Autor: Aleksander Piński

Autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych.

Szybka prywatyzacja zaszkodziła polskim firmom

Autokraci zawyżają wzrost PKB swoich krajów nawet o 30 proc.; większość majątku na świecie posiadają nie najinteligentniejsi i najpracowitsi, ale szczęściarze; szybka prywatyzacja polskich firm była niekorzystna – to wnioski z najciekawszych nowych badań ekonomicznych.
Szybka prywatyzacja zaszkodziła polskim firmom

Jan Hagemejer, Jan Svejnar i Joanna Tyrowicz przygotowali pracę „Are Rushed Privatizations Substandard? Analyzing Firm-Level Privatization under Fiscal Pressure”(Czy prywatyzacje pod presją czasu są gorsze? Analiza prywatyzacji firm ze względu na potrzeby finansowe budżetu).

Autorzy analizują w niej anonimowe (czyli niezawierające informacji umożliwiających zidentyfikowanie konkretnych spółek) dane z Polski za okres 1995-2015, w którym wyróżnili dwa relatywnie krótkie etapy „przyspieszonej” prywatyzacji (w 1997 r. i 2001 r.). Przez resztę czasu prywatyzacja odbywała się w tempie, które można nazwać „nieprzyspieszonym”. Naukowcy analizowali 1461 przypadków sprzedania przez państwo firmy. Z innych danych wiadomo, że takich przypadków było 1601, a więc dane autorów obejmują 91 proc. wszystkich prywatyzacji w Polsce w badanym okresie. Te brakujące dane dotyczą firm zatrudniających mniej, niż pięćdziesiąt osób.

Ekonomiści zauważają, że istnieje pozytywna zależność (wskaźnik korelacji 0,63) między udziałem firm podlegających prywatyzacji a presją fiskalną, definiowaną jako część rocznego deficytu budżetowego wykorzystaną do 30 czerwca każdego roku (ta zmienna wynosiła od 13 proc. do 98 proc., ze średnią 58 proc.). Mówiąc inaczej: liczba sprzedawanych firm rosła, gdy w budżecie brakowało pieniędzy.

Z analizy wynika, że prywatyzacja odbywająca się w normalnym tempie prowadzi do wzrostu efektywności (mierzonej tzw. wskaźnikiem Total Factor Productivity) w funkcjonowaniu firmy na poziomie 20,6 proc. Przyspieszona prywatyzacja sprawia, że firmy mają o 17,2 proc. gorszą efektywność w stosunku do firm sprzedawanych bez pośpiechu. Prywatyzacje prowadzone w normalnym tempie prowadzą do wzrostu skali działalności sprzedawanych firm, podczas gdy firmy sprzedawane „na szybko” średnio redukują skalę działalności.

Podobnie wygląda kwestia zatrudnienia w prywatyzowanych firmach. W firmach sprzedawanych powoli zatrudnienie rośnie, w zbywanych szybko maleje. Autorzy konkludują, że twórcy polityki prywatyzacyjnej państwa powinni wziąć pod uwagę te negatywne skutki, gdy następnym razem będą szukali pieniędzy na załatanie dziury budżetowej.

Michał Myck i Monika Oczkowska opracowali analizę „Shocked by Therapy? Unemployment in the First Years of the Socio-Economic Transition in Poland and its Long-Term Consequences” (Zszokowani terapią? Bezrobocie w czasie pierwszych lat socjoekonomicznej transformacji w Polsce i jego długoterminowe konsekwencje). Analizują w niej poziom bezrobocia w Polsce po 1989 r. O ile bowiem PKB szybko zaczęło rosnąć (po chwilowym tąpnięciu na początku lat 90.), o tyle wysokie bezrobocie było jedną z głównych bolączek gospodarki III RP i dopiero ostatnio spadło poniżej 10 proc.

Z analizy wynika, że doświadczenie bezrobocia w latach 1989-1991 wiąże się z redukcją późniejszych dochodów gospodarstwa domowego o prawie 30 proc. a także mniejszym (o ok. 10 punktów procentowych) prawdopodobieństwem posiadania nieruchomości na własność. Także całkowita wartość aktywów tych, którzy doświadczyli bezrobocia w pierwszych latach transformacji ustrojowej, jest znacząco niższa.

Osoby, które w pierwszych latach transformacji doświadczyły bezrobocia, o 11 proc. częściej zapadają na depresję. Co ciekawe, autorzy nie znaleźli podobnych zależności wśród tych, którzy nie mieli pracy w latach 1992-1995. Naukowcy podkreślają, że wyniki ich badań w żadnym wypadku nie podważają przekonania, iż polska transformacja ustrojowa była sukcesem.

Pluchino, A. E. Biondo i A. Rapisarda przygotowali analizę „Talent vs Luck: The Role of Randomness in Success and Failure”(Talent kontra fart: rola losowości w sukcesie i porażce). We wstępie zwracają uwagę na powszechne przekonanie w zachodnich społecznościach o tym, że sukces życiowy jest głównie skutkiem indywidualnych działań albo wrodzonych cech. Rola szczęścia jest bagatelizowana.

Zarówno jednak talent, jak i inteligencja mają tzw.  rozkład normalny, który charakteryzuje się tym, że większość obserwacji jest w okolicach średniej i stosunkowo niewiele na jego obu końcach. Inaczej mówiąc, najwięcej osób ma średni współczynnik IQ i poziom talentu. Stosunkowo niewielu z nas jest wybitnie inteligentnych i utalentowanych, a równie mało jest osób mało rozgarniętych i bez talentu.

Autorzy zwracają uwagę, że taka rozbieżność między „tym, co wkładamy” tzn. talentem i inteligencją, a „tym, co wyjmujemy” czyli rozkładem bogactwa sugeruje, że istnieje jakiś inny czynnik wpływający na ostateczny wynik.

Naukowcy zbudowali model, w którym założyli, iż tym ukrytym czynnikiem jest losowość. Model ten tworzy rozkład bogactwa bardzo podobny do rozkładu majątku obecnie występującego na świecie. Wynika zaś z niego, iż prawie nigdy najbardziej utalentowani i pracowici ludzie nie są najbogatsi, ponieważ wyprzedzają ich osobnicy z przeciętnymi walorami, którzy mieli szczęście. Niedocenianie roli szczęścia w osiągnięciu zawodowego sukcesu sprawia, iż nagrody i zasoby trafiają nie do tych, którzy są najinteligentniejsi i najpracowitsi tylko do tych, którzy mieli fart.

Zdaniem autorów badania społeczeństwa skorzystałyby, gdyby politykę państwa tworzyć, pamiętając o tych prawidłowościach.

Luis R. Martinez opracował analizę „How Much Should We Trust the Dictator’s GDP Estimates?” (Jak bardzo możemy ufać szacunkom PKB dyktatorów?). Autor wykorzystał w swoim badaniu prawidłowość znaną z innych badań, że ilość palących się w nocy świateł (takich jak latarnie, witryny sklepowe itp.) w kraju zmienia się w podobnym stopniu jak PKB (czyli, jeżeli na przykład w Polsce PKB rośnie w ciągu roku o 4 proc. to również o ok. 4 proc. wzrośnie ilość palących się w nocy świateł).

Naukowiec przeanalizował dane z nocnych zdjęć satelitarnych różnych krajów z lat 1992-2008.  Sprawdzał jak zmieniała się ilość palących się świateł w kolejnych latach. Zmiany te były takie same w krajach klasyfikowanych jako wolne, jak i w krajach autorytarnych, dyktatorskich.

Oficjalne wskaźniki wzrostu PKB w dyktaturach są jednak wyraźnie wyższe, niż w krajach wolnych. A skoro ilość palących się w nocy świateł zmienia się w podobnym tempie jak PKB, to można wnioskować, że dyktatorzy zawyżają tempo rozwoju swoich krajów. Martinez oszacował, iż autokraci „pompują” statystyki PKB o ok. 15-30 proc. W przypadku Chin oznaczałoby to, że od 1992 r. do 2005 r. gospodarka tego kraju nie urosła o 120 proc. (średnio 6,3 proc. rocznie), tylko o 90 proc. (4,9 proc. rocznie).

 


Tagi


Artykuły powiązane

Ukraina na progu totalnej prywatyzacji

Kategoria: Trendy gospodarcze
Zapadła decyzja w sprawie totalnej prywatyzacji ukraińskich przedsiębiorstw państwowych – tym razem w odróżnieniu od poprzednich podejść do sprzedania ma być niemal wszystko.
Ukraina na progu totalnej prywatyzacji

Nie tak szybka konwergencja we wschodniej części UE

Kategoria: Analizy
Europejski Urząd Statystyczny (Eurostat) opublikował dwie kluczowe dane porównawcze dotyczące rozwoju państw członkowskich Unii Europejskiej, na podstawie których szacowana jest tzw. konwergencja. Pokazują one systematyczny wzrost poziomu konwergencji w krajach wschodniej części UE, choć po kryzysie 2008 roku proces doganiania bogatszych państw Unii znacznie spowolnił.
Nie tak szybka konwergencja we wschodniej części UE

Firmom mikro dalej do świata niż makro

Kategoria: Oko na gospodarkę
Jak jeden do trzech ma się w Polsce różnica w wydajność pracy pomiędzy zatrudniającymi mniej niż 10 pracowników mikrofirmami, a przedsiębiorstwami dającymi pracę dla 250 i więcej osób. Duże firmy osiągają już u nas wysoki standard na tle krajów OECD. Małe - muszą jeszcze sporo zrobić aby stać się wielkimi.
Firmom mikro dalej do świata niż makro