Obserwator Finansowy logo

Orbán będzie reformował czy utrwalał władzę?

28.04.2010
Zadłużenie Węgier sięga 80 proc. PKB. Jest wprawdzie mniejsze niż Grecji lub Włoch, lecz jak na warunki Europy Środkowej zdecydowanie za wysokie. Czy Fidesz, który podczas rządów w latach 1998-2002 niewiele zrobił dla naprawy finansów, tym razem zdecyduje się na reformy? Istnieją uzasadnione obawy, że nowy premier Viktor Orbán rozluźni politykę fiskalną, którą wprowadził pod naciskiem MFW i Unii Europejskiej jego poprzednik Gordon Bajnai.


Druga tura wyborów na Węgrzech, która odbyła się w niedzielę, 25 kwietnia, potwierdziła przewidywania sondaży. Na scenie politycznej naszych południowych sąsiadów nastąpiło bezprecedensowe przesunięcie na prawo. Po raz pierwszy od 20 lat jedna partia zdobyła przewagę, pozwalającą nie tylko na samodzielne rządzenie, lecz także na zmianę konstytucji.

Rynki na razie spokojne

Miażdżąca wygrana w węgierskich wyborach prawicowej partii Fidesz nie wywarła większego wrażenia na rynkach finansowych. Może dlatego, że od dawna była przewidywana przez ośrodki badania opinii publicznej. 26 kwietnia, dzień po drugiej turze wyborów, jedna z wielkich firm ratingowych, Standard & Poor’s Ratings Services  oświadczyła, że wyniki wyborów nie wpłyną na ocenę przyznawaną temu krajowi. W marcu ubiegłego roku, gdy kryzys finansowy zmusił Węgry do sięgnięcia po pomoc MFW, S&P obniżył  rating węgierskiego długu długoterminowego z BBB do BBB-, czyli tylko jeden szczebel powyżej poziomu „obligacji śmieciowych”. Ale zdaniem ekspertów S&P perspektywy węgierskiej gospodarki (a tym samym wiarygodność Węgier jako dłużnika) są stabilne.

Węgry zostały mocno dotknięte przez światowy kryzys finansowy z uwagi na wysokie zadłużenie zagraniczne finansów publicznych i węgierskiego sektora bankowego. W ostatnich latach konsumpcja na Węgrzech oraz budownictwo mieszkaniowe były pobudzane kredytami, zaciąganymi we frankach szwajcarskich. Zadłużenie państwa sięga 80 proc. PKB. Jest wprawdzie mniejsze niż Grecji lub Włoch, lecz jak na warunki Europy Środkowej zdecydowanie za wysokie.

Gdy forint, tak jak inne waluty Europy Środkowej, zaczął słabnąć, finanse publiczne Węgier, banki i gospodarstwa domowe stanęły w obliczu krachu. Pod koniec października 2008 r. Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielił Węgrom pomocy – kredytu w wysokości 20 mld euro (nie został w całości wykorzystany). Pomoc była jednak obwarowana warunkami. Rząd węgierski zobowiązał się do szybkiej naprawy budżetu i finansów publicznych. W kwietniu 2009 roku na czele rządu stanął bezpartyjny biznesmen Gordon Bajnai, który zgodnie z zaleceniami MFW podniósł podatki pośrednie i zaproponował restrykcyjny budżet na rok 2010.

W porozumieniu z MFW

Miesiąc przed wyborami – 4 marca 2010 – rząd Bajnaia wysłał do MFW list intencyjny, w którym przedstawia działania, które już podjął i które zamierza podjąć, by sprostać oczekiwaniom Funduszu, a także aktualną sytuację gospodarczą Węgier.

– Gospodarka Węgier odbija się od dna. W ubiegłym roku nastąpił spadek PKB o 6,3 proc., ale w roku 2010 spadek wyniesie już tylko 0,2 proc. Rośnie eksport i wydajność pracy.

– Inflacja wprawdzie na początku 2010 roku wzrosła – na skutek wprowadzenia wyższych podatków pośrednich (VAT, akcyza) – lecz w średnim okresie ma tendencję spadkową. W tym roku wyniesie 4,3 proc., a w przyszłym 2,5 proc.

– Nastąpiła wyraźna poprawa równowagi w wymianie międzynarodowej. Węgry zanotowały po raz pierwszy od 15 lat nadwyżkę w bilansie handlowym. W roku 2010 przewiduje się niewielki tylko deficyt na rachunku bieżącym bilansu płatniczego (ok. 0,4 proc. PKB).

– Rezerwy zagraniczne podwoiły się. Wzrosły z 17,4 mld euro we wrześniu 2008 do 32,5 mld euro w styczniu 2010 r. Rząd i banki nie mają kłopotów ze spłatą zagranicznych zobowiązań.

– W 2009 roku deficyt sektora general government wyniósł 3,9 proc. PKB, w roku 2010 może wynieść 3,8 proc. PKB, a w 2011 spadnie poniżej granicy 3 proc.

Informacje podane w liście intencyjnym są zapewne pozytywnie oceniane przez ekspertów MFW, lecz dla przeciętnego Węgra, który w wyborach oddał głos na Fidesz, oznaczają drastyczne zaciskanie pasa.

Jesteśmy suwerenni

Komentatorzy finansowi podkreślają, że zdobyta przez umiarkowaną prawicę konstytucyjna większość w parlamencie umożliwi wprowadzenie niepopularnych reform, ograniczających wydatki budżetu i porządkujących finanse samorządów. Z drugiej strony pojawiają się pytania, czy Fidesz, który podczas rządów w latach 1998-2002 niewiele zrobił dla naprawy finansów, tym razem zdecyduje się na reformy. Istnieją też uzasadnione obawy, że nowy premier Viktor Orbán rozluźni politykę fiskalną, którą wprowadził pod naciskiem MFW i Unii Europejskiej jego poprzednik Gordon Bajnai.

Orbán podkreśla konieczność prowadzenia przez Węgry polityki suwerennej, nawet jeśli nie spodoba się to międzynarodowym i europejskim instytucjom. Fidesz ma zresztą silną opozycję po prawej (to znaczy nacjonalistycznej) stronie. Nacjonalistyczny Jobbik, czyli Ruch na rzecz Lepszych Węgier, zajął w wyborach trzecie miejsce, nieznacznie ustępując rządzącym od ośmiu lat socjalistom. Aby nie dopuścić do dalszego przesuwania się wyborców w stronę nacjonalistów, Orbán przejmuje ich retorykę.

„Nie podlegamy ani MFW, ani Unii Europejskiej” – oświadczył zaraz po ogłoszeniu wyniku drugiej tury. „Skoro otrzymaliśmy od nich pomoc, powinniśmy renegocjować jej warunki i tak właśnie zrobimy. Nie podporządkujemy się dyktatowi, lecz wprowadzimy program gospodarczy, dzięki któremu będziemy traktowani przez międzynarodowe instytucje w sposób partnerski.”

Oskarża też poprzedników o prowadzenie krótkowzrocznej polityki gospodarczej i ukrywanie rzeczywistych problemów. Jednym ze sposobów obniżenia deficytu budżetowego było przesunięcie części środków z II do I filara emerytalnego. Nawiasem mówiąc, podobną operację proponował w Polsce minister finansów. Posunięcie takie poprawia bieżącą sytuację budżetu, ale w gruncie rzeczy odsuwa tylko problemy na później.

Zła jest sytuacja państwowych molochów: MAV (węgierskie koleje), BKV (transport miejski) i Malev (linie lotnicze). Prawdopodobnie rząd będzie zmuszony ratować te przedsiębiorstwa dotacjami budżetowymi, co pogorszy sytuację finansów publicznych. Fakt, że Trybunał Konstytucyjny zakwestionował niektóre pomysły rządu Bajnaia – między innymi wprowadzenie podatku od własności oraz opodatkowanie zasiłków – pokazuje, zdaniem Fideszu, nierealność programu „zaciskania pasa”.

Co zrobi Orbán?

„Mamy nadzieję, że w najbliższym czasie poznamy szczegóły programu Orbána” – skomentował wystąpienie nowego premiera analityk Standard & Poor’s.

Orbán na długo przed wyborami zapowiadał, że nie będzie kontynuował restrykcyjnego programu Bajnaia i zwiększy deficyt budżetowy, by pobudzić wzrost gospodarczy. Ogromna przewaga, jaką uzyskała jego partia w wyborach, umacnia jego pozycję negocjacyjną z MFW i Komisją Europejską. „Międzynarodowe instytucje finansowe prawdopodobnie zaakceptują wyższy deficyt budżetowy Węgier w latach 2010-2011, jeżeli rząd Orbána wprowadzi głębsze reformy strukturalne (nie sprowadzające się do mechanicznych cięć w wydatkach), które w dłuższym okresie obniżą poziom węgierskiego długu” – stwierdził w wypowiedzi dla mediów Eszter Gargyan, ekonomista banku Citigroup w Budapeszcie.

Czekając na reformy

Nie sposób jednak przewidzieć, czy Orbán  mocną pozycję, jaką uzyskał po wyborach, wykorzysta na rzecz reform, czy po to, by utrwalić swą władzę.

Jedną z pilnych spraw, jaką zapewne zajmie się nowy rząd, jest status samorządów – gmin i powiatów. Jednostek samorządowych jest za dużo i są za małe: 2908 gmin wiejskich, z których prawie 2/3 liczy sobie poniżej 1000 mieszkańców, 217 gmin miejskich, 22 z nich na prawach powiatu, 23 dystrykty plus miasto stołeczne Budapeszt. Rozdrobnione samorządy nieefektywnie gospodarują publicznymi pieniędzmi. Mają problemy z zarządzaniem służbą zdrowia i edukacją. Zdaniem komentatorów Fidesz będzie prowadził politykę centralistyczną. Zwiększy kontrolę nad gminami i zmniejszy ich liczbę.

Prawdopodobnie zmieni się status ministra finansów. Jego odpowiedzialność zostanie zredukowana do spraw budżetowych, natomiast polityką gospodarczą zajmie się nowe Ministerstwo Gospodarki.

Te zmiany mogą (choć nie muszą) poprawić zarządzanie publicznymi pieniędzmi. Ale Węgry potrzebują wielu innych reform. W opublikowanym w kwietniu dokumencie OECD „Economic Survey of Hungary 2010”, eksperci doradzają rządowi między innymi:

– obniżenie podatków i składek obciążających wynagrodzenia i złagodzenie progresji w podatkach dochodowych;

– wprowadzenie podatku majątkowego (od wartości nieruchomości), który byłby źródłem dochodów samorządów;

– zmniejszenie obecności państwa w gospodarce;

– pobudzenie konkurencji między bankami i poprawę nadzoru nad systemem bankowym;

– przeprowadzenie reformy oświaty, która pozwoliłaby na lepsze kształcenie, zwłaszcza młodzieży w wieku ponad 15 lat;

– utrzymywanie dyscypliny budżetowej.

Wkrótce przekonamy się, czy rząd Orbana skorzysta z rad ekspertów OECD.

Możemy wszystko

Na drugi scenariusz wskazuje wojna, jaką nowy rząd wydał prezesowi banku centralnego (MNB, czyli Magyar Nemzeti Bank), Andrásowi Simorowi, który mianowany został na swe stanowisko w marcu 2007 roku. W październiku 2008 roku MNB podniósł stopy procentowe do najwyższego poziomu w Europie – 11,5 proc., chcąc w ten sposób powstrzymać spadek wartości forinta. Wprawdzie szybko zaczął stopy ciąć – 27 kwietnia 2010 po raz kolejny zostały zredukowane i wynoszą obecnie 5,25 proc., lecz Orbán oskarża bank i personalnie Simora o to, że redukcje stóp były zbyt ostrożne, co przyczyniło się do głębokiej recesji. Pozycję Simora osłabia skandal, opisany przez media.

W maju ubiegłego roku Viktor Orbán powiedział w jednym z wywiadów, że „jest chory i zmęczony obecną sytuacją”. A następnie wyjaśnił, że jego zły nastrój wynika z informacji, że najwyżsi urzędnicy państwa, w tym szef banku centralnego i minister finansów, ukrywają swoje majątki w „rajach podatkowych”.

Dla większego efektu Orbán poprosił Angelę Merkel o pomoc w międzynarodowym śledztwie, dotyczącym tej sprawy. Oskażenia, dotyczące premiera Bajnaia i ministra finansów Pétera Oszkó, były słabo udowodnione, natomiast Simor przyznał, że posiada na Cyprze zarejestrowaną spółkę Trevisol Management Services Ltd. , która nie służy jednak ukrywaniu dochodów, lecz jest legalnym podmiotem, zarejestrowanym w kraju Unii Europejskiej. Napisał w tej sprawie list do Orbána, który został opublikowany w Magyar Nemzet. Cypryjska spółka jest teraz pretekstem do żądania dymisji szefa banku. Sprawa jest rzeczywiście dość kompromitująca, lecz komentatorzy finansowi są przekonani, że oskarżenia przeciw Simorowi są przygrywką do przejęcia MNB przez ludzi związanych z Fideszem.

Nie będzie to trudne. Konstytucyjna większość pozwala partii Orbána bez kłopotów zmieniać konstytucję, wszystkie ustawy i obsadzać dowolne stanowiska w państwie. Komentatorzy spodziewają się między innymi zmian w Trybunale Konstytucyjnym (Trybunał wetował niektóre pomysły poprzedników, ale Orban nie musi się tego obawiać), w Sądzie Najwyższym oraz w Narodowym Biurze Rachunkowym (Állami Számvevőszék), czyli węgierskim NIK-u. Fidesz będzie miał też swojego prezydenta, którego na Węgrzech wybiera parlament.

Przez 4 lata będzie sprawował władzę bez kontroli niezależnych instytucji.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły