• Joanna Berendt, TP

Francja o krok od krachu systemu socjalnego

06.04.2010
Same złe wieści dla Francji. Deficyt wzrósł do 7,5 proc. PKB w 2009 r. A dług sektora publicznego w 2009 r. - do 77,6 proc. Natychmiastowej reformy wymaga system emerytalny, ale prezydent Sarkozy najprawdopodobniej nie będzie w stanie jej przeprowadzić. Po przegranych wyborach regionalnych grozi mu syndrom lame duck. Kulejącą kaczką nazywają Amerykanie prezydenta, gdy ten traci poparcie polityczne, a tym samym zdolność wprowadzania znaczących zmian.

Copyright by PAP/EPA/


Zapowiedziana trzy lata temu reforma Sarkozy`ego była – jak pisał „Financial Times” – aktem odwagi i próbą siły. W obliczu nadchodzącego kryzysu finansowego, w lipcu 2007 r., Sarkozy doszedł do wniosku, że kosztowny system emerytalny może zrujnować gospodarkę na długie lata. To właśnie wtedy upadał pierwszy bank brytyjski Northern Rock, a przywódcy europejscy na czele z premierem Italii Silvio Berlusconim obwiniali za to USA.

Sarkozy patrzył dalej. 4 kwietnia 2008 r. ogłosił, że jego rząd planuje do 2011 r. zaoszczędzić 7 mld euro; wyraził też nadzieję, że do 2012 r. Francja w ogóle pozbędzie się deficytu budżetowego. Zamierzał to osiągnąć, odbierając przywilej przechodzenia na emeryturę w wieku 50 lat pracownikom sektora energetycznego, kolei, kontrolerom lotów i leśnikom.

Plan Sarkozy`ego skrytykowały związki zawodowe – przypommiały, że te przywileje zostały przyznane jeszcze w latach 30.  i prezydent Francji nie może występować przeciwko tradycji. Ale Sarkozy nie ustępował – wykazał, że  500 tys. pracujacych finansuje 1,1 mln osób, które przeszły na wczesne emerytury. I zapowiedział, że pod koniec 2008 r. przedstawi pełny plan reform. W tym czasie prowadził intensywne rozmowy ze związkami zawodowymi. Były skuteczne – lewicujący „Le Monde” na początku 2009 r. obwieścił, że liderzy związków zawodowych pracowników energii i kolei zdradzili swoich członków, zawierając potajemny plan z prezydentem. Według „Le Monde” Sarkozy miał obiecać związkom ochronę rodzimego rynku, a przywódcy mieli zgodzić się na stopniową reformę systemu emerytalnego.

Duża rolę w uzyskaniu porozumienia ze związkami miały odegrać struktury jego partii na południu Francji, gdzie mieszka najwięcej pracowników sektora energetycznego i kolei. Sarkozy był bliski sukcesu. Do połowy marca 2010.  Wtedy to utracił poparcie w regionach niezbędne dla przeprowadzenia reformy emerytalnej. I w ten sposób klęską zakończyła się czwarta od 1993 r. próba zreformowania systemu emerytalnego we Francji.

Żarłoczny system

Francuski system emerytalny, bardziej niż jakikolwiek inny w Europie, wymaga zmian.  Jest redystrybutywny i repartycyjny, czyli opiera się na tzw. solidarności pokoleń. Oznacza to, że emerytury wypłacane są głównie ze składek odprowadzanych przez obecnych pracodawców i ich pracowników. W 2009 r. na jednego emeryta  przypadało 1,8 pracownika. Ale jak powiedział w styczniu tego roku na forum senatu minister pracy Xavier Darcos, rząd francuski dysponuje prognozą, że wskutek niżu demograficznego w 2050 r. liczba pracujących spadnie do 1,2. Minister Darcos dodał, że już teraz nie starcza pieniędzy na jedną z dziesięciu emerytur. A w 2050 r. ten deficyt  wzrośnie o 20 proc.

Rząd przeznacza na dopłaty do emerytur rocznie 12,4 proc. PKB, a wg danych OECD średnia w strefie euro wynosi 11,1 proc. W kolejnych 40 latach – według prognozy rządu francuskiego – wydatki na fundusz wzrosną czterokrotnie, z obecnych 25 mld euro do 100 mld euro. W 2009 r. w budżecie brakowało blisko 11 mld euro na pokrycie wydatków tego systemu.

Straty w funduszu powoduje nielogiczny system składkowy. Pracownicy sektorów uprzywilejowanych, czyli uprawnionych do wczesnej emerytury, płacą 3 proc. składki emerytalnej od podstawy wynagrodzenia. Resztę wpłaca za nich budżet państwa. To właśnie oni stanowią 25 proc. siły roboczej. Pozostali wpłacają 11 proc. składek i przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat.

Jak zmienić system?

Niektórzy ekonomiści francuscy proponują zupełną zmianę obecnego systemu na kapitałowy lub kapitałowo-redystrybutywny. W pierwszym systemie składki pracownicze trafiają na oprocentowane rachunki bankowe. Tym samym stają się realnym kapitałem, który ma pracować na przyszłą emeryturę pracownika. System jest prosty i dla wszystkich zrozumiały. Ale wprowadzenie go nie jest proste.

Problemem jest utrzymanie obecnych emerytów i problemem jest szalejące bezrobocie. Wynosi ono 10,2 proc. i wciąż rośnie. – System emerytalny to nie rosyjska ruletka, a wysokość przyszłego świadczenia nie może zależeć od tego, czy ktoś ma więcej czy mniej szczęścia w momencie przechodzenia na emeryturę – wyjaśnia Monika Queisser, przewodnicząca Komitetu ds. Polityki Społecznej OECD.

Dlatego prof. Gilles Saint-Paul z Uniwersytetu w Toulouse uważa, że potrzebny jest system mieszany, czyli redystrybutywno-kapitałowy. –  Na takiej zmianie straciłoby obecne pokolenie emerytów – wyjaśnia. O spadku stopy urodzeń i uzależnieniu systemu od składek, które płacą obecni pracownicy, mówi prof. Mark Vail. Według niego rozwiązaniem byłoby wydłużenie zarówno wieku emerytalnego, jak i długości okresu wpłacania składek oraz podwyższenie wysokości tych składek.

Francuzi nie chcą zmian

Jednak Francuzi zdecydowanie sprzeciwiają się wszelkim projektom, które mogą stanowić zamach na pakiet ich przywilejów socjalnych. Według sondażu Ifop, przeprowadzonego na zlecenie Dimanche Ouest-France, aż 59 proc.  społeczeństwa nie zgadza się na jakiekolwiek podniesienie wieku emerytalnego.

Argumentem, który mogą wysunąć związki zawodowe, aby przekonać polityków do swoich racji, są strajki. W listopadzie 2007 r., kiedy Sarkozy pierwszy raz przedstawił projekt reformy, na ulice wyszli pracownicy sądownictwa, sektorów transportu publicznego i energetycznego oraz studenci. Prezydent uległ presji i w systemie ubezpieczeń społecznych nic nie zmienił.

Rząd będzie się dalej starał zawczasu obłaskawić związkowych bonzów, ale wątpliwe, by Sarkozy przy najniższym jak do tej pory poparciu społecznym (które spadło z 40 proc. w lutym do 36 proc. w marcu) miał siłę na dwa lata przed kolejnymi wyborami prezydenckimi przeforsować niepopularne rozwiązania. Najprawdopodobniej skończy się na kosmetycznych poprawkach, które w żaden sposób nie poprawią sytuacji. – Przejdzie nic niezmieniający projekt ustawy, który potem trzeba będzie uzupełniać podwyższaniem podatków – mówi prof. Gilles Saint-Paul. Sarkozy podwyższy podatek  SG od zysków kapitałowych osób fizycznych.  Według Saint-Paula może wzrosnać z obecnych 11 proc. nawet do 17-20 proc. w ciągu 10 lat. Ale to znacząco nie pomoże ani Francji, ani Sarkozy`emu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test