Autor: Jacek Krzemiński

Dziennikarz ekonomiczny, publicysta.

Czas na biogaz?

Polska zużywa coraz więcej gazu, więc musi coraz więcej importować. Jest sposób, by import gazu ograniczyć: postawić – jak Niemcy – na biogazownie. Polska ma bardzo duży potencjał produkcji biogazu i zaczyna go wykorzystywać.
Czas na biogaz?

(©PAP)

W lipcu tego roku Grupa PGNiG ogłosiła, że przystępuje do realizacji programu, który ma doprowadzić do powstania w Polsce w ciągu najbliższych 10 lat 1,5-2 tys. biometanowni. Biomenatownia to rozbudowana biogazownia. Bo produkuje nie tylko biogaz (jak biogazownia), ale i oczyszcza go, głównie z dwutlenku węgla, wytwarzając z niego biometan, bardzo zbliżony składem do gazu ziemnego (więc może być jego zamiennikiem). Dzięki temu można go tłoczyć bezpośrednio do gazociągów.

PGNiG szacuje, że potencjał produkcji biometanu w Polsce to 7-8 mld m sześć. rocznie, a planowane biogazownie mają produkować 4 mld m sześć. biometanu rocznie. Dla porównania: w ciągu roku Polska zużywa ponad 18 mld m sześć. gazu, z czego 4 mld pochodzą z krajowego wydobycia. Gdybyśmy produkowali 7-8 mld m3 biometanu rocznie, to ponad połowę krajowego zużycia gazu pokrywalibyśmy z własnych zasobów.

Dzięki temu zaoszczędzilibyśmy miliardy złotych. To o tyle ważne, że zużycie gazu w Polsce szybko rośnie, głównie w dlatego, że zastępujemy nim węgiel, zarówno w energetyce, jak i w budynkach mieszkalnych. Rosnące zużycie błękitnego paliwa oznacza jednak, że musimy go – przy niezwiększającym się od lat krajowym wydobyciu – coraz więcej importować, mocno pogarszając bilans handlowy.

Biogazowym liderem w Europie są Niemcy.

Biogazownie jako panaceum na tę bolączkę to nie miraż. Na biogaz postawiła m.in. Szwecja, która w większości przetwarza go na biometan (używając głównie jako paliwa samochodowego). Dania zarabia duże pieniądze na eksporcie biogazu. Jednak od lat to Niemcy są biogazowym liderem w Europie. Mają 9,5 tys. biogazowni, a były lata, że powstawało ich tysiąc rocznie.

Szansa na zmianę

W Polsce mamy nieco ponad 300 obiektów, w tym 103 biogazownie rolnicze, 109 instalacji biogazowych przy oczyszczalniach ścieków (produkujących biogaz z osadów ściekowych) i 97 na składowiskach odpadów komunalnych (wytwarzających gaz z odpadków organicznych). Niestety, dotychczas bardzo wolno przybywały nowe. Mimo że Polska ma bardzo duży potencjał produkcji biogazu, na razie nie jest on wykorzystywany.

W naszym kraju jest ponad 1700 komunalnych oczyszczalni ścieków i w każdej z nich mogłaby być zainstalowana biogazownia. Tak samo jest w przypadku składowisk odpadów komunalnych, których mamy niemal 300. Biogaz wytwarza się z odpadów organicznych, np. z odpadów z przemysłu spożywczego, co oznacza, że biogazownie mogą także powstawać przy zakładach produkcyjnych. Do produkcji biogazu nadają się odpady z rolnictwa, w tym gnojowica, więc instalacje biogazowe mogłyby powstać przy każdym większym gospodarstwie hodowlanym.

Ciepłem w smog

Dotychczas biogazownie budowali głównie mali, niezbyt zasobni w kapitał inwestorzy. Teraz chcą się tym zająć duzi gracze: PGNiG i PKN Orlen. W sierpniu PGNiG poinformował, że pierwsza biometanownia będzie przyłączona do sieci gazociągowej już na przełomie 2020 i 2021 r. Kolejnych 17 ma już warunki przyłączenia do sieci.

Część planowanych biometanowni firma chce wybudować sama, a część w ramach franczyzy (PGNiG będzie oferował inwestorom takich obiektów – firmom i samorządom – długoterminowe kontrakty na odbiór biometanu).

Trochę mniej zaawansowany jest PKN Orlen. W lipcu tego roku jedna ze spółek Grupy podpisała list intencyjny z inną państwową firmą H. Cegielski-Poznań oraz z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa (KOWR). Mają wspólnie wybudować – w oparciu o polską, innowacyjną technologię – biogazownie w 20 największych gospodarstwach rolnych należących do państwa.

Wszystko też wskazuje na to, że do budowy biogazowni w Polsce może w najbliższych latach przymierzyć się wielu innych inwestorów.

Po pierwsze dlatego, że z biogazu można produkować prąd, który będzie drożał. Głównie ze względu na unijną politykę klimatyczną i środowiskową, która podraża wytwarzanie energii elektrycznej z węgla, a to ten surowiec odpowiada za ponad 70 proc. produkcji prądu w Polsce.

Po drugie, biogazownie zaliczane są do odnawialnych źródeł energii, które cieszą się bardzo dobrymi warunkami inwestycyjnymi, licznymi przywilejami i wsparciem finansowym państwa.

Po trzecie, unijne dyrektywy zmuszają nas do tego, żeby coraz większą część odpadów poddawać recyklingowi. Dotyczy to też odpadów organicznych (w tym osadów ściekowych). Przetwarzanie ich na biogaz wydaje się rozwiązaniem optymalnym (produktem ubocznym w tym procesie jest tzw. poferment, bardzo dobrej jakości nawóz).

Energetyczna rewolucja: czekają nas problemy czy świetlana przyszłość?

Po czwarte, biogazownie są też idealnym rozwiązaniem problemu, jakim jest w gospodarstwach hodowlanych gnojowica. Wylewanie jej na pola, co wciąż jest praktykowane, prowadzi do zanieczyszczania wód gruntowych oraz powierzchniowych. Spotyka się też, z powodu silnego odoru, z dużymi protestami społecznymi. Przetworzenie gnojowicy na biogaz rozwiązuje problem, a dodatkowo, jeśli biogazownia jest prawidłowo prowadzona, daje poferment, który jest dużo lepszym nawozem niż gnojowica czy obornik (używając go można ograniczyć stosowanie nawozów sztucznych).

Ekonomiczna ekologia

Można śmiało powiedzieć, że produkcja biogazu jest proekologiczna. Ma też sens ekonomiczny, czego dowodzi wiele już istniejących instalacji, głównie produkujących z biogazu energię elektryczną i cieplną. Niejednokrotnie ogrzewają i zaopatrują w ciepłą wodę całe miejscowości, dzięki czemu można było zrezygnować ze starych, bardzo zanieczyszczających powietrze pieców węglowych. Jednym z najciekawszych przykładów jest biogazownia wybudowana przy gminnej oczyszczalni ścieków w Tychach. Zaopatruje w energię elektryczną i cieplną nie tylko samą oczyszczalnię, ale też tyski aquapark.

Śmieci, coraz droższy kłopot

Biogazownie mają też tę zaletę, że dobrymi lokalizacjami są dla nich biedne, peryferyjne gminy rolnicze, w których każdy nowy zakład przemysłowy (nawet mały), każde pozarolnicze miejsce pracy, jest na wagę złota. Nie wspominając o tym, że takie gminy są na ogół oddalone od elektrowni, a infrastruktura do przesyłu prądu jest w takim stanie, że często dochodzi do zakłóceń i przerw w dostawach energii elektrycznej. Budowanie lokalnych elektrowni (czyli rozwój tzw. energetyki rozproszonej), jakimi są też biogazownie produkujące prąd, bardzo tę sytuację poprawia.

Chciałoby się więc zapytać, dlaczego mimo tylu atutów dotąd budowano w Polsce mało biogazowni. I czy nadal – mimo ambitnych planów wielkich firm – branża biogazowa będzie rozwijać się w ślimaczym tempie.

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Do niedawna główną barierą blokującą rozwój biogazownictwa były często zmieniające się przepisy, co nie tworzyło stabilnych warunków inwestorom. W pewnym momencie wręcz postawiono część biogazowni na krawędzi bankructwa. Po złych doświadczeniach potencjalni inwestorzy są wciąż bardzo ostrożni. Zwłaszcza że procedury związane z uzyskiwaniem pozwolenia na budowę biogazowni są tak uciążliwe i długotrwałe, że wielu inwestorów w ogóle rezygnuje z takiego przedsięwzięcia.

Przeciw planowanej budowie biogazowni często protestują lokalne społeczności, obawiając się odoru.

Często przeciwko planowanej budowie biogazowni protestują lokalne społeczności. Głównie dlatego, że pojawiło się kilka, które były nieprawidłowo prowadzone i bardzo uciążliwe dla otoczenia (głównie chodziło o odór). Media chętnie to opisywały i stąd wzięła się dość rozpowszechniona, ale niesprawiedliwa opinia, że biogazownie są koszmarem dla sąsiadów. Mogą nim być, jeśli będą nieodpowiednio eksploatowane, ale są w Polsce służby, które powinny tym się zająć. I zajmują się, zmuszając właścicieli, by zaczęli prowadzić biogazownie zgodnie ze sztuką.

Obecnie jednak to właśnie niechęć lokalnych społeczności, a w ślad za tym lokalnych władz, wydaje się być główną barierą w powstawaniu kolejnych instalacji. To dotyczy jednak wielu innych inwestycji – rolniczych, przemysłowych czy energetycznych. Jednak powinno nam dać do myślenia to, że Niemcy czy Dania, kraje proekologiczne i bardzo wyczulone na uciążliwość przemysłu czy rolnictwa dla otoczenia, realizują dużo takich inwestycji.

(©PAP)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Bat na podwyżki cen wody

Kategoria: Zewnętrzni eksperci
W ostatnich latach bardzo wzrosły w Polsce opłaty za wodę i odbiór ścieków. Dalsze podwyżki miało zahamować powołanie regulatora tych opłat, który zaczął działać półtora roku temu. Czy zrealizował ten cel - odpowiada Joanna Kopczyńska, zastępca prezesa Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.
Bat na podwyżki cen wody

Nieco luźniej na miejskim śmietniku

Kategoria: Raporty
Z 504 do 486 kilogramów na głowę zmalała pomiędzy 2010 a 2017 r. góra wyrzucanych w krajach Unii Europejskiej komunalnych śmieci. W Polsce pozostaje ich znacznie mniej niż przeciętnie w Unii. W krajach, w których powstaje najwięcej odpadów, najwięcej się ich też przetwarza. Nam do tego jeszcze daleko.
Nieco luźniej na miejskim śmietniku

Śmieci, coraz droższy kłopot

Kategoria:
Podwyżki opłat śmieciowych dotyczą obecnie praktycznie wszystkich gmin. To efekt wieloletnich zaniedbań, rosnących kosztów i ryzyka, które firmy odpadowe wkalkulowują w cenę – uważa Michał Dąbrowski, przewodniczący Rady Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.
Śmieci, coraz droższy kłopot