Powodzenie bitcoina zależało od zainteresowania przestępców

23.09.2015
Bitcoina nie da się ignorować. Nowojorska giełda uruchomiła nawet indeks, który ma pomóc rynkowi w wycenie cyfrowej waluty. – Świat finansów, banków centralnych i rządów zaskakująco szybko zobaczył w tym wynalazku swoją szansę – uważa Nathaniel Popper, amerykański publicysta i autor książki „Cyfrowe złoto”.

(CC By Zach Copley)


ObserwatorFinansowy.pl: Bitcoin to cyfrowa waluta – to chyba nie jest wystarczający opis. Proszę wybaczyć głupie pytanie, ale czym on naprawdę jest?

Nathaniel Popper: To wcale nie jest głupie pytanie. Bitcoin to wciąż zjawisko zrozumiałe dla niewielu, nawet w świecie finansów czy nowych technologii. Często mówi się o nim zbyt abstrakcyjnie. Cyfrowa waluta? Ok, ale bitcoin to według mnie znacznie więcej. To cyfrowe złoto.

Śmiałe porównanie.

Chodzi mi przede wszystkim o zwrócenie uwagi na fakt, że zarówno bitcoin, jak i złoto to dobra rzadkie – mają ograniczoną podaż. O ile jednak możesz wykopać z ziemi skończoną ilość złota, przy czym nie wiesz, ile w sumie tego złota kryje planeta, o tyle z sieci można „wykopać” w sumie 21 mln bitcoinów. Definiuje to algorytm, dzięki któremu ta waluta funkcjonuje. To czyni je jeszcze bardziej wartościowymi, bo taka sztywna podaż zabezpiecza walutę przed nagłym spadkiem wartości. Ciekawą właściwością bitcoina jest fakt, że każda transakcja jest obserwowalna – wszystkie operacje są jawne.

Każdy właściciel tej waluty może je obserwować, przy jednoczesnym zachowaniu anonimowości wszystkich użytkowników systemu. Transakcje zapisywane są w wirtualnym arkuszu kalkulacyjnym, czyli w systemie o nazwie Blockchain. Najważniejszą według mnie cechą bitcoina jest jednak to, że pozwala na bezpośrednie rozliczenia, w których nie musi brać udziału żadna strona trzecia – żaden bank czy zewnętrzny gwarant płatności. Bitcoin to naprawdę prywatny pieniądz. Jeśli e-mail to sposób na przekazywanie informacji, to bitcoin jest walutowym e-mailem: sposobem na przekazywanie wartości w sieci.

Anonimowość i brak centralnych instytucji. Czy powodem, dla którego w ogóle wymyślono bitcoin, była zwykła chęć oderwania się od realiów współczesnego systemu finansowego?

Sądzę, że bardziej niż w opozycji do świata finansów w ogóle bitcoin powstał w reakcji na ostatni kryzys finansowy. Oprogramowanie dla tej waluty pojawiło się w trzy miesiące po upadku Lehman Brothers! W sytuacji, gdy rósł strach przed potężnymi bankami centralnymi i ich zdolnością do kreacji pieniądza, wywoływania inflacji… Ludzi zaczęła przerażać wizja takiej totalnej władzy banków nad ich portfelami. Myślę, że właśnie to dało Satoshiemu Nakamoto inspirację do stworzenia innej waluty.

Antyrządowość, antysystemowość, protest przeciwko wszechwładnym bankom – to się zawsze dobrze sprzedawało. Tymczasem pojawiają się także argumenty, że bitcoin powstał ze względów nie ideologicznych czy idealistycznych, lecz jako narzędzie przeznaczone dla… przestępców. Co Pan na to?

Ależ ja temu nie przeczę! Uważam, że jedno wiąże się z drugim. Sądzę co prawda, że bitcoin powstał ze względów ideologicznych, ale od początku było wiadomo, że jeśli jedną z jego głównych właściwości jest możliwość ukrycia się jego użytkowników przed władzami, to jako pierwsi zaczną z tego korzystać przestępcy. Tak być musiało i chyba twórcy bitcoina byli tego świadomi, bo celowo do rozruszania swojego wynalazku użyli szarej strefy. Przez pierwsza dwa lata od wprowadzenia bitcoina nikt tej waluty nie używał, a jej ideologiczni zwolennicy zastanawiali się, co zrobić, żeby zainteresować nią półświatek, bo byli świadomi, że to właśnie on może dać iskrę do popularyzacji tej waluty. Wystarczy przejrzeć fora internetowe z tamtych czasów. Właśnie o tym wtedy dyskutowano.

Uważa Pan, że bitcoin to coś dobrego?

Nie. Nie uważam go ani za coś dobrego, ani za coś złego. Uważam go natomiast za rzecz po prostu fascynującą. Zrozumienie tego, skąd wziął się bitcoin, jaka jest jego funkcja i znaczenie, pozwala lepiej zrozumieć współczesny świat i to, czym jest pieniądz.

Ale nazywa Pan bitcoin cyfrowym złotem, a to bardzo pozytywna metafora.

Ropę nazywa się czarnym złotem i nie znaczy to, że ropa jest dobra, tylko że pełni ważną funkcję w świecie człowieka, jest wiele warta. Tylko tyle.

Czy sądzi Pan, że bitcoin to naturalny etap ewolucji pieniądza? U zarania dziejów ludzkości mieliśmy barter, potem złoto i srebro, w końcu fiat money, czyli erę pieniądza papierowego, a teraz przyszedł czas bitcoina…

Na to pytanie nie ma jeszcze dobrej odpowiedzi. Myślę, że bitcoin łatwiej osadzić w tej wersji historii, w której nigdy nie było barteru. Zgodnie z tą teorią pieniądz zawsze był systemem kredytu. W małych społecznościach po prostu pamiętano, kto co i komu był dłużny, dlatego nie trzeba było wymyślać waluty, a w większych prowadzono rejestry długów, zaś srebro i złoto miały fizycznie te długi symbolizować i ułatwiać zarządzanie nimi. Nadawały się do tego głównie ze względu na ograniczoną podaż. W tym ujęciu bitcoin pełni tę samą funkcje.

Czy cyfrowa waluta zmieni fundamentalnie świat pieniądza, czy może pozostanie ciekawostką ze świata antysystemowych komputerowców i hakerów?

Myślę, że jakoś zmienia, a już na pewno ten oficjalny, państwowy system pieniężny i bankowy jakoś na narodziny bitcoina odpowie.

Zwalczając go?

Niekoniecznie. Taki był pierwszy odruch banków centralnych i rządów, ale potem zaskakujący szybko zdały sobie one sprawę, że bitcoin w zasadzie może im się przydać. Najszybciej zrozumiały to banki centralne. Nie widzą one w bitcoinie waluty równoprawnej z dolarem czy z euro, lecz szansę na stworzenie sprawnego, bezpiecznego i szybkiego systemu transakcji sieciowych. Amerykański Fed od dawna zastanawiał się, co zrobić, żeby przelew z banku do banku nie trwał trzy dni. Bitcoin może rozwiązać ten problem. Podobnie banki komercyjne – takie jak Goldman Sachs czy JP Morgan – nie są zainteresowane bitcoinem jako pełnoprawną walutą, tylko jako podstawą systemu płatności, bo są świadome słabości obecnych rozwiązań. W tym zakresie prowadzą już nawet praktyczne eksperymenty

Sądzi Pan więc, że obecny system bankowo-finansowy wchłonie bitcoin?

Nie jest to takie proste. Scenariusz, w którym bitcoin nabiera cech realnej i powszechnej waluty i zaczyna być używany zamiennie z dolarem czy euro, jest także możliwy. Oczywiście i z tym banki nauczyłyby się żyć, choć na pewno nie byłoby im to na rękę. Taki scenariusz powoli zaczyna się gdzieniegdzie realizować. Weźmy przykład Argentyny, gdzie ludzie uznali swój system bankowy za zbyt drogi, mało efektywny i zaczęli używać bitcoina do zbudowania systemu alternatywnego – z pożyczkami, kredytami, lokatami… Im bardziej wydajne i łatwe w obsłudze jest oprogramowanie bitcoina, im większa nieufność do banków i niezadowolenie z ich usług, tym większa szansa, że coś takiego wydarzy się także w USA czy w Europie.

Bitcoin nie jest pierwszą walutą cyfrową, ale zdecydowanie zdominował sieć i jest chyba jedynym udanym eksperymentem w dziedzinie internetowego pieniądza. Czy możemy się spodziewać, że pojawią się konkurencyjne e-waluty?

Nie sądzę. W 2013 r. podjęto kilka takich prób, ale koniec końców nie wypaliły. Nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby chcieć konkurować z bitcoinem, bo ten jest już zbyt mocny. Działa tu tzw. efekt sieciowy. Wartość bitcoina rośnie wraz z liczbą jego użytkowników. Jakieś facebookowe kredyty czy inne rozwiązania w tym guście nie mogą z nim konkurować. Wydaje mi się, że bitcoin ze względu na swoją ciekawą architekturę algorytmiczną i jako świetny nośnik wartości będzie inspiracją dla różnych usług sieciowych. Przykładem może być właśnie Facebook, który do rozwoju swojego messengera zatrudnił Davida Marcusa, jednego z największych specjalistów od bitcoina i byłego dyrektora w PayPal. Sądzę, że bitcoin zostanie – być może w sposób niezauważalny dla użytkowników – zintegrowany z obecnym internetem.

Nie jest tajemnicą, że wielu posiadaczy bitcoina to spekulanci. Sądzi Pan, że ta waluta to rzeczywiście atrakcyjny składnik aktywów dla tych, którzy liczą na szybkie wzbogacenie się?

Ma pan rację – większość posiadaczy bitcoina nabyło tę walutę w celach spekulacyjnych, wierząc, że jej wartość będzie rosnąć. Nawiasem mówiąc, mnóstwo bitcoinowych spekulantów wywodzi się z Chin. Czy jednak bitcoin to naprawdę dobra inwestycja? Patrząc historycznie – beznadziejna! Większość osób, które kupiło bitcoin, straciło, a to dlatego, że kupowali na górce, a nie w dołku. Osobiście nie polecam spekulowania na tej walucie, zresztą w ogóle nie polecam spekulowania na jakiejkolwiek walucie, bo to bardzo niebezpieczne zajęcie.

Czy jest możliwe, że bitcoin zniknie tak nagle, jak się pojawił? Co mogłoby do tego doprowadzić?

Oczywiście, takie niebezpieczeństwo istnieje i jest związane z hakerami. Jeśli uda im się złamać zabezpieczenia bitcoina i nauczą się go „kraść”, utraci on jedną ze swoich głównych przewag i posługiwanie się nim straci sens.

Ale podobno zabezpieczeń bitcoina nie da się złamać.

Tak twierdzą ci, którzy to stworzyli. Kryptograficzne zabezpieczenia tego systemu są rzeczywiście potężne. Szansa na ich złamanie jest nikła, ale gdyby do tego doszło, to upadek bitcoina byłby najmniejszym problemem. Jeśli hakerzy staną się tak przebiegli, by złamać zabezpieczenia tej waluty, to będzie oznaczać, że potrafią łamać dowolne zabezpieczenia. Na włosku zawiśnie bezpieczeństwo całego internetu.

A czy Pan posiada tę walutę?

W „New York Times” ustaliliśmy, że jeśli ktoś pisze o Apple, to nie kupuje jego akcji, bo to zaburzyłoby percepcję tej firmy i utrudniło obiektywne podejście do tematu. Ja posiadam bitcoin, ale tylko w takiej ilości, żeby być w stanie wypróbowywać funkcjonalności systemu, ale żeby jednocześnie nie zależało mi np. na wzroście wartości tej waluty. Sądzę, że to rozsądne podejście.

Rozmawiał: Sebastian Stodolak

Nathaniel Popper – reporter „The New York Times”, publicysta i pisarz badający tematykę nowych technologii. Autor książki „Cyfrowe złoto: bitcoin i historia ekscentryków oraz milionerów próbujących wymyślić pieniądz na nowo”, której recenzję można przeczytać w Obserwatorze Finansowym.


Tagi


  • edmund pisze:

    Przed rokiem kupiłem kilkaset jednostek waluty elektronicznej emitowanej przez bank, wartość jednostki wzrosła o okolo 63% w tym okresie. Będzie można używać karty platniczej.

  • Leon Orlikowski pisze:

    Bitcoin a postęp techniczny w finansach (I)
    Na szczególną uwagę zasługuje to, co system pieniądza bitcoinowego zaproponował i wprowadził do segmentu transakcyjnego. Jest to usprawnienie, które już dziś można ocenić jako postęp techniczny z najwyższej półki w finansach. Daje on bowiem powrót do tej formy przeprowadzania transakcji kupna-sprzedaży, jakie były dokonywane w warunkach obiegu pieniądza kruszcowego. Wszystkie kruszcowe monety przepływały wówczas bezpośrednio od kupujących do sprzedawców. W długim łańcuchu kupujących i sprzedających nie było żadnego pośredniczącego ogniwa w rodzaju dzisiejszego banku, który z tego tytułu jest władny przerwać i zablokować transakcję. W warunkach obiegu pieniądza kruszcowego nikt nie mógł kontrolować transakcji towarowo-pieniężnych. Uniemożliwiała to sama natura obiegu pieniężnego. Po prostu nie był potrzebny tu żaden pośrednik. Bitcoinowy program dzięki wykorzystaniu warunków, jakie stwarza technika sieciowa, umożliwia i przywraca tę doskonałą formę przeprowadzania bezpośrednich transakcji pomiędzy podmiotami handlowymi. Przyspiesza transfery pieniężne na każde odległości. Wydaje się też, że transakcyjne bitcoiny mają jeszcze dodatkowy walor, którego nie posiadały monety kruszcowe. Posiadacze monet kruszcowych byli zawsze narażeni na rozbój i ich kradzież. Ci sami suwereni, którzy ściągali podatki od emitowanych monet, często tolerowali przestępcze gangi rzezimieszków, bo te okupywały się, dzieliły się z nimi łupami. Bywało też, że suweren sam organizował i kierował bandą rabusi i morderców. Jak dotąd transakcyjne bitcoiny zdają się mieć tak doskonałe zabezpieczenie w sieci, że są absolutnie bezpieczne od kradzieży. Na straty ich są jednak narażeni ci wszyscy, którzy w celach spekulacyjnych powierzają je nieuczciwym dealerom, takim jak Mark Karpeles, właściciel firmy oraz prezes giełdy Mt.Gox w jednej osobie, który zaledwie w przeciągu dwóch lat, bo od połowy 2011 do połowy 2013 roku zdefraudował około 950 000 BTC i doprowadził do bankructwa wielu inwestorów bitcoinami. Ale przed zdeterminowanymi przestępcami nigdy nie było, nie ma i prawdopodobnie nigdy nie będzie absolutnego bezpieczeństwa. To środowisko też wymyśla wciąż nowe, doskonalsze przestępcze techniki. Przez uciekanie się do kidnapingu oraz torturowych wymuszeń zdobywają najbardziej dyskretne informacje dostępu i kradzieży cudzej własności. Mimo tych uwag oraz szoku, jaki spowodowało bankructwo bitcoinowej giełdy Mt.Gox, technika wprowadzona przez program bitcoinowy w segmencie transakcyjnego pieniądza jest ogromnym postępem, jest sprawniejsza i tańsza od tej, którą posługuje się współczesna bankowość. Nic dziwnego, że największe banki światowe są bardzo zainteresowane tą techniką transferowania pieniędzy. Widzą bowiem olbrzymią korzyść na obniżce kosztów w segmencie transakcyjnym. Zainteresowane banki to:P Morgan, Commonwealth Bank of Australia, BBVA, Barclays, Goldman Sachs, UBS,
    Royal Bank of Scotland, Credit Suisse, State Street. http://www.bbc.com/news/technology-34278163 Jednak usprawnienie techniczne zaoferowane przez bitcoin ma jeszcze i tę zaletę, że pozwala na zupełne oderwanie i usamodzielnienie segmentu transakcyjnego od jego funkcjonowania w warunkach zintegrowania we współczesnej bankowości. Mogło by to nastąpić jednak dopiero wtedy, gdyby wszystkie podmioty mogły i zechciały posługiwać się techniką sieciową.

  • Leon Orlikowski pisze:

    Bitcoin a postęp techniczny w finansach (II)
    Pieniądze towarowe, jakimi były monety kruszcowe, miały własne, podobne procesy produkcji, jak wszystkie inne użyteczne towary, które są wytwarzane i oferowane do sprzedaży. Żeby wyprodukować kruszcowe monety, trzeba najpierw wytworzyć narzędzia, przy pomocy których można wydobyć, pozyskać w kopalniach rudę, z której następnie wytapia się szlachetny kruszec i z tego kruszcu z kolei przy pomocy innych narzędzi w mennicach wybija, wytłacza monety o określonej wadze zawartego w nich kruszcu. Dopiero w takiej postaci monety nadawały się i były puszczane do obiegu pośredniczącego w wymianie towarowej. Na każdym etapie produkcji tak jak przy produkcji użytecznych towarów są ponoszone określone koszy, na które składają się zużyte środki produkcji oraz wynagrodzenia za pracę górników i menniczerzy. Koszty te oraz naliczany podatek od emisji pieniądza, czyli puszczania monet w obieg określają ich wartość, czyli siłę nabywczą w stosunku do towarów. Ale jeszcze pod warunkiem, że wzrost podaży tak określonej wartości monet jest dokładnie dostosowany do wzrostu podaży w podobny sposób określonej wartości towarów. Jeżeli te dwa strumienia pod względem kosztowo określonej wartości różnią się, na przykład jeżeli strumień wartości przyrostu podaży pieniądza jest mniejszy od strumienia wartości przyrostu towarów, to rynkowa wartość pieniądza jest wyższa od jego naturalnej ceny. Emitent realizuje wówczas nadzwyczajny zysk emisyjny obok tego zysku, którego realizuje z oprocentowania kapitału zaangażowanego w cały proces produkcji monet kruszcowych. Ten realizowany dodatkowy zysk skłania emitenta monet do zwiększenia produkcji i ich podaży w następnym cyklu emisyjnym. Gdy jest odwrotnie emitent ponosi odpowiednią stratę i stosownie do niej ogranicza produkcje i podaż monet w kolejnym cyklu emisyjnym. W ten sposób prawo popytu i podaży reguluje podaż na rynek pieniądza kruszcowego, czyli towarowego, niezbędnego do obsługi, pośredniczenia w powiększającej się wymianie towarów.
    W warunkach emisji pieniądza nietowarowego ten doskonały mechanizm regulujący podażą pieniądza towarowego został zaburzony. Dlaczego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w ogóle pojawił się pieniądz nietowarowy i wyparł z obiegu doskonalszy pieniądz towarowy? Może tylko krótko bez szerszego wywodu i uzasadnienia. Gdy w wyniku kolejnych usprawnień i wynalazków, jakie były wprowadzane do produkowania towarów na przestrzeni już XVI a potem XVII wieku, podaż towarów poczęła przyrastać szybciej od możliwości wydobywania i pozyskiwania kruszców szlachetnych ze względu na ograniczenia naturalne, producenci towarów mieli coraz większe kłopoty ze zbytem swoich towarów. Poczęli więc sprzedawać na kredyt. Weksle trasowane zaczęły krążyć i pośredniczyć w wymianie towarowej na równi z monetami kruszcowymi. Z obrotu weksli wyłonił się pieniądz papierowy emitowany przez banki. Należy więc postawić pytanie, że jeśli wystąpił niedostateczny wzrost podaży kruszców monetarnych, to dlaczego rynkowe prawo popytu i podaży nie wymusiło od producentów towarów systematycznego obniżania ceny produkowanych towarów do takiego poziomu, który umożliwiałby obsługę wzrastającej wymiany towarowej przy względnie zmniejszającej się wartości podaży pieniądza towarowego. Powody były takie, że niedostosowania strumieni przyrostów podaży towarów i pieniądza dotyczyły wartości krańcowych czyli tylko przyrostów, natomiast zmiany cen dotyczyły całych agregatów produkowanych towarów. Powodowałoby to permanentne zmiany, ciągłą rewolucję cen. Wszystkie ceny systematycznie spadałyby, jedne bardziej, inne mniej. Ale wszystkie te spadki obniżałyby przede wszystkim realizowane a potem akumulowane zyski. Stopa wzrostu produktu narodowego systematycznie obniżałaby się i dostosowywała do stopy wzrostu podaży kruszców monetarnych. Dlatego wynalazek pieniądza papierowego był ogromnym postępem, który umożliwił, mimo zaburzeń, utrzymywania wyższego tempa wzrostu gospodarczego, aniżeli było by to możliwe w warunkach obiegu pieniądza kruszcowego.
    Należy z kolei odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zastąpienie w obiegu pieniądza kruszcowego pieniądzem papierowym, a potem szerzej i innymi formami pieniądza nietowarowego, przejawiało się systematyczną nierównowagą rynkową oraz okresowymi zaburzeniami koniunktury gospodarczej oraz w końcu doprowadziło do nadmiernego wzrostu długu prywatnego i państwowego, którego bardzo wysoki poziom w stosunku do dochodu paraliżuje na obecnym etapie dalszy wzrost produkcji i dochodu. Problem dotyczy sposobu wykorzystania oszczędności realizowanych z tytułu emisji pieniądza nietowarowego. W warunkach obiegu pieniądza kruszcowego zysk emisyjny zabezpieczał przeciętna akumulację, czyli zabezpieczał wzrost nakładów na przyrost wydobycia kruszców oraz wytłaczania zwiększonej ilości monet. Ale jak wyżej to zauważyliśmy, wobec wyczerpywania się wydajnych złóż kruszców i konieczności eksploatowania coraz mniej wydajnych zysk emisyjny systematycznie spadał, a w ślad za tym spadało wydobycie kruszców. W emitowanych pieniądzach nietowarowych nie ma żadnych drogich kruszców, cały ich koszt jest oszczędnością, która w całości wchodzi do dochodu lub zysku emisyjnego. W skali makro jest to oszczędność dodatkowa, nadwyżkowa w stosunku do tej, jaka powstaje ze zrealizowanych i niewydanych dochodów. Według teoretyków szkoły austriackiej oszczędności z dochodów w pełni zabezpieczają finansowanie inwestycji gwarantujących kontynuowanie realizowanego poziomu stopy wzrostu produkcji i dochodu. Dlatego kredytowe zagospodarowywanie na cele wzrostu produkcji tych oszczędności nadwyżkowych, jakie są realizowane w emisji pieniądza nietowarowego, dają dodatkowe nadwyżkowe zdolności produkcyjne, na podaż towarów z których brak jest popytu, co skutkuje kryzysem nadprodukcji i gwałtownym spadkiem cen, który przywraca równowagę rynkową. Gdy natomiast oszczędności z emisji nietowarowego pieniądza są poprzez udzielanie kredytów zużywane na cele konsumpcji oraz na pokrywanie deficytowych wydatków budżetowych, przyczynia się to do pełnej absorpcji i nie powoduje zaburzeń koniunktury gospodarczej. Jednak w każdym przypadku kredytowej kreacji pieniądza powstaje dług, który narasta w przyspieszonym tempie, albowiem przyrasta on z dwóch powodów: 1) przyrostu wartości kreowanego pieniądza adekwatnej do przyrostu produkcji i dochodu, 2) dodatkowo i w przyspieszonym tempie z powodu kapitalizacji oprocentowania, jakie banki komercyjne w sposób niezasłużony pobierają od udzielanych kredytów, które kreują, uruchamiają obieg pieniądza nietowarowego. Gdyby nie banki komercyjne a bank centralny udzielał państwu nieoprocentowanego kredytu na pokrycie części deficytowych wydatków budżetowych i w ten sposób kreował wzrost obiegu pieniądza nietowarowego, wtedy nie występowałyby ani zaburzenia koniunkturalne, ani też nie narastałyby długi z powodu oprocentowanej kredytowej kreacji pieniądza. Oczywiście, aby bezprocentowy kredyt udzielany państwu przez bank centralny na pokrywanie jego deficytowych wydatków budżetowych nie powodował inflacji, jego przyrosty co do wartości musiałyby być adekwatne do wartości przyrostów masy towarowej oferowanej na rynku. Ponadto banki komercyjne nie powinny mieć prawa do udzielania kredytów nie pokrytych depozytami z oszczędności terminowych.
    Z powyższego skróconego teoretycznego wywodu wynika jednoznacznie, że program emisji bitcoinów nie stanowi żadnego postępu technicznego w stosunku do aktualnie istniejącego systemu monetarnego. Przeciwnie jest poważnym regresem. Proponuje bowiem wydobywanie, kopanie bitcoinów po pełnych i wzrastających kosztach własnych oraz bez zysku emisyjnego, czyli w sposób mniej efektywny aniżeli miało to miejsce w warunkach emitowania pieniądza kruszcowego. Ponadto degresywna podaż bitcoinów, gdyby bitcoiny opanowały całkowicie obieg pieniężny, oddziaływałaby też degresywnie na wzrost gospodarczy, a po osiągnięciu docelowego pułapu 21 mln bitcoinów, dalszy wzrost produkcji i dochodu zostałby całkowicie zahamowany.

Dodaj komentarz


× cztery = 16

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane