Autor: Adam Kaliński

Dziennikarz specjalizujący się w tematach dotyczących Chin.

Chiny: obywatel ze wsi obywatelem I kategorii

Chińskie władze zapowiedziały, że zniknie rozróżnienie na posiadaczy wiejskich i miejskich meldunków, a zmianę określają jako przełomową. Wiceminister bezpieczeństwa publicznego Huang Ming twierdzi, że reforma będzie bezprecedensowa pod względem skali, zasięgu i środków.
Chiny: obywatel ze wsi obywatelem I kategorii

Mieszkańcy wsi migrujący do miasta za pracą, to w Chinach powszechny widok. (Fot. A Kaliński)

Ludzie w Chinach od lat dzielą się na dwie kategorie, czyli na tych, którzy posiadają meldunek (hukou) w mieście, dzięki czemu mogą korzystać z dostępu do wielu usług publicznych, oraz tych z „wiejskim hukou” – pozbawionych możliwości korzystania z lepszych szkół, ochrony zdrowia, ubezpieczeń społecznych, legalnego zatrudnienia w miastach czy nawet możliwości kupna mieszkania. To swego rodzaju „przywiązanie chłopa do ziemi” w przypadku wiejskiego hukou obowiązuje w ChRL od lat 50. XX w. i sprawia, że życie, zwłaszcza migrantów zarobkowych oraz ich rodzin (to około 300 mln ludzi!) jest jeszcze cięższe, bo ludzie ci traktowani są, jako obywatele drugiej kategorii; Przez wiele lat nawet ich istnienie było kwestionowane. Wszystko to ma miejsce w państwie oficjalnej równości.

Oficjalnie tego nie przyznawano, lecz system hukou miał służyć ścisłej kontroli ludzi i ograniczeniu możliwości ich swobodnego poruszania się, choć z upływem lat aspekt bezpieczeństwa stracił na znaczeniu, a reformy rynkowe i popyt na tanią siłę roboczą stworzyły milionom biednych chłopów szansę na poprawę losu.

Metropolie nie są zachwycone

Tak jak wszystkie wielkie reformy w Państwie Środka, likwidacja rozróżnienia hukou będzie wprowadzana krok po kroku i najpierw na ograniczoną skalę. Opublikowanie rządowego dokumentu dotyczącego zmian w systemie rejestracji gospodarstw domowych uznano za początek konkretyzowania długo dyskutowanych zmian, choć cześć komentatorów – zwłaszcza bardziej liberalnych mediów – uważa, że określenia typu „przełomowe” czy „rewolucyjne” są używane na wyrost. Można jednak mówić przynajmniej o symbolicznym przełomie. Całkowite zniesienie ograniczeń w liczbie osób, które mogą się ubiegać o rejestrację pobytu, w pierwszym etapie ma bowiem dotyczyć miast mniejszych i średnich, w których migrującym będzie teraz łatwiej osiąść i podjąć legalną pracę. Małe lub średnie miasto oznacza w przypadku Chin takie liczące… 0,5–3 mln mieszkańców.

Większość metropolii wschodniego wybrzeża Chin, do których od lat ciągną w poszukiwaniu zajęcia miliony mieszkańców wsi, na razie będzie formalnie zamknięta, jeśli chodzi o dostęp do publicznej służby zdrowia, edukacji itp. Lokalne władze Pekinu, Kantonu czy Szanghaju, gdzie względnie łatwo znaleźć pracę przy budowie, w gastronomii, handlu lub w sektorze najprostszych usług, obawiają się wzmożonej fali migrantów, których liczbę już dziś szacuje się na kilka milionów w każdym, dlatego to one najbardziej oponują przeciwko szybkiemu zniesieniu hukou. Uważają, że szerokie otwarcie drzwi dla migrujących spowoduje dodatkowe dolegliwości, czyli wzrost przestępczości i zanieczyszczenia środowiska, zatory w ruchu ulicznym, powstawanie dzikich osiedli na obrzeżach miast itp.

Dlatego w pierwszym etapie reformy mają obowiązywać limity ilościowe nowych rejestracji gospodarstw w miastach powyżej 5 mln ludzi, a zgoda na zameldowania ma zależeć od możliwości ekonomicznych i infrastrukturalnych miasta oraz potrzeb lokalnego rynku pracy. Włodarze chińskich metropolii forsują wprowadzenia czegoś w rodzaju zaworu bezpieczeństwa mającego je chronić przed dalszym niekontrolowanym wzrostem liczby mieszkańców.

Warunki osiedlania się na stałe w największych miastach nie są jeszcze do końca znane. Wprowadzony ma zostać np. system punktów preferujący osiedlanie się w nich „najlepszych i najzdolniejszych obywateli”. Choć kryteriów punktacji nie podano, wiadomo, że mowa głównie o absolwentach wyższych uczelni. Zamysł jest taki, by podciągnąć gospodarczo mniejsze ośrodki – głównie zachodnich Chin – i w ten sposób równoważyć rozwój ekonomiczny kraju, który od lat skoncentruje się w pasie wybrzeża.

Urbanizacyjny skok

Szacuje się, że do 2020 r. w wyniku reformy meldunkowej z terenów wiejskich do miast przeniesie się na stałe około 100 mln Chińczyków, co zdaniem cytowanego przez Agencję Xinhua eksperta Zhanga Yi z Chińskiej Akademii Nauk wyraźnie przyspieszy urbanizację kraju. Zaledwie trzy lata temu po raz pierwszy w historii Chin w miastach zamieszkiwało więcej ludzi niż na wsi (52,6 proc).

Tutejsi ekonomiści przyznają, że Chiny nie są jeszcze gotowe na radykalne zerwanie ze znienawidzonym systemem hukou. Cała operacja wiąże się bowiem także z dużymi wydatkami rządu centralnego i władz lokalnych na nowe miejsca pracy, szkoły, szpitale, drogi, mieszkania, bezpieczeństwo publiczne oraz – co już zapowiedziano – sfinansowanie szkoleń zawodowych dla migrantów, gdyż większość z nich to ludzie obeznani głównie z pracą na roli.

Pretekst do wielkiego sprzątania?

Reforma hukou w największych miastach zostanie ograniczona również z tego względu, że najpierw trzeba rozwiązać problem wielomilionowej rzeszy robotników sezonowych, którzy od lat mieszkają tam i pracują nielegalnie, choć panuje wśród nich spora rotacja. Mówi się nawet o częściowym zalegalizowaniu ich pobytu. Niektórzy migranci obawiają się jednak, że reformę hukou władze wykorzystają jako pretekst do radykalnych porządków i wzmogą kontrolę statusu przyjezdnych, którzy znajdują zatrudnienie  głównie w szarej strefie. Teraz takie kontrole są wyrywkowe i koncentrują się zwykle na ulicznych straganiarzach. Ponieważ zaś w bogacących się miastach rośnie popyt na tanią siłę roboczą, jest ciche przyzwolenie na jej napływ.

W chińskim internecie nastąpił prawdziwy wysyp entuzjastycznych opinii na temat reformy hukou. Przytaczane są przy tym losy sezonowych pracowników, ich rozpadających się z powodu rozłąki rodzin, błąkających się dzieci, których rodzice nie mają prawa zapisać do publicznej szkoły czy przedszkola, mnożą przykłady wykorzystywania przez nieuczciwych pracodawców. „Uczniowie ze wsi i miast mieszkają pod tym samym niebem, dlaczego zatem ich sytuacja tak się różni?” – pyta blogerka o nicku Karen788210, wpisując się w najczęstszy ton komentarzy.

Sposób na pobudzenie lokalnych rynków

Chińskie media zwracają uwagę na jeszcze jeden pozytywny aspekt reformy meldunkowej, którym jest szansa na ożywienie słabnącego obecnie w Chinach rynku nieruchomości. Zakładają, że wzrośnie popyt na domy i mieszkania ze strony nowych przybyszy, którzy będą mogli teraz legalnie mieszkać i pracować w miastach. Niektóre z nich, np. Haikou, Wuxi czy Nanning, zaczęły eksperymentalnie przyznawać hukou rodzinom, które zakupiły tam domy. To jednak przypadki sporadyczne, bowiem program „hukou za dom” pojawił się na razie w miastach, które nie są zbyt atrakcyjne dla nowych przybyszy i nie jest raczej ofertą dla migrantów, którzy dopiero zamierzają się dorobić, choć i wśród nich zdarzają się zamożne osoby z prowincji, głównie właściciele małych firm pragnący kontynuować swe interesy w mieście.

Umożliwienie życia w miastach pracownikom sezonowym i ich rodzinom sprawi, że nie będą oni już musieli wysyłać przelewów pieniężnych pozostawionej na wsi rodzinie. To, co zarobią, będą wydawać na miejscu, przyczyniając się do zwiększenia konsumpcji – przekonuje w „China Daily Europe” Wang Xiaoli, ekspert z Narodowego Instytutu Badań Ekonomicznych, niezależnego chińskiego think tanku.

Xu Shaoshi dyrektor Państwowej Komisji Rozwoju i Reform, powiedział, że 14 chińskich prowincji wprowadziło już wcześniej jednolity system rejestracji dla mieszkańców miast i wsi, choć ci drudzy „nadal nie mogą korzystać z równego dostępu do usług publicznych, takich jak opieka zdrowotna i edukacja dla dzieci”. Magazyn ekonomiczny „Caixin” zauważa, że lokalne samorządy wprowadzają własne kryteria nadawania hukou, jak posiadanie stabilnych dochodów czy mieszkania, co tylko potęguje meldunkowy chaos.

Reformie można wprawdzie zarzucić kunktatorstwo i ograniczony zasięg, ale w Chinach to zwykle jest regułą. Jest jednak faktem, że prowadzi ona – na razie nominalnie – do zniesienia podziału na gorsze wiejskie i lepsze miejskie hukou.

 

Mieszkańcy wsi migrujący do miasta za pracą, to w Chinach powszechny widok. (Fot. A Kaliński)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Nie ma ucieczki od megamiast

Kategoria: Ekologia
Miasta przyszłości będą czymś pomiędzy neonowymi molochami a zielonymi ogrodami, zasilanymi energią odnawialną. Nowe technologie sprawią, że będzie się w nich dobrze mieszkało i łatwo po nich poruszało, korzystając z najróżniejszych środków transportu – mówi urbanista prof. Alain Bertaud.
Nie ma ucieczki od megamiast

Chiny - koniec fetyszu wzrostu PKB

Kategoria: Trendy gospodarcze
Od ponad czterech dekad, czyli od rozpoczęcia programu reform i otwarcia na świat w 1978 r. nie było w chińskim życiu politycznym, gospodarczym, społecznym ważniejszego wskaźnika, niż wzrost PKB. Od 1991 r., gdy Chiny włączyły się w globalizację, wzrost ma być nawet dwucyfrowy, nieważne koszty - indywidualne czy grupowe, czy społeczne, ekologiczne i inne.
Chiny - koniec fetyszu wzrostu PKB

Chiny w szponach wirusa

Kategoria: Trendy gospodarcze
Władze chińskie najpierw objęły Pekin dwutygodniową kwarantanną dla każdego, kto tam wjeżdża. Następnie odwołały na czas nieokreślony obrady dorocznej sesji parlamentu, zaplanowane na 5 marca.
Chiny w szponach wirusa