- Podejmując długoterminowe zobowiązanie, takie jak kredyt walutowy, konsument powinien robić sobie analizę SWOT, tak samo jak robią je banki. Sytuacja na rynkach jest zmienna i to głównie tej prawdy uczą nas dane historyczne – uważa prof. Tomasz Zaleśkiewicz, psycholog zachowań ekonomicznych.

ObserwatorFinansowy.pl: Czy ludzie, którzy w pierwszej dekadzie XXI w. wzięli kredyty walutowe, w szczególności we frankach szwajcarskich, to według Pana spekulanci czy niewinne ofiary nikczemnych bankowców?

Prof. Tomasz Zaleśkiewicz: Ekonomiści mówią wyraźnie: każdy, kto bierze kredyt w obcej walucie, jest spekulantem. Podpisanie takiej umowy to wejście na rynek walutowy, który charakteryzuje się dużą zmiennością.

A czy spekulanci – inwestorzy giełdowi, których od lat bada Pan i opisuje w swoich książkach, różnią się czymś pod względem psychologicznym od spekulantów – konsumentów, którzy zaciągają kredyty walutowe?

Chyba niespecjalnie. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o emocjonalny poziom reakcji na różne sytuacje na rynku, takie jak ta, którą dziś obserwujemy, nie różnią się wcale, z tym, że od razu widać, co robią inwestorzy (np. wyprzedają akcje banków), a tego, co zrobią konsumenci, na razie nie wiemy. Chyba że omawiają to otwarcie, np. na forach internetowych.

Kantory on-line się w ostatnich dniach zawieszają, transakcje są utrudnione…

Słyszałem, że z tradycyjnych kantorów franki w ogóle zniknęły.

Warren Buffett stwierdził na temat amerykańskiego boomu internetowego z II połowy lat 90. XX w., że „wydawało się, że jakiś wirus zaatakował umysły, zarówno zawodowych inwestorów jak i amatorów, powodując halucynacje”. Czy miał Pan podobne wrażenie, gdy obserwował Pan boom kredytów walutowych w Polsce w poprzednim dziesięcioleciu?

To nie działo się na aż tak ogromną skalę jak na giełdach w trakcie boomu internetowego. Przypomnijmy, że nie było wówczas prawie żadnego racjonalnego uzasadnienia, żeby aż tak mocno angażować środki spółki internetowe.

Jednak 550 tys. rodzin zapożyczyło się w Polsce w walucie, w której nigdy nie mieli zarabiać. Jakie było uzasadnienie ich decyzji?

Takie, że przynajmniej w tamtym okresie kredyty te były po prostu tańsze w sensie wysokości miesięcznej raty. Zadziałał tu chyba inny efekt niż na amerykańskiej giełdzie.

Jaki?

Ludzie nie oceniają wartości i kosztu kredytu w perspektywie długoterminowej. Myślą krótkoterminowo. Próbują ustalić, jaka jest rata w tej chwili. Porównują sobie kredyty w kilku bankach i kilku walutach i wybierają to, co w danym momencie wydaje się najtańsze. To z tym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w przypadku masowo zaciąganych przez Polaków kredytów walutowych.

Jednym z podstawowych błędów jest rozważanie inwestycji wyłącznie w krótkiej perspektywie czasowej to. W książce „Psychologia inwestora giełdowego” wymienia ich Pan więcej. Czy wszystkie dotyczą też konsumentów? Na przykład uleganie trendom?

Tak. W przypadku kredytów we frankach ludzie ewidentnie popełniali ten błąd. Tym, co w związku z uleganiem trendom łączy konsumentów i inwestorów – i to nie tylko indywidualnych, lecz również instytucjonalnych – jest ignorowanie ryzyka. W pierwszej dekadzie XX w. dużo się mówiło o kredycie walutowym: że jest tani i łatwy do zaciągnięcia nawet gdy kogoś w ogóle nie stać na kredyt – co u nas było może mniej widoczne, ale np. w Stanach Zjednoczonych to była praktyka powszechna. Banki przymykały oko na brak zdolności kredytowej, a ludzie się zadłużali w sposób podobny do tego, jak inwestują giełdowi gracze w trakcie hossy. A zachowują się tak, jakby miała ona trwać wiecznie. Kupują i kupują. Angażują spore środki i nie biorą pod uwagę, że sytuacja może się nagle zmienić.

Czy ta skłonność do ignorowania ryzyka jest różna w różnych krajach? Czy z powodów psychologicznych na kredyty we frankach mogli dać się złowić wszyscy?

Zjawiska, o których mówimy, są dość uniwersalne, stałe międzykulturowo. Odzwierciedlają naturę naszego umysłu i są zakorzenione w podstawowych mechanizmach jego funkcjonowania. Bardziej skłonni do podejmowania ryzyka są może jedynie członkowie społeczeństw kolektywnych, bo mają poczucie, że bardziej mogą liczyć na innych – np. na instytucje. Kiedyś porównywano pod tym względem Chińczyków z Amerykanami i badania wykazały, że to Chińczycy są bardziej skłonni do podejmowania ryzyka finansowego. Mają zakorzenione przeświadczenie, że w przypadku problemów mogą liczyć na wsparcie społeczne.

A taki błąd poznawczy jak przeświadczenie o tym, jak rozwinie się sytuacja, na podstawie analizy danych historycznych? Wiadomo, że takie dane nie mogą udowodnić żadnej z hipotez dotyczących przyszłości. Możemy dziś np. przewalutować kredyt w przekonaniu, że kurs franka będzie rósł wobec złotówki, tak jak nieustannie rośnie od 1993 roku (z niewielkimi krótkoterminowymi spadkami), ale też możemy czekać, licząc na to, że się załamie, tak jak np. po wieloletnim umacnianiu się słabł wobec złotego dolar…

Jako psycholog mogę powiedzieć, że wartość danych z przeszłości polega na tym, iż uświadamiają nam one, że sytuacja na rynkach się zmienia. I że może się zmieniać bardzo gwałtownie i nieoczekiwanie, wbrew prognozom ekspertów. To jest właśnie najważniejsza nauka płynąca z analizy danych historycznych. Problem polega na tym, że nie bardzo potrafimy ustalić punkt, w którym przyszłość mogłaby przypominać przeszłość.

Są temu poświęcone całe metody inwestowania.

Tak, na przykład ci, którzy posługują się analizą techniczną, starają się ustalić taki właśnie moment zmiany, ale istnieją badania, które udowadniają, że długoterminowo nie da się zarobić również na analizie technicznej. Jeśli spojrzymy na rynek walutowy, to od razu widać, że jego charakterystyką są duże wariancje stóp zwrotu, duże wahania. Należało się więc spodziewać, że przydarzy się taka sytuacja, jak teraz z frankiem szwajcarskim. A to, że absolutnie nikt się tego nie spodziewał akurat w tym momencie, świadczy o tym, że trudno przekuć mądrość danych na reguły postępowania. Ludzie właśnie się o tym boleśnie przekonują.

Jak powinien zachować się racjonalny konsument, gdy bierze na siebie duże, wieloletnie zobowiązanie? Co radzi psychologia?

Powinien działać wbrew naturalnemu mechanizmowi polegającemu na tym, że jego umysł będzie go skłaniał do tego, by myśleć krótkoterminowo. Trzeba umieć wymusić na sobie myślenie w długiej perspektywie czasowej. Konsument powinien sobie zrobić analizę SWOT, dokładnie tak, jak banki robią analizy ryzyka portfela kredytów. Warto sobie zbudować pozytywny i negatywny scenariusz, spisać mocne i słabe strony przedsięwzięcia, szanse i zagrożenia. Pomyśleć, co będzie, gdy zmieni się kurs waluty albo stracimy pracę. Traktujmy też ostrożnie to, co mówią pracownicy banku. Trzeba pamiętać, że oni nie są bezstronni.

Rozmawiała: Katarzyna Kozłowska

Prof. dr hab. Tomasz Zaleśkiewicz specjalizuje się w psychologii zachowań ekonomicznych, zagadnieniach związanych z podejmowaniem decyzji oraz percepcji i podejmowania ryzyka. Jest pracownikiem naukowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, autorem licznych publikacji, m.in. książek „Droga inwestora. Chciwość i strach na rynkach finansowych” (2011) czy „Psychologia inwestora giełdowego” (2003).