Dobre nastroje uskrzydlają niemiecką gospodarkę

26.01.2010
W tak triumfalistycznym tonie najważniejszy niemiecki portal informacyjny spiegel.de doniósł 26 stycznia o najnowszej prognozie monachijskiego Instytutu Badań Gospodarczych Ifo. Wyrażający klimat gospodarczy Ifo-Index wzrósł w styczniu do 95,8 punktów (z 94,7 w grudniu). Wiele jednak oznak świadczy o tym, że Niemcy jeszcze długo będą zmagać się z konsekwencjami obecnego kryzysu.


Większość z 2500 ankietowanych przez ifo niemieckich firm ocenia bardziej optymistycznie niż wcześniej perspektywy swojej działalności w najbliższym półroczu. Szczególnie dużo obiecują sobie przedstawiciele branży wytwórczej oraz budownictwa (handel jest bardziej wstrzemięźliwy). Jednak czy rzeczywiście można już mówić o zwiastunach prawdziwego ocieplenia gospodarczego w Niemczech?

Ciągle jest wiele oznak świadczących o tym,  że Niemcy jeszcze długo będą się zmagać z konsekwencjami obecnego kryzysu. 86 mld euro – tyle wynosi tegoroczny deficyt budżetowy w Niemczech. Jest on rekordowy w całej ponad już 60-letniej historii Bundesrepubliki. Prawdopodobnie już drugi rok z rzędu Niemcy przekroczą zapisany w traktacie z Maastricht graniczny poziom deficytu finansów publicznych (3 proc. PKB). Według ekspertów Deutsche Bank Research deficyt wyniesie 5,25 proc., zaś łączne zadłużenie sektora publicznego w Niemczech w 2011 r. przekroczy 80 proc. PKB (traktat z Maastricht dopuszcza 60 proc.). Konserwatywno-liberalny rząd liczy, że poprzez obniżkę podatków uda się rozkręcić koniunkturę gospodarczą, a z czasem zmniejszyć zadłużenie państwa. Jednak nie tylko politycy opozycji uważają, że to ryzykowana strategia. Jeśli okaże się nieskuteczna, Niemców czekają radykalne cięcia wydatków publicznych.

W grudniu Instytut Badań Gospodarczych ifo przedstawił swoje prognozy na 2010 r. pod hasłem „niemiecka gospodarka będzie pozbawiona dynamiki”. Eksperci zapowiadali wzrost niemieckiego PKB o 1,7 proc. (wobec minus 5 proc. w 2009 r.) oraz zwiększenie liczby bezrobotnych o 180 tys., do 3,6 mln. Nieco lepiej oceniają to badacze Deutsche Bank Research. Według nich wzrost PKB w Niemczech wyniesie w 2010 r. ok. 2 proc., zaś stopa bezrobocia nie zmieni się.

Niezwykle obiecująco wyglądał komunikat federalnego ministerstwa gospodarki z 22 stycznia, które znacząco w górę skorygowało dane dla przemysłu. W listopadzie zagraniczne zamówienia zwiększyły się o 3,6 proc. w stosunku do października 2009 (prognozowano -1,0 proc.). A szczególne powody do zadowolenia mogły mieć firmy produkujące innowacyjne towary, które zanotowały wzrost zamówień o 4,7 proc. (wobec wstępnych danych -0,1 proc.). Dzięki temu z nadwyżką mogły zostać wyrównane październikowe spadki.

Równocześnie nie brakuje negatywnych sygnałów z gospodarki. W ubiegłym roku niemiecki przemysł samochodowy zanotował, dzięki rządowej premii za złomowanie starych aut, dwucyfrowe wzrosty sprzedaży (w 2009 r. zarejestrowano w RFN o 23 proc. więcej samochodów niż rok wcześniej). Na ten rok eksperci zapowiadają podobny wynik, ale ze znakiem ujemnym. Podczas gdy producenci w Niemczech straty na rodzimym rynku mogą sobie powetować zwiększonym eksportem, to już zakłady naprawcze będą miały poważne kłopoty, by utrzymać dotychczasowe obroty.

Jednym z czynników, które ułatwiały niemieckiej gospodarce wychodzenie z kryzysu, była niska inflacja (w 2009 r. wyniosła poniżej 1 proc.). Podobne wartości oczekiwane są w tym roku i następnym. Zdaniem wielu analityków Europejski Bank Centralny (EBC) będzie kontynuował politykę taniego pieniądza. „EBC nie będzie chciał zagrozić koniunkturze. W obliczu wysokiego bezrobocia i niskich oczekiwań inflacyjnych utrzyma stopy procentowe na niskim poziomie” – ocenia Günter Philipp z Pioneer Investments. Inflacji nie obawia się również prof. Kai Carstensen z instytutu ifo. „Dziś nie ma przesłanek do wzrostu inflacji. Tak długo, jak EBC może jako niezależna instytucja wypełniać swój mandat, nie widzę poważnego zagrożenia inflacją”  – mówi prof. Carstensen.

Znacznie większym zagrożeniem jest wzrost zadłużenia sektora publicznego, które już w 2008 r. wynosiło 66 proc. PKB, a po miesiącach walki z kryzysem jest znacząco wyższe. To oznacza, że już wkrótce niemiecki rząd i władze regionalne będą musiały zacząć oszczędzać i redukować długi. W 2011 r. deficyt budżetowy RFN ma zostać zmniejszony do ok. 4,5 proc. PKB. Od 2016 r. wartość zaciąganych przez władze federalne nowych kredytów nie może przekroczyć 0,35 proc. PKB. Zaś od 2020 r. landy nie będą mogły zaciągać żadnych nowych pożyczek.

„Zbyt wczesne rozpoczęcie konsolidacji finansów publicznych nie jest dobre, ponieważ światowa koniunktura jest nadal labilna. Dziś poszczególne kraje strefy euro znacząco się od siebie odróżniają (jedne nadal znajdują się w recesji, a inne są już na drodze rozwoju). Jednak w średnim terminie żaden kraj nie uniknie tego procesu, który będzie wymagał znaczących wysiłków” – ocenia prof. Carstensen. Według Güntera Philippa najłatwiej poradzą sobie z tym Niemcy i Francja, które mają „zdrowsze finanse państwowe”, a także wyróżniają się niskim zadłużeniem gospodarstw domowych i wysoką zdolnością konkurencyjną gospodarki.

Zdaniem obydwu ekspertów na tle kłopotów gospodarczych Grecji i Portugalii trudności w Niemczech nie są niczym nadzwyczajnym. Czy problemy obu tych państw, w tym nadmierne deficyty (8,5 proc. w przypadku Portugalii i 13 proc. w Grecji), mogą być zagrożeniem dla niemieckiej gospodarki i całej strefy euro? W opinii Philipa nie, ponieważ „od 2011 r. te kraje również muszą redukować długi państwowe”. Prof. Carstensen na razie wyklucza możliwość finansowego wsparcia przez Niemcy państw nadmiernie zadłużonych, choć te mogłyby zepsuć poprawiający się klimat gospodarczy w Europie.


Tagi


Artykuły powiązane

test