Autor: Adam Kaliński

Dziennikarz specjalizujący się w tematach dotyczących Chin.

Chiński smartfon wskoczył na podium

Do czołówki rynku inteligentnych telefonów niespodziewanie dołączył chiński Xiaomi. W tej bardzo konkurencyjnej branży dawno nie było firmy, która prawie od zera i to w tak błyskawicznym tempie wspięła się na szczyt, odnotowując ponad 200-proc. wzrost sprzedaży.
Chiński smartfon wskoczył na podium

Smartfone Xiaomi (CC By NC SA World Leaks)

Nawet nieco zorientowanemu w tej dziedzinie Polakowi nazwa Xiaomi (czyt. Siaomi) niewiele mówi, ale w serwisach technologicznych, a od kilku dni również ekonomicznych, pojawia się regularnie. Chińską firmę uznano bowiem za jedną z najszybciej rozwijających się w branży mobilnych technologii i fenomen rynku, na którym – jak jeszcze do niedawna sądzono – większość kart została już rozdana i nie ma miejsca na zupełnie nowego gracza.

Ten debiutujący niespełna cztery lata temu producent smartfonów (od niedawna także tabletów) i autorskiego oprogramowania stał się według danych IDC i firmy analitycznej IHS iSuppli trzecim światowym wytwórcą tych urządzeń. W III kw. 2014 r. Xiaomi sprzedało ich według zestawienia IDC 17,3 mln sztuk, czyli trzy razy więcej niż rok wcześniej. Serwis IHS podaje jeszcze wyższą obecnie sprzedaż Xiaomi, bo aż 19 mln sztuk. Tym samym Chińczycy całkiem niespodziewanie wskoczyli na podium światowych producentów smartfonów, ustępując tylko koreańskiemu Samsungowi, który sprzedał ponad 78 mln sztuk tych urządzeń, oraz Apple (39,3 mln).

Określenie „niespodziewanie” jest jak najbardziej uzasadnione, ponieważ stawiano raczej na Lenovo lub Huawei – chińskie korporacje z długoletnim stażem i o ustalonej w świecie renomie.

W oczy rzuca się dynamika wzrostu sprzedaży Xiaomi (211,3 proc.), bo o zyskach wiadomo niewiele i trzeba poczekać na zakończenie roku. Firma zarabia nie tylko na samych urządzeniach, lecz także na płatnych usługach, z których korzystają posiadacze jej smartfonów.

Mamy zatem w branży zupełnie nowego gracza i technologiczną sensację. Trzeba Zaznaczyć, że Xiaomi było dotąd firmą skoncentrowaną na lokalnym rynku, a jaki jest jego potencjał, przypominać nie trzeba. Teraz sława tego producenta wykroczyła poza Chiny, choć już wcześnie niektórzy (także Polacy) zamawiali jego smartfony przez internet.

Czemu firma zawdzięcza tak spektakularny sukces? Po pierwsze produkty Xiaomi wyróżnia bardzo staranne wykonanie. Zbierają też entuzjastyczne recenzje specjalistów od mobilnych technologii, a do tego są o wiele tańsze od zagranicznej konkurencji, np. Apple’a, Samsunga, LG czy Sony. Tyle że podobnymi atutami dysponują również inni renomowani chińscy producenci tych urządzeń i akurat pod tym względem Xiaomi specjalnie się nie wyróżnia.

Źródła sukcesu upatruje się w oryginalnym marketingu określanym jako marketing szeptany (whisper marketing), prowadzonym głównie przy pomocy portali społecznościowych. Firma do tej pory raczej ograniczała dostępność swych urządzeń, czyniąc je w ten sposób wyjątkowymi i pożądanymi. Nie można ich było kupić w żadnym sklepie z elektroniką czy salonie firmowym (Xiaomi ich nie prowadzi, redukując w ten sposób koszty całego biznesu). Także jej kampanie reklamowe nie miały masowego charakteru.

Kto chce kupić urządzenie Xiaomi, może to zrobić głównie przez stronę internetową producenta, ale nie wszystkim się udaje. W dniu rynkowej premiery nowy model znajduje nabywców dosłownie w kilkadziesiąt sekund, a chętnych jest zawsze więcej niż skierowanych na rynek egzemplarzy. Kto nie ma szczęścia za pierwszym podejściem, musi czekać na następną odsłonę internetowej ruletki albo pozostaje mu rynek wtórny.

Ponoć właśnie w takich marketingowych trickach (nie wiadomo, czy celowych) tkwi fenomen sukcesu Xiaomi. Przypomina to atmosferę towarzyszącą premierze nowego iPhone’a, kiedy jeszcze przed dniem rozpoczęciem sprzedaży fani koczują w kolejkach do salonów. W przypadku chińskiego producenta kolejka jest wirtualna.

W Chinach Xiaomi uchodzi za „kultowe” (jedyną miejscową firmą, która może się z nim równać, jest też u nas nieznane Meizu, które jednak sprzedaje smartfony w tradycyjny sposób).

Założyciel i szef Xiaomi, 44-letni Lei Jun (według „Forbesa” numer osiem na liście najbogatszych w Chinach z majątkiem 9 mld dol.) dołączył do grona technologiczno-biznesowych celebrytów, podobnie jak Jack Ma, twórca niedawnego sukcesu Alibaby. Dotąd Lei zapewniał w licznych wywiadach, że satysfakcja klienta i elitarność produktów Xiaomi są dla niego ważniejsze od wielkości sprzedaży. Sądząc jednak po ostatnich wynikach, zmienił zdanie, a firma po podbiciu rodzimego rynku ruszy w świat. Mają jej w tym pomóc m.in. zagraniczni top menedżerowie i specjaliści od mobilnych technologii. Xiaomi, ściągnął np. z Googla Hugo Barra, obecnie człowieka numer dwa w firmie.

Na początek na celowniku światowej ekspansji znalazły się mniej wymagające, ale wielkie rynki, jak Brazylia, Indonezja, Meksyk, Turcja czy Rosja. Prawdziwym sprawdzianem możliwości Chińczyków będzie jednak wejście na rynek zachodnioeuropejski i amerykański, z którym jeszcze zwlekają. Obawiają się bowiem wojen patentowych i zablokowania sprzedaży. Konkurencja już zarzuca Xiaomi naśladowanie niektórych znanych rozwiązań. Rosnąca do poziomu absurdu fala sporów prawnych między walczącymi o światowy rynek firmami technologicznymi, które pozywają się nawzajem, oskarżając się o podkradanie patentów, wymaga już globalnego rozwiązania. Komisja Europejska zapowiedziała przyjęcie jednolitych standardów w tej dziedzinie i być może dopiero wówczas Xiaomi zdecyduje się szerzej wejść do Europy, w tym do Polski, która jest jednym z najszybciej rosnących rynków smartfonów na Starym Kontynencie.

I na europejskim, i na światowym rynku tzw. inteligentnych telefonów dzieje się ciekawie. Dominujący dotąd Samsung wyraźnie słabnie, zaliczając w III kw. 2014 r. spadek sprzedaży o 8,2 proc. O ile jeszcze przed rokiem kontrolował prawie 1/3 światowego rynku, o tyle teraz 1/4, notując spadek zysków ze sprzedaży urządzeń mobilnych o blisko75 proc. Przewaga, którą Samsung wypracował sobie wcześniej, jest na tyle duża, że koreańska firma wciąż pozostaje numerem jeden. Przestrogą może być jednak los fińskiej Nokii, niegdyś także niekwestionowanego światowego lidera.

Na zadyszce koreańskiego giganta korzystają obecnie głównie firmy z Państwa Środka, które odnotowały kilkudziesięcioprocentowe wzrosty (Huawei, Lenovo i przede wszystkim Xiaomi). Do trzeciego miejsca za Samsungiem i Apple pretendują wspomniane firmy z Państwa Środka oraz drugi duży gracz z Korei Płd. – LG. Jeśli chodzi o wielkość sprzedaży, różnice między nimi są tak niewielkie, że trudno wskazać wyraźnego faworyta. Jeśli jednak Chińczykom z Xiaomi uda się utrzymać dotychczasowe tempo, to światowa czołówka wkrótce może wyglądać zupełnie inaczej, a niedawne plany firmy mówiące o sprzedaży w 2015 r. 100 mln smartfonów mogą zostać zweryfikowane tylko w górę.

Smartfone Xiaomi (CC By NC SA World Leaks)

Tagi


Artykuły powiązane

Apple’s tax scheme deemed legal

Kategoria: Macroeconomics
The EU’s General Court overturned a European Commission (EC) decision that Apple have to pay back EUR14.3bn in taxes to Ireland. The EC now has two months to launch an appeal. The battle between the UE and multinational corporations employing various “tax optimization schemes” is not over yet.
Apple’s tax scheme deemed legal

5G staje się rzeczywistością, czyli zderzenie PowerPointa z Excelem

Kategoria: Analizy
Dziś technologia 5G potrzebna jest przede wszystkim producentom sprzętu telekomunikacyjnego. Jutro będzie potrzebna operatorom. Pojutrze firmom. A dla konsumentów najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie dostrzegli, że już z niej korzystają.
5G staje się rzeczywistością, czyli zderzenie PowerPointa z Excelem

Epidemia koronawirusa zakłóca globalne sieci dostaw

Kategoria: Trendy gospodarcze
Jeśli do kwietnia epidemia nie wygaśnie to tegoroczny wzrost PKB w Chinach będzie najwolniejszy od 1990 r. Wpłynie to negatywnie na globalny wzrost, gdyż chińska gospodarka jest obecnie ponad czterokrotnie większa niż w czasie epidemii SARS i znacznie ważniejsza jako centralny węzeł w łańcuchach dostaw.
Epidemia koronawirusa zakłóca globalne sieci dostaw