Droga ropa zachęca do rewolucji energetycznej

23.03.2011
Rok 2011 ma być rokiem transformacji, jak prognozuje tygodnik ekonomiczny "Barron's". Jednak analitycy nie przewidywali, iż może dojść do zmian takich jak wynalazek silnika Diesla czy prasy drukarskiej. Jednak proces uniezależnienia od ropy może mieć podobne znaczenie jak tamte wynalazki. Jest już on koniecznością, a nie możliwością - mówi część ekonomistów.

Elektrownia słoneczna fot. Brightsource Energy


Naloty i ostrzały Libii przez wojska koalicji nie uspokoiły inwestorów. Istnieje obawa, że dostawy ropy z Libii zupełnie zostaną wstrzymane. Według anonimowego źródła administracji prezydenta Obamy cytowanego przez Bloomberg TV celem rozpoczętej operacji przeciwko reżimowi libijskimi ma być także „monitoring najbardziej efektywnych pól naftowych w północnej Afryce, by móc reagować na trudną sytuację”.

Renomowany ośrodek ekonomistów Capital Economics w najnowszym raporcie opublikowanym w poniedziałek 21 marca ostrzega: „Przedłużający się kryzys w Libii może doprowadzić do wzrostu cen powyżej 140 dol. za baryłkę – poziomu cen notowanego w 2008 r.”. Wzrost cen ropy jest już tak dotkliwy, iż wpływa negatywnie na gospodarki krajów, które posiadają jej własne zasoby jak Brazylia czy Kanada. Na rynkach azjatyckich za baryłkę ropy płacono 103 dol. Cena ropy w transakcjach futures wzrosła też o 2,3 proc.. Cena baryłki ropy w elektronicznym handlu na New York Mercantile Exchange wynosi 103,35 dol. A za baryłkę Brent crude w Londynie trzeba zapłacić 116,22 dol.

– Inwestorzy nie mogli zareagować inaczej – twierdzi ekonomista, wieloletni doradca przedsiębiorstw naftowych prof. Norman Bailey. – Operacja wojskowa oznacza przedłużający się stan niepewności, w tych warunkach zauważalna będzie dalsza tendencja wzrostu – tłumaczy. Zapytany czy inwestorzy już wcześniej w swoich kalkulacjach nie uwzględniali chaosu w Libii, nie przeczy. Dodaje jednak, że trzeba rozróżnić chaos, który powoduje zaburzenia w dostawach, od renegocjacji kontraktów przez producenta, którym jest rząd Libii. – Szef Narodowej Korporacji Naftowej Shukri Ghanem oświadczył, że Libia chce zmienić partnerów handlowych – z europejskich na chińskich i hinduskich. Jeśli te zapowiedzi staną się decyzjami, należy spodziewać się, iż cena ropy wzrośnie nawet o 10 proc.

Aż tak duzy wzrost jest tym bardziej realny, że po wybuchu rewolucji dzienna produkcja ropy przez libijski przemysł naftowy zmniejszyła się o 500 tys. baryłek dziennie. Przed kryzysem Libia dostarczała rynkom 1,58 mln baryłek ropy dziennie. Istnieje niebezpieczeństwo, iż produkcja zostanie wstrzymana.

A ceny ropy są jednym z najważniejszych czynników decydujących o rozwoju gospodarki globalnej. To w jakim stopniu wzrost cen osłabi daną gospodarkę, zależy od jej uzależnienia od importu oraz zdolności konsumentów do ograniczenia zużycia paliwa i zastąpienia go innym źródłem energii. Istnieje jeszcze jedna zależność. – Im wyższy wzrost cen paliw, tym dłużej utrzymuje się podwyżka – tłumaczy dr Jerry Taylor, analityk CATO Institute.

Gdy ceny ropy są wysokie raczej żaden gracz gospodarki światowej nie odnosi dużych korzyści. To prawda, że dochód narodowy państw-eksporterów netto ropy wzrasta. – Ale wzrost ten jest korygowany przez spadek eksportu w innych gałęziach gospodarki spowodowany właśnie wysokimi cenami ropy – mówi dr Taylor. I dodaje: – Spadają dochody z podatków, deficyt budżetowy rośnie ze względu na rządowe wydatki, które wzrastają bo stopy procentowe idą do góry. Wzrost cen ropy powoduje też destabilizację wymiany handlowej pomiędzy państwami.

– Nadal nie wiemy jakie będą skutki wzrostu cen ropy w dłuższej perspektywie – mówi prof. Federico Steinberg, główny ekonomista Real Instituto Elcano i wykładowca Columbia University. – Musimy czekać na efekty wzrostu kosztów produkcji, które będą odzwierciedlane w cenach detalicznych towarów – wyjaśnia prof. Steiberg. Gdyby te ostatnie ceny znacząco wzrosły, pracownicy będą domagać się podwyżek płac, co zwiększa zagrożenie wzrostu inflacji – dodaje.

Wzrost cen ropy to bardzo zła wiadomość dla powoli wychodzącej z kryzysu Europy. Niemal cały region jest uzależniony od importu ropy. Mimo, że według danych Eurostatu pomiędzy 1973 a 2006 rokiem Europa zmniejszyła zapotrzebowanie na ten surowiec o 14 proc, UE musi importować aż 56 proc. konsumowanej ropy. I płaci za to odpowiednik 1 proc. PKB.

Istnieje kolejne niebezpieczeństwo. Wyższe ceny ropy mogą oznaczać dalszy wzrost stóp procentowych. Choć 3 marca prezydent Europejskiego Banku Centralnego Jean Claude Trichet poinformował, iż stopy w strefie euro pozostają na poziomie ustalonym w maju 2009 r.  zastrzegł jednak, że w kwietniu ta decyzja może ulec zmianie. I dodał, że obawia się inflacji ze względu na rosnące ceny ropy. Zapewnił, że EBC jest „przygotowany do działania”, by inflacja nie przekroczyła progu 2 proc.

Jak poinformował w marcu Eurostat indeks cen konsumenckich (CPI) w Unii przyspieszył z 2,3 w styczniu do 2,4 proc. rocznie w lutym. Główną przyczyną wzrostu były ceny energii.

– Gospodarki będą miały problem z adaptacją, jeśli inflacja wzrośnie zbyt szybko – mówi prof. Bailey. – Kryzys lat 70 nauczył nas, że zwiększone oczekiwania inflacyjne są niebezpieczne i banki centralne nie pozwolą by do tego doszło – dodaje. Zwraca też uwagę, że Europejski Bank Centralny utrzymuje większą dyscyplinę polityki stóp procentowych niż Federalna Rezerwa. – Fed nie dostrzega w inflacji najpoważniejszego zagrożenia, a to jest niebezpieczeństwo – uważa.

Niebezpieczna mogłaby być też aprecjacja euro w stosunku do innych walut wskutek wzrostu stóp procentowych. Prof. Steinberg uważa, że do takiej sytuacji nie dojdzie. – Szybkość wychodzenia niemieckiej gospodarki, która jest obecnie kołem zamachowym Unii, zależy od eksportu, przede wszystkim do Chin – przypomina.

Także w Azji wzrost cen spowoduje spowolnienie wzrostu. Jak oceniają analitycy Capital Economics: o co najmniej 1 pkt proc. Zmiany będą widoczne dopiero rok od wzrostu cen ropy. Niektóre kraje azjatyckie, niemal całkowicie uzależnione od importu ropy, takie jak Filipiny, czy Indie, poniosą większe straty – odpowiednio 1,6 i 1,4 proc. PKB. Produkt krajowy Chin obniży się o ok. 0,8 proc.

W najmniejszym stopniu podwyżki cen ropy wpłyną na gospodarki Ameryki Łacińskiej. Ale tylko w krótkim okresie: może 6 miesięcy – mówi dr Taylor. – Wzrost cen towarów konsumenckich także tam stanie się problemem, co wpłynie na wzrost kosztów wszystkich gospodarstw domowych i odbije się na kondycji całej gospodarki – wyjaśnia.

Cała ta apokalipsa może jednak stać się science fiction, jeśli gospodarka zacznie uniezależniać się od ropy. Być może przyczynią się do tego technologie wytworzone także na Bliskim Wschodzie, np. w Izraelu?

We wrześniu 2011 r. Nissan i Renault zapowiadają wprowadzenie na rynek aut napędzanych energią elektryczną. A w tym samym czasie Izraelska firma Better Place planuje otwarcie infrastruktury 100 stacji do ich ładowania rozmieszczonych w całym kraju. Baterię samochodu można będzie doładować wkładając wtyczkę z boku auta. A w wypadku dłuższej podróży można ją wymienić na naładowaną w punkcie na autostradzie. Samochód może przejechać na jednej baterii do 160 km. – Izrael podjął się rozwiązania problemu uzależnienia gospodarki światowej od ropy – powiedział szef firmy Better Place Shai Agassi. Rząd Benjamina Natanyahu zapowiedział w lutym 2011 r. dalszą obniżkę podatku na auta z napędem elektrycznym. Izraelskim projektem zainteresowanych jest 15 krajów.

Podobne zainteresowanie wzbudza projekt Aora, czyli nowoczesnej elektrowni przetwarzającej energię słoneczną na elektryczną. Zaprojektowana przez firmę Haim-Dotan wieża o wys. 30 m otoczona płaskimi lustrami na powierzchni 2 tys. m2 jest sercem wielomodułowej elektrowni nieopodal Eliatu. Lustra nazywane heliostatami skupiają promienie słoneczne na kuli, która znajduje się na szczycie wieży, aby generować parę, która porusza turbiny produkujące elektryczność. Jeden moduł elektrowni wytwarza 100 kW energii elektrycznej i 170 kW energii cieplnej.
Na pustyni Negev izraelska firma wspólnie z niemieckim Siemensem i chińskim Suntech buduje pierwszą na świecie komercyjną infrastrukturę do przetwarzania energii słonecznej na elektryczną i cieplną.

Wiele wskazuje na to, że tego typu przedsięwzięcia będą coraz częściej realizowane. Jest nimi zainteresowany kapitał inwestycyjny. Przykładem jest także izraelska firma Brightsource Energy, która oferuje elektrownie zasilane słońcem. W raporcie 16 marca zarząd firmy poinformował o powiększeniu kapitału o 122,5 mln dol. Właścicielami akcji przedsiębiorstwa, którego wartość oceniana jest na 800 mln dol. są m.in. fundusz inwestycyjny rosyjskiego rządu, Google Inc, BP Alternative Energy, Chevron Technology Ventures, Alstom i StateOilHydro Venture.

Zdaniem pytanych przez „Obserwatora Finansowego” ekonomistów tendencja wzrostowa cen ropy może być szansą dla zachodnich gospodarek. – Być może już czas byśmy wymyślili nową maszynę parową w dziedzinie wytwarzania energii – zastanawia się prof. Bailey. – Dyskusje trwają od lat 70 – wiele projektów gotowych jest już do wdrożenia poza elektryfikacją samochodu, ale potrzebna jest determinacja i kapitał – tłumaczy prof. Steinberg.

Z powodu niepewnej sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie i zaburzeń dostaw wysokie ceny ropy utrzymają się co najmniej do stycznia 2012 r. Będzie to impuls do upowszechnienia energooszczędnych produktów. Droga ropa zmieni politykę Unii, a także USA dotyczącą subsydiowania energii ze źródeł odnawialnych, przyspieszy implementację technologii paliw alternatywnych w przemyśle co doprowadzi do znacznego uniezależnienia od ropy. „Arabska wiosna” jak rebelianci nazywają rewolucje na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce może okazać się zwiastunem nowego okresu dla gospodarek zachodnich mimo wyzwań, jakie stwarzają wysokie ceny ropy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test