Mamy nowego pretendenta do tronu na rynku walut wirtualnych. To zcash. Twórcy tej nowej kryptowaluty obiecują stronom transakcji całkowitą anonimowość. Ma to być jej przewaga nad bitcoinem. Mało realne jednak, że jej pojawienie się wzmocni rynek walut wirtualnych, który w ciągu ostatnich 2 lat zmalał o 18 proc.

Obecnie istnieją 623 waluty wirtualne (stan na 19 lutego 2016 r.), a ich łączna kapitalizacja (wartość bazy monetarnej) w przeliczeniu na dolara amerykańskiego wynosi 7,49 mld dol. To śmiesznie mała wartośc, nawet jeśli porównamy ją tylko z podażą pieniądza M1 (gotówka i depozyty oraz pieniądz bezgotówkowy banków komercyjnych) w USA, która w styczniu 2016 roku sięgnęła poziom 3092 mld dol.

Największą część „tortu” (6,43 mld dol., czyli niemal 86 proc.) ma zdecydowanie bitcoin. Waluta ta nie ma jakiejś istotnej cechy, która zapewnia jej rynkową przewagę. Korzysta z renty pierwszeństwa.

– Nie trzeba być najlepszym. Warto być pierwszym – odpowiada krótko Maciej Ziółkowski, ekspert od walut wirtualnych, autor pierwszego w Polsce bloga o bitcoin.

Rynek walut wirtualnych przeżywa jednak wyraźny kryzys. W ciągu ostatnich 24 miesięcy stracił na wartości około 18 proc. Jeszcze w połowie lutego 2014 roku wartość bazy monetarnej kryptowalut sięgała 9,11 mld dol.

Święty Graal anonimowości

Wirtualne waluty – jak najpopularniejszy bitcoin – są zwane kryptowalutami, bo w teorii mają gwarantować anonimowość użytkownikom. W praktyce jednak możliwe jest zidentyfikowanie stron transakcji i kwot dzięki badaniu tzw. blockchain. Jest to wirtualna „taśma”, na której zostają uwiecznione ślady wszystkich transakcji zawieranych za pomocą bitcoinów. Powstały nawet firmy specjalizujące się w odczytywaniu blockchain.

Twórcy waluty zcash – która jest obecnie w fazie publicznych testów, a ma być gotowa do użytku w lipcu 2016 roku – obiecują całkowitą anonimowość. To własnie ma być jej przewagą nad bitcoinem. Na stronie internetowej poświęconej nowej kryptowalucie zapewniają, że tylko ci, którzy będą posiadać odpowiedni „klucz”, będą mogli poznać dane nadawcy, odbiorcy oraz przesyłaną kwotę. A o tym, kto ma „klucz”, będą decydować tylko i wyłącznie strony transakcji.

– Jest możliwe, że zostanie stworzona kryptowaluta, dająca anonimowość podobną do tej, jaką daje gotówka. Co nie zmienia faktu, że banki na Karaibach czy w Liechtensteinie też takową zapewniają – uważa Ziółkowski.

Zcash ma być pierwszą prawdziwą kryptowalutą dzięki zastosowaniu zerocash (czyli protokołu wykorzystującego algorytm kryptograficzny) oraz systemowi płatności zk-SNARK. Zarówno protokół, jak i system, o których tu mowa, to autorskie dzieła grupy pracującej od kilku lat nad walutą zcash, a ich szczegółowa konstrukcja nie została upubliczniona.

Co ważne i ciekawe, autorzy zcash – jak sami twierdzą – stworzyli możliwość zamiany bitcoinów na jednostki zcash (tzw. mint transactions). Ma się to, oczywiście, odbywać w całkowicie anonimowy sposób.

Prywatna kopalnia kryptowaluty

Tak jak bitcoiny, także i jednostki zcash mają powstawać na drodze „kopania” (z ang. mining). Jest to proces, w którym posiadacz komputera („górnik”) zostaje nagrodzony wirtualną walutą w zamian za to, że jego maszyna jest na stale połączona z siecią i jest jednym z elementów służących do weryfikacji transakcji. „Górnicy” zyskują na „wydobyciu” wirtualnych monet, jeśli ich cena rynkowa okazuje się wyższa od kosztów „kopania” (sprzęt plus prąd).

Co ważne, im większa jest moc obliczeniowa całej sieci (im większa jest liczba podłączonych do niej komputerów), tym trudniej „wykopywać” bitcoiny. Dlaczego? Bo protokół bitcoin jest zaprojektowany w taki sposób, aby generować nowe monety co każde 10 minut, niezależnie od tego, czy sieć wspiera tysiąc, czy sto tysięcy komputerów. Na takiej samej zasadzie ma być zorganizowane „kopanie” zcash. W sieci można znaleźć kalkulatory, które podpowiadają, czy na danym sprzęcie opłacalne będzie „wydobywanie” wybranej kryptowaluty.

Początkowa faza życia zcash ma być niemal bliźniaczo podobna do pierwszej fazy rozwoju bitcoina. Jednak jest jedna poważna różnica: twórcy zcash chcą zarobić. W taki sposób zaprogramują protokół, że w sumie powstanie 21 mln jednostek zcash (ZEC), tyle samo co w przypadku bitcoin. Jednak 10 proc. z nich (2,1 mln ZEC) trafi do kieszeni twórców zcash. Przez pierwsze 4 lata funkcjonowania 50 ZEC będzie kreowane co 10 minut, z czego 20 proc. będzie trafiać do kieszeni twórców waluty (a 80 proc. do „górników”). Po tym okresie będzie powstawać 25 ZEC co 10 minut, i wszystkie będą trafiać do „górników”.

Za projektem zcash stoi grupa naukowców z amerykańskich uniwersytetów i uczelni wyższych (m.in. MIT, John Hopkins University). Szefem jest przedsiębiorca Zooko Wilcox, od 20 lat związany z kryptografią i branżą bezpieczeństwa informacji. Po raz pierwszy swój projekt w formie artykułu naukowego grupa przedstawiła w maju 2014 roku, podczas IEEE Symposium on Security and Privacy w San Jose (Kalifornia, USA). Wśród udziałowców spółki wprowadzającej zcash na rynek jest m.in. Naval Ravikant, który ma spore udziały w Twitterze i Uberze.

Za co można płacić kryptowalutą

Twórcy zcash zapewniają, że waluta ta znajdzie zastosowanie w najróżniejszego rodzaju płatnościach i praktycznie nie będzie dla niej ograniczeń. Podobnego zdania jest Maciej Ziółkowski.

– Tego rodzaju waluta może służyć do zakupu czegokolwiek, na przykład leków. Jeśli rzeczywiście będzie zapewniała anonimowość transakcji, będzie niesamowicie wygodna dla klientów. Przestaną płacić kartami, bo po co bank ma wiedzieć o tym, że się źle czują? Po to, żeby następnego dnia ubezpieczyciel przysłał im decyzję o podwyższeniu składki ubezpieczeniowej? – argumentuje Ziółkowski.

W tej chwili na całym świecie jest już co najmniej kilkanaście tysięcy sklepów, firm i punktów usługowych akceptujących płatności kryptowalutami. Największą bazę takich placówek (ponad 7,5 tys.) publikuje portal CoinMap.org. Dla przykładu, w Warszawie i okolicach można płacić wirtualną walutą za odzież, usługi tłumacza, meble rattanowe, profesjonalne zestawy nagłośnieniowe, a nawet za godzinę gry na korcie tenisowym.

W grudniu 2015 roku doszło do znaczącego w historii walut wirtualnych wydarzenia. Największy na Ukrainie bank – PrivatBank – jako pierwszy na świecie rozpoczął pełną i regularną obsługę bitcoin. Traktuje ją jako normalną walutę. Klienci mogą np. zakładać lokaty denominowane w bitcoinach.

Jaką przyszłość ma zcash

Po ujawnieniu się projektu zcash pojawiły się głosy, że stworzenie całkowicie anonimowego systemu płatności będzie na szeroką skalę wykorzystywane przez świat przestępczy. Twórcy zcash bronią swojego pomysłu prostymi argumentami.

„Zwracam uwagę, że źli faceci używają aut, Internetu i systemu bankowego. Naszym celem nie jest stworzenie czegoś, czego źli faceci z pewnością nie będą używać. Naszym celem jest stworzenie czegoś, co może przysłużyć się miliardom dobrych ludzi, żyjących na tej planecie” – napisał niedawno na swoim blogu Zooko Wilcox.

Niektórzy blogerzy nie wróżą sukcesu zcash. Zwracają uwagę m.in. na skromne sukcesy biznesowe Wilcoxa. A także na to, że lista kryptowalut, które miały pobić na głowę bitcoina, a które już nie istnieją, jest całkiem długa (m.in. Gavincoin, Garzikcoin, XT, SegWit, Classic). Na przykład dwa lata temu na rynek weszła kryptowaluta dash, która co prawda nie gwarantuje pełnej anonimowości transakcji (strony transakcji są jawne), ale w taki sposób „miesza” je ze sobą, że nie sposób wskazać kto do kogo przesyła jednostki wartości. Jak na razie nie zbliżyła się jednak popularnością do bitcoina (wartość jej bazy to 22,2 mln dol., co daje jej 7 pozycję na świecie).

Jak władze traktują kryptowaluty

Najważniejszym pytaniem w kontekście przyszłości kryptowalut jest to o stosunek władz państwowych do tego rodzaju „pieniądza”. Szwecja jest jednym z nielicznych krajów, obok Luksemburga, które traktują bitcoin jak „prawdziwą” walutę. W wielu krajach w ogóle nie ma żadnych regulacji w tej kwestii – jednym z nich jest Polska (a wśród nich są także Wielka Brytania, Francja, Włochy, Japonia, Portugalia czy Grecja).

Są państwa, w których regulacji nie ma, ale władze (monetarne lub wykonawcze) otwarcie wypowiedziały się, iż nie mają nic przeciwko konkurencji na rynku walutowym (Niemcy, Indie, Australia). W niektórych krajach osoby prywatne mogą handlować między sobą z użyciem waluty wirtualnej, ale nie mogą w tym uczestniczyć firmy z sektora finansowego – tak jest np. w Chinach i w Islandii.

Ciekawostką z pewnością jest podejście do bitcoina i innych kryptowalut w USA: we wrześniu 2015 roku zostały one sklasyfikowane jako surowce (przez Commodity Futures Trading Commission). W Norwegii natomiast kryptowaluty mają status „wartości kapitałowej” (co by to nie znaczyło).

Tylko nieliczne państwa próbują walczyć z bitcoinem i innymi kryptowalutami. Na czoło wysuwa się Bangladesz, w którym za używanie walut wirtualnych grozi kara więzienia. Do korzystania z kryptowalut zniechęca również Rosja, w której co prawda nie ma prawa zakazującego ich używania, ale na jesieni 2015 roku urząd kontrolujący media zablokował obywatelom dostęp do niemal wszystkich stron internetowych powiązanych w jakikolwiek sposób z bitcoinem.

W 2013 roku bank centralny Tajlandii ogłosił, że używanie walut wirtualnych jest nielegalne, ale była to tylko opinia. W 2014 roku okazało się, że władze Tajlandii nie mają nic przeciwko funkcjonowaniu kantoru internetowego wymieniającego bitcoiny na krajową walutę.

Istnieje również grupa krajów, w których występuje retoryka skierowana przeciwko kryptowalutom. Bank centralny Indonezji w lutym 2014 roku wydał notę, w której poinformował, że „bitcoin i inne waluty wirtualne nie są walutami ani legalnymi środkami płatniczymi na terenie kraju”. Nie pociąga to jednak za sobą, jak na razie, żadnych konkretnych działań władz Indonezji przeciwko kryptowalutom. Identyczna sytuacja jest w Kirgistanie (po obwieszczeniu banku centralnego z lipca 2014 roku) oraz Boliwii (po oświadczeniu banku centralnego z czerwca 2014 roku). Wielokrotnie ostrzeżenia przeciwko używaniu kryptowalut publikował rząd Litwy oraz bank centralny Rumunii.

Środowiska związane z nurtem polityczno-ekonomicznym zwanym libertarianizmem (mówi on, w dużym skrócie, że rząd jest złem, a dobrem jest totalnie wolny rynek) często traktują waluty wirtualne jako nadzieję na wyrwanie się z systemu pustego pieniądza (tzw. fiat money), który obowiązuje obecnie na całym świecie. Warto jednak w tym kontekście przeczytać felieton Mike’a Konrada opublikowany na łamach portalu American Thinker. Nie pozostawia on nadziei libertarianom: korzystający z kryptowalut zawsze będą zostawiać jakieś ślady, a waluty te nie są niczym innym, niż wykreowanym „z niczego” pustym pieniądzem.