, ale przede wszystkim dla swoich udziałowców. Ci, których pieniędzmi zarządza, już niekoniecznie. Średnio – tak, ale punktowo – już nie. Miałem niestety nieprzyjemność umoczenia dużych kwot w tych zachwalanych funduszach. Oczywiście prowizje były duże, zyski – ujemne.

  • mjk pisze:

    @Tezcatlipoca2013 Jak masz z nimi doświadczenie, to podziel się informacjami lub podrzuć jakieś linki do poczytania. Z góry dziękuję. PS. Te z Wiki i pierwszej strony Google’a już znam.

  • Wiesław Pilch pisze:

    A kto jest właścicielem owych: Citigroup, Bank of America i JPMorgan Chase, Exxon Mobil i Shell, Apple, McDonald’s czy Nestlé, BlackRock że nie wspomnę o FED?

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    @mjk Już zabierałem się za odpisywanie, a tu nagle znalazłem opis pasujący jak ulał do mojego przypadku: http://biznes.interia.pl/finanse-osobiste/news/spirala-beznadziejnych-oszczednosci,1978623,4141

    Cóż, nauka kosztuje, a w moim przypadku i tak – w świetle cudzych doświadczeń – wykpiłem się tylko siniakami tzn. włożyłem 10,5 tys. zł, a po skumulowaniu strat (których, jak sprawdziłem ex post, nijak w puli oferowanych przez Generali nie dało się uniknąć) oraz monstrualnej opłaty likwidacyjnej dostałem z powrotem 500 zł. Jak zwykle decydowały „małe, bardzo małe literki” w umowie oraz nachalny naganiacz dla niepoznaki zwący się „doradcą finansowym”. Teraz bogatszy w doświadczenia patrzę już bardzo nieufnie na „nietradycyjne” formy oszczędzania.

Dodaj komentarz


jeden × 4 =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane