Konieczność przywrócenia równowagi finansom międzygeneracyjnym

05.07.2010
W zeszłym tygodniu na portalu Obserwatora Finansowego ukazał się artykuł dr Agnieszki Chłoń-Domińczak „System emerytalny: po pierwsze nie szkodzić”. Niestety, ale w znacznym zakresie zawiera on propozycje działań od wielu lat postulowane przez towarzystwa emerytalne i ich przedstawicieli, z którymi dbając o efektywne działanie rynku kapitałowego, nie należy się zgodzić. Debaty z prezentowanymi propozycjami są regularnie …

W zeszłym tygodniu na portalu Obserwatora Finansowego ukazał się artykuł dr Agnieszki Chłoń-Domińczak „System emerytalny: po pierwsze nie szkodzić”. Niestety, ale w znacznym zakresie zawiera on propozycje działań od wielu lat postulowane przez towarzystwa emerytalne i ich przedstawicieli, z którymi dbając o efektywne działanie rynku kapitałowego, nie należy się zgodzić. Debaty z prezentowanymi propozycjami są regularnie organizowane w ramach „Forum Finansowego” przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową we współpracy z AXA Powszechne Towarzystwo Emerytalne S.A. Również ostatnio w ramach tego cyklu odbyła się konferencja pt. „Gospodarka i czynniki demograficzne a system emerytalny”, w którym pani Chłoń-Domińczak wystąpiła z jednym z referatów. Mimo bardzo celnego tytułu, w centrum zainteresowania konferencji okazały się być propozycje modyfikacji systemu OFE zaprezentowane również w Obserwatorze Finansowym, jak też kwestie dotyczące biernego dostosowania się do zapaści demograficznej.

Jeśli chodzi o kwestie mikroekonomiczne, to ich błędność i szkodliwość w dążeniu poprawienia efektywności rynku kapitałowego, na równi z dążeniem do ograniczenia konfliktu interesów między inwestorem a członkami OFE, została dogłębnie zdiagnozowana w raportach UNFE „Bezpieczeństwo dzięki konkurencji”, „Bezpieczeństwo dzięki zapobiegliwości” i „Bezpieczeństwo dzięki emeryturze”. Niemniej ze względu na fakt, że konferencja była na tyle nietypowa, że z sali nie mogły być zadawane pytania ani zostać zaprezentowane inne punkty widzenia, warto aby ten ważny temat został omówiony zgodnie z wagą, którą prezentuje.

W tym miejscu należy raczej się zgodzić z występującym na konferencji ministrem Michałem Bonim, który wprost stwierdził, że należy się zastanowić się nad tym, co zmiany mogą przynieść ludziom. Idąc tym tropem, to gdy chodzi o postulowaną filozofię myślenia, to zgodnie z rachunkowością międzygeneracyjną, Polska ze względu na starzenie się społeczeństwa i brak przeciwdziałania temu faktowi ma 2,5 bln zł długu do obsługi tylko z tego tytułu. W praktyce oznacza to, że 5,5 proc. polskiego PKB powinno być odkładane, żeby nie stwarzać z tego tytułu problemów w przyszłości. Dlatego też jeśli nie będzie podejmować się aktywnych działań na tym polu, to gdy chodzi o przyszłość można oczekiwać, że przyniesie ona niskie świadczenia, niską jakość życia, brak dostępu do służby zdrowia, spowodowany faktem, że starzejące się społeczeństwo częściej choruje, będą zwiększały się także koszty pracy wraz ze wzrostem koniecznych składek, nastąpi wzrost podatków. Wszystko to będzie wypychało młode pokolenie do pracy za granicą, potęgując problemy w Polsce. Zresztą, jaka może być jakość życia i efektywność gospodarowania w sytuacji, kiedy ponad dwukrotnie wzrośnie obciążenie demograficzne.

O gospodarczych konsekwencjach starzenia się społeczeństwo pisze również Zielona Księga KE, która ma być opublikowana w lecie, a której kluczowe partie omówił „Financial Times Deutschland”. Okazuje się, że zgodnie z raportem UE grozi nam „bolesna kombinacja niższych świadczeń i wyższych składek” i zaleca zwiększenie aktywności zawodowej do 75 proc. w połączeniu z podniesieniem wieku emerytalnego do około 70 lat. Dzieje się tak dlatego, że już obecnie w UE na jednego emeryta przypadają trzy osoby aktywne zawodowo, w 2030 roku stosunek ten wyniesie jeden do dwóch, a na końcu omawianej perspektywy w 2060 roku to emeryci będą większością, gdyż na czterech emerytów będą pracowały trzy osoby zawodowo czynne! Takiej sytuacji nie wytrzyma żaden system finansowy, stąd nie dziwmy się, że coraz częściej jako antidotum pojawiać się będą propozycje pracy bez przerwy, aż do śmierci, w połączeniu z ograniczeniem dostępności służby zdrowia jedynie do tych o grubym portfelu.

Perspektywy zmian demograficznych są przedmiotem zainteresowania ECOFIN-u, dlatego Eurostat przygotował projekcję dla 27 krajów UE oraz dla Szwajcarii i Norwegii na lata 2008-2060 jako punkt wyjścia dla prognoz wydatków budżetowych zawartych raporcie związanym ze starzeniem się społeczeństwa „The 2009 Ageing Report”. Charakterystyczny jest fakt, że o ile Unia Europejska liczyła w 2008 r. 495,400 mln mieszkańców, o tyle według tej projekcji w 2060 r. będzie zamieszkiwać ją 505,7 mln mieszkańców, a więc zaledwie o 2,6 proc. więcej. Taki wynik będzie efektem spadku przyrostu naturalnego w UE z zaledwie 366 tys. w 2008 r. do ubytku już w 2015 r., którego skala się nasili i będzie przekraczała 0,5 mln w 2023 r., a pod koniec projekcji dojdzie do corocznego spadku o 2 mln mieszkańców rocznie. Spadek bezwzględny nie wystąpi tylko dlatego, że Unia Europejska planuje przyjęcie do 2060 r. 59 mln nowych mieszkańców, przy czym przybędzie także urodzin dzieci emigrantów, w sumie o 36 mln osób.

W przypadku Polski projekcja jest katastrofalna i zakłada, że w tym czasie ubędzie aż 18 proc. ludności naszego kraju i to mimo założeń, że przybędzie również w tym samym czasie milionowa rzesza imigrantów, a dzietność w polskich rodzinach znacząco się powiększy. Niezależnie od spadku liczby ludności o 7 mln, nastąpi jednoczesne bardzo szybkie starzenie się naszego społeczeństwa. O ile obecnie grupa osób w wieku powyżej 80 lat, czyli osób najstarszych, wymagających najwyższych nakładów na ochronę zdrowia, wynosi 3 proc. społeczeństwa, o tyle w badanym czasie ich udział wzrośnie aż o 10 pkt. proc., do 13,1 proc. ogółu ludności, i będzie wynosił 4,1 mln osób.

Kluczowy jest też fakt spadku liczby osób w wieku produkcyjnym. Według przewidywań największe negatywne zmiany na obszarze Unii Europejskiej wystąpią w Polsce i na Słowacji. W tym czasie udział grupy 15-64 lat w strukturze ludności ogółem w Polsce będzie mniejszy aż o 18,6 pkt. proc. w porównaniu z 2008 r. O ile obecnie liczba osób w tym wieku wynosi 27 mln, o tyle według projekcji spadnie ona o ponad 10 mln, do poziomu 16,3 mln w 2060 r.

Przy czym tego typu projekcje, w tym opublikowana przez ONZ prognoza ludności świata na lata 2010-2050, zakładają zbieżność współczynnika dzietności w całej Europie, jak i Polsce, do wysokości 1,85. Niestety teraz jest to poziom tragicznie niski, ponieważ wynosi 1,3 dziecka na kobietę. Musimy zauważyć, że w Polsce dzietność rodzin uległa tragicznemu zmniejszeniu, charakterystyczne jest też, że liczba urodzin spadła we wszystkich typach rodzin. W porównaniu z 1980 r. spadek urodzin pierwszego dziecka wynosił prawie 30 proc., liczba urodzeń drugiego dziecka spadła prawie o połowę w porównaniu z 1983 r., a o 2/3 spadła liczba urodzeń trzeciego dziecka. Jeśli chodzi o rodziny, w których było czworo i więcej dzieci, czyli te, które przedstawiają perspektywę demograficzną, to liczba urodzeń w tej grupie jest na poziomie zaledwie ¼ tego, który był w 1982 r. Na to nakładają się też poważne problemy związane z tym, że maleje potencjał dzietności z powodu wzrastającego poziomu rozwodów rodziców. Procesy te następują bardzo szybko nawet w ostatnim okresie – w 2008 r. w porównaniu z 2000 r. proporcja małoletnich dzieci dotkniętych rozwodem rodziców powiększyła się niemal dwukrotnie.

Gdy chodzi o Polskę, to następuje nie tylko proces starzenia się ludności, ale także przesunięcie struktury ludności w ramach wieku produkcyjnego z okresu mobilnego – do 44 roku życia, w kierunku niemobilnym, a więc starszym. Jeśli w 1988 r. ludności w wieku niemobilnym było zaledwie 30,4 proc., to w 2009 r. już 37,8 proc. A biorąc pod uwagę obciążenie demograficzne, a więc liczbę dzieci i osób starszych przypadających na 100 osób w wieku produkcyjnym, widać, że nastąpiły bardzo niekorzystne zmiany. W raporcie Rządowej Rady Ludnościowej przewidywania dla Polski są wręcz katastrofalne. Łączne obciążenie, które w 2008 r. było równe 41 i do roku 2015 utrzyma się na zbliżonym poziomie,  później ze względu na zaawansowany proces starzenia się ludności znacznie się zwiększy, do poziomu ponad dwukrotnie wyższego – 91 osób w 2060 r. Dlatego analizując kolejno ukazywane projekcje, finansiści już obecnie, zamiast zabawiać się w „demografosceptyków”, powinni bić na alarm i oczekiwać, że jedynie konsekwentna i spójna polityka prorodzinna rozpoczęta już teraz, może zahamować niekorzystne relacje międzypokoleniowe w przyszłości.

W tym momencie jest konieczne głośne zadanie pytania decydentom, jak widzą odpowiedzialność osób publicznych, które teraz mają wpływ na rozwiązania systemowe i będą go miały w najbliższej kadencji parlamentu, w sytuacji kiedy znają konsekwencje społeczno-gospodarcze starzenia się społeczeństwa, które zgodnie prezentuje KE, ONZ oraz Rządowa Rada Ludnościowa. A jest to już ostatni moment radykalnego wprowadzenia polityki prorodzinnej, gdyż za pięć lat obecna kohorta „solidarnościowa” się zestarzeje i nie będzie mogła mieć dzieci, a następne generacje są już dwukrotnie słabsze. Dlatego konieczne jest działanie mające na celu optymalizację wydatków budżetowych, aby nie potęgować narastania deficytu finansów publicznych,  należy się też zgodzić, że Polska musi odpowiedzieć na wyzwania demograficzne i podjąć konieczne działania wyprzedzające. Z tym, że w pierwszym rzędzie koniecznym działaniem jest wprowadzenie polityki prorodzinnej.

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test