A jednak się szyje!

Pogłoski o śmierci przemysłu odzieżowego w Polsce były zdecydowanie przedwczesne. Branża przeszła metamorfozę, zmieniła charakter, ale wciąż istnieje. Najlepsze zakłady pełne są nowoczesnych maszyn, nie narzekają na brak klientów. To, czego im brakuje, to pracownicy. Wykwalifikowana kadra to rarytas.
A jednak się szyje!

Polska nie będzie już szwalnią Europy. Może być jej krawieckim atelier. (CC By NC SA 1yen)

Branża odzieżowa w Polsce. Nasuwają się dwa skojarzenia. Pierwsze to jej upadek w latach 90. XX w. Symbolem tego procesu było bankructwo wielu znanych szwalni łódzkich, które w czasach PRL zatrudniały po kilka tysięcy robotników na każdej zmianie. Drugie, już współczesne skojarzenie, to masowy napływ tanich ubrań z Chin dla międzynarodowych sieci handlowych.

– To wszystko prawda. Ale charakteru obecnego stanu przemysłu odzieżowego w Polsce nie oddaje – mówi Wojciech Słaby, prezes Polskiego Związku Pracodawców Mody Lewiatan (PZPM Lewiatan), prezes firmy Altex- Consulting.

Dzieli branżę odzieżową na dwa sektory.

– Pierwszy segment to firmy szyjące pod własną marką oraz odzież korporacyjną (np. ubrania służbowe pracowników sieciowych kawiarni, hoteli itp.). Stanowią około 30 proc. zakładów. Firmy z drugiego segmentu wykonują tzw. przerób uszlachetniający, czyli szyją na eksport na zlecenie firm zachodnich, a częściowo także dla tego pierwszego segmentu – wyjaśnia Wojciech Słaby.

Mimo kryzysu branża funkcjonuje jednak stosunkowo dobrze. Większość nowoczesnych zakładów, zarówno dużych, jak i manufaktur, ma stałe grono klientów, którymi są m.in.: renomowane międzynarodowe firmy modowe, znane krajowe marki, polscy projektanci, służby mundurowe itp.

Polska od czasów ustroju komunistycznego szyła na zlecenie marek modowych, w tym także sławnych domów mody. W zakładach pozostała umiejętność pracy na drogich, szlachetnych tkaninach, poszerzana systematycznie o szycie z  materiałów powstających w oparciu o wysokie technologie. Fabryki mają sprawne działy logistyczne, które w znaczący sposób skracają drogę ubrań od projektanta do konsumenta. A to jest podstawą sukcesu w firmie modowej. Do tego polskie usługi  wciąż są tańsze od zamawianych w fabrykach francuskich lub włoskich.

Sukces taki jest możliwy pod jednym warunkiem: fabryki muszą się rozwijać i inwestować. Prestiżowi klienci zanim podpiszą kontrakt chcą poznać park maszynowy oraz umiejętności ludzi, którzy będą realizowali ich zamówienie. Nowoczesne urządzenia to niemały wydatek. Automat do wszywania kieszeni, zastępujący 5 szwaczek, kosztuje około 40 tys. euro. Gwarantuje 800 wszytych kieszeni dziennie i dobrą jakość ich wykonania. Automat do cieniowania klap marynarki, czyli takiego cięcia tkaniny, aby po zszyciu ich brzegi był cienkie, to wydatek rzędu kilkunastu tysięcy euro. Jednak bez niego łączenia tkanin na klapach marynarki będą grube, czyli będą wyglądały tanio. Tego nie zaakceptuje klient płacący wysoką cenę w butiku znanej marki. Kosztowne są maszyny do szycia ubrań z dżinsu oraz podobnych tkanin np. automat do naszywania kieszeni kosztuje około 60 tys. euro.

Jeśli firma ma zamówienia wydatki szybko się zwracają. Automat do cieniowania klap potrafi zarobić na siebie w ciągu roku. Pozostałe maszyny mają czas zwrotu z inwestycji około 2 lat.

– Warto to robić. Przykładem może być firma Norman – dawny zakład Bytomia, która produkuje garnitury, głównie w przerobie eksportowym, ale także na zamówienie – dodaje Wojciech Słaby ze związku pracodawców.

Po restrukturyzacji ten zakład zwiększył moce produkcyjne i wszedł na dochodowy rynek usług przerobu uszlachetnionego, czyli szyje wysokiej jakości ubrania z powierzonego materiału.

Na taki przerób eksportowy zorientowana jest znaczna część z 600 średnich i dużych firm odzieżowych w Polsce.

Zdaniem przedstawiciele pracodawców najbardziej dochodowe są zakłady wyspecjalizowane w przerobie uszlachetnionym, czyli przeszywaniu konkretnych rodzajów ubrań. Najtrudniejsze i bardzo lukratywne jest krawiectwo ciężkie męskie – produkcja płaszczy i marynarek. Widać to w danych finansowych. Portal branżowy apreal.info.pl zauważa, że od stycznia do lipca  2013 roku wzrost produkcji (4 proc.) zanotowano tylko w przypadku męskich garniturów i zestawów odzieżowych. Wyroby tego rodzaju stanowią w dużej mierze przedmiot eksportu, a tutaj notowano w ostatnich miesiącach korzystne wyniki.

Zakład, którego pracownicy potrafią wykonać skomplikowane ubrania na wysokim poziomie i który ma odpowiedni park maszynowy, dostaje także zlecenia szycia np. kostiumów i płaszczy damskich. Są one prostsze i szybsze w wykonaniu, ale za ich uszycie zleceniodawca płaci niewiele taniej niż za ubrania męskie. Moda damska jest droższa, a kobiety są bardziej wymagające. Dlatego dla zleceniodawcy liczy się bardzo wysoka jakość wykonania i jest skłonny za nią więcej płacić. Tak, jak finalne klientki.

Fakty i liczby

W Polsce działa dziś około 31 tys. zakładów produkujących odzież. Dają pracę ponad 100 tys. ludzi.

Joanna Elmrych-Bocheńska, niezależny analityk rynku i właścicielka portalu B2B apparel.info.pl podkreśla, że struktura branży jest bardzo różnorodna.

– 90 proc. z nich to mikrofirmy, 8 proc. to firmy zatrudniające maksymalnie 49 osób. To małe przedsiębiorstwa produkujące przede wszystkim na rynek krajowy lub świadczące specjalistyczne usługi – wylicza Joanna Elmrych-Bocheńska.

Nie jest też prawdą, że w okresie przekształceń i prywatyzacji upadły wszystkie zakłady odzieżowe.

Wiele z dawnych przedsiębiorstw państwowych dziś dobrze sobie radzi.

– Wykorzystują wieloletnie doświadczenie i potencjał technologiczny, by produkować odzież wysokiej jakości na zlecenia zachodnich marek – dodaje Elmrych-Bocheńska.

Specjalizacja i świadczenie usług wysokiej jakości sprawiły, że dziś napływ tanich ubrań spoza UE nie stanowi bardzo dużego zagrożenia dla większości zakładów produkcyjnych w Polsce. Joanna Elmrych-Bocheńska zwraca uwagę, że import tanizny jest najbardziej dotkliwy dla niewielkich firm produkujących głównie na krajowy rynek. Nie wytrzymują konkurencji, bo dla większości klientów cena jest głównym kryterium wyboru. Dlatego to głównie ich ubywa z rynku. Reszta sobie radzi.

Dla fabryk szyjących własne marki większym problemem bywa pogoda. Pogoda jest w Polsce jednym z istotnych czynników kształtujących popyt i ceny nie tylko w turystyce. Jeśli zima jest długa, tak jak w tym roku, w sklepach nie sprzedaje się kolekcja wiosenna, tylko przecenione ubrania jesienno – zimowe. Gdy marka odzieżowa jest jednocześnie producentem ubrań, wpływa to niekorzystnie na osiągane przez nią wyniki finansowe.

Polska odzież jest lubiana

Wbrew pozorom w tej kategorii eksport wcale nie ustępuje importowi! Z danych GUS-u wynika, że w I kw. tego roku wartość eksportu artykułów w kategorii: odzieżowe i dodatki odzieżowe niedziane (CN62) wyniosła 1 823,7 mln zł, przy imporcie 1 595,1 mln zł. Dodatnie saldo obrotu towarowego wynoszące 228,6 mln zł udało się wypracować w dużej mierze dzięki wysokiej jakości krajowej produkcji.

Nieco mniej optymistycznie, ale także bez dramatu, jest z naszą produkcją dziewiarską (CN61). W omawianym okresie wyeksportowano towary za 1 330,4 mln zł, ale sprowadzono za 1 384,8 mln zł. Daje to ujemne saldo wynoszące 54 mln zł. W pierwszej grupie wynik zawdzięczamy głównie wzrostowi zamówień z Niemiec (o 19 proc. w stosunku do średniej kwartalnej z 2012 r.), Rosji, Ukrainy oraz Austrii. Pierwszą dziesiątkę krajów, do których wysyłamy odzież, stworzyły: Niemcy, Holandia, Austria, Czechy, Szwecja, Ukraina, Rosja, Wielka Brytania, Francja i Litwa, która dzięki wzrostowi zamówień wynoszącemu 12,5 proc. weszła do dziesiątki największych odbiorców polskich ubrań. Sukces eksportowi zapewnia w dużej mierze szycie na zamówienie zachodnich firm.

Litwa uznawana jest za rynek, który ma wysoki potencjał wzrostu dla krajowego eksportu. Łącznie w I kwartale tego roku eksport materiałów i wyrobów włókienniczych z Polski (sekcja XI CN) osiągnął blisko 5 mld zł. Z tego przemysł odzieżowy wypracował 3 154,1 mln zł.

Okiem klienta

Aby odnieść sukces w branży modowej trzeba m.in.: zaprojektować kolekcję, która trafi w gust klientów, sprzedawać ubrania wysokiej jakości oraz szybko reagować na zmiany upodobań i potrzeb konsumentów.

Przykładem marki zlecającej szycie uszlachetnione w Polsce jest La Mania.

– Choć ceny usług nie są dużo niższe niż we Francji czy Włoszech, postanowiłam szyć w kraju. Zdecydowały o tym: możliwość stałej kontroli procesu produkcji, elastyczność właścicieli zakładu wobec zleceniodawcy – mówi Joanna Przetakiewicz, założycielka i właścicielka marki La Mania.

Zapewnia, że zależy jej na przywracaniu tradycji szycia w Polsce. Jej firma szyje w kilku fabrykach, m.in. w Ipaco, spółce należącej do grupy Multico znanego biznesmena Zbigniewa Jakubasa. Teresa Pyzel, prezes Ipaco podkreśla, że sukces fabryki zależy od zrozumienia, że sukces klienta (marki modowej) w dużej mierze zależy od skrócenia czasu upływającego od rozpoczęcia produkcji kolekcji do jej pojawienia się w sklepie. Dlatego planowanie i negocjowanie kontraktów krótkotrwałych odbywa się z wyprzedzeniem 3-4 miesięcy. Umowy ramowe obejmują najczęściej 1 rok.

– Szybko dostosowujemy liczebność zespołów pracowników do wielkości zlecenia. Klienci wiedzą z kolei, że mniejsze partie oznaczają wyższą cenę – szycie w krótkich seriach obniża wydajność pracy. Nie należy jednak zniechęcać się małymi ilościami zamówień, zwłaszcza u nowych partnerów. Z naszego doświadczenia wynika, że szybko następuje ich wzrost – wyjaśnia Teresa Pyzel.

W podobny sposób działają także mniejsze zakłady. Opowiada o tym Łukasz Jemioł, popularny polski projektant mody. Zleca on przeszycie kolekcji w fabryce w Łodzi, do której dostarcza wszystkie potrzebne materiały i dodatki krawieckie.

– Fabryka jest nowoczesna, zatrudnia wykwalifikowanych, wyspecjalizowanych pracowników – a to ważne. Na innych maszynach szyte są dżinsy, a na innych jedwabie. Za wyjątkiem kożuchów i skór, dżinsów i kurtek przeszywam tam wszystko. I nie tylko ja. Gdy chciałem zwiększyć zamówienie, to w pierwszej chwili usłyszałem „No, dobrze, ale kto to zrobi?” Fabryka ma bardzo duże obłożenie. Jej klientką jest nawet sławna francuska kreatorka Isabel Marant – opowiada Łukasz Jemioł.

Brak kadry, brak szkoleń

Problemem branży w Polsce nie jest więc ani brak zamówień, ani nawet konkurencja chińskiej tanizny, która przez lata psuła rynek. To, co naprawdę nie pozwala temu sektorowi rozwinąć skrzydeł i odbudować pozycji sprzed lat, to brak kadry.

Upadek sektora w latach 90. XX w. oraz niska ocena atrakcyjności zawodów związanych z produkcją ubrań sprawiły, że w Polsce zamknięto wiele szkół kształcących pracowników na różnym poziomie: od szwacza, wykonującego najprostsze czynności, poprzez wysoko wykwalifikowanego krawca i konstruktora odzieży po materiałoznawcę i technologa produkcji. Związek przedsiębiorców z branży stara się temu przeciwdziałać w ramach prac grupy roboczej ds. edukacji powstałej przy Zespole Trójstronnym ds. Przemysłu Lekkiego.

– W tej chwili nikt nie chce być szwaczką czy szwaczem. Osobę wykonującą taką pracę nazywa się konfekcjonerem odzieży. Od kilku lat staramy się wzmocnić pozycję społeczną tych zawodów oraz motywować szkoły do podnoszenia poziomu nauki i dostosowania programu do potrzeb współczesnej produkcji. Namawiamy przedsiębiorców na organizowanie praktyk zawodowych. Bez nich absolwenci często nie mają pojęcia o obsłudze specjalistycznych maszyn, czy nowoczesnej organizacji pracy – mówi Wojciech Słaby z PZPM Lewiatan.

W ramach związku powstała grupa ds. edukacji. Plan działania zakłada m.in. : kursy i szkolenia w technikum w Łodzi, szkolenie bezrobotnych w zawodzie konfekcjonerki odzieży oraz opracowanie nowego programu nauczania. Pracodawcy wspierają także rozwój zawodowy kadr szkół. Przykład: Wiesław Wójcik, właściciel i prezes firmy Copro szyjącej odzież korporacyjną, przeszkolił w swoich nowoczesnych zakładach 120 nauczycieli zawodu.

Na brak rąk do pracy skarżą się wszystkie rodzaje zakładów – od dużych fabryk po małe zakłady. Rozwiązaniem mogłoby być podnoszenie zainteresowania zawodem poprzez realny wzrost wynagrodzeń i oferowanie dodatkowych zachęt np. szkoleń, programów socjalnych itp.

– Wynagrodzenia w sektorze odzieżowym wciąż pozostają jednymi z najniższych w przetwórstwie przemysłowym. To w dużej mierze skutek minimalizacji kosztów działalności przedsiębiorstw w obliczu konkurencji z Azji. Wynagrodzenia w branży rosną, jednak dynamika tego wzrostu wciąż pozostawia wiele do życzenia. W maju przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto (w firmach odzieżowych o liczbie pracowników powyżej 9 osób) po raz pierwszy przekroczyło poziom 2,1 tys. zł – wylicza Joanna Elmrych-Bocheńska.

Zdaniem Wojciecha Słabego najlepiej opłacanymi zawodami w przemyśle odzieżowym są: technolog produkcji, materiałoznawca, konstruktor odzieży. Ich zarobki przekraczają średnią krajową dla tej gałęzi przemysłu co najmniej  3 – 4 razy. Szwaczki pracują na akord. Zatem ich wynagrodzenie w dużej mierze zależy od poziomu wyszkolenia. Mimo wzrostu poziomu wynagrodzeń, to wciąż nie są wysokie pensje.

Joanna Przetakiewicz sama zainicjowała program edukowania i tworzenia baz danych fachowców w tej branży.

– W Europie Zachodniej doskonała krawcowa, hafciarka, czy gorseciarka cieszy się powszechnym szacunkiem. To zawód uznany za artystyczny. W Polsce wciąż działają wybitni rzemieślnicy, ale bardzo brakuje platform edukacji, stworzenia możliwości przekazania wiedzy młodemu pokoleniu, koordynacji ich pracy. A także wiedzy – najważniejszej dla zleceniodawcy – gdzie ich szukać. Wiem, jak trudno znaleźć odpowiednich ludzi. Zainicjowałam więc program tworzenia baz danych, organizowania kursów przez ośrodki regionalne – mówi Joanna Przetakiewicz

Pierwsza taka platforma zacznie wkrótce działać w Świdnicy.

– Bardzo liczę też na wsparcie rządu. Chciałabym, by powstał projekt ogólnokrajowy, oparty na współpracy regionalnej. Jego realizacja stworzyłaby możliwość samodzielnej i niezależnej pracy dla wszystkich generacji kobiet niezatrudnionych lub chcących zmienić pracę. Dodatkowo projekt niósłby za sobą nowe perspektywy edukacyjne – szkolenia dla osób, które chcą się nauczyć rzemiosła krawieckiego i artystycznego – mówi Joanna Przetakiewicz.

Polska nie będzie już szwalnią Europy. Może być jej krawieckim atelier.

Autorka prowadzi blog „Agnieszka o modzie”.

OF

Polska nie będzie już szwalnią Europy. Może być jej krawieckim atelier. (CC By NC SA 1yen)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Moda – nowe szaty króla

Kategoria: Trendy gospodarcze
Branża modowa, w tym przemysł odzieżowy, przechodzi głębokie zmiany, a kryzys pogłębi widoczne już wcześniej negatywne trendy. Cały łańcuch wartości jest przebudowywany, co wynika z oczekiwanych zmian zachowań konsumentów i nowej rzeczywistości, w której próbują odnaleźć się czołowi gracze.
Moda – nowe szaty króla

Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosyjskie embargo miało być z jednej strony „karą” dla zachodnich eksporterów za sankcje przeciwko Rosji, z drugiej zaś narzędziem wspierania rodzimej produkcji. W obu tych wymiarach Rosja nie odnotowała sukcesu.
Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Czas przenosin w globalnym biznesie

Kategoria: Trendy gospodarcze
Spory ruch panuje ostatnio w globalnych powiązaniach produkcyjnych, a korporacje nie mogą narzekać na nudę. Częściowo dzieje się tak za sprawą amerykańsko-chińskiej wojny handlowej. Po części to też naturalny efekt zmian zachodzących w wielu gospodarkach.
Czas przenosin w globalnym biznesie