• Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich

Musimy budować system skłonności do oszczędzania

26.11.2009

Komisja Nadzoru Finansowego przygotowuje rekomendację, która ma ograniczyć udzielanie kredytów konsumpcyjnych. Ma wejść w życie na początku 2010 r. Przeciwny rekomendacji jest sektor finansowy. – Zapisy bardzo skomplikują działalność kredytową, sprzedaż niektórych kredytów może spaść nawet o 40–80 proc. – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.


Komisja Nadzoru Finansowego na początku 2010 r. chce wprowadzić rekomendację „T”, która ma ograniczyć udzielanie kredytów konsumpcyjnych. Natomiast Związek Banków Polskich protestuje przeciwko tym regulacjom. Dlaczego?

Kryzys ujawnił, że rynek finansowy wymaga nowych regulacji. Związek Banków Polskich (ZBP) nie jest im przeciwny. Chodzi nam jedynie o to, by faktycznie lepiej zabezpieczały one depozyty klientów i zwiększały bezpieczeństwo sektora bankowego. Natomiast nie mogą być to jedynie regulacje, które mnożą procedury i zwiększają koszty ponoszone przez instytucje finansowe.

Nasze negocjacje z Urzędem Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) w sprawie rekomendacji „T” trwają już blisko rok i układają się w sposób dość trudny. Do przedłożonego nam rok temu projektu banki zgłosiły kilkadziesiąt stron różnych uwag i próśb o wyjaśnienie. Przedstawiliśmy je UKNF. Dopiero po siedmiu miesiącach otrzymaliśmy odpowiedź i to tylko na część pytań. Wcześniej opinia publiczna i banki były informowane, że rekomendacja zostać wprowadzona na początku nowego roku.

No właśnie, za nieco ponad miesiąc ma zostać wprowadzona rekomendacja, a banki jeszcze nie wiedzą, jakie nowe regulacje będą je obowiązywały.

Bo w październiku przedstawiliśmy UKNF kolejne uwagi i propozycje zmian. Nadal bowiem są w niej zapisy, które mogą m.in. bardzo skomplikować działalność kredytową – sprzedaż niektórych kredytów mogłaby spaść nawet o 40–80 proc. Banki stałyby się też niekonkurencyjne w porównaniu z instytucjami finansowymi niepodlegającymi KNF, a więc nieobjętymi rekomendacją – np. SKOK-ami czy firmami pożyczkowymi, oraz instytucjami działającymi transgranicznie

Jakie to zapisy?

Dotyczące np. sposobu definiowania gospodarstwa domowego. UKNF chce, by banki licząc zdolność kredytową klienta, brały pod uwagę koszty ponoszone przez wszystkie osoby mieszkające w danym mieszkaniu lub domu, nawet te, które nigdy nie korzystały z żadnych usług finansowych. Banki musiałyby uzyskiwać informacje o osobach, które nigdy nie korzystały z oferty instytucji finansowych, a więc ich dane nie figurują w Biurze Informacji Kredytowej (BIK). Ta definicja gospodarstwa domowego jest, naszym zdaniem, zbyt szeroka. Wnosiliśmy o jej ograniczenie i wiele na to wskazuje, że KNF przychyli się do tego wniosku.

W projekcie rekomendacji „T” był także sztywny limit określający, że po uwzględnieniu wszystkich kredytów i zobowiązań finansowych rodzinie musi zostać na przeżycie przynajmniej połowa dochodów. My uważamy, że nie można jedną miarą mierzyć wszystkich rodzin. Dla jednych połowa dochodów to zbyt mało, by wystarczyło na przeżycie miesiąca, innym kredyty mogą pochłaniać 70 proc. zarobków i nadal pozostaje im masa pieniędzy. ZBP opowiada się więc za uelastycznieniem tego limitu. Uważamy także, że banki nie powinny brać pod uwagę przy ocenie zdolności finansowej innych zobowiązań niż kredytowe. Są one trudne do policzenia, a w dodatku charakteryzują się zbyt dużą zmiennością – np. rachunki telefoniczne. Prosimy, by KNF w ostateczności doprecyzowała, jakie inne zobowiązania finansowe banki będą musiały uwzględniać.

Uważamy również, że banki powinny mieć kilka miesięcy na wprowadzenie regulacji, bo muszą przeszkolić pracowników, wprowadzić zmiany w systemach informatycznych czy poinformować klientów.

Reasumując, nie jesteśmy przeciwni regulacji. Opowiadamy się tylko za tym, by była dobrze przygotowana. Sądzę, że po tygodniach gorących debat, uda się wypracować dobrą regulację.

Wojciech Kwaśniak, były szef nadzoru bankowego, a obecny doradca prezesa NBP, twierdzi, że regulacji nie wolno nigdy wprowadzać w czasie kryzysu.

Dlatego opowiadamy się za tym, by czas na wdrożenie przepisów wynosił przynajmniej 12 miesięcy od wejścia rekomendacji w życie.

Więcej –  regulacja „T” idzie w kierunku ochrony interesów klientów, a nie banków, co Kwaśniak podkreśla. A nadzór powinien skupiać się na interesach instytucji finansowych. I to jest argument  za ponownym wcieleniem nadzoru do NBP.

Nie należy przeciwstawiać interesów klientów i przedsiębiorstw bankowych. Banki to szczególne firmy – są bowiem instytucjami zaufania publicznego.

Jednak koncentrowanie się nadzoru na sprawach, którymi zajmują się inne instytucje, jest rozwiązaniem błędnym.

ZBP od początku był przeciwny gwałtownemu oddzieleniu nadzoru od NBP. Rzuca się w oczy potrzeba jego bliższej współpracy z nadzorem monetarnym. W wielu krajach zresztą dostrzeżono zagrożenia wynikające z rozdzielenia tych rodzajów działalności. Pewną protezą jest utworzenie w Polsce Komitetu Stabilności Finansowej zapewniającego współpracę pomiędzy KNF, NBP i Ministerstwem Finansów. Ale komitet nie dysponuje uprawnieniami do podejmowania działań. Dlatego w czerwcu 2008 r. przedstawiliśmy resortowi finansów nasz projekt modyfikacji istniejącego systemu nadzorczego. Czekamy na zaproszenie do rozmów.

Jakie zmiany w nadzorze zaproponował ZBP?

Zaproponowaliśmy wyodrębnienie w ramach nadzoru trzech pionów – bankowego, ubezpieczeniowego i nad rynkiem kapitałowym. Jest to więc koncepcja podobna do dyskutowanej obecnie w Unii Europejskiej. Chcemy także, by we władzach KNF zasiadali m.in. przedstawiciele Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, co umożliwi lepszą współpracę pomiędzy nadzorem a instytucją gwarantującą ochronę depozytów. Wnosimy także o to, aby przywrócono prawo prezentowania w KNF opinii organizacji branżowych firm nadzorowanych – myślę tu o ZBP czy o Związku Przedsiębiorstw Leasingowych. Te organizacje powinny mieć możliwość przedstawiania nadzorowi swoich analiz i opinii. Obecnie w toku prac nad rekomendacjami często pojawiają się rozbieżności pomiędzy inspektorami a organizacjami branżowymi. Stworzenie takiej możliwości pozwoli samej komisji na szybsze tworzenie lepszych regulacji.

Kiedy ZBP zostanie zaproszony do rozmów z resortem finansów na temat tego projektu?

Spodziewam się, że w ramach tworzenia nowego europejskiego ładu będzie sposobność, by również w Polsce dokonywać korekt w systemie nadzoru nad rynkiem finansowym. Tym bardziej, że pewne zmiany narzucą nam i tak dyrektywy europejskie. Wówczas będzie dobry moment, by całość reform przeprowadzić w jednym czasie.

Słusznie zauważa Pan Kwaśniak, że z takimi głębszymi działaniami należy zaczekać do końca kryzysu, no może do większej stabilizacji, ale pewne korekty są możliwe wcześniej.

Zresztą nie wypełniliśmy jeszcze wszystkich zobowiązań wynikających z unijnej dyrektywy PSD o systemie płatniczym. A zmusza nas ona np. do objęcia nadzorem instytucji finansowych będących poza nim – np. SKOK-ów, firm pożyczkowych czy okienek kasowych przyjmujących drobne płatności klientów. Na razie w Sejmie mamy tylko ustawę regulującą działalność SKOK-ów.

Jakie jeszcze warunki powinny zostać spełnione, by polski sektor finansowy lepiej działał?

Z punktu widzenia interesów całej gospodarki na pewno należy zastanowić się nad budową systemu skłonności do oszczędzania.

Istnieje coś takiego, jak budowa skłonności do oszczędzania?

Tak, ja myślę o spójnym, stabilnym systemie zachęt, które przekonają Polaków do oszczędzania w różnych formach na cele emerytalne, oświatowe, zdrowotne oraz mieszkaniowe.

Zachęt fiskalnych?

To musi być umowa społeczna, którą powinien zaproponować rząd. Podstawowym instrumentem zachęcającym do gromadzenia pieniędzy, który jest powszechnie stosowany w krajach europejskich, są ulgi fiskalne – np. możliwość dokonywania odpisów od podatku części kwot składanych na lokatach. W naszym przypadku mogłoby to być także zwolnienie z tzw. podatku Belki osób, które decydują się na wieloletnie oszczędzanie.

Ale takie przywileje oznaczają mniejsze wpływy z podatków. To dla rządu żaden interes.

Niekoniecznie, to kwestia wyliczeń. Jeśli teraz Polak dzięki ulgom zacznie oszczędzać, to za 10 lat pośle dziecko do częściowo płatnej prywatnej szkoły, za 20 kupi mieszkanie, za 30 sam zapłaci za część swojego leczenia, a za 40 będzie miał za co żyć na emeryturze. Państwo dając małą ulgę teraz, w przyszłości dużo zaoszczędzi. Polacy przestaną liczyć na beneficja rządowe, bo będą mieli własne zasoby. Wprowadzenie takiego programu będzie świadczyć o długofalowej polityce prorodzinnej, ale także probudżetowej rządu. Jest też korzystne dla instytucji finansowych, które, mając zapewniony przypływ oszczędności na lokatach, nie będą musiały zbyt dużo kapitału na kredyty pożyczać za granicą.

I jak znam ZBP, to już ma gotowy projekt. Wystąpiliście z nim do Ministerstwa Finansów?

Cały czas rozmawiamy o tych propozycjach. Zdajemy sobie sprawę z tego, że budowa skłonności do oszczędzania wymaga rozwiązań systemowych, zaangażowania całego rządu, banku centralnego, konsultantów społecznych. Wszyscy muszą zasiąść do stołu i wspólnie wypracować długofalową politykę.

Kiedy będzie na to właściwy moment?

Sama Pani powiedziała, że kryzys to nie jest dobry czas na wprowadzanie głębokich zmian. Ale jest właściwym czasem na spojrzenie prawdzie w oczy, podjęcie rozmów z obywatelami o kwestiach zasadniczych dla naszej wspólnej przyszłości.

rozmawiała B.T.

Czytaj więcej: Wojciech Kwaśniak: Banki brzydko się bawiły

Bohdan Wyżnikiewicz: Bankier może spać spokojnie

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test