Ceny leków na raka rosną i nie przestaną

11.04.2015
W USA łączne wydatki na leki na receptę wzrosły w 2014 r. o 13 proc., co jest największym wzrostem od dekady. To skutek przede wszystkim wydatków ponoszonych na specjalistyczne nowoczesne lekarstwa.

(CC By-NC-ND-Gunnar-Ries)


Marzec 2015 r. był ważnym okresem, jeśli chodzi o leki przeciwrakowe i branżę farmaceutyczną. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wydała koncernowi Bristol-Myers Squibb zgodę na stosowanie preparatu o nazwie opdivo w leczeniu pacjentów z zaawansowanym płaskonabłonkowym niedrobnokomórkowym rakiem płuca. Preparat zatwierdzono na podstawie wyników testów klinicznych, z których wynika, że pacjenci zażywający opdivo żyją średnio o 3,2 miesiąca dłużej od tych, którzy są poddani tradycyjnej terapii.

Także w marcu koncern Abbvie poinformował o zamiarze przejęcia firmy Pharmcyclics za 21 mld dol. W wielkim stopniu jest to spowodowane chęcią, aby preparat imbruvica stosowany w leczeniu przewlekłej białaczki limfocytowej znalazł się w ofercie Abbvie.

W 2014 r. w USA łączne wydatki na leki na receptę wzrosły o 13 proc., co jest największym wzrostem od dziesięciolecia. Ta zwyżkowa tendencja to skutek przede wszystkim wydatków ponoszonych na specjalistyczne środki stosowane w leczeniu chorób zapalnych, żółtaczki C, stwardnienia rozsianego i raka – wzrost w tej grupie sięgnął bezprecedensowych 31 proc.

Do listy marcowych ważnych wydarzeń należy też dodać uznanie przez FDA środka zarxio firmy Sandoz za pierwszy „biopodobny” lek na amerykańskim rynku. Preparat jest podobny do neupogenu Amgenu, który stosuje się w celu zapobiegania infekcjom u pacjentów chorujących na nowotwory. Leki biopodobne są jak niedrogie generyczne wersje typowych środków przepisywanych na receptę, ale – w przeciwieństwie do większości generyków – z powodu trudności produkcji nie są kopiami oryginalnej substancji.

Oszczędności płatników po wprowadzeniu na rynek preparatów biopodobnych do wielu leków przeciwrakowych mogą być olbrzymie. Z badań wynika, że wprowadzenie leków biopodobnych może w ciągu dziesięciu lat zapewnić systemowi opieki zdrowotnej oszczędności wynoszące 44 mld dol.

Koszt postępu

Podobnie jak wiele nowych środków stosowanych w terapii nowotworów, opdivo i imbruvica kosztują miesięcznie ponad 10 tys. dol. w przeliczeniu na pacjenta. Dziesięć lat temu leki, których ceny mieściły się w tym przedziale, wywoływały krytyczne nagłówki, ale producenci przekonali się, że wstrząs szybko przechodzi.

Oryginalne leki stosowane w terapii nowotworów i inne specjalistyczne preparaty zapewniają olbrzymie wpływy koncernom farmaceutycznym. Amgen dzięki neupogenowi zwiększył w 2014 r. obroty o 1,2 mld dol.

Według prognoz analityków Bristol-Myers Squibb osiągnie dzięki opdivo sprzedaż na poziomie do 7,5 mld dol.

Ceny nadal wzrastają

Przeanalizowaliśmy zależność między cenami nowych leków trafiających na rynek oraz korzyściami z leczenia pod względem przeżycia, a okresem ich wprowadzenia dla 58 leków przeciwrakowych zatwierdzonych w USA w latach 1995-2013. Ustaliliśmy, że ceny leków wprowadzanych na rynek wzrastają o 8,5 tys. dol. rocznie, czyli średnio 12 proc. w ujęciu rocznym. >>badanie

Innymi słowy, nasz model regresyjny przewiduje, że pacjenci i ich ubezpieczyciele w 1995 r. mogli zakładać, że nowy lek wydłużający życie o pół roku będzie kosztował 27 tys. dol. Gdyby ten sam lek, zapewniający tę samą korzyść pacjentowi, został zatwierdzony w 2013 r., jego cena przy wprowadzeniu preparatu na rynek przekraczałaby 100 tys. dol.

Co tłumaczy ten niezwykły wzrost cen nowych leków trafiających na rynek? I co powstrzyma koncerny farmaceutyczne przed żądaniem wygórowanych cen za jakiś preparat?

Zwykle ubezpieczyciele nakłaniają pacjentów do stosowania tańszych leków, płacąc im więcej, gdy zażywają preparat mający tańszy odpowiednik. Taka praktyka zachęca pacjentów do stosowania tańszych generyków i powoduje znacznie ograniczenie wydatków na leki używane w terapiach chorób przewlekłych.

Takie podejście nie działało dobrze w przypadku leków przeciwrakowych. Większość preparatów stosowanych w leczeniu nowotworów nie ma bowiem tańszych konkurentów, m.in. z tego powodu, że nowe środki zapewniają korzyści w terapii, choćby bardzo niewielkie, w porównaniu ze stosowanymi już lekami, a także przez to, iż proces zatwierdzania preparatów biopodobnych jest powolny. Ubezpieczyciele nie mogą nakazać lekarzom ani pacjentom stosowania tańszych środków alternatywnych, ponieważ takich nie ma.

Pacjentów odizolowuje się od kosztów stosowanych przez nich leków.

Większość korzystających ze świadczeń Medicare ma uzupełniające plany ubezpieczeniowe, w których pokrywa się koszty niepokrywane przez Medicare. Koncerny farmaceutyczne wykazały jednak, że potrafią zręcznie podkopywać stawiany przez prywatnych ubezpieczycieli wymóg dzielenia kosztów poprzez wykorzystanie programów pomocowych dla pacjentów – ramach tych programów firmy farmaceutyczne refundują wszystkie wydatki pacjentów na leki przeciwrakowe.

Te programy zmniejszają finansowe zobowiązania pacjentów, ale ułatwiają producentom narzucanie wysokich cen ubezpieczycielom.

Wiele leków przeciwrakowych podaje się pacjentom w gabinetach lekarskich. Gabinety nabywają te preparaty po cenach hurtowych, podają pacjentom i wystawiają rachunki ubezpieczycielom. Ponieważ sumy przekazywane przez ubezpieczycieli z tytułu płatności za te leki zazwyczaj przewyższają koszty ponoszone przez nabywających ich lekarzy, lekarze często zyskują, gdy podają lekarstwa. W połowie pierwszego dziesięciolecia tego wieku w programie Medicare zredukowano płatności za leki, aby osłabić bodźce skłaniające do nadużyć, ale mimo to nie ma bezpośrednich bodźców finansowych, które zachęcałyby lekarzy do unikania drogich preparatów.

W ostatnim czasie zdarzało się, że lekarze nie chcieli zapisywać preparatów, gdy uważali, że ich ceny świadczą o wykorzystywaniu sytuacji. Postrzegana różnica między ceną rozsądną a wygórowaną jest jednak odczuciem subiektywnym.

Wystarczy, że koncerny będą ustalać ceny nowych leków nieco tylko przewyższające ceny obecnych już na rynku preparatów i nie będzie to wywoływać krytyki. Ponieważ na rynek trafiają coraz droższe leki, lekarze przyzwyczajają się do wyższych cen, co pozwala producentom ustalać jeszcze wyższe ceny w przyszłości. I koło się zamyka.

Kolejnym czynnikiem napędzającym wzrost cen jest rozszerzanie programu 340B, który pozwala szpitalom, klinikom specjalistycznym i aptekom uczestniczącym w tym programie uzyskiwać oryginalne preparaty ze znacznymi zniżkami. Ponieważ przybywa preparatów, które można obejmować obniżkami producenci mają motywację, aby ustalać wyższe ceny.

Giełda się cieszy

Gdy poinformowano o zatwierdzeniu preparatu opdivo dla chorych na nowotwory płuc, notowania akcji Bristol-Myers Squibb wzrosły o 7 proc. Ceny tych papierów są obecnie ponad 38 razy wyższe od zysków oczekiwanych w 2015 r. To dwukrotnie więcej od wskaźnika dla spółek branży farmaceutycznej uwzględnianych przy wyznaczaniu indeksu S&P 500. Wysokie ceny i perspektywa miliardowych rocznych przychodów skłaniają inwestorów do lokowania pieniędzy w amerykańskich spółkach biotechnologicznych.

W końcu jednak Stany Zjednoczone zapewne nie pójdą w ślady Wielkiej Brytanii, gdzie system służby zdrowia National Health Service postanowił niedawno wstrzymać płatności za 25 drogich środków przeciwrakowych.

W najbliższej przyszłości perspektywy stabilizacji albo spadku cen leków przeciwrakowych oraz wydatków są ograniczone. Pierwszy przypadek zatwierdzenia przez FDA leku biopodobnego to pozytywny element w historii dążeń amerykańskich decydentów politycznych do obniżenia wydatków ponoszonych na specjalistyczne preparaty.

Ernst Berndt jest profesorem ekonomii stosowanej, wykładowcą Sloan School of Management przy MIT

Rena M. Conti wykłada problematykę polityki zdrowotnej na Uniwersytecie Chicagowskim

David H. Howard wykłada na Wydziale Polityki Zdrowotnej i Zarządzania Zdrowiem Uniwersytetu Emory

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.


Tagi


Artykuły powiązane